ducks over pigeons
: śr wrz 23, 2026 11:33 pm
Przez chwilę przyglądała się zielonemu stworzeniu w niemal nabożnym skupieniu, jakby właśnie natknęła się na jeden z tych niezwykle rzadkich cudów natury, o których później opowiada się ludziom, a oni patrzą z niedowierzaniem, pytając, dlaczego właściwie nie można było zrobić zdjęcia czegoś normalnego. Pasikonik jednak rzeczywiście wyglądał jak liść, tylko zdecydowanie bardziej podejrzany, bo posiadał sześć nóg, skrzydła, czułki i najwyraźniej całkiem dobrze radził sobie z udawaniem czegoś, czym nie był. Telefon nadal miała w dłoni, lecz zamiast od razu zrobić zdjęcie, najpierw zerknęła na owada, potem na ekran, później znowu na owada, jakby próbowała upewnić się, czy natura przypadkiem nie zrobiła sobie z niej żartu.
—Czyli to jest ten słynny liść z nogami.— stwierdzenie zabrzmiało zaskakująco poważnie, choć usta już drgały jej w lekkim uśmiechu. —Wiedziałam, że kiedyś znajdę coś, co wygląda jak roślina, a jednak nią nie jest. To prawie jak odkrycie nowego gatunku. Tylko mniejszego i bardziej zielonego.— przykucnęła jeszcze niżej, ostrożnie przesuwając telefon tak, żeby złapać odpowiedni kadr, a przy okazji niemal całkowicie przestała zwracać uwagę na wszystko inne dookoła. Zdjęcie musiało być dobre. Nie dlatego, że miała jakiekolwiek pojęcie, jak powinno wyglądać profesjonalne zdjęcie pasikonika, tylko dlatego, że skoro już oficjalnie znalazła swoje pierwsze stworzenie, należało to udokumentować. Kilka sekund później zrobiła pierwszą fotografię, zerknęła na ekran i natychmiast zrobiła drugą, tym razem z nieco innej perspektywy.
—Mam dowód.— uniosła telefon z miną człowieka, który właśnie zdobył materiał mogący rozstrzygnąć bardzo ważny spór naukowy —Nikt mi teraz nie powie, że to był zwykły liść.— perspektywa różowego pasikonika sprawiła, że po chwili znów spojrzała na Pixie z wyraźnym zainteresowaniem, bo najwyraźniej samo znalezienie jednego owada nie zakończyło już sprawy. —Różowy pasikonik brzmi jak coś, co ktoś wymyślił po zjedzeniu zbyt dużej ilości cukru.— przechyliła głowę, przez moment zastanawiając się nad czymś bardzo intensywnie —Czy one naprawdę są różowe, czy różowe tak samo jak flamingi? Bo flamingi nie rodzą się różowe. Robią się różowe od jedzenia, więc technicznie rzecz biorąc są trochę farbowane od środka.— nie wyglądała na szczególnie zainteresowaną tym, czy jej teoria miała sens, skoro była wystarczająco ciekawa, żeby ją wypowiedzieć. Wzrok znowu powędrował ku pasikonikowi, który najwyraźniej nie przejmował się zupełnie tym, że właśnie został mianowany pierwszym oficjalnym odkryciem tego spaceru.
—Powinniśmy mu nadać imię.— decyzja została podjęta z zadziwiającą łatwością —Nie na stałe. Tylko na potrzeby dokumentacji. Numer jest smutny. Możemy go nazwać... Stefan.— przez chwilę przyglądała się mu jeszcze uważniej, jakby próbowała ocenić, czy owad rzeczywiście wyglądał na Stefana —Nie. Nie. Stefan jest za bardzo człowiekiem, który naprawia pralki. Ten wygląda jak Gerard.— dopiero po chwili chyba dotarło do niej, że Pixie wspominała wcześniej o tym, iż większość spotykanych przez nią owadów nie dostaje imion, ponieważ było ich po prostu zbyt wiele. Ta informacja wcale nie zniechęciła Joy, wręcz przeciwnie, najwyraźniej otworzyła przed nią zupełnie nową możliwość. —Wiesz co? Jak masz ich tak dużo, to może rzeczywiście nie ma sensu nazywać wszystkich. Możesz robić im numery. Tylko wtedy pierwszy powinien być numerem jeden, a nie zero, bo inaczej drugi będzie miał kryzys tożsamości.— skinęła głową z przekonaniem, jakby właśnie rozwiązała jeden z większych problemów współczesnej entomologii. —Chociaż jak masz Karen i Johna, to już za późno. One mają osobowości.— kolejne spojrzenie skierowała na różne zakamarki roślinności, tym razem już z zupełnie innym nastawieniem niż wcześniej. Pierwszy pasikonik został znaleziony, więc cała okolica nagle wydała się pełna możliwości. Każdy liść mógł skrywać następnego, każda gałązka mogła okazać się miejscem kolejnego odkrycia, a Joy najwyraźniej uznała, że skoro raz jej się udało, to dalsza część poszukiwań również musi zakończyć się sukcesem —Dobra. Gerard jest pierwszy. Teraz szukamy jego rodziny.— wyprostowała się i ruszyła kawałek dalej wzdłuż zarośli, po czym po kilku krokach zatrzymała się gwałtownie. —Pixie.— Spojrzała na nią z powagą. —Jeśli znajdziemy różowego, to nazwę go Barbie.
pixie fontaine
—Czyli to jest ten słynny liść z nogami.— stwierdzenie zabrzmiało zaskakująco poważnie, choć usta już drgały jej w lekkim uśmiechu. —Wiedziałam, że kiedyś znajdę coś, co wygląda jak roślina, a jednak nią nie jest. To prawie jak odkrycie nowego gatunku. Tylko mniejszego i bardziej zielonego.— przykucnęła jeszcze niżej, ostrożnie przesuwając telefon tak, żeby złapać odpowiedni kadr, a przy okazji niemal całkowicie przestała zwracać uwagę na wszystko inne dookoła. Zdjęcie musiało być dobre. Nie dlatego, że miała jakiekolwiek pojęcie, jak powinno wyglądać profesjonalne zdjęcie pasikonika, tylko dlatego, że skoro już oficjalnie znalazła swoje pierwsze stworzenie, należało to udokumentować. Kilka sekund później zrobiła pierwszą fotografię, zerknęła na ekran i natychmiast zrobiła drugą, tym razem z nieco innej perspektywy.
—Mam dowód.— uniosła telefon z miną człowieka, który właśnie zdobył materiał mogący rozstrzygnąć bardzo ważny spór naukowy —Nikt mi teraz nie powie, że to był zwykły liść.— perspektywa różowego pasikonika sprawiła, że po chwili znów spojrzała na Pixie z wyraźnym zainteresowaniem, bo najwyraźniej samo znalezienie jednego owada nie zakończyło już sprawy. —Różowy pasikonik brzmi jak coś, co ktoś wymyślił po zjedzeniu zbyt dużej ilości cukru.— przechyliła głowę, przez moment zastanawiając się nad czymś bardzo intensywnie —Czy one naprawdę są różowe, czy różowe tak samo jak flamingi? Bo flamingi nie rodzą się różowe. Robią się różowe od jedzenia, więc technicznie rzecz biorąc są trochę farbowane od środka.— nie wyglądała na szczególnie zainteresowaną tym, czy jej teoria miała sens, skoro była wystarczająco ciekawa, żeby ją wypowiedzieć. Wzrok znowu powędrował ku pasikonikowi, który najwyraźniej nie przejmował się zupełnie tym, że właśnie został mianowany pierwszym oficjalnym odkryciem tego spaceru.
—Powinniśmy mu nadać imię.— decyzja została podjęta z zadziwiającą łatwością —Nie na stałe. Tylko na potrzeby dokumentacji. Numer jest smutny. Możemy go nazwać... Stefan.— przez chwilę przyglądała się mu jeszcze uważniej, jakby próbowała ocenić, czy owad rzeczywiście wyglądał na Stefana —Nie. Nie. Stefan jest za bardzo człowiekiem, który naprawia pralki. Ten wygląda jak Gerard.— dopiero po chwili chyba dotarło do niej, że Pixie wspominała wcześniej o tym, iż większość spotykanych przez nią owadów nie dostaje imion, ponieważ było ich po prostu zbyt wiele. Ta informacja wcale nie zniechęciła Joy, wręcz przeciwnie, najwyraźniej otworzyła przed nią zupełnie nową możliwość. —Wiesz co? Jak masz ich tak dużo, to może rzeczywiście nie ma sensu nazywać wszystkich. Możesz robić im numery. Tylko wtedy pierwszy powinien być numerem jeden, a nie zero, bo inaczej drugi będzie miał kryzys tożsamości.— skinęła głową z przekonaniem, jakby właśnie rozwiązała jeden z większych problemów współczesnej entomologii. —Chociaż jak masz Karen i Johna, to już za późno. One mają osobowości.— kolejne spojrzenie skierowała na różne zakamarki roślinności, tym razem już z zupełnie innym nastawieniem niż wcześniej. Pierwszy pasikonik został znaleziony, więc cała okolica nagle wydała się pełna możliwości. Każdy liść mógł skrywać następnego, każda gałązka mogła okazać się miejscem kolejnego odkrycia, a Joy najwyraźniej uznała, że skoro raz jej się udało, to dalsza część poszukiwań również musi zakończyć się sukcesem —Dobra. Gerard jest pierwszy. Teraz szukamy jego rodziny.— wyprostowała się i ruszyła kawałek dalej wzdłuż zarośli, po czym po kilku krokach zatrzymała się gwałtownie. —Pixie.— Spojrzała na nią z powagą. —Jeśli znajdziemy różowego, to nazwę go Barbie.
pixie fontaine