Strona 2 z 2

a meeting of former lovers

: sob wrz 19, 2026 4:02 pm
autor: Aurora B. Swan
Aurora parsknęła śmiechem, kiedy Teddy z takim przekonaniem zaczęła tłumaczyć historię krowy. Theodora Apreddy LXIX. Samo imię wystarczyło, żeby przez moment patrzyła na Darling z niedowierzaniem, po czym pokręciła głową. Oczywiście. Oczywiście, że Teddy nie mogła po prostu mieć krowy. Krowa musiała mieć imię będące połączeniem ich imion i jeszcze numer jak jakiś pieprzony monarcha.
- Theodora brzmi zacnie.
Reszta już mniej, w sensie drugie imię z racji natury nie przypadło Aurorze do gustu, ale zostawmy temat April. Nie będzie jej lubić i koniec. Nie ważne co się będzie działo!

Zaśmiała się pod nosem, ale zaraz potem zerknęła na zdjęcia Liary. Kotka faktycznie wyglądała całkiem niewinnie, co w jakiś dziwny sposób jeszcze bardziej pasowało do historii o Teddy, która najwyraźniej nie planowała posiadania kota, a skończyła z jednym mieszkającym u niej na stałe. Koty były fajne!
- No tak, oczywiście. Liara też ma swoją historię. Ładna kicia.
Owszem, grała kiedyś w Mass Effect (hehe jestem psychofanem tej gry!), ale nie szczególnie przypadła jej do gustu. Zbyt monotonna, podobne sekwencje, zbyt proste dialogi, ale fabuła na film nawet jej się podobała. Może aktorski serial będzie czymś co ją wciągnie do tego świata? Swan od zawsze jednak wolała inne „kosmiczne” uniwersa – Star Wars a nawet Star Trek! Tak, ten sztywny, drewniany i stary.

Nie było w tym ani grama wyrzutu. Wręcz przeciwnie. W jej głosie pojawiło się coś ciepłego, bo dokładnie za takie rzeczy lubiła Darling. Za to, że nawet zwykłe życie potrafiło jej się zamienić w historię, którą potem można było opowiadać przy herbacie przez pół wieczoru. Aurora odsunęła telefon wzrokiem od zdjęć dopiero wtedy, kiedy Teddy wróciła do planszy i rzuciła jej zaczepkę o sentymentach. Kącik ust Swan uniósł się powoli.
- Nie myl sentymentu z litością.
Jej spojrzenie przesunęło się na zieloną figurkę, która właśnie znalazła się w sąsiednim wagonie. Potem na własne pionki. Przez krótką chwilę nic nie mówiła, tylko obserwowała planszę, jakby ruch Teddy właśnie ułożył jej w głowie coś, czego wcześniej brakowało.

- Dlatego nie powinno się ufać pierwszej karcie, która wygląda dobrze.
Wyciągnęła jedną z kart i położyła ją przed sobą. Tym razem nie było już żadnego ukrywania zamiarów. Aurora przesunęła figurkę Doca o wagon w stronę zielonej postaci Teddy, spokojnie i bez pośpiechu. Nie rzuciła nawet triumfalnego komentarza. Wystarczyło samo przesunięcie pionka. Dopiero kiedy odstawiła go na miejsce, podniosła wzrok na Darling.

- Bo czasami pierwsza karta tylko pomaga przeciwnikowi znaleźć cię szybciej.
Uśmiechnęła się szerzej, opierając przedramię o krawędź stołu. Teraz między ich figurkami było już zdecydowanie mniej bezpiecznej przestrzeni. Aurora jeszcze przed chwilą traktowała tę planszówkę jak zwykłą zabawę. Teraz coraz bardziej przypominało jej to małą operację wojskową. Najwyraźniej Teddy właśnie dobrowolnie weszła w zasięg „piąchy”.

- No dalej. Pokaż mi, co tam jeszcze masz, Darling.
Mówiąc to, ceremonialnie stuknęła paznokciami o blat stołu, patrząc się ze swoim zwycięskim uśmiechem w stronę dawnej partnerki.


teddy darling

a meeting of former lovers

: sob wrz 19, 2026 6:17 pm
autor: teddy darling
Wiedziała, że Theodora brzmiało zacnie. W końcu to było jej imię. Co prawda nie przepadała, kiedy ktoś używał pełnej wersji, bo wtedy od razu czuła się tak, jakby coś przeskrobała. Zwykle robił to ojciec. W jego ustach nigdy nie oznaczała to przecież niczego dobrego i Teddy od razu zaczynała się zastanawiać, co tym razem odwaliła. Chociaż wcale nie tak często zachodziła mu za skórę. No dobrze, czasami się zdarzało. Zwłaszcza wtedy, kiedy po kolejnej akcji lądowała w szpitalu z raną wymagającą szycia albo lekkim niedotlenieniem, bo nawdychała się zbyt dużo dymu. Teddy nigdy nie wiedziała, czy bardziej się martwił, czy miał ochotę osobiście przywiązać ją do kanapy, żeby przez przynajmniej tydzień nigdzie nie wychodziła. Pewnie jedno i drugie.
Jestem psiarą i w normalnych okolicznościach nie zdecydowałabym się na kota. Nawet teraz miałam wątpliwości co do adopcji zwierzaka, bo przecież mieszkamy w niedużym lofcie i często przebywamy poza domem, ale kot i tak jest o wiele mniej wymagający od psa. No i nie mogłam odmówić April — westchnęła rozmarzona. Dla narzeczonej była skłonna do wszelkich poświęceń. Jeszcze niedawno pewnie zarzekałaby się, że kot w jej mieszkaniu to ostatnia rzecz, jakiej potrzebuje. A teraz musiała przyznać, że pokochała to małe futrzaste stworzenie. Poza tym, gdyby April zażyczyła sobie gwiazdki z nieba, Darling najpewniej byłaby już dawno w kosmosie i szukała tej najjaśniejszej.
Uniosła ręce w obronnym geście. Nie zamierzała wnikać, czy Aurora kierowała się sentymentami, czy może jednak litością. Żadna z tych opcji nie była wystarczająca, żeby powstrzymać Teddy przed spuszczeniem jej manta w Colt Express!
Och, serio? — skrzywiła się lekko, widząc, jak Swan przesuwa swoją figurkę do tego samego wagoniku. — A czemu innemu mam ufać w tej grze, jeśli nie kartom? Nie na tym to polega? — posłała jej rozbawione spojrzenie. Skoro strażaczka nie mogła zagrać niczego innego, to musiała wyłożyć taką, a nie inną kartę. Dla Teddy było to przecież całkiem logiczne. Czasami kompletnie nie rozumiała tych dziwnych metafor, którymi posługiwała się Aurora. Darling naprawdę nie miała pojęcia, jak można było zwykłe zagranie karty zamienić w filozofowanie o zaufaniu.
Poza tym sama mnie nauczyłaś, że w tej grze trzeba wykorzystywać każdą okazję — dodała, nie zrażona zagraniem Aurory. — No to korzystam — karta bójki wylądowała przed nią, a na twarzy strażaczki pojawił się szeroki uśmiech. Aurora sama właśnie wpakowała się do tego samego wagonu. Teddy musiałaby być chyba skończoną idiotką, żeby nie wykorzystać takiej okazji i nie odwdzięczyć się piękny za nadobne! I tak nie miała innych możliwości i musiała wykorzystać kartę teraz. Bez sensu czekać na kolejną rundę.

Aurora B. Swan

a meeting of former lovers

: ndz wrz 20, 2026 6:09 pm
autor: Aurora B. Swan
Aurora pokręciła głową z rozbawieniem, słuchając wyjaśnień Teddy dotyczących Liary i całej historii z kotem. Właściwie nawet jej to pasowało. Darling mogła przez pół życia zarzekać się, że jest psiarą, a potem wystarczyło jedno małe stworzenie wyciągnięte z wału przeciwpowodziowego, żeby całe wcześniejsze przekonania poszły się pieprzyć. Swan zerknęła jeszcze raz na zdjęcie kotki i uśmiechnęła się pod nosem. Każde zwierzę miało w sobie coś cudownego, nawet jeśli czasami potrafiło skutecznie przewrócić człowiekowi życie do góry nogami.
- Kot wam się przyda. Nauczy cierpliwości, odpowiedzialności... i przygotuje was na dziecko.
Powiedziała to z tak śmiertelną powagą, że dopiero po chwili sama nie wytrzymała i parsknęła śmiechem. Oczywiście był to żart, chociaż wizja Teddy i April próbujących wychować najpierw kota, a później potencjalnie małego człowieka, była dla Aurory wyjątkowo zabawna. Oddała telefon właścicielce, a potem wróciła do planszy, gdzie sytuacja właśnie zaczynała robić się znacznie ciekawsza. Teddy położyła kartę bójki, najwyraźniej zamierzając wykorzystać fakt, że Aurora sama wpakowała się do jej wagonu. Swan spojrzała na kartę, potem na figurkę, a na jej twarzy pojawił się szeroki, niemal dziecięcy uśmiech. No dobrze. Sama tego chciała.

Cios poszedł w ruch, a Doc został wypchnięty z wagonu. Aurora przyjęła to z teatralnym westchnieniem, przesuwając figurkę zgodnie z zasadami, ale zamiast się wycofać, natychmiast odpowiedziała własną kartą „dania w mordę”. Tym razem to ona postanowiła skorzystać z okazji i oddać Teddy pięknym za nadobne. Przez kilka sekund obie figurki miotały się po planszy niczym dwie bandytki, które najwyraźniej zapomniały, że głównym celem napadu było obrabowanie pociągu, a nie prywatna vendetta przy herbacie. Aurora aż pochyliła się nad stołem, śledząc sytuację z pełnym skupieniem, a kiedy jej ruch został rozpatrzony, rzuciła Teddy krótkie, rozbawione spojrzenie. Teraz już naprawdę zaczynała się dobra zabawa.
Nie zamierzała jednak tracić z oczu tego, co znajdowało się w sąsiednim wagonie. Walizka nadal czekała, a skoro mogła wykorzystać chaos do własnych celów, nie zamierzała się nad tym długo zastanawiać. Sięgnęła po kartę Szeryfa i przesunęła stróża prawa dokładnie tam, gdzie chciała. Pojawienie się tego jegomościa oznaczało jedno - znajdujący się w wagonie bandyta musiał uciekać na dach, a przy okazji dostać jeszcze kulę. Aurora tylko uniosła brwi, obserwując efekt własnego zagrania z miną osoby wyjątkowo zadowolonej z siebie. Chwilę później druga z jej figurek ruszyła w stronę wagonu z walizką. Plan zaczynał się układać dokładnie tak, jak chciała: jeden bandyta robił zamieszanie, drugi zbliżał się do pieniędzy, a szeryf pilnował, żeby Teddy nie miała zbyt łatwego życia.
Swan oparła się wygodniej na krześle i stuknęła paznokciem w blat, spoglądając na planszę. Jeszcze przed chwilą rozmawiały o krowie nazwanej Theodora Apreddy LXIX i kotce o imieniu Liara, a teraz prowadziły małą wojnę o walizkę. Dlatego Aurora tak lubiła spotkania z Teddy. Przy niej nawet zwykła planszówka potrafiła w ciągu kilku minut zamienić się w absurdalnie poważną operację rabunkową.
- No dobra, Darling. Teraz zobaczymy, czy naprawdę umiesz wykorzystywać każdą okazję.
Uśmiechnęła się zwycięsko, nie odrywając wzroku od walizki.


teddy darling