Strona 2 z 6
go, shawty, it's your birthday
: wt wrz 15, 2026 2:18 am
autor: Ruelle I. Prescott
Cóż, w czasie ostatniej rozmowy z Isabel, Ruelle została postawiona pod ścianą. Musiała przyznać się wprost do tego jak wyglądała mniej więcej sytuacja między nią a River. Rzecz jasna nie znaczyło to wcale, że opowiedziała im wszystko. Nie potrafiłaby. Czuła pewną potrzebę prywatności, ale na pewno zdradziła o wiele więcej niż chciała... Co nie było trudne, bo nie chciała mówić niczego.
Nie było wątpliwości, co do tego, że Cross znajdowała się w miejscu, które równie dobrze mogłoby być pokojem przesłuchań na komendzie, gdzie każde wypowiedziane słowo zostanie wykorzystane przeciwko niej. Zwłaszcza, że Isabel była tą osobą, która potrafiła zapamiętać wszystko idealnie i podjąć się nawet najbardziej niewdzięcznego tematu, bo w końcu czemu miałaby tego nie zrobić?
- Powodzenia. Może tobie się uda - Jonathan prawie parsknął z rozbawienia, zapewne nie wierząc do końca w to, że River miałaby tak łatwo osiągnąć sukces w dziedzinie przekonania ich córki do czegoś na co nie miała ochoty.
Najwyraźniej przegapił ten szczegół, że Cross posiadała pewien sposób na to, aby zmiękczyć tanatopraktorkę i nakłonić ją do różnych rzeczy. Chociaż czasami naprawdę trudno było skruszyć jej wolę. Ruelle też na pewno nie byłaby w stanie łatwo znieść połączenia trójki ich matek, które równie dobrze w jej mniemaniu mogłyby tworzyć jakąś Nieświętą Trójcę, która miała ją torturować na ziemi w wyjątkowo wymyślny sposób. Czy nie miała racji?
Wokół na pewno roiło się od potraw domowej roboty, ale nie wszystkie były tak intensywne i egzotyczne. Na pewno typowy Kanadyjczyk znalazłby wśród tych pyszności coś, co było znane z jego rodzinnego domu. O ile, rzecz jasna, nie wychowywał się na samych mrożonkach tak jak pewna artystka. Zdecydowanie dopiero spotykając się z kimś takim jak młoda Prescott mogła mieć okazję do tego, aby zakosztować prawdziwej kuchni.
Ci mniej życzliwi na pewno stwierdziliby, że Rue została przywołana przez butelkę alkoholu, która zabrzęczała o brzeg szklanki. W końcu takie drobiazgi pomagały jej przeżyć istny najazd licznych członków rodziny. Głównie tych, za którymi nie przepadała i takich, którzy byli najbardziej męczący. Tylko, że tym razem naprawdę poszukiwała wyłącznie pewnej dziewczyny, którą ściągnęła na imprezę... lub raczej zrobiła to Isabel.
Wciąż nie potrafiła przyzwyczaić się do tej dziwnej czułości, która pojawiała się w spojrzeniu Cross ostatnimi czasy. Podobnie było z gestami, które były aż zbyt delikatne jak na ich standardy, a jednak dalej przynosiły przyjemność.
- My - powtórzyła, unosząc odruchowo głowę, aby wypowiedzieć jej słowa tuż przy jej ustach nim poczuła jej krótki pocałunek.
Niemal odruchowo musnęła językiem dolną wargę dziewczyny i naprawdę musiała ze sobą walczyć, aby nie zrobić czegoś jeszcze. Tak czy siak, znajdą się tacy, którym w niesmak będzie nawet najmniejszy pokaz zażyłości, a inni uznają je z góry za zdecydowanie zbyt słodką parę.
- Muszę ci coś pokazać - powiedziała, chwytając jeszcze artystkę za rękę.
Może i podwórze przy domu Prescottów było spore, ale dotarcie do odpowiedniego miejsca nie zajęło im zbyt wiele czasu. W końcu rozchodziło się o jedno drzewo, które rosło na terenie posesji, a pod którym zgromadziła się grupka dzieciaków, które gapiły się w zawieszoną na jednej z gałęzi kukłę z papier-mâché, która drwiąco bujała się nad ich głowami.
- Przyprowadziłam posiłki - zapowiedziała, a cała armia małych ludków wydawała się tym niezwykle podekscytowana.
Jeden chłopczyk podszedł od razu po to, aby wręczyć River kij bejsbolowy, który dzierżył w dosyć niepewny sposób. Tymczasem blondwłosa dziewczynka podała Ruelle kawałek szarfy.
- Potrzebujemy kogoś do rozbicia tej wysoko zawieszonej piñaty - wytłumaczyła, układając materiał w dłoniach i unosząc go na wysokość twarzy artystki. - Myślisz, że dasz radę podołać? Te dzieci na ciebie liczą.
To z pewnością powinna być dla niej dobra motywacja... Chyba.
River Cross
go, shawty, it's your birthday
: śr wrz 16, 2026 2:00 pm
autor: River Cross
Czuła się trochę jak doklejona z innej wycinanki. Tutaj było bardzo kolorowo, sielsko i domowo. Zupełnie nie jak u niej. Nigdy nie zaangażowała się w tego typu imprezę. W jej rodzinie było to po prostu niemożliwe i nigdy nie zdarzyło jej się, żeby jakaś jej osoba partnerska zaprosiła ją na takie wydarzenie. Jej rodzina była większa, gdy żyła Raven, ale teraz? Nie utrzymywała zbyt częstego kontaktu z Vanbergami, bo czuła, że to dla obu stron zbyt bolesne doświadczenie. Nie pasowała tu ani przyzwyczajeniami, ani doświadczeniami, ani strojem ani nawet rasą. Gdyby chodziło o kogokolwiek innego niż Ruelle, dawno już by stąd wyszła. Bardzo jednak chciała poznać każdy skrawek nie tylko jej ciała, ale i umysłu. Imprezy takie jak ta powinny ją do tego zbliżyć. Nadal czuła się swobodnie wyłącznie wtedy, gdy miała ją na wyciągnięcie ręki. Jak będzie jej tak ciągle znikać, to może okazać się wyjątkowo nerwowa impreza dla Cross.
Dotyk języka rozszedł się przyjemnym dreszczem po jej ciele. Ruelle pozawalała sobie na więcej niż sama rysowniczka, ale tym razem to ona wyznaczała zasady i granice. Musiała ich słuchać, żeby znowu nie narobić sobie kłopotu i nie zaliczyć ciosu prosto w twarz. Jej wzrok na moment powędrował w stronę okien na piętrze. Jeżeli dobrze zapamiętała widok z sypialni Ruelle, to była w stanie zidentyfikować właściwie. Czy byłoby aż takie złe, gdyby uciekły tam na moment? Przecież wystarczyłoby im kilkanaście minut i mogłyby wrócić na imprezę.
Ruszyła grzecznie za Latynoską, nie próbując nawet zgadnąć, w co tym razem dziewczyna próbuje ją wkręcić. Pozwoliłaby jej przecież na każdą głupotę. Nieco zmartwiła się, gdy zauważyła, że kierują się w stronę bandy dzieciaków zgromadzonych w jednym miejscu. Nie była przyzwyczajona do takiego nagromadzenia małych ludzi w jednym miejscu. Nawet nie była pewna, czy kiedykolwiek miała do czynienia z większą liczbą niż dwoje jednocześnie.
Spojrzała na kolorową kulę i wszystko zaczęło jej się łączyć w całość. To brzmiało jak zadanie, z którym mogła sobie poradzić. Uśmiechnęła się więc na dźwięk nazywania jej posiłkami. Przyjęła od chłopca kij i podziękowała skinieniem. Zważyła go w dłoniach, po czym podrzuciła. Obrócił się wokół własnej osi, a ona znowu złapała go za rączkę. Porządny sprzęt.
— W ramach rozrywki wręczasz mi kij baseballowy i każesz napier... napierać? — Obróciła głowę, rzucając jej rozbawione spojrzenie, zanim jeszcze nałożyła jej opaskę. Była wyraźnie podekscytowana tym pomysłem.
— Musisz naprawdę mnie lubić — pochwaliła ją i pozwoliła zawiązać sobie materiał wokół oczu. Machnęła kijem, gdy zniknęło już wszelkie światło. To będzie ciekawe. Na jej wargach od razu pojawił się uśmiech zwiastujący zazwyczaj złe pomysły. Dawno nie miała okazji tłuc się na żadnym proteście. Ostatnio zrobiła to przecież w klubie. Pora nadrobić te emocje. Machnęła kijem raz jeszcze, starając się totalnie nie trafić.
— Chyba musicie mi trochę podpowiedzieć — zwróciła się do dzieciaków specjalnie stając bokiem do tej bandy. Krótkie chichoty podpowiedziały jej, że to był dobry pomysł. Dzieciarnia zaczęła przekrzykiwać się między sobą, podając wyjątkowo nieskładne instrukcje. River zacisnęła mocniej palce na kiju i machnęła nim kilka razy, wsłuchując się w te potłuczone rady. Zamach miała naprawdę porządny. Baseball musiała mieć we krwi, jak to Azjatka. A może to jednak kwestia bicia ludzi? Wszystko jedno.
— Nie tu, nie tu! W lewo! — Głos blondyneczki przebił się przez pozostałych. Cross zdążyła już poczuć sympatię do tego konkretnego soczkożłopa, więc obróciła się i pieprznęła porządnie we wskazaną stronę. Wreszcie natrafiła na opór. Uśmiechnęła się szeroko na dźwięk pękającego papieru. A może na dźwięk radosnych wiwatów tej bandy, która rzuciła się od razu na trawę, by wyzbierać z niej opadające cukierki? River uderzyła raz jeszcze, chcąc wytrzepać z kuli jakieś niedobitki i ostrożnie zsunęła szarfę z oczu.
— Tak dobrze? — rzuciła w stronę solenizantki.
Ruelle I. Prescott
go, shawty, it's your birthday
: śr wrz 16, 2026 3:54 pm
autor: Ruelle I. Prescott
River nie była jedyną, która miała wrażenie, że nie pasuje do tego wszystkiego. Może i solenizantka przywykła do podobnych wydarzeń, ale zawsze znajdowała się gdzieś pomiędzy. Nie była w pełni taka jak ta portorykańska porcja rodziny. Nie miała też w sobie do końca tej samej iskry, co krewni ze strony ojca. Była jakimś osobliwym połączeniem tej dwójki. Może to była jakaś mierna pociecha dla rysowniczki.
Trudno było jej w pełni nad sobą panować, gdy miała przy sobie Cross. Część jej odruchów była... No właśnie, odruchami. Nad nimi nie panuje się w pełni. Zwłaszcza, że zdążyła już wypić z niektórymi gośćmi w ramach kurtuazji kieliszek czy dwa za jej zdrowie. Alkohol zdecydowanie pomagał jej się rozluźnić w całym tym barwnym towarzystwie, które skupiało na niej zdecydowanie zbyt dużo uwagi. Przez to też jej zniknięcie zostałoby szybko odnotowane. Nie wspominając już o tym ile razy zatrzymanoby je w drodze do domu.
Normalnie nie ciągnęłaby jej w kierunku zbiegowiska dzieci. Mało tego, sama nie kręciłaby się w ich pobliżu, ale sytuacja była wyjątkowa. Na pewno rozbicie papierowej kukły będzie dla nich cudownym prezentem i zajmie je na jakiś czas. Oby tylko potem cały tej cukrowy haj rozładowały biegając wokół rosnących w ogrodzie drzew, nie próbując nawet niepokoić Ruelle. Miała już dostatecznie wielkie urwanie głowy z dorosłymi.
Była pewna, że kto jak kto, ale River na pewno poradzi sobie z tym zadaniem. Nie było chyba innej osoby, której powierzyłaby chętniej kij. Niech się odrobinę wyżyje i spuści z siebie ten stres związany ze zdecydowanie zbyt licznym imprezowym tłumem.
- Każę ci napierać na señora piñatę - potwierdziła, przewiązując oczy rysowniczki wręczoną jej szarfą.
Nigdy nie sądziła, że będzie coś takiego robiła w nieseksualnym kontekście. Takie jednak były zasady tej zabawy. Mogliby się pewnie obyć bez pozbawianie uderzającego wzroku, ale czy tak nie było ciekawiej? Przynajmniej zdobyła chwilę na to, aby móc nacieszyć się bliskością dziewczyny.
- Lubię... I mam nadzieję, że nie zawiedziesz - mruknęła tuż przy jej uchu, przesuwając dłonie na jej ramiona.
W końcu pchnęła ją w kierunku, gdzie znajdował się jej cel, a sama odsunęła się na tyle, aby móc z rozsądnej odległości podziwiać cały ten chaos. Dzieciaki krzyczały głośno na temat tego, gdzie ma celować, a każde z nich miało zupełnie inny pomysł oraz instrukcje. W końcu jednak kij uderzył prosto w tułów papierowego osiołka, który rozpruł się w deszczu słodyczy. Dziecięcej radości naprawdę nie było końca.
- Brawo. Poszło ci naprawdę świetnie - potwierdziła, a buszujące wśród słodyczy rozsypanych na trawniku dzieci mogły na pewno to potwierdzić.
- Tía Ru, ¡tu novia es la mejor! - zakrzyknął jeden z chłopców, który właśnie dobierał się do jakiegoś miniaturowego batonika.
Normalnie zapewne poprawiłaby każdego, kto tylko nazwałby Cross jej dziewczyną, ale dzieciaki miały taryfę ulgową. Nie zamierzała też szarpać się z całą resztą rodziny, która i tak będzie rysowniczkę w ten sposób tytułować. Zwłaszcza, że przecież zjawiła się na rodzinnej imprezie, a każdy dodatkowo mógł bez problemu podziwiać wymieniane między nimi pocałunki, z którymi w zasadzie się nie kryły.
- Już cię nazywają najlepszą - przetłumaczyła szybko, a nagle tuż obok nich pojawiła się przyjazna blondyneczka, która wyciągała w ich kierunku dłonie wypełnione słodyczami, aby wzięły również swoją porcję tego łupu.
- Proszę! - powiedziała, spoglądając jeszcze na River z pewną mieszanką dziecięcej fascynacji oraz odrobiny nieśmiałości.
Chyba naprawdę Cross miała jakąś wyjątkową zdolność do tego, aby jednoczyć sobie członków rodziny Prescott, a przynajmniej jej część, bo nie można było powiedzieć, aby każdy był jej fanką.
River Cross
go, shawty, it's your birthday
: śr wrz 16, 2026 6:05 pm
autor: River Cross
Trochę żałowała, że ten kij nie był do napierdalania dzieci. No no wcale nie! W życiu nie podniosłaby ręki na żadnego szkraba, szanujmy się. Tłuc można wyłącznie pełnoletnich. Naprawdę doceniała formę rozrywki, w którą zaangażowała ją Ruelle. Ze wszystkich rzeczy, które mogła wybrać, ta pewnie była wśród najlepszych – zaraz obok chlania. Na to drugie też pewnie niedługo przyjdzie pora. Cross widziała po swojej modelce, że jest nieco do tyłu z imprezą. Chociaż z drugiej strony może powinna sobie dzisiaj darować? Ostatnim razem, kiedy piła, wydarzyło się więcej niż sporo. Wszystko niby dobrze się skończyło, ale co zdążyła narobić z siebie kretynki, to jej. Wolałaby odzyskać swoją muzę bez tego całego poniżania się, ale skoro tak musiało być, to trudno.
— Mówiłam przecież, że pójdę dla ciebie na każdą wojnę — przypomniała cicho, gdy dziewczyna znalazła się dużo bliżej. Przyjemne ciepło rozlało się po ramionach artystki, śledząc ruch dłoni Prescott. Właściwie to mogłyby tak zostać i też uznałaby to za świetną rozrywkę. Ale na to przyjdzie czas dużo, dużo później. Teraz liczył się bunt! Trudno powiedzieć tylko przeciwko czemu. Problemem były koncerny produkujące papier, bo wycinały drzewa czy może cukiernictwo, które żerowało na zdrowiu dzieci i dorosłych robiąc z niezdrowego żarcia rozrywkę? Chuj wie. Byle się bić.
Satysfakcja nie była porównywalna do wyżywania się w złości fizycznie na innych ludziach, ale i tak było całkiem fajnie. Piniata pękła z przyjemnym trzaskiem i nawet dziki wrzask berbeci nie wyprowadził jej z równowagi. Niech się nacieszą nadmiarem cukru, a potem niech gdzieś zasną na tych białych, plastikowych krzesłach, które stały wokół stołu. Najbardziej liczyła się dla niej aprobata solenizantki. Ta sprawiała wrażenie zadowolonej. Artystka natychmiast znalazła się przy niej, eliminując zbędny dystans między ich ciałami. i obejmując ją ręką w pasie. Uniosła zadowolona podbródek, słysząc, że została nazwana najlepszą przez jakiegoś małego ksenofoba, który nie umie uszanować, że nie każdy w jego towarzystwie zna hiszpański.
— Dzięki za pomoc, Pralinko. Bez ciebie by się nie udało. — Uśmiechnęła się do dziewczynki i zgarnęła kilka cukierków, które im podała. Podzieliła je na pół i jedną część wręczyła Rue. Swoje schowała do kieszeni marynarki.
— Chciałaś, żebym ci pokazała, jak pozwolić się kochać, prawda? No to uwaga, lekcja pierwsza. — Nachyliła się tak, by wtulić nos w jej włosy. Zapach szamponu mieszał się z wonią kwiatów z wianka. Podobała jej się ten miks.
— Jestem w stanie znieść dla ciebie jeszcze ze trzy interakcje z tymi kredogryzami. Ostrzegam, że przy czwartej yeetnę jakimś przez cały ogród — wyjaśniła na tyle cicho, by mogła ją słyszeć wyłącznie tanatopraktorka. Oczywiście totalnie żartowała! A może wcale nie? A Cross to nigdy nie wiadomo.
— Mogę z tym chodzić całą imprezę? No wiesz, tak na wszelki wypadek. — Dopytała, obracając głowę tak, by móc spojrzeć na kij, który wciąż trzymała w ręce. Uniosła do trochę wyżej i wyciągnęła przed nie na prostej ręce, jakby miały oceniać, czy faktycznie nadawał się jako akcesorium dla River.
Ruelle I. Prescott
go, shawty, it's your birthday
: śr wrz 16, 2026 9:59 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Gdyby Cross była psychopatką zdolną do tego, aby bić dzieci kijem po nerkach to z pewnością Ruelle nie zaciągnęłaby jej do takiej rozrywki. Nie potrzebowały niepotrzebnego rozlewu krwi oraz rozłupywanych czaszek na przyjęciu. Całe szczęście, że żaden z maluchów specjalnie nie próbował wystawiać ich cierpliwości na próbę, ani też nie zachowywał się jak skończony dupek. To było na plus.
- Teraz masz szansę na to, aby się wykazać, mi preciosa - przytaknęła mrukliwym tonem, uśmiechając się jeszcze na to stwierdzenie.
W tym momencie z pewnością River mogła pokazać to jak bardzo zależy jej na tanatopraktorce. W końcu czy dla jakiejkolwiek innej osoby wkręciłaby się na podobną imprezę i zabawiała kompletnie obce dzieciaki? Jakoś trudno było jej sobie wyobrazić dziewczynę w takiej sytuacji.
Zadowalało ją proste stanie z boku i obserwowanie tego z jaką ogromną pasją rysowniczka uderzała w zawieszoną na drzewie kukłę. Widać było, że miała w sobie sporo emocji do rozładowania. Ewentualnie zwyczajnie lubiła uderzać w różne rzeczy przy pomocy kija. Tyle dobrego, że była w tym świetna. Na pewno maluchy nie miały prawa do tego, aby narzekać. Chyba, że któremuś z nich zależało na tym, aby samodzielnie rozbić bank cukrowy.
Zadziwiało ją to jak dotykalska stała się River. Niby na co dzień również nie umiała zbyt długo trzymać rąk z dala od swojej modelki, ale tym razem inicjowała ten kontakt wyjątkowo często i miał on nadzwyczaj niewinny charakter. Pocałunki były krótkie i mniej namiętne, a dłonie nie próbowały się wkraść pod materiał, gdy tylko dziewczyna ją obejmowała, trzymając przy sobie.
- Nie ma za co! Jesteś naprawdę super! Fajnie, że Rue cię przyprowadziła - odpowiedziała mała blondyneczka, która chyba nieco bardziej się ośmieliła, gdy tylko River użyła w stosunku do niej pieszczotliwego zwrotu.
Prescott naprawdę była rozbawiona tym jak bardzo dziewczynka wydawała się lubić rysowniczkę, a przecież wcale nic o niej nie wiedziała. Naprawdę zabawnie patrzyło się na nią wrzuconą w ten wir rodzinnych interakcji.
Miała wrażenie, że wypity alkohol rozlewa się przyjemnym ciepłem od żołądka na całe jej ciało, gdy tylko Cross nachyliła się do niej głębiej, przytulając ją do siebie bardziej zdecydowane. Wiedziała jednak, że było to niemożliwe. W końcu piła go już dłuższy czas temu i miał już sporą okazję do tego, aby się zadomowić w jej organizmie. Tylko, że obecność artystki wpływała na nią wyjątkowo upajająco.
- Spokojnie. Nie będę ci teraz kazała prowadzić przedszkola - odpowiedziała, starając się nie myśleć zbyt intensywnie nad tym, że naprawdę bardzo pragnęła w tej chwili wyparować z terenu przyjęcia i znaleźć się w miejscu, gdzie nikt by im nie przeszkadzał. - Możesz to odłożyć i pójdziemy się napić, co?
Wysunęła się z jej objęć i chwyciła ją za rękę. Dzieci mogły jeszcze przez chwilę się zachwycać tym, że miały nareszcie dostęp do całego zapasu słodyczy, a one dwie miały przynajmniej odrobinę czasu na to, aby się nacieszyć się innymi atrakcjami, które im oferowała impreza.
Tylko, że nie zdołały ujść szczególnie daleko, gdy na ich drodze stanęła pewna starsza kobieta, której widok sprawił, że Ruelle automatycznie zacisnęła nieco mocniej palce na dłoni swojej artystki.
- Rue, jak cudownie cię widzieć, skarbie - zaszczebiotała w wyjątkowo przesłodzony sposób, od którego bolały zęby. - A kim jest twoja towarzyszka?
Jeszcze chyba nigdy tanatopraktorka nie przywoływała na usta, aż tak wymuszonego uśmiechu, który miał zamarkować pewną uprzejmość. Naprawdę nie cierpiała tej kobiety.
- Ciociu Colette... To River - powiedziała bez dokonywania jakiegokolwiek większego wstępu.
- Cudownie. Miło, że w końcu się kimś zainteresowałaś, chociaż... Może mogłybyście lekko stonować? W końcu... Sama rozumiesz... Mimo wszystko są tutaj dzieci - zaczęła, a Ruelle z trudem powstrzymała się od prychnięcia.
No tak. To było do przewidzenia. Oczywiście, że musiał się w końcu pojawić ktoś, kto będzie musiał się przyczepić o to, że okazywały sobie zbyt wiele czułości. Zawsze był ktoś, kto miał jakiś problem.
River Cross
go, shawty, it's your birthday
: śr wrz 16, 2026 11:48 pm
autor: River Cross
Nie spodziewała się dzisiaj tak potężnej dawki komplementów ze strony akurat tej grupy wiekowej. Mieli być podpici wujkowie, a nie urocze, małe dziewczynki. O dziwo ta wersja pasowała River nawet bardziej.
— Też myślę, że fajnie — zgodziła się z małą. — Słyszałaś? Jestem naprawdę super. — Obróciła głowę w stronę solenizantki, uśmiechając się triumfalnie. Nie żeby to była jakaś nowość dla River, ale miło było to usłyszeć z nowych ust. Wcale nie dziwił jej wzrok dziewczynki pełen fascynacji. Była świecie przekonana, że gdyby zobaczyła kogoś takiego jak ona w wieku tej małej, to byłaby totalnie zakochana. Chociaż moze nie aż tak? Biorąc pod uwagę, gdzie spędzała długie godziny przed szkołą, to właściwie można powiedzieć, że większym dziwem byli dla niej ci całkowicie normalni. Nie no. Po co się oszukiwać. Duża River na pewno zrobiłaby mega wrażenie na małej River, bo obie River są świetne.
Burknęła niezadowolona, gdy – mimo grzecznego zapytania o zgodę – Ruelle jednak kazała jej odłożyć kij. Nie będzie się przecież z nią w tej kwestii wykłócać. Odstawiła go pod drzewo, rzuciła ostatnie tęskne spojrzenie i grzecznie ruszyła za swoją modelką. Zmierzały w końcu w stronę alkoholu, z czym nie będzie się przecież kłócić. Szkoda tylko, że znowu będzie musiała obejść się smakiem.
Wyprostowała się, gdy tylko poczuła mocniejszy uścisk na swojej dłoni. Zapowiadało się na ciekawą przeciwniczkę. Kobiecina wyglądała niepozornie, ale miała w sobie absolutnie paskudną energię, co było słychać już od pierwszego dźwięku. Skinęła głową, gdy Ruelle ją przedstawiła.
— Mamy ten przywilej, że o dzieci nie musimy się martwić, a cudzym naprawdę nic nie będzie — odpowiedziała spokojnym i uprzejmym tonem. Uśmiechnęła się nawet serdecznie, choć w jej oczach było dużo więcej kpiny niż grzeczności. Ruelle na pewno nie miała żadnego problemu zauważyć, że River też zdążyła się zirytować.
— Bardzo miło było panią poznać, ale musimy panią przeprosić. Obiecałyśmy Marii, że jej pomożemy — dodała i zanim sznowna ciotka w ogóle zdążyła wziąć oddech potrzebny do słów protestu, pociągnęła za sobą swoją modelkę. Zrobiła kilka większych kroków i gdy tylko Rue do niej dotraptała, puściła jej dłoń i objęła ją w tali. Nie zatrzymała się, chcąc oddalić się w zdecydowanym pośpiechu od tej nudnej rozmowy. Miały przecież iść się napić. Dłoń River zsunęła się z biodra na pośladek Ruelle, na którym na moment się zacisnęła. Zrobiła to tuż przed tym, jak skręciły w stronę stołu, więc jeżeli Colette podążyła za nimi wzrokiem, na pewno to widziała.
— Tak będzie wyglądać cała impreza? Nie wiem, czy to dobra metoda na wzbudzenie mojej zazdrości — rzuciła rozbawiona, gdy wróciły wreszcie do skupiska alkoholu. Niespecjalnie podobał jej się fakt, że ktoś ciągle odbierał atencję jej modelki, ale daleko było jej jeszcze do prawdziwej irytacji, a przecież potrafiła być bardzo zaborcza. Sięgnęła po alkohol, który wskazała Ruelle i nalała im po porcji. Sięgnęła po telefon i zaczęła coś na nim sprawdzać. Podała szkło dziewczynie, potem sięgnęła po swoje.
— Twoje zdrowe — powiedziała, chowając telefon. Stuknęła szklanką o jej szklankę zgrywając się z dźwiękiem powiadomienia na telefonie tanatopraktorki.
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
Objęła ją ramieniem i skierowała je obie w górę stołu, gdzie siedziało kilka osób więcej. Nie ma co się w tym momencie alienować, prawda?
— To kogo muszę konieczne jeszcze poznać? — zapytała, zanim wtopiły się jeszcze w rozgadany, rodzinny tłumek.
Ruelle I. Prescott
go, shawty, it's your birthday
: czw wrz 17, 2026 2:41 am
autor: Ruelle I. Prescott
Trzeba było przyznać, że praktycznie wszystkie dzieciaki były w ten czy inny sposób zafascynowane osobą rysowniczki, a przecież jeszcze nic o niej nie wiedziały. Gdyby tylko ktoś wyjawił im, że dziewczyna zajmowała się rysowaniem komiksów to na pewno nie miałaby spokoju od dzieciaków, które wiecznie by ją otaczały i zadawały miliony pytań. Może nawet domagałyby się, żeby coś dla nich narysowała. Lepiej zatem, że nie wiedziały kim dokładnie była dziewczyna Rue.
- Słyszałam, ale jak się tego za dużo nasłuchasz to potem będziesz całkowicie nieznośna - powiedziała jeszcze, kręcąc odrobinę głową, próbując sobie wyobrazić o, co by było jakby nagle ego artystki wymknęło się całkowicie spod kontroli.
Nie mogła się w żaden sposób dziwić pewnej fascynacji blondyneczki. W końcu Prescott od najmłodszych lat uwielbiała podobną estetykę i zapewne na miejscu swojej małej krewnej również byłaby całkowicie oczarowana. Może taki widok w jakiś sposób całkowicie przedefiniowałby jej życie... Lub po prostu wyciągnął z niej skłonności, które kryły się tam od samego początku.
Wiedziała, że rozłąka z kijem będzie dla niej czymś niezwykle trudnym, ale to musiało nastąpić. W końcu nie mogła wiecznie paradować z nim w dłoni. Znajdowało się tu zdecydowanie zbyt wiele pokus do tego, aby użyć jego mocy na żywym organizmie. Zresztą zaraz miały się o tym przekonać.
Nie było chyba gorszego, co mogłoby je czekać niż konfrontacja z Colette. Przynajmniej nie była jeszcze tak otwarta ze swoją pogardą. Mogła pluć jadem, a nie próbować wbijać szpileczki, które przestrojone były troską o najmłodszych oraz uprzejmością. Wystarczyło w zasadzie to jedno zdanie, aby już były obie zirytowane bardziej niż się tego w ogóle spodziewały.
- W domu pewnie widziały gorsze rzeczy - dorzuciła od siebie, bo zakładała, że przecież część z nich musiała widzieć całujących się lub obściskujących rodziców, a i zdarzały się przypadki maluchów, które pojawiały się przy nich w dużo mniej dogodnych momentach.
Mogłyby się kłócić dalej, ale zdecydowanie River nie chciała tracić energii, ani czasu na to, aby dyskutować z podstarzałą ciotką. Mogła to być dobra decyzja. W końcu to miała być impreza na cześć tanatopraktorki. Wypadało więc, aby miała dobry humor, a unikanie podobnych konfliktów na pewno w tym pomagało.
Dała się odciągnąć. Przez moment zachwiała się przez obcasy i nierówności trawnika, ale w końcu zrównała się ze swoją rysowniczką. Nie spodziewała się, że Cross objąwszy ją, przesunie dłoń na jej pośladek i zaciśnie na nim władczo swoje palce. Natychmiast poczuła jak coś ją ściska w podbrzuszu. Kontakt był jednak za krótki na to, aby wywołać w niej jakieś konkretniejsze i dłużej utrzymujące się reakcje.
Nie było mowy o tym, aby Colette to przeoczyła. Wydała z siebie pełen oburzenia dźwięk zapowietrzających się starych ciotek, a potem wzniosła oczy do nieba.
- Bezbożnice! - wyrzuciła z siebie na tyle głośno, że Ruelle zdołała ją dosłyszeć pomimo bycia eskortowaną do stołu z jedzeniem i alkoholem. Natychmiast przystanęła i odwróciła się w stronę znienawidzonej krewnej.
- To są moje urodziny. Moje. Impreza dla mnie, więc jeśli coś ci się nie podoba ciociu to vaya con Dios - rzuciła ostrym tonem, a część zgromadzonych odwróciła się w ich stronę, wyczekując dalszej dramy, ale nie doczekali się jej.
Colette była zdecydowanie zszokowana podobnym zachowaniem, ale poczerwieniawszy ze złości, zwyczajnie zawróciła i oddaliła się, aby dać im w końcu spokój. Może faktycznie postanowiła się ulotnić z imprezy? Byłoby lepiej dla każdego, gdyby tak zrobiła.
- W skrócie… Tak. Każdy musi zagadać, zadać garść pytań czy gdzieś porwać. Tragedia - westchnęła, gdy tylko w końcu usiadła na chwilę obok swojej rysowniczki.
Wskazała jej alkohol, który najbardziej ją interesował i mruknęła coś w podziękowaniu, gdy tylko River postanowiła uzupełnić zawartość pustych kieliszków. Na pewno zasłużyły przynajmniej na jedną kolejkę.
- Salud - powiedziała jeszcze, uderzając w szkło, które uniosła ku niej rysowniczka.
Ledwie skojarzyła, że jej telefon zawibrował idealnie chwilę po tym jak River robiła coś na swoim. Dopiero po wypiciu swojej porcji alkoholu, która zapiekła ją silnie w gardle, zauważyła nazwę kontaktu w powiadomieniu na wciąż świecącym się ekranie.
River. Zdjęcie.
Otworzyła je, ściągnąwszy uprzednio telefon na taką wysokość, że nikt przypadkiem nie powinien jej zajrzeć przez ramię. Poczuła jak puls nagle jej przyspieszył. Źrenice rozszerzyły się i uważnie śledziły to, co znajdowało się na ekranie. Była bliska tego, aby wydać z siebie pełne frustracji warknięcie. To był cios poniżej pasa. Wiedziała, że w najbliższym czasie na pewno się nie uwolni od rodziny, a Cross jeszcze ją wystawiała na tak okropne pokuszenie.
- Jesteś, kurwa, okrutna - mruknęła cicho, gdy tylko artystka ją objęła i postanowiła skierować ku większej grupce osób.
Zdecydowanie najbardziej charakterystyczną osobą w całej tej zbieraninie była starsza kobieta, która była nawet niższa od Ruelle. Zdobiące smagniętą słońcem twarz zmarszczki oraz siwizna włosów, która przebijała się przez nałożoną na nie farbę, świadczyły o tym, że miały właśnie do czynienia z kimś, kto mógł być matką Isabel.
- Ruélita, mi linda. Feliz cumpleaños, cielito - powiedziała, podchodząc do tanatopraktorki, aby ująć jej twarz w dłonie i przyciągnąć do złożenia kilku pocałunków na policzkach.
Nie oponowała. Zamiast tego posłusznie dała się ucałować, a staruszka zaraz też przeniosła uważne spojrzenie ciemnych oczu na stojącą obok wnuczki dziewczynę. Od razu też sięgnęła do jej talii i przyjrzała się jej oceniającym wzrokiem.
- Ty musisz być, River - odezwała się, kiwając głową. - Isabel opowiadała o tobie... Straszna chudzina z ciebie. Zdecydowanie musisz coś zjeść, żeby nabrać siły. Będziesz jej potrzebować. Ruélita, ty też. Obie powinniście lepiej o siebie zadbać...
Młoda Prescott odchrząknęła i spojrzała na swoją dziewczynę, która wpakowała je w to wszystko. To zdecydowanie była jej wina.
- To właśnie moja babcia, abuelita, Cristina - przedstawiła, spoglądając na swoją towarzyszkę.
Tyle dobrego, że River będzie cierpieć z powodu atencji Tiny równie mocno, co sama Ruelle. Chociaż jakaś sprawiedliwość była na tym świecie.
River Cross
go, shawty, it's your birthday
: czw wrz 17, 2026 2:31 pm
autor: River Cross
Potyczka słowna z ciotką była dobrą rozgrzewką przed resztą wieczoru. Najpierw artystka dostała okazję do pomachania kijem, a potem mogła przez moment się z kimś pokłócić? Cholera, ta impreza naprawdę była niczego sobie. Nie spodziewała się, że znajdzie na niej – poza Ruelle – cokolwiek, co mogło by ją zainteresować, a tu proszę. Do tej pory bawiła się bardzo dobrze. Stworzyła też sobie okazję do złapania swojej modelki za dupę, co akurat zawsze bardzo jej się podobało. Jeszcze będzie mnóstwo czasu, by docenić tę i wszystkie inne części jej ciała w odpowiedni sposób, ale na ten moment i tak poczuła przyjemny dreszcz satysfakcji, gdy tylko zacisnęła palce na jej ciele.
River uśmiechnęła się z dumą, gdy zostały nazwane bezbożnicami. Do tych wszystkich plusów dochodzą jeszcze słodkie komplementy? Naprawdę niesamowita była ta rodzina! Nie sposób było ich nie pokochać. Zakładała, że na tym skończy się wymiana zdań z ciotką, ale Rue miała co do tego inne plany. Obróciła się w stronę Colette i zaczęła pyskować, czym natychmiast przyciągnęła uwagę sporej części rodziny, ale i samej River. Oczy artystki od razu rozbłysły ognikami, które modelka miała okazję obserwować już niejednokrotnie. Rysowniczka znów odkryła w dziewczynie coś, co bardzo jej się spodobało.
— Jednak zaczynasz się stawiać? Moja buntowniczka — zamruczała zadowolona wprost do jej ucha, muskając jego skórę wargami. Dobrze było obserwować, że Ruelle potrafi kłócić się z kimś, kto nie był River. Wcześniej nie miała ku temu zbyt wiele okazji. Przeciwnie! Wobec wszystkich wokół tanatopraktorka potrafiła być niesamowicie miła, żeby później wyżywać się na swojej artystce. Taka odmiana była odświeżająca.
— No widzisz, a zakładałaś, że nie dogadałabyś się z Minju. Totalnie jestem w stanie sobie wyobrazić wspólny posiłek, w trakcie którego nie odzywa się do ciebie ani słowem. — Pokręciła głową z rozbawieniem, od razu sobie to wizualizując. Była ciekawa, która z nich wcześniej by pękła, gdyby oddaliły się z Georgią od stołu i obserwowały sytuację z ukrycia.
— A właśnie, zapomniałam ci wspomnieć. Nasi rodzice umówili nas na wspólną kolację — dodała, jakby faktycznie totalnie wyleciało jej to w międzyczasie z głowy. Delikatnie nagięła fakty, bo nic nie zostało jeszcze klepnięte, ale uznała, że postawienie Rue przed faktem dokonanym będzie najlepszym pomysłem. Będzie miała mniejsze pole manewru do buntowania się.
Z rosnącą satysfakcją obserwowała każdą mikroekspresję, jaką wywołało zdjęcie. Badała grunt. Wiedziała, że na pewno się spodoba, ale jak bardzo? Czy zniecierpliwienie Prescott wzrośnie znacznie czy tylko odrobinkę? Czy była gotowa na przyjęcie czegoś więcej? Cross miała w głowie mnóstwo pytań.
— Dziękuję — odpowiedziała na ten niezbyt subtelny komplement. Mogła uchodzić za tę okrutną, trudno. To tylko dowodziło, że dobrze trafiła i że było warto chodzić po mieście w nocy w samej bieliźnie, by osiągnąć potem taki efekt. Na szczęście nikt jej nie zamordował. Szkoda byłoby stracić rezultaty takiej sesji.
Dotarły w końcu do następnej bardzo osobliwej członkini tej rodziny. Potencjalna babcia wzbudziła jej zainteresowanie już chwilę temu. Z babciami, podobnie jak z dziećmi, nie miała dużego doświadczenia. Z nimi jednak powinno pójść nieco łatwiej?
— Bardzo mi miło — dopowiedziała odruchowo, nie chcąc wychodzić z roli dobrze wychowanej. Gdyby zapomniała o manierach to na pewno dostałaby po łbie od własnych matek. Jakoś by się te dwie wiedźmy o tym na bank dowiedziały.
— Sama pani wie, jak to jest. Zapominam o bożym świecie i o jedzeniu z tej miłości do mojej pięknej dziewczyny — wyjaśniła, posyłając Ruelle słodki uśmiech. Nie, wcale nie był słodki. Jej modelka na pewno rozpozna w nim delikatną kpinę, która oczywiście wynikała z sympatii. Lubiła jej robić na złość. Usiadła wygodniej na krześle, zakładając nogę na nogę, przez co marynarka podsunęła się wyżej odsłaniając większą część jednego z jej ud. Wyciągnęła rękę i położyła ją na oparciu krzesła, na którym siedziała Ruelle. Znów sięgnęła po telefon, kliknęła coś na nim, po czym schowała go i od razu skupiła się na abuelicie.
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
— Ale są rzeczy ważne i ważniejsze, prawda? Zdrowie solenizantki — zwróciła się do kobiety, unosząc szklankę ze swoim alkoholem i patrząc wyczekująco na babcię, po której oczekiwała tego samego. Nie wyglądała raczej na abstynentkę.
Ruelle I. Prescott
go, shawty, it's your birthday
: czw wrz 17, 2026 4:47 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Tego zdecydowanie nie było w planach. Nie chciała wdawać się w żadne durne dyskusje, a jednak nie mogła uwolnić się od tych oceniających spojrzeń oraz przypierdalającego się charakteru niektórych członków rodziny. Naprawdę żałowała w tym momencie tego, że jej krewni trzymali się razem i ze względu na więzy krwi oraz stan cywilny niektórzy z automatu byli zapraszani na różnego rodzaju uroczystości. Przynajmniej dzięki temu River otrzymała odrobinę dziwnego napięcia obecnego na imprezie oraz mogła doświadczyć swoistej dramy rodem z telenoweli.
Biorąc pod uwagę fakt, że Colette była starą dewotką, Ruelle spodziewała się po niej takiego komentarza. Normalnie pewnie po prostu by to wszystko przemilczała i nie zawracała sobie głowy znienawidzoną ciotką, ale ostatnio była zdecydowanie zbyt drażliwa. To wszystko ją przytłaczało. Starała się skupiać na pozytywach i czerpać chociaż przyjemność z tego całego przyjęcia, gdzie tylko mogła, ale nie zmieniało to faktu, że wcale nie chciała tego wszystkiego. Dodatkowo mieszanka River oraz jej własnej rodziny była wybuchowym połączeniem, które przytłaczało ją w najbardziej intensywny sposób. To do siebie nie pasowało. Gryzło się, a jednak była w tej całej sytuacji, w którą wrzuciła je Isabel. Brawo, mamo. Dlaczego w ogóle na to przystały? To ją zastanawiało.
- Colette to wredna pizda. Nigdy jej nie lubiłam - burknęła, gdy tylko Cross próbowała jakoś rozluźnić atmosferę.
Na chwilę jej bliskość pozwoliła tanatopraktorce się rozluźnić. Przynajmniej dopóki nie usłyszała jej dalszych słów. Oczywiście, że tak. Jasne, że musiała wyciągać teraz kwestię tego obiadu ze swoimi matkami. Rue naprawdę nie powinna się spodziewać po niej niczego innego. Ta impreza przecież mogła jej służyć za argument za tym, aby zaciągnąć ją na tę kolację czy obiad. W końcu ona się zjawiła na ogromnym rodzinnym wydarzeniu Prescott, więc czym mógłby być skromny posiłek w trójkę?
- Nawet nie zaczynaj tego tematu - westchnęła, ale zanim zdołała się uspokoić to już zleciała na nią kolejna bomba.
Mogła wziąć pod uwagę to, że River stroi sobie z niej żarty i tak naprawdę nie zapadła żadna podobna decyzja, ale o ile znała swoją matkę (i na ile zdołała wyczuć Georgię) to ten scenariusz był wyjątkowo możliwy. Widziała nawet oczami wyobraźni jak te dwie umawiają się na wspólne wyjścia do fryzjera, na paznokcie czy zwykłą kawę. Nie była gotowa na nic podobnego.
- Super, ale nie wiem czy będę mogła się zjawić. Wyjeżdżamy z Carmen za miasto - odpowiedziała, co w sumie również nie było większym kłamstwem.
W końcu planowała wybrać się z przyjaciółką gdzieś poza Toronto, a kiedy... To już zależało od tego w jakim terminie będą próbowali zorganizować ten, durny, posiłek. Z pewnością wtedy będą znajdowały się w jakimś domku na jakimś pustkowiu. Najlepiej bez zasięgu i z trudnym dojazdem. To dało się załatwić.
Zdjęcie podobało jej się. Nawet bardzo. Starała się jednak nie zdradzić żadnych emocji, choć wpatrywała się w ekran roziskrzonymi oczami. Znajdowała się w towarzystwie. Nie mogła sobie pozwolić na żadną wpadkę oraz na to, aby ktokolwiek zauważył, że coś się z nią działo... a działy się z nią wyjątkowo przyjemne rzeczy, gdy wyczekiwanie i podniecenie ściskały ją w środku na myśl o tym, co takiego mogłaby wyczyniać z dziewczyną.
Z pewnością Cristina była wyjątkową osobistością, a o tym fakcie Cross jeszcze zdąży się przekonać. Stara Portorykanka była kimś, kto zdecydowanie wyróżniał się na tle całej rodziny. Przeżyła już swoje, znała doskonale życie, ale pomimo jej wieku nie wydawało się, aby jej umysł był w jakikolwiek sposób przytępiony.
- Przestań - Ruelle posłała w kierunku rysowniczki to krótkie polecenie niemal w formie cichego warknięcia.
Nawet gdyby była jej dziewczyną, to i tak nie byłaby w stanie znieść słodyczy tego stwierdzenia. Ta kobieta naprawdę ją testowała, gdy chodziło o cierpliwość. Powinna do tego przywyknąć, ale ten dzień był pod tym względem wyjątkowy, bo każdy atakował ją z każdej strony. Tina albo nie usłyszała tego komentarza, albo wybrała go zignorować, bo kontynuowała rozmowę z rysowniczką.
- Ach, ta młoda miłość. Powinnyście jednak o siebie zadbać. Na pewno spalacie ze sobą o wiele za dużo kalorii - skomentowała, a tanatopraktorka, której jeden z gości uzupełnił kieliszek, zachłysnęła się pitą właśnie tequilą.
Zakaszlała gwałtownie, a jej twarz poczerwieniała wyraźnie: być może z powodu zawstydzenia, a może z powodu tego drobnego wypadku z alkoholem, który jej się przytrafił.
- Abuela, proszę cię! - zakrzyknęła, upominając jeszcze kobietę, która już zajęła się nakładaniem na jeden z talerzy sowitych porcji jedzenia z pobliskich półmisków.
- Ale o co ci chodzi, cariño? Takie są prawa młodości. Korzystajcie póki możecie - stwierdziła jeszcze, emanując aurą ludzi, którzy byli zbyt starzy, aby przejmować się zdaniem innych, a potem postawiła przed River zapełniony po brzegi talerz. - Venga. Jedz. Będziesz potrzebowała siły, aby wytrzymać z moją wnuczką.
Ruelle naprawdę nie wierzyła w to, co się działo, ale była zadowolona z tego, że przynajmniej River była męczona przez babkę. W końcu była nowym chudzielcem w towarzystwie, którego trzeba było podtuczyć, bo inaczej nie będzie mieć na nic energii. Sama została jedynie raz upomniana, że również powinna coś zjeść, a nie tylko pić, bo alkohol musiał się na czymś rozłożyć, co skomentowała tylko prostym yo voy, yo voy, ale nim zdążyła nacieszyć się w pełni pobliskimi daniami w pobliżu zmaterializował się Jonathan.
- Ciocia Colette wyszła wzburzona. Podobno ją wyprosiłaś z przyjęcia - oświadczył ściszonym głosem, siadając obok.
Oczywiście, że ta stara jędza musiała na nią donieść. Nie mogła się spodziewać po niej niczego innego.
- Czepiała się, że niby jesteśmy z River niepoprawne, bo mnie objęła przy dzieciach... Powiedziałam, że jak jej się coś nie podoba to ma iść z Bogiem... Skoro sobie poszła to znaczy, że Bóg tak chciał - odpowiedziała, wzruszając ramionami i odrywając kawałek pobliskiego placka.
- Chryste, Ruelle... - rzucił, chwytając w palce nasadę nosa jakby przechodził prawdziwe załamanie nerwowe. - Nie możesz być po prostu uprzejma i nie wywoływać scen?
Mogłaby się wykłócać o to, że to właśnie ciotka Colette wywołała scenę, ale nie chciała w to brnąć. Zresztą, ojciec i tak zbyt szybko zmienił temat.
- Już prawie pora na tort. Chodź za mną - polecił.
Przytaknęła. Czyli najgorsze jest właśnie przed: śpiewanie sto lat, zdmuchiwanie świeczek i krojenie tortu. Podążyła jednak za ojcem, trzymając się specjalnie kilka kroków za nim, aby móc odpisać na wysłane przez River zdjęcie.
Muza 
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
River Cross
go, shawty, it's your birthday
: czw wrz 17, 2026 5:35 pm
autor: River Cross
Nerwy, jakie wywoływało w niej chociażby drobne wspomnienie o matkach Cross, strasznie ją bawiło. Nie powinna się pewnie nad nią znęcać, ale jakoś nie mogła się powstrzymać. Wrzucenie Ruelle do jej rodzinnej przestrzeni byłoby równie absurdalne, jak fakt, że River siedziała teraz tutaj. Niemniej jednak bawiła się nieźle i na pewno podobnie byłoby w trakcie tego drugiego spotkania. Tam pewnie nawet byłoby przyjemniej, bo miałaby większą kontrolę i wiedziałaby mniej więcej, czego się spodziewać, a przynajmniej po swoich matkach. Tutaj czuła się jak żołnierz zrzucony na wybrzeża Normandii.
— Na pewno znajdziemy termin, który będzie odpowiadał wszystkim — powiedziała takim tonem, jakby chciała ją pocieszyć i uspokoić. Na pewno nie da się jej tak łatwo wykręcić. Wybranie właściwego dnia nie będzie niemożliwe. Zanotowała w pamięci potencjalny plan na spotkanie z Carmen, kimkolwiek owa Carmen była. Mogła się tylko cieszyć, że Prescott odkrywała przed nią karty, zanim jeszcze zaczął się pojedynek. Dzięki temu będzie lepiej przygotowana do walki i szybciej uda jej się wymusić na dziewczynie spełnienie jej życzenia.
Jak tak dalej pójdzie, to będą musiały na kolację zaprosić jeszcze babcię. Wtedy już na pewno otrzymają niezapomniany wieczór! Chociaż istniała szansa, że akurat Rue bardzo będzie chciała o nim jak najszybciej zapomnieć. Cross z każdą kolejną chwilą robiła się większą fanką abueli. Kiedy tylko rzuciła na nią okiem, była pewna, że to osoba, z którą warto porozmawiać. Nie zawiodła się. Wyszczerzyła się jak dziecko na widok prezentów pod choinką, gdy tylko usłyszała uwagę babuni. Reakcja wnuczki była wisienką na tym pysznym torcie. Cross zaśmiała się głośno, wyjątkowo uradowana tą interakcją.
— Ma pani rację. Kalorie znikają w mgnieniu oka, a Ruelle potrafi mnie wykończyć jak nikt inny — wyjaśniła, nachylając się nieco babci. Cieszyła się, że może wreszcie z kimś porozmawiać całkowicie szczerze! Jej modelka faktycznie wyciągała z niej energię w błyskawicznym tempie. Chodziło nie tylko o wytrzymałość, ale i chęci do życia. Aż trudno wybrać, co wysysała skuteczniej. Rysowniczka spojrzała na wyładowany po brzegi talerz. Niespecjalnie podobał jej się akurat ten fragment gościnności Prescottów, ale coś takiego przecież nie zepsuje jej humoru. Z drugiej strony, Cristina miała rację. Potrzebowała energii, żeby poradzić sobie z Ruelle – szczególnie dzisiaj. Obiecała jej przecież niezapomniane urodziny. Chcąc nie chcąc sięgnęła po widelec.
Słuchała rozmowy między Ruelle a jej ojcem bez większego zaangażowania. Dyskusja na temat ciotki jej nie obchodziła, póki tylko Rue nie zaczęłaby dawać wchodzić sobie znowu na głowę. To jednak w ogóle tak nie brzmiało, więc pozostawiła ten temat między nimi i zajęła się swoim przeładowanym talerzem. Podniosła zaskoczona wzrok, gdy usłyszała coś o torcie. No tak, jakoś nie przyszło jej do głowy, że urodziny się z nim wiązały. Czy to oznaczało śpiewanie sto lat? Nie mogła się doczekać tego poczucia żenady, które będzie spływało po solenizantce wystawionej na środek tego wszystkiego.
— Szczerze mówiąc nawet nie wiedziałam, że rodzina Ruelle jest aż tak duża — zagadnęła do siedzącej niedaleko babci. Sięgnęła znowu po telefon, zaskoczona, że zawibrował. Uśmiechnęła się do ekranu i wysłała kolejną wiadomość, zanim odłożyła urządzenie.
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
— W tej dziewczynie jest więcej do odkrycia niż się spodziewałam — dodała, szukając wzrokiem swojej modelki i jej tortu. Trudno powiedzieć, czy dalej mówiła do babci, czy samej siebie. Nie było jednak żadnych wątpliwości, że wypowiedziała ta słowa jak najsłodszy komplement i wyraz podziwu.
Ruelle I. Prescott