Strona 2 z 4

Cool kids do not use drugs, only weed 'cause it's not that strong

: śr wrz 16, 2026 3:48 pm
autor: Dean Vanberg
Za każdym razem na myśl o jeździe, ogarniało go błogie uczucie napędzane adrenaliną, która zaczynała buzować w jego żyłach. Uwielbiał prędkość, uwielbiał powiew powietrza, które przeciskało się przez szpary w kasku. Kochał fakt, że na ulicy był wolny i nijak nie zważał na ograniczenia czy ewentualne potencjalne zagrożenia - czuł się wystarczająco pewnie na swojej maszynie by wiedzieć, że w razie konieczności odpowiednio zareaguje. wszak nie robił tego pierwszy raz, co nie? Daleko było mu do motocyklowego dziewictwa - był tu raczej jak rozjechana przez klientów prostytutka.
Nic dziwnego, że teraz właśnie tak chciał spędzić czas, przy okazji pokazując swojej aktualnej towarzyszce co to znaczy prawdziwa jazda. jej różowe autko było niczym w porównaniu z jego maszyną, która była w stanie zabrać ich w normalnie niedostępne miejsca. Kto wie, może porwie ją w jakieś romantyczne miejsce, jak chociażby stary opuszczony szpital znajdujący się poza granicami Toronto. Albo na jakiś wypizdów, na którym będzie mógł ją zostawić, napawając się jej bezbronnością. Pojebany był, co zrobić.
Poczekał, aż dama z odzysku usadowi się wygodnie za nim, obejmie go pewnie w pasie i byli gotowy. Odpalił pojazd napawając się głośnym wrum wrum i wyjebał do przodu, omal nie taranując kota sąsiadów, który akurat postanowił zrobić sobie przerwę na spacer. Uśmiechnął się do siebie czując, jak przez jego ciało przepływa doskonale znane uczucie - potrzebował więcej. Potrzebował stymulacji, która teraz mogła dać mu odrobina szaleństwa.
Przyspieszył, sprawnie wymijając znajdujące się na ulicy samochody, które zaprezentowały wspaniałe fanfary klaksonów. Cóż to była za aria!
Czując, jak Effie zaczyna go trochę puszczać, jedną ręką poprawił jej dłonie, żeby się kurwa opamiętała i mocniej go złapała - nie chciał mieć jej na sumieniu; ktoś by jeszcze śmiał powiedzieć, że był chujowym rajderem. Tak się na tym skupił, że przegapił moment kiedy coś zaczęło wyłazić na ulicę Dopiero kiedy był zaledwie kilka metrów dostrzegł zwierzaka, a przynajmniej tak podejrzewał i dał po hamulcach, aż miło. Omal koziołka przez kierownicę nie zrobił, a gdyby Granger była facetem jej fallus jak nic utknąłby w jego dupsku.
-O cię kurwa, co to jest?! - skomentował, ściągając kask.

się pancernik napatoczył


Effelek

Cool kids do not use drugs, only weed 'cause it's not that strong

: śr wrz 16, 2026 4:13 pm
autor: Effie Granger
Przypuszczam, że potencjalny fallus Effie mógłby ze zdziwienia wywinąć koziołka i utknąć w jej własnym dupsku, bo oto została rozpłaszczona na szerokim plecach Deana tylko po to, by zaraz gwałtownie polecieć do tyłu pod wpływem działania sił, które ktoś znający się na fizyce umiałby opisać, a ja się na tym nie znam, więc dam sobie z tym sianka.
Co jest? — wymamrotała z trudem, uświadamiając sobie, że chyba przez to wszystko przygryzła sobie wargę. Faktycznie; po chwili poczuła smak krwi w ustach. Idąc w ślady Deana zdjęła kask i wychyliła się zza przyjaciela tylko po to, by zaskoczyć się równie mocno, jak widokiem Udona wpierdalającego szopa w jej piwnicy.
Dosłownie tuż przed motocyklem, który zostawił na asfalcie ślady hamowania, siedział sobie aktualnie… pancernik. Chyba był równie zaskoczony jak Dean i Effie, bo dosłownie wydawał się zamrożony w czasie i przestrzeni.
Jezu słodki, maleństwo! — zaszczebiotała Effie, gdy pierwsze zaskoczenie opadło. Trzeba tutaj podkreślić, że o ile tak ogólnie była wielką fanką zwierząt, tak zwierzęta dziwaczne budziły w niej szczególnie ciepłe uczucia. Wystarczy chociażby wspomnieć cały pokój na piętrze jej domu, wypełniony terrariami z wężami, pająkami i różnymi przedstawicielami owadów, mięczaków i innych dziwnych stworów. — Dean, zobacz, jaki on jest malutki, jaki przerażony! Kurwa, nie mogę zleźć… — Na krótką chwilę jej głos przestał być słodki i dwie oktawy wyższy, niż zazwyczaj, a zabrzmiał jak wściekły pomruk, kiedy Eff szarpała się z kaskiem, kurtką i plecakiem Deana, aż w końcu zsunęła się z motocykla i powoli ruszyła w stronę pancernika.
Tylko spokojnie, maleństwo, nic się nie bój… — wyszeptała, a w rozczuleniu na jej twarzy było coś wręcz niepokojącego. — Dla tych maleństw jest za zimno w Kanadzie. Z jakiej choinki on się urwał? — Zerknęła przez ramię na przyjaciela, ale wyraz jego facjaty wyrażał tylko zdumienie i standardową u niego durnotę. Westchnęła głęboko i znów skupiła się w stu procentach na zwierzaku, wyraźnie zmartwiona. Teraz dni były jeszcze ciepłe, ale niedługo miała nadejść chłodna kanadyjska jesień i mroźna zima, a w takich warunkach pancernik nie miał żadnych szans na przetrwanie. — Nazwijmy go Chuck. Totalnie wygląda jak Chuck.

dean pogromca pancerników

Cool kids do not use drugs, only weed 'cause it's not that strong

: śr wrz 16, 2026 4:32 pm
autor: Dean Vanberg
Umówmy się - nie tak miała wyglądać ta zasrana wycieczka i Deanowi nijak nie podobał się fakt, że jakieś małe gówniane zwierzę wymusiło na nim ostre hamowanie, przez które kierownica mu się w przeponę wbiła tak boleśnie, że na chwilę mu powietrza zabrakło. Powinien być jeszcze większym chujem i przejechać po stworzeniu, ale niestety - dla zwierząt miał znacznie więcej sympatii, niż do ludzi, więc musiał cierpieć. Tyle dobrego, że Effie cierpiała razem z nim, twarzą w jego plecy przypalając. Jezu, jak dobrze, że pod wpływem zaskoczenia i impulsu nie ścisnęła mu penisa tak, jak on wcześniej ściskał jej Żelusia.
-Obiecuję, następnym razem staranuję każde zwierzę, które mi wylezie. Ostatnio wjebał się szop, teraz pancernik kamikadze. Co następne, słoń może, żeby stanowił wyzwanie? - skrzywił się, schodząc z motocykla. - Srareństwo, kurwa. Masz jakiś syndrom sztokholmski, że pociąg czujesz do swojego niedoszłego mordercy? - zerknął na nią jak na wariatkę, czyli tak jak patrzył na nią niemal za każdym razem jak się widzieli. On się tu zestresował, że mógł ich zabić (a życie było mu jednak miłe), a ta się rozczulała nad słodkością pancernika. Ciekawe czy miałaby takie samo podejście, gdyby stoczył się na nią z wysokiej górki z prędkością stu kilometrów na godzinę i wjechał jej prosto w brzuch.
-Ja nie wiem co ty cpałaś, ale teraz czuję się urażony, że się ze mną nie podzieliłaś. Byłem pewien, że jesteśmy przyjaciółmi - wywrócił oczami, chociaż pierwszy szok już minął, a razem z nim złość, która go opanowała.
-Może z ZOO? Co ty, gazet nie czytasz? Jakiś powaleniec wypuścił zwierzęta i się teraz tak błąkają czekając, aż ktoś je złapie. Ty, weźmy go na wycieczkę, co? Pewnie nigdy nie przeżył prawdziwej przygody. Myślisz, że to gryzie? - spojrzał na dziewczynę, bo wiedział o pancernikach tyle, że są pancerne. - A nie możemy, sam nie wiem, jakiś Terminator? pewnie jakby go wytresować, rozwaliłby dla na ściany. To co, bierzemy go nie? Bo przecież nie zostawimy - rzucił do niej. Z pancernikiem to on jeszcze nie jechał. Parę fot i będzie dobry fejm na Instagramie.

Effolucja pokemon

Cool kids do not use drugs, only weed 'cause it's not that strong

: śr wrz 16, 2026 5:27 pm
autor: Effie Granger
W sumie to faktycznie nie czytała gazet, ostatnio miała większe problemy niż śledzenie torontońskich newsów, zresztą miała też pewną awersję do prasy odkąd kilka razy jej bardzo niekorzystne foty wylądowały na okładkach. Starając się nie spuszczać pancernika z oka wyjęła z wewnętrznej kieszeni kurtki potężnie zjechaną komórkę i wpisała kilka kluczowych słów.
Zaraz wyskoczyło jej kilkanaście artykułów z różnych portali, opowiadających o nocnym włamaniu do ogrodu zoologicznego.
Kurwa, co za debil wpadł na ten genialny pomysł? Przecież większość tych zwierząt nie ma szans przeżyć na ulicach! Idioci, wszędzie jebani idioci… — złorzeczyła Effie, wyjątkowo będąc ostoją zdrowego rozsądku, kiedy chodziło o dobrostan istot żywych innych niż wkurwiający ludzie. — Pewnie gryzie, jak go wkurwisz — uznała, zbliżając się jeszcze o krok do przestraszonego zwierzątka. „Mieszkańcy proszeni są o pozostanie w domach i niezbliżanie się do zwierząt…”
Taa, jasne. Effie już poczuła nierozerwalną więź z małą kulką, która nie mogła ważyć więcej niż kilka kilogramów. Raczej nie był ani maszyną do zabijania, ani żywą kulą do wyburzania, jak wyobrażał sobie to Dean. No ale nie mogli go tu przecież tak zostawić… nawet jeśli kogoś wezwę, to pancernik już dawno spierdoli i nie wiadomo, kto kolejny na niego trafi. O ile ktokolwiek!
Daj spokój, to Chuck. Ewentualnie Miley. No, bo wiesz… wrecking ball? — Spojrzała na Deana kontrolnie żeby sprawdzić, czy ogarnął referencję do tego hitu sprzed lat. — Dobra, słuchaj, może… weźmiemy go ze sobą, a wracając odstawimy do zoo? Jak teraz gdzieś zadzwonimy i go tu zostawimy, to i tak gdzieś się schowa zanim przyjadą ci opiekunowie czy tam inny wesoły patrol. Jak z nim zostaniemy, to też chuj wie, ile to potrwa i nici z twojej wycieczki. A tak będziemy go mieć na oku, Chuck będzie bezpieczny, nikt go, kurwa, nie rozjedzie motocyklem…
Pozostawało kwestią problematyczną, jak mieliby niby przewieźć pancernika chuj wie gdzie na motocyklu. Owszem, było na nim generalnie więcej miejsca niż na jakiejś wyścigowej maszynie, ale nadal. Effie spojrzała na skórzany kufer, osadzony na bagażniku, ale natychmiast zrezygnowała. Potem jej wzrok padł na plecak Deana, w którym jeszcze do niedawna znajdowało się jej dildo.

d jak dean i d jak debil

Cool kids do not use drugs, only weed 'cause it's not that strong

: śr wrz 16, 2026 5:55 pm
autor: Dean Vanberg
Uważnie przyglądał się zwierzakowi, jakby chciał dostrzec, czy to w ogóle faktycznie oddychało. Pewnie spało, ale kurwa - niezłą sobie miejscówkę ogarnęło. Dean rozumiał, że pewnie w świecie pancernika był niczym nieposkromiony, ale umówmy się - w starciu z samochodem to miał raczej nikłe szanse.
-No nie wiem mordo, jak ciebie wkurwie to jednak nie gryziesz, więc stawiam, że małe to groźne tylko z założenia - zauważył, no bo ile to razy doprowadził ją do szewskiej pasji (z wzajemnością), a jakoś nadal nie miał na ciele śladów jej zębów. Wyjątkowo kuszące - weźcie później opowiadajcie, że was taka bestia pochlała, co podobno sławna kiedyś była. Upadła do rynsztoka gwiazdeczka. Nic dziwnego, że się dogadali idealnie, bo i Deanowi jakoś po drodze z kanałami było.
-Ja pierdole, Effie, to było tak płaskie jak twoja klata - wyrzucił z siebie, bo musiał przyznać, że jej kiepski żart faktycznie go rozbawił. Mogliby teraz tak stać i nawiązywać do różnych piosenek, wydarzeń historycznych czy innych dupereli, ale czas gonił. Nie uśmiechało mu się czekać, aż zwierzak łaskawie przestanie drzemać czy co ono tam robiło. - Ta, odstawisz do ZOO, a oni ci powiedzą, że zajebałaś. Podłożymy to gdzieś tak, żeby znaleźli ci co szukają. Ja to chcę zobaczyć, jak to się turla z górki. Trochę jak ten, no Sandshrew z Pokemonów. Może zrobimy sobie bitwę? Tylko trzeba znaleźć kolejnego, bo tak jednym to się walczyć nie da - skomentował z coraz to większym zainteresowaniem spoglądając na niczego nieświadome stworzenie. Jasne, że się nabijał - nie miał zamiaru robić mu krzywdy. prędzej sturlałby z góry jakiegoś rozwrzeszczanego bachora przyprawiającego go o ból glowy.
-No wspaniale, czyli chcesz z mojego super plecaka zrobić pokrowiec na pancernika? Nie chcesz go pod kurtką utulać? - skrzywił się, ale ostatecznie jej ten plecak podał. Niech obije łaskę znają, ale to Effie będzie płaciła. - Dobra, pakuj go i lecimy, Młoda! Obyśmy tylko nie natrafili na więcej, bo serio nam się zbieranie Pokemonów z tego zrobi - stwierdził i założył ponownie kask. Cóż poradzić, że rwał się, żeby prędkość rozwinąć, a to mógł osiągnąć tylko poza granicami Toronto.

łowczyni pokemonów

Cool kids do not use drugs, only weed 'cause it's not that strong

: śr wrz 16, 2026 6:18 pm
autor: Effie Granger
Super plecak stał się istotnie pokrowcem na pancernika i to nawet całkiem niezłym. Samo zwierzątko chyba musiało być już nieźle wyziębione, znudzone albo może samotne (przynajmniej tak to sobie tłumaczyła Effie), bo dało bez większego problemu zapakować się do pokeballa wora, który Effie ostrożnie zarzuciła sobie na plecy.
Ciężki jest, skubaniec! — mruknęła bardziej do siebie, upewniwszy się, że zostawiła lekko rozsunięty suwak — na tyle, by zwierzę mogło oddychać, ale nie na tyle, by mogło wypaść. Musieli znowu powtórzyć cały cyrk z usadawianiem się na motocyklu, ale chyba nikomu oprócz pancernika przesadnie to nie przeszkadzało. Effie zapięła kask i zaczęła zastanawiać się, czy powinni załatwić taki miniaturowy kask też dla Chucka, ale nie zdążyła podzielić się tą myślą ze swoim pożal się Boże przyjacielem, bo ten, ewidentnie znudzony niezamierzonym pitstopem, już wyrwał się do dalszej jazdy.
Granger objęła Deana mocno w pasie — ostatecznie teraz od jej chwytu zależało nie tylko jej życie, ale i maleństwa na jej plecach. Samobójca czy nie, ona nie zamierzała pozwolić na to, by stała się mu jakakolwiek krzywda!
Teraz jechali dłuższą chwilę, rozpędzając się coraz bardziej na drogach, które stawały się luźniejsze z każdym przejechanym metrem. Domy stały coraz rzadziej, aż w końcu dotarli do przedmieść Toronto, gdzie zabudowa była już sporadyczna, a Dean mógł trochę poszarżować z prędkością — jednak Effie nie mogła w stu procentach cieszyć się jazdą. Czuła ciężar pancernika w plecaku, więc była pewna, że nic się z nim nie stało, ale co jeśli miał chorobę lokomocyjną i cały się zarzygał? Nie miała najmniejszej ochoty szorować Deanowi tego cholernego plecaka, nie mówiąc już o pierwszej pomocy dla zestresowanego dzikiego zwierzęcia…
Magia wiatru owiewającego pędzące sylwetki, rozmazanego obrazu po obu stronach drogi oraz jednostajnego ryku silnika, czasami jedynie przybierającego na sile, stopniowo wyleczyły Effie z nadmiernego myślenia o wszystkim innym i pozwoliły skupić się na przejażdżce. Może i porwali Bogu ducha winnego pancernika, może i w jej domu niedawno pełzał luzem boa dusiciel, a ona zrobiła z siebie debilkę przed seksowną demonolożką i jej równie seksowną asystentką (oraz mniej seksowną ekipą łowców duchów), ale… życie było jednak piękne!
A przynajmniej znośne.

didi

Cool kids do not use drugs, only weed 'cause it's not that strong

: śr wrz 16, 2026 6:55 pm
autor: Dean Vanberg
-Sama sobie zgotowałaś taki los, kochana. Ja się muszę skupić na prowadzeniu i na upewnieniu się, że będziesz się mnie dobrze trzymać, bo póki co zachowujesz się jak cnotka niewydymka, która obawia się męskiego dotyku - skomentował, prychając pod nosem. To mu przypomniało o takim jednym kolesiu, którego ostatnio wyrwał na Maplinderze, chociaż słowo wyrwał to za wiele powiedziane - umówił się z nim na randkę po tym, jak ten przesunął go w prawo. A to, że okazał się osobnikiem, którego ostatnio uchronił przed nachalnym typem w barze, to już inna broszka.
Upewniwszy się, że dziewczyna faktycznie pewnie go obejmuje, ruszył, tym razem znacznie wolniej, żeby przypadkiem z tego plecaka się pancernik nie wytoczył, bo nie miał zamiaru się później policji tłumaczyć z zabójstwa zwierzaka z ZOO. Kto wie czy nie był pod jakąś ochroną, bo teraz to różnie bywało.
Nie miał pojęcia ile dokładnie jechali, ale sprawiało mu to radość. Czuł, jak serce bije mu coraz szybciej, ilekroć tylko nacisnął gaz. Jak można było tego nie lubić? Jak można było z tego rezygnować? Niech ktoś mu powie, że adrenalina nie uzależniała, to Dean wyśmiałby go tak, że zamknąłby się w człowiek w sobie.
Ostatecznie zajechali pod las. Chwilę zajęło mu znalezienie odpowiedniej ścieżki, którą mógł posunąć się dalej, docierając nad brzeg jeziora. Proszę, niech mu teraz Effie powie, że nie był romantykiem! Widoki były przednie i nie chodziło tylko o jego twarz.
-I jak wrażenia? Zaskoczona, nie? - skomentował, schodząc z motocykla, który postawił pewnie na gruncie. - Ty, a może wykąpiemy, jak ty go tam nazwałaś? Chucka? Pewnie ujebany jest, a co za tym idzie ubrudzi mi plecak - rzucił, samemu ściągając z siebie koszulkę. No skoro już tu byli, to miał zamiar zażyć wspaniałej kąpieli w ciepłym jeziorze. A że na golasa? No hej, ostatecznie Effie dorosła była, więc widziała pewnie jeszcze większe bydlaki. Tym bardziej, że jeszcze chwilę wcześniej bawiła się jednym z nich.
-No już, cnotko, zrzucaj z siebie ubrania i hyc do wody! - rzucił do towarzyszki, wskakując do jeziora. Moż3 powinni pograć w piłkę? Co prawda jej nie mieli, ale od czego był ten cholerny pancernik?!

Effie Granger

Cool kids do not use drugs, only weed 'cause it's not that strong

: śr wrz 16, 2026 7:29 pm
autor: Effie Granger
Może i Effie przyznałaby jakieś punkty za romantyzm, gdyby na końcu ścieżki zamiast jeziora czekał na nich kocyk, świeczki (najlepiej ustawione po obrysie pentagramu, to dopiero byłoby romantyczne!) i wiolonczelista, ale pospieszny striptiz, jaki zafundował jej Dean, raczej się nie zaliczał do tej kategorii. Obserwowała bez żenady, jak ten ściąga z siebie kolejne ciuchy — skoro już urządzał jej pokaz, to miała zamiar z tego skorzystać, bo mogła uważać go za kompletnego debila, ale brzydki to on nie był. Kiedy wskoczył do wody — kompletnie na waleta — pokręciła z niedowierzaniem głową i zaczęła powoli zdejmować plecak, w którym wiercił się biedny pancernik.
Ty jesteś nawet bardziej pojebany niż myślałam — stwierdziła Effie prawie z podziwem, zaglądając do Chucka. Zdawał się być trochę zdezorientowany, ale generalnie w dobrej kondycji. Przynajmniej na taką ocenę stać było Effie z jej raczej podstawową wiedzą o pancernikach. — Jakbyś nie był takim dupkiem, to może nawet miałbyś szansę.
Zasadniczo to nawet nie musiał jej specjalnie namawiać ani do striptizu, ani do dołączenia do niego w wodzie. Jedynym problemem był tylko ich mały, pancerny podopieczny, który zwinął się w kulę do kręgli w plecaku Deana i za nic nie chciał pokazać buźki. Effie położyła go ostrożnie na miękkiej trawie i poszła w ślady kumpla, zrzucając z siebie buty, dżinsy i koszulkę. Dean zaczął gwizdać i skandować, więc posłała mu tylko soczystego faka i w samej bieliźnie ruszyła w stronę brzegu. Metr od wody palnęła się w czoło i zawróciła; zapomniała o cholernym Chucku.
Nie jestem pewna, czy pancerniki lubią wodę… — mruknęła, stojąc na brzegu z plecakiem w dłoniach. — Co, jeśli on nie umie pływać? Ta jego skorupa to pewnie sporo waży… może jednak lepiej, jeśli tu na nas poczeka? Przy dobrych wiatrach cię utopię i to z Chuckiem odjadę w stronę zachodzącego słońca. — Pokazała Deanowi język, po czym starannie położyła plecak z pancernikiem przy swoich ubraniach i wskoczyła w ślad za swoim najlepszym kumplem, nie dając sobie czasu na powolne przyzwyczajanie się do temperatury.
O k-k-kurwa, jak-k-ka zimna! — wybulgotała Effie, gdy tylko wynurzyła się po swoim brawurowym skoku. — Ja cię k-k-kiedyś po prostu z-z-zajebię, D-dean.

d-d-d-dean

Cool kids do not use drugs, only weed 'cause it's not that strong

: śr wrz 16, 2026 9:15 pm
autor: Dean Vanberg
Może i był wrzesień, może i temperatura nie zachęcała do tego, by na golasa wskakiwać do wody, która pewnie śmiało mogłaby ich zamrozić (wcale tak nie było, ale trochę dramatyzmu było potrzebne), niemniej dla Deana zdawało się nie mieć to najmniejszego problemu. jak to się mówiło - ograniczenia były tylko w głowie, co nie? Więc co za problem zanurzyć się w jeziorze, niczym jakaś jebana nimfa, żeby trochę pomorsować? Podobno to zdrowe.
-Za to mnie kochasz, Granger. Zresztą sama musisz mieć ostro najebane, skoro nadal się ze mną zadajesz - wyszczerzył się do niej czując, jak chłód przenika jego nagie ciało. Aż mu drgnęło to i owo, bo jego żołnierz to takiej temperatury za bardzo nie lubił. Musiał się jednak przyzwyczaić, ponieważ Vanberg nie miał zamiaru tak szybko na brzeg wracać. - Nie marudź już. Do ciebie nie pasuje żaden spokojny koleś, więc nie pierdol, ok? - wywrócił oczętami. Jaki miły typ wytrzymałby z taką pokręconą wariatką, która pewnie spała w jakiejś trumnie, owinięta pytonami? Zniszczyłaby go po jednym spotkania, a tak mogła być pewna, że z kimś pokroju Deana czekałaby ją długa walka o dominację, której nikt nie chciałby oddać. Serio, powinni kiedyś urządzić takie zawody, aby ostatecznie rozstrzygnąć kto w tym duecie miał większą władzę.
-To go kurwa na ręce weź, jak bobasa. pobawimy się teraz w rodzinę, kochana Effie. Weź naszego bombelka i umyj mu dupke, bo pewnie się obsrał z wrażenia, że tyle wody widzi - stwierdził, nurkując. Przetrzymał w płucach powietrze trochę dłużej, rozkoszując się ciszą, która panowała bliżej dna. O, jak fajnie chociaż przez chwilę było nie słyszeć głosiku wkurwiającej towarzyszki. Zaraz jednak zaczeło go palić, więc musiał się wynurzyć.
-Pokaż, czy stanęły ci już suty z tego zimna - rzucił do niej, podpływając bliżej. Macać nie miał zamiaru, ale podroczyć się już i owszem. No bo halo, co ugrane to jego. -Uwielbiam w tobie to, że się godzisz na wszystkie powalone pomysły. To może teraz sobie popłyniemy na tę mała wysepkę na środku, co? Patrz jaka fajna jest - wskazał na kępę krzaczorów, drzew i Bóg jeden wie czego jeszcze.

Fifarafa

Cool kids do not use drugs, only weed 'cause it's not that strong

: śr wrz 16, 2026 9:31 pm
autor: Effie Granger
Nie zamierzała przyznawać mu racji w ani jednym momencie, postanowiła więc udać, że jest jej za zimno, żeby w ogóle się odzywać. Nie zamierzała też brać na ręce kilkukilogramowego pancernika, który zwinął się w plecaku jak kot i pewnie właśnie przesypiał ten cały rwetes. Przynajmniej taką miała nadzieję — że go przesypiał, a nie właśnie umierał ze stresu, którego mu napędzili.
Na tekst o sutkach znowu pokazała Deanowi środkowy palec, a nawet chlapnęła w jego kierunku wodą.
Zainteresuj się własnymi sutkami, dupku — prychnęła, ale nie wydawała się wcale urażona, tylko rozbawiona. — A nie, sorry, to nie sutek… to twój kutas… — Skrzywiła się lekko, jakoby bardzo zawiedziona, że ten okazał się aż tak mały. — Przysięgam, że gdybym była normalna, to bym cię już, k-k-kurwa, z trzy razy zabiła…
Dygotanie powoli ustawało, gdy Effie przyzwyczajała się do temperatury wody. Ta, wciąż nagrzana po nie tak odległym w końcu upalnym lecie, na szczęście nie traciła ciepła tak prędko jak powietrze wokół, dlatego tak naprawdę nie było wcale aż tak źle; zwłaszcza, kiedy już trochę się poruszała i popływała. Dean też ją rozgrzewał, ale chyba nie tak, jakby chciał — dzisiaj naprawdę testował jej limity, chociaż ciągle nie mogła zdecydować, czy bardziej ją wkurzają czy bawią te wszystkie słowne przepychanki.
Wniosek był taki, że chyba wcale jej nie przeszkadzały aż tak, jak próbowała to pokazać na zewnątrz. No ale nie mogła przecież posłodzić temu jełopowi z przerośniętym ego, bo w ogóle nie dałby jej spokoju. Trzeba jednak przyznać, że duet był z nich jedyny w swoim rodzaju. Decyzja o popłynięciu na wysepkę była podjęta już dawno zanim padła propozycja Vanberga. Co prawda stąd nie było widać, czy to faktycznie kawałek lądu, czy tylko kępa rosnących na płyciźnie chaszczy, ale zaraz mieli się o tym przekonać.
Chuck, czekaj na nas dzielnie, mamusia zaraz wróci… achuj, przygodo! — krzyknęła w stronę brzegu, zanim nabrała powietrze i przepłynęła obok zdumionego Deana tak szybko, jakby była jakąś pierdoloną syreną albo innym delfinem. Przydał się jej wakacyjny kurs surfingu, poprzedzony zajęciami z pływania w otwartych zbiornikach!
Królowa side questów we własnej osobie, ot co.

gołodupiec