Strona 2 z 3

i hate sunshine, but i like your smile

: śr wrz 30, 2026 6:45 pm
autor: Brian Shelby
— Och. Lubisz wyzwania, co? — zaśmiał się, bo podejrzewał, że to nie byłoby najprostsze zadanie. Brian z natury był raczej opanowaną osobą i ciężko było wytrącić go z równowagi. No chyba, że był pijany, a jego rozmówca był kompletnym idiotą. Wtedy dość szybko to szło, ale w normalnych okolicznościach, Shelby był po prostu... spokojny. Nie zmieniało to jednak faktu, że był ciekaw, jak Wendy mogłaby napędzić mu trochę strachu. Obejrzenie razem horroru lub pójście do jakiegoś miejsca z aktorami, wydawało mu się ciekawą formą spędzenia razem czasu i z pewnością sam dobrze by to wykorzystał. — Ta lista rośnie nam błyskawicznie — parsknął, choć nie miał nic przeciwko temu. Mógł jej zrobić tatuaż, pójść na drinka lub wyskoczyć w jakiekolwiek inne miejsce; rozmawiało mu się z nią na tyle dobrze i komfortowo, że chciał więcej. Widząc jej wielce karcące spojrzenie, Brian zaśmiał się pod nosem, puszczając jej oczko. — Za szybko dla ciebie, Wendy? — zagaił, nie tyle co badając grunt, a zwyczajnie się z nią drażniąc. — Lubię myśleć przeszłościowo. Wolisz żyć chwilą? Tu i teraz? — zapytał, po raz kolejny unosząc kubek z kawą do ust, jakby nie rozmawiali o niczym specjalnym. — Wystarczy tylko słowo, kochanie — dodał z rozbawieniem, kiwając lekko głową; trochę przez własne słowa, a trochę przez smak kawy, do którego z każdą chwilą, przekonywał się coraz bardziej.

Shelby prędko dostrzegł jej zaróżowione policzki, poniekąd czując satysfakcję, że te niewinne, wręcz słodkie gesty, najprawdopodobniej wywołały w niej pewną burzę. A może tylko mu się wydawało? Może było jej po prostu gorąco? Brian uniósł kącik ust, przyglądając jej się z uwagą. Niezależnie co by to nie było, podobała mu się przez to jeszcze bardziej. A więc, gdy użyła jego własnych słów przeciwko niemu, chłopak roześmiał się, przeczesując palcami przydługie kosmyki włosów. She got the point. — Nie dajesz rady? — zapytał kąśliwie, posyłając jej długie spojrzenie. Oczywiście, że miał rację; doświadczenie robiło swoje. Broke pokiwał lekko głową, obserwując jak stwarza między nimi dystans i sam znów odchylił się delikatnie na krześle. — Hm, dobrze gotuję. Powinnaś kiedyś spróbować moich makaronów — rzucił, bo to była jedna z niewielu rzeczy, poza sztuką, która szła mu naprawdę nieźle. — Jeżdżę na motorze. Na pewnym etapie swojego życia, straciłem jakieś siedemdziesiąt procent pamięci przez jeden wypadek — dodał, bardziej jako fun fact niż coś, czym szczególnie mógłby się przejmować. — Coś na dzisiejszy wieczór? — powtórzył za nią, nie potrafiąc wymyśleć niczego przyzwoitego. Jego oczy zabłyszczały wesoło, gdy przechylił głowę do boku, mocno się nad tym zastanawiając. — Cholera, jestem ciekawy. Zaraz wyzeruję tę kawę — rzucił. — Nie dasz mi żadnej podpowiedzi? — mruknął, niemal prosząco.

Wendy

i hate sunshine, but i like your smile

: śr wrz 30, 2026 8:50 pm
autor: Wendy Gardner
— Uwieeeeelbiam — przytaknęła przeciągle jakby sama myśl o nadchodzących wyzwaniach sprawiała jej przyjemność, a co dopiero ich realizacja! Czy miała szansę niespodziewanie podnieść mu ciśnienie? O, to na pewno! W stylu Wendy było bowiem wylanie na czyjeś kolana gorący napój albo wyjść nagle niespodziewanie komuś pod samochód na wspólnym spacerze. Bądź co bądź takie losowe wypadki chcąc nie chcąc podnosiły ciśnienie. Czy była jednak w stanie zapewnić inne straszne wrażenia, które będą bardziej zaplanowane, a nie wynikające z jej niezdarności? Sama była chętna się o tym przekonać, bo właśnie tak jak sam zauważył, lubiła wyzwania. — I dlatego też ta rosnąca lista rzeczy do zrobienia wcale mnie nie przytłacza — od co, kolejne wyzwanie. Zaraz się okaże, że to Brian jest dla niej wyzwaniem, które wyjątkowo sobie upodobała? Cóż, być może. I nie, wcale nie za szybko, zaprzeczyła więc ruchem głowy uśmiechając się przy tym zadziornie. — Skoro lubisz myśleć przyszłościowo musisz wiedzieć, że ze mną w przyszłości nigdy nie wiadomo co cię czeka. Potrafię jednego dnia obudzić się i stwierdzić, że to dobry dzień, by kupić bilety na hawaje i polecieć z dnia na dzień… albo chociaż zabukować domek w górach i wyrwać się spontanicznie za miasto — to nie tak, że od razu musiała lecieć bóg wie gdzie jak daleko, za to zdecydowanie chodziło o to, że uwielbiała żyć chwilą. — W przyszłościowym myśleniu jestem kiepska, ale może właśnie dlatego trafiłam na ciebie, kochanie — powtórzyła po nim puszczając figlarnie oczko, a potem zaczepnie trąciła językiem rurkę swojej kawy i wsunęła ją między usta upijając jakby nigdy nic swój jesienny napój.

Czy było jej wstyd, że prezentowała mu swoje zaróżowione policzki jakby nigdy nic? Wcale, jej wskaźnik wstydu był mocno rozregulowany po tym, jak dziennie zaliczała od groma wpadek. Pewnymi rzeczami po prostu się nie przejmowała, dlatego z dumą siedziała oparta o krzesło prezentując efekt jego poczynań i tak, zrobiło się jej gorąco… przez niego. —Daję radę, ale o ile pamięć mnie nie myli to ja miałam testować ciebie — pogroziła mu krótkim i rozbawionym spojrzeniem. — Jeszcze to nadrobię — groźba to, czy obietnica? To się okaże.

Czy na wzmiankę o gotowaniu przez ułamek sekundy zwizualizowała go sobie w kuchni, w rozpiętej koszuli i z patelnią w dłoni? Możliwe. I nawet bardzo możliwe, że siedziała tam gdzieś obok na blacie przyglądając się jego poczynaniom. — Zgłodniałam — wypaliła nim zdążyła zastanowić się nad tym co powiedziała i przełknęła ślinę, bo ta myśl, która przemknęła przez jej głowę bardzo się jej spodobała. Zapchaj się lepiej kawą, Gardner. I jak pomyślała, tak zrobiła wsłuchując się w dalszą część opowieści, a gdy napomknął o utracie pamięci wyraźnie zrobiła większe oczy zastygając na moment z kubkiem w dłoni. — Gotowanie? Duży plus, ale wiesz, że ja nigdy w życiu nie jechałam na motorze? — brzmiała tak, jakby ta wzmianka o wypadku i utracie pamięci wcale jej nie przeraziła, no ale w zasadzie czemu miałaby? Wendy była przekonana, że jej zwykły spacer może skończyć się tak, że niefortunnie uderzy w krawężnik i wyjdzie na to samo. Żyła zasadą, że raz się żyje. — A z tą amnezją to słaba sprawa, ale masz idealną wymówkę, by naginać rzeczywistość, że pamięć ci szwankuje i zapomniałeś na przykład zadzwonić — chociaż niektórzy faceci nie potrzebują do tego prawdziwej amnezji, wystarczy, że są dupkami. — Choć mam szczerą nadzieję, że zapamiętasz jak bardzo byłam urocza — rzuciła zadziornie znów pochylając się nad stolikiem w jego kierunku, opierając się na nim łokciami i przyglądając się, jak Brian przechyla głowę, a jego oczy błyszczą z zaciekawieniem. Ha! Właśnie na taką reakcję liczyła. — E-eee, e-eee, żadnych podpowiedzi — zacmokała zaprzeczając ruchem głowy, po czym upiła solidnego łyka swojej kawy, która zresztą znikała w ekspresowym tempie. — Z kawą jednak jesteś na dobrej drodze, już prawie widać dno — zażartowała, bo wcale tak nie było, ale z tego wszystkiego sama nieco przyspieszyła sączenie czerpiąc radość z obserwowania Briana, któremu najwyraźniej nieprzyzwoite rzeczy chodziły po głowie. No to go na pewno zaskoczy!

— Gotowy? — zapytała, gdy po pewnym czasie opróżniła swój kubek, a widząc przytaknięcie z jego strony podniosła się i zarzuciła przez ramię niewielką torebkę. Kiedy ruszyli do wyjścia obyło się nawet bez potknięcia i zamiast zdradzić mu cokolwiek opuściła kawiarnię. — W tamtą stronę, ale zamknij oczy! — skoro była szansa przytrzymać go trochę w niepewności uznała, że warto to zrobić i gdy jej posłuchał złapała go za rękę kierując się w stronę pobliskiego lokalu. Gdy szarpnęła klamke dzwoneczek zadzwonił dając znać właścicielowi, że ma klientów, a potem wprowadziła go do miejsca, gdzie w powietrzu unosił się zapach zakurzonego papieru, tektury w której przechowywane były płyty i starych mebli, które dźwigały ich ciężar. — Możesz otworzyć oczy, panie ciekawski — mruknęła, a gdy to zrobił jego oczom ukazała się jej słabość. Sklep ze starymi winylami. — Ta-dam! — mruknęła rozbawiona obchodząc jedną z drewnianych skrzyń i przeczesując palcami między płytami, które skrywała. — Jak znajdziesz coś ciekawego, to może nawet razem dziś posłuchamy — pokusiła, skoro tak lubił myśleć przyszłościowo też postanowiła spróbować, choć nie wiadomo co przyniesie jeszcze ten dzień... wieczór...noc... poranek dzień trzeci.
Spoiler
Obrazek
Obrazek

i hate sunshine, but i like your smile

: czw paź 01, 2026 10:38 am
autor: Brian Shelby
— Świetnie. Dobrze to wykorzystamy — rzucił, po raz kolejny posyłając jej zadziorny uśmiech. Brian już tak miał; prowokował, zachęcał do głupich rzeczy, testował czyjeś granice wytrzymałości. Robił wszystko, co mógł, by wyciągnąć z drugiego człowieka jak najwięcej skrajnych emocji, bo dopiero wtedy czuł, że było naprawdę zabawnie. Na szczęście nie był chujem, który wykorzystywał to dla egoistycznych celów. Najczęściej dbał o to, by wrażenia były obustronne, tak jak w tym przypadku. Poza tym Broke był dość swobodnym człowiekiem, podchodzącym do życia z dystansem. Podejrzewał, że wypadek, amnezja, dochodzenie do siebie i układanie codzienności na nowo, ukształtowało go w ten sposób. Nie widział więc nic złego w pewnej niezdarności i może nieśmiałości u Wendy; to było urocze i takie... niewinne? — Całe szczęście, bo przeczucie mówi mi, że ta lista szybko nie zmaleje — zaśmiał się. Co chwilę wpadali na nowe pomysły, więc nie zdziwiłoby go to, gdyby z końcem spotkania, mieliby plany na kolejne dwa lub trzy tygodnie. I nawet go to cieszyło, bo z każdą minutą, coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że nie chciał kończyć tej znajomości zbyt szybko. Shelby przesunął spojrzeniem po jej twarzy, wsłuchując się w jej słowa z rozbawionym, może nawet nieco zbyt pewnym siebie uśmiechem. — W porządku. Z taką ładną kobietą, mogę lecieć nawet na Majorkę. Nie obchodzi mnie to — stwierdził. — Nie powiedziałem, że nie lubię spontaniczności. Choć teraz jestem jeszcze bardziej ciekaw, co za pomysły pojawiają się w tej ślicznej głowie — mruknął, kiwając łepetyną z uznaniem. — W takim razie mamy balans. Uzupełniamy się, co nie? — zaśmiał się, znowu przybierając tą typową, tandetną taktykę. No, ale hej, najwidoczniej byli w tym dobrzy, prawda?

To oczywiste, że słysząc jej słowa, w głowie Shelby’ego pojawiały się różne obrazy. Był tylko młodym mężczyzną, który czasem za bardzo odpływał myślami nie tam, gdzie powinien. — Już chcesz, żebym ci gotował? — zażartował, unosząc przy tym brew. Mógłby to zrobić; to jego love language, jeśli chodziło o bliskich. Wtedy już mogłaby naprawdę na niego polecieć, tak tylko ostrzegam. — No to masz idealną okazję, żeby to zmienić. Jeśli mamy skoczyć potem na drinka, to dzisiaj cię już nie podwiozę — zaśmiał się, jeszcze nie zdając sobie sprawy z tego, jak blisko siebie mieszkają. — Chyba, że nad ranem. Albo jutro po pracy. Masz mój numer — rzucił, uśmiechając się kąśliwie. Tak myślał, że lista będzie się tylko powiększać. — Mm, to raczej wyjaśnienie dla tchórzy — stwierdził, swobodnie stukając palcami o blat. Brian nie był człowiekiem, który uciekałby do takich rozwiązań. Jeśli nie był zainteresowany drugą osobą, otwarcie to komunikował. Nie miał trzynastu lat, żeby bawić się w jakieś głupie gierki. A może zwyczajnie szanował swój czas i swojego rozmówcę. Broke dopił swoją kawę, na tyle ile wystarczyło mu czasu, po czym podniósł się z miejsca, wychodząc zaraz za Wendy z kawiarni.

Brian parsknął pod nosem, zgodnie z jej poleceniem, przymykając oczy. Tego jeszcze nie grali. Wyczuwając jej dotyk na swojej dłoni, Shelby bez wahania splótł ich palce razem, podążając za nią z pełnym zaufaniem. Zawsze mogła go przecież wrzucić do jakiejś studzienki, tak? Nigdy nie wiadomo! Po zapachu ciężko było mu zgadnąć, gdzie weszli; początkowo pomyślał o jakiejś księgarni, co też byłoby nawet ciekawą opcją. Tatuażysta rozchylił powieki, rozglądając się po sklepie — tego się nie spodziewał, ale było to bardziej niż satysfakcjonujące. — Zaskoczyłaś mnie — przyznał, stając po przeciwnej stronie Wendy, przesuwając palcami po starych płytach; rockowe zespoły najbardziej przyciągnęły jego wzrok. — Zawsze chciałem je kolekcjonować, ale nigdy nie miałem okazji — mruknął ze skupieniem, oglądając okładki. — Czego zwykle słuchasz? — zapytał, wyciągając jeden okaz i odwracając go, by zerknąć na listę piosenek. Może nawet razem dziś posłuchamy. — Nie możesz zabierać mnie w takie miejsca, a potem nie obiecać, że razem sprawdzimy te płyty — mruknął, wybierając którąś pozycję, zanim przeszedł na jej stronę, stając zaraz za plecami Wendy i zerkając przez jej ramię na to, co przeglądała.

Wendy

i hate sunshine, but i like your smile

: pt paź 02, 2026 11:37 pm
autor: Wendy Gardner
Wendy Gardner aktualnie zdawała się nie mieć żadnych granic i nawet nie próbowała tego zrozumieć czemu Brian działał na nią tak, że szła w to bez większego zastanowienia. Czy to za sprawą jego przenikliwego spojrzenia, które wodziło na pokuszenie i wyzywało ją wręcz do odpowiedzi? Czy może to sprawka jego figlarnego uśmiechu, takiego zawadiaki, co potrafi posłodzić w odpowiednim momencie? To chyba całokształt tak na nią działał. To jak zaklikało na wstępie, to jak swobodnie się przy nim czuła nawet w chwili, gdy się potykała lub palnęła gafę i przede wszystkim chyba to, jak on podbijał stawkę rzucając swobodnie, że mógłby lecieć z nią nawet na Majorkę. Owszem, musiała studzić nieco swój wewnętrzny entuzjazm w obawie przed zranieniem, ale cholera miał w sobie ten urok, który sprawiał, że najwyraźniej g ł u p i a ł a. No wpadła w tę randkę jak śliwka w kompot, a skoro już się stało to pozostało korzystać, póki dzień jeszcze młody, Brian odważny, a Wendy zwolniła wszelkie hamulce bezpieczeństwa. — Wiesz gdzie tak naprawdę chciałbym polecieć? — zagadnęła gdy napomknął, że mógłby z nią polecieć wszędzie. — Do Tanzanii. Serengeti i wielka migracja Gnu to moje marzenie. Kiedyś spędziłam pół roku w RPA, ale to zupełnie co innego — kiedyś też obiecała sobie, że jeszcze tam wróci. To był jeden z pomysłów, które pojawiały się w tej jej ślicznej głowie i którym mogła się z nim podzielić. Jeden z wielu, bo marzyła też o zorzy polarnej i wiosce świętego mikołaja, a także o wielu rzeczach, które nie były związane z podróżami, choć te niewątpliwie pochłaniały najwięcej jej myśli.

Już chcesz, żebym ci gotował? — Co mnie zdradziło? To jak oblizałam usta czy jak wprost się wygadałam? — zapytała czysto retorycznie i parsknęła lekko śmiechem przytakując. Tak, chciała żeby jej coś ugotował. Jej myśli bardzo tego chciały, już sobie to wizualizowały. Ech. — Przepraszam, bo nie wiem czy dobrze zrozumiałam… czy właśnie zaoferowałeś mi przejażdżkę? Bo masz jakąś sekundę żeby się rozmyślić, a potem już nie ma odwrotu — nawet jeśli mieliby to zrobić w inny dzień to zamierzała go trzymać za słowo, ale w sumie co mieli do stracenia? Dzień wciąż był młody, więc gdzieś między kawą, jej tajemniczym miejscem, a barem może znajdzie się chwila na…i w tym momencie chyba do niej dotarło, że wychodząc z domu nie tego się spodziewała. Trochę obawiała się, że ta kawowa randka może okazać się nudna, a stało się coś zupełnie odwrotnego. Z każdą kolejną chwilą działo się coś ciekawszego i musiała to przyznać, że dawno się tak dobrze nie czuła z kimś nowo poznanym. — Powiem ci, że na ten moment nie mam pojęcia co zrobić: czy pokusić się na przejażdżkę czy zostawić to na następny raz, by mieć kolejny pretekst do spotkania — zagadnęła posyłając mu zawadiacki uśmiech, bo było to bardzo podobne podejście, jak z tym tatuażem. Najwyraźniej zostawianie otwartych furtek, by móc znów się zobaczyć to ich nowe hobby.

Czy to jak splótł ich palce wywołało u niej przyjemny dreszcz? Zdecydowanie, ale jeszcze bardziej elektryzujące okazało się to, jak przystanął tuż za jej plecami. Uśmiechnęła się pod nosem z drobną satysfakcją i zacisnęła usta próbując wziąć się w garść, choć czuła jak przyjemny dreszcz przemyka jej po kręgosłupie. — Taki był plan — przytaknęła uśmiechajac się pod nosem. Zaskoczenie, ale on też ją zaskoczył. — Mówisz poważnie? No to popatrz jak się złożyło! Idealna okazja, by znaleźć dla ciebie pierwszą płytę — stwierdziła wertując jeszcze przez chwilę palcami między płytami, choć coraz bardziej nie była w stanie ignorować jego bliskości. Może jeśli coś dla niego znajdą to nawet z tej okazji się mu podpisze na pamiątkę, co by nigdy nie zapomniał od czego zaczęła się jego kolekcja płyt? — Czego zwykle słucham? — ponowiła pytanie odchylając delikatnie głowę na bok i zerkając na niego. — Chyba łatwiej zapytać czego nie słucham, a i tak ciężko byłoby mi odpowiedzieć — powiedziała zgodnie z prawdą. — Choć kiczowate klasyki z lat osiemdziesiątych i klasyczny rock są w ścisłej czołówce, ale muzyka filmowa szczególnie z filmów lat dziewięćdziesiątych też jest mocna konkurencją — wyznała wyciągając z przegródki jedną z zakurzonych płyt i b i n g o, klasyczny album Fleetwood Mac. Trzymając w dłoni swoją zdobycz obróciła się do Briana przodem, opierając się pośladkami o krawędź drewnianej skrzyni. — To jest dobry album — zapewniła przytulając płytę do swojej piersi, wzrok unosząc na jego usta. — A co do tego wspólnego słuchania… — cholera, była bardzo gotowa pokazać mu swoją prywatną kolekcję płyt, ale czasami nie wolno odkrywać wszystkich kart od razu, prawda? Przetrzyma go może trochę w niepewności, by raz jeszcze go zaskoczyć. — …jest pewien sposób — zapewniła opuszczając jedną dłoń, by odszukać tą należącą do niego, a gdy znów splotła ich palce wymsknęła się spomiędzy niego i regału, po czym poprowadziła go do półki, na której stał gramofon. Ktoś tu bardzo dobrze znał to miejsce. Nie czekając wyciągnęła płytę z pudełka, chwilę majsterkowała przy sprzęcie, by koniec końców puścić wybraną piosenkę. Bujała od razu, przynajmniej Wendy, a ona miała w sobie coś takiego, że zaraz wpadała w rytm nucąc pod nosem, więc nie było nic dziwnego w tym, jak w którymś momencie odwróciła się do niego cicho śpiewając. Za grosz talentu, za to sto procent uroku!

ᯓ‎♪ So it's hard to find someone with that kind, that kind of intensity.
You touched my hand I played it cool and you reached out your hand for me…

ᯓ‎♪ If I live to see the seven wonders
I'll make a path to the rainbow's end
I'll never live to match the beauty again
The rainbow's end

Obrazek

i hate sunshine, but i like your smile

: pn paź 05, 2026 6:58 pm
autor: Brian Shelby
— O czym jeszcze marzysz, hm? — zapytał, rozumiejąc już, że jedną z jej największych pasji zdecydowanie były podróże. Mogliby się całkiem dobrze dogadać w tej kwestii. Może, ale tylko może, bo nikt do końca nie był w stanie przewidzieć tego, jak potoczy się ich relacja po tej randce, będą mieli jeszcze okazję do wspólnych wycieczek. Broke nie potrzebował do tego zbyt wiele argumentów. Nie musieli znać się parę tygodni lub miesięcy, żeby gdzieś razem pojechać. Właściwie to wystarczyło tylko słowo, by Shelby zapakował plecak i wsiadł na motor, zaczynając niezobowiązującą podróż po Kanadzie. Nie deklarował jeszcze takich planów, ale był w stanie wyobrazić sobie taką aktywność z Wendy tuż przy swoim boku — niezależnie od tego, czy wylądowaliby w Stanach Zjednoczonych czy w Tanzanii. Zawsze był głodny przygód i nowych doświadczeń. — Podróżowałaś? — zagaił, gdy usłyszał, że dziewczyna spędziła pół roku w RPA. On przez pół roku leżał w śpiączce. Co człowiek, to inna historia, prawda?

— Jestem po prostu spostrzegawczy — zażartował, po raz kolejny sunąc spojrzeniem po jej twarzy, zatrzymując go na jej ustach. — Na następnej randce, zrobię ci moje popisowe danie — zaproponował, nie przyjmując do świadomości niczego innego, jak kolejnego spotkania. Na pewno znalazłby coś, co przypadłoby jej do gustu. — Cholera... Sekunda już chyba minęła i nie mam odwrotu — powiedział, rozciągając usta w mocno rozbawionym uśmiechu. Brian, jeśli coś sobie postanowił to nie zmieniał co chwilę swojego zdania; twardo stał przy swoim. Poza tym motory były jego światem i nie wiedział nic, co miałoby stać im na przeszkodzie wspólnej przejażdżki. — Zrobię, co tylko zechcesz, Wendy — zapewnił ją nieco dwuznacznie. Mogli to zrobić dzisiaj, ale równie dobrze kolejnego razu.

Shelby był zadowolony z doboru jej miejsca. Dawno nie czuł takiego klimatu starych lat, a zdecydowanie tego mu właśnie brakowało; oglądał płyty, już zastanawiając się nad kupnem potencjalnego sprzętu. I dopiero po chwili skupił całą swoją uwagę na Wendy. No co za kobieta; miał wrażenie, że stale go zaskakiwała i czuł się przy niej taki... Wolny? Nie potrafił tego sensownie nazwać i czuł się jak dzieciak, zapatrzony w starszą od siebie, ładną koleżankę. Koleżankę, którą chętnie zgarnąłby tylko dla siebie, ale to już rozmowa na inny dzień. — Nie jestem pewien, czy zdołam skończyć na jednej — parsknął, bo wybór był zbyt duży, a on był zbyt zachłanny. Brian obserwował ją z uwagą, będąc ciekawym tego, co zdecyduje się wybrać. Poza tym to niesamowite, jak szybko trzymanie jej za rękę, stało się dla niego naturalne. Shelby oparł się swobodnie o regał za swoimi plecami, przyglądając się, jak dziewczyna umieszcza płytę w gramofonie. Widząc jak zaczyna tańczyć i śpiewać, jego oczy zabłyszczały z rozbawieniem. Mógłby patrzeć na nią godzinami i szybko by się przy tym nie znudził.

Fuck it. Złapał ją za rękę, unosząc w górę, by mogła się pod nią obrócić. Zaśmiał się pod nosem, samemu lekko bujając się w rytm muzyki. Przez tę krótką chwilę, miał wrażenie, że byli tylko we dwójkę w całym tym sklepie, choć dla nikogo ta scena nie była dziwna. Każdy tutaj prawdopodobnie czuł to samo; niekończącą się miłość do muzyki. — Gust też masz nienajgorszy — rzucił, gdy piosenka dobiegła końca, a Brian wyciągnął ją, wkładając delikatnie do opakowania. — Teraz zamknij oczy. Wybiorę coś specjalnie dla ciebie — zasugerował, zakrywając dłonią jej powieki, dopóki nie był pewien czy wykona jego polecenie. Dopiero wtedy sięgnął po płytę, która rzuciła się w jego oczy, gdy słuchali poprzedniej piosenki. Nie minęły nawet dwie minuty, jak Brian puścił nowy kawałek, wpatrując się w dziewczynę z wyraźnym zainteresowaniem.
Wendy

i hate sunshine, but i like your smile

: śr paź 07, 2026 9:28 am
autor: Wendy Gardner
— Chciałabym zobaczyć zorzę na własne oczy — wyznała bez ogródek. Widziała już afrykańskie zachody słońca, ale zorza to kolejne wspomnienie do kolekcji, które chciałaby mieć. — Jak byłam dzieckiem to myślałam, że takie rzeczy to tylko na biegunie, a potem odkryłam, że my mamy Yellowknife — uśmiechnęła się radośnie, bo miasto w Kanadzie jednak wydawało się jej bliższe i łatwiejsze do zdobycia niż biegun, choć niewątpliwie marzyła też o wiosce świętego mikołaja. — I wiesz… zorza to jedno, ale tam mamy w pakiecie rdzennych mieszkańców, Jezioro Niewolnicze, kopalnie diamentów, no zupełnie inny świat! — podekscytowała się na samą myśl o wycieczce. Kiedyś wyczytała, że początkiem roku najlepiej jest wychwycić zorzę więc kto wie? Może po nowym roku odwiedzie Yellowknife? — Wiedziałeś, że istnieje taki przesąd, głównie w kulturze azjatyckiej — tak, Wendy dokształca się oglądając koreańskie i japońskie dramy — że jak dwójka ludzi zobaczy razem zorzę to czeka ich wieczne szczęście, głęboka miłość i pomyślność w życiu? — taka tam ciekawostka, bo Gardner lubiła nimi rzucać nie zastanawiając się zbytnio na tym jak mogło to zabrzmieć. Przytaknęła na jego pytanie o podróżowaniu i mogłaby opowiadać o tym wiele. ba! Kto wie, czy mu nie opowie skoro mają przed sobą tyle planów na kolejne spotkania. teraz jednak interesowało ją coś zupełnie innego. — A ty? O czym marzysz? — zapytała nie kryjąc ciekawości.

Zrobię co tylko zechcesz, Wendy.

Przesunęła spojrzeniem po jego twarzy, zaintrygował ją tymi słowami. — Odważnie, Brian — po raz kolejny ją zaskoczył i nie była pewna czy bardziej tymi otwartymi deklaracjami, czy może tym, że po całej jej paplaninie jeszcze nie uciekał w podskokach. — A więc mam decydujący głos, huh? — czy czuła dreszczyk emocji? Oj i to niemały. — W takim razie zabierz mnie dziś na przejażdżkę — oznajmiła pewnie; gdzieś między sklepem z winylami, a barem chyba znajdą chwilkę na drobną wycieczkę po mieście. Chyba jakaś cząstka jej obawiała się, że to spotkanie było zbyt idealne i nazbyt udane, by mieć swoją kontynuację w przyszłości i wolała kuć żelazo póki gorące. Kto wie, kiedy znów będzie mieć szansę na przejażdżkę? I kto wie, czy Shelby po wszystkim nie zamieni się w ducha. Już kilku ją zghostowało. Po chwilach zachwytu, których na tym spotkaniu nie brakowało, musiała szczypać się w myślach, tak na wszelki wypadek, by potem za bardzo nie bolało. W końcu udanej randki to zawsze jednak człowiekowi szkoda.

Brian miał w sobie coś, co sprawiało, że od początku nie czuła się źle, będąc sobą. Była wolna i szczęśliwa, bujając się w rytm Seven Wonders czuła beztroskę i to właśnie nią chciała zarazić jego. Czuła, że trochę się jej to udało, kiedy uniósł jej dłoń wprawiając jej ciało w obrót, a w ramach podziękowania obdarzyła go radosnym szczerym śmiechem, po którym wpadła w jego objęcia. Przez chwilę bujali się razem, a do Wendy dotarło, że on nie tylko wygląda jak wyjęty z romcomu, ale teraz jeszcze zliczyli scenę godną jakiegoś romansidła serwowanego kobietom na wielkim kinowym ekranie…and she loves it. — Nie najgorszy?! — obruszyła się teatralnie, choć uśmiech i tak nie schodził jej z twarzy, po czym ustąpiła mu miejsce obok gramofonu. — Jak zobaczysz moją kolekcję to padniesz z wrażenia! — obiecała pogroziła, a czując jego dłoń przy swojej twarzy przymknęła oczy na moment. To było zaskakujące jak swobodnie toczyła się ta randka, jak naturalny wydawał się jego dotyk i to przekomarzanie się. Wiedziała, że wpadła jak śliwka w kompot, ale zamiast się tym przejmować posłusznie zastygła wyczekując jego piosenki.

Po pierwszej nutce wiedziała co to! W pierwszej chwili nie dowierzała w to co słyszy, no bo halo! I Don't Want to Miss a Thing. Aerosmith. Armageddon. Każdy zdawał sobie sprawę z tego, że to najbardziej kiczowaty, romantyczny i e p i c k i klasyk rockowej ballady z lat dziewięćdziesiątych, jaki ten świat kiedykolwiek widział! Prawda? I ona to u w i e l b i a ł a. Oczy jej rozbłysły, a na twarzy szybko pojawił się delikatny uśmiech. Dopiero co powiedziała mu o swojej słabości do muzyki filmowej z lat dziewięćdziesiątych, a on cholernie dobrze to wykorzystał. Zrobiła krok w jego stronę opierając dłonie na jego klatce piersiowej i przechylając głowę w bok spojrzała mu w oczy, akurat gdy Steven Tyler nucił im słowa, które szybko podłapała. — Przyznaj, że nie chcesz przegapić ani jednej chwili w moim towarzystwie… — mruknęła zadowolona dłońmi sunąc trochę wyżej, w kierunku jego szyi, stając niemal na palcach, by znaleźć się jeszcze bliżej twarzy. Był wysoki, ale to też się jej podobało. Czy go prowokowała? Oh, teraz kiedy spojrzała prosto na jego usta na pewno prowokowała… ale to wszystko wina tej piosenki! To ona tak na nią działała. Przeniosła wzrok na jego oczy próbując sprowadzić się na ziemię, bo na moment chyba poleciała w kosmos. — No dobrze, gust muzyczny masz nie najgorszy — stwierdziła puszczając mu oczko. — Ta piosenka będzie mi teraz hulać po głowie podczas naszej przejażdżki na motorze — rzuciła niby żartobliwie, choć pewnie tak właśnie będzie! Musiała jednak powiedzieć cokolwiek, bo im dłużej tak stała przy nim bujając się do piosenki Aerosmith, tym bliżej niego chciała być.


Halo, ziemia do Wendy! Obrazek

i hate sunshine, but i like your smile

: czw paź 08, 2026 8:08 pm
autor: Brian Shelby
Brian na przestrzeni lat, zdążył zrozumieć, że dla wielu ludzi, te wszystkie zjawiska, pojawiające się na niebie, robiły niemałe wrażenie. Nie był inny; w przypływie przemęczenia, znużenia lub zirytowania, wyjeżdżał za miasto, by odetchnąć na łonie natury i popatrzeć w te pieprzone gwiazdy, mimo że zwykle nie robiły na nim wrażenia. Słyszał więc wielokrotnie, jak podekscytowani byli jego bliscy na deszcz meteorytów, pełnie, zaćmienia lub zorze. Dlatego nie zdziwiło go to, co powiedziała Wendy o swoim marzeniu, a jednocześnie prędko zrozumiał, że bardzo to do niej pasowało. Wyglądała, jakby lubiła wschody i zachody słońca, długie noce poza domem, muzykę i klimat, do którego wracało się wspomnieniami przy każdej wolnej chwili. Broke obserwował ją z uwagą, uśmiechając się lekko do swoich własnych myśli. Trafił na prawdziwą podróżniczkę; swój swego zawsze odnajdzie w tłumie, co? — Wierzysz w przesądy? — zapytał. W jego głosie zabrakło kpiącego tonu głosu. Pytał z czystej ciekawości. — Jakbyś chciała, to jestem pewien, że byłabyś w stanie zobaczyć tę zorzę nawet na biegunie, mała podróżniczko — stwierdził, unosząc łagodnie jeden kącik ust. — Jak widzisz spadającą gwiazdę to wypowiadasz życzenie? — dodał; bo na taką właśnie wyglądała. Zgadł? Na pytanie o jego marzenia, Shelby zamrugał z zaskoczeniem, jakby kompletnie nie spodziewał się, że dziewczyna odbije to w jego stronę. Brie mruknął przeciągle. — Na pewno chciałbym otworzyć swoje własne studio tatuażu — stwierdził, bo to był jego cel, do którego stale dążył. — I odwiedzić Włochy. Stamtąd pochodzi moja matka — wyjaśnił. Jakoś nigdy tam nie dotarł, choć planów było tysiące.

Shelby roześmiał się, gdy po raz kolejny w ciągu jednego dnia, nazwała go odważnym. Rozłożył bezradnie ręce, jakby nic nie mógł na to poradzić i posłał jej krzywy uśmiech. Gdy zdecydowała, że ma ochotę na przejażdżkę, Brie skinął głową. No tak, dla kogoś, kto będzie jechał po raz pierwszy, musiało to być naprawdę ekscytujące. Chłopak jak na razie starał się nie myśleć zbyt wiele o przyszłości i korzystał z chwili, dlatego nie miał nic przeciwko, by nieco zmodyfikować ich plany. W końcu jeszcze cały wieczór przed nimi i nic nie stało im na przeszkodzie, by robili wszystko to, na co mieli tylko ochotę.

Podobał mu się jej śmiech. Podobnie jak podobała mu się cała ta atmosfera, która towarzyszyła temu spotkaniu. Mężczyzna przyglądał jej się z uwagą, nie chcąc przegapić żadnego z jej uśmiechów; dawno nie miał tak udanej randki. — Zawsze mógłby być lepszy, huh? — zażartował. Nie mógł jej przecież tylko komplementować. Jeszcze za szybko by się do tego przyzwyczaiła. — Nie uwierzę, dopóki nie zobaczę — rzucił przez ramię na jej słowa, gdy włączał, wybraną przez siebie, płytę. Każdy lubi klasykę. On w tej kwestii też nie był inny, mimo że na co dzień słuchał zupełnie innej muzyki. Brian uśmiechnął się nieco szerzej, dostrzegając jej uroczą reakcję; chyba trafił w sedno. Shelby oparł się plecami o regał za sobą, pozwalając jej na to zbliżenie, samemu dość instynktownie układając swoje dłonie na jej talii. Nachylił się w jej stronę, uśmiechając się w charakterystyczny dla siebie, nieco zadziorny sposób. Prowokowała go? Cwaniara.
— Jesteś gotowa — zapytał dwuznacznie, robiąc niewielki krok w jej stronę, nadal trzymając ją gdzieś w pasie blisko siebie. Zmusił ją w ten sposób do kroku w tył, jakby prowadził ją w tańcu; Brian oparł jedną dłoń na stoliku za jej plecami, na którym stał gramofon i nachylił się w jej stronę, jakby przymierzał się do pocałunku. A zrobił to tylko po to, by wyjąć płytę i uśmiechnąć się złośliwie, ostentacyjnie się z nią drażniąc. — Na przejażdżkę? — dokończył, zgarniając wszystkie numery, które wspólnie wybrali i splótł palce ich dłoni razem, by pociągnąć ją w stronę kasy, gdzie zapłacił za ich zakupy.

Po krótkiej chwili wyciągnął ją na zewnątrz, prowadząc spokojnie w stronę parkingu, gdzie zostawił swój motor. Sięgnął po jeden z kasków, stając przed dziewczyną. — Nie boisz się? — rzucił żartobliwie, unosząc palce, by odgarnąć kosmyki jej włosów za uszy. — Ostatnia szansa na ucieczkę — ostrzegł, zakładając jej kask na głowę.

No. To nie tak, że pozwoliłby jej teraz zwiać.


:kwiatek:

i hate sunshine, but i like your smile

: pt paź 09, 2026 4:28 pm
autor: Wendy Gardner
Jak widzisz spadającą gwiazdę to wypowiadasz życzenie?

— Zawsze — odpowiedziała bez wahania uśmiechając się przy tym rozbrajająco. Bez kitu! Wendy była totalnie jedną z tych osób, co na widok spadającej gwiazdy natychmiast zamykają oczy, by wypowiedzieć życzenie. I nie tylko to uwielbiała, bo dla niej każdy podniebny spektakl był wyjątkowy. Ślepcy nie potrafili pewnych rzeczy docenić, ale dla Wendy matka natura totalnie wymiatała! Każdy zachód słońca był inny - magiczny i wyjątkowy, a każdy wschód słońca był zapowiedzią czegoś nowego i ekscytującego. Z kolei nocne niebo mogło śmiało robić za darmowe kino, a deszcz meteorytów lub zorze polarne były niczym film, którego nie można było przegapić, bo drugi taki sam nie powtórzy się nigdy. Możliwe, że była nieco uzależniona od takich momentów. Chwil, podczas których mogła zadrzeć głowę do góry i przypomnieć sobie jaka jest malutka w tym całym wszechświecie. Gdyby tylko wiedziała, że gwiazdy nie robią na nim szczególnego wrażenia, pewnie bardzo wzięłaby to do siebie i starała się to odczarować, zamieniając nudne oglądanie gwiazd w coś wyjątkowego. Może kiedyś wyciągnie go za miasto, położy na trawie i zarazi zachwytem? Who knows! Nie wiadomo jakie jeszcze przygody ich czekają. — Ale super z tym studiem — wiadomo, że najlepiej było robić na swoim, choć niewątpliwie wymagało to sporego wkładu na początek. — I z Włochami zresztą też. Wiesz, że w tym roku byłam w Mediolanie? Ale chętnie zobaczyłabym południe Włoch. Totalnie powinieneś polecieć — przytaknęła, gdy wspomniał, że jego matka stamtąd pochodzi. — Z którego regionu pochodzi? — zaciekawiła się zaraz szybko wtrącając. — Wiem, że włochy kojarzą się z ciepłem, słońcem i gelato, ale wiesz, że mają tam jedne z piękniejszych jarmarków bożonarodzeniowych?! Uwielbiam oglądać rolki na insta z takich miejsc — ech, jak za dużo gadała to powinien to ukrócić, bo ona tak miała, że jak temat jej spasował, to mogła paplać trzy po trzy.

W życiu Gardner były też momenty, w których dało się ją wprawić w osłupienie. Teraz przykładowo - a to szok - z a n i e m ó w i ł a.

Holy moly!

Jeszcze przez moment chyba wierzyła, że rozdaje karty. Podeszła do niego pchnięta trochę muzyką, która tak na nią działała. I na palcach się wspięła, w tych jego ciemnych oczach zatraciła. Piękny był, kiedy tak stał oparty o ten regał nie robiąc sobie zupełnie nic z jej podchodów.

Mayday, mayday!

Iiii to jak te dłonie na jej tali ułożył, damn. Idealnie tam leżały. Mógł ja tak trzymać tak długo jak tylko chciał, nie protestowała nawet wtedy, gdy krok w tył zrobił trochę się przybliżając do niej, a trochę zmuszając, by i ona odrobinę się wycofała. Spojrzeniem przeciągnęła po jego ręce, która teraz wsparła się o stolik tuż za nią, a potem wróciła znów do jego twarzy, która…

Jesteś gotowa?

…oj kiedy tak na nią patrzył, to ona była gotowa na wszystko. Nawet lekko głową przytaknęła, myśląc już tylko o tych jego… ustach? Na ustach na pewno zatrzymała swoje spojrzenie i gotowa była na… PRAWIE na wszystko, bo gdy sięgnął do gramofonu po to, by wyciągnąć płytę i jak gdyby nigdy nic wspomniał o przejażdżce, to w jej głowie wywaliło jakiś Error 404!

Wait, what?!

Tak się nie robi! Cóż za okrutne zagranie! Naprawdę byłaby zbulwersowana, gdyby nie to przyjemne napięcie w podbrzuszu, które nagle dało o sobie znać i ciągle je czuła, nawet wtedy, gdy za rękę ciągnął ją w stronę kasy. I w chwili, kiedy wyszli na zewnątrz kierując się do parkingu, na którym zostawił swój motor. A gdy sięgnął do jej kosmyków i założył je za ucho? Cholibka! Poczuła to jeszcze mocniej. Ekscytacja wzięła górę, niczego się w tej chwili nie bała! — Nie boję. To ty powinieneś się martwić — odpowiedziała wpatrując się w niego z błyskiem w oku — że zabraknie ci tchu — dodała, gdy wsunął kask na jej głowę. Oczywiście miała na myśli to, że za mocno go obejmie podczas jazdy! Kto wie, czy prędkość nie zawróci jej w głowie?! Gdy tylko przyszła na nią pora zajęła miejsce za nim obejmując go w talii. Fakt, że teraz mogła bezczelnie przemknąć dłońmi po jego ciele bardzo się jej spodobał. Tak bardzo, że niby przypadkiem musiała coś sobie poprawić, by raz jeszcze objąć go w ten sam sposób. Bezczelnie. Pewnie. Śmiało do niego przylegając. — Jestem gotowa — zapewniła. Oj głupia by była, gdyby teraz zwiała.
Miała jeszcze wiele planów na ten wieczór.
Ucieczka nie była jednym z nich.
Nie było takiej opcji.

ObrazekObrazek

i hate sunshine, but i like your smile

: wt paź 13, 2026 8:44 pm
autor: Brian Shelby
— Mm, okej — mruknął, bujając się na krześle, z rękami założonymi na klatce piersiowej. Obserwował ją uważnie, bijąc się ze swoimi myślami, które z wolna zatruwały jego umysł tandetnymi uczuciami. Jezu. Jak miał patrzeć teraz na gwiazdy, jeśli za każdym razem, miały mu o niej przypominać? Nie spodziewał się tego po samym sobie, dlatego z trudem powstrzymał odruch przetarcia dłonią twarzy; jakby w ten sposób, mógłby przywrócić się do względnego porządku. To wszystko przez nią. Przez to łagodne, błyszczące spojrzenie i uśmiech, który sprawiał, że Brian musiał kontrolować wszystkie swoje nazbyt natarczywe gesty i słowa.

— I czego wtedy zwykle sobie życzysz, hm? — zapytał. Zdradzi mu swój sekret czy jest jedną z tych dziewczyn, które wierzyły, że pragnienia wypowiedziane na głos, nigdy się nie spełniają. — Bogactwa? Podróży? Pokoju na świecie? — zażartował nieco złośliwie, ale tylko po to, by ostatecznie nachylić się lekko w jej stronę. — Wysokiego i diabelnie przystojnego tatuażysty? — szepnął, śmiejąc się pod nosem. Zaraz odsunął się na niewielką odległość, tylko po to, by znów mieć nieco lepszy widok na jej całą sylwetkę. Brian też lubił naturę, choć bardziej niż podniebne atrakcje, bardziej cenił sobie typową przyrodę; lasy, góry, jeziora. Spacer przebiegiem morza i chłodna bryza, która orzeźwia bardziej niż cokolwiek innego. To było coś, co robiło na nim największe wrażenie. Nie widział jednak nic dziwnego w lubieniu zachodu lub wschodu słońca; mógłby zabrać ją na przejażdżkę na jakiś ładny punkt widokowy, gdy będzie zbliżała się noc. I to tylko po to, by zrobić na niej wrażenie, którego szybko nie zapomni. — Nie ukrywam, że chętnie zrobiłbym coś na swoich własnych zasadach. Jak zbyt długo jestem komuś posłuszny, to zaczynam wariować — parsknął. Studio oznaczałoby jego reguły, jego klientów i jego reklamę. No i przede wszystkim w całości jego kasę, a ona przyniosłaby w jego życiu naprawdę wiele satysfakcji i ziściłaby każdy jego plan, który w tym momencie nie wydawał się zbyt osiągalny. — Urodziła się i wychowywała w Palermo — zdradził. Dawno jej swoją drogą nie widział; od wypadku nie kontaktował się z rodziną. No poza bratem.— Masz ciekawostkę na temat każdego możliwego kraju? — zapytał, uśmiechając się nieco szerzej. Gardner zdecydowanie była osobą, która stale go zaskakiwała.

— Jestem dość wytrzymały — stwierdził, śmiejąc się na jej słowa. Gdy tylko założył kask Wendy, złośliwie pstryknął palcami w jej szybkę. Tak dla zasady. Sam posłał jej krzywy uśmiech, wciskając na łepetynę swój ochraniacz, po czym usadowił się na motorze. Broke opuścił spojrzenie na jej ramiona, którymi objęła go w pasie; całkiem przyjemne uczucie. Nie pamiętał, kiedy po raz ostatni przewoził jakąś dziewczynę na swoim sprzęcie. Na pewno żadna nie była tak fajna jak ona, co tylko utwierdziło go w przekonaniu, że nie wycofa się zbyt szybko. Jeśli czegoś chciał, to potrafił o to... zawalczyć. — Chcesz mnie udusić? — rzucił z rozbawieniem, odwracając głowę w jej stronę. Oczywiście, że musiał się z nią nieco podrażnić. Nie byłby sobą, gdyby tego nie zrobił, a to tylko początek ich znajomości. Zaśmiał się, poprawiając jej dłonie wokół swojego ciała i nachylił się, uruchamiając silnik. Podobało mu się to.

Na początku Brian jechał... przepisowo, żeby Wendy mogła przyzwyczaić się do jazdy i prędkości. Wystarczyło jednak, że odczuł jak jej uścisk łagodnieje, żeby przyspieszył tempo, zmuszając ją do ponownego wtulenia się w jego ciało. Kierował się w stronę okolicy, gdzie mieszkał, bo skoro mieli napić się drinka to nie chciał zostawiać motoru na mieście. Miał w planach zabrać ją do innego baru, ale skoro chciała się przejechać, to stwierdził, że najbezpieczniej będzie, jak pokręcą się po jego okolicy. Minęło może z dwadzieścia minut, zanim dojechali pod wybraną przez niego lokalizację. To wtedy jako pierwszy zszedł z pojazdu, zdejmując swój kask. Przeczesał palcami przydługie kosmyki włosów i sięgnął w jej stronę, by uwolnić ją z tego ochraniacza. — No i jak wrażenia, huh? — zapytał, zatrzymując się tuż przed nią, sięgając do kieszeni po paczkę papierosów. Kochał szybką jazdę i kochał adrenalinę, którą mógł sobie dawkować, wedle uznania. Broke zapalił papierosa, błądząc spojrzeniem po jej twarzy. Nigdy nie sądził, że zwykła randka, przerodzi się w tak ciekawe spotkanie. Shelby wypuścił dym spomiędzy warg w przeciwną stronę od jej buzi, zaraz na nowo powracając spojrzeniem do jej ładnych oczu. — Chętna na wycieczki motorowe? — zagaił, uśmiechając się krzywo i dość śmiało unosząc palcami jej podbródek wyżej, by móc swobodnie jej się przyglądać. — Czy już stchórzyłaś? — mruknął; bo przecież Brian miał znacznie więcej do zaoferowania.

Wendy

i hate sunshine, but i like your smile

: śr paź 14, 2026 3:19 pm
autor: Wendy Gardner
Właśnie taka była Wendy — r o z b r a j a j ą c a. Niewinnie rozbrajała więc i Briana swoim beztroskim uśmiechem, no bo jakby inaczej?! Wpadała w randkowy świat jak burza, totalnie niepoważna w tym poważnym świecie i bez dorosłych zmartwień — bo tych starała się unikać jak ognia, bez konkretnych planów na przyszłość — bo żyła z dnia na dzień, spontanicznie. Nie szukała stabilizacji ani nudnych deklaracji, niczego w zasadzie nie szukała. Po prostu żyła! Aaa zapytana przez przyjaciela o zestaw cech idealnego partnera wyrzuciła z siebie cały wendyowski dekalog, w którym liczyła na kogoś kto potrafi nieść trzy kawy i łapać ją w locie, uda, że nie widział jej kolejnej wywrotki na prostej drodze, zapakuje się do auta w pięć minut bez pytań i będzie nosił w kieszeni plastry we wzorki na każde jej zranienie. Randka z Brianem miała być kolejnym luźnym spotkaniem, ucieczką przed poważnym życiem, a jednak teraz, kiedy siedział przed nią bujając się na krześle z rękami założonymi na klatce piersiowej i obserwował ją uważnie, czuła… czuła jak pod jej skórą drży coś niebezpiecznie przyjemnego. Przykuwał jej uwagę z każdą minutą coraz bardziej, nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, że Brian nieświadomie odhacza kolejne punkty z jej absurdalnej listy, ze swoją wyrzeźbioną klatą i dłońmi stworzonymi do trzymania jej ręki i tą absolutną gotowością, na każdy zwrot akcji.
Spoiler
Obrazek
Cholera. Houston, we have a problem.
— Brian… — mruknęła wbijając w niego swoje spojrzenie. — Czar by prysł, gdybym ci wyznała — dodała, gdy pochylił się w jej stronę wspominając o wysokim i diabelnie przystojnym tatuażyście — ale za pewność siebie niewątpliwie masz punkt — bo Gardner ceniła sobie tych, co wiedzą czego chcą i po to sięgają. — więc zdradzę ci, że na mojej liście życzeń od zawsze było miejsce na szalone przygody w dobrym towarzystwie. Może tym dobrym towarzystwem będzie jakiś wysoki i diabelnie przystojny tatuażysta? — zasugerowała radośnie, jakby zupełnie normalne było podpuszczanie faceta, że jego towarzystwo sobie wymarzyła wbijając oczy w gwiazdy. No, ale jak ma wziąć nogi za pas i uciec gdzie pieprz rośnie ze strachu to lepiej zawczasu.
— Nie lubisz być posłuszny? — zapytała na głos nim zdążyła pomyśleć, a kąciki ust drgnęły, gdy rozbawiona starała się nie parsknąć, ale nie mogła się powstrzymać. Dopiero po chwili posłała mu szczery uśmiech, nie drwiąc i nie kpiąc sobie z niczego. — Zawsze warto budować coś na własnych zasadach i myślę, że z tym twoim studiem to tylko kwestia czasu — powiedziała z całkowitym przekonaniem w swoim głosie, bo tak już miała, że wierzyła w ludzi i szczerze im kibicowała. — A Palermo? — wow! właśnie to wyrażała jej twarz teraz. — Nie uwierzysz, ale mam z Palermo wazon, taką głowę mówią na to jakoś Teste di Mmmm… nie pamiętam. Jedna z moich kursantek przywiozła mi z wakacji, bo uznała, że ładnie będzie wyglądać w sali. Chyba ci jeszcze nie mówiłam w sumie, że lubię się pobawić gliną i prowadzę zajęcia, ale no nieważne. W sensie mam taką. Z Palermo i w sumie to chyba tyle chciałam ci powiedzieć. Ładna jest — on też był cholernie ładny. Miał w sobie ten południowy urok, to wiele wyjaśniało. Zaśmiała się słysząc jego pytanie. — Nie wiem czy na każdy kraj przypada jakaś ciekawostka, ale uwielbiam podróżnicze albumy i książki — może to stąd ta wiedza? I rzecz jasna z podróży, które sama odbyła, albo o których opowieści wsłuchiwała, bo lubiła słuchać prawie równie bardzo, jak uwielbiała paplać — a zresztą mój mózg to magazyn niepotrzebnych faktów i przedszkolnych rymowanek — zaśmiała się i machnęła ręką, jakby to była jej codzienność. Bo była. Przyzwyczajaj się Shelby.


── ⋆⋅✧⋅⋆ ──


Chcesz mnie udusić?


Uśmiechnęła się przywierając do jego pleców z wypiekami na twarzy, które teraz pozostawały jej drobnym sekretem skrywanym pod kaskiem. Czuła chłód powietrza i ciepło jego ciała. To była pierwsza taka przejażdżka w jej życiu, ale cholera jasna… czuła się jak wrzucona w sam środek teledysku, albo wyrwana ze sceny filmowej. To przyjemne uczucie w podbrzuszu, z którym to opuściła sklep z winylami tylko potęgował pozytywny odbiór tej spontanicznej wyprawy. Podobało się jej to, nawet bardzo i chyba szczególnie wtedy, gdy przyspieszył tempo burząc jej złudne poczucie kontroli. Pisnęła, by krótko po tym roześmiać się wesoło, gdy znów wtulała się w niego mocniej. Nie miała bladego pojęcia ile czasu minęło, ale kiedy zjechali na bok, a silnik zgasł czuła, że wciąż jej mało. Mało przejażdżki. Mało wieczoru. Mało Briana… Obserwowała go uważnie, jak przeczesuje sobie włosy, a potem sięga po jej kask. Znów prezentowała przed nim dumnie swoje wypieki i burzę włosów, które po chwili w kasku niesfornie się układały. Błądziła spojrzeniem po jego twarzy wyłapując każdy jego ruch, jakby szczegółowo chciała zapamiętać sobie tą konkretną chwilę. Jego w tej konkretnej chwili. A kiedy podszedł do niej, wypuścił dym na bok i z tym zawadiackim uśmiechem na twarzy uniósł jej podbródek w górę, nie wycofała się. Zamiast tego posłała mu swoje bezczelne, pewne i iskrzące się spojrzenie, dłonie układając pewnie na jego biodrach, jakby to miejsce należało tylko do niej. — Stchórzyłam? — zapytała cicho, a kącik ust drgnął ku górze. — Ja dopiero poczułam chęć na więcej… dlatego powiedz mi… — wymruczała zerkając w jego oczy, by potem zlustrować okolicę odrobinę zaniepokojona — powinnam się martwić, że zamierzasz przedwcześnie zakończyć ten wieczór odstawiając mnie pod dom? — zażartowała, bo dobrze wiedziała, że do tej pory nie miał pojęcia gdzie mieszka, ale to właśnie uległo zmianie. — Czy dziwnym trafem akurat w tej okolicy znajduje się ten twój tajemniczy bar? — zapytała, choć prawdę mówiąc ten bar nagle spadł dla niej na dalszy plan. — Bo wiesz… — zastukała palcami po jego bokach, zaczepnie wspinając się nimi po jego torsie, by w końcu ułożyć dłonie na jego szyi, wspiąć się na palcach i zdradzić mu szeptem, jakby to była największa tajemnica na tym świecie. — Tak się składa, że parę kroków stąd jest idealny gramofon na te nasze płyty…

Tell me, I need to know
Where do you want to go
'Cause if ya down
I'll take it slow
Make you lose control


— Na drinka też się coś znajdzie — zapewniła.

Baby
Would you like
To spend the night
The whole night
And maybe if you play it right
You could be all mine


Do you mind if I take you home tonight ?