Strona 2 z 3
We're both in a crowd with people surrounding us
: wt wrz 22, 2026 9:05 am
autor: Ryouta Aso
— Nie — powiedział od razu. — Nic takiego nie powiedziałem. Strasznie wszystko bierzesz do siebie, mówił ci to już ktoś? — dodał. Tak, on sam mu to mówił i to nie raz. Nie dało się nie zauważyć, że Reon rzeczywiście nie lubił, kiedy ktoś mówił źle na jego temat, zwracał mu na coś uwagę albo po prostu się z nim nie zgadzał. Z tego względu czasami wolał coś przemilczeć i olać temat, nawet jeśli sam miałby coś jeszcze do powiedzenia. Zdawał sobie sprawę z tego, że chłopak zawsze musiał mieć ostatnie słowo, niezależnie od tego, jak bzdurne by nie było. Nie ma co, miał na swojej głowie naprawdę rozpieszczony egzemplarz. Sam się sobie dziwił, że jakoś dawał radę go znosić. Pewnie kwestia przyzwyczajenia i tego, że z natury był cierpliwy do innych. — Może i nie z kim popadnie, ale to nie zmienia faktu, że jesteś rozwiązły i na wiele sobie pozwalasz — wzruszył lekko ramionami. Dobrze wiedział, że Eon miał na swoim koncie wiele osób i że nie za bardzo się w tych kwestiach ograniczał. Sam uważał, że to było głupie z jego strony, bo narażał się na to, że coś mogłoby mu się stać. Czuł w kościach, że to kiedyś się na nim w jakiś sposób odbije i potem będzie musiał go ratować z tarapatów.
Uniósł wyżej brew, kiedy chłopak powiedział, że myślał, że był prawiczkiem. Naprawdę nie dowierzał w to, że tamten żył w takim przekonaniu. — Mam trzydzieści lat. Nie uważasz, że to byłoby trochę dziwne, gdybym nigdy z nikim nie spał albo nikogo nie miał? — zapytał i westchnął zrezygnowany. Miewał chłopaków, tylko nikt o tym nie wiedział, bo krył się ze swoją orientacją. — To dobrze, bo bardzo bym nie chciał, żebyś kiedykolwiek to robił — odparł. Nie, nie chciał, żeby Reon w ogóle się nad tym zastanawiał. — No widzisz. Oboje nie chcemy poruszać tego tematu, więc możemy go skończyć — stwierdził. Uważał, że to była tylko i wyłącznie jego sprawa.
— Na całe szczęście nie ma takiej opcji, żeby kiedykolwiek do tego doszło — powiedział. Nigdy nie postrzegał go w takich kategoriach i nie sądził, żeby to miało się zmienić. Dla niego Reon był dzieciakiem, którym trzeba było się zajmować dwadzieścia cztery godziny na dobę, bo inaczej robił głupoty. Jasne, nie mógł o nim powiedzieć, że nie był atrakcyjny, ale to kompletnie nic nie znaczyło. Poza tym, gdyby z jakiegoś powodu się ze sobą przespali, to potem byłoby między nimi bardzo niezręcznie i oboje na pewno nie wiedzieliby się, jak się z tym odnaleźć. — Jakoś mnie to nie dziwi, skoro tak bardzo lubisz, kiedy ktoś na ciebie zwraca taką uwagę — westchnął bezgłośnie. Miał wrażenie, że chłopak żył przede wszystkim po to, żeby inni się nim zachwycali i go podrywali. Jak dla niego, to tylko pokazywało, jakie miał wybujałe ego, a to nie była wcale dobra cecha osobowości. — I nie jest ci wstyd, że to ona zabrała tam ciebie, skoro masz tyle kasy? — zapytał. — Poza tym to nie facet powinien zapraszać kobietę do takich miejsc? — dodał. Jemu byłoby wstyd, gdyby to jakaś kobieta chciała mu coś zafundować. — Teraz to już zupełnie brzmi, jakby ostrzyła sobie ząbki na to, żebyś został jej utrzymankiem — stwierdził jeszcze mimochodem.
— Nie. Nic mi nie kupuj — powiedział stanowczo. Prędzej krowy zaczną latać, niż założyłby na siebie uszka i ogonek. To byłoby dla niego po prostu uwłaczające. — Dzięki — skinął lekko głową. Oby Eon rzeczywiście dał sobie siana i więcej tak się do niego nie zwracał, bo w ogóle mu się nie spodobało to określenie. — Wywiązuję się z danego słowa — odparł. — Chyba nie do końca rozumiesz powagę sytuacji. Naprawdę chcesz, żeby ktoś cię dopadł? Ostrożności nigdy za wiele. Miną lata, zanim będziemy się mogli poczuć tutaj w pełni bezpieczni — dodał. Nie mógł mieć pewności, że ich nie szukają. Niby nie pozostawili po sobie żadnych tropów, ale kto wie, czy jednak jakoś się nie dowiedzą, gdzie ich szukać.
— Ta, mniejsza — mruknął pod nosem i wziął łyk coli. Spojrzał na niego z politowaniem, kiedy usłyszał jego kolejne słowa. — A wiesz, że to w ogóle nie jest twoja sprawa? Jak będę chciał kogoś sobie znaleźć, to będę się za kimś rozglądał. Poza tym, kto ci powiedział, że chcę mieć żonę i dzieci? — zapytał i z niedowierzaniem pokręcił głową na boki.
Reon Moriya
We're both in a crowd with people surrounding us
: wt wrz 22, 2026 1:57 pm
autor: Reon Moriya
W odpowiedzi na jego słowa wzruszył ramionami. Nawet jeśli, to czy to było coś złego? Poza tym, sam oczywiście nie twierdził, żeby rzeczywiście był przewrażliwiony na swoim punkcie. Po prostu nie lubił, kiedy ktoś go obrażał, a jego zdaniem dokładnie to robił teraz Ryouta.
— To nie tak, że biorę wszystko do siebie. Po prostu nie lubię, kiedy ktoś mnie obraża albo mi coś zarzuca, tak jak chyba każdy — stwierdził w odpowiedzi i skrzywił się. Aso insynuował mu, że niby był puszczalski, więc logiczne, że odebrał to jako atak i jego pierwszym odruchem była obrona. Mężczyzny nie powinno dziwić to, że chamsko mu odpowiedział i był dla niego opryskliwy. To, że nie trzeba było wiele, żeby wytrącić Reona z równowagi to już inna sprawa. — Po prostu korzystam z życia póki mogę. Dlaczego miałbym sobie odmawiać przyjemności, zwłaszcza kiedy są chętni, żeby mi ją dać? Jeszcze mam czas na to, żeby myśleć o ustatkowaniu się — wzruszył ramionami. Wychodził z założenia, że skoro był wciąż młody, to powinien jak najwięcej czerpać z tego, co życie miało mu do zaoferowania. Poza tym, dla niego był to trochę również sposób na odreagowanie tego wszystkiego, co wydarzyło się w Japonii. Rzucanie się w wir imprez i przewalanie się przez łóżka obcych, dopiero co poznanych ludzi sprawiało, że miał czym zająć sobie czas i głowę, a wtedy nie musiał martwić się tym, że był ktoś, kto mógł czyhać na jego życie, czy zbyt dużo rozmyślać o śmierci swojego ojca. Ryouta jednak nie mógł o tym wiedzieć, bo to nie tak, że kiedykolwiek się jakoś specjalnie przed nim otworzył.
— Nie wiem. Dla mnie by było dziwne, ale to nie oznacza, że nie jest to możliwe — wzruszył ramionami. Przecież byli mężczyźni starsi od Ryo, którzy jeszcze nigdy w życiu nie skończyli z nikim w łóżku, więc wbrew pozorom, taki scenariusz wcale nie był aż tak nieprawdopodobny jak mogłoby się wydawać. Jeśli Aso mówił prawdę, to nie pozostało mu nic innego jak tylko pogratulować mężczyźnie, że jednak był w stanie zbliżyć się do drugiej osoby i nawet pójść z nią do łóżka! Nie potrafił sobie tego wyobrazić, ale skoro tak, to tym bardziej nie rozumiał dlaczego Ryouta tak stronił od randkowania czy sypiania z innymi. Było to o tyle dziwniejsze, że przecież był naprawdę atrakcyjny i Moriya był pewien, że poderwanie kogoś nie sprawiłoby mu większych problemów. — A kto nie lubi? — zapytał i ściągnął lekko brwi. W jego świecie, każdy lubił kiedy ktoś poświęcał mu uwagę, zwłaszcza taką pozytywną. W ustach Ryo brzmiało to jednak jakby było czymś złym. — Dlaczego miałoby mi być wstyd? — odparł, nie rozumiejąc w czym Aso tak właściwie miał problem. Reon miał kasę, ale ona też miała i najwyraźniej chciała ją wydać na to, żeby stawiać mu drinki i spędzić z nim czas. Nie powiedziałby, że zrobił coś nie tak. — Kto tak powiedział? Halo, mamy dwa tysiące dwudziesty szósty rok, nie żyjemy w średniowieczu — przewrócił oczami. Jak widać, Ryouta najwyraźniej miał trochę bardziej konserwatywne i tradycyjne myślenie niż Reon. — To by się zdziwiła, jakby okazało się, że prawdopodobnie jestem bardziej dziany od niej — stwierdził, wzruszając ramionami.
— Szkoooodaaaa — westchnął ciężko zbolały i wydął dolną wargę, wyraźnie niepocieszony z faktu, że mężczyzna nie chciał od niego dostać takiego uroczego prezentu. — Luz — skwitował krótko. — Ta, wiem. W kółko to powtarzasz — stwierdził. Nie była to żadna nowość, bo nie zliczyłby ile razy już słyszał od Ryo, że coś obiecał jego ojcu. — Rozumiem powagę sytuacji, ale trochę chyba przesadzasz. Ile już tutaj jesteśmy? Pół roku? Nikt przez ten czas nie próbował mnie dopaść ani zrobić mi krzywdy. Naprawdę myślisz, że ktoś chciałby marnować swój czas i energię na to, żeby najpierw namierzyć gdzie jesteśmy, potem tutaj przylecieć, a na koniec jeszcze przemierzyć cały kraj wzdłuż i wszerz, żeby nas znaleźć, nie mając nawet pewności, że w ogóle jeszcze tutaj jesteśmy? — zapytał i spojrzał na niego z politowaniem. Nie chciał żyć w ciągłym strachu o to, że stanie mu się jakaś krzywda.
Ryouta Aso
We're both in a crowd with people surrounding us
: śr wrz 23, 2026 8:52 am
autor: Ryouta Aso
— Jak uważasz — odparł i wzruszył ramionami. Jak dla niego, to chłopak rzeczywiście brał wszystko do siebie i oburzał się za każdym razem, kiedy ktoś mu coś sugerował. Chyba nie znał drugiej tak bardzo przewrażliwionej na swoim punkcie osoby jak Eon. Czasami nawet był pod wrażeniem tego, o jakie pierdoły potrafił się pogniewać. Nie był tym jednak zdziwiony, bo nie od dziś wiedział, że chłopak był po prostu rozpieszczony do granic możliwości i że jego rodzice pozwalali mu na naprawdę wiele. — Bo kiedyś możesz przez to wpaść w jakieś kłopoty. Zazwyczaj niewiele wiesz o osobach, z którymi sypiasz. Nie możesz mieć żadnej pewności, czy nie trafiłeś na kogoś, kto ma wobec ciebie jakieś złe zamiary. Zrozum mnie, ja się po prostu martwię o twoje bezpieczeństwo. Nie zaglądam ci do łóżka — skrzywił się. Miał nadzieję, że nigdy nie dojdzie do sytuacji, w której Reon rzeczywiście wpadnie na kogoś, kto chciałby jego krzywdy, bo nie ręczyłby za siebie, gdyby coś mu się stało. Oczywiście, że by się na kimś takim zemścił, skoro obiecał swojemu szefowi, że będzie się zajmował jego synem najlepiej, jak tylko będzie umiał. Można było się nawet pokusić o stwierdzenie, że Eon był jego oczkiem w głowie.
— Nie musisz się martwić o moje życie seksualne i o to, że nigdy nikogo nie miałem. Teraz nawet nie mam do tego głowy, bo skupiam się przede wszystkim na tym, żeby nie stała ci się żadna krzywda. Nie mogę pozwolić na to, żeby randkowanie mnie rozpraszało — powiedział. Domyślał się, że chłopakowi nie było na rękę to, że wszędzie za nim łaził i go pilnował, ale Ryouta miał to do siebie, że jak coś komuś obiecał, to dotrzymywał danego słowa. Skoro obiecał jego ojcu, że będzie go chronił, to dokładnie to robił. Dopiero kiedy szedł do pracy Reon mógł trochę odsapnąć i zaznać nieco wolności. Jakby to od niego zależało, to w ogóle by do niej nie chodził, ale uważał, że mimo że mieli tyle pieniędzy, to wypadałoby też zarabiać. Chłopaka nie podejrzewałby o to, że ten kiedykolwiek ruszy tyłek do pracy. — Ja nie lubię — odparł wprost. Nie znosił, kiedy ktoś się nim za bardzo interesował. Był skryty. — Bo to mężczyzna powinien zapraszać kobiety w takie miejsca? — uniósł wyżej brew, spoglądając na niego z niedowierzaniem. Dla niego to byłaby ujma na honorze, gdyby jakaś kobieta zaprosiła go do strefy VIP i za niego płaciła. To było nie do pomyślenia. Na jego kolejne słowa po prostu wywrócił oczami. — Pewnie tak, co nie zmienia faktu, że nie powinieneś korzystać z tego, że możesz ją naciągać — odparł. W ogóle nie podobało mu się to, że Reon tak skorzystał z okazji, bo dla niego to było poniżej godności faceta. No, ale o godność to raczej Moriya nigdy specjalnie nie dbał.
— Naprawdę chciałbyś mnie zobaczyć w uszkach i ogonie? — zapytał, unosząc wyżej brew. Jeśli tak, to zacząłby się zastanawiać nad tym, czy może nie ma jakichś dziwnych upodobań. Nie, żeby Reon kiedykolwiek postrzegał go w takich kategoriach, bo dobrze wiedział, że tak nigdy nie było i zapewne nie będzie. Skinął lekko głową, kiedy chłopak stwierdził, że ciągle to powtarzał. Najwyraźniej miał ku temu jakiś powód. Nawet na niego nie patrzył, kiedy Reon wyrzucał z siebie kolejne słowa. Co jakiś czas brał tylko łyk coli. Gdy w końcu skończył mówić, podsumował to ciężkim westchnięciem. — Podchodzisz do tego wszystkiego zdecydowanie zbyt niefrasobliwe — zaczął i odwrócił głowę w jego stronę. — Obyś miał rację i oby naprawdę było tak, że nikt nas tutaj nie znajdzie... Nie chciałbym, żeby coś ci się stało, kiedy będziesz imprezował albo robił cokolwiek innego bez mojego towarzystwa — mruknął pod nosem.
Reon Moriya
We're both in a crowd with people surrounding us
: śr wrz 23, 2026 12:25 pm
autor: Reon Moriya
Na ten jego wywód przewrócił oczami, w międzyczasie trochę też go przedrzeźniając, aby na koniec upić kolejny spory łyk ze szklanki. Drink powoli się kończył, na co Reon był naprawdę niepocieszony, bo przecież po jego wypiciu mieli wracać do domu, a on nie uważał, żeby porządnie się dzisiaj wybawił. K t o ś mu to skutecznie uniemożliwił.
— Nie no, teraz to już zdecydowanie przesadzasz. Myślisz, że ktoś próbowałby mnie podstępem podejść w taki sposób, poderwać, zaciągnąć do łóżka, a potem zabić? — zamrugał kilkakrotnie, wpatrując się w niego i po prostu nie dowierzając w to, co Ryouta mówił. Nawet jeśli komuś miałoby naprawdę mocno zależeć na tym, żeby Eona wyeliminować (chociaż wciąż nie rozumiał dlaczego, bo nie było takiej potrzeby), to wątpił, że posuwałby się aż do czegoś takiego. Poza tym, chciał myśleć, że wiedziałby, gdyby miał do czynienia z kimś podejrzanym i od razu wyczułby, co jest na rzeczy, a co za tym idzie, nigdzie by z takim kimś nie wyszedł i nie pojechał. To, jak przesadnie Ryouta go pilnował i o niego dbał trochę zakrawało już o jakąś obsesję i prześladowanie z jego strony. Cały czas miał oddech mężczyzny na karku i nawet jeśli gdzieś wychodził sam, to mógł być pewien tego, że prędzej czy później Aso również do niego dołączy.
— A ja bym właśnie chciał, żeby cię coś rozproszyło, bo to męczące, że masz na moim punkcie taką obsesję i chodzisz za mną krok w krok. Jak tak dalej pójdzie, to sobie pomyślę, że wcale nie robisz tego dlatego, żeby mnie pilnować, tylko się we mnie zakochałeś, czy coś — powiedział i naburmuszony nadął lekko policzki, by zaraz wypuścić głośno powietrze ustami. Jedyne czego chciał i oczekiwał od Ryo, to żeby mężczyzna dał mu trochę swobody. I nie – pozwalanie mu na to, żeby wychodził sam do klubu, jednocześnie ustalając mu godzinę policyjną nie miało nic wspólnego z wolnością i swobodą. Wciąż był jak na łańcuchu, tylko trochę dłuższym niż zwykle. — Ty jesteś jakiś dziwny, więc się nie liczysz — podsumował go i wzruszył ramionami. — Kto tak powiedział? To jakaś niepisana zasada, czy jak? Czasy się zmieniają, teraz kobiety też wychodzą z inicjatywą, wiesz o tym? — pokręcił na boki głową, cmokając przy tym cicho pod nosem. Nie dziwił się jednak, że Ryo nie miał o takich rzeczach pojęcia, skoro nie randkował i z nikim się nie spotykał. Może gdyby zaczął, to by wiedział, jak to teraz wygląda. — To twoje zdanie. Ja nie uważam, żebym zrobił coś nie tak. Chciała płacić, to płaciła — stwierdził. Był pewien, że dla niej to jeszcze była frajda, że mogła się popisać przed takim młodym chłopakiem, ile to pieniędzy nie miała i pokazać mu, co miała do zaoferowania. To, że ostatecznie pewnie i tak nic by nie ugrała to już inna sprawa.
— No… Jakby była okazja, to pewnie tak. Serio uważam, że wyglądałbyś w nich uroczo — stwierdził. — A co? Jak powiem, że chcę, to to rozważysz? — zapytał i wbił spojrzenie w jego twarz, uśmiechając się do niego w zaczepny sposób. Skoro Aso sam mu się tak podkładał, to nie mógł się z nim nie drażnić. — Niefras…Co? — zapytał i zamrugał kilkakrotnie, nie mając pojęcia jakie było znaczenie tego słowa. Wyglądało na to, że teraz jeszcze Ryouta chciał pokazać, jaki mądrzejszy od niego był. — Spokojnie, mordko. Umiem o siebie zadbać — powiedział i poklepał go po plecach dłonią, szczerząc się do mężczyzny. Potem sięgnął po szklankę, dopił do końca jej zawartość, po czym westchnął ciężko. — Nie ma — wydął dolną wargę, niepocieszony.
Ryouta Aso
We're both in a crowd with people surrounding us
: czw wrz 24, 2026 9:37 am
autor: Ryouta Aso
— To wcale nie jest aż tak bardzo nieprawdopodobny scenariusz, jak mogłoby ci się wydawać — powiedział. — Poza tym, nawet jeśli nie trafiłbyś na kogoś z naszego towarzystwa, to równie dobrze mógłbyś trafić na jakiegoś seryjnego gwałciciela albo innego psychopatę. W ogóle nie znasz tych osób, z którymi sypiasz. Przez tę chwilę przy drinku nie jesteś w stanie rozszyfrować drugiego człowieka. Po prostu zachowujesz się nieodpowiedzialnie. Taki zachowanie może ujdzie nastolatkowi, ale nie dorosłemu mężczyźnie — wzruszył lekko ramionami. Bał się, że chłopak w końcu wpadnie w jakieś tarapaty i że będzie musiał go ratować z opresji. Gorzej, jeśli będzie już za późno na jakikolwiek ratunek. Nie podobało mu się to, w jaki sposób Eona żył i to, że tak dużo imprezował. Jego zdaniem powinien znaleźć sobie jakąś pracę i nauczyć się odpowiedzialności. Niestety, ale to było raczej marzenie ściętej głowy, bo szczerze wątpił w to, że kiedykolwiek do tego dojdzie. Problem zacznie się wtedy, kiedy skończą się pieniądze, które dał im jego ojciec.
— Myśl sobie, co chcesz — odparł. — Ale nie, nie zakochałem się w tobie. Mam nieco inne wymagania co do osób, z którymi chciałbym się umawiać albo w kim chciałbym się zakochiwać. W ogóle byśmy do siebie nie pasowali — stwierdził. Co prawda, mówiło się, że przeciwieństwa się przyciągały, ale w tym przypadku to raczej by nie przeszło. W życiu nie zdecydowałby się na to, żeby między nim, a Reonem było coś więcej. Jednorazowy numerek tym bardziej odpadał. — Dziwny? — powtórzył po nim i zamrugał kilkukrotnie. — Dlaczego uważasz, że jestem niby dziwny? — zapytał, bo był bardzo ciekaw, jak chłopak doszedł do takich wniosków. Sam uważał się za całkiem normalnego gościa. — Wiem, co nie zmienia faktu, że jestem pod tym względem tradycjonalistą i uważam, że jeśli już cię jakaś kobieta zainteresowała, to ty powinieneś przejąć inicjatywę. Trochę wstyd, że kobieta ci cokolwiek stawia — podsumował go. No, ale jak widać dla Reona to nie był żaden problem, żeby pić za cudze pieniądze. Jemu byłoby po prostu wstyd, ale mieli do tego zupełnie inne podejście. Jasne, nikt nie zmuszał tej kobiety, żeby rozpieszczała Eona, ale coś czuł, że chodziło jej o coś znacznie więcej niż tylko jeden wieczór w jego towarzystwie. Miał nadzieję, że chłopak nie zdążył dać jej numeru i że kobieta nie będzie mu się narzucać. Jeszcze tego by brakowało, żeby Moriya został czyimś utrzymankiem. — Okej — westchnął ciężko i przetarł oczy palcami. Wyglądało na to, że w tej kwestii nie przemówi mu do rozumu i że musiał po prostu pogodzić się, że tamten miał takie podejście do tych spraw.
Zamrugał kilkukrotnie, kiedy Reon stwierdził, że wyglądałby uroczo w uszkach. Na moment go aż zatkało, bo nawet nie wiedział, co miałby mu na to odpowiedzieć. — Może na Halloween — mruknął pod nosem. Tyle tylko, że nie obchodził Halloween, więc szansa na to, że rzeczywiście przebierze się za psa, była nikła. Spojrzał na niego z politowaniem, kiedy zadał mu takie pytanie. Trochę czuł się tak, jakby Reon miał jakiś fetysz, skoro tak bardzo chciał go zobaczyć w takim wydaniu. — Że żyjesz tak, jakbyś o nic nie dbał. Jakbyś żył tylko z dnia na dzień, nie dostrzegając zagrożeń — skrzywił się delikatnie. Uważał, że chłopak był cholernie nieodpowiedzialny i że w tym wieku już dawno powinien się nauczyć, że trzeba podejść do życia nieco dojrzalej. Nie był już nastolatkiem, któremu takie zachowania jeszcze mogły ujść na sucho. — Mordko? — po raz kolejny po nim powtórzył.
Odetchnął w duchu z ulgą, kiedy Moriya dopił do końca swojego drinka, bo to znaczyło tylko tyle, że mogli się powoli zbierać. — Nie ma i nie będzie — podsumował i wypił swoją colę do końca. — Zbieraj się — rzucił jeszcze, po czym zszedł ze stołka i stanął obok, wciskając dłonie do kieszeni spodni.
Reon Moriya
We're both in a crowd with people surrounding us
: pt wrz 25, 2026 1:48 pm
autor: Reon Moriya
Wpatrywał się w niego, mrugając z niedowierzaniem na to, że Ryouta rzeczywiście zakładał taki scenariusz. Ze wszystkich możliwych, na jakie Aso do tej pory wpadł, ten wydawał się Reonowi najbardziej absurdalny. Nie chciał również wierzyć w to, że komuś zależałoby na wyeliminowaniu go aż tak bardzo, żeby posunąć się do czegoś takiego.
— Możesz w końcu przestać mnie pouczać? Czaję, że musisz za mną chodzić jak cień i pilnować mnie na każdym kroku, bo coś tam obiecałeś mojemu ojcu, ale nie zapominaj, że ja wciąż jestem dorosłym człowiekiem. Mogę robić co chcę i nikt nie może mi niczego zabronić — powiedział. Owszem, był naprawdę nieodpowiedzialny i pokazywał to na każdym kroku. Nie zastanawiał się nad tym jakie konsekwencje mogą mieć jego akcje, bo był za bardzo skupiony na tym, żeby dobrze się bawić i korzystać z młodości oraz życia. Gdyby nie fakt, że ogóle o tym rozmawiali, to mogłoby się wydawać, że Moriya już dawno zapomniał o tym dlaczego tak właściwie byli w Kanadzie, z dala od domu, gdzie – jak sam uważał – na pewno nic mu już nie groziło.
— Czyli mówisz, że ci się nie podobam i w twoich oczach nie jestem atrakcyjny? — zapytał, wbijając w niego przeszywające spojrzenie. Reon był mistrzem w dopowiadaniu sobie rzeczy. Nic z tego, co powiedział właśnie Ryo nie wskazywało na to, co właśnie mu zarzucił, ale Moriya już zdążył wyciągnąć sobie swoje wnioski co takiego Aso myślał na jego temat. Najwyraźniej w jego oczach nie był dobrą partią. Nie to, żeby w ogóle mu zależało na tym, aby podobać się mężczyźnie, ale skłamałby, gdyby powiedział, że trochę go to nie ubodło. Sam na pewno miał inne zdanie na swój temat. — Bo jesteś. Po prostu — wzruszył ramionami. — Ciągle chodzisz jakiś taki spięty, jesteś sztywny jakbyś miał kilkumetrowego kija w dupie i jesteś nudziarzem. Nie ma z tobą żadnej zabawy. W dodatku mnie prześladujesz, o — zmarszczył lekko czoło. Najgorsze było to, że Reon brzmiał poważnie, kiedy to wszystko mówił. Czasami rzeczywiście odnosił wrażenie, jakby Ryo był jego stalkerem, bo zdarzało się, że nie odstępował go na krok. Musiał też zawsze wiedzieć gdzie Moriya był, przez co musiał mu się spowiadać z każdego swojego wyjścia, co w ogóle nie było mu na rękę. — Mi nie jest wstyd — skwitował, wzruszając ramionami i najwyraźniej nie mając ochoty dalej drążyć tego tematu. W przeciwieństwie do Aso, Reon miał znacznie bardziej otwarty umysł. Tak na dobrą sprawę, nie uważał, żeby cokolwiek powinien. Nie można jednak było go o to winić, bo był rozpieszczony do granic możliwości, dlatego teraz żył tak, jakby nie miał kompletnie żadnych trosk w swoim życiu. Na to jego “okej” wydał z siebie tylko cichy pomruk i zagryzł jeden z policzków od wewnątrz.
Nie spodziewał się, że mężczyzna rzeczywiście rozważy taką opcję. Zaraz na jego ustach zagościł szeroki uśmiech, bo zdecydowanie spodobało mu się to, co właśnie usłyszał. — Świetnie. Halloween jest niedługo, to akurat — stwierdził zadowolony. Ryouta mógł być pewien tego, że to będzie coś, o czym Reon nie zapomni i na pewno w najbliższym czasie będzie mu o tym przypominał. — A co to by była za przyjemność z życia, gdybym całymi dniami tylko się o wszystko zamartwiał i bałbym się nos wyściubić z domu w razie gdyby ktoś chciał mnie dopaść? — zapytał, kręcąc na boki głową. Dla niego takie życie brzmiało jak coś, przez co nigdy nie chciałby przechodzić. Jak widać, bardzo starał się, żeby tak nie było. — Mordko. Co, uważasz, że nie jesteśmy ze sobą na tyle blisko, żebym tak do ciebie mówił? Myślałem, że się p r z y j a ź n i m y — ściągnął brwi. Kiedy Ryo oznajmił, że więcej drinków nie będzie i mają się zbierać, spojrzał na niego z miną zbitego psa i wydął dolną wargę.
— Jesteś pewien? Może jeszcze chociaż jeden… Albo jakieś małe piwko? — zapytał. To było bardziej niż wiadome, że Reon zacznie się dopraszać o to, aby jednak jeszcze tutaj zostali, bo wcale nie miał ochoty kończyć imprezy. Chciał tutaj zostać i dalej pić.
Ryouta Aso
We're both in a crowd with people surrounding us
: pt wrz 25, 2026 3:20 pm
autor: Ryouta Aso
— Wcale cię nie pouczam — wzruszył lekko ramionami. — Po prostu mam swoją opinię co do tego, jak się zachowujesz. Nie możesz mi zabronić jej wypowiadać. To nie tak, że jestem ochroniarzem na twoich usługach albo twoim podwładnym — dodał i wywrócił oczami. Czasami miał wrażenie, że Reon brał sobie wszystko za bardzo do siebie. Nic by mu się nie stało, gdyby spojrzał czasami na siebie z dystansu i chłodno ocenił to, jak się zachowywał. Ryouta był zdania, że chłopak zachowywał się, jakby był nastolatkiem, kiedy ten był już dorosły. On w jego wieku musiał już zachowywać się jak dojrzały facet, bo był w yakuzie.
Uniósł wyżej brew, kiedy Eon zadał mu takie pytanie. Nie miał bladego pojęcia, skąd wytrzasnął taką teorię i dlaczego niby doszedł do takich wniosków. Nawet nie wiedział, co powinien na to odpowiedzieć, bo tak go to zaskoczyło. Nie ma co, ale czasami Moriya potrafił sprawić, że mózg Aso się wieszał i potrzebował chwili, żeby się zresetować. — Nigdy nie powiedziałem, że nie jesteś atrakcyjny. Obiektywnie rzecz biorąc, to możesz się podobać, bo jesteś ładnym chłopcem — stwierdził po prostu. Był gejem, a co za tym szło, świetnie potrafił ocenić, jak prezentował się drugi facet. Prawdę powiedziawszy, to gdyby nie łączyła ich taka relacja, a Reon nie byłby tak bardzo od niego różny, to próbowałby do niego uderzać. Nie mógł zaprzeczyć temu, że z wyglądu był idealnie w jego typie. Szkoda tylko, że jeśli szło o charakter, to nie było tak idealnie. Nigdy w życiu nie chciałby być z kimś tak rozpieszczonym i niefrasobliwym.
— Wolę być nudziarzem, niż imprezować na każdym kroku, borykać się prawie codziennie z kacem albo zjazdem po dragach. Do tego jeszcze mieć świadomość tego, że przeleciałem kogoś, kogo już nigdy więcej nie zobaczę na oczy — powiedział. — I nie prześladuję cię. Zajmuję się tobą, pilnuję ci tyłka. To nie jest prześladowanie — pokręcił lekko głową na boki wyraźnie zrezygnowany. Prawda była taka, że trochę go prześladował. Reon musiał mu mówić o wszystkim, co robił i gdzie szedł. Ustalał mu godzinę, kiedy miał wrócić do domu i cały czas bombardował go wiadomościami, chcąc mieć z nim non stop kontakt. Był trochę jak taki natrętny, chorobliwe zazdrosny partner. Westchnął tylko ciężko, kiedy chłopak powiedział, że mu nie było wstyd. Nie miał zielonego pojęcia, w jakim świecie żył, że nie było mu wstyd w takich sytuacjach.
Nadął na krótki moment policzki, kiedy Reon oznajmił mu, że Halloween było za pasem. Rzeczywiście... Nie przemyślał tego. Liczył na to, że do tego święta było tyle czasu, że Eon jeszcze zdąży o tym zapomnieć. — I domyślam się, że z tej okazji pewnie szykujesz się na jakąś imprezę? — skrzywił się delikatnie. Dobrze wiedział, że to była bardziej niż dobra sposobność do tego, żeby Reon się odstawił i rzucił się w wir imprezowy. — Bezpiecznie. Miałbyś wielkie szanse, żeby umrzeć ze starości w swoim własnym łóżku — stwierdził. Naprawdę się o niego bał. Wiecznie był w trybie czuwania, bo bał się, że jak opuści gardę, to coś złego się stanie. Nawet jeśli w Japonii mogli dać sobie spokój, to nie znaczyło, że szlajając się nocami po mieście i klubach nie narażał swojego zdrowia i życia.— Przyjaźnimy? — ponownie po nim powtórzył. — Może i tak. Szczerze powiedziawszy, to nie mam pojęcia, jak możemy nazwać tę relację. Jesteśmy ze sobą blisko, to na pewno — westchnął ciężko. Nic dziwnego, że byli blisko, skoro ze sobą mieszkali, a on latał za chłopakiem jak jego pies obronny. Czy chciał, czy też nie chciał, nie dało się zaprzeczyć temu, że rzeczywiście zachowywał się jak taki pies.
Przez chwilę wpatrywał się w niego z politowaniem, najwyraźniej zastanawiając się nad tym, czy powinien godzić się na to, żeby Reon jeszcze się czegoś napił. — Masz szczęście, że mam do ciebie jakąś bliżej nieokreśloną słabość — powiedział w końcu, co było równoznaczne z tym, że zgadzał się na to, żeby jeszcze tutaj zostali. Usiadł z powrotem przy barze i ruchem ręki pokazał barmanowi, żeby podał mu jeszcze raz to samo.
Reon Moriya
We're both in a crowd with people surrounding us
: sob wrz 26, 2026 6:09 pm
autor: Reon Moriya
Sam był nieco odmiennego zdania i jak najbardziej uważał, że Ryouta go pouczał. Czasami mówił do niego w taki sposób, że Reon odnosił wrażenie, jakby miał go za jakiegoś głupszego i gorszego od siebie, co w tym wszystkim chyba irytowało go najbardziej.
— Pouczasz — stwierdził. — Nie mogę ci zabronić, ale też o nią nie pytam. Czasami można swoją opinię zachować dla siebie i tyle — wzruszył ramionami. Nie przypominał sobie, żeby kiedykolwiek pytał Aso o jego zdanie na temat tego co myślał o nim i jego zachowaniu, więc byłby wdzięczny, gdyby mężczyzna po prostu go nie wyrażał i zachował sobie to wszystko dla siebie. Nie był tym zainteresowany.
— Mogę się podobać, ale czy tobie się podobam? — zapytał. Sam nie wiedział, dlaczego tak bardzo zależało mu na tym, żeby Aso przyznał, że mu się podobał. To nie tak, że cokolwiek to między nimi zmieni albo sprawi, że nagle ich relacja nabierze nieco innych kształtów. Tak jak wcześniej rozmawiali, prędzej krowy zaczną latać, niż spojrzą na siebie w t a k i sposób. Nawet jeśli można było powiedzieć, że byli ze sobą blisko, to nie oznaczało od razu, że mogłoby być między nimi coś więcej. Ich relacja była dość skomplikowana, ale to nie tak, że się nie lubili czy ledwo się tolerowali.
— Oczywiście, że tak! Przecież nie ma szans, że będę siedział w Halloween w domu jak jakiś przegryw — powiedział i spojrzał na Ryo z politowaniem. To było bardziej niż oczywiste, że akurat w taki dzień Reon miał zamiar porządnie się zabawić. W dodatku, będzie to pierwszy raz kiedy to konkretne święto będzie spędzał w Kanadzie, wiec tym bardziej nie mógł sobie odpuścić. Był bardzo ciekaw tego jak to wyglądało tutaj. Wiadomo, że w Japonii nie było to tak popularne jak tu, więc tym bardziej był tym naprawdę podekscytowany. Był pewien, że będzie się świetnie bawił. — Nie, dzięki — przewrócił oczami i pokręcił na boki głową. Rozumiał, że dla Aso taki scenariusz byłby najlepszym z możliwych, no ale nie. Nie miał zamiaru siedzieć w domu w strachu, bo chciał korzystać z życia. Poza tym, po prostu był z niego towarzyski gość. Lubił imprezować, poznawać nowych ludzi i zdobywać przyjaciół. Uważał, że ze względu na to, że byli teraz w nowym kraju, tym bardziej powinien się jeszcze bardziej zaangażować, jeśli chciał mieć tutaj kolegów i koleżanki. Rozumiał, że Ryoucie to było obojętne, ale on taki nie był. Zależało mu na tym, żeby otaczać się ludźmi i mieć z kim spędzać swój wolny czas, którego zdecydowanie miał za dużo.
— Mhm, tak — potwierdził i kiwnął lekko głową. Przynajmniej on z takiego założenia wychodził. — No właśnie. Więc można powiedzieć, że się przyjaźnimy — stwierdził i wzruszył lekko ramionami. Nie umiał tego inaczej nazwać, ale trzeba było przyznać, że ta ich przyjaźń rzeczywiście była dość specyficzna.
— Ryoooooo. Jesteś najlepszy — powiedział, a kiedy mężczyzna usiadł, po prostu przysunął się bliżej niego, zarzucając mu ramiona na szyję i się na nim uwieszając. — Obiecuję, że tym razem to naprawdę ostatni, a potem grzecznie wrócę z tobą do domu — dodał i cofnął się. Zamówił u barmana to samo co wcześniej, uśmiechając się pod nosem od ucha do ucha, bo tak zadowolony był z tego, że mogli jeszcze chwilę zostać w klubie. Chociaż, chyba lepiej by było dla Reona, gdyby darował sobie dalsze picie, bo był już dość mocno porobiony. Język mu się plątał, a pewnie jakby wstał, to nawet nie byłby w stanie ustać w pionie.
Ryouta Aso
We're both in a crowd with people surrounding us
: ndz wrz 27, 2026 9:08 am
autor: Ryouta Aso
— Okej, zachowam swoje opinie dla siebie — skrzywił się delikatnie. Czasami zapominał o tym, jak bardzo przewrażliwiony na swoim punkcie był Reon. Na cokolwiek zwróciło mu się uwagę, to chłopak wpadał zaraz w złość i brał to za bardzo do siebie. Odnosił wrażenie, że nic nie można mu było powiedzieć, żeby nie zostało to odebrane jako atak. Na szczęście myśleć mógł sobie, co tylko chciał, bo to nie tak, że chłopak siedział mu w głowie.
— A kto ci powiedział, że w ogóle podobają mi się mężczyźni w taki sposób — zapytał, unosząc wyżej brew. O ile dobrze pamiętał, to nigdy w życiu nie rozmawiali na temat jego orientacji i wolałby, żeby tak zostało. Miał jakieś dziwne przeczucie, że gdyby Eon dowiedział się o tym, że był gejem, to nie dałby mu żyć. No, może przynajmniej dałby mu spokój z laskami i nie pchałby go w ramiona każdej, która tylko trochę dłużej na się na niego popatrzyła. Nie chciał też odpowiadać mu na to pytanie, bo nie chciał kłamać, a nie mógł mu przecież powiedzieć, że jak najbardziej był w jego typie. To byłby strzał w kolano.
— Czego innego się po tobie mogłem spodziewać? — powiedział pod nosem i westchnął. — Masz mi zawczasu powiedzieć, gdzie będziesz szedł na tę imprezę, z kim i jak długo masz zamiar na niej zostać — dodał. — A, i najpierw pokażesz mi się w tym swoim stroju, w którym chciałbyś wyjść, żebym mógł stwierdzić, czy w ogóle wypuszczać cię z domu — podsumował. Wiedział, że siłą go w domu nie zatrzyma, ale mógł spróbować choć trochę nad tym zapanować. Nie miał zamiaru tak po prostu go puścić na imprezę, kompletnie nic nie wiedząc o tym, gdzie ta się odbywała albo co miał na sobie. Miał dziwne przeczucie, że chłopak mógłby ubrać coś wyzywającego, a wiadomo, że lepiej nie kusić losu. Wydał z siebie tylko krótkie mruknięcie na to jego podziękowanie. Jakoś nie dziwiło go to, że ani myślał dać sobie spokoju z takim życiem.
— Może i można — westchnął, nie mając zamiaru się z nim kłócić z takiego powodu. — A czy jako przyjaciel nie powinieneś brać pod uwagę mojego zdania? — zapytał, przekrzywiając delikatnie głowę. — Skoro jesteśmy tak blisko, to chyba nie powinno cię dziwić również to, że zależy mi na twoim bezpieczeństwie. Chcę tylko dla ciebie dobrze. Zrozumiesz to kiedyś? — pokręcił lekko głową na boki. Nie robił tego wszystkiego, żeby być wobec niego złośliwym, a dlatego, że dał słowo jego ojcu, że będzie go pilnował i że nic mu się przy nim nie stanie.
— Już nie przesadzajmy — wywrócił oczami. Jeśli jeszcze ten jeden ostatni drink miał sprawić, że Reon będzie chciał z własnej woli wrócić do domu, to był skłonny się na niego zgodzić. Oby tylko ten był w stanie zrobić to o własnych siłach. Miał takie dziwne przeczucie, że ten ostatni drink będzie dla niego gwoździem do trumny i że znowu skończy się na tym, że będzie musiał go targać do samochodu, a potem do mieszkania. Nie byłby to pierwszy raz, gdyby skończyli właśnie w takiej sytuacji. — Oby, bo nie mam zamiaru tutaj siedzieć dłużej, niż to koniecznie. Wkurwia mnie ta głośno muzyka i tłumy — skrzywił się. W jego pracy to też go wkurwiało, ale na razie nie chciał jej zmieniać, bo dostawał dobre pieniądze, a praca nie była trudna. Poza tym nawet nie wiedział, co innego mógłby robić, mając w CV tylko tyle, że prowadził przez chwilę swój własny bar.
Reon Moriya
We're both in a crowd with people surrounding us
: ndz wrz 27, 2026 1:23 pm
autor: Reon Moriya
No tak. To, że on był biseksualny nie oznaczało, że każdy inny facet też leciał na mężczyzn. W sumie, nawet jak tak patrzył na Ryo, to był praktycznie pewien tego, że podobały mu się kobiety. Nic innego mu do mężczyzny nie pasowało. Co z tego, że po samym wyglądzie nie dało się takich rzeczy stwierdzić. Poza tym, zawsze próbował Aso spiknąć z jakimiś laskami i ten nigdy nic nie mówił, więc tym bardziej wychodził z założenia, że ten był heteroseksualny.
— Nikt — przyznał mu rację. Chyba będzie musiał pogodzić się z tym, że nie usłyszy od Ryouty takiej odpowiedzi na jaką liczył. Chyba, że… — Ale jakby ci się podobali mężczyźni, to czy ja bym ci się podobał? — zapytał, nie chcąc tak łatwo dać za wygraną. Czasami Reon bywał idiotą i teraz właśnie Ryo miał tego idealny przykład. Nic dziwnego, że rzadko kiedy miewał do Moriyi cierpliwość, bo jakby ktoś musiał znosić go na co dzień, tak jak robił to mężczyzna, to prędzej czy później zapewne dostałby na łeb. Aso był naprawdę wytrzymały pod tym względem.
— Niczego. Znasz mnie na tyle dobrze, że nawet nie musiałeś pytać. Już i tak znałeś odpowiedź — wyszczerzył się do niego głupkowato. — Serio? Czemu musisz być taki upierdliwy… — przewrócił oczami. Nawet jeśli kręcił nosem, to wiedział, że i tak będzie musiał mu powiedzieć gdzie idzie i z kim będzie, bo inaczej Ryo po prostu nie pozwoli mu na tę imprezę pójść. Cholernie go to wkurzało, bo czuł się jakby był dzieckiem albo nastolatkiem, który przesadnie był pilnowany przez rodziców. Najbardziej w tym wszystkim drażnił go fakt, że był d o r o s ł y. Nie powinien potrzebować zgody Ryouty, tak samo jak nie powinien musieć mu się spowiadać z tego jak i z kim spędzał swój czas. — Nie no, teraz to już przeginasz. Jakie znaczenie ma to, co na siebie włożę? — prychnął i pokręcił z niedowierzaniem głową na boki. Uważał, że akurat w tym przypadku Aso pozwalał sobie na za dużo i wymagał od niego rzeczy, których nie powinien.
— No… Nie tyle co powinienem, ale co najwyżej mogę wziąć je pod uwagę — stwierdził. Problem tylko był taki, że Reon praktycznie nigdy tego nie robił, bo zawsze uważał, że był mądrzejszy od Ryo i wiedział lepiej. Poza tym, czerpał satysfakcję z tego, że się go nie słuchał. Lubił się z nim tak drażnić, bo sprawiało mu to frajdę. — Rozumiem to cały czas, ale ty dbasz o moje bezpieczeństwo zbyt przesadnie. Ograniczasz tym moją wolność. Czuję się przez ciebie osaczony i stłamszony — skrzywił się i machnął ręką, jakby chciał go od siebie odgonić. — Nawet tutaj za mną przylazłeś — dodał zrezygnowany i westchnął ciężko.
— Nie przesadzam — wzruszył ramionami. Za każdym razem kiedy mężczyzna zgadzał się na coś, o co go prosił, od razu go wychwalał i się do niego przymilał. Oczywiście uważał, że był to świetny sposób na to, żeby nieco go ugłaskać i sprawić, że Ryouta będzie wobec niego bardziej pobłażliwy. To by znacznie wszystko ułatwiało. — Bo jesteś sztywniakiem, ale to już ustaliliśmy wcześniej — powiedział i wzruszył ramionami. Zaraz zerknął na niego kątem oka, bo dotarło do niego, że może nie powinien być dla niego taki niemiły, skoro ten zgodził się z nim tutaj zostać na jeszcze jednego drinka. — Ale jesteś moim sztywniakiem — uśmiechnął się do niego niewinnie i trącił go łokciem, chcąc z powrotem wkupić się w jego łaski. Lekko się przy tym zachwiał jeszcze bardziej w jego stronę, bo dość mocno już kręciło mu się w głowie.
Ryouta Aso