Strona 2 z 2

I feel your presence amongst us, you cannot hide in the darkness

: pn wrz 21, 2026 9:40 pm
autor: Yonaka Levin
Zaczęła od tylnej części domu.
Obeszła taras, zaglądając pod murszejące schodki, za niski murek obrośnięty mchem i pomiędzy donice. Potem zeszła na trawnik i ruszyła wzdłuż elewacji, zatrzymując się przy każdym oknie. Sprawdzała kąty widzenia i miejsca, z których można było zajrzeć do środka. Odbiła w stronę ogrodzenia. Minęła klomb, obeszła samotne drzewo i przykucnęła przy płocie. Trawa była równa. Żadnych świeżych śladów, niedopałków ani miejsca, w którym ktoś mógłby wygodnie obserwować dom. Przeszła cały boczny pas posesji. Płot z jednej strony, ściana z drugiej. Żadnych krzaków, szopy czy większego drzewa.
Wróciła środkiem ogrodu i zajęła się kamerami. Przy każdej wchodziła w skraj kadru, cofała się i sprawdzała, gdzie dokładnie kończy się obraz. Wtedy coś zamigotało na piętrze — czerwone światło. Zatrzymała się. Zmrużyła oczy i wstrzymała oddech, jakby nie chciała spłoszyć poszlaki. Po kilku sekundach mignęła ponownie. Przy ścianie, wewnątrz pokoju, znajdowała się czujka ruchu.
Nie podoba mi się to — przeszło jej przez myśl.
Zadarła lekko rondo kapelusza i spojrzała na szybę. Przeszła parę kroków po łuku, a potem oceniła wydeptane miejsce, w którym przed chwilą stała. PIR nie widział jej przez szkło. Jeśli działał prawidłowo, właśnie wykrył ruch po drugiej stronie okna. Trzecie mignięcie. Tyle wystarczyło.
Yonaka ruszyła z powrotem z łopotem połów płaszcza. Narożnik posesji, boczny pas trawnika, drzewo, klomb, taras. Jeszcze raz spojrzała na piętro i weszła do domu. Prawie sama poślizgnęła się na plecionym dywaniku i cudem zachowała równowagę — przytrzymała kapelusz, aby nie spadł jej z głowy i wyrwała ręką ku klamce za sobą. Przyległa do skrzydła, nacisnęła. Drzwi zamknęły się z hukiem.
Phil! — zawołała.
Phil wparował do korytarza z parującym kubkiem. Jedno spojrzenie na jej twarz wystarczyło, żeby spoważniał.
Co się stało?
Yonaka ściągnęła kapelusz i wcisnęła mu do wolnej ręki, gdy mijała go w drodze do schodów.
Zamknij je, proszę. Zarygluj i miej na oku.
Phil spojrzał na wejście, potem na nią.
Czemu? — Nachmurzył czoło i zaraz zrobił wielkie oczy. — O. — Krótkie, dosadne. Ściszył głos: — Myślisz, że ktoś tu jest?
Yonaka zatrzymała się przy stopniach. Jej dłoń już tkwiła na poręczy a knykcie zbielały do granic.
Zobaczyłam coś na piętrze.
Co?
Jeszcze nie wiem — odparła ciszej.
Phil przez chwilę patrzył na nią bez słowa. Potem zerknął na schody i zrobił pół kroku w jej stronę.
To pójdę z tobą.
Nie. — Odpowiedź padła spokojnie, ale natychmiast. — Idę sama.
Yonaka...
Zostań tutaj — poleciła. — Z Effie.
Phil zawahał się. Jego ręka zacisnęła się na oparciu najbliższego krzesła.
I co, mam po prostu czekać?
Tak.
Przez moment wyglądał, jakby chciał się jeszcze sprzeciwić. Spuścił wzrok na kubek, jakby mógł odczytać w ulatującej parze odpowiedź na pytanie "Jak przekonać Yonakę Levin, aby odpuściła?". W końcu wetschnął ciężko.
Dobra. Ale jak coś usłyszę, idę za tobą.
Yonaka skinęła głową. W tym samym czasie Effie wyściubiła nos z przejścia prowadzącego do salonu, za którym mieściła się kuchnia. Krótko spojrzała na nią i cicho rzuciła:
Jeśli czegoś będę potrzebować, zawołam.
I wbiegła na schody. Nie biegła za duchem. Nie miała nawet pewności, czy ktoś tam jest. Biegła za czymś znacznie bardziej użytecznym niż przeczucie. Za czujką, która przed chwilą zrobiła dokładnie to, do czego została stworzona — wykryła ruch. Teraz trzeba było tylko sprawdzić, co go wywołało.

👣 Effie Granger 👣

I feel your presence amongst us, you cannot hide in the darkness

: pn wrz 21, 2026 11:29 pm
autor: Effie Granger
Wszystko okej?
Tak. Wracaj do kuchni, zaraz przyjdę.
Odpowiedź padła za szybko, żeby mogła być prawdziwa, ale coś zmusiło Effie, by faktycznie wrócić. Objęła kubek dłońmi i oparła się o kuchenne szafki, a chwilę później usłyszała szczęknięcie zamka w drzwiach wejściowych. Przełknęła krótko ślinę i nerwowo zerknęła w stronę kuchennego okna; przesłonięte było jedynie koronkową firaną, która ograniczała widoczność z zewnątrz, ale nie zasłaniała całkowicie widoku. Na dworze robiło się już całkiem ciemno, więc za kwiatowym wzorem Effie dostrzegła tylko swoje odbicie w szybie.
Gdzie poszła Yonaka?
Zająć się tym, po co tu przyjechała — odparł Phil uspokajającym tonem, siadając z powrotem, ale z dużo mniejszym luzem, niż wcześniej. Nawet Effie nie umknęło to, że przysiadł na skraju krzesła, całkowicie odsunięty od stołu, zupełnie jakby był gotowy do tego, by w każdej chwili się zerwać. Po każdym łyku odstawiał kubek z kawą na blat, co jakiś czas zerkał na coś na ekranie laptopa. Niby od niechcenia przeniósł się z krzesłem na drugi koniec kuchni; tak, by mieć lepszy widok na to, co dzieje się w salonie i korytarzu. — Nie przejmuj się, Effie. Znamy się na swojej robocie.
Ostatnio też to słyszałam…
Nie wyzłośliwiaj się — mruknął Phil, ale wyraz absolutnej powagi na jego twarzy na moment przełamał uśmiech. Nie na długo. Po chwili wróciło skupienie, z którym przeczesywał wzrokiem spowite półmrokiem pokoje. Zdawał się też nasłuchiwać, a co jakiś czas rzucał zaniepokojone spojrzenia to na sufit, to na laptopa, którego przestawił na blat kuchenny.
Miałeś mi opowiedzieć, dlaczego Frank tak rzadko jeździ z wami na akcje.
Nie odpuścisz mi tej historii?
Nie.
Phil westchnął i odchylił się nieco w krześle.
To była naprawdę paskudna sprawa — podjął, rzucając spojrzenie na Effie. — Opętanie jak się patrzy. Aaron wtedy dopiero zaczynał, prawie się tam posikał, przysięgam… w każdym razie, nie było zgody na przeprowadzenie egzorcyzmów. Podobno nie wykazaliśmy wystarczających dowodów opętania, ale przysięgam, że wyglądało to wszystko jednoznacznie. Mówienie językami, awersja do poświęconych dewocjonaliów, straszne samookaleczanie… mówię ci, rzeźnia. — Pociągnął łyk kawy. — Watykan odmówił pomocy. Stwierdzono, że kobieta jest szalona i potrzebuje psychiatry, nie egzorcysty.
A co ma z tym wspólnego Frank?
Phil przełknął ślinę. Przez dłuższy moment milczał, znowu nasłuchując, czy z góry nie dobiega wołanie Yonaki, ale jedynym wyznacznikiem jej drogi na piętro były zarejestrowane sygnały z czujki ruchu na schodach, której nie była w stanie ominąć.
Jakimś cudem drzwi zatrzasnęły się za nim, kiedy był sam w sypialni tej kobiety. Przez dwie godziny próbowaliśmy się do niego dostać, ale nie daliśmy rady. Kiedy w końcu Aaron wywalił drzwi z zawiasów… zobaczyliśmy go klęczącego na środku pokoju i powtarzającego raz po raz modlitwę do Michała Archanioła, a ona tylko się histerycznie śmiała. I powiem ci szczerze, że…
Phil!
Zerwali się oboje — Phil z krzesła, Effie odbiła się od szafek. Spojrzeli na siebie krótko, zanim mężczyzna pobiegł w kierunku schodów.
Zostań…
Chyba, kurwa, żartujesz, Phil. To mój dom.

🥶 Yonaka Levin 🥶

I feel your presence amongst us, you cannot hide in the darkness

: wt wrz 22, 2026 12:40 am
autor: Yonaka Levin
Do sypialni Effie trafiła psim swędem. Czy raczeh — za odgłosem z sąsiedniego pomieszczenia. Coś zaszeleściło między pudłami, potem cicho stuknęło o ścianę. Yonaka zatrzymała się przy drzwiach i nasłuchiwała. Cisza. Nacisnęła klamkę i wsunęła się do środka, omijając stosy rzeczy ustawionych pod ścianami.
Przy drugim kroku coś dużego przemknęło w ciemności.
Ręka sama znalazła pierwszą rzecz pod palcami. Chwyciła satynowy woreczek, zamachnęła się i trafiła nim w ramię ciemnej sylwetki. Woreczek odbił się z głuchym łoskotem. Sylwetka cofnęła się, zahaczyła o pudełko i wypadła na korytarz. Karton spadł na ziemię. Coś szklanego w środku brzdęknęło i zakończyło żywot.
Yonaka spojrzała na to, co właśnie trzymała.
Dildo.
No świetnie...
Rzuciła woreczek na półkę i wyleciała w ślad za cieniem. Gdy wpadła do sypialni, rozbłysło światło. Pierwszy flesz wypalił jej obraz. Drugi zmienił pokój w białą plamę. Przy trzecim Yonaka zacisnęła powieki, wyciągnęła rękę i oparła ją o ścianę, zanim kolana zdążyły ugiąć się pod nią bardziej, a potrzeba wsadzenia sobie palców do oczu weźmie górę. Czerwone kręgi zatańczyły pod powiekami. Żołądek ścisnął się gwałtownie. Pod stopami poczuła uginające się deski, ale rozmyty wzrok przesuwał ich położenie o kilka centymetrów w bok. Straciła orientację w terenie.
Klik. Migawka.
Yonaka schowała głowę.
Kroki.
Jeden. Drugi. Szybsze. Cięższe.
Kolejny błysk przemknął z lewej strony. Odwróciła twarz, otworzyła oczy i złapała sylwetkę w krótkim przebłysku ostrości: ciemna kurtka, aparat przewieszony przez szyję, dłoń już szukająca klamki. Rzuciła się na oślep.
Dopadła go przy drzwiach i zacisnęła palce na kurtce. Mężczyzna szarpnął się w bok, uderzył ją barkiem w ramię i pociągnął za sobą. Aparat odbił się od jej żeber, pasek napiął się między nimi. Yonaka zrobiła krok w jego stronę, wsunęła stopę za jego piętę i obróciła biodra, a kiedy stracił równowagę, sprowadziła go plecami na ścianę. Dziury po siekierze znajdowały się tuż obok jego głowy.
Przygnieciony między jej ramieniem a ścianą mężczyzna szarpnął się mocno. Yonaka przesunęła chwyt wyżej. Jeszcze trochę i się wyślizgnie. Materiał napiął się pod palcami. Poczuła pod nim ruch mięśni, usłyszała urywany oddech... i wtedy to poczuła. Stary tłuszcz. Przypalony olej, który wsiąkł w ubranie i skórę. Zapach, którego nie uświadczy w LaVoodoo.
Mężczyzna przekręcił głowę. Jego wzrok przebiegł wzdłuż korytarza, aż zatrzymał się przy oknie.
Yonaka zerknęła w tym samym kierunku.
Okno.
Aparat podskoczył między nimi. Flesz uderzył z kilku centymetrów, jak błyskawica lub granat błyskowy.
Wrzasnęła. Odrzuciła mocno głowę, gdy biel znów rozdarła jej pole widzenia, a w uszach rezonował głuchy, bolesny pisk. Zacisnęła palce mocniej, ale materiał przesunął się w dłoni. Mężczyzna szarpnął raz, drugi — i kurtka wysunęła się z uchwytu.
Kroki uciekły korytarzem.
Phil, do jasnej cholery! — krzyknęła, wciskając kciuki w oczy i rozmazując maskarę. Łzy spłynęły po policzkach strumieniami. Świat wracał kawałkami: framuga, podłoga, ściana, czarna sylwetka przy oknie. Mężczyzna oparł dłoń o parapet i podciągnął się, kiedy Yonaka wypadła na korytarz. Minęła krzywo Effie wbiegającą na piętro. Z oddali zgrzytnęły prowadnice okna.
Ruszaj się! — krzyknęła, nawet się nie zatrzymując. — Zanim zwieje!
Mężczyzna przełożył nogę przez parapet.
Yonaka, z drogi!
Phil wpadł na niego od tyłu, jak pocisk artyleryjski. Szybko i znienacka. Chwycił kurtkę, szarpnął i ściągnął go z parapetu, a intruz uderzył plecami o framugę. Aparat wcisnął się między ich ciała. Pasek owinął się wokół dłoni Phila, intruz pociągnął w dół. Phil złapał mocniej — wtedy pasek zsunął się z szyi mężczyzny. Aparat wpadł prosto w ręce łowcy.
Mężczyzna wyrwał się. Jedną nogą stanął na parapecie, drugą przerzucił za okno i skoczył.
A potem z dołu dobiegł krzyk.
Yonaka doskoczyła do schodów, zbiegła kilka stopni naraz, przy zakręcie złapała poręcz, żeby nie wpaść na ścianę a u dołu omal nie wywaliła się na cholernym dywaniku, lecz już po chwili przecięła parter. Otworzyła drzwi frontowe, wypadła na trawnik i zobaczyła go kilka metrów dalej. Leżał na boku. Podniósł się na łokciu, syknął, złapał się za nogę i zerwał do krzywego biegu.
Płot.
Ruszyła za nim, ale po kilku krokach odbiła w lewo. Przeskoczyła niski brzeg rabaty, ścięła narożnik trawnika i przemknęła między drzewem a krzewami. Mężczyzna biegł prosto, coraz ciężej stawiając jedną nogę. Obejrzał się przez ramię dopiero przy ostatnim rzędzie krzewów. Już czekała na jego torze.
Odbił w bok. Weszła za nim, chwyciła kurtkę i pociągnęła. Jego pęd obrócił go bokiem; plecy uderzyły o deski. Mężczyzna natychmiast wyprostował ramię i spróbował odepchnąć ją barkiem, ale Yonaka zeszła z linii uderzenia, przejęła jego nadgarstek i wykręciła rękę za plecy. Szarpnął się. Przycisnęła go mocniej. Spróbował wysunąć bark, więc przesunęła ciężar na drugą nogę i docisnęła go całym ciałem. Deski zaskrzypiały. Mężczyzna jeszcze raz pociągnął ręką, lecz Yonaka zablokowała łokieć i przytrzymała go przy płocie, aż jego ruchy straciły siłę.
Ciężko sapał. Yonaka również. Przez chwilę słyszała tylko ich oddechy, szum w uszach i własne serce tłukące się pod żebrami. Oczy nadal piekły a czarne punkty fruwały w powietrzu. Zmniejszyła odrobinę nacisk, ale nie puściła. Spalony olej znów uderzył ją w nos. Spojrzała w stronę domu. W oknie na piętrze wciąż paliło się światło. Phil trzymał aparat w jednej ręce a drugą trzymał przy twarzy. Chyba dzwonił.
Nagle zza rogu wyskoczyła Effie i zaczęła biec w ich stronę.
Wolniej się... Uff! nie... dało? Uff... — wysapała między oddechami.
Wtedy poczuła łupnięcie w skroń. Tym razem światło zgasło bez flesza. Nawet nie wiedziała, że facet zdzielił ją swoim łbem bez skrupułów. Poleciała na trawnik, jak długa. Gdy upadła na bok, widziała jeszcze ostatni raz, jak mężczyzna przebiera zwichniętą nogą i próbuje przeskoczyć przez płot. Potem wieczór nastąpił na dobre i zrobiło się cicho.

📸Effie Granger 📸