Strona 2 z 2

a muse, your amusement

: pt paź 23, 2026 10:21 pm
autor: Jude Iverson
Nie umiał nawet obecnie się zdenerwować. Gniew pełzał pod jego skórą jak cichy, subtelny powiew, mógł wyczuć jego zgrubienie, jego szmer zagnieżdżony w poszczególnych napiętych listwach jego ciała. Nie wiedział, ile z niego zostało, z tamtego zdenerwowania, z tamtego nagłego krzyku który mógł być warknięciem wyjętym z pyska dzikiego, bezdomnego psa, z tamtej krwi, którą widział w łazience i wkrótce później zrozumiał, że nie należy do niego, z tamtego boskiego triumfu, bo wierzył, że gniew był bogiem silniejszym od jakiejkolwiek innej przyjemności, jaką był w stanie poczuć w swoim życiu. Tym razem jednak był pusty, zupełnie, jakby ktoś wyjął z niego wszystkie narządy pozwalając im rozlać się kałużą. Nie umiał się zdenerwować, bo wszystko, co teraz słyszał, nie mogło go nawet dotknąć, bo było zbyt niedorzeczne, zbyt odległe od tego, jak zawsze patrzył na świat, jak patrzył na ich spotkanie. Odsunął się, zabierając obecnie swoją dłoń. Powstrzymał się, aby nie wykonać nią ruchu jak pacynką i w zamian za to zacisnął swoje palce na chłodnych ściankach naczynia. Zawahał się i nie wypił jednak swojego drinka. Słowa, słowa i słowa. Nie lubił nadmiaru słów, dlatego, że nadmiar miał od zawsze zadanie coś zakrywać. Ułożył się wygodniej na krześle, niemal nonszalancko zwieszając obie ręce.
- Dużo mówisz, Samiro. Ale powiem ci coś, bo w tym wszystkim, wbrew pozorom cię lubię. Masz bardzo rozległą wiedzę i jesteś równie wyraźna - zaakcentował ostatnie ze swoich słów. To sprawiło, że postanowił się z nią spotkać, to sprawiło, że nadal stąd nie wyszedł, to sprawiło, że nie był w stanie się obrazić. Zwróciła jego uwagę. Czuł, że pod tamtą warstwą kryło się znacznie więcej, a on od zawsze przedzierał się jeszcze głębiej, bo na tym głównie też polegał jego zawód. Doceniał ludzi, którzy mieli w sobie coś innego, bez względu na to, czy było to ich wadą czy zaletą.
- Ty nie chciałaś mnie słuchać. Ty chciałaś posłuchać swojej wersji o mnie. Dlatego ja nic nie mówię, a zobacz, ile już zdążyłaś mi przekazać. Ile razy już zdążyłaś się zaśmiać - nie miał jednak zamiaru punktować jej wszystkiego po kolei. Wychodził z przekonania, że miał pełne prawo poczuć się w taki sposób. W chwili, gdy wypomniał nieścisłość pomiędzy zachowaniem człowieka a jego przekonaniami, usłyszał, że nie ma racji. W chwili, gdy podał przykład, nawiązując do przemocy domowej i nierównych standardów, usłyszał, że już samo wspomnienie może być przemocowe. Biologiczny. Narcystyczny. Męski. Nie sądził, że był dobrym człowiekiem, ale korzenie jego zła wbrew pozorom sięgały w całkowicie inny obszar. Nie sądził, że był dobrym człowiekiem, wychodził jedynie z założenia, że dostała podstaw, aby wyciągnąć obecnie taki wniosek. Mogł być zimny, milczący, ale nie był idiotą, by bawić się w tłumaczenie jej różnic, które zresztą sama doskonale rozumiała, próbując tylko zbudować mu więzienie. Wydawał się w tym momencie bardziej znużony niż poirytowany całą sytuacją. Nie lubił nadmieniać tego, co w jego odczuciu było oczywiste.
- Zadałem ci też pytanie - przechylił nieznacznie swoją głowę - czy jesteś w stanie popatrzeć na mnie w inny sposób. Co, jeśli wszystko, co do tej pory uważasz na mój temat, okaże się nieprawdziwe - przypomniał. Miał wrażenie, że wszystko wokół nich przycichło. Czas zwolnił, tylko leniwie bębniąc sekundami, kropla, osadzona na szklance, spłynęła nagle na blat, a on sam przyznał, że wszystko, czego do tej pory doświadczył, było wyłącznie szumem, bo tak naprawdę wolał usłyszeć od niej coś innego. Poznać coś prawdziwego. Ją. Przeniósł spojrzenie z drinka ponownie na twarz kobiety.
- Zadam je jeszcze raz - ostatni. W końcu tak bardzo nienawidził się powtarzać.


Samira Farhadi

a muse, your amusement

: sob paź 24, 2026 6:39 pm
autor: Samira Farhadi
Samiro…
Zwrócił się do niej w taki sposób, w jaki lubiła, gdy się do niej zwracano; poprawnie gramatycznie, za pomocą jej imienia, a przez to niezmiernie personalnie. A jednak w przypadku Jude’a zabrzmiało to nad wyraz protekcjonalnie. Był chłodny. I bynajmniej jej to nie przeszkadzało. Przeszkadzał jej natomiast kontrast, który się pomiędzy nimi tworzył. Ponieważ kiedy ona się irytowała, on pozostawał niewzruszony, a kiedy ona się wściekała, on dalej milczał z tym swoim cholernym, pieprzonym, stoickim spokojem.
Samira pomyślała, że gdyby popatrzeć na nich z boku byli mizoginistycznym wyobrażeniem kobiety i mężczyzny; ona rozemocjonowana, a on spokojny i trzeźwo myślący. Świat jednak nie był taki, jak wyobrażali go sobie mizoginii. I Samira mogła się wściekać, co nie przeszkadzało jej przy tym logicznie i rzeczowo myśleć.
— Powiedz mi w takim razie coś jeszcze. — Pochyliła się w jego stronę tylko po to, aby następnie z łoskotem powrócić plecami na oparcie krzesła, które zabujało się pod nią kilkakrotnie. — Co sprawiło, że poczułeś się upoważniony do tego, aby jakkolwiek mnie podsumowywać? Zauważyłeś to? Siedzisz tu sobie, z tą swoją nonszalancką pozą i psychopatycznym spokojem, uśmiechasz się tak, jakbyś był miły i nagle mi mówisz: Samiro, strasznie dużo mówisz, ale wybaczę ci to bo jesteś mądra. — Przedrzeźniła go, na chwilę przyjmując tę samą pozę co on, naśladując również jego minę. Tylko głosu nie zasymulowała, mówiąc to wszystko tonem iście przedrzeźniającym.
Zaraz też wyprostowała się, powracając do swojego naturalnego ułożenia ciała i swojej zaciętej miny.
— A kim ty w ogóle jesteś, żeby mi mówić, że jestem mądra? Tak się składa, że tak, owszem, jestem, strzeliłeś. I wiem to, ale z pewnością nie dlatego, że mi to powiedziałeś. Już sam fakt, że mi to mówisz i to w ten sposób, dowodzi temu, że czujesz się uprawomocniony do tego, aby to robić. A nie jesteś. Ani trochę nie jesteś. — Orzekła stanowczo i poważnie.
A już po chwili odetchnęła głęboko, dając wyraz swojej irytacji, unosząc przy tym brwi. No oczywiście. Ona nie chciała słuchać. Chciała! Chciała i miała gotowość! To on nic nie mówił. Tym razem, zamiast jednak zaprzeczyć, odparła:
— To proszę. Proszę bardzo. To jest twój czas i twoja przestrzeń. Powiedz w końcu coś o sobie! — Coś więcej, niż to, że jesteś psychopatą. Nie dodała tego, choć cholernie ją korciło. Był to jednak dowód na to, że czasem — wyłącznie czasem — Samira była w stanie powstrzymać się przed powiedzeniem na głos tego, co myślała. I — o zgrozo! — była ciekawa. Była naprawdę ciekawa tego, co Jude miał do powiedzenia na . s w ó j,. swój własny temat.
Samira wydęła usta. Wciąż patrzyła na niego spode łba ani na moment nie spuszczając z niego spojrzenia, jakby miała do czynienia z niebezpiecznym zwierzęciem, które w każdej chwili mogło się rzucić do ataku. Wychyliła duszkiem resztę swojego drinka. Całe szczęście, że nie bawiła się w żadne bezalkoholowe opcje. Odstawiła szklankę głośniej, niż to planowała.
— Jest tylko jeden szkopuł. Żeby to zrobić, potrzebuję innej perspektywy. A póki co, mam wyłącznie jedną. I to bardzo konkretną.

Jude Iverson