Like a flower from a funeral wreath
: sob wrz 19, 2026 10:04 pm
pół roku później
Czy ktoś powiedział nawałnica? Teraz? Tutaj? Lennon wyglądał na zaskoczonego, ale miał jednak tendencje do dramatyzowania, chociaż też dziwnego odrealnionego przekonania, że co złego, to nie przytrafi się jemu. Może sąsiadowi, może znajomemu, może sprzedawczyni w jego ulubionym markecie, przystojnemu, wysokiemu mężczyźnie w średnim wieku, który minąłby go na ulicy, ale nie jemu. N i e jemu. A jednak pogoda była fatalna, a on utknął w samym jej środku. Przynajmniej nie był sam. To była jedna z ich pierwszych randek, chociaż znali się już ponad pół roku. Ich więź była mocna i od niedawna ze sobą sypiali. Przez pogodę trafili do mieszkania Brana, które było jeszcze w kiepskim stanie.
Kiedy stanął w progu, zacisnął dłoń na medaliku, który akurat nosił na szyi. Srebro nic nie znaczyło, bo Lenny nie był jakoś szczególnie religijny, nawet jeżeli wzywał boga częściej, niż mogłoby się wydawać, ale kiedy denerwował się, musiał czegoś się trzymać. Mógł to być właśnie łańcuszek, mógł papieros, a mogła równie dobrze czyjaś dłoń. Do domu rodzinnego Brandona, lub jego mieszkania, było zdecydowanie za daleko i woleli nie ryzykować i przeczekać najgorsze w najbliższym bezpiecznym miejscu.
Brandon — od jakiegoś czasu trochę pogubiony, ale jego jasny i dosyć wesoły promyczek słońca, z którym miał przyjemność spędzać coraz więcej czasu. Dzielnica, do której trafili była jednak naprawdę obrzydliwa i odrobinę pożałował decyzji, kiedy się tu znalazł, szczególnie w momencie, w którym zauważył kilka szczurów, uciekających w bezpieczne miejsce, aby też ukryć się przed niepogodą.
一 Panie miej mnie w swojej opiece 一 szepnął, krzywiąc się lekko. Jak dobrze, że Brandon wytrzasnął skądś sporo czystych prześcieradeł, narzut i koców, z których mogli stworzyć im całkiem przytulny kąt, specjalnie do przeczekania nawałnicy. Zabezpieczyli jeszcze okna i przedmioty, które mogłyby na nich zlecieć, gdyby na budynek spadło drzewo albo cokolwiek porwanego wiatrem. Chociaż jeśli coś spadnie im na głowy i rozłupie czaszki, to przynajmniej w miłych okolicznościach i dobrym towarzystwie.
Wypili coś gorącego, a potem dodatkowo rozgrzali się zbliżając się do siebie najbardziej, jak tylko mogli. To w końcu była randka i okoliczności może nie były typowo romantyczne, ale jednak miały coś w sobie. Grunt, że w mieszkaniu było ciepło i sucho, mieli co jeść i pić, no i mieli siebie nawzajem. Brandon mu się podobał, czuł się oczarowany i miał nadzieję, że coraz bardziej się do siebie przywiążą, miał zamiar też o to zadbać.
brandon leffingwell