drive it like you stole it
: sob paź 24, 2026 4:08 pm
Pociągnął nosem, odgarniając palcem wskazującym niewidzialną łezkę spływającą po jego policzku. - Cholera, Finch, nawet nie wiesz, jak się kurwa cieszę, że cię mam - mruknął, niby to próbując obrócić w żart jej słowa otuchy i tę małą lekcję na temat tego, żeby przestał się tak wszystkim przejmować. Ale z drugiej strony? Serio, cholernie się cieszył, że miał ją w swoim corner i że zawsze mógł na nią liczyć. Nawet wtedy, gdy musiał się psychicznie nastawić na multum wyzwisk skierowanych w swoją stronę, zanim w ogóle usłyszał od niej cokolwiek pocieszającego. ALE TO SIĘ NAZYWAŁO JĘZYKIEM MIŁOŚCI W PRZYJAŹNI, OKEJ?! Nie każdy musiał przecież głaskać cię po główce i mówić, że wszystko będzie dobrze. Niektórzy woleli cię najpierw porządnie opierdolić, a potem upewnić się, że przypadkiem nie zamierzasz się przez to rozpłakać. No i właśnie za to ją uwielbiał.
Wysunął dłoń zgarniając ją i przysunął do siebie, zamykając w cholernie mocnym uścisku. Tak mocnym, że jeszcze chwila, a pewnie połamałby jej wszystkie kości. NO CO? Chuda była, okej?! Trzeba było uważać, żeby przypadkiem nie zrobić z niej jakiejś harmonijki. W końcu ją puścił, odsuwając się odrobinę i posyłając jej szeroki uśmiech. Z kolei całe szczęscie, że nie rozlała na niego napoju z puszki, lucky bastard.- Wiesz, jak człowieka postawić na nogi. A w łeb to ty mnie nie wal, bo będę musiał ci oddać, a powinnaś wiedzieć, że reguła dziewczyn się nie bije nas nie obowiązuje, okej?? - rzucił z rozbawieniem. I oczywiście doskonale wiedział, że Finch zrozumie, że żartował. Nigdy przecież nie podniósłby ręki na kobietę, a tym bardziej na Finchmaspstead. HALO, bez przesady. Co najwyżej założyłby jej jakąś zupełnie niegroźną dźwignię na szyję, przyciągając ją do siebie, albo uwięził pod kocem czy kołdrą, żeby nie mogła się wydostać. If you know, you know, lol. Ale żeby ją uderzyć? Nah. Prędzej sam pozwoliłby jej przywalić sobie jeszcze ze dwa razy, byleby tylko miała z tego jakąś satysfakcję.
Ale anyways, siedział teraz i uważnie słuchał jej wywodu, chociaż jakoś tak wpuszczał wszystko jednym uchem, a wypuszczał drugim, bo przecież nie raz już słyszał to całe pierdolenie i za każdym razem widział przed oczami tylko jeden wielki, migający neon z napisem JESTEM TOO COOL, ŻEBY SIĘ ZAKOCHAĆ. - Whatever, Kiri, żebyś się tylko nie zdziwiła, jak cię coś pierdolnie - parsknął pod nosem, teatralnie przewracając oczami. Jak dalej chciała żyć w tym swoim delulu land, to so let it be. Nie zamierzał przecież na siłę wyciągać jej z tej pięknej krainy zaprzeczenia. Zresztą nie chciał już bardziej jej denerwować, bo jeszcze oberwałby za swoje jakże trafne spostrzeżenia, a wolał skupić się na rzeczach zdecydowanie przyjemniejszych, takich jak tańczenie, a raczej wykonywanie bliżej niezidentyfikowanych ruchów, w towarzystwie swojej przyjaciółki.
Westchnął głośno, gdy na dłoni Finch pojawił się ten jebany orzeł. NO I CO TERAZ?! Najwidoczniej miała rację, może faktycznie było to zapisane gdzieś w ich kartach, gwiazdach czy cholera co tam było. Los ewidentnie próbował im coś przekazać, a skoro tak, to kim on był, żeby z nim dyskutować? - No dobra, jesteś na mnie skazana w takim razie - mruknął, jakby właśnie pogodził się z jakimś nieuniknionym wyrokiem, po czym spojrzał na nią z szerokim uśmiechem. - Zrób mi tosta, Finch. Jakiegoś odjebanego, a potem cho, obejrzymy jakiś film.
finchhampstead
Wysunął dłoń zgarniając ją i przysunął do siebie, zamykając w cholernie mocnym uścisku. Tak mocnym, że jeszcze chwila, a pewnie połamałby jej wszystkie kości. NO CO? Chuda była, okej?! Trzeba było uważać, żeby przypadkiem nie zrobić z niej jakiejś harmonijki. W końcu ją puścił, odsuwając się odrobinę i posyłając jej szeroki uśmiech. Z kolei całe szczęscie, że nie rozlała na niego napoju z puszki, lucky bastard.- Wiesz, jak człowieka postawić na nogi. A w łeb to ty mnie nie wal, bo będę musiał ci oddać, a powinnaś wiedzieć, że reguła dziewczyn się nie bije nas nie obowiązuje, okej?? - rzucił z rozbawieniem. I oczywiście doskonale wiedział, że Finch zrozumie, że żartował. Nigdy przecież nie podniósłby ręki na kobietę, a tym bardziej na Finchmaspstead. HALO, bez przesady. Co najwyżej założyłby jej jakąś zupełnie niegroźną dźwignię na szyję, przyciągając ją do siebie, albo uwięził pod kocem czy kołdrą, żeby nie mogła się wydostać. If you know, you know, lol. Ale żeby ją uderzyć? Nah. Prędzej sam pozwoliłby jej przywalić sobie jeszcze ze dwa razy, byleby tylko miała z tego jakąś satysfakcję.
Ale anyways, siedział teraz i uważnie słuchał jej wywodu, chociaż jakoś tak wpuszczał wszystko jednym uchem, a wypuszczał drugim, bo przecież nie raz już słyszał to całe pierdolenie i za każdym razem widział przed oczami tylko jeden wielki, migający neon z napisem JESTEM TOO COOL, ŻEBY SIĘ ZAKOCHAĆ. - Whatever, Kiri, żebyś się tylko nie zdziwiła, jak cię coś pierdolnie - parsknął pod nosem, teatralnie przewracając oczami. Jak dalej chciała żyć w tym swoim delulu land, to so let it be. Nie zamierzał przecież na siłę wyciągać jej z tej pięknej krainy zaprzeczenia. Zresztą nie chciał już bardziej jej denerwować, bo jeszcze oberwałby za swoje jakże trafne spostrzeżenia, a wolał skupić się na rzeczach zdecydowanie przyjemniejszych, takich jak tańczenie, a raczej wykonywanie bliżej niezidentyfikowanych ruchów, w towarzystwie swojej przyjaciółki.
Westchnął głośno, gdy na dłoni Finch pojawił się ten jebany orzeł. NO I CO TERAZ?! Najwidoczniej miała rację, może faktycznie było to zapisane gdzieś w ich kartach, gwiazdach czy cholera co tam było. Los ewidentnie próbował im coś przekazać, a skoro tak, to kim on był, żeby z nim dyskutować? - No dobra, jesteś na mnie skazana w takim razie - mruknął, jakby właśnie pogodził się z jakimś nieuniknionym wyrokiem, po czym spojrzał na nią z szerokim uśmiechem. - Zrób mi tosta, Finch. Jakiegoś odjebanego, a potem cho, obejrzymy jakiś film.
finchhampstead