it's been a long day without you, my friend
: pn paź 12, 2026 9:47 pm
Nie raz zdarzyło mu się marzyć o tej chwili, bo nie sądził, że kiedykolwiek jeszcze przyjdzie mu się w takiej znaleźć. Był blisko Iris, ona było blisko niego; trzymał ją w swoich ramionach tak, jakby nie chciał już nigdy jej puścić. Nawet nie zdawał sobie sprawy, jaka ulgę przyniesie mu ten teoretycznie mały gest. Cały dotychczasowy stres, złość – nic z tego nie zostało. Jedyne o czym teraz myślał to Iris i jak bardzo mu jej brakowało. I teraz też zastawiał się, skąd w nim była ta cała złość i żal, które wcześniej na nią wylewał. Nie potrafił sam zrozumieć swojego zachowania, które w tamtej chwili było dla niego bardziej jak zasadne.
Nie dało się ukryć, że nie myślał zbyt rozsądnie w tym momencie, jednak nie można było mu się dziwić. Ledwo co pochwali bardzo dobrą koleżankę; dowiedział się, że jego ukochana zostawiła go przez chorobę; a teraz? Teraz miał okazję być tak blisko Iris, jak tylko mógł w swoich snach do tej pory. — Słaba? Krucha? — powtórzył za nią, kręcąc lekko głową. — To są ostatnie słowa, którymi bym cię opisał — stwierdził, po czym założył za jej ucho pojedynczy kosmyk włosów, który wkradł się przed jej twarz. — Nie jestem sobie nawet w stanie wyobrazić, ile odwagi i siły wymagało to od ciebie — dodał, a oczami powiódł do jej czekoladowych oczu, których już dawno nie miał okazji widzieć z tak bliska. Tęsknił za tym. Tęsknił za nią. Bardziej niż wcześniej zdawał sobie z tego sprawę.
— Ale wszystko już jest dobrze? — zapytał, gładząc ją delikatnie po plecach. — Jesteś już zdrowa? — Teraz też zaczynał rozumieć, dlaczego, gdy pierwszy raz od dawna spotkał ją w Toronto, wydawała się chudsza, bladsza. Nawet nie przeszło mu przez myśl, że mogło to być spowodowane taką chorobą. Podejrzewał stres, nagłe zmiany w życiu i inne nietypowe okoliczności, ale nie raka. Wiedział, że była to choroba, która mogła spotkać każdego, niezależnie od wieku. Niemniej jednak, do tej pory nie miał w otoczeniu kogoś chorego, a przynajmniej chorego na raka. Było to dla niego nowe doświadczenie, które do tej pory kojarzył jedynie z opowieści innych lub filmów, które tę tematykę poruszały. Na Bliskim Wschodzie głównym powodem śmierci były postrzały albo wypadki - mając takie zagrożenie nikt nie zastanawiał się czy przypadkiem nie rozwija się w nim jakaś choroba. Dziewczyna miała rację, chociaż Jesse jeszcze nie był w stanie tego przyznać - faktycznie, gdyby o tym wiedział, nie byłby w stanie nie martwić się o nią i jedyne, czym by się przejmował, to jej stan. Możliwe, że wówczas kontuzja jeszcze szybciej by go z Iraku ściągnęła, a wówczas i on dołożyłby jej więcej stresu.
— Iris, ja tęskniłem i nadal tęsknie — przyznał, po czym poluźnił uścisk i odsunął się na dosłownie pół kroku. Nie mógł jednak zrezygnować z jej dotyku. Prędko odnalazł jej kościste dłonie, które ujął w swoje. Przyglądał się nim, plącząc ich palce. — Chociaż wiem, że często dawałem trochę sprzeczne temu sygnały — stwierdził, poniekąd przyznając się do swojego dość chwiejnego jak na czterdziestolatka zachowania. — Ale naprawdę myślałem, że powód, dla którego zniknęłaś był inny, że ja w jakiś sposób byłem tym powodem, że coś ci zrobiłem i nawet nie miałem okazji się zrehabilitować — tłumaczył, nie myśląc zbyt wiele, po prostu pozwalając słowom opuszczać jego usta. — I chociaż minęło już tyle czasu, to nadal nie byłem z tym pogodzony, bo cały czas miałem nadzieję, że to nie jest definitywny koniec tego, co między nami było — mówił i mówił, możliwe, że nawet za dużo. Niemniej jednak, znając nieprzewidywalność ich relacji oraz jej dynamiczność, nie chciał przegapić okazji, aby jej to wszystko powiedzieć. Pierwszy raz od dawna mogli porozmawiać tak szczerze, tak prawdziwie bez zbędnych krzyków, obaw przed własnymi słowami czy też innymi osobami, które często lubiły im przeszkadzać w takich momentach. Zresztą, już i tak zbyt wiele czasu zmarnowali, aby gryźć się w język. — Było i jest, bo nie wmówisz mi, że jest inaczej, że zostawiliśmy to wszystko w Iraku — stwierdził, wracając swoim spojrzeniem do jej oczu. Nie ostało się ono jednak tam zbyt długo. Zsunął je niżej, na jej delikatne, różowe usta. I jedna, krótka myśl przeszła mu przez głowę. Nawet nie poddał jej krytycznej analizie, która w tej sytuacji prawdopodobnie by się przydała. Nachylił się. Tak, że czuł na swojej skórze jej ciepły oddech. I zawahał się jedynie na ułamek sekundy, może trochę licząc, że Iris się temu postawi, że po raz kolejny uchroni ich przed błędem, który był im pisany. Tak się jednak nie stało. Henderson musnął delikatnie jej usta swoimi. To jednak było niewystarczające. Spojrzał na nią raz jeszcze. I po tym, zatopił się w jej ustach. Za tym też zdążył zatęsknić.
Iris Valentine
Nie dało się ukryć, że nie myślał zbyt rozsądnie w tym momencie, jednak nie można było mu się dziwić. Ledwo co pochwali bardzo dobrą koleżankę; dowiedział się, że jego ukochana zostawiła go przez chorobę; a teraz? Teraz miał okazję być tak blisko Iris, jak tylko mógł w swoich snach do tej pory. — Słaba? Krucha? — powtórzył za nią, kręcąc lekko głową. — To są ostatnie słowa, którymi bym cię opisał — stwierdził, po czym założył za jej ucho pojedynczy kosmyk włosów, który wkradł się przed jej twarz. — Nie jestem sobie nawet w stanie wyobrazić, ile odwagi i siły wymagało to od ciebie — dodał, a oczami powiódł do jej czekoladowych oczu, których już dawno nie miał okazji widzieć z tak bliska. Tęsknił za tym. Tęsknił za nią. Bardziej niż wcześniej zdawał sobie z tego sprawę.
— Ale wszystko już jest dobrze? — zapytał, gładząc ją delikatnie po plecach. — Jesteś już zdrowa? — Teraz też zaczynał rozumieć, dlaczego, gdy pierwszy raz od dawna spotkał ją w Toronto, wydawała się chudsza, bladsza. Nawet nie przeszło mu przez myśl, że mogło to być spowodowane taką chorobą. Podejrzewał stres, nagłe zmiany w życiu i inne nietypowe okoliczności, ale nie raka. Wiedział, że była to choroba, która mogła spotkać każdego, niezależnie od wieku. Niemniej jednak, do tej pory nie miał w otoczeniu kogoś chorego, a przynajmniej chorego na raka. Było to dla niego nowe doświadczenie, które do tej pory kojarzył jedynie z opowieści innych lub filmów, które tę tematykę poruszały. Na Bliskim Wschodzie głównym powodem śmierci były postrzały albo wypadki - mając takie zagrożenie nikt nie zastanawiał się czy przypadkiem nie rozwija się w nim jakaś choroba. Dziewczyna miała rację, chociaż Jesse jeszcze nie był w stanie tego przyznać - faktycznie, gdyby o tym wiedział, nie byłby w stanie nie martwić się o nią i jedyne, czym by się przejmował, to jej stan. Możliwe, że wówczas kontuzja jeszcze szybciej by go z Iraku ściągnęła, a wówczas i on dołożyłby jej więcej stresu.
— Iris, ja tęskniłem i nadal tęsknie — przyznał, po czym poluźnił uścisk i odsunął się na dosłownie pół kroku. Nie mógł jednak zrezygnować z jej dotyku. Prędko odnalazł jej kościste dłonie, które ujął w swoje. Przyglądał się nim, plącząc ich palce. — Chociaż wiem, że często dawałem trochę sprzeczne temu sygnały — stwierdził, poniekąd przyznając się do swojego dość chwiejnego jak na czterdziestolatka zachowania. — Ale naprawdę myślałem, że powód, dla którego zniknęłaś był inny, że ja w jakiś sposób byłem tym powodem, że coś ci zrobiłem i nawet nie miałem okazji się zrehabilitować — tłumaczył, nie myśląc zbyt wiele, po prostu pozwalając słowom opuszczać jego usta. — I chociaż minęło już tyle czasu, to nadal nie byłem z tym pogodzony, bo cały czas miałem nadzieję, że to nie jest definitywny koniec tego, co między nami było — mówił i mówił, możliwe, że nawet za dużo. Niemniej jednak, znając nieprzewidywalność ich relacji oraz jej dynamiczność, nie chciał przegapić okazji, aby jej to wszystko powiedzieć. Pierwszy raz od dawna mogli porozmawiać tak szczerze, tak prawdziwie bez zbędnych krzyków, obaw przed własnymi słowami czy też innymi osobami, które często lubiły im przeszkadzać w takich momentach. Zresztą, już i tak zbyt wiele czasu zmarnowali, aby gryźć się w język. — Było i jest, bo nie wmówisz mi, że jest inaczej, że zostawiliśmy to wszystko w Iraku — stwierdził, wracając swoim spojrzeniem do jej oczu. Nie ostało się ono jednak tam zbyt długo. Zsunął je niżej, na jej delikatne, różowe usta. I jedna, krótka myśl przeszła mu przez głowę. Nawet nie poddał jej krytycznej analizie, która w tej sytuacji prawdopodobnie by się przydała. Nachylił się. Tak, że czuł na swojej skórze jej ciepły oddech. I zawahał się jedynie na ułamek sekundy, może trochę licząc, że Iris się temu postawi, że po raz kolejny uchroni ich przed błędem, który był im pisany. Tak się jednak nie stało. Henderson musnął delikatnie jej usta swoimi. To jednak było niewystarczające. Spojrzał na nią raz jeszcze. I po tym, zatopił się w jej ustach. Za tym też zdążył zatęsknić.
Iris Valentine