Strona 2 z 2

I said I am ok but I lied

: wt wrz 22, 2026 4:45 pm
autor: Oscar Malone
-Póki co mogę powiedzieć, że mam spore szczęście co do ludzi, więc niewielka szansa, że ktoś mnie zaczepi. Jasne, nie jestem w stanie tego całkiem przewidzieć, ale patrz, nadal tu siedzę - powiedział, uśmiechając się do niego. Jasne, że się bał, iż nagle ktoś obcy i niebezpieczny wziąłby go sobie na celownik. Opuszczając dom, w którym nie musiał się martwić podejrzanymi osobami, a jedynie rodzicami, jego pierwsze myśli dotyczyły tego, że sobie nie poradzi, jeśli nie znajdzie bezpiecznego miejsca do spania; jeśli nie znajdzie brata, który zechce go przygarnąć, chociaż niczego o sobie nie wiedzieli. Rzeczywistość go ostro zweryfikowała, ale również pokazała, że nie było rzeczy niemożliwych - mógł się załamać, a jednak nadal żył, chociaż było to życie na poziomie, którego nie chciał dłużej doznawać. Może czas faktycznie było pomyśleć o jakiejś stodole, w której przynajmniej nie będzie na niego padało, jak niedawno. Czy to dlatego się przeziębił?
-Póki co nie mogę sobie pozwolić na pracę w pełnym etacie. Za jakiś czas, kto wie, ale trochę by to kolidowało z moim grafikiem. Ale byłbym wdzięczny za cokolwiek, może być nawet zmywak - odpowiedział. Na litość wszystkiego, kłamanie przychodziło mu teraz z taką łatwością, że zaczął obawiać się sam siebie. Przecież nie powinno mu to wychodzić tak płynnie, a tym bardziej przy kimś kogo zdążył polubić. Nie wiedział, czy kiedykolwiek będzie w stanie mu to wynagrodzić, ale liczył, że ta znajomość nie skończy się wraz z prawdą, której być może chłopak się dowie, jeśli tylko Oscar nie ustatkuje sobie życia w sposób, w jaki je przedstawiał.
Zarzucił plecak, starając się nie ujawniać jego zawartości. Z całą pewnością dziwnie by wyglądało, gdyby Patrick zobaczył, że młodszy kolega trzyma tam jedzenie od niego, które powinno być w lodówce. Wystarczyło na dzisiaj niewygodnych pytań, a plan zakładał po prostu pozbycie się starszego chłopaka. Był niewygodnym świadkiem i cholera, naprawdę Malone nie chciał, żeby właśnie teraz dowiedział się, że cała opowieść o przygodach z bratem i mieszkaniem u niego były jedynie farsą wymyśloną na szybko.
-Tak, nie musisz się o to martwić. Naprawdę porządny z niego gość, bo chociaż ma sporo wydatków to o mnie dba - uśmiechnął się do niego. Chciał, żeby tak było. Żeby starszy z Malone okazał się kimś, na kogo można było liczyć. Kimś takim, kogo Oscar wyobrażał sobie w głowie. Miał dość rozczarowań i liczył, że chociaż to jedno pokryje się z jego myślami. - To miłe, że się o mnie martwisz, Patrick, naprawdę to doceniam - dodał jeszcze, bo przecież komplementy potrafiły zdziałać cuda.

Patrick Wood

I said I am ok but I lied

: śr wrz 23, 2026 1:43 am
autor: Patrick Wood
- No tak, ale wolę temu zapobiec niż zawozić Cię do szpitala. Dlatego Cię tu nie zostawię samego. - zapewnił. Wszystko się mogło zdarzyć. Ktoś mógł go napaść i skrzywdzić. A z drugiej strony mógłby spędzić spokojnie noc w parku i nikt by nie zwrócił na niego uwagi. Cokolwiek by się nie działo on wolał wersję, gdzie Oscar spędza spokojną noc w swoim pokoju i tyle, bo podejrzewał, że chłopak nie da się namówić na kolejne nocowanie u Patricka, chociaż ostatnim razem weterynarz zapewniał go, że zawsze może skorzystać z wolnego pokoju w jego mieszkaniu.
- Wiem, wiem. Znajdziemy Ci coś takiego, żebyś mógł wszystko razem pogodzić. I jeśli mogę Ci jakoś pomóc po prostu daj mi znać. - powiedział. Nie miałby problemu z pożyczeniem mu pieniędzy jeśli potrzebował. Znali się krótko, ale ufał mu i był pewien, że oddałby mu co do centa jak już będzie miał pracę. A z resztą Patrick nawet nie oczekiwałby zwrotu pieniędzy, jeśli tylko by mu się przydały na życie, a nie na imprezy i używki. Patrick uważał Oscara za porządnego chłopaka.
Normalnie Patrick zaciągnąłby chłopaka już do swojego mieszkania, gdzie zaraz podałby mu ciepły obiad, ale tym razem chciał zobaczyć na własne oczy, że chłopak sobie poradził. Że hotel w którym mieszka rzeczywiście istnieje, a jego brat go odwiedza i upewnia się, że Oscar dużo je i odpoczywa. Dlatego dał się prowadzić chłopakowi w odpowiednie miejsce. Po krótkim spacerze Oscar w końcu zatrzymał się przed czymś co wygląda jak hostel. Nie wyglądał jakoś zachęcająco, ale lepsze to niż spanie pod gołym niebem na ławce jak jakiś pijany menel. Skoro był tak śpiący, że praktycznie zasnął w parku na ławce to czym prędzej powinien wrócić do pokoju i położyć się w ciepłym łóżku.
- Gdzie twój pokój? - zapytał, rozglądając się dookoła. Odprowadzi chłpaka do drzwi, upewni się, że jest bezpieczny i dopiero wtedy uzna misję za spełnioną.

Oscar Malone

I said I am ok but I lied

: śr wrz 23, 2026 2:10 am
autor: Oscar Malone
-Nie powinieneś myśleć od razu o najgorszym, wiesz? I co, w razie czego będziesz narażał się dla obcej osoby? - powiedział, lekko kręcąc głową. Tym bardziej przekonany był, że czego by nie powiedział, Patrick i tak nie odpuści. Miał zamiar tutaj stać, chociażby do rana byleby tylko upewnić się, że Oscar trafił bezpiecznie do domu. Trochę problematyczne, ale nie z takimi rzeczami musiał sobie radzić chłopak. Swoje w życiu przeszedł i to wiele go nauczyło. W tym niezłego ściemniania i kręcenia, ale jakoś trzeba było sobie radzić, skoro niektórzy ludzie byli zbyt uparci w swoich postanowieniach.
-I tak wiele już dla mnie zrobiłeś. Nie mam zamiaru zabierać ci więcej czasu niż to konieczne - odparł. Czuł się naprawdę dziwnie. Nie podejrzewał chłopaka o niecne zamiary, był na to zbyt miły, chociaż przez myśl przemknęło mu czemu właściwie chce mu tak bardzo pomóc. Miał tak dobre serce, czy oczekiwał czegoś w zamian? Tylko na dobrą sprawę chłopak nie miał niczego, co mógłby mu dać. Był spłukany i nawet jedzenia musiał po śmietnikach szukać.
Chwilę później znaleźli się przy hostelu. Teraz Malone musiał się naprawdę postarać, by pozbyć się chłopaka, nadwyrężając swoje komórki mózgowe do granic możliwości. Musiał być na tyle przekonywujący, żeby nawet on uwierzył, że to co mówił było faktem.
-Numer czternaście. Pójdę jeszcze do recepcjonistki, bo muszę coś załatwić i idę spać. Wielkie dzięki, serio Patrick. To co, do następnego razu? - uśmiechnął się, kierując do budynku, w którym miał zamiar zaszyć się do momentu, w którym będzie pewien, że student sobie nie poszedł. Liczył w głębi serduszka, że nie zajmie to długo, bo jeśli pokręci się dłużej, pewnie zaraz ktoś go przegoni. Nie takie rzeczy ludzie robili, a że wyglądał jak jakiś rasowy złodziej, to już w ogóle.
Odczekał piętnaście minut, które jego zdaniem wystarczyły i wyszedł z budynku głównego, cicho kierując się z zupełnie inną stronę niż pokój, który wskazał starszemu chłopakowi. Teraz nie pozostało mu nic innego, jak albo znaleźć kolejną ławkę, albo całkiem ulotnić się z tej okolicy w obawie, że znowu mógłby trafić właśnie na niego.

Patrick Wood

I said I am ok but I lied

: śr wrz 23, 2026 2:32 am
autor: Patrick Wood
- Nie jesteś wcale taki obcy. Spałeś już w moim domu, jedliśmy razem przy jednym stole, więc myślę, że nie możemy określać się jako obcych dla siebie ludzi. - odparł, wzruszając ramionami. Wydawało mu się, że już całkiem dobrze zna chłopaka i zawsze był gotowy by mu pomóc w razie potrzeby. W sumie czuł się jakby opiekował się młodszym bratem, bo Oscar wywoływał w nim takie uczucia, ale nie zamierzał go tulić do spania czy coś.
- Ale to nic takiego, naprawdę. Nie martw się o to. Chyba, że chcesz się mnie pozbyć to powiedz. Nie obrażę się. - zaśmiał się cicho, szturchając lekko chłopaka w ramię. W sumie mógł sobie nie zdawać z tego sprawy, że za bardzo mu się narzuca i mogło to go krępować, ale póki nic mu nie powiedział to czemu miałby nagle go ignorować? Lubił spędzać z chłopakiem czas, a dopóki nie usłyszał sprzwciwu to czemu miałby przestać? Wiadomo, że czasem musiał dać mu spokój, by spędzić czas ze swoją dziewczyną, ale kiedy sam był wolny w danym momencie to czemu nie?
- Czternaście. W porządku. I nie ma sprawy. Do zobaczenia. - pomachał chłopakowi, który skierował się do budynku i powoli ruszył w kierunku swojego domu.
Jednak nie zaszedł daleko bo coś go tknęło i chciał chłopaka jeszcze o coś zapytać, więc zawrócił. Dobrze, że zapamiętał w którym pokoju mieszka i już chciał tam pójść, kiedy zobaczył drobną postać wychodzącą z budynku i kierującą się w stronę gdzie wcale nie znajdował się pokój numer czternaście. Coś mu nie pasowało, więc ruszył za chłopakiem do pobliskiego parku gdzie ten - jak domyślał się Patrick - szukał kolejnej ławki do spania.
- Fajny ten twój pokój. - rzucił, stając cicho za nim. Uniósł jedynie brew do góry, kiedy chłopak spojrzał na niego przerażony, że poznał jego sekret. - Ani słowa. - mruknął, chwytając go za nadgarstek i zaprowadził go do swojego domu.

KONIEC.

Oscar Malone