Tato, weź się...
: pt paź 02, 2026 4:22 pm
Słuchała jego tłumaczeń, powoli uspokajając tę część siebie, która przy nim uparcie wracała do nastoletnich lat. Patrzyła na niego miękkim, ale czujnym spojrzeniem. Obecna, słuchająca. Wyłapująca to, co było między wierszami. Od czasu do czasu kiwała lekko głową, kiedy trafiał w punkt.
- Nie, nie ułatwiłeś mi tego... Ale muszę przyznać, że to było miłe uczucie.
Zmarszczyła nieco brwi, kiedy wspomniał o tym, że nie chciał wprowadzić jej w błąd. Ale zaraz je rozpogodziła, uznając, że nie ma co się czepiać słówek.
- Masz rację... - przyznała. Rzeczywiście byli totalnie innymi ludźmi, a piętnaście lat to naprawdę dużo.
On już nie był tym samym chłopakiem, w którym się zakochała. Nie był totalnie poza jej zasięgiem i... Chyba jednak troszkę na niego działała. Patrzyła mu w oczy, przerywając kontakt z rzadka powolnymi mrugnięciami.
Parsknęła delikatnym, ciepłym śmiechem, kiedy wspomniał o pokoju i tym, że ma prawo nie wiedzieć, co dalej. Westchnęła i pokiwała głową, przyznając mu rację.
- Taak... Pokój nastolatki niespecjalnie w tym pomaga. Dobrze, że nie widziałeś mojego jednorożca. Tego zabrałam do domu. - znów wstrząsnął nią delikatny, nieco rozczulony śmiech.
Pokręciła głową, nie dowierzając temu, jak się potoczyła ta cała sprawa, i oblizała wargi, ale na wspomnienie randki uniosła brwi w zaskoczeniu i wróciła spojrzeniem na niego. Nie mówiła o randce...
- Randką? - złożyła usta w dzióbek, który uciekł trochę na bok wraz z jej spojrzeniem, w którym znowu pojawiły się chochliki.
- Poczekaj... - poprosiła, zanim opuścił spojrzenie.
Podeszła do niego bez skrępowania, skupiając spojrzenie na jego krawacie. Sięgnęła dłońmi do niego i delikatnie poprawiła węzeł, po czym podniosła powoli spojrzenie, zadzierając nieco głowę. Na jej ustach pełgał delikatny, odrobinkę szelmowski uśmiech.
- Chcę randki... Nie kawy. Randki... Ona może być na kawie. I zdecydowanie poza domem rodziców. - nawet jeśli to było takie ekscytujące, że mogli ich nakryć. - Więc jak już zdecydujesz, jak chcesz na mnie patrzeć, to może po prostu... Ty mi daj znać. Ciągle mam ten sam numer telefonu.
Z tajemniczym uśmiechem wycofała się o krok.
- Bez presji... Wiem, że masz dużo na głowie. Ale chciałabym TO sprawdzić... - zrobiła delikatny ruch dłonią między sobą a nim.
Cofnęła się w głąb pokoju, żeby spakować swoje kosmetyki i wziąć torebkę, a potem odwróciła się do drzwi i dodała:
- Shall we? Muszę jeszcze założyć buty.
Harris L. Morgan
- Nie, nie ułatwiłeś mi tego... Ale muszę przyznać, że to było miłe uczucie.
Zmarszczyła nieco brwi, kiedy wspomniał o tym, że nie chciał wprowadzić jej w błąd. Ale zaraz je rozpogodziła, uznając, że nie ma co się czepiać słówek.
- Masz rację... - przyznała. Rzeczywiście byli totalnie innymi ludźmi, a piętnaście lat to naprawdę dużo.
On już nie był tym samym chłopakiem, w którym się zakochała. Nie był totalnie poza jej zasięgiem i... Chyba jednak troszkę na niego działała. Patrzyła mu w oczy, przerywając kontakt z rzadka powolnymi mrugnięciami.
Parsknęła delikatnym, ciepłym śmiechem, kiedy wspomniał o pokoju i tym, że ma prawo nie wiedzieć, co dalej. Westchnęła i pokiwała głową, przyznając mu rację.
- Taak... Pokój nastolatki niespecjalnie w tym pomaga. Dobrze, że nie widziałeś mojego jednorożca. Tego zabrałam do domu. - znów wstrząsnął nią delikatny, nieco rozczulony śmiech.
Pokręciła głową, nie dowierzając temu, jak się potoczyła ta cała sprawa, i oblizała wargi, ale na wspomnienie randki uniosła brwi w zaskoczeniu i wróciła spojrzeniem na niego. Nie mówiła o randce...
- Randką? - złożyła usta w dzióbek, który uciekł trochę na bok wraz z jej spojrzeniem, w którym znowu pojawiły się chochliki.
- Poczekaj... - poprosiła, zanim opuścił spojrzenie.
Podeszła do niego bez skrępowania, skupiając spojrzenie na jego krawacie. Sięgnęła dłońmi do niego i delikatnie poprawiła węzeł, po czym podniosła powoli spojrzenie, zadzierając nieco głowę. Na jej ustach pełgał delikatny, odrobinkę szelmowski uśmiech.
- Chcę randki... Nie kawy. Randki... Ona może być na kawie. I zdecydowanie poza domem rodziców. - nawet jeśli to było takie ekscytujące, że mogli ich nakryć. - Więc jak już zdecydujesz, jak chcesz na mnie patrzeć, to może po prostu... Ty mi daj znać. Ciągle mam ten sam numer telefonu.
Z tajemniczym uśmiechem wycofała się o krok.
- Bez presji... Wiem, że masz dużo na głowie. Ale chciałabym TO sprawdzić... - zrobiła delikatny ruch dłonią między sobą a nim.
Cofnęła się w głąb pokoju, żeby spakować swoje kosmetyki i wziąć torebkę, a potem odwróciła się do drzwi i dodała:
- Shall we? Muszę jeszcze założyć buty.
Harris L. Morgan