the darkest night comes before the dawn
: pn wrz 28, 2026 11:09 pm
Było nie tak i było nie tak.
Granica była subtelna. Sam nie wiedział, kiedy Margo ją przekroczyła - Margo, która od samego początku tej sprawy wydawała mu się bardziej spięta niż zwykle, bardziej niechętna do przychodzenia do komisariatu niż przejawiała to od początku ich znajomości.
Dzisiejszy dzień przyniósł im stosunkowo spokojną dniówkę, a mimo to znajdywał ją zamyśloną, tkwiącą przy ekspresie, który zdążył już nalać kawę i patrzącą się bezmyślnie w przestrzeń. Kiedy zaś, tuż przed końcem ich oficjalnej zmiany, zostali wezwani na miejsce przez kolejne morderstwo, jej emocje były jeszcze bardziej wyczuwalne niż wcześniej.
Było bardzo wiele sensownych wytłumaczeń na to zjawisko.
Przywykł jednak, że to Mercer drążyła fakty, skrupulatnie podchodziła do swojej pracy i zadawała mnóstwo pytań. Nie spostrzegł z początku, kiedy to on przejął tę rolę - zupełnie tak, jakby wszystko odwróciło się o sto osiemdziesiąt stopni. Nagle to ona została oddelegowana do nudnego i prostego zadania, którym mogłaby zabić czas, a on przyglądał się trupowi, chodził wokół miejsca zbrodni i odnotowywał każdy ślad zaznaczony przez techników.
I teraz, gdy odpowiedziała mu pobieżnie i nie wchodząc w szczegóły, by nagle zmienić temat na kamery monitoringu, coś w jego intuicji wreszcie zaskoczyło. Elementy układanki, które wcześniej złożył w sposób, który wydawał mu się sensowny, nagle wydawały mu się powyginane, zmuszone do tkwienia obok siebie choć nigdy nie było im to przeznaczone.
Nagle patrzył na coś zupełnie innego z tym rosnącym przekonaniem, że coś było nie tak.
- Miał kominiarkę. Ściągają nagrania z kamer z banku i wszystkich w okolicy. Jeśli uda im się go zidentyfikować, dowiemy się później. Albo jutro - odpowiedział zdawkowo, skinieniem głowy żegnając się z jednym z oficerów, jakoś odruchowo. Zorientował się, że zawsze ten element był w trakcie ich pracy, choć on przecież ze swoim chamstwem nie witał się ani nie żegnał z nikim, zwyczajnie wchodził i zaczynał pracować.
To zawsze ona to robiła, a teraz on, odruchowo, wypełnił lukę, podczas gdy ona wymaszerowała do samochodu. Jego wzrok tkwił utkwiony w jej plecach gdy stał jeszcze przez chwilę w miejscu, patrząc, jak ta pieprzona układanka przekształca się na jego oczach.
Drzwi samochodu zamknęły się z głuchym odgłosem, wypełniając przestrzeń między nimi ciszą, w której miały paść jej słowa. Wyczuwał je, czekał na nie, tkwiąc obok, wpatrując się uparcie w świat po drugiej stronie szyby i zastanawiając skąd wzięło się to paskudne wrażenie w jego trzewiach, którego nie potrafił się pozbyć.
Odpowiedź przyszła bardzo szybko.
- Co? - warknięcie wydarło się z jego ust zbyt gwałtowne, zbyt ostre by docenić szczerość, na którą się zdecydowała. Jego głowa odwróciła się w jej stronę, spoglądając na profil kobiety, która n i g d y nie kłamała.
Która wręcz zarzucała mu fałsz tak wiele razy, że nie byłby w stanie tego wszystkiego zliczyć. Która nienawidziła tego, jak wiele przed nią ukrywał, a teraz trzymała w sobie własne, potajemne konwersacje z pieprzoną mafią.
- Kiedy? - wycedził, starając się podejść do tego analitycznie nawet, gdy w jego żyłach pojawiło się znajome ciepło wściekłości. - Co kazał ci zrobić?
Foster, Foster. Dlatego nie chciała wejść do tego banku. Dlatego nie chciała nawet przyjrzeć się sprawie, podczas gdy on, jak idiota, próbował wypełniać swój policyjny obowiązek.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś?
kłamczuszek mercer
Granica była subtelna. Sam nie wiedział, kiedy Margo ją przekroczyła - Margo, która od samego początku tej sprawy wydawała mu się bardziej spięta niż zwykle, bardziej niechętna do przychodzenia do komisariatu niż przejawiała to od początku ich znajomości.
Dzisiejszy dzień przyniósł im stosunkowo spokojną dniówkę, a mimo to znajdywał ją zamyśloną, tkwiącą przy ekspresie, który zdążył już nalać kawę i patrzącą się bezmyślnie w przestrzeń. Kiedy zaś, tuż przed końcem ich oficjalnej zmiany, zostali wezwani na miejsce przez kolejne morderstwo, jej emocje były jeszcze bardziej wyczuwalne niż wcześniej.
Było bardzo wiele sensownych wytłumaczeń na to zjawisko.
Przywykł jednak, że to Mercer drążyła fakty, skrupulatnie podchodziła do swojej pracy i zadawała mnóstwo pytań. Nie spostrzegł z początku, kiedy to on przejął tę rolę - zupełnie tak, jakby wszystko odwróciło się o sto osiemdziesiąt stopni. Nagle to ona została oddelegowana do nudnego i prostego zadania, którym mogłaby zabić czas, a on przyglądał się trupowi, chodził wokół miejsca zbrodni i odnotowywał każdy ślad zaznaczony przez techników.
I teraz, gdy odpowiedziała mu pobieżnie i nie wchodząc w szczegóły, by nagle zmienić temat na kamery monitoringu, coś w jego intuicji wreszcie zaskoczyło. Elementy układanki, które wcześniej złożył w sposób, który wydawał mu się sensowny, nagle wydawały mu się powyginane, zmuszone do tkwienia obok siebie choć nigdy nie było im to przeznaczone.
Nagle patrzył na coś zupełnie innego z tym rosnącym przekonaniem, że coś było nie tak.
- Miał kominiarkę. Ściągają nagrania z kamer z banku i wszystkich w okolicy. Jeśli uda im się go zidentyfikować, dowiemy się później. Albo jutro - odpowiedział zdawkowo, skinieniem głowy żegnając się z jednym z oficerów, jakoś odruchowo. Zorientował się, że zawsze ten element był w trakcie ich pracy, choć on przecież ze swoim chamstwem nie witał się ani nie żegnał z nikim, zwyczajnie wchodził i zaczynał pracować.
To zawsze ona to robiła, a teraz on, odruchowo, wypełnił lukę, podczas gdy ona wymaszerowała do samochodu. Jego wzrok tkwił utkwiony w jej plecach gdy stał jeszcze przez chwilę w miejscu, patrząc, jak ta pieprzona układanka przekształca się na jego oczach.
Drzwi samochodu zamknęły się z głuchym odgłosem, wypełniając przestrzeń między nimi ciszą, w której miały paść jej słowa. Wyczuwał je, czekał na nie, tkwiąc obok, wpatrując się uparcie w świat po drugiej stronie szyby i zastanawiając skąd wzięło się to paskudne wrażenie w jego trzewiach, którego nie potrafił się pozbyć.
Odpowiedź przyszła bardzo szybko.
- Co? - warknięcie wydarło się z jego ust zbyt gwałtowne, zbyt ostre by docenić szczerość, na którą się zdecydowała. Jego głowa odwróciła się w jej stronę, spoglądając na profil kobiety, która n i g d y nie kłamała.
Która wręcz zarzucała mu fałsz tak wiele razy, że nie byłby w stanie tego wszystkiego zliczyć. Która nienawidziła tego, jak wiele przed nią ukrywał, a teraz trzymała w sobie własne, potajemne konwersacje z pieprzoną mafią.
- Kiedy? - wycedził, starając się podejść do tego analitycznie nawet, gdy w jego żyłach pojawiło się znajome ciepło wściekłości. - Co kazał ci zrobić?
Foster, Foster. Dlatego nie chciała wejść do tego banku. Dlatego nie chciała nawet przyjrzeć się sprawie, podczas gdy on, jak idiota, próbował wypełniać swój policyjny obowiązek.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś?
kłamczuszek mercer