tinder date
: ndz lis 01, 2026 8:18 pm
- Teraz będę myślał do jakich niecnych planów chcesz mnie wykorzystać, że aż musisz mnie przekupić - zażartował w odpowiedzi na jej prze-poważne wyznanie o posiadaniu wiedzy eksperckiej z zakresu przygotowywania przekąsek czy może dobierania przekąsek. Zdumiewało go z każdą chwilą to, jak łatwo idzie mu prowadzsenie rozmowy z Moną, jakby się znali od kilku lat, a przecież to niemożliwe! Ostatnio taki dobry vibe miał tylko ze swoją przyjaciółką, z którą coraz mocniej się w ostatnich dniach rozjeżdżali światopoglądowo i nagle okazało się, że wszechświat podrzucił mu nową osobę, która może była właśnie tym, kogo potrzebował.
- Zaraz się okaże, że masz poziom jak z rankingu ATP, a ja się chcę wygłupiać i ci lekkie piłki zagrywać - ależ mu się spodobała ta jej zadziorność sportowa, to była cecha której ciężko byłoby się nauczyć na starość, wyrastało sie z tego, kiedy od maleńkości uczestniczyło się w różnego rodzaju rywalizacjach. On jako były hokeista miał to we krwi, cała jego rodzina miała to we krwi i jak tu zaczyna wyczuwać, Mona też miała w sobie coś takiego. Pokiwał szybko głową. - Ten sam, słyszałaś za co wyleciał? - dopytuje nagle, jakby po chwili zastanowienia. Wspólne obgadywanie kogoś to też było coś co zbliżało, a Peter akurat całkiem lubił ploteczki, chociaż rzadko je pamiętał, miał na nie czas, czy kojarzył co i jak. No ale jeżeli Mona nie słyszała, to Peter jej szybko streścił jakie latały o nim plotki - Słyszałem, że było podejrzenie, że ma fotki małych dziewczyn na kompie. Policja kiedyś zabrala jego laptop firmowy z klubu - wzruszył ramionaim, bo to taka historia mało romantyczna na pierwszą randkę.
Miejscami miękka a miejscami szorstka sierść na łbie Lokiego była w pewnej chwili jedynym łącznikiem z prawdziwym światem, bo kiedy powiedział komplement Monie, a ta się wyraźnie speszyła i opuszcza wzrok z rumieńcem na policzkach, przyjemny dreszcz przebiegł po klatce piersiowej Petera. Nie mógł inaczej sobie nazwać tego co się tu działo, jak jedna z najsłodszych reakcji jakie widział. I wpatruje się w nią z lekkim niedowierzaniem i ciepłem w oczach.
- Mówiłem o dawaniu prezentów, ale zgadzam się z oboma konceptami - przyznał w końcu, biorąc powoli wdech, nieprzerwanie szukając w jej twarzy słów, których nie mówiła. Nie widział ich jeszcze, bo znał ją dopiero kilka chwil. Może kiedyś nauczy się czytać mimkę jej policzków, to że kiedy spuszcza wzrok, to układa swoje myśli. To co mówiła zabrzmiało bardzo znajomo, aż jeden z kącików jego ust powędrował do góry. Dokładnie tak czuł się w chwili tuż przed wejściem na lód. Kiedy patrzył na swoje odbicie w drzwiach na korytarzu, wkładał kask i wjeżdżał na lód. Kiedy na chwilę przed tym, jak krążek hokejowy opadnie z głuchym dźwiękiem na lód. - Tak jakby w tej jednej chwili liczyła się tylko jedna rzecz i wiesz, że oddasz jej całego siebie - dokończył po niej, wspominając to uczucie i nagle okazuje sie, że i on patrzył gdzieś w bok myślami będąc przy swojej pierwszej miłości - hokeju.
- Przyznam się, że jak tylko zamarza jezioro to wskakuje na lód, ale to już nie to samo. Chciałbym, nie myśl, że nie myślę o tym za każdym razem jak widzę jak chłopaki zostawiają siódme poty na lodowisku... Chciałbym być na ich miejscu, ten zawód to marzenie- wsadził ręce w kieszenie spodni i kiwa głową na boki - Ale teraz musze uważać na to, żeby sie nie przeciążać i często ciężko mi... się w pełni skupić i wkręcić w grę, jeżeli wiesz o czym mówię - zmarszczył czoło, w sumie nigdy wcześniej nie mowił o swoich problemach z tym, że własne ciało sprawia, że wzbrania się przed rzuceniem się za krążkiem z takim samym zapałem jak kiedyś, kiedy grał. Kristin wcale nie chciała tego słuchać, a Wendy robiła wielkie oczy i chociaż starała się go zrozumieć, to nic nie rozumiała.
Wytrząsa głowę z tego zastanowienia melancholijnego i uśmiecha sie do niej po raz kolejny.
- Ale obiecałem ci przejażdżkę. Jesteś gotowa? - spytał nagle, ale zamiast znów ją złapać za rękę to odwraca się w strone Lokiego. - Czy będzie pan bardzo obrażony, jeżeli zabiorę Monę i opuścimy pana na jakiś czas? - mówi oficjalnym tonem i rzucił jej rozbawione spojrzenie. Koń nie wiadomo czy rozumie czy nie, ale może faktycznie rozumie więcej niż się wydaje, bo ruszył nogą i machnął głową na co Peter wzruszył ramionami. - Wezmę to za dobry omen. Chodźmy - i skoro zostawili Lokiego i ruszyli spowrotem do jego auta, Peter zastanawiał się jak ma ugryźć to, że mimo całej tej casualowej otoczki, chciałby jednak dowiedzieć się, czego Mona oczekuje od tych maplinderowych poszukiwań. A może to nie były wcale poszkiwania? Otworzył jej drzwi do autka i kiedy przechodził na swoje miejsce - kierowcy, to uznał, że niektóre wersje pytania zabrzmiały ultra creepersko. Wsiadł, położył rękę na kierownicy, drugą na skrzyni biegów i spojrzał na Monę na siedzeniu pasażera. Mógłby sie przyzwyczaić do takiego widoku. Zwrócił spojrzenie spowrotem na drogę i ruszył.
- Więc Mona... opowiesz mi coś o swoim love life?
Mona Delacroix
- Zaraz się okaże, że masz poziom jak z rankingu ATP, a ja się chcę wygłupiać i ci lekkie piłki zagrywać - ależ mu się spodobała ta jej zadziorność sportowa, to była cecha której ciężko byłoby się nauczyć na starość, wyrastało sie z tego, kiedy od maleńkości uczestniczyło się w różnego rodzaju rywalizacjach. On jako były hokeista miał to we krwi, cała jego rodzina miała to we krwi i jak tu zaczyna wyczuwać, Mona też miała w sobie coś takiego. Pokiwał szybko głową. - Ten sam, słyszałaś za co wyleciał? - dopytuje nagle, jakby po chwili zastanowienia. Wspólne obgadywanie kogoś to też było coś co zbliżało, a Peter akurat całkiem lubił ploteczki, chociaż rzadko je pamiętał, miał na nie czas, czy kojarzył co i jak. No ale jeżeli Mona nie słyszała, to Peter jej szybko streścił jakie latały o nim plotki - Słyszałem, że było podejrzenie, że ma fotki małych dziewczyn na kompie. Policja kiedyś zabrala jego laptop firmowy z klubu - wzruszył ramionaim, bo to taka historia mało romantyczna na pierwszą randkę.
Miejscami miękka a miejscami szorstka sierść na łbie Lokiego była w pewnej chwili jedynym łącznikiem z prawdziwym światem, bo kiedy powiedział komplement Monie, a ta się wyraźnie speszyła i opuszcza wzrok z rumieńcem na policzkach, przyjemny dreszcz przebiegł po klatce piersiowej Petera. Nie mógł inaczej sobie nazwać tego co się tu działo, jak jedna z najsłodszych reakcji jakie widział. I wpatruje się w nią z lekkim niedowierzaniem i ciepłem w oczach.
- Mówiłem o dawaniu prezentów, ale zgadzam się z oboma konceptami - przyznał w końcu, biorąc powoli wdech, nieprzerwanie szukając w jej twarzy słów, których nie mówiła. Nie widział ich jeszcze, bo znał ją dopiero kilka chwil. Może kiedyś nauczy się czytać mimkę jej policzków, to że kiedy spuszcza wzrok, to układa swoje myśli. To co mówiła zabrzmiało bardzo znajomo, aż jeden z kącików jego ust powędrował do góry. Dokładnie tak czuł się w chwili tuż przed wejściem na lód. Kiedy patrzył na swoje odbicie w drzwiach na korytarzu, wkładał kask i wjeżdżał na lód. Kiedy na chwilę przed tym, jak krążek hokejowy opadnie z głuchym dźwiękiem na lód. - Tak jakby w tej jednej chwili liczyła się tylko jedna rzecz i wiesz, że oddasz jej całego siebie - dokończył po niej, wspominając to uczucie i nagle okazuje sie, że i on patrzył gdzieś w bok myślami będąc przy swojej pierwszej miłości - hokeju.
- Przyznam się, że jak tylko zamarza jezioro to wskakuje na lód, ale to już nie to samo. Chciałbym, nie myśl, że nie myślę o tym za każdym razem jak widzę jak chłopaki zostawiają siódme poty na lodowisku... Chciałbym być na ich miejscu, ten zawód to marzenie- wsadził ręce w kieszenie spodni i kiwa głową na boki - Ale teraz musze uważać na to, żeby sie nie przeciążać i często ciężko mi... się w pełni skupić i wkręcić w grę, jeżeli wiesz o czym mówię - zmarszczył czoło, w sumie nigdy wcześniej nie mowił o swoich problemach z tym, że własne ciało sprawia, że wzbrania się przed rzuceniem się za krążkiem z takim samym zapałem jak kiedyś, kiedy grał. Kristin wcale nie chciała tego słuchać, a Wendy robiła wielkie oczy i chociaż starała się go zrozumieć, to nic nie rozumiała.
Wytrząsa głowę z tego zastanowienia melancholijnego i uśmiecha sie do niej po raz kolejny.
- Ale obiecałem ci przejażdżkę. Jesteś gotowa? - spytał nagle, ale zamiast znów ją złapać za rękę to odwraca się w strone Lokiego. - Czy będzie pan bardzo obrażony, jeżeli zabiorę Monę i opuścimy pana na jakiś czas? - mówi oficjalnym tonem i rzucił jej rozbawione spojrzenie. Koń nie wiadomo czy rozumie czy nie, ale może faktycznie rozumie więcej niż się wydaje, bo ruszył nogą i machnął głową na co Peter wzruszył ramionami. - Wezmę to za dobry omen. Chodźmy - i skoro zostawili Lokiego i ruszyli spowrotem do jego auta, Peter zastanawiał się jak ma ugryźć to, że mimo całej tej casualowej otoczki, chciałby jednak dowiedzieć się, czego Mona oczekuje od tych maplinderowych poszukiwań. A może to nie były wcale poszkiwania? Otworzył jej drzwi do autka i kiedy przechodził na swoje miejsce - kierowcy, to uznał, że niektóre wersje pytania zabrzmiały ultra creepersko. Wsiadł, położył rękę na kierownicy, drugą na skrzyni biegów i spojrzał na Monę na siedzeniu pasażera. Mógłby sie przyzwyczaić do takiego widoku. Zwrócił spojrzenie spowrotem na drogę i ruszył.
- Więc Mona... opowiesz mi coś o swoim love life?
Mona Delacroix