Strona 2 z 2

my uber driver is a crazy bitch

: śr wrz 23, 2026 10:10 pm
autor: Effie Granger
Wieść o znalezieniu Szyszki, choć w sumie dosyć niespodziewana, momentalnie poprawiła ich nastroje.
— Widzisz, mówiłam, że psy są szalenie mądre! — Effie ucieszyła się tak, jakby chodziło o jej własnego psiaka. Wkręciła się w poszukiwania Szyszki tak bardzo, że w sumie poczuła z nią jakąś więź — mimo że nawet jej jeszcze na oczy nie zobaczyła. Teraz liczyła jednak po cichu na to, że chociaż będzie mogła ją pogłaskać. — Mam tylko nadzieję, że ten twój sąsiad to w miarę ogarnięty i faktycznie jej przypilnuje, nie jak ten jełop, co drzwi za sobą nie zamknął.
Znalezienie Szyszki miało jeszcze jeden plus — mogli zawijać wroty z powrotem do miasta i schronić się przed jesienną ulewą w suchym i ciepłym wnętrzu samochodu. Zdecydowanie nie uśmiechało jej się łażenie po lesie w skąpych ciuszkach (chyba że byłaby w towarzystwie jakiegoś zamaskowanego przystojniaka lub tajemniczej, niedostępnej niewiasty), a już tym bardziej nie uśmiechało jej się łażenie w skąpych ciuszkach i to w deszczu.
Niestety, niewiele miała do powiedzenia w tej kwestii — zanim dotarli z powrotem do samochodu, Effie dosłownie ociekała wodą. Z jej hollywoodzkich fal zostały smętne strąki, ale przynajmniej wodoodporny makijaż trzymał się mur-beton.
— Jak najszybciej mówisz? — Effie błysnęły oczy i mogła sobie dać rękę uciąć, że w tamtym momencie zobaczyła, jak twarz Maggio blednie, a ten zaczyna kwestionować wszystkie swoje dotychczasowe wybory życiowe. Nie zamierzała jednak postępować wbrew jego woli. Wystarczyło tylko jedno słowo, żeby opony zapiszczały na popękanym asfalcie, a silnik prawie wyskoczył spod maski, kiedy ruszyli z kopyta z powrotem w stronę centrum miasta.
Z głośników ryczała muzyka, silnik wył, pracując na najwyższych obrotach, Effie darła się do swoich własnych piosenek, a Maggio chyba raz czy dwa wyrwały się pełne trwogi słowa „Jezus Maria”, ale jakimś cudem dojechali w jednym kawałku z powrotem w okolice domu chłopaka. Tam, pod niewielkim daszkiem ponad wejściem do klatki, kucał jakiś facet, zaciekle głaszcząc… Szyszkę.
Jej nowy znajomy momentalnie zapomniał o wariackiej jeździe i o tym, że jest kompletnie przemoczony, bo wystrzelił jak z procy ku swojej zgubie. Effie, niewiele myśląc, wysiadła za nim, chcąc się chociaż przywitać ze zwierzakiem, dla którego tak paliła gumę.

sysunia? ja nie mogę, niebo w gębie

my uber driver is a crazy bitch

: śr wrz 23, 2026 10:34 pm
autor: Maggio Winters
Nie pamiętał już, kiedy ostatnim razem odczuł taką ulgę. Miał wrażenie, że cały ciężar, który wcześniej spoczywał na jego barkach, z głośnym impetem uderzył o ziemię, zrzucony z ciała biochemika. Miał ochotę z radości skakać, porywając przy tym w objęcia niewiastę, która mu pomogła - opanował się jednak zdając sobie sprawę, że posądzenie o molestowanie było ostatnim, czego potrzebował. Takie oskarżenia bowiem ciągnęły się za człowiekiem latami, nie odpuszczając.
Dał się porwać dziewczynie ponownie na szaloną przejażdżkę, tym razem targany znacznie bardziej pozytywnymi emocjami. Zdawało się, że nawet jej brawurowa jazda nie robiła już na nim takiego wrażenia, jak z początku (chociaż nadal na ostrych zakrętach bladła mu twarz) - może za sprawą pijanego szczęścia, może dlatego, że po prostu minął pierwszy szok i zdążył się przyzwyczaić. A może po prostu pogodził się z myślą, że zostanie roztrzaskany o drzewo, jeśli tylko jego kierowca nie wyhamuje na czas.
Kiedy tylko znaleźli się pod blokiem, przy akompaniamencie ostrego pisku opon, wystrzelił z samochodu pędząc do psa równie szybko, jak chwilę wcześniej pędziła Effie.
-Jesteś kochana! Tak za tobą tęskniłem. Nigdy więcej mi tego nie rób, dobrze? - wytarmosił uszczęśwlionego psa za uszy, napawając się miękkością znajomej sierści. Chociaż był niebywale szczęśliwy, nie miał zamiaru odpuszczać Ricky’emu, który był sprawcą całego zajścia. Jasne, może dzięki niemu poznał naprawdę fascynującą osobę, ale ile stresu się przy tym najadł!
-Dziękuję, że ją pan przypilnował - uśmiechnął się do sąsiada.
-To naprawdę żaden problem. Od dłuższego czasu siedziała spokojnie przed budynkiem, jakby czekała - powiedział starszy mężczyzna, dumny z siebie, że mógł się na coś przydać. W dzisiejszym świecie młodzi zapominali o starszyźnie.
-Patrz kochana, ta wspaniała dziewczyna pomogła mi cię szukać - wskazał na Effie, która się przy nich znalazła. Szyszka, jakby wyczuwając, że ma do czynienia z kimś kogo warto lubić, skoczyła na nią, brudząc ubrania. - Chcesz wpaść na herbatę? Jeśli masz czas możemy opowiedzieć SzySzy jak i gdzie jej szukaliśmy - zaproponował w ramach podziękowania, mając przy okazji zamiar dowiedzieć się, gdzie blondynka mieszkała, by mógł ostatecznie posłać jej piękny bukiet kwiatów.

❀ KONIEC ❀


eufemizm