you're so damn cozy
: pn paź 19, 2026 12:10 am
Nie wątpiła w umiejętności aktorskie Milagros. Była przecież taka zdolna! Coven była nią absolutnie zafascynowana i pewnie mogłaby wymienić przynajmniej kilka powodów, dla których uważała ją za wyjątkową. Zastanawiała się tylko, czy sama dałaby się nabrać, gdyby Fontaine nagle zaczęła zgrywać nieśmiałą. Chyba znały się już zbyt dobrze pod wieloma względami, żeby uwierzyła w to na poważnie. Nie po tym, co Mili wyprawiała z nią w łóżku, a przecież lądowały w nim razem całkiem często. Trudno było potem udawać, że ma się do czynienia z niewinną dziewczyną, która rumieni się na samą myśl o pocałunku. Oczywiście Fontaine mogła ją jeszcze czymś zaskoczyć, bo Bremers nie była na tyle zarozumiała, żeby zakładać, że wie o niej absolutnie wszystko. Ale jeśli rzeczywiście zamierzała odegrać rolę nieśmiałej panienki, musiałaby się naprawdę postarać.
— Chcę — odparła bez namysłu. Jasne, że chciała. I to jeszcze jak! — Zostaniemy u mnie, ja założę tę kieckę, a ty pokażesz mi tę swoją nieśmiało stronę — zaproponowała z łobuzerskim uśmiechem. Ciekawe, jaka Fontaine wtedy będzie cwana!
Zaśmiała się głośno, kiedy dziewczyna zaczęła wskazywać jej miejsca, na których dziewczyna pragnęła zostawić jej ślady na szyi. Czy naprawdę uważała, że Coven będzie mieć cokolwiek przeciwko? Przecież sama ją do tego zachęcała, więc dlaczego miałaby nagle zmienić zdanie? Musiałaby być jakaś totalnie niepoważna.
— To obietnica czy groźba? — zapytała jeszcze zaczepnie, wzdrygając się niekontrolowanie pod wpływem jej dotyku. Nikt nie działał na nią tak, jak Milagros Fontaine.
Dobrze, że w końcu wyszły z tego samochodu, bo na bank zaczęłyby się do siebie dobierać. Musiały się wstrzymać przynajmniej do drogi powrotnej. Nikt nie powiedział, że to będzie łatwe, ale to będzie dla nich dobra próba. Ile wytrzymają bez wzajemnego obłapiania? Pół godziny? I to przy dobrych wiatrach!
— Jara cię, że potrafię gotować? Nie masz zbyt wielu wymagań, co? Wystarczy ci zgrabny tyłek i dobre jedzenie. Mój tata robił przetwory odkąd pamiętam, więc coś tam zapamiętałam. Wbrew pozorom to nie jest takie trudne — pokiwała głową, kiedy przemierzały kolejne alejki z dyniami. Było ich tak dużo, że wybór będzie naprawdę trudny. Te duże nie oznaczały jednak, że będą w środku miały dużo miąższu. Nie mogły patrzeć tylko na wielkość!
Przystanęła w miejscu, obserwując z rozbawieniem, jak Mili poklepuje upatrzoną przez siebie dynię.
— Mi też tak zrobisz? — zapytała. No nie mogła się powstrzymać! Chyba zamiast odstresować się klimatem panującym na farmie, to wyjdą stąd totalnie nakręcone. — Zostawmy je na razie i chodźmy spróbować tamtych wypieków — ruchem głowy wskazała na jedną z budek. Nie będą przecież taszczyć ze sobą dyń przez wszystkie stoiska. Lepiej najpierw rozejrzeć się dookoła, skosztować lokalnych przysmaków, a dopiero później zacząć dźwigać dynie do samochodu.
Wyciągnęła rękę do Fontaine i uśmiechnęła się do niej uroczo, zachęcając ją do tego, żeby ujęła jej dłoń w swoją.
Milagros
— Chcę — odparła bez namysłu. Jasne, że chciała. I to jeszcze jak! — Zostaniemy u mnie, ja założę tę kieckę, a ty pokażesz mi tę swoją nieśmiało stronę — zaproponowała z łobuzerskim uśmiechem. Ciekawe, jaka Fontaine wtedy będzie cwana!
Zaśmiała się głośno, kiedy dziewczyna zaczęła wskazywać jej miejsca, na których dziewczyna pragnęła zostawić jej ślady na szyi. Czy naprawdę uważała, że Coven będzie mieć cokolwiek przeciwko? Przecież sama ją do tego zachęcała, więc dlaczego miałaby nagle zmienić zdanie? Musiałaby być jakaś totalnie niepoważna.
— To obietnica czy groźba? — zapytała jeszcze zaczepnie, wzdrygając się niekontrolowanie pod wpływem jej dotyku. Nikt nie działał na nią tak, jak Milagros Fontaine.
Dobrze, że w końcu wyszły z tego samochodu, bo na bank zaczęłyby się do siebie dobierać. Musiały się wstrzymać przynajmniej do drogi powrotnej. Nikt nie powiedział, że to będzie łatwe, ale to będzie dla nich dobra próba. Ile wytrzymają bez wzajemnego obłapiania? Pół godziny? I to przy dobrych wiatrach!
— Jara cię, że potrafię gotować? Nie masz zbyt wielu wymagań, co? Wystarczy ci zgrabny tyłek i dobre jedzenie. Mój tata robił przetwory odkąd pamiętam, więc coś tam zapamiętałam. Wbrew pozorom to nie jest takie trudne — pokiwała głową, kiedy przemierzały kolejne alejki z dyniami. Było ich tak dużo, że wybór będzie naprawdę trudny. Te duże nie oznaczały jednak, że będą w środku miały dużo miąższu. Nie mogły patrzeć tylko na wielkość!
Przystanęła w miejscu, obserwując z rozbawieniem, jak Mili poklepuje upatrzoną przez siebie dynię.
— Mi też tak zrobisz? — zapytała. No nie mogła się powstrzymać! Chyba zamiast odstresować się klimatem panującym na farmie, to wyjdą stąd totalnie nakręcone. — Zostawmy je na razie i chodźmy spróbować tamtych wypieków — ruchem głowy wskazała na jedną z budek. Nie będą przecież taszczyć ze sobą dyń przez wszystkie stoiska. Lepiej najpierw rozejrzeć się dookoła, skosztować lokalnych przysmaków, a dopiero później zacząć dźwigać dynie do samochodu.
Wyciągnęła rękę do Fontaine i uśmiechnęła się do niej uroczo, zachęcając ją do tego, żeby ujęła jej dłoń w swoją.
Milagros
