karma is a bitch
: ndz paź 04, 2026 9:59 pm
Finch z łatwością przychodziło bycie suką.
Szkoda tylko, że słowa czasami bolały bardziej niż czyny.
Krzywdy wypowiedziane również potrafiły siać spustoszenie i prawda była taka, że Kira swoim zachowaniem wcale nie była lepsza niż Rowan. Mąż Whitmore poniżał ją w sposób namacalny — szarpał ją, jednak dziennikarka swoimi tekstami z rynsztoka wcale nie była lepsza. Poniżała ją słownie i to było równie okrutne. Kuło prosto w serce. Może nawet bardziej niż te siniaki, które Daisy nosiła na ciele? Sama do końca nie rozumiała, dlaczego tak bardzo ją to ruszało, ale ruszało. Może faktycznie zależało jej na Kirze bardziej niż chciała się przyznać. Na jej zdaniu. Na tym, żeby była blisko. I może też dlatego te wszystkie posiciski sprawiły, że Whitmore powoli się zamykała. Odsuwała. Przesuwała w stronę ściany aż nie skończyła w samym rogu, na podłodze, z nogami podwiniętymi do samej brody i spojrzeniem wbitym gdzieś we własne buty.
Wkurwia mnie, że pozwalasz, żeby ten kutas cię tak traktował.
— I myślisz, że jest lepiej, kiedy ty jeszcze bardziej mi dopierdalasz? — chciała rozmawiać? Proszę bardzo. Z tym akurat Daisy nie miała najmniejszego problemu. Umiała mówić o uczuciach i o tym, jak ktoś potrafił ją zranić. Przecież z Rowanem też nie raz rozmawiała o tym, jak czasami się zachowywał. Z tą różnicą, że on przepraszał, a potem robił to samo. A w ostatnim czasie to w ogóle wychodził z założenia, że problemu wcale nie było. — To nie jest takie proste, Kira — westchnęła ciężko, nie potrafiąc tak po prostu odpowiedzieć na jej pytania do kiedy to jeszcze potrwa. — NIe oczekuje, że to zrozumiesz, ale kurwa, jak funkcjonujesz z kimś prawie całe życie, to… to po prostu nie jest łatwe — zrobić ten najtrudniejszy krok. Postawić się. Postawić na siebie. Nigdy nie potrafiła tego robić. Już za czasów szkolnych, kiedy chciała iść na reżyserkę, a przecież skończyła na dziennikarstwie tlyko dlatego, żeby być z nim. Dla niego. Wszystko zawsze robiła dla innych. Nigdy dla siebie.
Do czasu.
Bo akurat wtedy, w domu Finch… raz, raz kurwa postawiła na impuls. Nagły zryw, który kazał jej pocałować. Skosztować słodkich ust Kiry i dowiedzieć się, jak to było całować kobietę, przy której szybciej biło jej serce. Z ciekawości, a może z czegoś więcej. Tak po prostu. Bez zobowiązań. Głupio myślała, że to po prostu rozejdzie się po kościach, że będzie można uniknąć tego tematu… a tu nagle, pośrodku pieprzonego składzika on wrócił do niej jak bumerang. W najmniej oczekiwanym momencie. Właściwie gorszego Finch serio nie mogła wybrać.
— Serio teraz chcesz o tym rozmawiać? — jęknęła pretensjonalnie, zadzierając głowę na Finch i patrząc w jej szare, hipnotyzujące oczy. PRzez chwile. Kilka sekund. Może kilkanaście. A potem schowała twarz w dłoniach, oddychając ciężko. Bo co ona miała jej powiedzieć? — Już cię przepraszałam za ten pocałunek — mruknęła w końcu, wciąż ze schowaną twarzą gdzieś między nogami. Nie chciała o tym rozmawiać. Rzygać jej się chciało na sama myśl, a serce zdawało się chcieć eksplodować. A jednak była dorosłą osobą. Skoro odjebala, musiała wziąć odpowiedzialność za swoje czyny i przestać przed tym uciekać. Chociaż przed tym. — Nie wiem, co mam ci jeszcze powiedzieć? — spuściła dłonie, waląc głową o ścianę z tyłu i łapiąc jej spojrzenie. — Przecież nie miałam tego zaplanowanego. To… po prostu sie stało. Nie wiem czemu, po prostu nagle poczułam cholerną potrzebę, żeby cię pocałować — wzruszyła ramionami, bo chociaż brzmiało to i d i o t y c z n i e, to przecież taka była prawda. Dokładnie taka, jak właśnie powiedziała na głos.
kira
Szkoda tylko, że słowa czasami bolały bardziej niż czyny.
Krzywdy wypowiedziane również potrafiły siać spustoszenie i prawda była taka, że Kira swoim zachowaniem wcale nie była lepsza niż Rowan. Mąż Whitmore poniżał ją w sposób namacalny — szarpał ją, jednak dziennikarka swoimi tekstami z rynsztoka wcale nie była lepsza. Poniżała ją słownie i to było równie okrutne. Kuło prosto w serce. Może nawet bardziej niż te siniaki, które Daisy nosiła na ciele? Sama do końca nie rozumiała, dlaczego tak bardzo ją to ruszało, ale ruszało. Może faktycznie zależało jej na Kirze bardziej niż chciała się przyznać. Na jej zdaniu. Na tym, żeby była blisko. I może też dlatego te wszystkie posiciski sprawiły, że Whitmore powoli się zamykała. Odsuwała. Przesuwała w stronę ściany aż nie skończyła w samym rogu, na podłodze, z nogami podwiniętymi do samej brody i spojrzeniem wbitym gdzieś we własne buty.
Wkurwia mnie, że pozwalasz, żeby ten kutas cię tak traktował.
— I myślisz, że jest lepiej, kiedy ty jeszcze bardziej mi dopierdalasz? — chciała rozmawiać? Proszę bardzo. Z tym akurat Daisy nie miała najmniejszego problemu. Umiała mówić o uczuciach i o tym, jak ktoś potrafił ją zranić. Przecież z Rowanem też nie raz rozmawiała o tym, jak czasami się zachowywał. Z tą różnicą, że on przepraszał, a potem robił to samo. A w ostatnim czasie to w ogóle wychodził z założenia, że problemu wcale nie było. — To nie jest takie proste, Kira — westchnęła ciężko, nie potrafiąc tak po prostu odpowiedzieć na jej pytania do kiedy to jeszcze potrwa. — NIe oczekuje, że to zrozumiesz, ale kurwa, jak funkcjonujesz z kimś prawie całe życie, to… to po prostu nie jest łatwe — zrobić ten najtrudniejszy krok. Postawić się. Postawić na siebie. Nigdy nie potrafiła tego robić. Już za czasów szkolnych, kiedy chciała iść na reżyserkę, a przecież skończyła na dziennikarstwie tlyko dlatego, żeby być z nim. Dla niego. Wszystko zawsze robiła dla innych. Nigdy dla siebie.
Do czasu.
Bo akurat wtedy, w domu Finch… raz, raz kurwa postawiła na impuls. Nagły zryw, który kazał jej pocałować. Skosztować słodkich ust Kiry i dowiedzieć się, jak to było całować kobietę, przy której szybciej biło jej serce. Z ciekawości, a może z czegoś więcej. Tak po prostu. Bez zobowiązań. Głupio myślała, że to po prostu rozejdzie się po kościach, że będzie można uniknąć tego tematu… a tu nagle, pośrodku pieprzonego składzika on wrócił do niej jak bumerang. W najmniej oczekiwanym momencie. Właściwie gorszego Finch serio nie mogła wybrać.
— Serio teraz chcesz o tym rozmawiać? — jęknęła pretensjonalnie, zadzierając głowę na Finch i patrząc w jej szare, hipnotyzujące oczy. PRzez chwile. Kilka sekund. Może kilkanaście. A potem schowała twarz w dłoniach, oddychając ciężko. Bo co ona miała jej powiedzieć? — Już cię przepraszałam za ten pocałunek — mruknęła w końcu, wciąż ze schowaną twarzą gdzieś między nogami. Nie chciała o tym rozmawiać. Rzygać jej się chciało na sama myśl, a serce zdawało się chcieć eksplodować. A jednak była dorosłą osobą. Skoro odjebala, musiała wziąć odpowiedzialność za swoje czyny i przestać przed tym uciekać. Chociaż przed tym. — Nie wiem, co mam ci jeszcze powiedzieć? — spuściła dłonie, waląc głową o ścianę z tyłu i łapiąc jej spojrzenie. — Przecież nie miałam tego zaplanowanego. To… po prostu sie stało. Nie wiem czemu, po prostu nagle poczułam cholerną potrzebę, żeby cię pocałować — wzruszyła ramionami, bo chociaż brzmiało to i d i o t y c z n i e, to przecież taka była prawda. Dokładnie taka, jak właśnie powiedziała na głos.
kira