Strona 2 z 3

karma is a bitch

: ndz paź 04, 2026 9:59 pm
autor: Daisy Whitmore
Finch z łatwością przychodziło bycie suką.
Szkoda tylko, że słowa czasami bolały bardziej niż czyny.
Krzywdy wypowiedziane również potrafiły siać spustoszenie i prawda była taka, że Kira swoim zachowaniem wcale nie była lepsza niż Rowan. Mąż Whitmore poniżał ją w sposób namacalny — szarpał ją, jednak dziennikarka swoimi tekstami z rynsztoka wcale nie była lepsza. Poniżała ją słownie i to było równie okrutne. Kuło prosto w serce. Może nawet bardziej niż te siniaki, które Daisy nosiła na ciele? Sama do końca nie rozumiała, dlaczego tak bardzo ją to ruszało, ale ruszało. Może faktycznie zależało jej na Kirze bardziej niż chciała się przyznać. Na jej zdaniu. Na tym, żeby była blisko. I może też dlatego te wszystkie posiciski sprawiły, że Whitmore powoli się zamykała. Odsuwała. Przesuwała w stronę ściany aż nie skończyła w samym rogu, na podłodze, z nogami podwiniętymi do samej brody i spojrzeniem wbitym gdzieś we własne buty.
Wkurwia mnie, że pozwalasz, żeby ten kutas cię tak traktował.
— I myślisz, że jest lepiej, kiedy ty jeszcze bardziej mi dopierdalasz? — chciała rozmawiać? Proszę bardzo. Z tym akurat Daisy nie miała najmniejszego problemu. Umiała mówić o uczuciach i o tym, jak ktoś potrafił ją zranić. Przecież z Rowanem też nie raz rozmawiała o tym, jak czasami się zachowywał. Z tą różnicą, że on przepraszał, a potem robił to samo. A w ostatnim czasie to w ogóle wychodził z założenia, że problemu wcale nie było. — To nie jest takie proste, Kira — westchnęła ciężko, nie potrafiąc tak po prostu odpowiedzieć na jej pytania do kiedy to jeszcze potrwa. — NIe oczekuje, że to zrozumiesz, ale kurwa, jak funkcjonujesz z kimś prawie całe życie, to… to po prostu nie jest łatwe — zrobić ten najtrudniejszy krok. Postawić się. Postawić na siebie. Nigdy nie potrafiła tego robić. Już za czasów szkolnych, kiedy chciała iść na reżyserkę, a przecież skończyła na dziennikarstwie tlyko dlatego, żeby być z nim. Dla niego. Wszystko zawsze robiła dla innych. Nigdy dla siebie.
Do czasu.
Bo akurat wtedy, w domu Finch… raz, raz kurwa postawiła na impuls. Nagły zryw, który kazał jej pocałować. Skosztować słodkich ust Kiry i dowiedzieć się, jak to było całować kobietę, przy której szybciej biło jej serce. Z ciekawości, a może z czegoś więcej. Tak po prostu. Bez zobowiązań. Głupio myślała, że to po prostu rozejdzie się po kościach, że będzie można uniknąć tego tematu… a tu nagle, pośrodku pieprzonego składzika on wrócił do niej jak bumerang. W najmniej oczekiwanym momencie. Właściwie gorszego Finch serio nie mogła wybrać.
— Serio teraz chcesz o tym rozmawiać? — jęknęła pretensjonalnie, zadzierając głowę na Finch i patrząc w jej szare, hipnotyzujące oczy. PRzez chwile. Kilka sekund. Może kilkanaście. A potem schowała twarz w dłoniach, oddychając ciężko. Bo co ona miała jej powiedzieć? — Już cię przepraszałam za ten pocałunek — mruknęła w końcu, wciąż ze schowaną twarzą gdzieś między nogami. Nie chciała o tym rozmawiać. Rzygać jej się chciało na sama myśl, a serce zdawało się chcieć eksplodować. A jednak była dorosłą osobą. Skoro odjebala, musiała wziąć odpowiedzialność za swoje czyny i przestać przed tym uciekać. Chociaż przed tym. — Nie wiem, co mam ci jeszcze powiedzieć? — spuściła dłonie, waląc głową o ścianę z tyłu i łapiąc jej spojrzenie. — Przecież nie miałam tego zaplanowanego. To… po prostu sie stało. Nie wiem czemu, po prostu nagle poczułam cholerną potrzebę, żeby cię pocałować — wzruszyła ramionami, bo chociaż brzmiało to i d i o t y c z n i e, to przecież taka była prawda. Dokładnie taka, jak właśnie powiedziała na głos.

kira :cri:

karma is a bitch

: ndz paź 04, 2026 11:12 pm
autor: kira finch
Nie czuła wyrzutów sumienia. Nie była tak empatyczna i emocjonalna jak jej starsza siostra. Była bardziej jak ojciec. Zimna, obojętna i pozornie niewzruszona na krzywdę innych. A jednak krzywda Daisy ją ruszała, chociaż sama potrafiła ranić ją naprawdę okropnymi słowami. Tyle że Kira nie potrafiła pokazać w inny sposób, że jej zależało. Bo zależało jej. Mogła sobie wmawiać, że było inaczej, mogła udawać, że cała ta sytuacja zwyczajnie ją wkurwiała, ale przecież gdyby naprawdę nic jej to nie obchodziło, zostawiłaby wszystko bez komentarza. W ogóle nie zainteresowałaby się tym, że Whitmore przychodziła do pracy cała w siniakach. Możliwe, że nawet nie zwróciłaby na to uwagi. Nie byłoby przecież żadnej rozmowy w redakcyjnej kuchni, żadnych pytań ani prób wyciągnięcia z Daisy czegokolwiek.
Ale nikt nigdy nie pokazał Kirze, jak można okazywać troskę inaczej. Nie miała w domu najlepszych wzorców. Jej rodzice nie byli szczególnie wylewni, nie okazywali sobie uczuć i raczej nie rozmawiali o emocjach. Porozumiewali się prostymi, często dość oschłymi komunikatami, a rzeczy, które dla innych ludzi były oczywistym sposobem pokazania komuś, że jest ważny, w ich domu właściwie nie istniały. Finch nauczyła się więc, że jeśli ci zależy, to po prostu robisz swoje. Nie pytasz, czy wszystko w porządku, bo przecież każdy może sam powiedzieć. Nie przytulasz, nie pocieszasz i nie mówisz, że się martwisz. Możesz za to opierdolić kogoś za podejmowanie idiotycznych decyzji i udawać, że robisz to wyłącznie dlatego, że działa ci na nerwy. W przypadku Daisy ta metoda była wyjątkowo chujowa. Ale najwyraźniej właśnie na tyle było ją stać.
— Nie wiem. Pewnie nie — mruknęła, odwracając od niej wzrok. Nie sądziła, że po czymś takim menadżerce zrobi się lepiej. Nie miała jednak pojęcia, że zamiast przejrzeć na oczy, przytłoczy ją swoimi docinkami jeszcze bardziej. — Nie twierdzę, że to jest proste. Możliwe, że nigdy nie będzie. Ale musisz w końcu pomyśleć o sobie. I o tym, co dla ciebie jest najlepsze. A Rowan... — urwała, próbując znaleźć w głowie odpowiednie słowa. Nie przychodziło jej to łatwo, bo zdecydowanie lepiej radziła sobie z rzucaniem przekleństw niż z pocieszaniem ludzi. — On nigdy się nie zmieni — dodała w końcu pewnie. — Ludzie się nie zmieniają. Sama mówiłaś, że tyle razy obiecywał ci, że to się już nie powtórzy. Że już nigdy więcej nie podniesie na ciebie ręki. I co? — zapytała, chociaż obie miały czarno na białym, jak to się skończyło.
Nie chciała poruszać tematu tamtego pocałunku. Właściwie najchętniej udawałaby, że nigdy do niego nie doszło. Ale obie sytuacje dziwnie się ze sobą zbiegały. W związku Daisy działo się źle, Whitmore kolejny raz wracała do pracy po tym, jak Rowan zrobił jej krzywdę, a potem nagle postanawiała pocałować Kirę. Dlaczego? Po co? Żeby zapomnieć? Żeby na chwilę oderwać się od tego wszystkiego? A może chodziło o coś zupełnie innego? Kira nie miała pojęcia, kim właściwie była dla Daisy w tamtym momencie. Menadżerka mogła pocałować tysiące innych osób. Mogła wybrać kogokolwiek, kto byłby mniej skomplikowany i mniej problematyczny. A jednak wybrała właśnie ją. A ona nie wiedziała, czy powinna czuć się przez to wykorzystana. Nie wiedziała nawet, czy w ogóle powinna cokolwiek czuć. Nie była najlepsza w te wszystkie dziwaczne emocje, które najwyraźniej powinny przychodzić człowiekowi naturalnie.
To po prostu się stało.
Miała ochotę fuknąć pod nosem, trochę jak kot. Ale zamiast tego zaczęła powoli kroczyć w kierunku skulonej na podłodze Daisy. A kiedy znalazła się wystarczająco blisko, przykucnęła obok i odciągnęła jej dłonie od twarzy. Przez chwilę patrzyła jej w oczy, aż w końcu opuściła jej dłoni i przysunęła się nie znacznie.
— Chodź tutaj — powiedziała, przyciągając ją do siebie tak, że menadżerka ostatecznie znalazła się w jej ramionach. — Mówiłam ci, żebyś nie przepraszała mnie za ten pocałunek. Nie była przecież zła. Ani niczego nie żałuję — wyznała szczerze, obejmując ją trochę sztywno. Siedziała napięta jak struna i dopiero pod wpływem ciężaru ciała Whitmore, jej własne zaczęło się nieznacznie odprężać.

Daisy :tuli:

karma is a bitch

: śr paź 07, 2026 4:54 pm
autor: Daisy Whitmore
Kira mogła mieć rację.
Może on się nigdy nie zmieni.
Może to odwieczne powtarzanie przepraszam jak zdartej płyty i nakręcanie całej narracji na to, że to wszytko było jej winą, wcale nie miało swojego końca? Daisy zawsze za bardzo wierzyła w ludzi. Doszukiwała się traum, z którymi trzeba im było pomóc. Wychodziła z założenia, że każdego człowieka kształtowały jakieś tam wydarzenia z przeszłości i nie powinni być za to oceniani… i okej, było to bardzo szlachetne, ale kiedy w tym wszystkim tak bardzo zatraciła siebie i własne potrzeby? Gdzie w jej głowie była ta czerwona lampka, która podpowiedziałaby, że zachowanie jej męża już dawno przestało być okej? Że tak nie zachowywał się mężczyzna szanujący swoją kobietę.
Niby to wiedziała, niby miała to gdzieś z tyłu głowy, ale jednak nie potrafiła nic z tym zrobić. Przyznać się do tego. A już na pewno nie potrafiła przyznać racji Kirze. Nawet kiedy czuła, że dziennikarka faktycznie ją miała.
Milczała więc.
Pozwoliła się Finch wygadać, nie oferując jej w zamian żadnego komentarza.
Dopiero gdy temat zszedł na pocałunek Daisy wyrzuciła z siebie kilka zdań, w tym przeprosiny. Zdecydowanie nie bo wypadało, a bo czuła wewnętrzną potrzebę przeprosin. Czuła, że to, co zrobiła było nie ma miejscu, głownie z jej strony. W końcu to ona w tym zestawieniu powinna być hetero, ona miała męża i obrączkę na palcu. Finch mogła robić, co jej się żywnie podobało i nie ponosić za to konsekwencji. Whitmore natomiast… no tutaj to już nie było wcale takie proste.
Westchnęła ciężko, czując, jak zalewa ją znowu to charakterystyczne nieprzyjemne uczucie. Jak mięśnie spinają się, a głowa ma ochotę zapaść się pod ziemie. Być wszędzie tylko nie w składziku w Toronto Sun. Problem w tym, że właśnie tam była i przez zamknięte drzwi, nie było dla niej ucieczki. Jej ciało również utknęło w rogu pomieszczenia, po tym, jak Kira kucnęła tuż przy niej. Daisy czuła, jak mocno wali jej serce w pierwsi, jak głowa wariuje, zapędzając się w zakamarki, w które zdecydowanie nie powinna.
Chodź tutaj.
Niby tak proste polecenie, a jednak w głowie Whitmore stoczyła się prawdziwa batalia pomiędzy tym, co wypadało, a co naprawdę chciała zrobić. Finalnie pomimo głosów odbijających się pod czaszką, pozwoliła Finch wziąć się w ramiona. I to pewnie był błąd, bo ten krótki jednak intensywny kontakt odblokował w jej ciele całą nową paletę emocji. Dotyk blondynki, jej bliskość spowodowały, że Daisy momentalnie zadrżała. A potem wtuliła się w nią mocno. Jak chyba nigdy wcześniej, bo raczej mało miały okazji do tego, by się przytulać i dziwo… było to tak przyjemne doświadczenie, że Whitmore na moment przymknęła oczy i po prostu zaciągnęła się znajomym zapachem. Dłonie umieściła na plecach Finch, powoli przesuwając palcami wzdłuż kręgosłupa.
— Mówisz, że nie powinnam cię za niego przepraszać, a jednak mi go wypomniałaś — zaczęła cicho, nie patrząc na nią. Twarz wciąż miała oparta o ramię Kiry. Może to był jakiś sposób na szczerą rozmowę? Biorąc pod uwagę, że już negatywnych emocji zostało kompletnie rozwianych przez tak trywialną rzecz jak uścisk. — Sama nie wiem — westchnęła, rozdmuchując blond włosy Finch, które łaskotały jej twarz. — Tyle razy powtarzałaś, że bliskość z drugim człowiekiem jest dla ciebie niczym. Że zaliczasz laski, a potem odsyłasz je z kwitkiem, że się nie przywiązujesz, więc… pomyślałam chyba, że jak cię pocałuje, to… to że nic się nie stanie — źle to brzmiało? Chyba źle, sama nie była pewna. Po prostu mówiła wszystko, co przyszło jej do głowy. Z jednej strony chciała, żeby Kira mogła zrozumieć jej zachowanie, a z drugiej przecież ona sama go nie rozumiała, to jak miała cokolwiek tłumaczyć. — Chyba głupio pomyślałam, że możesz być moją odskocznią — wyznała, równie g ł u p i o przesuwając dłonie coraz bliżej rąbka materiału koszulki Finch. Nie miała pojęcia, skąd jej się to brało. Skąd ta nagła, coraz większa potrzeba bliskości, ani skąd przyśpieszone bicie serca. — Bez konsekwencji.
Nie powinna tego mówić.
Kurwa, nie powinna. Ale nic nie mogła na to poradzić, że w składziku na miotły zabrało się jej na szczerość. I na bezczelność, bo przecież inaczej nie dało się nazwać tego, jak jedną dłonią przesuwała się w okolicy biodra Kiry, podczas gdy drugą zaplatała w jasne, blond włosy dziennikarki.

kira :stickcri:

karma is a bitch

: śr paź 07, 2026 7:32 pm
autor: kira finch
Nie oczekiwała, że Daisy przyzna jej rację. Ba, nie oczekiwała nawet, że jakkolwiek skomentuje to, co przed chwilą powiedziała. Kira doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że była jak zdarta płyta. W kółko mówiła jej o jednym i tym samym. O tym, że powinna odejść od Rowana, który jej nie szanował i o tym, że on nigdy się nie zmieni. Zapętlała się we własnych przekonaniach, ale zupełnie jej to nie przeszkadzało. Skoro Whitmore najwyraźniej potrzebowała usłyszeć to jeszcze sto tysięcy razy, Kira była gotowa powtarzać jej to sto tysięcy razy. Mogła się wściekać, mogła ją ignorować, mogła nawet kazać jej się odpierdolić. Finch i tak zamierzała wbijać jej to do głowy tak długo, aż w końcu do niej dotrze.
Nie umiała się przytulać. To było głupie, bo teoretycznie każdy powinien potrafić to robić. Nie była nawet przekonana, czy właściwie lubiła takie gesty. W jej rodzinnym domu nie były przecież czymś zupełnie obcym. Coś tam kojarzyła. Rodzice od czasu do czasu przytulali swoje córki, czasami obejmowali je na powitanie albo żegnali w ten sposób. Nie było tego jednak na tyle dużo, żeby Kira nauczyła się traktować bliskość jako coś naturalnego. Najmłodsza z sióstr nigdy nie była szczególną fanką czułych gestów. Z ludźmi też miała podobnie. Mogła poklepać kogoś po plecach, objąć znajomą osobę na zdjęciu albo zatańczyć z kimś, trzymając ją blisko siebie, ale kiedy sytuacja zaczynała wymagać prawdziwej czułości, kompletnie nie wiedziała, co właściwie powinna zrobić. Po seksie tym bardziej. Nigdy nie miała potrzeby przytulania się do drugiej osoby, leżenia w jej ramionach czy robienia z tego jakiegoś romantycznego zakończenia. Wolała się ubrać, zapalić albo zwyczajnie pójść spać. Dla niej seks był seksem i nie wymagał później całej ceremonii związanej z tuleniem się do siebie.
Dlatego teraz sama nie wiedziała, co właściwie robiła. Wiedziała tylko, że Daisy tego potrzebowała. Nawet jeśli Finch miała przy tym czuć się jak człowiek, który pierwszy raz w życiu dostał instrukcję obsługi własnych rąk.
— Nie wypominam — mruknęła gdzieś w jej szyję. — Po prostu zastanawiam mnie, dlaczego to zrobiłaś — wyjaśniła bez pretensjonalnego tonu. Chciała zrozumieć, co na tamten moment kierowało Whitmore i dlaczego postąpiła w taki sposób. Tym bardziej że była trzeźwa.
Kolejne słowa, które padły z ust menadżerki, pewnie sprawiłyby komuś innemu przykrość. Ale nie Kirze. Finch nie mogła się z nią nie zgodzić. Bo czy nie tak właśnie się zachowywała? Traktowała kobiety dość przedmiotowo, a potem udawała, że ich nie znała. Mogła być dla kogoś chwilową odskocznią albo sposobem na zapomnienie o problemach. Tyle że tym razem sytuacja była trochę inna. Pamiętała, że Daisy była w związku. I nie chodziło przecież o jakąś przypadkową laskę poznaną na imprezie, której imienia nie zdążyła nawet zapamiętać. Chodziło o Whitmore. Kobietę, którą zdążyła już polubić, choć sama nie do końca wiedziała, kiedy właściwie do tego doszło.
Odsunęła się nieznacznie, żeby móc spojrzeć w błękitne tęczówki. Odgarnęła jej niesforny kosmyk włosów za ucho, jednocześnie ujmując jej twarz w swoją dłoń. Przejechała kciukiem po jej policzku i uśmiechnęła się lekko.
— Bez konsekwencji — powtórzyła po niej, dając jej do zrozumienia, że nie miała do niej żadnego żalu. — Ale pozwól, że zrobię to tak, jak należy — wyszeptała i nachyliła się, obejmują jej usta swoimi. Jeśli miała być eksperymentem, to chciała pokazać Daisy, że na trzeźwo całuje znacznie lepiej.

Daisy :pupkabubka:

karma is a bitch

: pt paź 09, 2026 11:41 pm
autor: Daisy Whitmore
Po prostu zastanawia mnie,
dlaczego to zrobiłaś
.


Żeby ona jeszcze wiedziała…
Problem w tym, że Daisy Whitmore nie miała zielonego pojęcia.
Zazwyczaj była dobra w przestrzeganiu zasad. Robieniu tego co należy. Chodziła tam gdzie musiała, tańczyła jak jej zagrano i przez większość czasu nawet nie miała z tym większego problemu. Egzystowała w podporządkowanym przez innych świecie.
Jednak ten pocałunek?
On nie miał w sobie nic z tego co wypadało. Prawda była taka, że nie powinien mieć miejsca. Ba, Daisy nawet nie powinna o tym myśleć, a co dopiero w taki sposób wykorzystywać pijaną koleżankę. Sama nie wiedziała, co sobie wtedy myślała i jakim w ogóle cudem znalazła w sobie pokłady sił, żeby sięgnąć po usta Finch. A jednak to zrobiła. Skosztowała, licząc na to, że nie będzie z tego jakichkolwiek konsekwencji. Że jej się nie spodoba i będzie mogła powiedzieć, że tylko chciała się upewnić.
Problem w tym, że jej się spodobało.
Że myślała o tym codziennie od pamiętnego wieczoru.
I nawet teraz, gdy siedząc na chłodnej podłodze w składziku, próbowała wytłumaczyć Kirze, co siedziało w jej głowie i jak liczyła na zwykłą chwilę zapomnienia… teraz też o tym myślała. Bliskość Finch wcale w niczym nie pomagała. Znajomy zapach drażnił jej zmysły, a dotyk ciepłej dłoni na policzku sprawiał, że przez ciało Whitmore przebiegał przyjemny, elektryzujący dreszcz.
Odsunęła się nieznacznie, pozwalając, by blondynka zgarnęła jej kosmyk włosów za ucho, patrząc jej przy tym głęboko w oczy. Sama nie wiedziała, czemu jeszcze nie uciekła. Walczyła w głowę z samą sobą. Z jednej strony wiedziała, że nie powinna mieć teraz tak kosmatych myśli, a z drugiej… przecież były tu same. Zamknięte w dodatku. Nikt nie musiał się o niczym dowiedzieć. Trwały zamknięte we własnej bańce i drobnej chwili uniesienia.
Bo tym razem to ona to zrobiła.
Sięgnęła po usta Whitmore, zarzekając się, że tym razem zrobi to tak, jak należało. Daisy za nic nie wiedziała, co to mogło znacyzć, jednak z walącym w piersi sercem… pozwoliła jej na to. Pozwoliła Kirze Finch się pocałować. Zacisnęła miękkie usta na jej dolnej wardze, delikatnie zassysając, a wnętrzności dosłownie przekręciły się jej na drugą stronę. Pewnie gdyby stała w tym momencie o własnych kogach, kolana momentalnie ugięłyby się przy doznaniu, jakie właśnie doświadczała. Bo ten pocałunek był… przyjemny, dobry.
Za dobry.
Taki, który rozgrzewał ciało do czerwoności, a usta momentalnie chciały więcej. I może właśnie dlatego Whitmoee zamiast odepchnąć od siebie Kirę… wplotła palce w jej włosy i jeszcze mocniej do siebie szarpnęła, wciągając ją na siebie, przy okazji już do reszty tracąc rozum i pogłębiając pocałunek, wdzierając się między jej gorące wargi własnym językiem.
Kurwa.
Kurwa.
Kurwa.
Kurwa.

:podrywacz:

karma is a bitch

: sob paź 10, 2026 4:34 pm
autor: kira finch
Trudno było jej za nią nadążyć. Zwykle całkiem nieźle radziła sobie z ludźmi. Potrafiła wyczuć, komu lepiej nie ufać, kogo trzymać na dystans, a kogo bez większego zastanowienia zaciągnąć do łóżka. Nie twierdziła, że zawsze miała rację, ale rzadko zdarzało się, żeby ktoś naprawdę ją zaskoczył. Tymczasem Daisy Whitmore wciąż pozostawała dla niej zagadką, której nie potrafiła rozgryźć, choć im dłużej próbowała, tym bardziej ją to irytowało. Trochę zafiksowała się na jej punkcie, chociaż sama nie potrafiła wskazać konkretnego powodu. Może chodziło o to, że była niczym zakazany owoc - mężatką, do tego uwikłaną w sytuację, od której rozsądny człowiek trzymałby się z daleka. Kira nigdy nie uważała się za szczególnie rozsądną, ale przecież nie chodziło o to, żeby pakować się w cudze problemy. Przynajmniej tak sobie powtarzała. Szkoda tylko, że im częściej próbowała przekonać samą siebie, że Daisy nie powinna jej obchodzić, tym trudniej było jej przestać o niej myśleć.
W pocałunku, który zainicjowała Finch, nie było zachłanności ani pośpiechu. Pozwalała menadżerce oswoić się z kształtem swoich ust, jednocześnie przesuwając dłonie wzdłuż jej pleców. Powoli podciągnęła materiał bluzki, odsłaniając kawałek skóry, po której zaraz przesunęła paznokciami. Powiedziała przecież, że zrobi to tak, jak należy i właśnie pokazywała Daisy, jak to powinno wyglądać.
Whitmore całowała zupełnie inaczej niż wszystkie kobiety, które Kira miała do tej pory okazję całować. A było ich całkiem sporo. Mimo to Finch czuła coś, czego wcześniej nie doświadczyła i nie bardzo wiedziała, co z tym fantem zrobić. Tłumaczyła sobie, że to chwilowe, że po prostu sprzyjał im moment. Były tutaj zupełnie same, a Daisy dodatkowo znajdowała się w kiepskim stanie emocjonalnym. Może potrzebowała bliskości, może chciała na chwilę zapomnieć o całym gównie, które działo się w jej życiu. Kira mogła jej to dać. Nie musiało przecież oznaczać niczego więcej. Nie chciała dorabiać do tego pocałunku jakiejś wielkiej ideologii.
Ich języki splotły się ze sobą i - ku zdumieniu dziennikarki - pasowały do siebie zaskakująco dobrze. Zupełnie jakby nie był to ich drugi pocałunek, ale coś, co robiły już wielokrotnie. Jakby znały się na tyle dobrze, żeby nie musieć zastanawiać się nad kolejnym ruchem. Odsunęła się na moment, przelotnie spoglądając Daisy w oczy, ale zaraz przeniosła pocałunki na linię jej żuchwy i szyję. Jedna dłoń spoczywała na plecach, druga natomiast coraz śmielej przesuwała się po jej ciepłej skórze, aż palce dotarły do nagiego brzucha i powędrowały wyżej, w okolice piersi skrytych pod stanikiem.
— Mam przestać? — zapytała cicho, delikatnie przygryzając odsłonięte ramię menadżerki. Kira potrzebowała to usłyszeć. Inaczej sama nie wiedziała, w którym momencie powinna wyhamować. Nie miała pojęcia, na ile może sobie pozwolić ani czy to, co właśnie robiła, rzeczywiście sprawiało Daisy przyjemność. Jej przyspieszony oddech i sposób, w jaki wcześniej odwzajemniała pocałunki, sugerowały, że Whitmore tego chciała, ale Kira nie zamierzała opierać się wyłącznie na własnych domysłach. Może błędnie odczytywała sygnały. Może dopowiadała sobie to, na co sama miała ochotę, a potem uznawała własne wyobrażenia za fakty. Byłaby do tego zdolna, choć wyjątkowo niechętnie przyznałaby się do tego na głos. Nie zamierzała jednak robić niczego, czego Daisy by sobie nie życzyła. Wystarczyło jedno słowo. Jedno stop, a da jej tyle przestrzeni, ile potrzebowała.

Daisy 💋

karma is a bitch

: ndz paź 11, 2026 10:34 am
autor: Daisy Whitmore
Nie powinna tego robić.
Za nic nie powinna pozwalać Kirze się pocałować.
Miała męża. Człowieka, któremu przed ślubnym kobierce obiecywała miłość, wierność i uczciwość małżeńską i co? Gdzie była każda jedna z tych rzeczy? Bo na pewno nie w sercu Whitmore. A już na pewno nie wierność. Czy fakt, że robiła to z kobietą zamiast innym mężczyzna cokolwiek zmieniał? Absolutnie nie, jednak Daisy po części trochę tak tłumaczyła to sobie w głowie. Jako eksperyment, pojedyncze skosztowanie czegoś, co nijak nie wpłynie na jej dalsze życie.
Problem w tym, że wpłynęło.
A jeszcze większy, że się spodobało.
Spodobał jej się sposób, w jaki Kira ją całowała. Jak spokojnie badała jej usta, oswajając się teksturą; jak dawała im czas na lepsze zapoznanie. Nie śpieszyła się do tego, by jak najszybciej pozbyć się ubrań i sprowadzić wszystko do seksu, jak to było w przypadku Rowana. Tu chodziło o samą chwilę. I było to coś, czego Daisy wcześniej raczej nie doświadczyła.
Mimowolnie mruknęła prosto w usta dziennikarki, gdy ta przesunęła paznokciami po jej skórze tuż pod materiałem koszulki. Delikatny dreszcz przeleciał Whitmore wzdłuż kręgosłupa, a mięśnie w okolicy dotyku od razu się spięły. Było przyjemnie, aż za bardzo. Do tego stopnia, że ona naprawdę chciała więcej. Sprawdzić, gdzie kończyła się ta granica. Dowiedzieć się, co jeszcze można było czuć przy innej kobiecie, a o czym ona nawet nie miała bladego pojęcia.
Kiedy Kira oderwała się od jej ust, Daisy ciężko złapała powietrze w płuca. Miała wrażenie, że przez cały ten czas jechała na jednym oddechu, a wszystko w środku dosłownie ją piekło. Przelotnie spojrzała w oczy dziennikarki, bo ta już zajęła się jej żuchwą i szyją, obdarowując pocałunkami, powodując, że Whitmore mimowolnie odrzuciła głowę w tył. Oczywiście źle przy tym wymierzyła i huknęła potylicą o ścianę za sobą. Pewnie gdyby nie trwała w tak wielkim amoku, to by się tym przejęła. W tej sytuacji jednak wplotła jedynie palce w blond włosy Finch i przyciągnęła jeszcze bliżej. Docisnęła ją sobie do własnej skóry, dając jej jasno do zrozumienia…
— Nie — westchnęła cicho, ze wciąż zamknietymi oczami, delektując się tym, jak wargi Kiry pozostawiały na jej skórze przyjemne mrowienie. — Nie przestawaj — poprosiła, w końcu uchylając powieki i patrząc na Finch lekko przymglonym wzrokiem. Chciała werbalnego zapewnienia? To właśnie je dostała. A kiedy tylko palce Kiry odnalazły pierś Daisy, ta wyrwała się do przodu i sięgnęła do pośladków blondynki. Zacisnęła na nich palce, po czym szarpnęła całe jej ciało do siebie, wciągając ją na własne uda.
Daisy może i pierwszy raz robiła tego typu rzeczy z kobietą, jednak to przecież nie był pierwszy raz, gdy ktoś ją dotykał. Znała te wszystkie emocje, chociaż musiała przyznać, że przy Finch jej ciało reagowało jakoś inaczej. Bardziej intensywnie. I niesiona właśnie tym, sama wdarła się pod materiał ubrań dziennikarki, odnajdując jej nagie plecy i przesunęła po nich palcami. Pierwsze czule, chociaż po chwili dołożyła do tego paznokcie, wyznaczając kilka czerwonych pręgów wzdłóż kręgosłupa.
— Kira… — mruknęła jej prosto do ucha, przy okazji składając tam kilka pocałunków, po czym nabrała więcej powietrza w płuca, gotowa wypowiedzieć kolejne słowa, dokończyć zdanie, które dopiero zaczęła, ale wtedy gdzieś za drzwiami coś huknęło. A potem mogły usłyszeć szelest butów.

:teddyiapril:

karma is a bitch

: ndz paź 11, 2026 3:56 pm
autor: kira finch
Czuła się jak na haju. Nie potrafiła sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek całowała kogokolwiek tak delikatnie. Zwykle pocałunki były natarczywe, żarliwe i pozbawione tego rodzaju ostrożności. Nikt specjalnie nie bawił się w subtelności, kiedy obie strony doskonale wiedziały, czego chcą. Te, które wymieniała z Daisy, nie przypominały niczego podobnego. Było w nich coś, czego Kira wcale nie miała ochoty tego przerywać. Nie oznaczało to jednak, że były gorsze. Właściwie Finch musiała przyznać, choć niechętnie nawet przed samą sobą, że były doskonałe. Dokładnie takie, jak je sobie wyobrażała, choć przecież nigdy wcześniej nie miała pewności, jak właściwie powinny wyglądać.
Wtedy, u niej w domu, kiedy Whitmore odebrała ją z baru, też było przyjemnie. Ale Kira była najebana, a alkohol miał to do siebie, że potrafił skutecznie zaburzyć perspektywę i sprawić, że człowiekowi wydawało się, iż wszystko jest znacznie prostsze, niż w rzeczywistości. Mogła więc zrzucić tamte odczucia na karb procentów. Teraz jednak nie miała podobnej wymówki. Była wystarczająco trzeźwa, żeby wiedzieć, co robi, i wystarczająco świadoma własnych reakcji, żeby zrozumieć, że Daisy działała na nią w sposób nie do opisania.
Usłyszała huk, przez co uśmiechnęła się w usta menadżerki i automatycznie przycisnęła dłoń do jej głowy, którą uderzyła o ścianę. Rozmasowała punkt, wplatając palce w jasne włosy.
— Nie przestanę — zapewniła, obsypując szyję Whitmore kolejnymi pocałunkami. Jęknęła cicho, kiedy poczuła dłonie Daisy na swoich pośladkach i wygodniej umościła się na jej udach. Mając jej wyraźną zgodę, śmiało wsunęła palce pod materiał stanika, muskając kciukiem sterczący sutek. Westchnęła błogo, czując, jak paznokcie menadżerki przesunęły się po jej plecach, przyjemnie drażniąc skórę.
— Kurwa mać — wyrwało jej się pod wpływem mruknięcia, które otuliło jej ucho. Mogłaby ją pochłonąć w całości. Wsiąknąć w nią i nie wypuścić z tego składziku już nigdy. Ale szuranie pod drzwiami sprawiło, że zamiast wsłuchiwać się w niedokończone słowa Daisy, Kira odchyliła głowę i spojrzała w stronę wejścia. — Kurwa mać — powtórzyła, tym razem ze szczerym rozgoryczeniem. Nie odskoczyła jednak od Whitmore jak poparzona. Nie była cipą i nie zamierzała zachowywać się tak, jakby właśnie została przyłapana na gorącym uczynku. Zamiast tego pochyliła się i złożyła jeszcze jeden pocałunek na jej słodkich ustach, zanim w końcu zsunęła się z jej ud. To była ich szansa. Możliwe, że jedyna. W przeciwnym razie cholera wie, ile czasu przyszłoby im spędzić w tym magazynku, a Finch nie miała zamiaru odkrywać, jak długo można funkcjonować na samym napięciu seksualnym i wzajemnym obmacywaniu.
Wyciągnęła rękę i pomogła menadżerce podnieść się z podłogi. Potem otrzepała ubranie, poprawiła je na sobie i podeszła do drzwi.
— Hej, jest tam kto? — zapytała, zastukawszy w nie kilkakrotnie. — Utknęłyśmy — dodała po chwili, uznając, że to chyba najważniejsza informacja, jaką należało przekazać osobie znajdującej się po drugiej stronie.
Wkrótce usłyszały przekręcany w zamku klucz. Drzwi ustąpiły, a ich oczom ukazał się ochroniarz, który najwyraźniej robił obchód po redakcji. Spojrzał najpierw na Finch, potem na Whitmore.
— A co panie tutaj robią? Mamy awarię oświetlenia — oznajmił, ruchem ręki wskazując na ciemny korytarz.
To, że w składziku panował mrok, nie było niczym dziwnym, ale skoro zasilanie padło w całym budynku, sprawa wyglądała nieco inaczej.
— My… — zaczęła, ale zaraz potrząsnęła głową. A co go to, kurwa, obchodziło? Miała mu opowiadać, jak znalazły się w środku? Jeszcze czego. — Sprawdzał pan korki? — zapytała i wyminęła go, zerkając przez ramię na Daisy.

Daisy :pupkabubka:

karma is a bitch

: ndz paź 11, 2026 8:44 pm
autor: Daisy Whitmore
Wszystko co dobre szybko się kończy.
Niby było to tylko powiedzenie, jednak w obecnej sytuacji wyjątkowo trafne.
Nie chciała przerywać tego pocałunku. Rozdzielać się. Wychodzić z tego przeklętego schowka. Bo jak jeszcze kilkanaście minut temu o niczym innym nie marzyła, tak to, co stało się między nimi później, dość mocno wybiło jej z głowy chęć ucieczki.
Nie spodziewała się, że sprawy przyjmą taki obrót.
Że zadzieje się miedzy nią a Kirą, to co się zadziało. A tym bardziej, że kiedy atmosfera zrobi się nieznośnie gorąca, kiedy ich przyśpieszone oddechy będą się ze soba blendować podczas gdy dłonie badać wzajemne ciała… że wtedy ktoś postanowi pojawić się za drzwiami.
Kira może nie podskoczyła, niewzruszona nagłym głosem za ścianą, ale Daisy… ona miała akurat wiele na sumieniu. Chociażby to, że przed chwilą jakby na to nie spojrzeć, zdradziła swojego męża. Nagięła to całe obiecuje ci wierność i uczciwość małżeńska, a najgorsze w tym wszystkim było to, że chyba wcale nie żałowała. Nie zmieniało to jednak faktu, że podskoczyła momentalnie w górę i z walącym w piersi sercem, dokleiła się jeszcze bardziej do ściany.
Z ich dwójki całe szczęście Kira zachowała jeszcze resztki rozumu, a Daisy jedynie obserwowała ją uważnie, gdy blondyna poderwała się do góry i podeszła do drzwi, nawołując pomocy. Jej wzrok mimowolnie błądził po ciele, po którym jeszcze chwile temu przesuwała dłońmi. Usta natomiast mrowiły przyjemnie, w każdej sekundzie przypominając jej o tym, co przed chwilą się stało. I nawet kiedy ochroniarz w końcu otworzył drzwi do kanciapy, Whitmore myślami była jeszcze w zupełnie innym miejscu. Dopiero pytanie co tutaj robiły sprowadziło ją na ziemie.
— Szukałyśmy klawiatury — wypaliła pierwsze, co przyszło jej do głowy. Głupia. No po prostu idiotka. Gość popatrzył na nią jak na wariatkę, bo chociaż tego typu sprzęt faktycznie znajdował się w schowku, w którym były, kto normalny szukałby tego po ciemku, w dodatku o taj później potrze? Z drugiej strony chyba nawet nie miał na to właściwych słów, wiec finalnie tylko wzruszył ramionami i wspomniał o awarii oświetlenia.
— Oczywiście, że sprawdzałem korki, Pani Finch — wtrącił lekko oburzony faktem, że Kira w ogóle śmiała pomyśleć o tak wielkiej potencjalnej niekompetencji pracownika. — Wygląda na to, że prądu nie ma w całej dzielnicy jak nie mieście. Nawet za oknem jest dosłownie czarno. Nie działają nawet latarnie miejskie — wyjaśnił, wyprowadzając je na korytarz, który… faktycznie był kompletnie czarny. Dopiero gdy Steve poświecił im latarką, można było zobaczyć ściany.
— Wiadomo kiedy to przywrócą? — dopytała, chociaż czuła już, jaka będzie odpowiedź.
— Nie wiem — dokładnie tego się spodziewała. — W kanciapie mam telefon, będę próbować się dodzwonić gdzie trzeba — dopowiedział, a Whitmore jedynie skinęła głową. Skoro brak prądu nie był zależny od nich, zdecydowanie nie było co tutaj tak stać i rozkminiać, co mogło się stać.
— To my już chyba pójdziemy — wtrąciła, chcąc skierować się do księgowości tuż obok, żeby odebrać swój telefon i poświecić sobie drogę do wyjścia. Nim jednak zdążyła się chociaż odwrócić w stronę Kiry i poprosić ją, żeby jej potowarzyszyła, zza schodów wybierał zdyszana Josie.
— Boże! Słyszeliście już?! — krzyknęła cała zdyszana, podbiegając bliżej, jednak nim zaczęła cokolwiek więcej mówić, to ułożyła ręce na kolanach i zaczęła ciężko oddychać. — So-sory, ale biegłam trzy piętra w górę… — podparła się na ramieniu Kiry, żeby wstać i popatrzyła po słabo oświetlonych twarzach. — Utknęliśmy tu — powiedziała w końcu, a wszyscy obecni popatrzyli po sobie zaskoczeni. — No serio. Bo drzwi są na prąd, a prądu nie ma i nie da się przejść, nawet przez te awaryjne.

:kira:

karma is a bitch

: ndz paź 11, 2026 9:48 pm
autor: kira finch
Odrywając się od ciepłego ciała Daisy, poczuła jakąś okropną pustkę. To zabawne, bo przecież Kira nigdy nie była zbyt przywiązana do bliskości. A jednak teraz, kiedy między nimi pojawił się dystans, nawet jeśli niewielki, miała ochotę natychmiast go zlikwidować. Coś jej się tu zdecydowanie nie zgadzało. I nie chodziło wyłącznie o to, że całowanie Whitmore okazało się zaskakująco przyjemne. Bardziej o to, że Finch wcale nie miała ochoty na tym poprzestać.
Ochroniarz, który pojawił się jak na złość, skutecznie zepsuł im moment. Nic więc dziwnego, że kiedy tylko zaczął mówić, dziennikarka ostentacyjnie wywróciła oczami. Facet kompletnie nie miał wyczucia. Tylko skąd niby miał wiedzieć, w czym im przerwał? Zdaniem Kiry wystarczyło odrobinę pomyśleć, zanim otworzyło się usta. Najwyraźniej jednak wymagała od niego zbyt wiele. Z drugiej strony żadna z nich nie chciała przecież, żeby stały się tematem plotek w redakcji. Po niej takie rzeczy pewnie spłynęłyby jak woda po kaczce, ale Daisy musiała mieć na uwadze męża, teścia, stanowisko i pewnie jeszcze sześćdziesiąt dziewięć innych istotnych szczegółów, które dla Kiry nie miały najmniejszego znaczenia.
— I myszki — wtrąciła, nie określając, o jaką myszkę konkretnie jej chodziło, hehe.
Mężczyzna obruszył się co niemiara, kiedy Finch podzieliła się swoją sugestią. Wcale nie miała go za debila. Może tylko trochę.
— Chyba odrobinę pan dramatyzuje, panie... — spojrzała na plakietkę na jego piersi, bo kompletnie nie pamiętała, jak facet się nazywa. — Guard — dokończyła, ruszając za menadżerką. Nie mogło przecież byą aż tak źle. To pewnie tylko chwilowa awaria, którą naprawią w przeciągu godziny. W najgorszym wypadku dwóch.
Ale wtedy na schodach pojawiła się Josie. Zmówili się wszyscy, czy jaki chuj? Trzeba było chwilę odczekać, aż złapie oddech, żeby dowiedzieć się, że przez brak zasilania, nie działały automatyczne drzwi, które uwięziły wszystkich w budynków. Wszystkich, to znaczy ich czwórkę i kilku innych niedobitków.
— Musi być jakiś sposób — odparła spokojnie Kira. Dlaczego wszyscy wpadali w taką panikę? Nie zostaną przecież w redakcji na zawsze.
— Czyli jednak nic nie wiecie — wydyszała znowu zasapana Josie. — Podobno to awaria na ogromną skalę. Nie ma prądu nie tylko w centrum, ale też w całym mieście! — zgięła się w pół i oparła ręce na kolanach, żeby wziąć porządny wdech. Ochroniarz Guard złapał się z przejęciem za głowę.
— Chodźmy na dół — Kira zwróciła się do Daisy w przekonaniu, że kobieta coś przekręciła i na pewno nie było aż tak źle, jak mówiła. — Zerkniemy na te drzwi — zaproponowała, przepuszczając menadżerkę przodem. W międzyczasie wyciągnęła telefon i weszła na serwis informacyjny. Faktycznie wszystkie portale trąbiły o tym, że w Toronto zapanowała wszechobecna ciemność i nikt nie wiedział, jak długo to potrwa. — My też powinniśmy o tym pisać? — zapytała, kiedy przystając na półpiętrze i pokazała Whitmore ekran. To oznaczało, że Toronto Sun niedługo zacznie pękać w szwach. O ile ludzie będą mogli dostać się do budynku. Sytuacja wymagała jednak napisania alarmujących artykułów. Całe szczęście nie była to działka Finch.
— Oczy ci się błyszczą — zauważyła, podnosząc wzrok na menadżerkę. Uśmiechnęła się i mrugnęła do niej porozumiewawczo.

Daisy 🌼