Strona 2 z 2

Tell me are you feelin me feelin you?

: wt wrz 29, 2026 12:11 am
autor: April Finch
Zmarszczyła nos, gdy matka wspomniała o tym, że musi porozmawiać o prezencie z ojcem. Coś jej podpowiadało, że Paul będzie kręcił nosem na taką formę prezentu i niespecjalnie jej się to podobało. Mogła jednak porządniej się nad tym zastanowić i w jakiejś formie oszukać system, prosząc o rzecz, na którą i tak te pieniądze wydadzą. Problem w tym, zę faktycznie chciałaby dostać gotówkę, bo to przyspieszyłoby proces. Zakładała, że rodzice nie wrzuciliby jej do koperty kilkudziesięciu dolarów, raczej okazaliby się bardziej hojni. Prezent nie był przecież pożyczką. Był uczciwym układem. Nie spodziewała się oczywiście, że dostanie sumę, która totalnie by je ustawiła, ale właściwie każda forma pomocy byłaby teraz dla nich opłacalna. Nie miała skrajnie dużych wymagań! A na pewno nei takich, którym Finchowie nie mogliby sprostać. Była rozsądną dziewczyną. Dopasowywała się do rozmówcy, a los chciał, że trafiła akurat na takich, którym pieniędzy nie brakowało. Do stycznia było jednak całkiem sporo czasu, wiec nie było co od razu zakładać, że się uda albo się nie uda. Równie dobrze mogła w międzyczasie wybuchnąć i żadnego ślubu nie będzie. Albo na przykład kowadło jej spadnie na głowę. Albo fortepian. W kreskówkach takie rzeczy działy się bez przerwy, więc nigdy nie wiadomo. Jeszcze do niedawna nie podejrzewałaby, że znajdzie się w środku jakiejś katastrofy na moście, a tu proszę, jednak tak się stało i jej psychika nie pozwalała jej o tym zapomnieć.
— Mama wychowała już trójkę dzieci, więc na ten moment wystarczy. Ale jak chciałabyś z okazji własnych urodzin wesprzeć jakąś wartościową organizację, to powiedz. Chętnie ci doradzę. — Obróciła głowę w stronę matki, starając się nie skupiać na złośliwościach Paula. Bezpośrednie wsparcie narzeczonej bardzo jej to ułatwiało. Pogładziła kciukiem dłoń ukochanej i posłała jej krótki uśmiech. We dwie naprawdę było tu o wiele lżej. Nie dawała się tak ponosić emocjom i nie była skrajnie przerażona, że zaraz coś się rozpieprzy.
— To właściwie brzmi super, ale totalnie się tego po was po prostu nie spodziewałam. Na pewno bardzo wam się na miejscu spodoba — zapewniła i siegnęła wreszcie po kieliszek z winem. Trzeba było się nieco rozmiękczyć, żeby wdrożyć się w taką zwyczajną rozmowę. Na szczęście temat sprawiał wrażenie raczej luźnego, ale z Finchami to nigdy nie wiadomo. W każdej chwili potrafili palnąć coś dziwacznego i zepsuć atmosferę na dobre.
— Przecież dopiero co byłyśmy na Hawajach. Takie częste unikanie pracy raczej nie jes najlepszym pomysłem, nie uważacie? No i jak wspominałam, staramy się teraz trochę oszczędza — przypomniała niepewnie, nie będąc pewną, czy temat wesela i kupna domu stał się z jakiegoś powodu tabu, czy tylko tak jej się wydawało. Paul Finch zmarszczył brwi, przyglądając się córce badawczo.
— Odmawiasz sobie przyjemności? To coś nowego — zauważył zadziwiająco łagodnym tonem, choć April wcale nie była pewna, czy to komplement czy może jakaś obelga.

teddy darling

Tell me are you feelin me feelin you?

: wt wrz 29, 2026 11:00 am
autor: teddy darling
Zaczynała przyzwyczajać się do wizji, że ich ślub odbędzie się dopiero w odległej przyszłości. April mogłaby mieć urodziny dwanaście razy w roku, ale nawet to nie wystarczyłoby, żeby odłożyć na wesele. Teddy z kolei będzie musiała zapierdalać na ten cel o wiele dłużej. Do tego czasu będą żyły na kocią łapę. Nic wielkiego, przecież mnóstwo ludzi tak żyło, chociaż te wszystkie formalności z pewnością ułatwiłyby im życie. Darling wiedziała jednak, że narzeczona wymarzyła sobie wesele z pompą, dlatego chciała sprostać jej oczekiwaniom. Bez konieczności korzystania z pomocy osób trzecich. Zwłaszcza Finchów. Nie zamierzała dopuścić do sytuacji, w której ktoś mógłby wypominać im później, że ich wymarzony dzień zawdzięczały cudzym pieniądzom. Wolała harować na to choćby i przez następne kilka lat, byle tylko móc powiedzieć, że same sobie na wszystko zapracowały.
— Regularnie wspieramy różne organizacje, na pewno nie musimy adoptować do tego jakichś wirtualnych zwierząt — wtrącił Paul, nie pozwalając swojej małżonce dojść do słowa.
Teddy już otworzyła usta, żeby wyjaśnić, że to certyfikat jest wirtualny, a nie krowa, bo przecież miały okazję ją zobaczyć, ale w porę ugryzła się w język. Naprawdę nie miała ochoty wysłuchiwać wykładu na temat, w którym pan Finch orientował się tysiąc razy lepiej od niej. Doskonale wiedziała, jak takie dyskusje się kończyły. Paul zapewne z przyjemnością wyjaśniłby jej różnicę między mądrym wspieraniem organizacji a bezsensownym wydawaniem pieniędzy, a ona musiałaby udawać, że ta rozmowa wnosi do jej życia cokolwiek nowego.
— Nie spodziewałaś się, że zechcemy wybrać się w miejsce, którego jeszcze nie widzieliśmy? — Abigail uśmiechnęła się znad kieliszka. — Chcieliśmy zobaczyć coś nowego. Po co latać w te same miejsca? — dodała, posyłając mężowi uśmiech, po czym uniosła kieliszek z winem w geście toastu.
Darling uniosła swoją szklankę z whisky i umoczyła usta w alkoholu. Odnosiła coraz silniejsze wrażenie, że tego wieczoru będzie potrzebowała go znacznie więcej. I to niekoniecznie dlatego, że trunek wyjątkowo jej smakował.
— Dopiero co? — Paul uniósł brwi. — W Honolulu byłyście w styczniu — przypomniał, patrząc na córkę z lekką pobałżliwością.
— W lutym. Właściwie w połowie lutego — odezwała się nieśmiało strażaczka. Zupełnie niepotrzebnie, bo pan Finch przeniósł na nią spojrzenie, które mówiło wszem i wobec, że to jeden pies. — April niczego sobie nie odmawia. To ja w swojej pracy nie mogę pozwolić sobie na zbyt częste wyjazdy — dodała, nie chcąc, żeby narzeczona była spostrzegana w takich sposób, że musiała odejmować sobie od ust, chociaż do tej pory niczego sobie nie żałowała.
— No tak, twoja praca — mężczyzna wydał z siebie coś pomiędzy prychnięciem a parsknięciem. Trudno stwierdzić, że był zirytowany, czy raczej rozbawiony, bo jego mina nie wskazywała na żadną z tych opcji.
Teddy spuściła wzrok, obracając swoją szklankę w dłoniach. Była przekonana, że temat jej zawodu powróci, ale nie spodziewała się, że tak szybko.

April Finch

Tell me are you feelin me feelin you?

: wt wrz 29, 2026 2:58 pm
autor: April Finch
Nie była w stanie nadążyć za sposobem myślenia własnego ojca. Czemu on tak desperacko zawsze pragnął mieć ostatnie słowo? Czy ona sama też była aż tak odklejona i nie do zniesienia? Wiedziała, że z jednym i drugim rodzicem ma coś wspólnego, to przecież logiczne. Nieważne jak bardzo człowiek stara się odejść od tego, co tłukli mu do głowy przez lata, nie da się tego uniknąć całkowicie. Przebywając z tymi ludźmi sporą część swojego życia po prostu przejmowało się niektóre cechy. Nie miała pojęcia, jak duży wpływ mają na to geny. Po prostu zdawała sobie sprawę, że nie da rady tego uniknąć i że niestety nie da się przejąć wyłącznie pozytywnych cech. Robiło jej się zawsze słabo na myśl o tym, że mogła być aż tak irytująca jak jej ojciec.
— Przecież powiedziałyśmy przed chwilą, że pojechałyśmy tę krowę odwiedzić. A zresztą, myśl, co chcesz. Nie będę się z tobą kłócić o dobroczynność, no litości — parsknęła zirytowana tym dogadywaniem. Konflikt na tle tego, kto jest lepszy w pomaganiu, to przecież totalny absurd. Ważne, że robili w tę stronę cokolwiek. Byli przecież dobrymi ludźmi na jakis taki... pokraczny sposób. Albo byli po prostu tacy od czasu do czasu? Nie była oczywiście w stanie ocenić ich obiektywnie. Za dobrze ich znała i w grę wchodził konflikt interesów. Na pewno powinna wymagać od nich trochę więcej, ale oni raczej nie mieli zamiaru tych wymagań spełniać. Do tego akurat się przyzwyczaiła. Jej wizja perfekcyjnych rodziców rozmijała się pod wieloma względami z tym, co dostała od losu. Zdawała sobie jednak sprawę, że nie powinna narzekać. Mogła trafić o wiele, wiele gorzej.
— Nie spodziewałam się, że wybierzecie coś, co nie jest typowo miejską wycieczką — doprecyzowała. To, że zwiedzili już kawał świata, na pewno utrudniało wybieranie wyjątkowych miejsc,, ale przecież świat był też dosć potężny, więc na pewno byli w stanie wybrać coś bardziej przewidywalnego. Latanie do Paryża po raz sześćdziesiąty siódmy nie było pewnie aż tak fajne, ale żeby zaraz do Kenii? Niemniej jednak była pod wrażeniem. Akurat w tej kwestii nie oceniała ich negatywnie i była wyraźnie podekscytowana wizją tego, że rodzice spędzą urlop w taki miły sposób. Miała szczerą nadzieję, że im się tam spodoba, odpoczną i przeżyją coś niesamowitego.
— Myślę, że mój zespół też nie radziłby sobie tak dobrze, gdybym ich zostawiała raz na kwartał, uciekając na drugi koniec świata, wiesz? — zwróciła się do ojca dużo ostrzejszym tonem niż dotychczas. Odruchowo nawet nachyliła się w jego stronę nad stołem, gotowa do konfrontacji. Paul nie sprawiał wrażenia przestraszonego. Przyglądał się córce ze spokojem.
— Naprawdę nie widzę żadnego powodu, by którekolwiek z was używało teraz takiego tonu — odezwała się Abigail, patrząc to na męża, to na córkę. Solenizantka chyba traciła cierpliwość do tych rodzinnych konfliktów.

teddy darling

Tell me are you feelin me feelin you?

: wt wrz 29, 2026 4:04 pm
autor: teddy darling
Dostrzegała spore podobieństwo między April a jej rodzicami. Genu nie wydłubiesz. Urodę na pewno odziedziczyła po matce, ale tak jak ojciec lubiła, kiedy jej było na wierzchu. Teddy absolutnie nie miała z tym problemu. Być może dlatego, że sama była bardzo ugodowa i nie przepadała za sprzeczkami. Nie musiała zawsze mieć racji - zresztą zwykle jej nie miała - i na ogół bez większych trudności potrafiła odpuścić, byle tylko nieporozumienie nie eskalowało do jakichś chorych rozmiarów. Ale w tym wszystkim Paul i tak bił swoją córkę na głowę. Strażaczka spędziła tutaj niespełna pół godziny, a już miała ochotę przebić sobie widelcem tętnicę szyjną. No dobrze, wcale nie było aż tak źle. Jeszcze. Nic jednak nie zapowiadało, żeby miało być lepiej.
— Jest wiele innych organizacji, które warto wspierać. Adopcja krowy to nie jest najlepszy wybór — oznajmił chłodno pan Finch. Darling była niemal pewna, że jego uwaga miała coś wspólnego z jej osobą. Zwierzę zostało zaadoptowane w ramach prezentu urodzinowego, więc nic dziwnego, że Paul wolałby, aby jego najstarsza córka spożytkowała te pieniądze w inny sposób, zamiast wydawać je na jakieś kompletne bzdury. A może wcale nie chodziło o nią, a jej głowa po prostu dopowiadała sobie resztę, żeby mogła wpaść w paranoję? W końcu nie wszystko musiało być przytykiem pod jej adresem. Chociaż, biorąc pod uwagę dotychczasowe doświadczenia z panem Finchem, trudno było jej całkowicie wykluczyć taką możliwość.
— Gdyby nie to, że ojciec ma do załatwienia jakieś ważne sprawy zawodowe w Nairobi, pewnie wybralibyśmy RPA. W sumie niewykluczone, że tam również się wybierzemy. Prawda, kochanie? — pani Finch uśmiechnęła się do męża, ale ten jedynie skinął głową.
Teddy nie mogła się nadziwić, jak ta dwójka porozumiewała się na co dzień. I jak właściwie Paul radził sobie w pracy. Nie dało się nie zauważyć, że nie był największym gadułą. Powściągliwość z pewnością stanowiła jego ogromny atut, ale przecież jakoś musiał komunikować się ze swoimi klientami. Chyba że w jego branży wystarczyło rzucić kilka chłodnych zdań, a potem patrzeć na człowieka tak długo, aż sam uznał, że pora podpisać umowę. Biorąc pod uwagę, jak działało to na Teddy, wcale nie byłaby tym zaskoczona.
— W takim razie musisz zacząć ostrożniej dobierać ludzi do swojego zespołu. Nie możesz pozwolić sobie na wyjazd, bo twój dział przestaje wtedy funkcjonować? To absurd — w przeciwieństwie do April Paul odchylił się na krześle i oparł plecami o jego oparcie, nie odrywając wzroku od twarzy córki.
Darling aż cała się spięła. Nic dziwnego, że jednym haustem opróżniła szklankę, a potem, nie zastanawiając się nawet, czy wypada, po prostu sięgnęła po butelkę, żeby dolać sobie whisky. Pewnie nie wypadało. Ani trochę. Ale coś jej podpowiadało, że nie zdoła przetrwać tego spotkania na trzeźwo.
— Możemy po prostu zjeść? — zaproponowała Abigail, zauważając, że jej wcześniejsze słowa zostały całkowicie zignorowane. Sama sięgnęła po wazę z zupą dyniową, żeby nalać sobie kilka chochli do talerza.
To był doskonały pomysł! Teddy pociągnęła jeszcze kilka łyków whisky i przejęła wazę od pani Finch. Oczywiście podczas nalewania zupy musiała ubabrać sobie jasne spodnie. Westchnęła cicho pod nosem i ułożyła serwetkę na kolanie, licząc na to, że nikt niczego nie zauważy. Nie zamierzała teraz zrywać się z krzesła i pędzić do łazienki, żeby zapierać plamę.

April Finch

Tell me are you feelin me feelin you?

: śr wrz 30, 2026 10:11 am
autor: April Finch
Zacisnęła wargi w wąską linię, starając się odgadnąć, o co właściwie teraz Paulowi chodziło. Sama doskonale zdawała sobie sprawę, że fundacja, która prowadziła sanktuarium, była świetną organizacją. Zawsze sprawdzała takie rzeczy bardzo dokładnie, zanim komukolwiek przelała pieniądze. Nie wynikało to oczywiście ze skąpstwa, a z ostrożności. Zdawała sobie sprawę, że na świecie nie brakowało oszustów, a robienie wałków na dobroczynności było niestety powszechnym zjawiskiem. W głowie jej się nie mieściło, jak pod płaszczykiem dobrych serc można być taką skończoną kurwą. Mogłaby zakładać, że przywyknie do okropieństw tego świata, ale wobec niektórych rzeczy pewnie nigdy nie będzie potrafiła przejść obojętnie i tyle. Miała za miękkie serce i dupę.
— Nie rozumiem, co jest nie tak z sanktuarium ratującym chore zwierzęta. Nie widzę w wyborze krowy żadnego minusa — odparła, siląc się na spokojny ton. Bardzo kusiło ja, żeby podnieść głos na ojca, ale nie chciała mu dawać tej satysfakcji. Nie powinien czuć, że jest w stanie wyprowadzić ją z równowagi tak łatwo. W ogóle nie przyszło jej do głowy, że sceptycyzm wobec opłaty subskrypcyjnej na sanktuarium mógłby w jakikolwiek sposób dotyczyć Teddy. Strażaczka nie wpłynęła przecież w żaden sposób na jej decyzję. To był prezent niespodzianka i to jeszcze – jak to w przypadku April bywało – ustawiony bardziej pod nią niż pod solenizantkę. To przecież Finch uwielbiała krowy i wydawanie pieniędzy.
Naprawdę cieszyła się, że rodzice uznali, że Afryka będzie dla nich świetną destynacją wakacyjną. Kibicowała temu pomysłowi i nawet trochę zazdrościła im okazji do przeżycia czegoś tak niesamowitego. W jej głowie natychmiast urodził się pomysł zorganizowania takiej wycieczki dla niej i dla Teddy. Też na pewno bawiłyby się doskonale! Problem w tym, że miały już skonkretyzowane plany wyjazdowe i głupio byłoby je teraz tak po prostu wyrzucać do śmieci. Zresztą wszelkie większe wyjazdy i tak musiały poczekać, bo ciągle wisiało nad nimi widmo innych wydatków. Może kraje Afryki będą ich destynacją na stare lata? Jak będą już spokojnie i bogate, odchowają dzieci i w ogóle. Będą zupełnie jak państwo Finch, tylko nie tacy gburowate.
— Niczego takiego nie powiedziałam. Wyciągasz bardzo daleko idące wnioski po bardzo prostych komunikatach, to chyba niezbyt mądre, co? Ja po prostu wychodzę z założenia, że opiekowanie się swoimi ludźmi to coś więcej niż wydawanie im poleceń. — Trudno jej było skupić się w tym momencie na matce, która naprawdę bardzo starała się załagodzić sytuację bez zbędnego wdawania się w dyskusję. Problem w tym, że temperamenty tej ojca i córki potrafiły być równie wybuchowe, choć na zewnątrz sprawiali całkowicie inne wrażenie. Oboje lubili mieć ostatnie słowo, co znacznie utrudniało rozmowę. April spojrzała na swoją narzeczoną, chcąc upewnić się, że nie czuła się skrajnie niekomfortowo, ale szybko dotarło do niej, że to raczej niemożliwe. Nie powinna się tak zachowywać. Nie miała żadnego powodu, żeby psuć dzień narzeczonej. Posłała jej przepraszający uśmiech.

teddy darling

Tell me are you feelin me feelin you?

: śr wrz 30, 2026 11:51 am
autor: teddy darling
Paul zareagował ostentacyjnym wywróceniem oczami. Cokolwiek jego najstarsza córka by nie powiedziała, to i tak było nie tyle złe, co po prostu niewystarczające. Nie taka fundacja, bzdurny prezent, bezsensowna wycieczka tylko po to, żeby zobaczyć jakąś tam krowę. Teddy bardzo uważnie obserwowała reakcje narzeczonej. Nie chciała, żeby wdawała się w tę bezsensowną dyskusję, ale jednocześnie nie chciała, żeby pozwoliła ojcu się stłamsić. Były w niej teraz dwa wilki i oba miały na ten temat zupełnie inne zdanie. Najważniejszy był jednak komfort psychiczny April, w który pan Finch miał totalnie wyjebane.
— Utrzymywanie chorego zwierzęcia to zbędny wydatek — oświadczył to takim tonem, jakby Królowa Theodora Apreddy LXIX miała umrzeć lada moment. A przecież Louis Thibault wyraźnie zastrzegał, że krowa była w bardzo dobrej formie! Ba, na pewno w znacznie lepszej niż przed trafieniem do sanktuarium. Teddy nie widziała więc najmniejszego powodu, żeby już teraz przygotowywać dla niej mowę pogrzebową. — Skoro zwierzę jest chore, to po co inwestować ogromne środki w jego leczenie, skoro nie przyniesie żadnego pożytku? — zapytał, najwyraźniej chcąc jeszcze bardziej sprowokować córkę.
Pan Finch podchodził do tego niezwykle pragmatycznie. Dla niego najwyraźniej wszystko musiało mieć jakiś konkretny cel, najlepiej taki, który dało się zmierzyć, policzyć albo wpisać do tabelki. Krowa nie przynosiła żadnego pożytku, więc inwestowanie w jej leczenie było stratą pieniędzy. Darling zaczynała się tylko zastanawiać, czy według jego logiki człowiek też musiał najpierw udowodnić swoją użyteczność, zanim zasłużył na pomoc. W dodatku mężczyzna traktował wybór April jako kolejny przykład jej niepoważności. Sprowadzał coś, co dla jego córki było po prostu miłym prezentem i formą wsparcia dla zwierzęcia, do kolejnego dowodu na to, że nie podejmuje wystarczająco rozsądnych decyzji.
— Przepraszam, ale czy pan uważa, że udaje się uratować wszystkie chore na raka dzieci w fundacjach, na które pan wpłaca pieniądze? — wypaliła strażaczka, zanim zdążyła ugryźć się w język. Trudno było jej siedzieć cicho, kiedy widziała, jak bardzo narzeczona powstrzymuje się przed podniesieniem głosu.
Przyszły teść przez chwilę wyglądał na zaskoczonego tym, że Teddy w ogóle postanowiła się odezwać. Najwyraźniej nie spodobało mu się to do tego stopnia, że postanowił po prostu ją zignorować, skupiając całą uwagę na córce.
— Wyższe stanowisko to zarówno obowiązki, jak i przywileje, z których powinnaś korzystać. Niezależnie od tego, czy ktoś inny ma do tego prawo, czy też nie — w tym miejscu wymownie spojrzał na strażaczkę, która pod wpływem tego wzroku omal nie upuściła łyżki do talerza z zupą. Chyba nie mógł już dosadniej przekazać, co miał na myśli. April nie powinna odmawiać sobie przyjemności tylko dlatego, że jej partnerka nie miała wystarczająco dużo czasu i pieniędzy. W jego oczach Teddy najwyraźniej stanowiła ograniczenie, którego jego córka nie powinna brać pod uwagę przy podejmowaniu decyzji dotyczących własnego życia.
Darling zacisnęła usta, żeby nie powiedzieć czegoś, czego później musiałaby żałować. Coraz trudniej było jej udawać, że ta rozmowa wcale jej nie dotyczyła. Dotyczyła. I to cholernie mocno.
— Zjedzcie, bo zaraz będzie zimne — odezwała się Abigail, która najwyraźniej dalej próbowała załagodzić sytuację, zatykając wszystkim gęby zupą dyniową. To był jakiś sposób. Może niezbyt wyrafinowany, ale zdecydowanie prostszy niż próba przemówienia Paulowi do rozsądku.

April Finch

Tell me are you feelin me feelin you?

: śr wrz 30, 2026 3:10 pm
autor: April Finch
Uniosła wysoko brwi, nie mogąc uwierzyć w to, co właśnie usłyszała. W pale się nie mieściło, że ktoś w ogóle mógł podchodzić w taki sposób do świata. Jakim cudem ten człowiek wychował ją na tak dobrego człowieka, jakim była? Zdawała sobie sprawę, że niestety nie jest ideałem, ale czuła też, że serce ma po właściwej stronie. Była przecież życzliwa i przejmowała się uczuciami innych, również zwierząt. Z tego właśnie powodu przestała je przecież zjadać. Wartościowanie kogokolwiek na podstawie jego stanu zdrowia wydawało jej się kompletnym absurdem. Przez moment miała nawet nadzieję, że ojciec żartuje albo że się przesłyszała, ale on ciągnął temat dalej jak gdyby nigdy nic. Szczyt wszystkiego. Musiał naprawdę w to wierzyć całą sobą. Nie mówiłby przecież takich rzeczy tylko po to, by zrobić córce w jakiś sposób na złość. W tym kryły się poglądy, o których April po prostu niespecjalnie chciała słuchać. Cieszyła się, że jest już dorosła i może sama decydować o swoim życiu. Im była starsza, tym bardziej odchylała się światopoglądowo na lewą stronę. W momencie, gdy żyła na garnuszku rodziców i to oni decydowali o najmniejszych pierdołach związanych z jej istnieniem, pewnie nie czułaby takiej swobody.
— Może dlatego, że żyjemy w dwudziestym pierwszym wieku i dotarło do nas, że eugenika nie jest najlepszą filozofią świata, choć byli tacy, którzy próbowali ją światu wciskać? — rzuciła ostro. Nie twierdziła, że jej ojciec jest jakimś fanatykiem pomysłów, jakie propagowała Trzecia Rzesza, ale... w sumie teraz cholera go wie! Nie no, nie mógłby się aż tak dobrze ukrywać przez trzydzieści lat z byciem skrajnie pierdolniętym. Nie mógł być przecież taki skrajnie najgorszy. Nie był nawet najgorszą osobą, jaką April poznała. Spojrzała na swoją narzeczoną, gdy ta zabrała głos i pokiwała głową, zgadzając się z jej uwagą. Pochopne ocenianie, jakie stosował Paul, kompletnie rozbijało się na takich przypadkach. Mężczyzna jednak nie zdecydował się podjąć rękawicy i wdać się w dyskusję. Czuł, ze przegrał? A może aż tak skrajnie nie miał ochoty dyskutować z Darling? Tym gorzej.
Kolejne słowa ojca zabolały ją jeszcze bardziej. Tym razem nie miała wątpliwości, że były wycelowane w jej narzeczoną. Znowu musiał znaleźć sobie powód, żeby jej dopiec. Znowu kompletnie absurdalny. April czuła, jak zaczyna się w niej gotować. Spojrzała na swoją matkę, która zachęcała ich do zjedzenia zupy. Może to nie był taki głupi pomysł? Zapcha sobie czymś mordę i powstrzyma się od dalszych komentarzy. Skinęła do niej głową i nałożyła sobie porcję.
Milczenie, jakie zawisło nad stołem, było obrzydliwe. Osadzało się na nich ciężko, sprawiając, że nawet zupa traciła swój urok, a przecież Abigail potrafiła świetnie gotować. April nie miała pojęcia, co ma zrobić, żeby załagodzić sytuację.
— Ty doskonale zdajesz sobie sprawę, że ja się nie wycofam. Nie wiem, po co próbujesz wmawiać sobie i mi, że będzie inaczej. Nie mógłbyś się po prostu odpierdolić? — odezwała się w końcu po dłuższej chwili milczenia, podnosząc wzrok znad posiłku nad ojca. Serce zabiło jej mocniej w stresie, ale starała się być dzielna i nie odpuszczać. Wytrzyma przecież jego spojrzenie i nawet spróbuje się przy tym nie porzygać. Musi zacząć stawiać granice jeszcze wyraźniej.

teddy darling

Tell me are you feelin me feelin you?

: śr wrz 30, 2026 4:15 pm
autor: teddy darling
— A może dlatego, że żyjemy w dwudziestym pierwszym wieku i nauczyliśmy się również, że nie każda decyzja, której nie popierasz, jest eugeniką? To naprawdę wygodne słowo, April. Można nim przykryć brak argumentów i jeszcze poczuć się moralnie lepszym — odparł Paul bez grama emocji w głosie.
Zupa, która jeszcze chwilę wcześniej była pełna smaku i aromatu, nagle zrobiła się dla Teddy wyjątkowo mdła. Zastygła z łyżką przy ustach, zerkając na pana Fincha. Naprawdę dobrze było jej ze świadomością, że wcześniej została zignorowana. Może jej narzeczona też poczułaby się lepiej, gdyby ojciec przestał ją prowokować? Ale Paul najwyraźniej nie zamierzał odpuścić. Dlaczego, do cholery, nie mógł po prostu zjeść tej zupy dyniowej? Przecież była dobra. Abigail się napracowała, a Darling była już o krok od wypicia whisky prosto z butelki.
Była jednak w stanie znieść o wiele więcej. Przyjeżdżając tutaj, nastawiła się na to, jak może wyglądać to spotkanie. Miała pewność, że przyszły teść będzie rzucał w jej kierunku aluzje dotyczące tego, że była gorzej sytuowana od April. Zarabiała mniej - to już ustalili podczas pierwszego spotkania. Strażaczka nie była głupia i naprawdę nie trzeba było przypominać jej o tym przy każdej możliwej okazji. W mniemaniu pana Fincha najwyraźniej absolutnie nie zasługiwała na względy jego córki. To też już przerabiali. Teddy nie miała więc złudzeń, że dzisiejszy wieczór okaże się przełomem i Paul nagle zacznie patrzeć na nią łaskawszym okiem. Takie równanie jej z ziemią oczywiście nie sprawiało, że czuła się lepiej, ale chyba też nie było w stanie jakoś szczególnie jej dobić. Mentalnie zdążyła się na to przygotować. Wiedziała, czego się spodziewać.
A jednak kompletnie nie spodziewała się słów, które narzeczona wystrzeliła z siebie jak z karabinu maszynowego, przecinając na wskroś wiszącą nad stołem ciszę. Zrobiła wielkie oczy i spojrzała z niedowierzaniem na April. Nie. Nie powiedziała tego. Nie było opcji, żeby naprawdę kazała ojcu odpierdolić. Przez moment zastanawiała się, czy przypadkiem nie miała jakichś omamów słuchowych. Może whisky zaczynała już działać. Albo zupa dyniowa miała jakieś właściwości psychoaktywne, o których Abigail przezornie nikogo nie poinformowała. Darling dopiero po chwili złapała się na tym, że przestała oddychać. Wzięła gwałtowny haust powietrza, złapała za swoją szklankę z alkoholem i opróżniła jej zawartość szybciej, niż ktokolwiek zdążył się odezwać. Na razie nic nie wskazywało na to, że w ogóle ktoś zamierzał to zrobić.
Pani Finch zareagowała pierwsza. Powoli odłożyła łyżkę na serwetkę i przechyliła głowę, przyglądając się córce z wymalowanym na twarzy rozczarowaniem.
— Natychmiast przeproś ojca — zaczęła spokojnie. Ten opanowany ton był chyba nawet gorszy od największego wrzasku. — Nie obchodzi mnie, jak bardzo jesteś zła. Możesz się z nim nie zgadzać i możesz mieć własne zdanie, ale nie będziesz odzywać się do niego w ten sposób — powiedziała, przewiercając córkę spojrzeniem na wylot.
Teddy opuściła rękę pod stół i zacisnęła ją na kolanie narzeczonej, próbując w ten sposób dać jej do zrozumienia, że wszystko było w porządku. Naprawdę doceniała to, że April stanęła w jej obronie, ale nie chciała, żeby przez nią wdawała się w jeszcze większą awanturę z własnym ojcem. Nie musiała jej bronić.
Paul uniósł dłoń, uciszając żonę, zanim ta zdążyła jeszcze coś dodać.
— Od kiedy stałaś się taka bezczelna? To też jej sprawka? — ruchem głowy wskazał na strażaczkę, którą od piętnastu lat uważał za problem, jaki należało wyeliminować z życia jego najstarszej córki. W jego przekonaniu Teddy nie była po prostu kobietą, którą April wybrała sobie na partnerkę. Była źródłem zmian i winowajczynią wszystkiego, co w zachowaniu córki zaczęło mu się nie podobać.
— Niech pan uważa, co pan mówi — odezwała się w końcu strażaczka. Whisky dodała jej animuszu i najwyraźniej odebrała resztki zdrowego rozsądku, bo nie miała już zamiaru udawać, że jest tylko przypadkowym świadkiem tej rozmowy. Tym bardziej że po raz kolejny stała się jej głównym tematem. — Jeśli naprawdę twierdzi pan, że jestem odpowiedzialna za każdą decyzję, którą podejmuje pańska dorosła córka, to może problem wcale nie leży we mnie? Może po prostu trudno panu zaakceptować, że April już nie potrzebuje pana pozwolenia, żeby żyć po swojemu — wtrąciła butnie, rzucając granat prosto pod nogi Paula Fincha. A niech to wszystko jebnie i płonie!

April Finch

Tell me are you feelin me feelin you?

: śr wrz 30, 2026 10:10 pm
autor: April Finch
Prychnęła zażenowana odpowiedzią ojca. Sugerowanie, ze to ona była tutaj tą złą i sięgała po jakieś nieprzyjemne określenia było absurdalne. Nie spodziewała się, że w trakcie urodzin własnej matki będzie musiała w ogóle poruszać ten temat, ale nie potrafiła odpowiednio szybko ugryźć się w język. Teraz jednak uznała, że to ejst totalna przesada. Pakowanie się w ten dialog było po prostu upokarzające dla jej inteligencji. Nie będzie się o to kłócić, po prostu nie. Wiedziała, że ojciec nie podchodził poważnie do jej wyborów żywieniowych, ale żeby aż tak skrajnie odbiegał od jej poglądów? To było naprawdę dziwne uczucie. Bycie tak skrajnie odmienną od własnego rodzica wcale nie było miłym doświadczeniem. Nie chodziło nawet o to, że chciała być podobna do Paula, bo oczywiście, że nie. Ale może on powinien być bardziej podobny do niej? Albo powinni szybciej znajdywać wspólny język. Z tym jednak zawsze był problem i wszystko wskazywało na to, że zawsze ten problem będzie.
Reakcja wszystkich przy stole na jej słowa niespecjalnie ją zaskoczyła. Wiedziała, że odezwała się w niezbyt uprzejmy sposób, ale naprawdę nie czuła się winna. Wychodziła z założenia, że Paul zachowywał się dużo gorzej i wybierał dużo gorsze słowa. Nie spodziewała się jednak, że którekolwiek z rodziców poprze ten pogląd. Cieszyła się natomiast, że była wspierana przez narzeczoną. Gdyby ona w tym momencie uznała, że April przegięła, to faktycznie by w siebie zwątpiła. To byłby znak, ze zrobiła coś nie w porządku i powinna się ogarnąć.
— Nie mam zamiaru nikogo przepraszać, bo nie zrobiłam niczego złego — zaznaczyła od razu, przenosząc spojrzenie na Abigail. Wolałaby żeby matka stanęła po jej stronie, ale to byłoby chyba z ad dużo dobregio. Była przecież miła do tej pory i trzeba było się tym cieszyć, a nie szukać dziury w całym. Wymaganie za dużo od rodziców kończyło się tym, że była potem co najwyżej zawiedziona. Kompletnie to bez sensu. Doskonale wiedziała, że będzie miała zepsuty cały kolejny dzień, bo będzie rozkładać tę rozmowę na czynniki pierwsze i się zadręczać. To też ją dobijało.
— Sam słyszysz, że Teddy potrafi mówić dużo rozsądniej niż ty — przyznała, słysząc słowa narzeczonej. Paul raczej nie miał zamiaru się z nią zgodzić, ale to nic. Takie było jej zdanie i na pewno się z niego nie wycofa tylko przez to, że Paul na nią krzywo spojrzy. Teraz miała w sobie zbyt dużo nerwów i emocji, by dać się strachowi.
— Nie wiem, czemu uważacie, że to ja jestem bezczelna. Użyłam wulgaryzmu, okej, straszna rzecz. Ja przynajmniej staram się być życzliwa, a ty bez przerwy stosujesz wobec mojej narzeczonej jakieś przytyki. Nie jestem w stanie tego po prostu akceptować albo udawać, że nie widzę. Nie zasłużyła sobie niczym na takie traktowanie. Zacznij wreszcie zachowywać się jak wspierający ojciec, a nie jak buc — mówiła stanowczym tonem, bardzo starając się nie podnosić głosu. Wiedziała, że to tylko sprawi, że rodzice skupią się na tej pierdole, zamiast odnieść się do merytorycznych argumentów.

teddy darling

Tell me are you feelin me feelin you?

: śr wrz 30, 2026 11:22 pm
autor: teddy darling
Może narzeczona trochę zagalopowała się z tym odpierdoleniem, a jej słowa na chwilę zbiły Teddy z tropu, ale nie dało się zaprzeczyć, że były całkowicie uzasadnione. Ile można wysłuchiwać, że człowiek postępuje niewłaściwie, skoro nie zrobił nic złego? Teddy była w stanie znieść naprawdę wiele, ale robiła to wyłącznie ze względu na April. Nie chciała, żeby Finchowie znielubili ją jeszcze bardziej tylko dlatego, że powiedziała coś, co mogło im się nie spodobać. Zawsze zwracała się do nich z szacunkiem, nawet jeśli Paul w żaden sposób na niego nie zasługiwał. Tylko właściwie dlaczego miałaby go szanować, skoro on nie potrafił zdobyć się na to samo wobec niej? Może dlatego, że tak ją wychowano. Że niezależnie od tego, jak bardzo ktoś działał jej na nerwy, nie zamierzała zniżać się do jego poziomu. Aż trudno było uwierzyć, że jej wspaniałą narzeczoną wychował ktoś o tak egoistycznym podejściu i obrzydliwym światopoglądzie. April była przecież zupełnie inna. Była mądra, zabawna, troskliwa, a gdyby tylko mogła, to podarowałaby jej cały wszechświat. Jakim cudem wyszła na tak cudowną osobę, mając za ojca kogoś takiego jak Paul Finch?
— April — Abigail znów spojrzała na córkę, próbując wymusić na niej przeprosiny. Nic z tego. Nawet Teddy zacisnęła mocniej palce na kolanie narzeczonej, żeby absolutnie tego nie robiła. Nie będzie się tutaj przed nikim kajać. Może rodzice próbowali wywołać w niej poczucie winy, ale April miała jej pełne wsparcie.
Uśmiechnęła się pod nosem, słysząc, że April walczyła w jej imieniu jak prawdziwa lwica. Było to jednocześnie cholernie miłe i trochę niepokojące, bo doskonale zdawała sobie sprawę, że właśnie przez nią narzeczona weszła w kolejną awanturę z własnym ojcem. Darling czuła, że powinna coś powiedzieć, tylko kompletnie nie wiedziała co. Żadna z opcji nie brzmiała w jej głowie wystarczająco dobrze. Nie była przecież niepełnosprawna umysłowo. A przynajmniej nie aż tak, żeby nie potrafić samodzielnie postawić się przyszłemu teściowi.
— Dlaczego miałbym być życzliwy i udawać, że nie jestem zawiedziony, że związałaś się z Theodorą? — zapytał pan Finch, sięgając po szklankę z whisky. To, w jaki sposób wypowiedział jej pełne imię, sprawiło, że żołądek Teddy wywrócił się na lewą stronę. Kiedy ktoś zwracał się do niej w ten sposób, od razu czuła się tak, jakby coś przeskrobała. Teraz natomiast miała wrażenie, że dostała wezwanie na własny pogrzeb. — Wiem, że nie zmienię twojej decyzji, ale nie oczekuj, że będę zachwycony, kiedy widzę was razem — powiedział z tym swoim nadzwyczaj spokojnym tonem. Co z tego, że właśnie oznajmiał własnej córce, że wolałby, gdyby związała się z kimś innym. Ot, zwykła urodzinowa kolacja. Zupa dyniowa, whisky i teść subtelnie informujący strażaczkę, że ojciec jej narzeczonej jest rozczarowany jej istnieniem.
Z tego stresu Teddy wyżłopała kolejną szklankę alkoholu. Odstawiła ją z hukiem na stół, aż zabrzęczały sztućce.
— Kurwa, Paul — wypaliła znienacka, wciąż czując w gardle piekący posmak whisky. Tego przyszły teść kompletnie się nie spodziewał. Spojrzał na Darling z wysoko uniesionymi brwiami. W końcu miała jego uwagę. — Już piętnaście lat temu zrozumiałam, że mnie nie lubisz i bardzo dobitnie przypomniałeś mi o tym podczas naszego spotkania. To nic. Nie jestem zupą dyniową, żeby mnie lubić. Swoją drogą, zupa jest przepyszna, pani Finch — w tym miejscu posłała Abigail szczery uśmiech. — Nie oczekuję, że staniemy się najlepszymi przyjaciółmi, bo tak nie będzie. Ale musisz w końcu zrozumieć, że twoja córka mnie kocha, a ja kocham ją. Najmocniej na świecie. I dołożę wszelkich starań, żeby była ze mną przeszczęśliwa — mówiła coraz szybciej, jak zwykle wtedy, kiedy zaczynała się stresować. — Po prostu daj jej zbierać własne doświadczenia. Jeśli jestem jej błędem, a może nim jestem, to też w porządku. Człowiek uczy się na błędach. Ale żadna z nas nie zasłużyła sobie na takie traktowanie. W szczególności April, bo dla was jej szczęście powinno być priorytetem — wyrzuciła z siebie wszystko praktycznie na jednym wydechu. Teddy sama nie zdawała sobie sprawy, że potrafi mówić tak szybko.
Przełknęła głośno ślinę i spojrzała na narzeczoną, próbując wyczytać z jej twarzy, czy właśnie przesadziła. Na pewno przesadziła. Prawdopodobnie nawet bardzo. Ale wyrzuty sumienia pojawią się dopiero wtedy, kiedy stąd wyjdą. O ile wcześniej April nie zerwie zaręczyn.

April Finch