Strona 2 z 2

I hate everything about you

: sob paź 24, 2026 3:10 am
autor: Ambrose Sinclair
Mocniej zacisnął szczękę słysząć jego odpowiedź. Pięknie, czyli będzie istniało prawdopodobieństwo, że natrafi na niego przypadkiem na korytarzu, schodach, w windzie czy w ogóle w okolicy, bo jak na złość uniwersum uznało, że fantastycznym pomysłem będzie umieszczenie ich w tym samym budynku. Pytanie, który pierwszy skapituluje wyprowadzając się, ewentualnie lądując w więzieniu za morderstwo.
W tym wszystkim Ambrose nie miał najmniejszego zamiaru tłumaczyć mu się czemu właściwie przebywał w takim miejscu. Zalatywało trochę hipokryzją, ale aktualnie był wkurzony na wyższego mężczyznę i ignorował fakt, że z ich dwójki to właśnie on zachowywał się mniej dojrzale. Doskonale zdawał sobie przy tym sprawę, że Valentin wie, że był bogaty i posiadał wystarczające fundusze, by kupić dom w drogiej dzielnicy, do której Montclair nie miałby dostępu. Fakt, że Rose nie obnosił się z kasą, bo nie chciał, by ludzie oceniali go w taki sposób, był jego osobistą sprawą i nie podejrzewał, by dawny przyjaciel w ogóle zrozumiał, czemu wolał ukrywać zawartość swojego portfela. Ba, rękę by dał sobie uciąć, że on w ogóle nie rozumiał niczego, co miało związek z ciemnowłosym chłopakiem. Kiedyś wydawało mu się, że Val umiał z niego czytać, ale to wrażenie prysło w dniu, w którym przyjaźń przestała nią być.
Brak prądu właśnie w takiej chwili był niczym jakaś kara od niebios. Nie dość, że zostali zamknięci w wiszącym pudełku, w którym nie było nawet okna, przez które wleciałoby świeże powietrze, tak dodatkowo jedynym towarzystwem Rose był Valentin. Idealnie, wprost kurwa wspaniale. Nic dziwnego, że zrobiło mu się słabo, bo chociaż nie cierpiał na klaustrofobię, tak nijak nie podobała mu się zaistniała sytuacja. Co, jeśli winda nagle spadnie?
Wciągnął głośniej powietrze na chwilę przymykając oczy zły na siebie, że Montclair widział go w takim stanie niepewności, która go ogarnęła. mimo wszystko lubił panować nad sytuacją mając dodatkowo drogę wycofania się. Aktualnie ową możliwość stracił i to potęgowało poczucie zagubienia.
-Bardzo śmieszne - wyrzucił z siebie, obracając się w stronę chłopaka. Nie widział go dokładnie, nikłe światło padające z lampki nie było wystarczające, a stali oddaleni od siebie. - Nie mam najmniejszego zamiaru przyzwyczajać się do niczego, co ma z tobą związek, więc o to obawiać się nie musisz - prychnął chociaż coś w tonie głosu Valentina sprawiło, że serce dziwnie mu zabiło, jakby na wspomnienie tego, jak zawsze się nim zajmował, kiedy Rose miał jakiś problem, z którym sobie nie radził. Ta troska, nawet teraz wzbudziła w Sinclairze emocje, których nie chciał, a które go denerwowały.
-Obaj wiemy, że nikt nas stąd nie wyciągnie tak prędko. nic nie działa, nikt nawet nie wie, że tu jesteśmy - odpowiedział, oddychając trochę szybciej. - Czy mi się wydaje, czy zrobiło się jakoś gorąco? - spytał lekko drżącym głosem. Serio to wszystko zaczynało go przytłaczać zwłaszcza, że w tym momencie rozległo się ciche skrzypienie, które w głowie młodego prezesa było niczym zwiastun śmierci.

Valentin Montclair