Strona 2 z 2

so, get away, another way to feel what you didn't want yourself to know

: pn wrz 28, 2026 4:01 pm
autor: Yonaka Levin
Yonaka potrzebowała kilku sekund, żeby naprawdę się obudzić.
Nie odpowiedziała od razu. Zaspany umysł próbował jeszcze dopasować głos Effie do miejsca, w którym się znajdowała, podczas gdy wzrok powoli przeczesywał pogrążoną w półmroku sypialnię. Drzwi. Okno. Regał. Szafa. Nic nie wyglądało inaczej niż przed zaśnięciem.
A jednak słowa Effie nie chciały zniknąć: "Jestem pewna, że ktoś mnie obserwował.".
Wczorajsze wątpliwości wróciły do niej niemal natychmiast, tym razem bez całej reszty rozmowy, tylko jako pojedyncze, nieprzyjemne fragmenty. Yonaka usiadła na łóżku i przez moment nasłuchiwała. Nic. Żadnego skrzypnięcia podłogi. Żadnego ruchu zza drzwi. Żadnego odgłosu dochodzącego z parteru.
Racjonalna część jej umysłu podsuwała znacznie prostsze wyjaśnienie. Koszmar. Zmęczenie. Wybudzenie w obcym miejscu po wyjątkowo paskudnym dniu. Wszystko się zgadzało. A mimo to wstała.
— Zostań.
Jedno słowo, wypowiedziane cicho, bardziej do zatrzymania Effie niż do wyjaśnienia czegokolwiek. Yonaka wyszła z sypialni.
Sprawdziła drzwi wejściowe. Zamek był przekręcony. Łańcuch również. Zajrzała do kuchni, salonu, łazienki. Potem przeszła przez korytarz jeszcze raz, tym razem wolniej, pozwalając wzrokowi przyzwyczaić się do coraz jaśniejszego półmroku.
Nic.
Przecież kiedy Effie była w łazience, sama zamknęła wszystko. Po jej powrocie drzwi zostały zaryglowane od środka. Nie było żadnego momentu, w którym ktoś mógłby wejść niezauważony. To nie miało sensu. Właśnie dlatego sprawdziła jeszcze raz. Dopiero kiedy upewniła się, że dom pozostaje tak samo pusty, jak kilka minut wcześniej, wróciła do sypialni. Po drodze zatrzymała się przy kuchni i nalała do szklanki wody.
Podała ją Effie.
— Koszmar. Paraliż. — Yonaka usiadła na brzegu łóżka. — Sprawdziłam cały dom. Nikogo tu nie ma. Wszystko jest zamknięte.
Przez moment przyglądała się twarzy Effie, jakby chciała upewnić się, że te kilka prostych zdań rzeczywiście do niej dociera. Dopiero teraz zauważyła, że obraz przed oczami wciąż nie jest całkiem ostry. Początkowo zrzuciła to na niewyspanie. Przetarła powieki, zamrugała kilka razy. Nie pomogło szczególnie. Nie powiedziała jednak ani słowa. Zamiast tego skinęła na szklankę.
— Pij powoli.
Odczekała, aż Effie weźmie kilka małych łyków, po czym wróciła pod kołdrę. Ułożyła się ostrożnie, zostawiając jej tyle miejsca, ile potrzeba, żeby nie naruszać obandażowanej nogi.
Za oknem szarość zaczynała powoli przechodzić w pierwsze oznaki poranka. yonaka naciągnęła kołdrę wyżej.
— Jeszcze jest noc. — Przymknęła oczy. — Masz chwilę, żeby pospać. — Po chwili przypomniała sobie o stopie. — A noga? Nadal mocno boli?

So what do you wanna do, what's your point of view?

so, get away, another way to feel what you didn't want yourself to know

: pn wrz 28, 2026 4:49 pm
autor: Effie Granger
Nie było łatwo jej zostać i te długie minuty, podczas których Yonaka obchodziła dom, Effie naprawdę spędziła jak na szpilkach. Powoli się rozbudzała — nie tak zupełnie, by nie móc już zmrużyć oka, ale wystarczająco, by dotarło do niej, że to faktycznie mógł być tylko sen. Bardzo realistyczny, bardzo przerażający, ale jednak — tylko sen.
— Albo leki odpuszczają, albo naruszyłam ranę, gdy się szarpałam, ale… przeżyję do rana — odpowiedziała na pytanie, krzywiąc się lekko. Odstawiła szklankę na nocną szafkę i wypuściła powietrze. Długo, ze świstem, jakby wraz z powietrzem chciała pozbyć się tego całego strachu.
— Mogę dać ci coś jeszcze.
— Wezmę do śniadania, dobrze? Już… — „nigdzie nie idź”, chciała powiedzieć, ale w ostatniej chwili zamilkła i pokręciła lekko głową. Włosy, wciąż lekko wilgotne przy samej skórze, rozsypały się jasną aureolą. — Już dajmy temu spokój i spróbujmy jeszcze chwilę pospać. Przepraszam — mruknęła, wpatrując się w przestrzeń i wyławiając z otoczenia coraz więcej szczegółów, im bliżej było do rana. — Nie chciałam robić rabanu. Znowu. Po prostu…
— Hej, rozumiem. — Yonaka ucięła te niezdarne tłumaczenia, masując sobie brwi. — Nie musisz przepraszać za to, że się boisz, Effie. W takiej sytuacji każdy miałby problem z koszmarami. A teraz… jeszcze łyk wody i spróbuj odpocząć. Nie musimy zrywać się wraz ze słońcem, więc po prostu… zamknij oczy.
Granger posłuchała bez marudzenia. Ponownie.
Upiła łyk, przynosząc drobną ulgę wyschniętemu od krzyku gardłu. Czuła piasek pod powiekami, usta same rozwierały się w potężnych ziewnięciach, a całe ciało ciążyło tak, jakby niewidzialna siła wgniatała ją w materac, ale dłuższą chwilę mimowolnie walczyła ze zmęczeniem. Bała się, że kiedy znowu zamknie oczy, sytuacja się powtórzy; że znowu przyśni jej się intruz, stojący tuż obok niej, bezbronnej i niemogącej nawet rzucić się do ucieczki.
Ale sen zakradł się do niej po cichu, w końcu na dobre zamykając oczy i częściowo rozluźniając mięśnie. Tej krótkiej nocy nic już jej się nie śniło, śliska pościel gładko otulała ciało, było jej przyjemnie ciepło i wygodnie…
Podejrzanie ciepło i wygodnie.
Gdy znowu się obudziła — tym razem, nawet mimo koszmaru, wyspana lepiej niż przez ostatnie tygodnie, zorientowała się, że przez sen zmieniła pozycję. Leżała na boku, ale jakoś dziwnie krzywo — zdawało się, jakby nawet śpiąc podświadomie uważała na ranę. Pod policzkiem i dłonią czuła coś ciepłego, ale minęło dobrych kilkanaście sekund, zanim zorientowała się, co to jest.
Poczuła irracjonalne uderzenie gorąca, skupiające się zwłaszcza na szyi. Ostrożnie, w skupieniu wystawiając koniuszek języka z ust, spróbowała wykaraskać się z ciasnego uścisku, jakim oplotła ramię Yonaki. Byle jej nie obudzić…
Jednak kiedy kontrolnie zerknęła do góry, napotkała szeroko otwarte ciemne oko.
Zastygła na dwie lub trzy sekundy. A potem, jak gdyby nigdy nic… zaczęła ścierać nieistniejącą plamę z rękawa koszulki Yonaki.
— Sorki, chyba... trochę ośliniłam ci rękaw.

I did everything to be there by your side

so, get away, another way to feel what you didn't want yourself to know

: pn wrz 28, 2026 6:43 pm
autor: Yonaka Levin
Poranek rozciągał się powoli, bez pośpiechu właściwego godzinom, w których ludzie zwykle zaczynali już funkcjonować. Blade światło z każdą minutą odbierało sypialni resztki nocnych cieni.
Yonaka leżała nieruchomo, patrząc gdzieś ponad ramieniem Effie. Nie była pewna, co właściwie powinna myśleć o minionej nocy.
Rachunek zdarzeń był prosty. Intruz. Szpital. Rana. Koszmar. Strach. Jej własne samopoczucie, które zdecydowanie nie zachęcało do dalszego udawania, że wszystko jest w porządku. A jednak gdzieś pomiędzy tym wszystkim pozostawała jedna rzecz, której nie musiała już analizować.
Postąpiła właściwie.
Została. Sprawdziła dom. Nie zostawiła Effie samej, kiedy ta naprawdę tego potrzebowała i może właśnie dlatego przez moment przemknęła jej przez głowę myśl o własnej siostrze.
Ośmioletnia Yonaka, siedząca kiedyś w ciemności i przekonana, że głos wołający ją z korytarza nie należał do nikogo, kogo powinna była się bać. Pamiętała ten strach. Nie wszystkie szczegóły, nie każde słowo. Samo uczucie pozostało jednak zaskakująco wyraźne. Zastanowiła się, czy wtedy jej siostra patrzyła na nią podobnie. Czy też nie wiedziała, co zrobić z cudzym strachem, poza tym, że trzeba było przy nim zostać. Myśl rozmyła się równie szybko, jak przyszła.
Zorientowała się, że Effie najwyraźniej próbowała wydostać się z objęcia, w które sama wplątała się przez sen. Yonaka popatrzyła najpierw na jej dłoń, potem na rękaw.
— Sorki, chyba... trochę ośliniłam ci rękaw.
Przez kilka sekund nie odpowiedziała. Nie dlatego, że nie wiedziała co powiedzieć. Po prostu poranek najwyraźniej uznał, że po wszystkim, co wydarzyło się w nocy, właśnie to powinno zostać jej największym problemem. Levin tylko wzruszyła ramieniem.
— Wypierze się. — Jej głos był jeszcze zachrypnięty od snu. Przesunęła spojrzeniem po twarzy Effie, jakby dopiero teraz naprawdę ją widziała w porannym świetle. — Można ci wybaczyć. — Kącik ust drgnął jej ledwie zauważalnie. — Wyglądasz jak dziecko, kiedy śpisz. A ślinienie przez sen wybacza się tylko dzieciom i słodkim stworzeniom. — Brzmiało to tak poważnie, że przez moment trudno było rozstrzygnąć, czy Yonaka właśnie żartuje, czy mówi poważnie. — Czytałam o tym ostatnio artykuł.
I wszystko jasne.
Przymknęła oczy. Nie ruszyła się ani w prawo, ani w lewo. Ani bliżej, ani dalej. Poranek mógł jeszcze chwilę poczekać. A mała Effie mogła jeszcze chwilę tkwić w skołowaniu innym niż po koszmarze.

Is that a compromise?

so, get away, another way to feel what you didn't want yourself to know

: pn wrz 28, 2026 7:15 pm
autor: Effie Granger
Effie prychnęła cicho, na poły z rozbawieniem, na poły z niedowierzaniem, i zaprzestała usilnych prób wytarcia niewidocznych dowodów nocnej zbrodni. Rumieniec wspiął się wyżej i zabarwił odrobinę blade policzki, ale na to już nie mogła nic poradzić. Granger nie rumieniła się z byle powodu, wcale nie tak łatwo było ją zawstydzić, ale — jak by na to nie patrzeć — właśnie została przyłapana na mimowolnym przytulaniu się przez sen do kobiety, którą zatrudniła do sprawdzenia, czy jej dom nie jest przypadkiem nawiedzony.
Choć ruchom towarzyszyło pewne ociąganie, wyplątała się w końcu z objęcia i ułożyła wygodniej. Łupało ją w krzyżu, noga też dawała o sobie znać i chociaż wypadało niedługo zebrać się i stawić czoła nowym wyzwaniom, które miał postawić przed nimi dzień, to jeszcze chwila lenistwa nikomu nie mogła zaszkodzić.
Effie również zamknęła oczy, czując lekkie drżenie kącików ust. Wyciągnęła przed siebie ręce i przeciągnęła się z głośnym pomrukiem, nadal leżąc. Nie strzeliło, ale było jej chociaż trochę wygodniej we własnej skórze. Po krótkim wahaniu przekręciła się znowu na bok, podpierając się na łokciu. Yonaka łypnęła jednym okiem, a jej spojrzeniu ukazał się uśmieszek godny chochlika. Albo Dzwoneczka, gdyby Dzwoneczek przeklinała jak szewc, hodowała groźne gady i rzucała butelkami w klubach.
— Do tej fuzji postaci, którymi jesteś, dołączam Edwarda Cullena.
— Nie mam siedemnastu lat. Ani faktycznie, ani „od jakiegoś czasu” — mruknęła Levin, opuszczając z powrotem powiekę. Z pewnością wolałaby zacząć dzień od kawy, nie od pociesznych bzdurek Euphemii Granger i ta druga dobrze o tym wiedziała. Sama nie pogardziłaby dawką kofeiny na dobry start.
— Nie? A już myślałam… — Effie udała zdziwienie, po czym uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Po nocnych strachach zdawało się nie być śladu, chociaż ten czaił się nadal gdzieś w nadmiernym napięciu barków. — Ale tak samo jak on obserwujesz śpiących ludzi!
— Nie obserwowałam cię.
— Jasssne, wcale, tylko zerknęłaś — mruknęła Granger, wracając na plecy. Mimo wszystko tak było jej teraz najwygodniej ze względu na nogę. — Wystarczyło, żeby uznać mnie za słodkie stworzenie — dodała jeszcze ciszej z nutą zadowolenia w głosie. Oczywiście, że z komentarza Yonaki wyłuskała dokładnie tyle, ile ją zainteresowało.

I'm on top of you*, I don't wanna go
*not yet, but close enough

so, get away, another way to feel what you didn't want yourself to know

: pn wrz 28, 2026 8:00 pm
autor: Yonaka Levin
Psychologia miała wiele wyjaśnień na światopogląd Effie Granger, ale żadne z nich nie oddawało tego, co sobą pokazywała. W pewnym stopniu sam skok dobrego humoru po drobnostce zainteresował tę część Yonaki, która krzątała się na regałach między definicjami Freuda a kwestionariuszami Younga. Rodziło to pytanie o potencjalną punktację Effie na tym drugim (i to w zależności od sposobności), lecz szybko zostało zbyte ukryciem zaraźliwego ziewnięcia.
— Jeśli tak ci się lepiej żyje… to w porządku.
— Ej!
Levin przytknęła przedramię do twarzy i cicho ziewnęła. Wraz usiadła, podrywając kołdrę.
—Zaparzę kawę. — Przeciągnęła się a między łopatkami coś strzyknęło. — Jaką pijesz?
— Trzy łyżeczki cukru, śmietanka i dwie łyżeczki kawy.
— Maksymalistka — oznajmiła Yonaka, zaciągając koszulkę. — Moja teoria się nie sprawdziła.
— A co zakładała? — Effie zmarszczyła pytająco brwi, ale, w przeciwieństwie do demonolożki, nadal nie zamierzała ruszyć się z łóżka.
— Że nie potrzebujesz cukru do kawy. — Kołdra zaszeleściła, podłoga cicho skrzypnęła pod Yonaką, gdy stanęła obok łóżka. Szczupłe palce przeczesały czarnego boba, przywracając go do względnego ładu i składu. — Najwidoczniej nie jesteś na tyle słodka, aby zabić jej gorycz. — Usłyszała prychnięcie, wciągane powietrze, a gdy spojrzała na Granger, ta miała nadymane policzki. Wywróciła oczami. — Właśnie.
— Phi! Ty za to ani trochę nie jesteś słodka! Ani grama słodyczy w tobie!
— Nie? — Uśmiechnęła się leniwie. — To jaka jestem? Według ciebie. — Zaczesała kosmyk za ucho. — Wygodna i miękka. — Czerwień jeszcze szybciej zajęła jasną buzię Effie, na co Yonaka cicho zaśmiała się pod nosem. — Ciepła i bezpieczna. — Podparła się pod boki. — Na tyle, że przestajesz pamiętać, że jestem obcą?
— Nie jesteś… obca — mruknęła Effie, spuszczając spłoszony wzrok na pościel. — Jesteś… Yonaką. — Podniosła spojrzenie po chwili. — Chyba po takich przejściach nie jesteśmy już tylko zleceniobiorcą i zleceniodawcą.
— Mhm?
— Nie uważasz?
Yonaka przestąpiła z nogi na nogę, jakby balansowała ciężarem odpowiedzialności podrzuconego wraz z wiążącym pytaniem. Z wolna potaknęła, ale czy oznaczało to zgodę, czy zaprzeczenie — nie powiedziała. Założyła ręce i pochyliła się nieco.
— To jak mam na nazwisko?
Effie wystrzeliła głowę, rozdziawiła usta i zaraz wykrzywiła na boki. Inwazyjne pytania o poranku — niedobrze. Kombinowała i kombinowała, aż z rezygnacją zachichotała:
— La...fufu?
— Lafufu — powtórzyła Yonaka. Zadumała. — Ciekawe. — Wyprostowała się i okręciła w stronę przejścia. — Na kawę musisz zaczekać — oznajmiła, kierując się do kuchni. — Możesz zajrzeć do szafy i znaleźć sobie coś do ubrania na teraz. Potem poproszę Phila, żeby przywiózł ci jakieś rzeczy z domu. — Jej głos dobiegał z korytarza, a gdy zamarł rozległo się szuranie, otwieranie drzwiczek, klikanie i bulgot wody. — Mam tylko migdałowe mleko!
Czy ostrzegała, czy groziła — nie wiadomo.

A handshake with you, what's your point of view?

so, get away, another way to feel what you didn't want yourself to know

: wt wrz 29, 2026 11:57 pm
autor: Effie Granger
Nie przeszkadzało jej mleko migdałowe, ale chwila przekomarzanek zostawiła swój ślad w postaci zaróżowionych policzków jeszcze na minutę czy dwie. Effie, trochę naburmuszona z tylko sobie znanego powodu, zwlekała jak najdłużej się dało ze wstaniem z łóżka, ale kiedy do jej nozdrzy dotarł zapach kawy, nie mogła się mu dłużej opierać.
Zsunęła się z łóżka, ostrożnie stawiając zranioną stopę. Opatrunek nie przeciekł, a to był zdecydowanie dobry znak, ale i tak musiała uważać. Przytrzymując się mebli tam, gdzie było to możliwe, przeszła te kilka kroków dzielących ją od szafy i z pewną nieśmiałością zajrzała do środka. Yonaka była szczupła, owszem, ale Effie ze swoją drobną, niemal chłopięcą budową i tak utonęłaby w jej ciuchach. Po bezwstydnym przekopaniu połowy szafy wybrała w końcu czarną bluzkę z szerokimi rękawami i dżinsy w najmniejszym rozmiarze, jaki mogła znaleźć. Były na nią zbyt luźne, ale wyjęła nabijany ćwiekami pasek ze swojej spódniczki z wczoraj i to uratowało sytuację. Nie miała pojęcia, kiedy miało nastąpić to „potem”, o którym mówiła Yonaka, ale jeśli miała jechać rozmawiać z policją w nieswoich ciuchach, to wolała coś normalniejszego niż T-shirt wiszący na niej jak wielka zasłona.
Zwykłe poranne odgłosy dobiegające z kuchni brzmiały dla Effie niezwykle kojąco. Postukiwanie naczyń, ciche nucenie pod nosem, niespieszna krzątanina. Dźwięki, którymi jej własna kuchnia nigdy jej nie witała, chyba że akurat nocowała u niej jedna z dziewczyn z zespołu albo ktoś z najbliższych przyjaciół…
Żadne z powyższych nie miało miejsca w ciągu ostatnich miesięcy, a chyba nawet roku czy dwóch.
Umysł Effie uczepił się trochę tej myśli, kiedy powoli stąpała w stronę kuchni, ale dochodziła do nieprzyjemnych wniosków, których zasadniczo wcale nie chciała teraz wysnuwać, dlatego skupiła się na czymś innym. Mieszkanie w dziennym świetle nie wyglądało już tak futurystycznie jak w blasku kolorowych ledów, wręcz przeciwnie — zdawało się naprawdę przytulne.
— Tym razem byłam mądrzejsza — zagadnęła, wchodząc do kuchni — i usiadłam na łóżku, żeby założyć spodnie. Obyło się bez większych ofiar, więc chyba mamy pierwszy sukces tego dnia. Oby to był dobry omen.
Usiadła przy stole i gestem wskazała na jasny napój kawopodobny.
— To moja? — Ciche potwierdzenie. — Dzięki.
W tle leciała jakaś muzyka; na tyle cicho, że Effie nie była w stanie rozpoznać piosenki ani wykonawcy. To jednak chyba otworzyło jej czakrę w mózgu, bo nagle pstryknęła palcami i wskazała na Yonakę.
— Maroon 5.
— Hm? Nie, to leci…
— Levin. Masz na nazwisko prawie tak samo jak wokalista Maroon 5.

I don't wanna know

so, get away, another way to feel what you didn't want yourself to know

: śr wrz 30, 2026 7:37 pm
autor: Yonaka Levin
Yonaka uniosła wzrok znad kubka i przez chwilę przyglądała się Effie z miną człowieka, który właśnie został zaskoczony czymś tak oczywistym, że aż trudno było przyznać drugiej osobie punkt.
— Punkt za spostrzegawczość.
Nazwisko samo w sobie nie miało dla niej szczególnego znaczenia. Levin było po prostu Levin. Podobieństwo do nazwiska wokalisty Maroon 5 było jednak na tyle wyraźne, że trudno było odmówić Effie spostrzegawczości. Najwyraźniej po całej nocy Granger nadal dysponowała wystarczającą ilością energii, żeby wyłapywać takie drobiazgi.
— Ale niestety nie dostajesz za to drugiej kawy. — Kącik ust drgnął jej lekko, zanim sięgnęła po telefon leżący na blacie. Na ekranie miała już wiadomości, których potrzebowała. Przesunęła palcem po wyświetlaczu, upewniając się jeszcze raz co do godziny i miejsca spotkania. Potem wygasiła ekran. — Najpierw komisariat. Nie ten, na którym byliśmy wczoraj. Spotykamy się z Gary'm. — Podniosła wzrok na Effie. — To znajomy z czasów mojej współpracy mundurowej.
— Tajne przez poufne sprawy oku... kultystyczne?
Yonaka zmilczała. Na tym skończyła. Charakter znajomości zawisł między nimi na moment, ale Yonaka nie rozwinęła tematu ani jednym słowem. Brzmiało to niemal tak, jakby celowo ominęła środek zdania, zostawiając wyłącznie początek i koniec. Zamiast tego wróciła do telefonu, sprawdzając jeszcze raz godzinę. — Możesz mu powiedzieć wszystko.
Tym razem nie było w tym żadnej obietnicy ani próby przekonania Effie, że wszystko pójdzie łatwo. Po prostu pewność, że po drugiej stronie będzie ktoś, komu sama Yonaka ufała.
Podniosła się od stołu i sięgnęła po okulary. Założyła je dopiero przy przedpokoju. Bez nich świat nadal miał irytującą tendencję do pozostawania rozmytą plamą, a dzisiejszy dzień zdecydowanie nie był dobrym momentem na sprawdzanie, ile można zignorować własnego organizmu.
— I zanim wyjdziemy — leki. — Rzut oka na Effie wystarczył.
Nie zamierzała robić z tego ceremonii. Sprawdziła jeszcze klucze, telefon i portfel. Przy okazji rzuciła krótkie spojrzenie w stronę kuchennego blatu, jakby upewniała się, że niczego nie zostawiła, po czym wsunęła telefon do kieszeni.
Zatrzymała się na moment przy drzwiach wyjściowych.
Dom wyglądał zupełnie zwyczajnie. Poranne światło wpadało przez okna, kawa stygnęła na stole, a na blacie zostały drobne ślady po śniadaniu. Trudno było pogodzić ten spokojny obraz z tym, jak wyglądała poprzednia noc.
Yonaka przekręciła zamek i zeszła na dół. Na schodach zwolniła, bardziej z ostrożności niż potrzeby. Głowa przypominała jej o sobie przy gwałtowniejszych ruchach, a rozmazujące się momentami krawędzie rzeczy tylko utwierdzały ją w przekonaniu, że prowadzenie samochodu byłoby dzisiaj wyjątkowo kiepskim pomysłem.
Przed budynkiem zamówiła Ubera, choć dyskusja z Effie, która oznajmiła, że mogłaby poprowadzić Kujirę, przyjrzawszy się w świetle dnia reliktowi lat siediemdziesiątych, prawie zakończyło fiasko. Kiedy samochód podjechał, Yonaka odsunęła się, robiąc Effie miejsce, a potem sama zajęła siedzenie obok. Przez pierwsze kilka minut nie mówiła nic.
Dzień dopiero się rozpędzał. Ludzie z kubkami kawy znikali za drzwiami sklepów i biurowców, autobusy sunęły ciężko przez skrzyżowania, a światło odbijało się od szyb samochodów. Za oknem wszystko przesuwało się w spokojnym, jednostajnym rytmie, zupełnie niepasującym do tego, że jeszcze kilka godzin wcześniej Yonaka przeczesywała własne mieszkanie, upewniając się, że nikt się do niego nie włamał.
Oparła głowę o zagłówek. Okulary poprawiła dopiero po chwili, kiedy kolejny znak przy drodze okazał się odrobinę mniej wyraźny, niż powinien. Nie komentowała tego. Zamiast tego utkwiła wzrok w mijanych budynkach i pozwoliła myślom uporządkować kolejność rzeczy, które miały wydarzyć się po przyjeździe. Policja, Gary, zeznania. Zdjęcia i kamery — dokładnie tak. Tym razem nie chodziło już o to, czy ktoś uwierzy w historię o nawiedzonym domu. Nie musieli zaczynać od duchów ani demonów. Mieli człowieka, który wszedł do domu, aparat i fizyczny ślad po całym zdarzeniu. Resztę można było poukładać później.
Yonaka zerknęła na Effie. Wydawała się zdenerwowana, ale żywsza po śniadaniu.
— Gary cię wysłucha. — To wymagało powtórzenia. Poczekała aż Effie zwróci się ku niej. — Jeśli przekonałaś mnie, on też da ci mówić. Powiedz to po swojemu.
Nie dodała, dlaczego była tego pewna. Może właśnie dlatego, że znała go z tamtej sprawy. Może dlatego, że wiedziała już, jak reagował na rzeczy, których inni woleli nie dotykać. A może zwyczajnie dlatego, że skoro sama zdecydowała się wciągnąć go w tę historię, brała za to odpowiedzialność.
Samochód zatrzymał się na światłach. Yonaka przesunęła kciukiem po krawędzi telefonu, po czym schowała go z powrotem. Resztę zostawiła już ciszy. Przez boczną szybę obserwowała odbicie własnej twarzy. Zmęczonej, nadal trochę zbyt bladej, schowanej za okularami. Potem przeniosła wzrok na ulicę.
Samochód ruszył. W głowie nadal miała kilka niewygodnych pytań, ale żadne z nich nie nadawało się na rozmowę przed komisariatem. Zwłaszcza Nangari.
Nie teraz.

So, get away

so, get away, another way to feel what you didn't want yourself to know

: czw paź 01, 2026 10:06 pm
autor: Effie Granger
Zanim odwróciła wzrok, przez dłuższą chwilę obserwowała profil Yonaki. Wydawała się zmęczona, trochę bardziej flegmatyczna czy może ociężała w ruchach, niż poprzedniego dnia. Effie miała nieodparte wrażenie, że Levin czegoś jej nie mówi — i o ile w kwestii szczegółów jej kontaktów z policją nie spodziewała się żadnych wynurzeń (chociaż ciekawość ją zjadała), to było w tym zdecydowanie coś jeszcze. Czy chodziło o robienie dobrej miny do złej gry i pocieszanie jej, by znowu nie doznała ataku paniki, czy o ukrywanie własnego faktycznego samopoczucia za ciemnymi okularami — tego nie wiedziała.
Wiedziała tylko tyle, że cięty język i umiejętność zgaszenia jej w kilku słowach została na swoim miejscu. Z głową Yonaki nie mogło być więc tak źle.
— Tak w zasadzie… dlaczego nie zgłosimy tej sprawy tak po prostu? Wiesz, rutynowo? — spytała w pewnej chwili, zerkając ku kobiecie. Ta nie odwzajemniła spojrzenia, siedziała z przymkniętymi powiekami, jakby nawet mimo ciemnych szkieł światło poranka ją drażniło.
— Bo zgłosimy się bezpośrednio do Gary’ego. On zajmie się resztą.
Effie nie ciągnęła tematu. Nie dopytywała. Pochwyciła w lusterku wstecznym zaciekawione spojrzenie kierowcy, ale gdy zorientował się, że został przyłapany, momentalnie podkręcił głośność muzyki i nie odrywał już oczu od widoku przed maską.
Reszta drogi na komisariat minęła im w ciszy.
Po Granger z każdą sekundą wyraźniej znać było zdenerwowanie. Jej chwilowy dobry humor gdzieś umknął, podobnie jak chęć na przekomarzania. Miło było na krótki moment zapomnieć o głównym problemie — prawdę mówiąc naprawdę jej się to na chwilę udało, kiedy wsuwała stygnącą pizzę przed telewizorem. Ale wstał już nowy dzień, a przerwa od kłopotów brutalnie się skończyła, kiedy — potykając się o zbyt długie nogawki — Effie wysiadła pierwsza z samochodu.
— Wolałabym chyba rozwalić kolano, przynajmniej nie musiałabym na nim stawać — mruknęła marudnie, krzywiąc się i balansując tak, by nie naruszać za mocno rany.
Yonaka wyszła za nią z samochodu, zerknęła kontrolnie, czy Effie potrzebne jest wsparcie, i chyba — zaczynało stawać się to normą — uznała, że jednak tak. Ujęła blondynkę pod ramię, przejmując na siebie część ciężaru jej ciała. Powolnym krokiem ruszyły w stronę budynku.

⛧⛧⛧

— To teraz jeszcze raz i na spokojnie, pani Granger.
— Wystarczy Effie, naprawdę…
— Effie.
Niski głos mężczyzny bardziej było w pomieszczeniu czuć, niż słychać. Wibrował i odbijał się echem w kościach, ale dla ucha wcale nie był aż taki donośny. Effie przełknęła ślinę i zacisnęła dłonie na kubku kawy — choć nie tak dawno ją piła, to czuła, że dodatkowy zastrzyk kofeiny może jej się przydać. Zerknęła na siedzącą na krześle obok Yonakę. Ta kiwnęła zachęcająco głową, nie mówiąc jednak ani słowa. To, co chciała powiedzieć o Garym, już przekazała Effie, zanim jej znajomy zaprosił kobiety do niewielkiego pokoju.
Nie wyglądał jak typowy pokój przesłuchań, a przynajmniej nie taki, jaki Effie sobie wyobrażała. Siedziała na całkiem wygodnym krześle, dostała kawę, nie było wycelowanych w nią kamer ani wielkiego lustra weneckiego. Bardziej przypominało jej to dość stereotypowy, choć może nieco ubogi gabinet psychologa.
— Od czego powinnam zacząć? — Przygryzła nerwowo wargę. — Przecież chyba nie od szopów w piwnicy…
— Możesz powiedzieć mi wszystko, co uznasz za istotne.
I Effie powiedziała.
Powiedziała o dziwnych odgłosach, o szopach w piwnicy, o brawurowej ucieczce swojego węża i o tym, że spokój był tylko na chwilę. Powiedziała o rozstawieniu czujników, o podejrzeniach własnych oraz ekipy ghostbusterów, o poinformowaniu Yonaki o występujących anomaliach — kilkukrotnie skorzystała z jej pomocy, gdy nie pamiętała, co dokładnie zarejestrował sprzęt Phila — a po tym długim wstępie przeszła w końcu do historii z fotografem.
— Kiedy znokautował Yonakę, nie myślałam za wiele. Zawahałam się tylko na kilka sekund, ale to mu wystarczyło, żeby skurwysyn zyskał przewagę. Chociaż gdyby nie to cholerne szkło, to bym go dogoniła i już byśmy go mieli — mruknęła gniewnie, popijając kawę łyk po łyku. — Tak czy siak, kimkolwiek był, zostawił nam rany wojenne i swój aparat. Zbok siedział w moich futrach bogowie wiedzą ile i robił mi zdjęcia!

another way to be where you didn't want yourself to go

so, get away, another way to feel what you didn't want yourself to know

: pt paź 02, 2026 2:13 am
autor: Yonaka Levin
— Macie je? — spytał Gary Youngman, ale odpowiedziała mu cisza. Skinął i przejechał koniuszkiem języka po wąskich, jak na Afroamerykanina, ustach. — Coś innego?
— Aparat — odparła Yonaka i podniosła rękę, aby pohamować ekscytację sierżanta. — Skradziono z niego kartę pamięci. Mamy tylko smutne pozostałości. Ale są też inicjały. — Dla podkreślenia pokazała zdjęcie boku lustrzanki. — R.T.O.
— Jakiś pomysł, co mogą oznaczać?
Demonolożka poprawiła okulary na nosie. Nie podobało jej się, że seria pytań o zdarzenia zaczyna zmieniać się w grę domysłów i przekonań. Zerknęła ponad szkłami na Youngmana. Widziała błysk pod opadającymi powiekami mężczyzny. Znowu to samo.
— Gość z vana od popaprańca krzyknął “Ricardo”, gdy go goniłam — zauważyła Effie, przerywając ciszę. — Cóż, prawie dogoniłam…
Gary uśmiechnął się do niej i potaknął twardo. Może dla dodania otuchy, a może by odhaczyć punkt na liście. Zerknął na Yonakę.
— Coś jeszcze?
— Phil i Aaron próbują przeszukać bazę lokalnych paparazzi — mruknęła z wolna. — Może Ricardo zasila szeregi telewizji śniadaniowej. A może nie. Macie też przypadek sprzed komisariatu, gdzie Phila napadnięto. Taissa zabrała się za podziemie niezależne.
— Skąd wiadomo, że to lokalny paź?
Yonaka przesunęła zdjęcie w galerii i ponownie pokazała Gary’emu. Na ekranie widniała marnej jakości biała taśma z zapisanym numerem seryjnym niepasującym do aparatu. Youngman potaknął z przeciągłym mruknięciem.
— Chłopcy potwierdzili dziś rano, że to numer ID pracowniczego.
— A zdobyli nazwisko? Albo nazwę firmy?
— Odbijają się od paywallu. — Padło wymownie.
— Czyli właścicielem aparatu jest fotoreporter o podanym numerze licencji. Zatem jest…
— Zbyt biedny, aby stać go było na korzystanie z prywatnych zasobów — wcięła się. — Lub kantuje. Ale to nie jest możliwe.
— Nie? Rozwiń, proszę.
— Nieoznakowany van z pościgu Effie. — Wyliczała na palcach. — Aparat u kresu żywota z oznaczeniami zbyt ewidentnymi, aby je zignorować. Nagrania z domu, na których facet próbuje uciec przez okno. Nagrania z kamer zewnętrznych, na których ten sam gość składa mnie, jak szwajcarski scyzoryk... Za duże ryzyko. Numer prawie na pewno na niego nie wskazuje.
Gary oparł się wygodniej w krześle i przez chwilę patrzył na Granger, jakby z jej spiętych barków mógł odczytać prawdę. Bez słowa przesunął wzrok na Yonakę. Wreszcie pokręcił ustami i zwilżył je wystygłą kawą.
— Trzeba go spytać, czy coś nie zginęło w ostatnim czasie. — Wskazał na telefon małym palcem u kubka. Yonaka cicho się zgodziła.
Effie z kolei wyprostowała się skonfundowana.
— Ale co miało zginąć? — Popatrzyła po nich i utkwiła wzrok w Gary’m. — I jaki numer?
— Aparat.
— To narzędzie — dopowiedziała Yonaka. — Nie bezpośredni dowód.
— Więc… chcecie powiedzieć, że paparazzi nie jest naszym stalkerem?
— Fotograf, jak zauważyła pani Levin między wierszami, nie oddałby tak łatwo aparatu, który potencjalnie należy do pracodawcy. Z takich mają obowiązek korzystać zatrudnieni reporterzy w większych filiach informacyjnych i czasopismach. Zasłużony pracownik za nic by nie oddał! A stalker? Przecież odciski palców i tak dalej, i tak dalej. Prawda? — Gary uśmiechnął się na wpół rozbawiony i przekręcił się w bok na krześle, aby założyć nogę na nogę. — Nasi chłopcy z dochodzeniówki nie śpią po nocach, gdy zgubią soczewkę obiektywu. Duże potrącenia z pensji. A odciski łatwo już sfabrykować. Lub nie pozostawić. — Postukał palcami o blat. Chwilę dumał aż położył płasko dłoń i przesunął nią, aż skóra pisnęła w kontakcie z plastikiem. — Zgodzę się. Paparazzi jest stalkerem. Ale! — Uniósł palec wskazujący. — Paparazzo-sracco nie jest właścicielem sprzętu. Do kogokolwiek należy wasz aparat, pewnie sra w gacie na myśl o urwaniu jaj przez szefa. Ha! Biedny gnój! — Sierżant zaśmiał się, a echo odbiło się głucho od ścian. Yonaka skrzywiła się i przytknęła dyskretnie dłoń do lewego ucha. — Jest ofiarą gnoja z szafy. Tak, tak… Inaczej zabrałby wszystko. Nie tylko kartę.
Miało sens. Teoria, choć dalekosiężna, zbywała sen z powiek Yonaki, kiedy Effie odpuściła samej sobie i odnalazła chwilę spokoju przy ramieniu demonolożki. Widok śpiącej Granger wcale jej nie uspokoił. Przeciwnie. Wpadła w trans, próbując decentracji interpersonalnej do późnego poranka. Kim jestem? — pytała się, próbując przypomnieć sobie uczucie futra łaskoczącego nozdrza. Czego potrzebuję? — rozważała, niemal czując woń płaszczy i domu Effie. Dlaczego karta jest dla mnie ważniejsza? — rozstrzygała, budując kolejne scenariusze.
Jeden przemówił do Gary’ego Youngmana.
Nasunęła okulary z powrotem na nos, unikając uwagi sierżanta. Kwestia czasu, nim zada fundmanetalne pytanie a ona — ponownie — odmówi.
— Czy policja przyjmuje zawiadomienie o nękaniu Effie, stalkingu i włamaniu do jej domu? — Oraz konieczności znalezienia właściciela aparatu, prześledzenia jego historii skradzionych dóbr, wystrychania — najpewniej — na dudka i znalezienia winnego?

And I'm aware that you were lying in the gutter