dead serious
: wt paź 13, 2026 6:59 pm
Wzruszyła ramionami, pozostawiając mu wolne pole do interpretacji swoich słów. To, co sama sobie myślała, było jedną sprawą, ale nie zamierzała narzucać mu własnych wniosków ani wkładać w jego usta odpowiedzi, których wcale nie musiał chcieć udzielić. Już i tak wyraźnie dała mu do zrozumienia, że zna go na tyle dobrze, by wiedzieć, że coś się wydarzyło. Nie musiał jej niczego mówić wprost, żeby zaczęła podejrzewać, że za jego zachowaniem kryje się coś więcej. Wieloletnia znajomość do czegoś zobowiązywała. Mogła się mylić, oczywiście. Nie miała przecież wglądu w jego głowę, choć czasami podejrzewała, że po tylu latach powinna już dostać do niej klucz. Mimo wszystko wolała zostawić Harrisowi decyzję, czy zechce uchylić przed nią drzwi, czy też zamknie je na cztery spusty i będzie udawał, że wszystko jest w porządku.
— Jak alkohol zaczyna ci smakować, to oznacza, że masz poważny problem — zauważyła, zresztą całkiem słusznie. Zaylee nie była szczególną fanką whisky, a już na pewno nie na tyle, żeby dobrowolnie sięgać po nią dla przyjemności. Zdecydowanie częściej wybierała wino. — Ale jest w porządku. Smakuje jak… whisky — stwierdziła po chwili namysłu i zamoczyła usta w trunku. Cóż, nie był najgorszy. Nie zamierzała jednak udawać koneserki, która wyczuwa w nim nuty dębowej beczki, karmelu i innych rzeczy, które ludzie wymyślali sobie tylko po to, żeby usprawiedliwić wydawanie fortuny na alkohol. Whisky smakowała jak whisky. Koniec analizy. Po drugim kubku na pewno będzie smakowała wybornie, a po trzecim być może nawet zacznie rozumieć, dlaczego niektórzy tak się nią zachwycali.
— Nie doceniłabym banneru zwisającego z samolotu? To okropne, że tak o mnie myślisz, Morgan — pokręciła głową z rozbawieniem. Właściwie to miał absolutną rację. Miller gardziła takimi wyszukanymi gestami. Na samą myśl o czymś takim robiło jej się niedobrze. — No pewnie, że można wynająć. Nie widziałeś tych wszystkich filmików, na których samolot pisze na niebie wielkie napisy z propozycją oświadczyn? Obrzydlistwo — mruknęła w swój kubek. Jej Evina oświadczyła się na wynajętym jachcie. Zdarzało jej się zastanawiać, czy w ogóle powinna była przyjąć tamte oświadczyny. Teraz były już po ślubie i w trakcie adopcji dziesięciolatka, więc trudno było się z tego wykręcić. Chociaż podobno nigdy nie jest za późno, żeby zmienić zdanie, jeśli człowiek nie był w stu procentach pewny podjętych decyzji.
— Strzelasz sobie w kolano — stwierdziła, słysząc jego komplement. — Powinieneś powiedzieć, że zawsze wyglądam zajebiście. Nic dziwnego, że nie możesz sobie nikogo znaleźć — uśmiechnęła się do niego zaczepnie. No co? Niech się facet uczy! A na kim miałby ćwiczyć, jeśli nie na Zaylee? Mogła mu udzielić kilku podstawowych lekcji z zakresu komplementowania kobiet, ale jednocześnie musiałaby pamiętać, że nie każda zgasiłaby go jak peta.
Widziała, jak Harris obraca kubek w dłoniach, a potem nagle zastyga w bezruchu. Przez moment spodziewała się najgorszej odpowiedzi, ale przyjaciel w końcu rozwiał jej wątpliwości.
— Słuchaj, wszystko jest możliwe. Ucieczka to zawsze najprostszy sposób. Ale wiem, że nie lubisz chodzić na skróty — uniosła swój kubek w geście toastu i stuknęła nim o naczynie trzymane przez Harrisa. — Wbrew pozorom można być wujkiem na odległość. Mogłabym wysyłać Sama do ciebie na wakacje, żeby móc w spokoju pracować — oznajmiła. Czy to nie byłoby wygodne? Zamiast obciążać własnych rodziców czy rodzeństwo, oddelegowałaby Młodego do Morgana. I to na całe dwa miesiące! Sam miałby zapewnioną rozrywkę, Harris mógłby sprawdzić się w roli wujka, a ona zyskałyby trochę czasu dla siebie.
Harris L. Morgan
— Jak alkohol zaczyna ci smakować, to oznacza, że masz poważny problem — zauważyła, zresztą całkiem słusznie. Zaylee nie była szczególną fanką whisky, a już na pewno nie na tyle, żeby dobrowolnie sięgać po nią dla przyjemności. Zdecydowanie częściej wybierała wino. — Ale jest w porządku. Smakuje jak… whisky — stwierdziła po chwili namysłu i zamoczyła usta w trunku. Cóż, nie był najgorszy. Nie zamierzała jednak udawać koneserki, która wyczuwa w nim nuty dębowej beczki, karmelu i innych rzeczy, które ludzie wymyślali sobie tylko po to, żeby usprawiedliwić wydawanie fortuny na alkohol. Whisky smakowała jak whisky. Koniec analizy. Po drugim kubku na pewno będzie smakowała wybornie, a po trzecim być może nawet zacznie rozumieć, dlaczego niektórzy tak się nią zachwycali.
— Nie doceniłabym banneru zwisającego z samolotu? To okropne, że tak o mnie myślisz, Morgan — pokręciła głową z rozbawieniem. Właściwie to miał absolutną rację. Miller gardziła takimi wyszukanymi gestami. Na samą myśl o czymś takim robiło jej się niedobrze. — No pewnie, że można wynająć. Nie widziałeś tych wszystkich filmików, na których samolot pisze na niebie wielkie napisy z propozycją oświadczyn? Obrzydlistwo — mruknęła w swój kubek. Jej Evina oświadczyła się na wynajętym jachcie. Zdarzało jej się zastanawiać, czy w ogóle powinna była przyjąć tamte oświadczyny. Teraz były już po ślubie i w trakcie adopcji dziesięciolatka, więc trudno było się z tego wykręcić. Chociaż podobno nigdy nie jest za późno, żeby zmienić zdanie, jeśli człowiek nie był w stu procentach pewny podjętych decyzji.
— Strzelasz sobie w kolano — stwierdziła, słysząc jego komplement. — Powinieneś powiedzieć, że zawsze wyglądam zajebiście. Nic dziwnego, że nie możesz sobie nikogo znaleźć — uśmiechnęła się do niego zaczepnie. No co? Niech się facet uczy! A na kim miałby ćwiczyć, jeśli nie na Zaylee? Mogła mu udzielić kilku podstawowych lekcji z zakresu komplementowania kobiet, ale jednocześnie musiałaby pamiętać, że nie każda zgasiłaby go jak peta.
Widziała, jak Harris obraca kubek w dłoniach, a potem nagle zastyga w bezruchu. Przez moment spodziewała się najgorszej odpowiedzi, ale przyjaciel w końcu rozwiał jej wątpliwości.
— Słuchaj, wszystko jest możliwe. Ucieczka to zawsze najprostszy sposób. Ale wiem, że nie lubisz chodzić na skróty — uniosła swój kubek w geście toastu i stuknęła nim o naczynie trzymane przez Harrisa. — Wbrew pozorom można być wujkiem na odległość. Mogłabym wysyłać Sama do ciebie na wakacje, żeby móc w spokoju pracować — oznajmiła. Czy to nie byłoby wygodne? Zamiast obciążać własnych rodziców czy rodzeństwo, oddelegowałaby Młodego do Morgana. I to na całe dwa miesiące! Sam miałby zapewnioną rozrywkę, Harris mógłby sprawdzić się w roli wujka, a ona zyskałyby trochę czasu dla siebie.
Harris L. Morgan