look, i got you some rum
: ndz lis 01, 2026 4:07 pm
Brian potrafił naprawdę dobrze dopasować się do sytuacji. Nie istniało też zbyt wiele rzeczy, które sprawiłyby, że czułby się zażenowany lub zakłopotany. Do wszystkiego podchodził z dystansem i tym samym, krzywym uśmiechem, co zawsze. Wszyscy przecież byliśmy tylko ludźmi, prawda? Dla niego było to dość oczywiste, dlatego nie patrzył na nią z politowaniem, gdy wparowała do jego mieszkania w ubrudzonych ubraniach, prosto ze swojej pracy. W jego oczach było to coś niesamowitego, bo niejeden człowiek po prostu odwołałby randkę. Za to też by jej nie winił, bo mogła być wykończona robotą, skoro na co dzień ratowała ludzi lub im pomagała. Broke był wyrozumiały, ale jednocześnie nie uważał tego za coś zbawiennego lub wyjątkowego. Innym po prostu brakowało logicznego myślenia, skoro dostrzegali w tym jakikolwiek problem.
Black out nie był w jego dzisiejszych planach. Właściwie to zaskoczyło go to bardziej niż cokolwiek, co miało miejsce między nimi aż do tego momentu. Myślał, że może to chwilowa awaria, która po paru minutach, samodzielnie się ureguluje, ale jak na razie w ogóle się na to nie zapowiadało. Słysząc jej słowa, Shelby zaśmiał się pod nosem, łagodnie nachylając się w jej stronę, ale tylko po to, żeby odnaleźć w ciemności jej błyszczące spojrzenie. — Bun. Z gotowaniem czuję się równie pewnie, co z innymi rzeczami, o których chciałem ci jeszcze dzisiaj wspomnieć, zanim wypierdoliło prąd w mieście — zażartował. — Dziwnym trafem zrobiło się ciemno, akurat jak miałaś mi pokazać, jak igrasz z ludźmi. Boisz się, Carver? — rzucił ze śmiechem, zupełnie przypadkowo trącając palcami jej udo.
Brian parsknął pod nosem, bo wiedział jak kończył się pusty żołądek w połączeniu z alkoholem. Wielokrotnie tak kończył swoje wyjścia na miasto, ale hej! Przynajmniej było to ekonomiczne. Widząc, jak dziewczyna odchyla się na barierce, Shelby dość instynktownie złapał ją w pasie, żeby nie wypadła. Niby była strażakiem, ale lepiej nie kusić losu, szczególnie jak już zaczęli pić i człowiek mógł łatwo stracić balans. — Gwiazdy? Jezu, kobiety naprawdę lecą na takie rzeczy, co? — rzucił z rozbawieniem. Słysząc jednak o pikniku pod gwiazdami, Brian skinął głową. Nie mieli lepszej opcji.
Shelby wszedł z powrotem do mieszkania, chwytając z parapetu swoje papierosy. Potem wziął jakiś koc z kanapy i wyjął wszystko, co nadawało się do jedzenia; jakieś chipsy, krakersy i jabłka. Nic ciekawego, ale przynajmniej na chwilę zdoła uciszyć jej żołądek. A potem pociągnął ją lekko w stronę wyjścia z mieszkania, przez co prawie wpadli na jakichś ludzi, wychodzących ze swoich norek. Broke parsknął pod nosem, prowadząc ją w stronę wyjścia na dach. — Jestem tu pierwszy raz od mojej przeprowadzki — przyznał, rzucając wszystko na podłogę. Oklapł na kocu, opierając jedną dłoń za swoimi plecami, a drugą wsuwając papierosa do ust. — Jedz, bo odlecisz, zanim zdążę go wypalić — parsknął, zaciągając się dymem. Rzucił jej nieco dłuższe spojrzenie, zanim zaśmiał się znów pod nosem. — Przyznaj, Bunny, że nie da się z tobą nudzić na co dzień, hm? — rzucił.
Bunny
Black out nie był w jego dzisiejszych planach. Właściwie to zaskoczyło go to bardziej niż cokolwiek, co miało miejsce między nimi aż do tego momentu. Myślał, że może to chwilowa awaria, która po paru minutach, samodzielnie się ureguluje, ale jak na razie w ogóle się na to nie zapowiadało. Słysząc jej słowa, Shelby zaśmiał się pod nosem, łagodnie nachylając się w jej stronę, ale tylko po to, żeby odnaleźć w ciemności jej błyszczące spojrzenie. — Bun. Z gotowaniem czuję się równie pewnie, co z innymi rzeczami, o których chciałem ci jeszcze dzisiaj wspomnieć, zanim wypierdoliło prąd w mieście — zażartował. — Dziwnym trafem zrobiło się ciemno, akurat jak miałaś mi pokazać, jak igrasz z ludźmi. Boisz się, Carver? — rzucił ze śmiechem, zupełnie przypadkowo trącając palcami jej udo.
Brian parsknął pod nosem, bo wiedział jak kończył się pusty żołądek w połączeniu z alkoholem. Wielokrotnie tak kończył swoje wyjścia na miasto, ale hej! Przynajmniej było to ekonomiczne. Widząc, jak dziewczyna odchyla się na barierce, Shelby dość instynktownie złapał ją w pasie, żeby nie wypadła. Niby była strażakiem, ale lepiej nie kusić losu, szczególnie jak już zaczęli pić i człowiek mógł łatwo stracić balans. — Gwiazdy? Jezu, kobiety naprawdę lecą na takie rzeczy, co? — rzucił z rozbawieniem. Słysząc jednak o pikniku pod gwiazdami, Brian skinął głową. Nie mieli lepszej opcji.
Shelby wszedł z powrotem do mieszkania, chwytając z parapetu swoje papierosy. Potem wziął jakiś koc z kanapy i wyjął wszystko, co nadawało się do jedzenia; jakieś chipsy, krakersy i jabłka. Nic ciekawego, ale przynajmniej na chwilę zdoła uciszyć jej żołądek. A potem pociągnął ją lekko w stronę wyjścia z mieszkania, przez co prawie wpadli na jakichś ludzi, wychodzących ze swoich norek. Broke parsknął pod nosem, prowadząc ją w stronę wyjścia na dach. — Jestem tu pierwszy raz od mojej przeprowadzki — przyznał, rzucając wszystko na podłogę. Oklapł na kocu, opierając jedną dłoń za swoimi plecami, a drugą wsuwając papierosa do ust. — Jedz, bo odlecisz, zanim zdążę go wypalić — parsknął, zaciągając się dymem. Rzucił jej nieco dłuższe spojrzenie, zanim zaśmiał się znów pod nosem. — Przyznaj, Bunny, że nie da się z tobą nudzić na co dzień, hm? — rzucił.
Bunny