when the lights go out
: wt paź 13, 2026 7:10 pm
W teorii wszystko wyglądało prosto.
Wystarczyło odpowiednio zaczepić pas, napiąć go i wykorzystać jako dodatkowe zabezpieczenie, zanim zabiorą się za podważanie ciężkiego fragmentu konstrukcji. W praktyce natomiast miały do czynienia z zawaloną trybuną, ograniczoną widocznością i dzieciakiem, który coraz bardziej zaczynał panikować. Chociaż nie widziały go dobrze, mogły bez problemu słyszeć, jak chłopak stęka z wysiłku, co jasno sugerowało, że zaczyna się wiercić. Nadzieja na wyciągnięcie wzbudziła w nim pewnie kompletnie nową energię, adrenalina na nowo zaczęła płynąć w żyłach i chociaż był to dobry prognostyk na jego stan zdrowia, tak niekoniecznie na powodzenie akcji. Gruz był tak niestabilny, że wystarczył jeden niewłaściwy ruch, żeby wszystko jebło jeszcze bardziej.
Wysłuchała na spokojnie całego planu Darling i jedynie skinęła głową, dając jej znać, że nie miała żadnych przeciwskazań. To były dobre decyzję, których… nie było czasu konsultować z przełożonym. Trzeba było po prostu działać, dlatego Carver przejęła swoją część pasa, po czym przesunęła się w stronę wskazanego przez Teddy punktu zaczepienia.
Przez chwilę oświetlała go latarką, dokładnie sprawdzając metalowy element, do którego zamierzała przymocować materiał. Nie miały luksusu korzystania z porządnego oświetlenia ani możliwości obejrzenia całej konstrukcji z każdej strony, dlatego musiała polegać na tym, co widziała i czego mogła się domyślić. A domysły, jak powszechnie wiadomo, były zajebiście przydatne, dopóki nie trzeba było na ich podstawie podejmować decyzji, od których zależało czyjeś życie.
— Siedzi! — odkrzyknęła i jeszcze raz sprawdziła stabilność, szarpiąc za pas. Konstrukcja nie drgnęła, co można było uznać za dobry początek.
— Mike, słyszysz mnie? — tym razem zwróciła się do chłopaka, nieco głośniej, starając się, by jej głos przebił się przez trzaski dobiegające gdzieś z dalszej części stadionu. — Zaraz będziemy działać, ale potrzebuję, żebyś zrobił dla mnie jedną rzecz, dobra? Żadnego wiercenia się, nawet jak poczujesz nieco więcej luzu. Wiem, że boli, ale musisz wytrzymać jeszcze trochę, jasne?
— Dobrze — dobiegło ją po chwili, tym razem o wiele wiele ciszej. PRaktycznie ledwo słyszalnie. Niedobrze. Bunny przygryzła policzek od środka. Nie podobało jej się to. Wcześniej chłopak przynajmniej próbował przekrzykiwać hałas, a teraz brzmiał tak, jakby… kurwa.
— Darling — poderwała się do góry. — Teraz — musiały to zrobić już. Nie było czasu do stracenia, skoro młody odpływał.
Pas zdawał się być odpowiednio naciągnięty i to był dobry moment, żeby w końcu podważyć konstrukcję. Bunny przeszła bliżej Teddy i asekurowała wszystko, podczas gdy ona obsługiwała rozpieracz hydrauliczny, podważając gruz. Coś zaskrzypiało, piach się posypał, ale faktycznie wielki kawałek metalowej konstrukcji minimalnie drgnął ku górze. Serce mocno waliło jej w piersi, do tego stopnia, że czuła te uderzenia aż na skroni, po której po chwili spłynęło kilka kropel potu. Ale co się dziwić, w końcu zbliżały się do najbardziej kluczowego momentu całej akcji ratunkowej.
teddy!!
Wystarczyło odpowiednio zaczepić pas, napiąć go i wykorzystać jako dodatkowe zabezpieczenie, zanim zabiorą się za podważanie ciężkiego fragmentu konstrukcji. W praktyce natomiast miały do czynienia z zawaloną trybuną, ograniczoną widocznością i dzieciakiem, który coraz bardziej zaczynał panikować. Chociaż nie widziały go dobrze, mogły bez problemu słyszeć, jak chłopak stęka z wysiłku, co jasno sugerowało, że zaczyna się wiercić. Nadzieja na wyciągnięcie wzbudziła w nim pewnie kompletnie nową energię, adrenalina na nowo zaczęła płynąć w żyłach i chociaż był to dobry prognostyk na jego stan zdrowia, tak niekoniecznie na powodzenie akcji. Gruz był tak niestabilny, że wystarczył jeden niewłaściwy ruch, żeby wszystko jebło jeszcze bardziej.
Wysłuchała na spokojnie całego planu Darling i jedynie skinęła głową, dając jej znać, że nie miała żadnych przeciwskazań. To były dobre decyzję, których… nie było czasu konsultować z przełożonym. Trzeba było po prostu działać, dlatego Carver przejęła swoją część pasa, po czym przesunęła się w stronę wskazanego przez Teddy punktu zaczepienia.
Przez chwilę oświetlała go latarką, dokładnie sprawdzając metalowy element, do którego zamierzała przymocować materiał. Nie miały luksusu korzystania z porządnego oświetlenia ani możliwości obejrzenia całej konstrukcji z każdej strony, dlatego musiała polegać na tym, co widziała i czego mogła się domyślić. A domysły, jak powszechnie wiadomo, były zajebiście przydatne, dopóki nie trzeba było na ich podstawie podejmować decyzji, od których zależało czyjeś życie.
— Siedzi! — odkrzyknęła i jeszcze raz sprawdziła stabilność, szarpiąc za pas. Konstrukcja nie drgnęła, co można było uznać za dobry początek.
— Mike, słyszysz mnie? — tym razem zwróciła się do chłopaka, nieco głośniej, starając się, by jej głos przebił się przez trzaski dobiegające gdzieś z dalszej części stadionu. — Zaraz będziemy działać, ale potrzebuję, żebyś zrobił dla mnie jedną rzecz, dobra? Żadnego wiercenia się, nawet jak poczujesz nieco więcej luzu. Wiem, że boli, ale musisz wytrzymać jeszcze trochę, jasne?
— Dobrze — dobiegło ją po chwili, tym razem o wiele wiele ciszej. PRaktycznie ledwo słyszalnie. Niedobrze. Bunny przygryzła policzek od środka. Nie podobało jej się to. Wcześniej chłopak przynajmniej próbował przekrzykiwać hałas, a teraz brzmiał tak, jakby… kurwa.
— Darling — poderwała się do góry. — Teraz — musiały to zrobić już. Nie było czasu do stracenia, skoro młody odpływał.
Pas zdawał się być odpowiednio naciągnięty i to był dobry moment, żeby w końcu podważyć konstrukcję. Bunny przeszła bliżej Teddy i asekurowała wszystko, podczas gdy ona obsługiwała rozpieracz hydrauliczny, podważając gruz. Coś zaskrzypiało, piach się posypał, ale faktycznie wielki kawałek metalowej konstrukcji minimalnie drgnął ku górze. Serce mocno waliło jej w piersi, do tego stopnia, że czuła te uderzenia aż na skroni, po której po chwili spłynęło kilka kropel potu. Ale co się dziwić, w końcu zbliżały się do najbardziej kluczowego momentu całej akcji ratunkowej.
teddy!!