Strona 2 z 4

el caos se encuentra con el orden

: pn paź 05, 2026 6:49 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Oczywiście, że Madox po złości chciał ją od razu wpierdolić na Grubego Tony'ego. W tej jej skórzanej kurtce i obcisłych spodniach, w których dobrze wyglądały jej długie, zgrabne...
- Co? - wypalił, kiedy zatrzymała go przed lożą i szarpnęła do siebie za koszulę, od razu spuścił spojrzenie na jej palce zaciśnięte na kolorowym, delikatnym materiale -po... - tak, chciał powiedzieć, że mu ją porwie, albo pogniecie? Zniszczy. Rozpierdoli.
Ale wtedy ona powiedziała, żeby ją odpierdolił, nawet nie się, a ją. Noriego podniósł na nią ciemne spojrzenie, a jedna jego brew momentalnie uniosła się do góry. Nabrał w płuca więcej powietrza, jakby chciał coś powiedzieć, ale ona nawijała dalej. Madox patrzył na nią niewzruszony, a zaraz nawet strzelił oczami w sufit.
- A co ja kurwa Caritas jestem, żeby ci dawać ciuchy? - mruknął, ale jego coraz ciemniejsze oczy wpatrywały się w nią intensywnie, bo prawda jest taka, że Madox lubił, kiedy coś było zrobione porządnie, nie na odpierdol się.
Może sam był chodzącym chaosem, szedł za ciosem, na spontana, ale... w swojej pracy kreta przecież był zapobiegawczy. Od lat balansował na granicy między dwoma światami, koksem posypanym na złotych tacach, bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku. Zbierał informacje i nie chciał tego spierdolić, może dzisiaj też nie powinien, wysyłając ją tam w takich ciuchach?
Grubas był typowym Włochem lubił... wpierdalać makaron w każdej postaci, bujać się po mieście swoim Lamborghini i... piękne kobiety. Oczywiście. Kto ich nie lubił?
- A myślisz, że te ciuchy w ogóle coś zmienią? - spuścił spojrzenie na jej dekolt, oboje wiedzieli, że tak, ale przecież Noriega musiał sobie popierdolić, pogadać. A potem jeszcze raz wywrócić oczami i oparł palce na jej ciepłej, gładkiej dłoni, żeby ściągnąć ją ze swojej koszuli.
- Dobra, chodź, ale potem zwracasz mi te ciuchy, moje tancerki nie chodzą w byle czym - właściwie coś w tym było. Madox się woził w swoich drogich koszulach, a jego dupeczki też zawsze dobrze się prezentowały. Spojrzał jeszcze w kierunku loży, a potem wskazał Pilar schody i tym razem... Obczaił jej tyłek, kiedy szła przodem.
Zeszli na dół, a potem Noriega wskazał jej garderobę pod schodami. Kiedy Stewart stanęła przed drzwiami, to zrobił krok do przodu, tak, że mogła poczuć na plecach jego tors, sięgnął ręką obok jej biodra, do klamki, którą nacisnął. W tej chwili w garderobie było pełno lasek i wszystkie obejrzały się w ich kierunku, a Madox zrobił krok do przodu, wpychając do środka Pilar.
- Dziewczyny, trzeba ją odpierdolić - wyjaśnił, a zaraz ruszyła się do nich jakaś ruda, która wpatrywała się w Noriegę zielonymi, dużymi oczami.
- Jak to odpierdolić szefie? - zapytała.
- No żeby wyglądała seksownie, żeby podobała się makaroniarzom - wyjaśnił. Tym razem do przodu wyszła jakaś blondynka z loczkami.
- Grubemu Tony'emu - zapytała. Madox skinął głową.
- To ja wiem jak - pisnęła ruda i już we dwie ciągnęły Pilar do środka, wgłąb garderoby. Do Madoxa za to podeszła jakaś drobna brunetka.
- Cześć - stanęła na palcach, żeby szepnąć mu coś na ucho. Pociągnęła go do dużego, oświetlonego lustra, posadziła przy nim na czerwonym, obrotowym fotelu. Noriega odwrócił się w kierunku Pilar, a ruda już ustawiła ją przed wielką szafą, gdzie miały sukienki i całą masę szpilek.

vestir al bebé ˚˖𓍢ִ໋💅🏻✧˚.🎀༘⋆

el caos se encuentra con el orden

: wt paź 06, 2026 8:30 am
autor: Pilar Noriega
trigger warning
przekleństwa
A myślisz, że te ciuchy w ogóle coś zmienią?

— Nie wiem — wzruszyła ramionami, nawet na moment nie spuszczając z niego spojrzenia. — Ty mi powiesz — bo skoro w wydaniu, w którym pojawiła się w Emptiness była niewystarczająca, to może kiedy zrzuci z siebie skórzaną kurtkę i białą koszulkę będzie? Gorzej na pewno już nie, więc tendencja mogła być już tylko wzrostowa. A przynajmniej w jego oczach, bo prawda była taka, że Pilar w i e d z i a ł a, że będzie dobrze wyglądać. Miała dobre ciało do sukienek — długie nogi, wcięcie w talii i całkiem nienajgorszy dekolt. Ale Madox chyba musiał się o tym przekonać na własnej skórze.
Obserwowała, jak jego szorstka dłoń układa się na jej gładkiej skórze, po chwili strzepuje sobie je z kolorowej koszuli. Czy miała wyjebane na to, czy mu ją pogniecie? Oczywiście, że tak, ale już nie miała zamiaru mówić tego na głos. Chciał pójść jej na rękę pożyczając kieckę, to nie było sensu go jeszcze bardziej podkurwiać. Przewróciła oczami na uwagę, że miała ją zwrócić.
— Nie bój się — mruknęła, odsuwając się od niego i kierując powoli w stronę schodów. — Pewnie to pierwszy i ostatni raz, kiedy założę takie kuse szmaty — wtrąciła, ruszając w dół, chociaż prawda była taka, że Pilar nie miała pojęcia, jak ubrane tutaj chodziły jego tancerki. Wiedziała, że były, że tańczyły i prezentowały się świetnie, patrząc na opinię klubu, ale sama nigdy nie widziała ich na żywo. Może właśnie dlatego lekko koloryzowała sobie to, w czym się nosiły.
Czułą na sobie jego ciepły oddech, gdy stanął z tyłu i sięgnął do klamki. Mogła się odsunąć, zrobić mu po protu miejsce, ale wybrała stanie mu na drodze. nie pierwszy nie ostatni raz.
Dziewczyny o dziwo przywitały ją dobrze, pewnie dlatego, że była w towarzystwie szefa i nie miały nic do gadania. Noriega coś im tłumaczył, a Ruda od raz wciągnęła Pilar za rękę do środka. W pierwszej kolejności posadziły ją przed dużym lustrem i coś zaczęły kombinować przy jej twarzy, tylko zaraz stwierdziły, że tam akurat dużo nie trzeba było robić. Przeszły pod sterte wieszaków. Ruda pocmokała coś pod nosem i finalnie wyciągnęła jakąś czarną, krótką…
— Ja sukienki potrzebuje, a nie bluzki — wtrąciła, kręcąc głową, przy okazji puszczając Noriedze wymowne spojrzenie, bo co te jego tencerki były jakieś przygłupie?
— Ale to jest sukienka — no okazało się, że jednak one nie, a Pilar już prędzej. Otworzyła szerzej oczy, nie potrafiąc kryć zdziwienia. Przecież pół tyłka byłoby jej przez to widać. Pokręciła głową, dając im jasno do zrozumienia, że nie było nawet takiej opcji. Potem poszły dwie kolejne — jedna jakaś świecąca z cekinami, a potem inne kolorowe gówno.
— A ta? — spytała w końcu sama, wskazując palcem na czerwoną, obcisłą… koronkową sukienkę. Blondyna obok aż pisnęła, że to świetny wybór, chociaż ruda pokręciła nosem. Okazało się, że to często była jej kiecka i to dlatego średnio chciała się dzielić, ale ta druga już wciskała ją Pilar w dłonie wraz z pasującymi szpilkami.
Pilar rozejrzała się pomieszczeniu. Przecież nie będzie przebierać się przy tym dupku Noriedze, żeby dawać mu jeszcze większą pożywkę do szydery. Finalnie znalazła jakiś parawan na który zarzuciła sukienkę, a sama spojrzała przelotnie na Madoxa i po-wo-li ściągnęła z siebie skórzaną kurtkę. Złapała za krawędzie bluzki i delikatnie podwinęła, ukazując brzuch, ale potem tylko prychnęła pod nosem i poszła za parawan. Nie ma tak łatwo.
Chociaż przebranie się poszło jej naprawdę gładko. Raz dwa zrzuciła z siebie własne ciuchy, zostając w samych majtkach i wcisnęła na tyłek czerwoną koronkę. Dobrze się na niej opinała. Była co prawda krótka, ale coś tam jeszcze pozostawiała dla wyobraźni. Pilar zdecydowanie nie bujałaby się w takim ciuchu z własnej woli, ale tu, na potrzeby misji była…
— Idealna! — kliknęła blondyna, kiedy tylko Stewart wyszła zza parawanu już w pełni odpierdolona. Pilar posłała jej przelotny uśmiech, a swoje ciemne spojrzenie wbiła w Noriege, pytając w końcu:
— I co? Zmieniło coś?

:april:

el caos se encuentra con el orden

: wt paź 06, 2026 1:11 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Nawet jakby wyglądała w ciuchach od jego tancerek dziesięć na dziesięć, to by jej tego nie powiedział. Madox czasami prawił swoim laskom komplementy, ale tutaj postawił sobie za punkt honoru, że przecież racja musi być po jego stronie.
Ciuchy jej nie pomogą, za bardzo pyskata była, zbyt zadziorna. I te jej kudły, które już raz połaskotały go w twarz, kiedy się do niej zbliżył, aż musiał je zdmuchnąć.
- A ty myślisz, że to jakiś klub gogo i laski tu chodzą w cekinowych majtkach? - zapytał zerkając na nią, kiedy ruszyła po schodach, a on za nią, jak ten wierny, posłuszny pies...
Wiadomo, że czasem jego tancerki chodziły w bieliźnie, zwłaszcza te na dole, które zabawiały gości prywatnymi pokazami. Ale te, które kręciły się na górze i bawiły z klientami na parkiecie wcale nie miały na sobie kusych szmat. Chociaż... może każde z nich inaczej odbierało pojęcie kuse i szmaty. Bo Madox lubił krótkie sukienki, lubił głębokie dekolty, długie nogi i kształtne tyłki...
Na ten Pilar też zerknął, kiedy wchodzili do garderoby. Kiedy wszystkie spojrzenia zwróciły się na nich.
Gdy dziewczyny posadziły Pilar przy lusterku, to Madox stał z boku, a obok niego ta brunetka, z krótkimi, ciemnymi loczkami, ciemnymi oczami i dużymi... karminowymi ustami.
- Jakaś nowa tancerka? Czy twoja... nowa? - zapytała Noriegi krzyżując ręce na piersi. Madox zerknął na nią z ukosa, trącił ją łokciem w bok.
- A co? Zazdrosna jesteś Rosi? - zapytał, ale dziewczyna wywróciła oczami i mruknęła tylko śnisz, a zaraz oddaliła się do lusterka, żeby poprawić sobie makijaż. Noriega odprowadził ją spojrzeniem. Zawiesił je na niej na dłużej, na jej tyłku, którym specjalnie przed nim kręciła.
Usiadł na fotelu, na którym przed chwilą zasiadała Pilar, kiedy ją dziewczyny pociągnęły do szafy. Sam też przejrzał się w lustrze odgarniając do tyłu, ciemne kosmyki, poprawił też koszulę, a zaraz odwrócił się w kierunku Stewart, kiedy wspomniała o tej bluzce.
- Ona nie chce zbyt kusej, daj jej coś w czym nie będzie świeciła dupą - oczywiście, że Madox musiał się wtrącić. Ciemne spojrzenie wbił w Pilar. Tancerki skakały koło niego, kilka innych też podeszło, żeby z nim pogadać, a on wciąż zerkał na Stewart, kiedy wybierała kieckę, a gdy trzymała już czerwoną z pasującymi, czarnymi szpilkami, to westchnął jakoś ciężko.
Czerwony to był jego kolor, zaraz się okazało, że rudej też.
- Ale to moja sukienka - mruknęła, kiedy Pilar już się przebierała, a Madox spojrzał w jej kierunku.
- Ale ty we wszystkim wyglądasz kurewsko caliente - rzucił, a ruda już stała koło niego.
- W zielonej też? - zapytała, a jej jasne palce odznaczyły się na kolorowej koszuli Madoxa, kiedy do niej sięgnęła, żeby poprawić mu kołnierzyk.
- W zielonej szczególnie, dobrze gra z twoimi ognistymi włosami - pokiwał głową i sięgnął do jej policzka, żeby odgarnąć z niego rudy, niesforny kosmyk.
A wtedy blondynka rzuciła to idealna, odwrócili się w kierunku Pilar oboje. Ruda się skrzywiła, a Madox złapał w płuca jakoś więcej powietrza. No bo kurwa wyglądała dobrze, kurewsko caliente. Czerwona koronka kontrastowała ze smagłą karnacją, opinała się na jej ciele, podkreślała piersi i...
- Ujdzie - rzucił tylko Madox, chociaż z jego spojrzenia, które w momencie pociemniało mogła czytać, że mu się podobała - ty załóż zieloną Ivy - poklepał jeszcze rudą po tyłku i wyminął ją, żeby ruszyć przodem do drzwi. Jego wzrok jeszcze uciekł do Pilar, ale wyszedł z garderoby pierwszy, żeby się na nią nie gapić. Zanim Stewart opuściła pokój mogła jeszcze słyszeć strzępki rozmów dziwka, na pewno ją przeleci.

:darsi:

el caos se encuentra con el orden

: wt paź 06, 2026 6:43 pm
autor: Pilar Noriega
trigger warning
przekleństwa
Nie chodziła często w sukienkach.
Pilar ceniła sobie wygodę. Zdecydowanie wolała luźne ciuchy niż obcisłe łaszki. Głownie dlatego, że w spodniach biegało się o wiele lepiej, a w koszulce zakres ruchu w przypadku chęci uderzenia kogoś był o wiele większy niż jakimś obcisłym rękawku, który opinał całe plecy i uniemożliwiał chociażby podniesienie reki w górę. A biorąc pod uwagę, że przez większość czasu żyła pracą… nieczęsto miała okazję na odpierdolenie się.
Tego wieczoru też nie planowała, a jednak proszę.
Okazja przyszła sama.
A raczej została zaprezentowana przez ciemnookiego mężczyne, który chociaż pierwsze patrzył na nią jak na nudną robotę do odwalenia i przykry obowiązek narzucony na niego przez Johna, tak kiedy tylko wyszła zza kotary, jego wzrok kompletnie się zmienił. Spojrzenie pociemniało, a sposób, w jaki przesunęło się po-wo-li po jej sylwetce mógł znaczyć tylko jedno — podobało mu się. Wyglądała dobrze. Nie musiał nic mówić, przecież to kurwa widziała. Pilar była wzrokowcem, świetnie obserwowała otoczenie i to jak zareagował — w przeciwieństwie do tego co powiedział — mówiło swoje.
Przewróciła oczami na te wszystkie gadki o zielonej sukience która będzie zajebiście grac z ognistymi włosami Ivy, tak samo jak na to, że jej kreacja ujdzie i ruszyła do przodu. Chociaż nie urodziła się w szpilkach, to chodzenie wychodziło jej dobrze. Szczególnie biorąc pod uwagę, że dały jej jakieś kurwa stucentymetrowe potwory, przy których gdy tylko stanęła przed Madoxem prawie sięgała mu do oczu.
Nie było jej dane jednak dobrze w nie zajrzeć, bo Noriega odwrócił się na pięcie i wyleciał z pomieszczenia jak oparzony. Jej zostało spokojne wyjście w akompaniamencie dennych uwag o tym, jak to szef zaraz ją pewnie przeleci. Zamiast się wkurwiać, posłała tylko dziewczynom bezczelny uśmieszek, jakby faktycznie planowała się z nim pierdolić i dopiero na głównej sali podbiegła, zrównując się nim.
— Twoje tancereczki są trochę… zazdrosne — wtrąciła, rozglądając się przy okazji po klubie i w stronę schodów, gdzie jak już wiedzieli, przesiadywał gruby Tony. — Chyba musisz pozwalać im sobie częściej obciągać — dodała złośliwie. Cóż, patrząc na to, jakie relacje miał z nimi tam w gabinecie i jak każda patrzyła na niego z pożądaniem, chyba nie trudno było dojść do wniosku, że pewnie obracał je wszystkie po kolei jak nie na raz. Poza tym, opinia Noriegi mówiła sama za siebie.
Ruszyła w górę po schodach pierwsza, w pełni świadomie, że Pan szef pewnie patrzył jej na dupę. Może nawet zakręciła nią bardziej niż zazwyczaj. A kiedy była już na samej górze, przytrzymała się barierki i odwróciła, łapiąc jego ciemne spojrzenie. W końcu wypadałoby, żeby weszli tam razem, prawda?
— Powinnam o czymś jeszcze wiedzieć? — spytała, nachylając się w jego kierunku, gdy tylko się z nią zrównał. Jej ciemne oczy zawiesiły się na moment na błyszczącej czerni, w której odbijały się klubowe światłą. — Jak powinnam się przedstawić? — jak już wiedział, to były jej pierwsze kroki w półświatku. Nie chciała pierdolnąć jakiejś wielkiej gafy, która od razu ich przekreśli. Tego raczej oboje by nie chcieli, a poza tym, jak już Noriega wiedział: lubiła rzeczy robić p o r z ą d n i e.

:mara:

el caos se encuentra con el orden

: śr paź 07, 2026 12:51 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Madox zazwyczaj nie pokazywał swoich prawdziwych emocji, chował je pod płaszczykiem tego pewnego siebie właściciela Emptiness. Grał swoją rolę, ale kurwa... jego oczy mówiły wszystko, chociaż prawda jest taka, że mało kto zwracał na nie uwagę. Na to jak ciemniały, kiedy się wkurwiał, albo kiedy... coś mu się podobało. Tak jak Pilar w tej czerwonej, koronkowej sukience. Robiła wrażenie. Chociaż powiedział jej tylko to ujdzie, chociaż jego twarz nie zdradzała emocji, ale spojrzenie prześlizgnęło się powoli po jej sylwetce zatrzymując w newralgicznych miejscach. Długie nogi, dekolt i czarne kosmyki, które spływały jej po ramionach, dzikie i nieujarzmione.
Klatka piersiowa też uniosła mu się w głębokim oddechu, kiedy już wychodził z garderoby, a ona za nim. A zaraz obok niego, ramię w ramię. Madox spojrzał na nią z ukosa, kiedy go zaczepiła.
- Jeszcze częściej? A myślałem, że jak każda dostanie raz w tygodniu zmianę pod moim biurkiem to przestaną się dochodzić - wzruszył ramionami, a kącik jego ust drgnął w zaczepnym uśmiechu. Przecież Madox doskonale wiedział co o nim gadają. Kobieciarz, ruchacz, przez lata sobie budował taką opinię i obracał dużo dup... Można było się pogubić. I jego wrogowie rzeczywiście czasem się mieszali, o to przecież chodziło. Żeby nie dawać im wszystkiego na tacy i mieć alibi u kilku dup na raz, kiedy psiarnia próbowała go w coś wrobić. A próbowali, nie raz. Szczególnie Eliot postawił to chyba sobie za punkt honoru, ale Bucky czuwał.
Teraz czuwał też Noriega, bo kiedy szedł za Pilar ze spojrzeniem zawieszonym bezczelnie na jej pośladkach, rysujących się pod czerwoną koronką, kiedy zatrzymała się gwałtownie na górze i odwróciła w jego kierunku, to w nią wlazł, ale złapał ją za łokieć, gdy zachwiała się na wysokich szpilkach, zacisnął palce na jej ciepłej, gładkiej skórze, mocno.
- Co? - wypalił w pierwszej chwili spuszczając spojrzenie na jej dekolt, ale zaraz podniósł je na jej... ciemne oczy - ja cię przedstawię, ty po prostu zrób tak, żeby makaroniarze cię polubili, a nie skreślili na starcie, dobrze jest mieć glinom plecy u Włochów, oni często wchodzą z psiarnią w układy - jeszcze spojrzał w te jej ciemne, błyszczące oczy, a zaraz znowu ją wyminął, a kiedy otworzył przed nimi drzwi loży, to objął ją w talii i przyciągnął do siebie, tak, że jej plecy zderzyły się z jego torsem, mogła poczuć na sobie... tak, tą ozdobną klamrę jego paska.
Szkoda tylko, że w loży nie było już Grubasa, tylko jakiś inny Włoch w drogiej marynarce, był młodszy od Tony'ego, dość przystojny, a przede wszystkim...
- Ernesto... Nie lubimy się - syknął Madox, prosto do jej ucha, a zaraz wprowadził ją w głąb loży. Przesunął palcami po jej talii, po plecach zaczepiając o kręgosłup i zabrał rękę, wyszedł do przodu.
- Ernesto, amigo, a gdzie Tony? - rzucił Noriega.
- Miał sprawy, dzisiaj ja go zastąpię, a co Noriega, coś ci nie pasuje? - makaroniarz rozparł się na kanapie zadzierając głowę, żeby spojrzeć na Madoxa.
- Skądże, przecież wiesz, że zawsze jesteś tu... - nie dokończył, bo zielone spojrzenie Ernesto zatrzymało się na Pilar, a zaraz się odezwał.
- A to kto? Jakaś nowa dupa? - wstał z kanapy, żeby skierować się w ich stronę - przyprowadziłeś ją, żeby nas zabawiała? Niczego się nie nauczyłeś Noriega? - ruszył w kierunku Pilar, ale Madox przesunął się tak, że stanął między nimi, przed Ernesto.
- Zamknij się Bianchi... - wycedził przez zęby Noriega, ale Ernesto chyba nie zamierzał.
- Chcesz powtórki z Amandy... - zielone spojrzenie Włocha spotkało to praktycznie czarne już Madoxa - chcesz, żeby kolejna dupa... - nie dokończył, bo potem wszystko potoczyło się szybko. Noriega skoczył, jak dziki kot, chwycił makaroniarza za rękę i wykręcił mu ją do tyłu, wystarczyło go już tylko podciąć i Ernesto wylądował na kolanach, a Madox trzymał go za łeb. Ochroniarze Włocha ruszyli się z miejsca wciskając ręce pod eleganckie marynarki. Ewidentnie złapali za spluwy. A Noriega podniósł ciemne spojrzenie na twarz Pilar, mogła zareagować. Nawet powinna...
Tylko, po której stronie się opowiedzieć?

elige sabiamente ˚ ༘ ೀ⋆。˚

el caos se encuentra con el orden

: śr paź 07, 2026 3:56 pm
autor: Pilar Noriega
trigger warning
przekleństwa
…po prostu zrób tak, żeby makaroniarze cię polubili.

Łatwo mówić.
Jak miała to zrobić, skoro nawet nie wiedziała, z czym miała do czynienia?
Do tej pory jej sprawy ograniczały się od osób zaginionych i pokrzywdzonych kobiet, które padały ofiarami gwałcicieli. Nie miała wcześniej tak bezpośredniego spotkania z półświatkiem. Powinna jawnie mówić, że była z policji? Miała kłamać? Wymyślić sobie jakiś zawód? Nie miała zielonego pojęcia i głupia była, że oczekiwała, że Noriega cokolwiek jej powie. Przecież już na pierwszy rzut oka dało się powiedzieć, że ten gość nie miał pewnie planu na nic. Wszystko brał na spontanie, co jej… się kurwa nie podobało.
Pilar lubiła, kiedy rzeczy były zorganizowane.
Kiedy wiedziała, czego mogła się spodziewać.
A przy Madoxie? Nie mogła chyba niczego., bo kiedy tylko weszli do środka już na starcie okazało się, że Grubego Toniego nawet tam nie było. Ściągnęła brwi do siebie, kiedy tylko poczuła szorstki policzek Noriegi gdzieś przy swoim uchu, a wraz z nim zdanie, że przed nimi siedział Ernesto, w dodatku że nie lubił się z właścicielem. Świetnie. Zapowiadało się wręcz wybornie.
Westchnęła ciężko i ruszyła do przodu, przyjmując na twarz szeroki, zaczepny uśmiech. Od razu złapała jasne spojrzenie makaroniarza, jednak nim zdążyła cokolwiek powiedzieć, Madox już pytał go gdzie Tony, ten odpyskował, a potem… a potem sprawy potoczyły się d y n a m i c z n i e.
Słyszała, że Noriega bywał narwany, ale żeby aż tak? Nie miała pojęcia kim była Amanda, ale zdecydowanie sytuacją z nią musiała zajść właścicielowi za skórę, bo nawet bez najmniejszego zawahania rzucił się na Ernesto. Doskoczył do niego jak jakiś dziki kot i razu wykręcił mu rękę i podciął nogi. Pilar patrzyła na to lekko zaszokowana, ale też pod minimalnym wrażeniem zwinności, z jaką poruszał się Noriega w walce. Chociaż walką to nawet nie można było tego nazwać. Raczej jednostronnym staranowaniem. Ernesto skończył na kolanach i kiedy można było pomysleć, że gorzej już być nie mogło, dwójka ochroniarzy szarpnęła się w ich kierunku, sięgając po spluwy.
A pośrodku ona.
Co miała zrobić? Przecież kurwa kazał jej zrobić tak, żeby makaroniarze ją polubili. To co? Miała pozwolić tym gachom rozjebać Noriedze łeb? Tak przy pierwszym spotkaniu? Kurwa. Spięła się, walcząc w głowie gdzieś pomiędzy tym co wypadało, a co podpowiadał jej naturalny instynkt i finalnie… postawiła na próbę kompromisu.
Wystawiła nogę do przodu, niby zupełnie przypadkiem, jakby chciała odskoczyć przerażona od całej sytuacji, która miała miejsce na podłodze, a jednej z ochroniarzy również przypadkiem się o nią potknął. Momentalnie stracił równowagę i poleciał twarzą prosto na stół. Nawet nie miał jak się przytrzymać przed upadkiem, bo rękami sięgał za pasek po spluwę.
— O jezu, przepraszam! — kwiknęła, machając ręką do tyłu, znowu p r z y p a d k i e m wytrącając gnata z rąk drugiego. Pistolet spadł prosto pod nogi Pilar, a ona zwinnie kopnęła go obcasem prosto pod łydkę Madoxa. — Wszystko okej? — spytała, patrząc na jednego z facetów. — Straszna ze mnie niezdara — wzruszyła niewinnie ramionami, a goryl tylko popatrzył na nią, jakby była jebnięta. Coś chyba chciał odszczekać, ale Stewart odwróciła się w stronę Ernesto i Noriegi. W pierwszej kolejności spojrzała w ciemne oczy Madoxa. Na moment. Krótką, wymowną, chwilę, w końcu obezwładniła mu dwóch gachów w kilka sekund… Zostawał tylko ten aspekt polubienia. Dlatego uwagę skupiła na makaroniarzu.
— I po co ta agresja? — spytała przejęta, podchodząc bliżej i kucając przy nich, tak, że wzrok Włocha momentalnie powędrował do jej piersi. — Może po prostu się napijemy?

:pilar:

el caos se encuentra con el orden

: śr paź 07, 2026 6:18 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Madox za to najlepiej czuł się w chaosie. Nie szedł wobec planu, wszystko brał na spontanie.
Wykorzystywał okazję i dostosowywał się do sytuacji. Zaraz okazało się, że dzisiaj też musieli się dostosować, bo w loży nie było nawet Tony'ego, a na jego miejscu siedział jakiś młody makaroniarz, z którym, jak się zaraz okazało, nie przepadali za sobą.
Czego zresztą zaraz dali dowód, skaczą sobie do gardeł, kiedy makaroniarz wspomniał tylko Amandę. Madox umiał walczyć, był szybki i zwinny, i wiedział jak wyprowadzać ciosy, żeby mieć przewagę, unieruchomić przeciwnika. A Włosi... oni lubili pukawki, machanie bronią i straszenie, i tak chyba postanowili też to rozegrać dzisiaj, bo ochroniarze Ernesto zaraz sięgnęli po swoje gnaty, gdy tylko ich szef wylądował na kolanach trzymany za łeb przez Noriegę. Madox wbił ciemne spojrzenie w duże oczy Pilar. Widział ten szok rysujący się na jej twarzy, ale... chciała, żeby rzucał ją od razu na głęboką wodę? To proszę bardzo, musiała się dostosować, brać z tego, co jej dawał na tacy.
Powinna jego spacyfikować? Opowiedzieć się po stronie Włochów? Może...
A jednak policjantka wybrała jego. Pierwszy ochroniarz potknął się o jej nogę i poleciał na stół na łeb na szyję, jak długi. Walnął głową z złoty blat i aż wywrócił stolik. Drugi sięgnął po spluwę, ale ta zaraz wyleciała mu z rąk, kiedy Pilar machnęła ręką i mu ją wytrąciła. Broń sunęła po podłodze pod nogi Madoxa, kopnięta przez Stewart, a on...
Oczywiście, że wykorzystał okazję. Schylił się i chwycił spluwę, przeładował ją, mógł ją dostawić Ernesto do skroni... Zrobiłby to, żeby zaznaczyć swoją pozycję w klubie. Każda okazja była dobra, każdą wykorzystywał, ale złapał ciemne spojrzenie Pani... (kiedyś Noriega) Stewart.
Dobra, raz mógł sobie odpuścić. Jeden, jedyny raz. Opuścił spluwę przy boku, a kiedy Pilar podeszła do makaroniarza, to nawet go puścił. Ciemne tęczówki wbił w goryli. Ten, który jebnął głowa w stół zalewał się krwią.
- Wypierdalać mi z nim, bo zapaprze mi dywan - warknął Madox i machnął spluwą - obaj - wycedził przez zęby. Ochroniarze spojrzeli na Ernesto, ale ten machnął na nich głową. Podniósł się powoli z kolan, poprawił swoją marynarkę, a jego zielone spojrzenie zawisło na twarz Stewart.
- To kim jesteś, że panujesz nad tym wściekłym psem? - przecież Ernesto wiedział, że gdyby nie ona, to miałby gnata opartego o potylicę.
Madox za to wywrócił oczami.
- Pilar Stewart, śledcza, numer blachy też mam ci podać, czy sam sobie sprawdzisz? - rzucił i zablokował pistolet. Rzucił go na stolik, bo za paskiem wciąż trzymał ten należący do Pilar. Ernesto obejrzał się na Madoxa.
- Cagna? Cosa ci fa qui? - rzucił i momentalnie odsunął się od Pilar mierząc ją spojrzeniem.
- Forse un po' più educatamente? Volevo presentarle un produttore di pasta che contasse davvero, e invece ci ritroviamo con questo cafone - odpyskował mu Madox, może jego włoski nie był idealny, ale Ernesto na pewno zrozumiał, bo tym razem to on doskoczył do niego. I znowu stali na przeciwko siebie, te dwa wściekłe psy, trzymając się za koszulę. Noriega zaciskał wytatuowane palce na drogiej marynarce makaroniarza. A Bianchi gniótł drogą, kolorową koszulę właściciela Emptiness.
A pomiędzy nimi ona, już nie niezdara, tylko policjantka.
Jeśli chcieli ją wprowadzić to nie powinni kłamać, czy owijać w bawełnę, makaroniarze mogli ją bez problemu sprawdzić. Też mieli w policji swoje wtyki. A skoro Pilar chciała się zakręcić przy Madoxie przy półświatku, to nie mogła udawać jakiejś tepej dziuni, czy innej tłumaczki.

Creo que te dejé entrar ⋆⭒˚。⋆

el caos se encuentra con el orden

: czw paź 08, 2026 6:25 pm
autor: Pilar Noriega
trigger warning
przekleństwa
Nie spodziewała się tego.
Myślała, że zapoznania z półświatkiem raczej będą bardziej… kulturalne.
Krótka wymiana zdań, dwa drinki, kilka przelotnych uśmiechów i tyle. A tu? Tu od samego wejścia zapanował pierdolony chaos. Noriega szarpał Włocha jak pieprzony worek ziemniaków, ochroniarze chcieli mu przestrzelić łeb na wylot, a pośrodku ona.
Może faktycznie mogła opowiedzieć się po stronie makaroniarzy, w końcu Noriega sam powiedział, że powinna działać tak, żeby ją polubili. Problem w tym, że Pilar nigdy nie robiła tego co powinna, a bardziej jak czuła. Nie wiedziała dlaczego nagle serce podpowiedziało jej, żeby rozbroić goryli i dać Madoxowi przewagę, przecież wcale nie musiała tego robić. A jednak zrobiła. Instynkt zadziałał nim głowa zdążyła przekalkulować, co będzie się jej bardziej opłacać. I chyba w finalnym rozrachunku nie było aż tak źle, biorąc pod uwagę, że jeden z ochroniarzy sam rozjebał sobie łeb, a drugi został równie dobitnie wyproszony, przy tym obezwładniony. Ernesto obserwował ją uważnie, a kiedy Stewart przed nim kucnęła, swoja uwagę skupiła na Noriedze. Na jego ciemnych oczach, w które zapatrzyła się chyba dłużej niż powinna. Ładne były.
Ogarnęła się dopiero, gdy Madox puścił makaroniarza, a ten poderwał się do góry, od razu poprawiając marynatkę. No tak, trzeba było przecież się jakoś prezentować. Spoglądała na niego z dołu i dopiero gdy zadał pytanie kim była, że zapanowała nad wściekłym psem, sama uniosła się do pionu, gotowa odpowiedzieć.
Szkoda tylko, że Noriega znowu się wtrącił. Kurwa świetne zapoznanie, jeśli nawet nie dawał jej możliwości wypowiedzi. Przewróciła oczami, gdy zaprezentował ją z imienia i nazwiska. Widać John przekazał mu już nawet jej nazwisko. No chyba, że Madox sam zrobił swój research.
— Wyst... — tyle zdążyła powiedzieć. Znowu. Nawet kurwa pełne słowo nie wyszło jej ust, nim oni nie zaczęli ponownie skakać sobie do gardeł, tylko tym razem warcząc na siebie po włosku.
Nic nie rozumiała.
Znała hiszpański, ale dużo słów jednak wcale nie było podobnych. Rozumiała za to język ciała i kiedy tylko makaroniarz doskoczył do Madoxa, łapiąc go za fraki i pchając na ścianę, ona znowu ruszyła się z miejsca.
— Możecie kurwa przestać? — rzuciła nawet spokojnie, ale oni oczywiście nic sobie z tego nie zrobili. Wkurwiali ją. Jeden z drugim. Dlatego zgarnęła ze stolika pistolet i wyciągnęła między nich, odblokowując go prosto przy ich twarzach. Tak żeby kurwa słyszeli. Żeby w końcu się uspokoili.
— Che stai facendo, stronza? — co robisz, suko? Ernesto odwrócił się jako pierwszy, patrząc na nią zaskoczony, gdy do niego mierzyła. Za nic nie zrozumiała, co powiedział, ale wolną ręką sięgnęła do paska Noriegi i wyszarpała własną broń. Nią też wymierzyła, ty razem z Madoxa.
— Uspokoicie się, czy trzeba wam odstrzelić jakąś część ciała? — warknęła poirytowana. Wiadomo, że by nie strzeliła, nie w klubie, nie bez powodu, ale przecież oni tego nie wiedzieli. A przynajmniej nie mogli mieć takiej pewności, dlatego… — Odsuńcie się kurwa od siebie. No już — Ernesto zrobił faktycznie krok do tyłu, bezczelnie się przy tym uśmiechając, chociaż w jego oczach wciąż błądziła pewnego rodzaju niepewność. — A teraz zapraszam na kanapę — dodała, sama przesuwając się bokiem, wciąż w nich mierząc. Stanęła pośrodku, przy rozjebanym stole, tak, żeby jeden usiadł po jednej stronie loży, a drugi po przeciwnej. Daleko od siebie. Jak kurwa najdalej. Nie powinna się tu tak rządzić, ale przecież gdyby nie zareagowała, to by się tam rozszarpali.
Złapała w płuca więcej powietrza, gotowa ponownie się odezwać, tylko wtedy drzwiczki do loży znowu się otworzyły, a ktokolwiek przez nie właśnie wszedł musiał mieć piękny widok: dwójka gangusów i jakaś lala w czerwonej sukience, która celowała do nich z dwóch gnatów.
Świetnie.

:margo:

el caos se encuentra con el orden

: ndz paź 11, 2026 5:42 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
W półświatku nigdy nie było... kulturalnie.
A zwłaszcza w Emptiness, bo tutaj nie robiło się interesów przy szklaneczce whisky i rozmowach o niczym. Tutaj stawiało się na konkrety, koks sypał się po złotych stołach, rum palił w przełyk, a roznegliżowane dupy kręciły na róże szpagaty... Zwłaszcza na dole, ale Ernesto Bianchi był na to za cienki.
Tony schodził do podziemi klubu, chociaż i tak jedynie na specjalne zaproszenie Noriegi, a Ernesto, on może nawet nie wiedział, że coś takiego mieści się na dole. I tak powinien się cieszyć, że wylądował w VIPowskich lożach na górze, a nie w tych na parterze, gdzie usiąść mógł każdy, ale pewnie zadziałała tu Maddie, zawsze potrafiła ładniej przyjmować gości niż Madox.
On miał swoich ulubieńców, a Ernesto zdecydowanie do nich nie należał. Co zresztą było widać, po tym jak Noriega do niego wystartował, a zaraz wypierdalał z loży jego ochroniarzy, jakby był... Właściwie przecież był u siebie. Może na mieście Madox był zwykłą płotką, psem na usługach mafii i policji, trochę zdrajcą, trochę przyjacielem, pod ochroną Trzynastki, ale w klubie był kurwa szefem. On tu rządził. I pokazywał to na każdym kroku.
Stojąc nad Ernesto i wpatrując się w Pilar też.
On ją wprowadzał, on ją przedstawiał. Nie sprawdził jej, nie wiedział, że Bucky mu ją przyprowadzi, ale gdzieś padło jej imię, jej nazwisko, przychodziła z Buckleyem, więc Madox połączył kropki, a nawet gdyby się jebnął... to makaroniarz przecież i tak wiedział jeszcze mniej.
To jednak nie przeszkadzało mu w tym, żeby wystartować znowu do Madoxa, zarzucać mu, że przyprowadził sukę, oczywiste było, że Noriega nie pozostanie mu dłużny. I znowu skakali sobie do gardeł, dwa wściekłe psy... latynoski i włoski. Dwa ogniste temperamenty, a między nimi ona. Ogień.
I chłodna lufą pistoletu.
Madox zerknął na broń pomiędzy nimi, a potem na makaroniarza.
- Faccia da cane - wycedził przez zęby, ale Włoch wcale się nie zamknął i może nawet wyrwałby się do Noriegi, ale Pilar wyciągnęła mu zza paska swoją spluwę. Dobra była i Madox spojrzał na nią krzywo, a zaraz ciemne spojrzenie wbił we Włocha, bo ten znowu się odezwał.
- I tak wiemy, że nie strzelisz, psiarskie są tylko takie mocne w gębie i dobre do pie... - nie dokończył, bo Madox zacisnął wytatuowane palce w pięść strzelając kostkami.
- Może jej nie pozwoli kręgosłup moralny, ale pamiętaj, że ja go nie mam guido - Ernesto znowu chciał się szarpnąć do Madoxa, ale Stewart machnęła bronią i ją przeładowała. Miałaby tyle jej, żeby strzelić? Noriegę to nawet kusiło, żeby to sprawdzić, bo on przecież lubił przekraczanie granic. Zawiesił na moment to ciemne spojrzenie na jej twarzy, a kiedy Ernesto skapitulował poprawiając marynarę, to Madox przesunął jeszcze wytatuowanymi palcami po spierzchniętych wargach. Bo on przecież tak łatwo się nie poddawał, ale... odwrócił się na pięcie i wylądował na kanapie, tam gdzie wskazała. Rozsiadł się wygodnie, opierając o oparcie, zarzucił nogę na kolano. Ernesto za to oparł na swoich łokcie. I obaj wpatrywali się w Pilar. Z jednej strony ciemnooki, latynoski gangus w swojej kolorowej koszuli, ze zlotem, które mieniło się w jego uszach, na nadgarstkach i na klacie. Z drugiej zielonooki, elegancki Włoch w białej koszuli i czarnej, drogiej marynarce, zupełnie inni, a jednak... podobnie na nią patrzyli w tamtym momencie.
Za to Maddie, która weszła do loży spojrzała na Pilar wielkimi, niebieskimi oczami.
- Madox? - wypaliła od razu blondynka, patrząc na swojego szefa. A on tylko machnął ręką, żeby weszła do środka. Maddie patrzyła na Stewart spod przymrużonych powiek ozdobionych wachlarzem sztucznych rzęs - pyta o ciebie ktoś na barze - powiedziała, a jej oczy omiotły Ernesto, który teraz też wpatrywał się w blondynę. Maddie była zrobiona, przyciągała spojrzenia, ale o to przecież chodziło, Madox inwestował w nią, po to, żeby odpowiednio zabawiała jego gości.
- Jestem trochę zajęty, jak widzisz - tu zerknął jeszcze na Pilar, bo nie miał zamiaru jej zostawiać z Ernesto, chociaż...
- Poradzimy sobie - wtrącił zaraz Włoch i tym razem jego spojrzenie uciekło znowu do policjantki, jakby to ona miała podjąć decyzję, ale kurwa... co ona tu miała do gadania? To Madox Noriega był panem tego przybytku. A Pilar Stewart była dla niego jeszcze nikim.

:pilar:

el caos se encuentra con el orden

: ndz paź 11, 2026 6:56 pm
autor: Pilar Noriega
trigger warning
przekleństwa
Ernesto miał racje?
Nie strzeliłaby? Czy może jednak gówno wiedział na jej temat?
Pilar nie była jak każdy inny pies. Średnio wychodziło jej przestrzeganie zasad. Zdecydowanie częściej ufała swojej intuicji i wybierała rozwiązania, które jej zdaniem były dobre, a nie koniecznie takie, które wypadało. Miała na swoim koncie kilka przewinień, o którym mało kto wiedział, bo jednak liczyło się to, że w finalnym rozrachunku była po prostu skuteczna. Jak byłoby w tym przypadku?
Może by się o tym przekonali, gdyby Ernesto nie zrobił kroku do tyłu. Ale zrobił. Odpuścił, poprawiajać przy tym elegancką, czarną marynareczkę, pewnie od jakiegoś włoskiego projektanta i usiadł na kanapie. Madox zresztą również. Pilar mimowolnie wypuściła na usta delikatny uśmiech, bo kto by pomyślał, że pójdzie tak łatwo? Z pewnością nie ona, ale skoro juz była okazja.
Szkoda tylko, że nawet nie zdążyła nic powiedzieć ani chociażby usiąść między nimi, bo do środka znowu ktoś wszedł. Stewart tylko połowicznie odwróciła głowę, żeby nie tracić czujności, a kiedy zobaczyła jakąś zrobioną blondynkę, to tylko przewróciła oczami. Od razu wyglądała, jakby tu pracowała. Zreszta zwróciła się bezpośrednio do Noriegi, co tylko utwierdziło Pilar z swoich przekonaniach. Prychnęła na wieści, że ktoś czeka na niego przy barze. Oczywiście, że tak.
Chciała żeby został?
Pewnie czuła by się bardziej komfortowo, nawet jeśli nie ufała mu do końca, biorąc pod uwagę scenkę, która miała przed chwilą miejsce, ale z drugiej strony…
— Słyszałeś? Poradzimy sobie — mruknęła, wzruszając ramionami. Udawała w tym wszystkim obojętność, chociaż jej oczy były juz o wiele bardziej ciemne, gdy zaglądała w te Madoxa. — Leć na bar, Noriega — dodała, wystawiając do przodu jeden z gnatów, dokładniej ten należący do ochroniarza Ernesto. — To na pewno ważne — ważniejsze niż to, co tutaj robili? Pewnie nie, ale skoro ta cała Maddie tak bardzo nalegała, to może jednak? Podała mu pistolet, kiedy poderwał się z miejsca, a Maddie w tym czasie zacisnęła długie szpony na kolorowej koszuli swojego szefa. Pilar tylko spojrzała na to przelotnie, niby obojętnie, chociaż gdzieś z tylu głowy zastanowiła się, czy on tu faktycznie przeleciał już każdą, jedną laskę.
Poczekała aż wyjadą i sama zajęła miejsce naprzeciwko Ernesto.
Siedzieli tam dobre… dwadzieścia minut. Noriega nie mógł mieć pojęcia, co tam się działo, bo okazało się, ze przy barze czekał na niego inny pies, w dodatku z nawet istotnymi informacjami. Jeśli patrzył w górę mógł widzieć, jak weszła do nich jedna z kelnerek i… nie wyszła.
A potem coś jebło.
Huk wystrzału przebił głośną muzykę. Dla klubowiczów mogło to zblendowac się z melodią na tyle dobrze, że mogli pomysleć, że to tylko element beatu, ale przecież Madox nie był tak głupi, prawda? Dobrze wiedział, jak brzmiał wystrzał, szczególnie, że po chwili dało się usłyszeć donośny krzyk kelnerki.
Musiał się poderwać. Przecież to jego klub. Musiał panować w nim porządek. A kiedy tylko znalazł się w środku mógł w pierwszej kolejności zobaczyć… krew na jednym z tych jego fikuśnych dywaników i na kanapie. Kelnerka znajdowała się w kącie pokoju, skulona. Głowę miała gdzieś między nogami i płakała, a włosy potargane, jakby… ktoś ją za nie szarpał. Ernesto natomiast zbierał się z podłogi. Jedną ręką trzymał się za kroczę, a drugą natomiast miał przy kompletnie zakrwawionej twarzy. Dokładniej czerwona ciecz lała się z jego nosa. Pewnie był złamany. Ups. A Pilar? Pilar stała gdzieś z boku, pocierając knykcie i od razu złapała ciemne spojrzenie Noriegi. Ogień w jej oczach dosłownie ciskał gromami, a klatka piersiowa chaotycznie unosiła się w górę i dół.
— Chciał ją… — zaczęła, chcąc wytłumaczyć Noriedze, dlaczego panował tu taki rozpierdol, przy okazji próbując sięgnąć po broń z ziemi, która… tak naprawdę wystrzeliła przypadkiem, w ścianę. Nie zdążyła tego jednak zrobić, tak samo jak dokończyć zdania i wyjaśnić mu czegokolwiek, bo Ernasto już szarpał ją za włosy.
— Sei finita, stronza! — już po tobie, suko, warknął, popychając ją na bok. A ona przez to, że zapatrzyła się na Noriege, nawet nie zdążyła zareagować i z hukiem gruchnęła o twardą ścianę.
Pierwszy błąd.
Albo już któryś z kolei.


:aaa: