A Blackout Wasn't Enough?
: pt paź 16, 2026 11:42 am
Nate zatrzymał się przed drzwiami, przeciągając przyczepioną do paska kartę dostępu. Przez chwilę przyglądał się czytnikowi, jakby liczył na to, że ten również postanowił pójść na urlop w związku z ogólną sytuacją w mieście. Przyłożył kartę, poczekał z pewną dozą niepewności na charakterystyczny sygnał i dozą ulgi pchnął drzwi, przepuszczając Zaylee do środka. Coś nie coś jeszcze działało.
- Zajęcia teoretyczne pewnie odwołali albo przenieśli do sal, w których da się cokolwiek zobaczyć bez używania latarki. Nie wiem, nie sprawdzałem. Ja dziś ich nie mam, a oficjalnego komunikatu nie otrzymałem.- Wzruszył ramionami. Nie miał najmniejszej ochoty zastanawiać się nad tym, co robili teraz studenci, skoro sam miał na głowie zdecydowanie ważniejsze kwestie. - Ale gdybyś była zainteresowana, mogę cię zapewnić, że nawet blackout nie powstrzymałby niektórych przed przyjściem na konsultacje. Najwyraźniej istnieją ludzie, którzy nie potrafią odróżnić pilnej potrzeby uzyskania odpowiedzi na pytanie od zwykłej nieumiejętności korzystania z materiałów dydaktycznych.- rzucił jej krótkie, wymowne spojrzenie, jakby sam fakt, że musiał tłumaczyć takie rzeczy, był wystarczającym dowodem na upadek cywilizacji.
Propozycja przeniesienia czajnika do laboratorium spotkała się z milczeniem. Nathaniel spojrzał na nią powoli, z wyrazem twarzy, który sugerował, że właśnie zaproponowała mu co najmniej spalenie budynku dla przygotowania jednej filiżanki kawy. Otworzył usta, najwyraźniej gotów wyjaśnić jej, dlaczego pomysł był absurdalny, po czym na chwilę jednak je zamknął.
- Wiesz, że agregat nie jest prywatnym źródłem energii, które można wykorzystywać do realizacji zachcianek pracowników? - zapytał w końcu, choć zabrzmiało to zdecydowanie mniej stanowczo, niż zapewne planował. Widać było, że ze sobą walczył. - Jest przeznaczony do podtrzymywania pracy sprzętu, który rzeczywiście tego wymaga... - przez moment wyglądał, jakby zamierzał dodać coś jeszcze. Może o priorytetach, może o odpowiedzialności, a może o tym, że niektórym ludziom należałoby odebrać dostęp do urządzeń elektrycznych. Zamiast tego zerknął w stronę laboratorium, a potem z powrotem na Zaylee. Brak kofeiny dawał mu się we znaki.
- Jednorazowe zagotowanie wody - powtórzył, testując brzmienie tej propozycji, jakby mogła stać się bardziej akceptowalna przy odpowiednim sformułowaniu. - I ani słowa o tym nikomu. - pojrzał na nią wymownie, ale w jego oczach wciąż toczyła się walka między rozsądkiem a bardzo konkretną potrzebą dostarczenia organizmowi używki. Odczepił czajnik od nieaktywnego gniazdka i złapał go pod pachę, zmierzając powoli w kierunku drzwi, zupełnie jakby właśnie dokonywał pewnego przestępstwa. Przyłożył ponownie kartę do czytnika i tym razem, ku jego zaskoczeniu nic się nie wydarzyło. Przeciągnął raz, drugi i wtem poczuł, jak zalewa go fala gorąca.
zaylee miller
- Zajęcia teoretyczne pewnie odwołali albo przenieśli do sal, w których da się cokolwiek zobaczyć bez używania latarki. Nie wiem, nie sprawdzałem. Ja dziś ich nie mam, a oficjalnego komunikatu nie otrzymałem.- Wzruszył ramionami. Nie miał najmniejszej ochoty zastanawiać się nad tym, co robili teraz studenci, skoro sam miał na głowie zdecydowanie ważniejsze kwestie. - Ale gdybyś była zainteresowana, mogę cię zapewnić, że nawet blackout nie powstrzymałby niektórych przed przyjściem na konsultacje. Najwyraźniej istnieją ludzie, którzy nie potrafią odróżnić pilnej potrzeby uzyskania odpowiedzi na pytanie od zwykłej nieumiejętności korzystania z materiałów dydaktycznych.- rzucił jej krótkie, wymowne spojrzenie, jakby sam fakt, że musiał tłumaczyć takie rzeczy, był wystarczającym dowodem na upadek cywilizacji.
Propozycja przeniesienia czajnika do laboratorium spotkała się z milczeniem. Nathaniel spojrzał na nią powoli, z wyrazem twarzy, który sugerował, że właśnie zaproponowała mu co najmniej spalenie budynku dla przygotowania jednej filiżanki kawy. Otworzył usta, najwyraźniej gotów wyjaśnić jej, dlaczego pomysł był absurdalny, po czym na chwilę jednak je zamknął.
- Wiesz, że agregat nie jest prywatnym źródłem energii, które można wykorzystywać do realizacji zachcianek pracowników? - zapytał w końcu, choć zabrzmiało to zdecydowanie mniej stanowczo, niż zapewne planował. Widać było, że ze sobą walczył. - Jest przeznaczony do podtrzymywania pracy sprzętu, który rzeczywiście tego wymaga... - przez moment wyglądał, jakby zamierzał dodać coś jeszcze. Może o priorytetach, może o odpowiedzialności, a może o tym, że niektórym ludziom należałoby odebrać dostęp do urządzeń elektrycznych. Zamiast tego zerknął w stronę laboratorium, a potem z powrotem na Zaylee. Brak kofeiny dawał mu się we znaki.
- Jednorazowe zagotowanie wody - powtórzył, testując brzmienie tej propozycji, jakby mogła stać się bardziej akceptowalna przy odpowiednim sformułowaniu. - I ani słowa o tym nikomu. - pojrzał na nią wymownie, ale w jego oczach wciąż toczyła się walka między rozsądkiem a bardzo konkretną potrzebą dostarczenia organizmowi używki. Odczepił czajnik od nieaktywnego gniazdka i złapał go pod pachę, zmierzając powoli w kierunku drzwi, zupełnie jakby właśnie dokonywał pewnego przestępstwa. Przyłożył ponownie kartę do czytnika i tym razem, ku jego zaskoczeniu nic się nie wydarzyło. Przeciągnął raz, drugi i wtem poczuł, jak zalewa go fala gorąca.
zaylee miller