Strona 2 z 3

They have the authority to kill a minority

: czw paź 08, 2026 11:22 am
autor: April Finch
Kiedy tylko narzeczona zaśmiała się z jej fenomenalnego żartu, zrobiło jej się cieplej na duszy. Zawsze potrafiła ją docenić! Teraz żałowała jeszcze bardziej, że policjanci się w końcu pojawili, bo na pewno mogłaby wyrwać Teddy! Zajęłyby się sobą, nikomu by nie wadziły, a świat stałby się szczęśliwszym miejscem. W końcu ich miłość nie była żadnym przestępstwem, choć może faktycznie nielegalnym powinno być kochanie się tak bardzo i bycie takimi super, bo co ma niby zrobić reszta planety? Nie będą im dorastać do pięt, nie ma na to żadnych szans. Pewnie ludzkości trochę przykro z tego powodu, ale przecież nie mogą we dwie brać za to odpowiedzialności, bo to kompletnie bez sensu.
Fakt, że podchodziła w taki sam sposób do wróżbiarstwa również doskonale działał na April. Coraz bardziej miała ochotę ją poderwać i nie przejmować się faktem, że były już narzeczeństwem i nie musi przecież zabiegać o nią aż tak mocno. Poderwanie jej po raz kolejny wydawało się być doskonałą rozrywką na ten wieczór. Może to przez to, że była pijana? Zawsze robiła się przecież dużo bardziej rozochocona, gdy tylko wlała w siebie procenty. Wcześniej jakoś udawało jej się to ignorować, ale wystarczyło, żeby Teddy pojawiła się w tym samym pomieszczeniu, co ona, żeby jej myśli zaczęły krążyć wokół tej kwestii dużo intensywniej.
Zaczynała się szczerze martwić o swój los. Policjanci byli totalnie nierozgarnięci. Może ich też tak bardzo rozpraszała obecność Teddy? Gubili się w podstawowych faktach i w ogóle chyba nie wiedzieli, na jakim świecie żyją. A może nie słuchali jej uważnie, bo była tylko kobietą? Z góry zakładali, że jest jakaś durna czy coś! Homofobia, mizoginia, co następne?
— Oj dużo było tych pralin. Czekaj, od czego my zaczęłyśmy? — zamyśliła się na moment, próbując dokładnie przeanalizować sytuację. Może i skłamała względem swoich personaliów, ale zrobiła to względem ochroniarza. Do okłamywania policjantów prosto w twarz nie była taka skora. Nie wyprowadziła ich na razie z błędu w kwestii nazwiska, bo nikt nie kazał jej się wylegitymować, ale to nie oznaczało, że musi zacząć tworzyć nową górę łgarstw, prawda?
— Dobra, wiem. Ja najpierw wzięłam mleczną, pistacjową, z maliną i słonym karmelem. Estelle też wzięła mleczną, ale oprócz tego truskawkową, gorzką, z chilli, z kawą i z agrestem. Wszystkie były bardzo dobre. Mi chyba najbardziej smakowała ta z maliną. A może z pistacją? Cholera, sama nie wiem. Musiałabym ich spróbować raz jeszcze i ocenić od nowa. Estelle za to była zachwycona tą kawową, ale ona jest z tych, co mają obsesję na punkcie kawy. No wiedzą panowie, ma w domu taki ekspres za kilkanaście tysięcy dolarów i jak przygotowuje kawę, to stosuje te wszystkie niesamowite rytuały. Jak dla mnie to smakuje tak samo jak kawa ze zwykłej kawiarni, ale jej tego nie mówię, bo pewnie by się obraziła. Fajnie, ze ma takie hobby, to w sumie bardzo ciekawa sprawa. Na pewno dużo fajniejsza niż wróżbiarstwo — opowiadała dalej, tylko odrobinkę zbaczając z tematu. Najważniejsze kwestie były jednak traktowane z całkowitą powagą poświęcała im dużo uwagi i naprawdę starała się niczego nie przekręcić. Chciała, by mieli pełny obraz sytuacji.

teddy darling

They have the authority to kill a minority

: czw paź 08, 2026 2:54 pm
autor: teddy darling
Nikt nie potrafił rozbawić jej tak jak April. Miała genialne poczucie humoru. W rzeczywistości pewnie równie prostackie jak żarty samej strażaczki, dlatego tak niesamowicie ją rozśmieszały. Idealnie się pod tym względem dobrały. Zresztą pod wieloma innymi również. Gdyby nie obecność policji i ochroniarza, z radością dałaby się poderwać własnej narzeczonej. Teraz przynajmniej wiedziała już, że następnym razem powinna po prostu brnąć w to bez oporu i nie przedstawiać się żadnymi wymyślonymi personaliami, jak zrobiła to kilka miesięcy temu na zorganizowanej w barze randce. Co z tego, że chwilę wcześniej przedstawiła się wymyślonym nazwiskiem. Szczegóły! Przy Finch mogła przecież być w stu procentach sobą. Właśnie w takim wydaniu została zaakceptowana i pokochana. Nie musiała niczego udawać, niczego przed nią ukrywać ani wymyślać sobie lepszej wersji własnej osobowości. A pijana April to w ogóle była cholernie urocza. Teddy naprawdę trudno byłoby się jej oprzeć. Właściwie już teraz miała z tym problem, ale obecność dwóch funkcjonariuszy i ochroniarza zdecydowanie nie sprzyjała romantycznym uniesieniom. Na razie musiały więc zapomnieć o flirtowaniu, bo najpierw narzeczona musiała złożyć jakieś głupie zeznania. Czy oni do reszty powariowali? Naprawdę brali pod uwagę, że ta ślicznotka mogła być złodziejką? Albo jakąś nieprzewidywalną kleptomanką, która tylko czekała, aż ktoś odwróci wzrok, żeby porwać tabliczkę czekolady? Darling nie mogła uwierzyć w to, co się wyprawiało!
Westchnęła rozmarzona, wyobrażając sobie te wszystkie praliny z przeróżnym nadzieniem. Krem orzechowy. Ganache. Puree malinowe. Już na samą myśl język uciekał jej do dupy. Szybko jednak wydęła usta w podkówkę, bo przecież wśród tych wszystkich cudowności mogła trafić się również taka z marcepanem. A to już nie brzmiało tak dobrze. Właściwie brzmiało strasznie przykro. Opowieści o pralinach nie wzbudziły jednak tyle entuzjazmu w mundurowych. Oni pewnie też myśleli o jakiejś z marcepanem. Szybko jednak się okazało, że to w trakcie wyboru nie zostawała uruchomiona żadna maszyna losująca, tylko każdy mógł wybrać sobie smak według własnego widzimisię. Teddy poczuła ulgę, czego nie można powiedzieć o policjantach. Cholera jasna, ciężko było ich rozgryźć.
— Naprawdę ma ekspres za kilkanaście tysięcy dolarów? — zainteresował się Kowalsky, który został zgromiony wzrokiem przez złego glinę, więc zamilkł równie szybko, jak się odezwał. Dobry glina z kolei cmoknął, jakby nie do końca był zadowolony z takiego przebiegu wydarzeń. Ciekawe, co mu nie pasowało? Może ilość skonsumowanych pralinek? Albo fakt, że ta z chili na bank nie była zbyt smaczna. Zdziwiłby się! Chłopina po prostu nigdy nie próbował brownie z chili, które robiła strażaczka!
— Zjadły panie praliny. Rozumiem. To może teraz inaczej - jak doszło do tego, że rzeźba znalazła się w pani torbie? — zapytał, przyglądając się podejrzliwie Finch Sparrow. Cholera, trudno będzie im się później wytłumaczyć z tych nieprawdziwych nazwisk. A może nie? Może uda im się zrobić kretyna z ochroniarza i wmówić wszystkim, że to on coś przekręcił? W końcu to jego wina, że April znalazła się w takie patowej sytuacji, więc Teddy natychmiast podłapałaby taką wersję wydarzeń.
— Już mówiła, że ktoś ją wrobił — podkreśliła, pomimo że funkcjonariusze nie mieli jeszcze okazji tego usłyszeć. — I ja jej wierzę. A panowie nie? — spojrzała po policjantach, żeby odczytać cokolwiek z ich twarzy. Nie wyglądali na szczególnie przekonanych, ale to nic! Trzeba po prostu trochę jeszcze nad nimi popracować.

April Finch

They have the authority to kill a minority

: czw paź 08, 2026 9:48 pm
autor: April Finch
Przez moment zastanawiała się nawet, czy nie powinna zamówić sobie jeszcze kilku pralinek. Była wprawdzie zasłodzona jak cholera i obawiała się, że po zjedzeniu jednej albo dwóch, po prostu się porzyga, ale może one były tego warte? Po prostu rozpływały się w ustach! Nic dziwnego, że tak zazdrośnie strzegli tego lokalu, skoro były tu takie wybitne przysmaki. Jakby Finch miała w domu tyle ilości słodyczy, co oni mieli tutaj, to też wynajęłaby takiego skrupulatnego ochroniarza służbistę, byle tylko strzegł żarcia jak oka w głowie. Byle nie przez samą April, która pewnie szybko uszczupliłaby ten zapas i zaczęłaby namawiać Teddy, by jej w tym pomogła. Ale żeby ten sam ochroniarz miał tracić czas na jakaś rzeźbę? Głupota.
— Naprawdę! I jest bardzo ładny. Ma nawet takie specjalne pędzelki do czesania kawy. Z jakiegoś srebra czy innego... nie pamiętam. Jakieś niesamowitości w każdym razie — doprecyzowała ochroniarzowi, bo mimo że był homofobem i zdrajcą, to należała mu się odpowiedź. Chętnie nawet powiedziałaby mu więcej, ale nie pamiętała za dużo z tych wszystkich opowieści Estelle na ten temat, bo nie słuchała zbyt uważnie. Swoim zwyczajem nieco rozłączyła się ze światem doczesnym i zaczęła bujać w obłokach, uciekając myślami w jakieś skończone dureństwa. Mogła liczyć tylko na to, że Estelle tego nie zauważyła, bo byłoby niezręcznie. Ale chyba była za bardzo wkręcona w gadanie albo Finch jednak bardzo dobrze udawała uwagę, bo nie sprawiała wrażenia obrażonej. Wręcz przeciwnie. Nawijała dalej jak najęta. Była jedną z tych osób, które na temat swoich pasji mogły mówić właściwie w nieskończoność. Jej problemy ze skupieniem nie były jedyną przeszkodą. Policjant sprawiał wrażenie coraz bardziej nerwowego, a April wolała przesadnie go nie irytować, bo z tymi wariatami to nigdy nie wiadomo.
— No ktoś mnie wrobił, na pewno! — potwierdziła od razu wersję narzeczonej. To ważne, by nie zmieniać swoich zeznań w międzyczasie, bo to przecież jak strzelnie sobie w stopę. Nie miała zamiaru się podkładać. No może ewentualnie z tym nazwiskiem, ale przecież policja oficjalnie nie usłyszała tego od niej, więc będzie mogła się w każdej chwili z tego jakoś wykpić. Ochroniarz nie miał tutaj za wiele do gadania. Nie był osobą decydującą w żaden sposób, a jako świadek, był przecież totalnie niewiarygodny, to już miała ustalone. Na razie tylko sama ze sobą, ale to nic.
— Nie wydaje mi się, żeby to było w mojej torebce, jak wstałam od stolika. Chyba bym to zauważyła, zakładając ją? Chciałam wychodzić, ale zatrzymał mnie pan Kowalsky i to on mi pokazał, że z czymś wychodzę. Ja nawet nie zauważyłam, że taki przedmiot znajduje się w tym pomieszczeniu. — Westchnęła smutno, spuszczając głowę jak zestresowana kilkulatka. Była chyba trochę za stara na tego typu stresy, ale cóż poradzić, że to właśnie odczuwała? Nie próbowała celowo wzbudzić litości. Wyglądała tak żałośnie sama z siebie.
— Po co miałbym kraść akurat to, a nie jakieś jedzenie, co? — burknęła jeszcze, spoglądając kątem oka na ochroniarza. Jakby już była kryminalistką, to porządną, a nie taką frajerką skończoną.
— Bo to jest cenny zabytek, drodzy panowie! — oburzył się natychmiast ochroniarz, który najwyraźniej był do drąga wyjątkowo mocno przywiązany.

teddy darling

They have the authority to kill a minority

: czw paź 08, 2026 11:13 pm
autor: teddy darling
Nie pamiętała, kiedy ostatnio jadła coś słodkiego. Chyba ze dwa miesiące temu i to też w ilościach raczej godnych pożałowania. Niestety praca w straży wymuszała na niej trzymanie formy. Nie słodziła herbaty, nie piła słodzonych energetyków. Właściwie wszystko było bez cukru. I bez sensu. Oczywiście od czasu do czasu pozwalała sobie na jakieś odstępstwo. Nie była przecież robotem i nie zamierzała żyć na samym kurczaku z ryżem tylko dlatego, że mundur wymagał od niej odpowiedniej kondycji. Ale jak już dorwała coś słodkiego, cukier potrafił zrobić z niej jeszcze większego oszłoma niż zwykle. Zamiast zwyczajowego poziomu energii dostawała dodatkowe paliwo i nagle Teddy była gotowa biegać po ścianach. Przy jej niezdiagnozowanym ADHD zdecydowanie nie było to najlepsze połączenie. Teraz zapach czekolady dochodzący z manufaktury zaczynał powoli niszczyć jej silną wolę. Tylko po co miała osładzać sobie życie, skoro miała taką przesłodką narzeczoną? To przecież powinno wystarczyć za całą tonę pralinek.
Chyba musiałaby upaść na głowę, żeby wydać na taki wypasiony ekspres tyle pieniędzy. Dobrze, że Darling nie była jakąś wielbicielką kawy. Od czasu do czasu coś wypiła, jasne, ale nie nazwałaby się kawoszką. Nie potrzebowała porannego rytuału z kubkiem kawy w dłoni, żeby w ogóle zacząć funkcjonować. Była za to uzależniona od energetyków. Powoli zaczynała dochodzić do wniosku, że chyba zwyczajnie się na nie uodporniła. Kiedy była naprawdę zmęczona, potrafiła wypić dwie puszki jedna po drugiej, a potem normalnie pójść spać. To chyba nie było zbyt normalne.
— Pędzelki do czesania kawy? Ale... — ochroniarz miał mnóstwo pytań. Szybko jednak został uciszony spojrzeniem złego gliny. Cholera, gość naprawdę wczuł się w swoją rolę. Śmiało można byłoby nominować go do Oscara.
Argumentacja April była jak najbardziej uzasadniona. Wszystko się tutaj zgadzało. Strażaczka nawet przez chwilę nie pomyślała, że jej narzeczona mogłaby dopuścić się kradzieży. No wystarczyło na nią spojrzeć! Wyglądała jak jakiś smutny szczeniak, a taki widok natychmiast ściskał serce Darling. Nie miała pojęcia, jak można było patrzeć na Finch i w ogóle podejrzewać ją o coś złego. Przecież to było niedorzeczne! Od razu przysunęła się bliżej i objęła ją ramieniem, chcąc pokazać, że ma jej pełne wsparcie. Następnie nachyliła się i musnęła ustami jej skroń. Co by się nie działo, zawsze stała po jej stronie. Nawet gdyby cały świat uznał April za winną, Teddy nie zamierzała zmieniać zdania. W końcu znała swoją narzeczoną najlepiej i wiedziała, że nie była żadną złodziejką. A jeśli ktoś twierdził inaczej, to najwyraźniej sam miał coś nie tak z głową. Siłą jej nie zabiorą. O nie, nie, nie! Teddy nigdy na to nie pozwoli. Jeśli będzie trzeba, pójdzie na wojnę z tymi psami, bobrami, borsukami czy całym innym zwierzyńcem, który postanowił wziąć jej ukochaną do niewoli. Nie miała jeszcze dokładnego planu działania, ale przecież nie od razu Rzym zbudowano. Najważniejsze, że była gotowa walczyć. A że przeciwnikami mogły być kanadyjskie służby porządkowe? Trudno. Dla April Darling była gotowa narobić sobie kłopotów nawet na własne życzenie.
— Czy ten zabytek jest wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO? Jak Stare Miasto w Quebecu albo Kanał Rideau? — zapytała, przeszywając ochroniarza spojrzeniem. Gdyby tylko mogła, wypaliłaby mu dziurę w twarzy. Najlepiej taką na wylot, żeby przy okazji zajrzał sobie do własnego sumienia i sprawdził, czy aby na pewno wszystko tam działało.
Kowalsky wyglądał na zaskoczonego. Zacisnął usta w wąską linię i zerknął na rzeźbę, jakby dopiero teraz przyszło mu do głowy, że może rzeczywiście powinien wiedzieć coś więcej o przedmiocie, którego pilnował.
— No... chyba nie? — odparł bez przekonania. Ha! Teddy właśnie tak podejrzewała! — Ale to niczego nie zmienia! Mogła ukraść go, a potem sprzedać na jakiejś aukcji — dodał, wypinając pierś do przodu, żeby odzyskać choć trochę animuszu.
Darling przewróciła oczami. No tak, oczywiście. April miała wpaść na teren manufaktury, porwać jakąś przypadkową rzeźbę, a następnie wystawić ją na aukcji i zgarnąć fortunę, z którą mogłyby wyprawić huczne wesele.
— Proszę mi uwierzyć, że jeśli moja narzeczona miałaby coś ukraść, to wybrałaby tamten tort czekoladowy. Albo sześćdziesiąt dziewięć kilogramów pralinek. Ta rzeźba ani trochę nie jest w jej guście — wyjaśniła, bo jednak znała swoją ukochaną. Obie miały zmysł estetyczny. Jakiś. Sprawa była trochę wątpliwa, zważywszy na to, że podczas randki w IKEI April kupiła dziwne lustro i pomarańczową pufę, ale przecież nie zamierzała o tym wspominać, bo nie miały one absolutnie nic wspólnego z całą sprawą.
Tymczasem dobry glina wyglądał tak, jakby intensywnie nad czymś rozmyślał. Zajmowało mu to tyle czasu, że wszyscy zaczęli wpatrywać się w niego wyczekująco. Teddy zdążyła już uwierzyć, że mężczyzna właśnie rozwiązuje najtrudniejszą zagadkę kryminalną w swojej karierze, kiedy wreszcie otworzył usta.
— A może to pan podrzucił tej pani rzeźbę do torby, panie Kowalsky? — zapytał po dłuższej chwili. — Umówmy się, nie ma pan tutaj zbyt dużo do roboty. A później niby przyłapał pan złodzieja na gorącym uczynku, żeby przypisać sobie wszystkie zasługi — wywnioskował, najwyraźniej przekonany, że właśnie rozpracował jakąś grubszą aferę.
Czy on właśnie zasugerował, że April padła ofiarą spisku? Jeśli tak, to oznaczało, że sytuacja zaczynała układać się dla nich coraz korzystniej. Darling była gotowa poprzeć tę teorię całym sercem, dorzucając do niej porwanie i szantaż. Wreszcie ktoś tutaj gadał z sensem!

April Finch

They have the authority to kill a minority

: sob paź 10, 2026 1:27 pm
autor: April Finch
Niestety nie było im dane poplotkować sobie na temat Estelle i jej pasji. W ochroniarzu było dużo ciekawości świata, ale policjant skutecznie ją zbywał. Wiadomo, służby zawsze tłamsiły maluczkich, nic nowego! April zachowała jednak w pamięci, że jeżeli jeszcze kiedyś wpadnie na tego faceta, to będą mieli o czym rozmawiać. Może nawet zaprosi tutaj kumpelę raz jeszcze i porozmawiają sobie we troje? Pewnie byłoby całkiem miło. Musiałby najpierw przestać być takim zakłamańcem i przyznać, że April jest czysta jak łza. Nie będzie przecież nawiązywała przyjaźni z kimś, kto ma ją za złodziejkę. Była bardzo towarzyska i otwarta na nowe przyjaźnie, ale miała też jakąś godność. Może niewielką i mocno podeptaną, ale miała. Była już na tyle duża, że zdawała sobie sprawę, że stać ją na lepszych kolegów i lepsze koleżanki. Nie musi zadowalać się byle czym. Była w stanie zaprzyjaźnić się z najlepszą kobietą na świecie, a potem nawet namówić ją do ożenku. Powinna mierzyć zawsze wysoko.
Przyglądała się bacznie ochroniarzowi, gdy ten próbował przypomnieć sobie, czy drągal został wpisany na jakąkolwiek listę kiedykolwiek. Chyba zaczynało do niego docierać, że jedynym mógł być spis rzeczy do natychmiastowego wyjebania na śmieci, bo wstyd taki syf trzymać w takim prestiżowym lokalu. Prychnęła pogardliwie, gdy zasugerował, że zajęłaby się sprzedawaniem na aukcjach. I kto niby by to kupił? Myślała naprawdę nad wieloma sposobami załatwienia im większej liczby pieniędzy, by mogły urządzić huczne wesele. Wśród nich był nawet nierząd. Ale sprzedawanie syfu przez internet? Nie ma szans. To się nie opłacało. Więcej nerwów z tymi ludźmi niż rzeczywistego zysku. Mogłaby pewnie przejrzeć wszystkie swoje rzeczy i w ten sposób podreperować budżet. Miała sporo takich rzeczy, które mogły na niego wpłynąć znacząco, a nie opierać się na jakichś drobniakach. Ale czy była na to gotowa psychicznie? Musi o tym powaznie pomyśleć. Ale to przecież nie teraz! Zza krat to niczego tak czy siak nie sprzeda.
— Nawet nie wiem, czy bym dotarła do wyjścia, kradnąc tort, zanim bym go nie pożarła. Ale no zdecydowanie najcenniejsza tu jest czekolada — zgodziła się od razu. Kątem oka spojrzała jeszcze w stronę lady, a właściwie stojącej za nią ekspresu. Pewnie był niewiele droższy od tego, który miała w domu Estelle. Ale był też dość potężny i zdecydowanie nie zmieściłby jej się do żadnej torebki.
— Jak pan mógł! — Wskazała oskarżycielsko na ochroniarza. Naprawdę ją to zabolało! Żeby zostać aż tak oszukaną, kto to widział? A potem jeszcze ta homofobia i próba odkupienia grzechów miłą rozmową o kawie! Szczyt wszystkiego. Jak można być aż tak złym człowiekiem? April była pewna, że tacy złoczyńcy pojawiali się tylko w książkach i grach wideo, a tu proszę, właśnie miała z takim do czynienia. Było to co najmniej przerażające. Jak człowiek ma sobie poradzić z taką ilością zła we własnym życiu? Nie była na to psychicznie przygotowana. Zacisnęła wargi w wąską linię, byle tylko się nie popłakać.
— Ale że ja? Ale że... ale ja nigdy! Ale przecież ja chciałem... — Ochroniarz coraz bardziej plątał się w zeznaniach. Na złodzieju czapka gore, a jemu łeb prawie już się dymił. W ogóle wyglądał na takiego, który w każdej chwili mógłby stanąć w płomieniach i dać się pochłonąć piekłu. Złapał się w końcu za serce i zaczął dużo ciężej oddychać. Coś chyba było z nim nie tak. Zachwiał się nerwowo, spróbowałoprzeć o stolik obok nich, ale ześlizgnęła mu się ręka i ostatecznie opadł na krzesło wyjątkowo niezgrabnie, wciąż ściskając się za klatkę piersiową.

teddy darling

They have the authority to kill a minority

: sob paź 10, 2026 3:14 pm
autor: teddy darling
Ona również miała wiele pytań. Przede wszystkim wciąż nie mogła przestać myśleć o tych pralinach, które jej narzeczona pochłonęła w niezdrowych ilościach. Chciała też wiedzieć, jakim cudem April znalazła się w manufakturze czekolady, skoro wychodziła na spotkanie integracyjne. Teddy była gotowa odebrać ją z jakiegoś baru późną nocą, ewentualnie z innego miejsca, w którym ludzie po kilku drinkach podejmowali decyzje o dość wątpliwej jakości. Ale ze sklepu ze słodyczami? Tego akurat nie przewidziała. A powinna! Nie miało to jednak teraz większego znaczenia. Najważniejsze, że Finch była cała i zdrowa. Pijana i nabuzowana cukrem również, ale z tym jakoś sobie poradzą. Nie znalazły się jednak tutaj po to, żeby zacieśniać więzy z policją. W oczach funkcjonariuszy Teddy zdążyła już wyjść na wspólniczkę wstrętnej kryminalistki, a przecież jedyną rzeczą, jaką chciała zrobić, było zabranie swojej narzeczonej do domu. Może powinna napomknąć, że pracuje w straży pożarnej? Istniała niezerowa szansa, że panowie spojrzeliby na nie nieco łaskawszym okiem, gdyby dowiedzieli się, że mają do czynienia z kimś, kto również nosi mundur i na co dzień ryzykuje własną skórą dla innych. W Third Watch, Chicago Fire i Station 19 służby zawsze trzymały się razem i pomagały sobie wzajemnie w różnych sytuacjach, także poza pracą.
Nie mogła powstrzymać rozbawionego uśmiechu, kiedy pan Kowalsky zasugerował, że April mogłaby próbować sprzedać rzeźbę w internecie. Na czym niby miałyby się wzbogacić? W najlepszym wypadku wyszłyby na zero, w najgorszym dopłaciłyby do całego interesu, bo trzeba byłoby wybulić na wysyłkę. Żadna z tych opcji nie przybliżała ich do wymarzonego wesela, a już na pewno nie pozwoliłaby odzyskać pieniędzy włożonych w organizację imprezy. Chyba obie wolałyby sprzedać narządy, niż bawić się w taki szajs. Zaraz. Właściwie to nie był wcale taki głupi pomysł. Na bank znalazłby się ktoś chętny na ich nerki, a razem miały ich przecież aż cztery! Oczywiście musiałyby zostawić sobie po jednej, ale czy naprawdę potrzebowały aż tylu? Jeszcze od tego nadmiaru dobrobytu rozboli je głowa albo w dupach im się poprzewraca!
Pokiwała głową, całkowicie zgadzając się z ukochaną. Gdyby zamierzała ukraść tort, wciągnęłaby go w całości, nie pozostawiając po sobie żadnych dowodów. No, może poza czekoladą na ubraniu, ale to przecież żaden materiał na poważne śledztwo. Nikt chyba nie brałby potem jej kupy do analizy, żeby ustalić, czy miała coś wspólnego ze zniknięciem deseru. Chociaż, cholera wie. Po tych chłopach tutaj można było spodziewać się dosłownie wszystkiego. I jednocześnie niczego, bo jak na razie ich największym osiągnięciem było utrudnianie życia niewinnym narzeczonym.
— Panie Kowalsky, czy dopuścił się pan tak karygodnego czynu? — dopytał sierżant Waffle, kiedy ochroniarz zaczął miotać się na krześle. I w zeznaniach, i ogólnie. Jak szatan! — Panie Kowalsky? — policjant wzdrygnął się, bo mężczyzna przycisnął sobie dłoń do klatki piersiowej i opadł ciężko na krzesła. — Proszę się nie wygłupiać. I po co takie sztuczki? Proszę natychmiast przestać symulować i przyznać się do winy. No już. Hop, hop! — ponaglił go, kręcąc przy tym z politowaniem głową.
— Udaje jak nic — stwierdził McSyrup znad swojego kajecika. — Próbuje się wykręcić — dodał, wracając do notatek. Podkreślił coś dwiema kreskami. Pewnie to, że Kowalsky mieli się z prawdą.
Teddy zacisnęła palce na ramieniu April, ale zaraz zwolniła uścisk. Coś w zachowaniu Kowalsky'ego nie dawało jej spokoju. Pochyliła się nad ochroniarzem, przyglądając mu się uważniej.
— Nie wygląda tak, jakby udawał — stwierdziła po krótkiej ocenie. Mężczyzna próbował coś jeszcze powiedzieć, ale nie był w stanie zaczerpnąć powietrza. Strażaczka natychmiast sięgnęła do jego krawata, poluzowała go, a następnie rozpięła ciasno opinający szyję kołnierzyk koszuli. — Pomóżcie mi. Posadźmy go przy ścianie, w pozycji półsiedzącej — poleciła stanowczo, starając się ułatwić mu oddychanie.
Jej reakcja wytrąciła McSyrupa z rytmu, bo zły policjant wreszcie przestał bazgrać w notesie i schował go do wewnętrznej kieszeni munduru. Jeśli ochroniarz chciał się wymigać poprzez odgrywanie zawału, to naprawdę poniosła chłopa fantazja.

April Finch

They have the authority to kill a minority

: ndz paź 11, 2026 1:28 pm
autor: April Finch
Popełnianie zbrodni, gdy jest się nietrzeźwą, niespecjalnie się opłaca. Umysł April nie działał jednak tak dobrze jak zazwyczaj. No dobra, nie żeby kiedykolwiek był ostry jak brzytwa, ale właściwie nigdy nie był w jakimś złym stanie. Prześlizgiwała się na byciu raczej przeciętną, ale też nie musiała martwić się o całkowitą kompromitację i żenadę. Niemniej jednak dałaby sobie z tym wszystkim lepiej radę kilka drinków temu. Może jednak niekoniecznie przy zerowej liczbie? Trochę czasami trzeba sobie dodać odwagi, a taka delikatnie szumiąca głowa uczyniłaby ją bardziej kreatywną. Przekroczyła jednak ten etap, w którym alkohol dodaje animuszu, już jakiś czas temu. Teraz mógł dodawać jej co najwyżej głupoty, ale nie była aż tak durna, by w tym stanie rozpoczynać zbrodnię. To wszystko się ze sobą łączyło! Miała przecież na koncie niejeden rabunek, skok i przestępstwo. Wszystkie wprawdzie odbyły się w grach wideo i w trakcie sesji rpg, ale można uznać, że jakieś tam doświadczenie miała. Wszyscy wokół traktowali ją jednak jak kompletną amatorkę, co było przykre, ale mogło też działać na jej korzyść. Gdyby faktycznie to ukradła, szybko oczyściłaby się z zarzutów. Ale przecież tego nie zrobiła! A może jednak? Cholera, przez te wszystkie wersje i teorie już zaczynała się sama gubić. Byłoby wyjątkowo niezręcznie, gdyby okazało się, że kompletnie zapomniała, że umówiła się z Estelle na jakiegoś kretyńskiego pranka, w trakcie którego jedna z nich miała wynieść z manufaktury tę nieszczęsną rzeźbę.
— Na pewno nic mu nie jest — potwierdziła podejrzenia policjantów, kiwając głową. Ta wersja była bezpieczniejsza dla jej psychiki. Nie chciała robić tutaj jakiegoś cyrku, a już na pewno nie życzyła nikomu uszczerbku na zdrowiu. Może i miała bardzo mieszane uczucia względem ochroniarza, ale nie miała w zwyczaju życzyć źle zwykłym ludziom. To nie był przecież Putin ani nikt taki! Zbrodnie, które mógł popełnić, są pewnie całkowicie niewspółmierne do cierpienia, które mogłoby go czekać. To w ocenie April byłoby po prostu niesprawiedliwe. Skoro policja miała taką, a nie inną opinię, to musiała ich słuchać. Wprawdzie do tej pory nie wykazali się intelektem i właściwie zrobili na niej dość marne wrażenie, ale jednak byli mundurowymi. Odruchowo im ufała, bo przecież tak była uczona od dzieciństwa. Ludzie w mundurach powinni być od niej mądrzejsi i bardziej ogarnięci. Miała ich słuchać, wykonywać polecenia i się nie przeciwstawiać. To kolejna z niepisanych zasad, na których stał ten świat. Może gdyby nie miała tak mądrej i świetnej w swojej pracy narzeczonej, to jeszcze by się przeciwko temu prawu buntowała, ale Teddy wielokrotnie udowadniała jej, że to była świetna reguła.
— Cholera, on chyba faktycznie nie udaje — mruknął dobry policjant, wyraźnie zmartwiony całą sytuacją. Chyba nie spodziewał się, że to śledztwo zamieni się w akcję ratunkową. Trącił łokciem kolegę po fachu i obaj natychmiast dopadli do ochroniarza, żeby pomóc strażaczce ustawić go w pozycji, która nie zrobi mu krzywdy.
— Matko kochana, zabiłam faceta — jęknęła, łapiąc się za głowę. Nie taki był plan dzisiejszej imprezy, zdecydowanie. Po cholerę ona poszła za tą durną Estelle? Mogła wrócić grzecznie do domu, do narzeczonej, byłby święty spokój! Sięgnęła po telefon, chcąc zadzwonić po pomoc.

teddy darling

They have the authority to kill a minority

: ndz paź 11, 2026 4:36 pm
autor: teddy darling
Popełnianie przestępstw, niezależnie od stanu, w którym akurat człowiek się znajdował, było raczej kiepskim pomysłem. Za każdym razem trzeba było ponosić konsekwencje własnych czynów, ale przecież chyba ustaliły już, że April nie zrobiła niczego złego, prawda? Nawet policja zaczynała powoli dochodzić do podobnego wniosku. Teddy naprawdę wolałaby uniknąć sytuacji, w której musiałyby wzywać na pomoc Paula Fincha. Jasne, ten pewnie wyciągnąłby córkę z opresji w ciągu minuty, ale lepiej było nie zastanawiać się, co wydarzyłoby się później. Obie musiałyby wysłuchać jego litanii, a na sam koniec przyszły teść i tak stwierdziłby, że za całe zamieszanie odpowiada Darling. Bo przecież nawet jeśli April znalazłaby się w samym środku huraganu, Paul prędzej czy później uznałby, że to strażaczka musiała go wywołać.
Teraz były już na dobrej drodze, żeby wszystko rozeszło się po kościach, ale ochroniarz postanowił fiknąć sobie na atak serca. To znaczy, jeszcze do niego nie doszło, ale facet usilnie zmierzał w tym kierunku. I co gorsza, wcale nie wyglądało to na żadną ściemę. Chłop musiał naprawdę mocno przejąć się oskarżeniami, które padły pod jego adresem. Czy słusznie, czy nie, w tym momencie nie miało to już najmniejszego znaczenia. Jeśli zaraz miał im tu zejść, cała sprawa kradzieży rzeźby schodziła na dalszy plan.
Przy pomocy funkcjonariuszy usadziła pana Kowalsky’ego pod ścianą, co natychmiast wzbudziło sensację wśród klientów manufaktury. Jakiś nastolatek wyciągnął nawet telefon, żeby uwiecznić to niezwykłe wydarzenie.
— Nikogo nie zabiłaś — zapewniła od razu ukochaną, kiedy ta łączyła się z numerem alarmowym. Jeszcze. — Nic mu nie będzie. Prawda, panie Kowalsky? Nie jest chyba pan na tyle bezczelny, żeby nam tutaj umrzeć? — zażartowała, ale facet nie podzielał jej poczucia humoru. Cholera wie czemu. Może dlatego, że gwałtownie posiniał i z każdą chwilą coraz trudniej przychodziło mu złapanie oddechu? Niewykluczone. — Proszę zapytać przy ladzie, czy nie mają aspiryny — zwróciła się do złego gliny, podczas gdy ten dobry kucał przy ochroniarzu i próbował go uspokoić.
McSyrup spojrzał na nią tak, jakby dostał polecenie w innym języku. Czy oni w ogóle przechodzili jakieś szkolenia z pierwszej pomocy? Ich reakcje nie napawały szczególnym optymizmem. Przecież to były podstawy! Aspiryna hamowała zlepianie się płytek krwi, co mogło ograniczyć powiększanie się zakrzepu podczas zawału. Ostatecznie policjant, choć niezbyt przekonany tym pomysłem, posłusznie ruszył w stronę stojącej za ladą sprzedawczyni.
Darling poczekała, aż narzeczona zakończy połączenie, po czym podeszła bliżej i objęła ją w pasie. Trąciła nosem jej policzek, próbując wywołać na jej twarzy choćby cień uśmiechu, i pogładziła ją pokrzepiająco po plecach.
— To naprawdę nie jest twoja wina — powiedziała. Nie chciała, żeby April zaczęła sobie wkręcać, że w jakikolwiek sposób przyczyniła się do tego, co właśnie działo się w manufakturze. To był głupi zbieg okoliczności, nic więcej.

April Finch

They have the authority to kill a minority

: śr paź 14, 2026 9:21 am
autor: April Finch
Mogła wziąć nogi za pas i po prostu uciec w siną dal razem z Estelle. Trzeba było pieprznąć figurką gdzieś za siebie i zacząć biec, nie oglądając się na nic i na nikogo. Teraz pewnie byłaby już w domu i spędzała czas z narzeczoną w jakiś miły sposób. Cieszyła się oczywiście, że w tym momencie Teddy była tuż obok, ale też nie miała żadnych wątpliwości, że dużo lepiej bawiłyby się we własnym mieszkaniu. Tutaj nawet nie mogły poczuć się w pełni swobodnie. April zaczynała męczyć już ta nietrzeźwość. Nie mogła sobie porządnie odpocząć ani nawet skupić się na żarciu słodyczy, bo rozpętała się jakaś idiotyczna afera, z którą ewidentnie nie potrafiła sobie poradzić. Może jednak trzeba było zadzwonić po ojca, a nie po ukochaną? Sprawa byłaby już załatwiona, a strażaczka nie musiałaby się dodatkowo stresować i marnować sobie wolnego wieczoru na takie skrajne pierdoły. Równie dobrze April mogłaby się do niego nie odzywać przez całe to zdarzenie, a po wszystkim odejsć w swoją stronę święcie obrażona. Nadal miała mu przecież za złe to, jak zachował się w trakcie urodzin Abigail. Taką pomocą nie odpokutowałby swoich win w pełni, ale przynajmniej zostawiłby jakiś ślad dobrego wrażenia. Gorzej jak po takiej pomocy rościłby sobie jakieś prawa do żądania podziękowań – wtedy tylko dodatkowo by córkę rozjuszył. Cholera, zmarnowała taką okazję na naprawienie lub popsucie sobie relacji z ojcem. najgorzej.
Dogadanie się z dyspozytorem sprawiało wrażenie wielkiego wyzwania, ale jakoś poszło. Na szczęście po drugiej stronie słuchawki był ktoś dużo bardziej inteligentny i kompetentny niż April. Jakby trafiła na taką samą debilkę, jaką była, to byłoby niewesoło. Zdecydowanie nie nadawałaby się do takiej odpowiedzialnej pracy. Mogła się skupiać wyłącznie na ogarnianiu durnych postów na social media, bo do tego nie potrzeba umysłu jak brzytwa, a stres można było w sobie dusić i nie przenosił się na innych. Odpowiednia pomoc została wezwana i pozostało im tylko czekać, aż zjawi się tutaj ktoś zdecydowanie bardziej kompetentny od tej dwójki durnych policjantów. Zamiast słuchać na ślepo poleceń strażaczki, to oni stroili dziwne miny i podawali jej rozkazy pod wątpliwość. Już pomijając fakt, że przecież powinni być w stanie zrobić to samo co ona bez żadnych podpowiedzi, ale jak już mieli braki w takich elementarnych kwestiach, to powinni słuchać kogoś mądrzejszego od siebie. April z kolei wolała po prostu nie przeszkadzać. Miała wrażenie, że i tak nie sprawdzała się dostatecznie dobrze w samej kwestii zadzwonienia po pomoc. Strasznie ją to wszystko zaczynało stresować, a fakt, że dodatkowo była pijana, o dziwo nie pomagał. Powinna być przecież wyluzowana.
— No nie wiem. Ta cała chora sytuacja mu wykończyła serce — burknęła smutno, gdy narzeczona się do niej przysunęła. Nie była w stanie tak po prostu zaufać jej słowom i odpuścić. Za dużo miała w głowie dziwacznych myśli.
— A jak mnie oskarżą o morderstwo? Ja nie chcę iść do więzienia — dodała konspiracyjnym szeptem, nie chcąc, by policjanci usłyszeli i podłapali pomysł. Sami może na to nie wpadną, ale jak sprawa pójdzie wyżej, to właściwie Finch była skończona.

teddy darling

They have the authority to kill a minority

: śr paź 14, 2026 4:58 pm
autor: teddy darling
Trudno było jej przewidzieć, jak sama zachowałaby się na miejscu narzeczonej, gdyby ktoś niespodziewanie wcisnął jej jakiegoś drągala. Do torby, oczywiście. Zwłaszcza że nie miałaby nawet pojęcia o istnieniu czegoś, o kradzież czego zostałaby oskarżona. Znając Teddy, pewnie zaczęłaby się tutaj kajać, choć nie zrobiłaby przecież niczego złego, a na dokładkę zaproponowałaby, że jakoś to odpracuje. Może nawet sprzedając pralinki po dwudziestoczterogodzinnej zmianie, bo przecież nie mogła pozwolić, żeby przez nią ktokolwiek poniósł straty. A potem wzięłaby całą winę na siebie i tłumaczyła się z czegoś, czego nie zrobiła, aż w końcu sama uwierzyłaby, że rzeczywiście jest tą obrzydliwą złodziejką, za jaką ją uważano. To się nazywa debilizm dojrzałość!
A tak naprawdę to pewnie spłakałaby się i dała wsadzić za kratki, bo nie miała w sobie ani krzty zadziorności, która pozwoliłaby jej walczyć o własną niewinność, kiedy ktoś uparcie twierdziłby, że jest inaczej. Nie miało to jednak większego znaczenia, skoro teraz przyszło jej wspierać ukochaną, w której niewinność wierzyła absolutnie. Cieszyła się, że April w pierwszej kolejności poinformowała o wszystkim właśnie ją, a nie ojca. Darling uważała, że wsparcie Paula Fincha przyda się dopiero w ostateczności. Nikt przecież nie został aresztowany, a sprawa nie zaszła na tyle daleko, żeby ściągać przyszłego teścia. Nie było jednak czasu na roztrząsanie rodzinnych spraw, kiedy tuż obok ochroniarz umierał na zawał.
Sprzedawczyni zza lady zdołała wygrzebać z apteczki wspomnianą aspirynę, a zły policjant wrócił do stolika z miną skretyniałego karpia. Teddy uniosła wysoko brwi. Chłop naprawdę nie miał pojęcia, co z tym zrobić. Poinstruowała go krótko, żeby podał Kowlaksy'emu tabletkę i przypilnował, żeby ją rozgryzł i połknął. Niewiele więcej mogli zrobić na miejscu.
— Tego nie wiesz — odparła spokojnie, głaszcząc ją czule po policzku. — Mógł wcześniej mieć problemy z sercem. Najpewniej to głupi zbieg okoliczności — dodała w przekonaniu, że te dwie rzeczy po prostu nałożyły się na siebie.
Przechyliła głowę na bok i spojrzała na narzeczoną z lekkim pobłażaniem. April zaczynała wyolbrzymiać całą sytuację, a Teddy była po to, żeby sprowadzić ją na ziemię, zanim to pójdzie w górę i na nie spadnie.
— Nikt cię nie oskarży o morderstwo, April. Tak właściwie to jesteś współodpowiedzialna za uratowanie temu facetowi życia, bo zadzwoniłaś po pomoc — zerknęła wymownie na ochroniarza, który przestał już sapać jak stara lokomotywa. Jego oddech powoli wracał do normy, choć wciąż był biały jak ściana, o którą się opierał. Pozostawało trzymać kciuki, żeby w końcu nabrał kolorów i nie postanowił jednak wykitować, zmieniając zdanie w ostatniej chwili.
Na przyjazd karetki nie musiały długo czekać. Ratownicy medyczni wparowali do manufaktury z całym niezbędnym sprzętem i krzesełkiem transportowym. Strażaczka rozpoznała nawet część zespołu ze wspólnych akcji, więc na widok blondwłosej sanitariuszki uśmiechnęła się z wyraźną ulgą.
— Widzisz? — zwróciła się do Finch, obejmując ją ramieniem. — Nie stracił przytomności i odpowiada na ich pytania. Zaraz skończy się cały ten cyrk i będę mogła zabrać cię do domu — pokiwała entuzjastycznie głową. Była przekonana, że w zaistniałej sytuacji policjanci odpuszczą i obejdzie się bez wycieczki na komisariat. I przede wszystkim, że nie będzie konieczności dzwonienia po Paula. Na samą myśl o spotkaniu z przyszłym teściem Darling miała ochotę poprosić ratowników, żeby zabrali ją razem z ochroniarzem.

April Finch