dear future husband
: pt paź 16, 2026 1:58 pm
Co jak co, ale kiedy bardzo czegoś chciała, potrafiła być niezmiernie przekonująca. Grała więc dla Marcusa z niezwykłym zaangażowaniem rolę, którą sama sobie przypisała, wysuwając Aslanowi propozycję ich układu. I trzeba było przyznać, że współpraca z nim przyszła jej łatwiej, niż początkowo przypuszczała.
Starała się brzmieć merytorycznie, swoimi gestami próbując dowieść swojej miłości do bruneta, jednocześnie czując niemą satysfakcję z powodu chwilowego zaskoczenia wymalowanego na twarzy narzeczonego. Gdy podjął grę i sięgnął jej ręki, by pozostawić na niej ciepły ślad po swoich wargach, kąciki jej ust niepostrzeżenie znów drgnęły w zadowoleniu. Przykładał się, a to dobrze im wróżyło.
Po chwili jednak jej skupienie na roli nieco rozpierzchło, kiedy odnotowała odgarnięcie z jej szyi kosmyków włosów, a następnie gorący oddech i usta palące jej skórę na obojczyku, przez co niemal zachłysnęła się powietrzem.
Aslan dbał o to, by pokazać, że nie mógł doczekać się nocy poślubnej.
Wiedziała, jak powinno to wyglądać. Nie raz bywała na ślubach, czasem automatycznie roniąc łezkę z powodu wzruszenia tą niecodzienną chwilą. Kościół, ksiądz, biała suknia i nagle wszystko nabierało głębszego znaczenia, a wydźwięk złożonej na głos obietnicy odbijał się echem od ścian, pozostawiając po sobie coś… trwałego. Teraz, zawsze i na wieki.
Jeszcze te dwa lata temu często wyobrażała sobie ten moment. W długiej sukni, kroczyła pod ramię z ojcem i brylantem na palcu, ze wzrokiem wysoko uniesionym na przyszłego małżonka i uśmiechem wypełniającym jej twarzyczkę spełnieniem i wiarą w to, że miała doskonałe życie.
Obrazy podsuwane jej przez wyobraźnię zaczęły blaknąć wraz ze słowami księdza, rozpoczynającymi najważniejszą część zaślubin. Zamiast długiej sukni z drogiego salonu, miała cieniutką, zakończoną nieco poniżej kolan koktajlową sukieneczkę, włosy spięte w luźny, bezładny kok i pierścionek za dwa dolary z automatu, na którym obecnie spoczywał kciuk Aslana trzymający jej dłonie w swoich.
Nie było marszu do kobierca, a raczej pospieszne przemknięcie od konfesjonału przed ołtarz. Jej twarz nie jaśniała pod wpływem przepełniającego jej szczęścia. Nic nie wyglądało idealnie. A mimo to patrzyła na mężczyznę poznanego przed godziną i właśnie ślubowała mu miłość, wierność i uczciwość małżeńską.
Wszystko to było kłamstwem. Kłamstwem przewiązanym ozdobną wstążką, tak, jak stułą przewiązane zostały ich dłonie — jako symbol nierozerwalnego między nimi węzła. Kłamstwo przypieczętowane przysięgą, w którą mieli uwierzyć jej najbliżsi, żeby wreszcie mogła wszystkim udowodnić swoją niezależność. Kłamstwo odpłatne co tydzień w gotówce.
A teraz ogłaszam was mężem i żoną.
Brzmiało to bardzo nierzeczywiście, jakby znajdowała się we śnie. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że przez cały czas nerwowo spinała całe swoje drobne ciało i ściskała jego dłonie dla kurażu. Nabrała głębiej powietrza, a przez myśl przemknęło jej, że było po wszystkim.
Dopadła ją dziwna mieszanina emocji, ale zanim udało jej się ją opanować, spostrzegła, że Aslan zrobił krok w jej stronę. Spoglądała w jego zielone tęczówki z dudniącym w jej uszach niczym dzwony kościelne sercem, aż ujął dłońmi jej twarz i złożył na jej ustach pocałunek. Automatycznie ułożyła ręce na jego torsie i przymknęła na moment powieki, czując, jak ten drobny gest odrobinę podnosi ją na duchu.
Idealne zwieńczenie nie idealnego wieczoru.
Po wyjściu z kościoła Adeline nadal była trochę oszołomiona całym zajściem, dlatego chłodne powietrze podziałało na nią orzeźwiająco.
Jak na małżeństwo przystało, winni byli pozostawić po sobie jakieś dane, toteż wyciągnęła rękę do Aslana i poleciła mu podać jego telefon, w którym wpisała swój numer z nazwą Żonka i od razu puściła sobie strzałkę. On tymczasem poinformował ją, że wobec zaistniałych okoliczności po prostu się do niej wprowadzi. Jego arogancki ton przyjęła, lekko rozchylając z konsternacją wargi.
Dla dobra ich układu.
Wraz z nowym nazwiskiem zyskała nowego współlokatora.
KONIEC
mąż
Starała się brzmieć merytorycznie, swoimi gestami próbując dowieść swojej miłości do bruneta, jednocześnie czując niemą satysfakcję z powodu chwilowego zaskoczenia wymalowanego na twarzy narzeczonego. Gdy podjął grę i sięgnął jej ręki, by pozostawić na niej ciepły ślad po swoich wargach, kąciki jej ust niepostrzeżenie znów drgnęły w zadowoleniu. Przykładał się, a to dobrze im wróżyło.
Po chwili jednak jej skupienie na roli nieco rozpierzchło, kiedy odnotowała odgarnięcie z jej szyi kosmyków włosów, a następnie gorący oddech i usta palące jej skórę na obojczyku, przez co niemal zachłysnęła się powietrzem.
Aslan dbał o to, by pokazać, że nie mógł doczekać się nocy poślubnej.
Wiedziała, jak powinno to wyglądać. Nie raz bywała na ślubach, czasem automatycznie roniąc łezkę z powodu wzruszenia tą niecodzienną chwilą. Kościół, ksiądz, biała suknia i nagle wszystko nabierało głębszego znaczenia, a wydźwięk złożonej na głos obietnicy odbijał się echem od ścian, pozostawiając po sobie coś… trwałego. Teraz, zawsze i na wieki.
Jeszcze te dwa lata temu często wyobrażała sobie ten moment. W długiej sukni, kroczyła pod ramię z ojcem i brylantem na palcu, ze wzrokiem wysoko uniesionym na przyszłego małżonka i uśmiechem wypełniającym jej twarzyczkę spełnieniem i wiarą w to, że miała doskonałe życie.
Obrazy podsuwane jej przez wyobraźnię zaczęły blaknąć wraz ze słowami księdza, rozpoczynającymi najważniejszą część zaślubin. Zamiast długiej sukni z drogiego salonu, miała cieniutką, zakończoną nieco poniżej kolan koktajlową sukieneczkę, włosy spięte w luźny, bezładny kok i pierścionek za dwa dolary z automatu, na którym obecnie spoczywał kciuk Aslana trzymający jej dłonie w swoich.
Nie było marszu do kobierca, a raczej pospieszne przemknięcie od konfesjonału przed ołtarz. Jej twarz nie jaśniała pod wpływem przepełniającego jej szczęścia. Nic nie wyglądało idealnie. A mimo to patrzyła na mężczyznę poznanego przed godziną i właśnie ślubowała mu miłość, wierność i uczciwość małżeńską.
Wszystko to było kłamstwem. Kłamstwem przewiązanym ozdobną wstążką, tak, jak stułą przewiązane zostały ich dłonie — jako symbol nierozerwalnego między nimi węzła. Kłamstwo przypieczętowane przysięgą, w którą mieli uwierzyć jej najbliżsi, żeby wreszcie mogła wszystkim udowodnić swoją niezależność. Kłamstwo odpłatne co tydzień w gotówce.
A teraz ogłaszam was mężem i żoną.
Brzmiało to bardzo nierzeczywiście, jakby znajdowała się we śnie. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że przez cały czas nerwowo spinała całe swoje drobne ciało i ściskała jego dłonie dla kurażu. Nabrała głębiej powietrza, a przez myśl przemknęło jej, że było po wszystkim.
Dopadła ją dziwna mieszanina emocji, ale zanim udało jej się ją opanować, spostrzegła, że Aslan zrobił krok w jej stronę. Spoglądała w jego zielone tęczówki z dudniącym w jej uszach niczym dzwony kościelne sercem, aż ujął dłońmi jej twarz i złożył na jej ustach pocałunek. Automatycznie ułożyła ręce na jego torsie i przymknęła na moment powieki, czując, jak ten drobny gest odrobinę podnosi ją na duchu.
Idealne zwieńczenie nie idealnego wieczoru.
Po wyjściu z kościoła Adeline nadal była trochę oszołomiona całym zajściem, dlatego chłodne powietrze podziałało na nią orzeźwiająco.
Jak na małżeństwo przystało, winni byli pozostawić po sobie jakieś dane, toteż wyciągnęła rękę do Aslana i poleciła mu podać jego telefon, w którym wpisała swój numer z nazwą Żonka i od razu puściła sobie strzałkę. On tymczasem poinformował ją, że wobec zaistniałych okoliczności po prostu się do niej wprowadzi. Jego arogancki ton przyjęła, lekko rozchylając z konsternacją wargi.
Dla dobra ich układu.
Wraz z nowym nazwiskiem zyskała nowego współlokatora.
KONIEC
mąż