let's have conversations in the dark
: pt paź 30, 2026 2:41 pm
O matko, wcale nie chciała nastraszyć Perry tym więzieniem! To był tylko niewinny żart, a dziewczyna tak się przejęła, że aż zaczęła się przejęzyczać. A może to zapach szamponu Pixie tak namieszał jej w głowie? Nie no, bez przesady. Cała sytuacja, w której się znalazły, była po prostu stresująca. Nie dość, że od tygodni miasto musiało funkcjonować w blackoutcie, to jeszcze zaczęły padać agregaty. A co, jeśli w końcu ich zabraknie, a inne metropolie nie będą już mogły dłużej pomagać Toronto? Wolała odsunąć te myśli na tył głowy, zupełnie jak te durne klauny.
— Oj, byłoby słabo, gdyby moje włosy pachniały gorzej niż spalone kable — zaśmiała się, ale bez pretensji. Z pewnością zapach herbaty i poziomek był o wiele przyjemniejszy. Fontaine chyba powinna sobie powciskać pojedyncze kosmyki włosów do nozdrzy, żeby nie musieć dłużej wdychać tego okropnego swądu. Chociaż im bliżej była Perry, tym mniej go wyczuwała. Może to i dobrze, bo zaczynała się już zastanawiać, czy spalona instalacja elektryczna nie wniknęła jej przypadkiem do płuc. — Nowe perfumy? — zapytała, co było strasznie idiotyczne, bo przecież Wallace mogła mieć dziesiątki flakoników przeróżnych marek, a one widywały się zbyt rzadko, żeby Pix była w stanie wszystkie spamiętać. Tego zapachu jednak nie kojarzyła. Kiedy były razem w zoo, Perry pachniała inaczej. Tak samo kilka dni wcześniej, kiedy przyszła do Griffina. Wtedy też nie wyczuła tej konkretnej woni.
Dobra, ale jakim cudem Griff nie powiedział swojej dziewczynie, czym zajmują się jego rodzice? Już trochę ze sobą byli, a Wallace bywała w ich domu. Co prawda rodzice mieli swoją pracownię na na tyłach ogrodu, więc nie rzucała się w oczy, ale wnętrza zdobione były ich pracami. Tylko Pers nie mogła wiedzieć, że autorami są właśnie państwo Fontaine.
— Tworzą na zamówienie i wystawiają też swoje dzieła w internecie. Czasami zapraszają ich na zorganizowanie wystaw w różnych galeriach — wyjaśniła pokrótce, jak to mniej więcej wyglądało. — Czego uczy twoja mama? I nie gadaj, że potrafisz otwierać kłódki za pomocą wsuwki! Z zamkami też byś sobie poradziła? — przyjrzała się uważnie Perry. Cholera, czyli jednak miała w sobie coś z kryminalistki!
Poczekała, aż dziewczyna odłoży śrubokręt na miejsce i zajmie się szukaniem początku taśmy izolacyjnej, żeby Pixie mogła szczelnie owinąć nią przewody. To nie mogło się nie udać. A właściwie mogło, bo przecież żadna z nich nie miała w tym większego doświadczenia. Naprawdę nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby na koniec jeszcze zarwały opierdol od profesora Webba.
— Jasne, że możesz użyć — odparła, bo nie widziała żadnego powodu, dla którego miałaby zabronić Wallace skorzystania z szamponu. Zwłaszcza że tak bardzo podobał jej się jego zapach! — Masz zapas maseczek? Wykupujesz na promocjach całą drogerię? — zaśmiała się i przejęła od dziewczyny taśmę. Mocno zacisnęła palce na przepalonym kablu i zaczęła owijać go izolacją. Jaka była szansa, że jakkolwiek zadziała to na przepalone przewody? Pewnie zerowa, ale przynajmniej Fontaine nie będzie mieć wyrzutów sumienia, że niczego nie zrobiła.
— Dobra, jeszcze tylko z tej strony — mruknęła, tym samym dając Perry do zrozumienia, żeby trochę przesunęła strumień światła. Na wszelki wypadek okręciła całość jeszcze dwa razy i oderwała taśmę, zawijając jej początek, żeby nikt inny nie musiał się później męczyć. — Chyba skończyłam. Uwaga, sprawdzam! — wyprostowała się i nacisnęła przycisk zasilania.
Agregat zawarczał, a jarzeniówka nad nimi zamigotała kilkakrotnie. Zaraz jednak wszystko ucichło. I to by było na tyle z całej naprawy.
Perry
— Oj, byłoby słabo, gdyby moje włosy pachniały gorzej niż spalone kable — zaśmiała się, ale bez pretensji. Z pewnością zapach herbaty i poziomek był o wiele przyjemniejszy. Fontaine chyba powinna sobie powciskać pojedyncze kosmyki włosów do nozdrzy, żeby nie musieć dłużej wdychać tego okropnego swądu. Chociaż im bliżej była Perry, tym mniej go wyczuwała. Może to i dobrze, bo zaczynała się już zastanawiać, czy spalona instalacja elektryczna nie wniknęła jej przypadkiem do płuc. — Nowe perfumy? — zapytała, co było strasznie idiotyczne, bo przecież Wallace mogła mieć dziesiątki flakoników przeróżnych marek, a one widywały się zbyt rzadko, żeby Pix była w stanie wszystkie spamiętać. Tego zapachu jednak nie kojarzyła. Kiedy były razem w zoo, Perry pachniała inaczej. Tak samo kilka dni wcześniej, kiedy przyszła do Griffina. Wtedy też nie wyczuła tej konkretnej woni.
Dobra, ale jakim cudem Griff nie powiedział swojej dziewczynie, czym zajmują się jego rodzice? Już trochę ze sobą byli, a Wallace bywała w ich domu. Co prawda rodzice mieli swoją pracownię na na tyłach ogrodu, więc nie rzucała się w oczy, ale wnętrza zdobione były ich pracami. Tylko Pers nie mogła wiedzieć, że autorami są właśnie państwo Fontaine.
— Tworzą na zamówienie i wystawiają też swoje dzieła w internecie. Czasami zapraszają ich na zorganizowanie wystaw w różnych galeriach — wyjaśniła pokrótce, jak to mniej więcej wyglądało. — Czego uczy twoja mama? I nie gadaj, że potrafisz otwierać kłódki za pomocą wsuwki! Z zamkami też byś sobie poradziła? — przyjrzała się uważnie Perry. Cholera, czyli jednak miała w sobie coś z kryminalistki!
Poczekała, aż dziewczyna odłoży śrubokręt na miejsce i zajmie się szukaniem początku taśmy izolacyjnej, żeby Pixie mogła szczelnie owinąć nią przewody. To nie mogło się nie udać. A właściwie mogło, bo przecież żadna z nich nie miała w tym większego doświadczenia. Naprawdę nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby na koniec jeszcze zarwały opierdol od profesora Webba.
— Jasne, że możesz użyć — odparła, bo nie widziała żadnego powodu, dla którego miałaby zabronić Wallace skorzystania z szamponu. Zwłaszcza że tak bardzo podobał jej się jego zapach! — Masz zapas maseczek? Wykupujesz na promocjach całą drogerię? — zaśmiała się i przejęła od dziewczyny taśmę. Mocno zacisnęła palce na przepalonym kablu i zaczęła owijać go izolacją. Jaka była szansa, że jakkolwiek zadziała to na przepalone przewody? Pewnie zerowa, ale przynajmniej Fontaine nie będzie mieć wyrzutów sumienia, że niczego nie zrobiła.
— Dobra, jeszcze tylko z tej strony — mruknęła, tym samym dając Perry do zrozumienia, żeby trochę przesunęła strumień światła. Na wszelki wypadek okręciła całość jeszcze dwa razy i oderwała taśmę, zawijając jej początek, żeby nikt inny nie musiał się później męczyć. — Chyba skończyłam. Uwaga, sprawdzam! — wyprostowała się i nacisnęła przycisk zasilania.
Agregat zawarczał, a jarzeniówka nad nimi zamigotała kilkakrotnie. Zaraz jednak wszystko ucichło. I to by było na tyle z całej naprawy.
Perry