pawn to f4
: sob paź 31, 2026 2:43 pm
Bellore z poczuciem ulgi zostawił Love samą w barze. Ulgi, którą sama zapewniła mu swoimi słowami. “Teraz też byś nie musiał”. Nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, jak bardzo potrzebował to usłyszeć. Jeśli bowiem targało nim jakiekolwiek poczucie winy albo pojawiły się pierwsze wątpliwości co do kształtu ich relacji, to mógł o tym wszystkim zapomnieć. Oto Love - mniej lub bardziej świadomie - prawie w zupełności rozgrzeszyła go przed samym sobą, biorąc odpowiedzialność za to, co wydarzyło się w wieczór blackoutu. Nagle te wszystkie spojrzenia, słowa i wreszcie pocałunki przestały mu tak bardzo ciążyć na sumieniu, a może nawet nabrały wręcz odwrotnego znaczenia i stały się czymś w rodzaju ozdoby. To… To Love go chciała. Wciąż. I to było bardzo przyjemne uczucie - być pożądanym przez Love.
I tak - to w żaden sposób nie było fair. Ani wobec niej, ani wobec Kimberly, ani nawet wobec samego siebie. Ale tylko w ten sposób mógł przejść przez to wszystko suchą stopą i nie zwariować - od oszukiwania się, zakrzywiania rzeczywistości i szukania coraz głupszych wymówek.
13 minut 12 sekund.
Pokój, który wynajmowała Love, faktycznie nie przypominał burdelu.
Wręcz przeciwnie - może jak na ich wspólny gust był trochę za mały, ale za to był wyjątkowo przytulny; przynajmniej w tym znaczeniu, że już od progu było wiadomo, że to właśnie ona w nim spała. To, co jej zdaniem chaosem nie było, żyjący swoim prawie idealnie poukładanym życiem Anthony bardzo doceniał. Ten pierwiastek artystycznego nieładu (mało to kreatywne, ale inaczej nie potrafił tego nazwać, zwłaszcza kiedy był zmęczony przykładaniem do tego ręki. albo niekoniecznie tylko ręki) stał się wyrzutem sumienia poważnej dorosłości, którą żył na co dzień i zupełnie szczerze za nim tęsknił. Ale nawet gdyby wszystko było w katalogowym porządku, to faktycznie wystarczyłby mu zapach perfum. Nigdy nie spytał o ich nazwę, żeby przypadkiem głupio nie popisać się znajomością damskich perfum przy żonie, ale poznałby je wszędzie. I za każdym razem bałby się, że przyniesie je na sobie do domu.
Ale to nie jej pokój go nie interesował. Anthony przycupnął na otomance w nogach łóżkach, otworzył walizkę i sięgnął po folder z korespondencją. Okazało się, że miał rację. Widział już kiedyś podobną kopertę. Jego imię i nazwisko było napisane tą samą ręką, co na przesyłce Love i jej zawartość też była właściwie identyczna. No właśnie - właściwie. Fotografie, na które patrzył teraz Anthony, były bowiem niejako uzupełnieniem historii ze zdjęć zaadresowanych do Roderick. Był samochód zaparkowany pod jej kamienicą, potem Love sama i Love z Anthonym, aż wreszcie ten cholerny motocykl - obok suva, a potem tuż przed nimi, ułamek sekundy przed tym, jak wpadli sobie w ramiona. Od natłoku myśli zakręciło mu się w głowie - nowe teorie, hipotezy, pomysły. Jeśli jednak był czegoś pewien w stu procentach, to że wcale nie trzymał w rękach dowodu swojej niewinności. Po prostu to gra właśnie zaczęła nabierać rozmachu i teraz piłka była po ich stronie.
9 minut i 11 sekund
Bellore dwa razy obejrzał pozostałe listy, ale żadna z kopert nie przypominała tego konkretnego anonimu, więc postanowił nie zawracać sobie głowy głupotami. I tak jak pierwotnie myślał o tym, żeby jednak nadużyć gościny Love, tak ochota na złośliwości czy kiepski flirt przeszła mu w zupełności. Zanim wyszedł z jej pokoju, zamienił jeszcze poplamioną koszulę na czystą polówkę; tej zamiast prania przydałoby się, co prawda, bliskie spotkanie z żelazkiem, ale uśmiechem łatwiej było wytłumaczyć ciuchy niewyprasowane niż brudne. Zamknął za sobą drzwi i wracał spokojnym, wręcz spacerowym krokiem.
2 minuty i 58 sekund
Zatrzymawszy się przy barze, Anthony nerwowo zerkał na zegarek, obracając w dłoni szklankę z whisky. Patrząc na stojącego nad Love kelnera, uznał, że nie powinien jej przeszkadzać ani zwracać na siebie uwagi, ale w końcu dojrzał do przekonania, że to jego rozmowa z nią była ważniejsza, więc w końcu - bez cienia skrępowania - odsunął sobie krzesło naprzeciwko niej i usiadł przy stoliku mniej więcej w momencie, w którym dziękowała “jeszcze raz”.
– Mam nadzieję, że w niczym nie przeszkodziłem – rzucił z przekąsem, który raczej nie pasował facetowi w jego wieku. Kopertę i kartę położył na stoliku, a potem zamoczył usta w alkoholu. Od tej pory patrzył na nią intensywnym, zaciekawionym spojrzeniem. Minuta czy dwie przy barze go zniecierpliwiły - chciał wiedzieć, co sądziła. Od razu. Teraz. Już.. – Myśl na głos – poprosił w chwili, gdy wyciągnęła fotografie i w ciszy pozwolił jej się oswoić z nowymi odkryciami. – Całkiem poetyckie, co? Nie powiedziałbym tego tak ładnie, ale to też przyszło mi do głowy. – Prychnął. Jego wersja była mniej parlamentarna. – Więc skoro oboje o tym pomyśleliśmy, to znaczy, że gówno, kurwa, wiemy. – (Mniej więcej tak parlamentarna.) – Nie rozmawiałaś z nikim, prawda? O nas i o nas? – Uniósł brew, ale widząc, że ta jej niespokojnie drgnęła, od razu kiwnął ostrzegawczo ręką. – To zwykłe pytanie. Po prostu musimy zacząć od tego, kto o nas wie. O nas i o nas – wytłumaczył się (miał nadzieję, że dobrze), a potem, wywracając oczami, pochylił się nad stolikiem. – W fundacji powiedziałem, że załatwię dziennikarza, ale nie mówiłem, że chodzi o ciebie. Właśnie na wypadek takiej sytuacji. Jest jeszcze Malarz, z którym rozmawiałaś, ale… To chyba ponad jego możliwości. Doug wie tylko tyle, że “robię ruch”, ale nie zna szczegółów, a Młoda... Młoda chyba nawet nie pamięta, że jechałaś z nami autem. Kto jeszcze? O kim zapominam? – Zastanawiał się na głos. Jego zdaniem “kto” było ważniejsze od “dlaczego”, bo w tej sytuacji znaleźli się przede wszystkim dlatego, że był gnidą i postanowił wykorzystać cudze nieszczęście, żeby coś dla siebie ugrać. Ktoś, kto zrobił te zdjęcia, mógł mieć w tym zupełnie inny interes; taki, którego nawet nie potrafili sobie wyobrazić.
Love Roderick
I tak - to w żaden sposób nie było fair. Ani wobec niej, ani wobec Kimberly, ani nawet wobec samego siebie. Ale tylko w ten sposób mógł przejść przez to wszystko suchą stopą i nie zwariować - od oszukiwania się, zakrzywiania rzeczywistości i szukania coraz głupszych wymówek.
13 minut 12 sekund.
Pokój, który wynajmowała Love, faktycznie nie przypominał burdelu.
Wręcz przeciwnie - może jak na ich wspólny gust był trochę za mały, ale za to był wyjątkowo przytulny; przynajmniej w tym znaczeniu, że już od progu było wiadomo, że to właśnie ona w nim spała. To, co jej zdaniem chaosem nie było, żyjący swoim prawie idealnie poukładanym życiem Anthony bardzo doceniał. Ten pierwiastek artystycznego nieładu (mało to kreatywne, ale inaczej nie potrafił tego nazwać, zwłaszcza kiedy był zmęczony przykładaniem do tego ręki. albo niekoniecznie tylko ręki) stał się wyrzutem sumienia poważnej dorosłości, którą żył na co dzień i zupełnie szczerze za nim tęsknił. Ale nawet gdyby wszystko było w katalogowym porządku, to faktycznie wystarczyłby mu zapach perfum. Nigdy nie spytał o ich nazwę, żeby przypadkiem głupio nie popisać się znajomością damskich perfum przy żonie, ale poznałby je wszędzie. I za każdym razem bałby się, że przyniesie je na sobie do domu.
Ale to nie jej pokój go nie interesował. Anthony przycupnął na otomance w nogach łóżkach, otworzył walizkę i sięgnął po folder z korespondencją. Okazało się, że miał rację. Widział już kiedyś podobną kopertę. Jego imię i nazwisko było napisane tą samą ręką, co na przesyłce Love i jej zawartość też była właściwie identyczna. No właśnie - właściwie. Fotografie, na które patrzył teraz Anthony, były bowiem niejako uzupełnieniem historii ze zdjęć zaadresowanych do Roderick. Był samochód zaparkowany pod jej kamienicą, potem Love sama i Love z Anthonym, aż wreszcie ten cholerny motocykl - obok suva, a potem tuż przed nimi, ułamek sekundy przed tym, jak wpadli sobie w ramiona. Od natłoku myśli zakręciło mu się w głowie - nowe teorie, hipotezy, pomysły. Jeśli jednak był czegoś pewien w stu procentach, to że wcale nie trzymał w rękach dowodu swojej niewinności. Po prostu to gra właśnie zaczęła nabierać rozmachu i teraz piłka była po ich stronie.
9 minut i 11 sekund
Bellore dwa razy obejrzał pozostałe listy, ale żadna z kopert nie przypominała tego konkretnego anonimu, więc postanowił nie zawracać sobie głowy głupotami. I tak jak pierwotnie myślał o tym, żeby jednak nadużyć gościny Love, tak ochota na złośliwości czy kiepski flirt przeszła mu w zupełności. Zanim wyszedł z jej pokoju, zamienił jeszcze poplamioną koszulę na czystą polówkę; tej zamiast prania przydałoby się, co prawda, bliskie spotkanie z żelazkiem, ale uśmiechem łatwiej było wytłumaczyć ciuchy niewyprasowane niż brudne. Zamknął za sobą drzwi i wracał spokojnym, wręcz spacerowym krokiem.
2 minuty i 58 sekund
Zatrzymawszy się przy barze, Anthony nerwowo zerkał na zegarek, obracając w dłoni szklankę z whisky. Patrząc na stojącego nad Love kelnera, uznał, że nie powinien jej przeszkadzać ani zwracać na siebie uwagi, ale w końcu dojrzał do przekonania, że to jego rozmowa z nią była ważniejsza, więc w końcu - bez cienia skrępowania - odsunął sobie krzesło naprzeciwko niej i usiadł przy stoliku mniej więcej w momencie, w którym dziękowała “jeszcze raz”.
– Mam nadzieję, że w niczym nie przeszkodziłem – rzucił z przekąsem, który raczej nie pasował facetowi w jego wieku. Kopertę i kartę położył na stoliku, a potem zamoczył usta w alkoholu. Od tej pory patrzył na nią intensywnym, zaciekawionym spojrzeniem. Minuta czy dwie przy barze go zniecierpliwiły - chciał wiedzieć, co sądziła. Od razu. Teraz. Już.. – Myśl na głos – poprosił w chwili, gdy wyciągnęła fotografie i w ciszy pozwolił jej się oswoić z nowymi odkryciami. – Całkiem poetyckie, co? Nie powiedziałbym tego tak ładnie, ale to też przyszło mi do głowy. – Prychnął. Jego wersja była mniej parlamentarna. – Więc skoro oboje o tym pomyśleliśmy, to znaczy, że gówno, kurwa, wiemy. – (Mniej więcej tak parlamentarna.) – Nie rozmawiałaś z nikim, prawda? O nas i o nas? – Uniósł brew, ale widząc, że ta jej niespokojnie drgnęła, od razu kiwnął ostrzegawczo ręką. – To zwykłe pytanie. Po prostu musimy zacząć od tego, kto o nas wie. O nas i o nas – wytłumaczył się (miał nadzieję, że dobrze), a potem, wywracając oczami, pochylił się nad stolikiem. – W fundacji powiedziałem, że załatwię dziennikarza, ale nie mówiłem, że chodzi o ciebie. Właśnie na wypadek takiej sytuacji. Jest jeszcze Malarz, z którym rozmawiałaś, ale… To chyba ponad jego możliwości. Doug wie tylko tyle, że “robię ruch”, ale nie zna szczegółów, a Młoda... Młoda chyba nawet nie pamięta, że jechałaś z nami autem. Kto jeszcze? O kim zapominam? – Zastanawiał się na głos. Jego zdaniem “kto” było ważniejsze od “dlaczego”, bo w tej sytuacji znaleźli się przede wszystkim dlatego, że był gnidą i postanowił wykorzystać cudze nieszczęście, żeby coś dla siebie ugrać. Ktoś, kto zrobił te zdjęcia, mógł mieć w tym zupełnie inny interes; taki, którego nawet nie potrafili sobie wyobrazić.
Love Roderick