Something you need, something to believe in
: sob paź 31, 2026 10:31 pm
— Ale oni oczywiście nie tylko nie chcą tego widzieć, ale jeszcze na każdym kroku starają się dowieść, że wcale tak nie jest. — Przytaknęła od razu. Faceci robili to nieustannie. Zaczynało się od opowieści o wnoszeniu lodówki na siódme piętro, a kończyło na tym, że kobiety nie radziły sobie emocjonalnie bez poważnych i opanowanych mężczyzn. Gówno prawda, bez facetów świat byłby bez porównania lepszy.
— Gwarantuję ci, że ja nie przyciągam żadnych facetów. Wszyscy prędzej czy później przede mną uciekają. — Mówiąc to, uśmiechnęła się szeroko. Była to szczera prawda. Nie zmyślała. Jej historia randkowania była na to najlepszym przykładem i była nim dlatego, że praktycznie w ogóle nie istniała. Samira wiedziała, dlaczego się to działo; faceci się jej bali. Nie lubili jej, ponieważ głośno mówiła o tym, że są gorszą płcią. Punktowała ich za wszystko i nawet jeśli przez chwilę byli nią zainteresowani, już po chwili wycofywali się, domyślając się, że niczego nie ugrają. I chociaż Samira uśmiechała się teraz niemalże z dumą, chętnie udowadniając światu, że właśnie tego pragnęła, w rzeczywistości sprawa nie była taka prosta.
Jeśli natomiast chodziło o randki z kobietami… Jakoś tak się działo, że w ogóle do nich nie dochodziło. Samira kilkakrotnie całowała się z dziewczynami na jakiś imprezach, ale było to jedyne lesbijskie doświadczenie, jakie posiadała. Powinna to zmienić. Chciała i musiała to zmienić. I właśnie dlatego była teraz na randce z Coven.
— No wiesz, w dzisiejszych realiach jest to utrudnione. Ludzie stają się coraz bardziej wycofani społecznie, covid też zbiera swoje żniwa. W 2025 roku powstał fascynujący raport. Wynika z niego, że wciąż systematycznie spada odsetek osób, które spotykają się z przyjaciółmi i rodziną, a wzrasta częstotliwość kontaktów zapośredniczonych. Szczególnie wyróżniającą się grupą są ludzie w wieku, o ile dobrze pamiętam nastoletnim i młodej dorosłości, tak do dwudziestu czterech lat. To w ogóle całkiem absurdalne. Żyjemy w czasach największej w historii dostępności do drugiego człowieka, świat jeszcze nigdy nie był tak dobrze skomunikowany, a tymczasem coraz rzadziej korzystamy z fizycznej możliwości spotkania z drugą… — Urwała, orientując się, że jej krótka dywagacja właśnie zmieniła się w mikro wykład. Machnęła ręką na znak tego, że nie było to istotne. — No w każdym razie, niespecjalnie jestem zdziwiona, że wszyscy zakładają Tindera, a jak nie robią tego sami, to robią to za nich ich znajomi.
— Póki co, zachwycam się wieczorem. — Samira nie żartowała. Naprawdę się zachwycała.
— No tak, to ma sens. — Pokiwała głową. Miało. I bardzo jej się to znowu podobało. Coven była fascynująca. Zamiast zastanawiać się nad tym, co wypada powiedzieć i jakie wrażenie chciałaby zrobić, po prostu mówiła. Samira nie pamiętała, aby kiedykolwiek w swoim życiu spotkała kogoś tak autentycznego. A tym bardziej nie od czasu, kiedy trafiła na studia kulturoznawcze. — Oczywiście, że wpadnę! Z wielką przyjemnością i to nie tylko z uwagi na ubrania! Czekam w takim razie na adres tego lumpeksu. — Nie żartowała. Miałą gotowość tam jechać choćby następnego dnia, aby zobaczyć Coven w jej naturalnym środowisku.
— Oczywiście! — Bo przecież nie kłamała. Uwielbiała takie sprawy. A to, że nie miała prawa w nie wierzyć, było sprawą całkowicie drugorzędną. — Nic straconego. Mamy kolejny powód na to, aby spotkać się ponownie. — Mówiąc to, uśmiechnęła się tak, jakby nie było nic bardziej oczywistego.
— Lwy są żywiołowe, temperamentne i mają naturalną skłonność do zachwycania. Dobrze pamiętam? — Ona flirtowała! Ona naprawdę flirtowała! I to z dziewczyną! Z dziewczyną, która mówiła, że Samira jest namiętną i zmysłową kochanką. Gdyby tylko wiedziała… Poczuła, jak robi jej się ciepło. A jednak, patrząc wprost na Coven, powiedziała: — Nie wątpię. — Tak jakby naprawdę w to nie wątpiła, choć przecież przy jej lichym doświadczeniu chyba w ogóle nie było to możliwe. — Ja tam mogę cię podziwiać. — Dodała jeszcze. Bo podziwiała. I wiedziała już, że wcale szybko jej to nie przejdzie. — Po twoim opisie tym bardziej jestem pewna, że jestem skorpionem, ale gdybym była strzel… — Urwała nagle wraz z momentem, kiedy na prowizorycznej scenie pojawiła się osoba. Ciężko było stwierdzić, czy była to kobieta, czy mężczyzna. Była ogolona niemalże na łyso, średniego wzroku, ubrana w zwykłą koszulkę w paski z krótkim rękawem i proste, czarne spodnie. Samira wiedziała, że jest to Nyx, które identyfikuje się jako osoba niebinarna i korzysta z przyimków ono.
Nyx rozpoczęło od uderzenia palcem w mikrofon. Tyle wystarczyło, aby przez bar przebiegła cisza, przerwana pojedynczymi cichymi słowami. Wszystkie oczy skupiły się na niewielkim podwyższeniu, nad którym wisiał czerwony materiał przyczepiony do sufitu. Przypominał wnętrzności jakiegoś wyjątkowo nieszczęśliwego zwierzęcia albo instalację artystyczną, której znaczenia należało się domyślić, aby nie wykazać się ignorancją. Z krótkiego wprowadzenia Nyx wynikało, że tematem dzisiejszego slamu było doświadczenie.
Samira popatrzyła z podekscytowaniem na Coven. Oczy błyszczały jej w przytłumionym świetle. Ona właśnie doświadczała. I koniecznie chciała o tym napisać. Jednak z tym musiała poczekać, ponieważ na scenę weszła czarna, przysadzista kobieta w srebrnej, obcisłej sukience.
— Moja pochwa jest archiwum kolonialnym. — Zaczęła i Samira wiedziała, że to dopiero w tym momencie spotkanie z Coven na dobre się rozpoczęło.
coven bremers
— Gwarantuję ci, że ja nie przyciągam żadnych facetów. Wszyscy prędzej czy później przede mną uciekają. — Mówiąc to, uśmiechnęła się szeroko. Była to szczera prawda. Nie zmyślała. Jej historia randkowania była na to najlepszym przykładem i była nim dlatego, że praktycznie w ogóle nie istniała. Samira wiedziała, dlaczego się to działo; faceci się jej bali. Nie lubili jej, ponieważ głośno mówiła o tym, że są gorszą płcią. Punktowała ich za wszystko i nawet jeśli przez chwilę byli nią zainteresowani, już po chwili wycofywali się, domyślając się, że niczego nie ugrają. I chociaż Samira uśmiechała się teraz niemalże z dumą, chętnie udowadniając światu, że właśnie tego pragnęła, w rzeczywistości sprawa nie była taka prosta.
Jeśli natomiast chodziło o randki z kobietami… Jakoś tak się działo, że w ogóle do nich nie dochodziło. Samira kilkakrotnie całowała się z dziewczynami na jakiś imprezach, ale było to jedyne lesbijskie doświadczenie, jakie posiadała. Powinna to zmienić. Chciała i musiała to zmienić. I właśnie dlatego była teraz na randce z Coven.
— No wiesz, w dzisiejszych realiach jest to utrudnione. Ludzie stają się coraz bardziej wycofani społecznie, covid też zbiera swoje żniwa. W 2025 roku powstał fascynujący raport. Wynika z niego, że wciąż systematycznie spada odsetek osób, które spotykają się z przyjaciółmi i rodziną, a wzrasta częstotliwość kontaktów zapośredniczonych. Szczególnie wyróżniającą się grupą są ludzie w wieku, o ile dobrze pamiętam nastoletnim i młodej dorosłości, tak do dwudziestu czterech lat. To w ogóle całkiem absurdalne. Żyjemy w czasach największej w historii dostępności do drugiego człowieka, świat jeszcze nigdy nie był tak dobrze skomunikowany, a tymczasem coraz rzadziej korzystamy z fizycznej możliwości spotkania z drugą… — Urwała, orientując się, że jej krótka dywagacja właśnie zmieniła się w mikro wykład. Machnęła ręką na znak tego, że nie było to istotne. — No w każdym razie, niespecjalnie jestem zdziwiona, że wszyscy zakładają Tindera, a jak nie robią tego sami, to robią to za nich ich znajomi.
— Póki co, zachwycam się wieczorem. — Samira nie żartowała. Naprawdę się zachwycała.
— No tak, to ma sens. — Pokiwała głową. Miało. I bardzo jej się to znowu podobało. Coven była fascynująca. Zamiast zastanawiać się nad tym, co wypada powiedzieć i jakie wrażenie chciałaby zrobić, po prostu mówiła. Samira nie pamiętała, aby kiedykolwiek w swoim życiu spotkała kogoś tak autentycznego. A tym bardziej nie od czasu, kiedy trafiła na studia kulturoznawcze. — Oczywiście, że wpadnę! Z wielką przyjemnością i to nie tylko z uwagi na ubrania! Czekam w takim razie na adres tego lumpeksu. — Nie żartowała. Miałą gotowość tam jechać choćby następnego dnia, aby zobaczyć Coven w jej naturalnym środowisku.
— Oczywiście! — Bo przecież nie kłamała. Uwielbiała takie sprawy. A to, że nie miała prawa w nie wierzyć, było sprawą całkowicie drugorzędną. — Nic straconego. Mamy kolejny powód na to, aby spotkać się ponownie. — Mówiąc to, uśmiechnęła się tak, jakby nie było nic bardziej oczywistego.
— Lwy są żywiołowe, temperamentne i mają naturalną skłonność do zachwycania. Dobrze pamiętam? — Ona flirtowała! Ona naprawdę flirtowała! I to z dziewczyną! Z dziewczyną, która mówiła, że Samira jest namiętną i zmysłową kochanką. Gdyby tylko wiedziała… Poczuła, jak robi jej się ciepło. A jednak, patrząc wprost na Coven, powiedziała: — Nie wątpię. — Tak jakby naprawdę w to nie wątpiła, choć przecież przy jej lichym doświadczeniu chyba w ogóle nie było to możliwe. — Ja tam mogę cię podziwiać. — Dodała jeszcze. Bo podziwiała. I wiedziała już, że wcale szybko jej to nie przejdzie. — Po twoim opisie tym bardziej jestem pewna, że jestem skorpionem, ale gdybym była strzel… — Urwała nagle wraz z momentem, kiedy na prowizorycznej scenie pojawiła się osoba. Ciężko było stwierdzić, czy była to kobieta, czy mężczyzna. Była ogolona niemalże na łyso, średniego wzroku, ubrana w zwykłą koszulkę w paski z krótkim rękawem i proste, czarne spodnie. Samira wiedziała, że jest to Nyx, które identyfikuje się jako osoba niebinarna i korzysta z przyimków ono.
Nyx rozpoczęło od uderzenia palcem w mikrofon. Tyle wystarczyło, aby przez bar przebiegła cisza, przerwana pojedynczymi cichymi słowami. Wszystkie oczy skupiły się na niewielkim podwyższeniu, nad którym wisiał czerwony materiał przyczepiony do sufitu. Przypominał wnętrzności jakiegoś wyjątkowo nieszczęśliwego zwierzęcia albo instalację artystyczną, której znaczenia należało się domyślić, aby nie wykazać się ignorancją. Z krótkiego wprowadzenia Nyx wynikało, że tematem dzisiejszego slamu było doświadczenie.
Samira popatrzyła z podekscytowaniem na Coven. Oczy błyszczały jej w przytłumionym świetle. Ona właśnie doświadczała. I koniecznie chciała o tym napisać. Jednak z tym musiała poczekać, ponieważ na scenę weszła czarna, przysadzista kobieta w srebrnej, obcisłej sukience.
— Moja pochwa jest archiwum kolonialnym. — Zaczęła i Samira wiedziała, że to dopiero w tym momencie spotkanie z Coven na dobre się rozpoczęło.
coven bremers