Dwaj zgryźliwi tetrycy - " Wizyta komornika"
: pt paź 16, 2026 9:53 pm
Środowiska, w których obcowali były diametralnie różne, toteż nic dziwnego, że nie było im dane wcześniej się lepiej poznać. Ich obecność we własnych życiach ograniczała się jedynie do tego, czy trafią na siebie podczas wyjścia do pracy, spaceru z psem czy wracając z zakupów. I to było dość niezwykłe, że pomimo tak nielicznych szans na obcowanie ze sobą, zdążyli sobie już tyle nawtykać, że nie powstydziliby się tego wrogowie z dużo dłuższym stażem.
Uniósł lekko brew, gdy tak pewnie stwierdziła, że zakocha się w jej jedzeniu. Lubił tę pewność u kobiet, dlatego w tym przypadku zaimponowała mu. Kolejny raz dzisiaj. Zaraz jednak zdziwił się, gdy zaproponowała mu kolejny posiłek w bliżej nieokreślonym czasie. Następnie szybko wrócił do dość neutralnego wyrazu twarzy, bo Caroline doprecyzowała myśl, która miała teraz znacznie więcej sensu. Jeszcze brakuje, by zgryźliwa sąsiadka gotowała mu. Nawet jeśli była to ponętna, zgryźliwa sąsiadka.
- Przemyślę - zaczął. - Ale za szafę musi być coś naprawdę zajebistego - przyznał, bo choć wymagań tak naprawdę nie miał zbyt wygórowanych, tak sam fakt poznania tego detalu o byciu szefową kuchni z jej życia, z automatu pchał go w kierunku czegoś wykwintniejszego niż kanapki z pasztetem.
Nie spodziewał się także z jej strony podjęcia tematu podrywu sąsiadek, który był bardziej formą zgrywy, niż realnym zajęciem. Nie wiedzieć czemu, przeszedł go dreszcz, gdy szepnęła mu na ucho. Był przyzwyczajony do tego, że jeśli ktoś dopuszczał się takiego gestu wobec niego, to raczej była to żywo zainteresowana nim kobieta. Czyżby Care zgrywała tylko wredną sąsiadkę, by stać się jedną z jego "panienek sprawdzanych do domu"?
- Czyżby? - uniósł lekko brew, chcąc podjąć te dziwnie podniecającą grę. - Gdybym jeszcze faktycznie miał sąsiadkę wartą grzechu... - rzucił w eter, niby zastanawiając się, a następnie bezczelnie przeleciał ją swoim spojrzeniem. - No może jedna taka jest - zachichotał w podobny sposób do niej, zdając sobie sprawę, że właśnie ze sobą flirtowali.
Mina mu jednak zrzedła, gdy Whitener postanowiła drążyć temat jego niedoszłej kariery. Cage przystopował z krojeniem kolejnych warzyw i uniósł w górę twarz, próbując zebrać myśli. Dopiero gdy był gotów, udzielił sąsiadce odpowiedzi.
- Nie na wszystko w życiu ma się wpływ - zaczął pozornie spokojnie, jednak słychać było w jego głosie pewien żal czy zawód. - Ja niestety nie miałem wpływu na swoje kolana - zrobił krótką przerwę. - Trzykrotnie zrywane więzadła. Dla koszykarza to jak wyrok - powiedział już znacznie ciszej i opuścił głowę, skupiając wzrok na desce do krojenia, która była już pełna pokrojonych dodatków.
Skierował swoje spojrzenie na Care i uśmiechnął się lekko, choć oczywiście nieszczerze.
- Nie chcę o tym rozmawiać, Care - pierwszy raz zwrócił się do niej imieniem (a przynajmniej tak myślał, bo nie wiedział, że tak naprawdę nazywa się Caroline) bez żadnego podtekstu czy złośliwości.
Obserwował ją uważnie, kiedy przygotowywała ich śniadanie i musiał przyznać, że widok ten był nie tylko pociągający, ale też imponujący. Pewność ruchów, sprawność i koordynacja kilku działań na raz robiła wrażenie. Czuła się w kuchni tak, jak on na parkiecie, gdy jako rozgrywający dyrygował grą całego zespołu, inicjując zagrywki, jednocześnie pieczołowicie dbając nad jakością podań oraz samym transportem piłki z własnej połowy na tą przeciwnika.
- Gapię - przyznał nieco konfrontacyjnie, nie robiąc sobie nic z tego, że jej uwaga mogła sugerować zaprzestanie tego.
Moment, w którym spojrzał w jej oczy był bardzo dziwny. Z jednej strony takich sytuacji miewał w życiu dziesiątki, z drugiej jednak nigdy żadna nie patrzyła na niego tak jak Whitener. Była w tym mieszanka wszystkiego, a przecież trwało to ledwie kilka sekund. Skąd więc takie wnioski? Może z tego powodu, że sam niemal utonął w jej tęczówkach, zapominając na kilka chwil, że ma przed sobą zgryźliwą sąsiadkę.
Oblizał jej palec niemal machinalnie, bez żadnego zastanowienia się. Nie wypadało tego robić, a on nie dość, że na to przystał, to jeszcze przez cały ten czas patrzył jej w oczy, zamiast skupić się na próbowaniu sosu. Dość powiedzieć, że nawet nie zarejestrował jego smaku.
Gdy się od niej odsunął, chrząknął lekko i obrócił głowę w bok. Poniekąd z zawstydzenia, a poniekąd dlatego, że czuł jak brunetka zaczyna zyskiwać jego sympatię.
- Świetny sos - skomentował, choć tak po prawdzie nie skupiał się w ogóle na jego smaku. Za to na delikatności skóry na jej palcu, którą miał okazję poznać swoim językiem już jak najbardziej.
care whitener
Uniósł lekko brew, gdy tak pewnie stwierdziła, że zakocha się w jej jedzeniu. Lubił tę pewność u kobiet, dlatego w tym przypadku zaimponowała mu. Kolejny raz dzisiaj. Zaraz jednak zdziwił się, gdy zaproponowała mu kolejny posiłek w bliżej nieokreślonym czasie. Następnie szybko wrócił do dość neutralnego wyrazu twarzy, bo Caroline doprecyzowała myśl, która miała teraz znacznie więcej sensu. Jeszcze brakuje, by zgryźliwa sąsiadka gotowała mu. Nawet jeśli była to ponętna, zgryźliwa sąsiadka.
- Przemyślę - zaczął. - Ale za szafę musi być coś naprawdę zajebistego - przyznał, bo choć wymagań tak naprawdę nie miał zbyt wygórowanych, tak sam fakt poznania tego detalu o byciu szefową kuchni z jej życia, z automatu pchał go w kierunku czegoś wykwintniejszego niż kanapki z pasztetem.
Nie spodziewał się także z jej strony podjęcia tematu podrywu sąsiadek, który był bardziej formą zgrywy, niż realnym zajęciem. Nie wiedzieć czemu, przeszedł go dreszcz, gdy szepnęła mu na ucho. Był przyzwyczajony do tego, że jeśli ktoś dopuszczał się takiego gestu wobec niego, to raczej była to żywo zainteresowana nim kobieta. Czyżby Care zgrywała tylko wredną sąsiadkę, by stać się jedną z jego "panienek sprawdzanych do domu"?
- Czyżby? - uniósł lekko brew, chcąc podjąć te dziwnie podniecającą grę. - Gdybym jeszcze faktycznie miał sąsiadkę wartą grzechu... - rzucił w eter, niby zastanawiając się, a następnie bezczelnie przeleciał ją swoim spojrzeniem. - No może jedna taka jest - zachichotał w podobny sposób do niej, zdając sobie sprawę, że właśnie ze sobą flirtowali.
Mina mu jednak zrzedła, gdy Whitener postanowiła drążyć temat jego niedoszłej kariery. Cage przystopował z krojeniem kolejnych warzyw i uniósł w górę twarz, próbując zebrać myśli. Dopiero gdy był gotów, udzielił sąsiadce odpowiedzi.
- Nie na wszystko w życiu ma się wpływ - zaczął pozornie spokojnie, jednak słychać było w jego głosie pewien żal czy zawód. - Ja niestety nie miałem wpływu na swoje kolana - zrobił krótką przerwę. - Trzykrotnie zrywane więzadła. Dla koszykarza to jak wyrok - powiedział już znacznie ciszej i opuścił głowę, skupiając wzrok na desce do krojenia, która była już pełna pokrojonych dodatków.
Skierował swoje spojrzenie na Care i uśmiechnął się lekko, choć oczywiście nieszczerze.
- Nie chcę o tym rozmawiać, Care - pierwszy raz zwrócił się do niej imieniem (a przynajmniej tak myślał, bo nie wiedział, że tak naprawdę nazywa się Caroline) bez żadnego podtekstu czy złośliwości.
Obserwował ją uważnie, kiedy przygotowywała ich śniadanie i musiał przyznać, że widok ten był nie tylko pociągający, ale też imponujący. Pewność ruchów, sprawność i koordynacja kilku działań na raz robiła wrażenie. Czuła się w kuchni tak, jak on na parkiecie, gdy jako rozgrywający dyrygował grą całego zespołu, inicjując zagrywki, jednocześnie pieczołowicie dbając nad jakością podań oraz samym transportem piłki z własnej połowy na tą przeciwnika.
- Gapię - przyznał nieco konfrontacyjnie, nie robiąc sobie nic z tego, że jej uwaga mogła sugerować zaprzestanie tego.
Moment, w którym spojrzał w jej oczy był bardzo dziwny. Z jednej strony takich sytuacji miewał w życiu dziesiątki, z drugiej jednak nigdy żadna nie patrzyła na niego tak jak Whitener. Była w tym mieszanka wszystkiego, a przecież trwało to ledwie kilka sekund. Skąd więc takie wnioski? Może z tego powodu, że sam niemal utonął w jej tęczówkach, zapominając na kilka chwil, że ma przed sobą zgryźliwą sąsiadkę.
Oblizał jej palec niemal machinalnie, bez żadnego zastanowienia się. Nie wypadało tego robić, a on nie dość, że na to przystał, to jeszcze przez cały ten czas patrzył jej w oczy, zamiast skupić się na próbowaniu sosu. Dość powiedzieć, że nawet nie zarejestrował jego smaku.
Gdy się od niej odsunął, chrząknął lekko i obrócił głowę w bok. Poniekąd z zawstydzenia, a poniekąd dlatego, że czuł jak brunetka zaczyna zyskiwać jego sympatię.
- Świetny sos - skomentował, choć tak po prawdzie nie skupiał się w ogóle na jego smaku. Za to na delikatności skóry na jej palcu, którą miał okazję poznać swoim językiem już jak najbardziej.
care whitener