Strona 2 z 2

blackout

: ndz paź 25, 2026 11:16 am
autor: levi shelby
''Pewność siebie nie jest grzechem. Pycha być może, ale kto w życiu nie grzeszy, hm?''

Na ten komentarz o grzechach Levi tylko uniósł brew, przyglądając mu się z półuśmieszkiem. Huh. Różyczka jednak całkiem sprawnie potrafiła odbijać piłeczkę. - Nie no, skąd. Ja jestem zajebiście skromny, Rose. Wszyscy tak mi mówią. - Parsknął pod nosem, bo przecież nawet nie był w stanie wypowiedzieć tego z całkowicie poważną miną. Jednak co przykuło jego jeszcze większą uwagę było wspomnienie o zamianie ról, wtedy spojrzał na niego już trochę uważniej. - Oh? Czyli jednak potrafisz słuchać poleceń? - mruknął, przesuwając po nim spojrzeniem. - Noted. Zapamiętam sobie. - i co jak co, ale Shelby dotrzymywał danego słowa, więc zdecydowanie zamierzał to zapamiętać.

Nie przestawał go zaskakiwać, bo gdy wspomniał o oglądaniu ludzi w różnych odsłonach, Levi parsknął cicho. - To akurat działa w dwie strony - odpowiedział, unosząc butelkę do ust. - Ja też lubię sprawdzać, ile z tej całej grzecznej otoczki zostaje, kiedy człowiek trochę przestaje się pilnować. - A Ambrose właśnie bardzo ładnie przestawał. Komentarz o tym, czy Levi działa, czy tylko oscyluje, sprawił natomiast, że Shelby dosłownie spojrzał na niego przez sekundę z niedowierzaniem. - ja ci zaraz dam oscylowanie. - No i chyba faktycznie dał, bo chwilę później Rose już odpowiadał na jego pocałunek tak, że Levi naprawdę nie miał żadnych wątpliwości, czy chłopak dalej potrzebował tej całej ‘’zachęty”. Poczuł, jak ten napiera na niego mocniej, jak nadąża za tempem, a kiedy przy odsunięciu usłyszał to niezadowolone mruknięcie, no to nie oszukujmy się, ale uśmiechnął się pod nosem.

There we go.
Właśnie takiej reakcji chciał.

Przyglądał mu się przez chwilę intensywniej niż wcześniej, pozwalając oczom przyzwyczaić się do półmroku. Dopiero wtedy dostrzegł delikatny rumieniec na twarzy chłopaka, choć równie dobrze mogło mu się tylko wydawać, bo przecież nagle zrobiło się między nimi znacznie ciemniej. A kiedy poczuł, że jego dłoń nadal pozostawała dokładnie tam, gdzie sam ją wcześniej umieścił, spojrzał mu prosto w oczy.- Różyczko, jeszcze chwilę temu mówiłeś coś o tym, że potrzebujesz zachęty.- Przesunął kciukiem po jego policzku, przyglądając mu się z rozbawieniem. - i co? Pomogło? - Nachylił się, ale tym razem zamiast od razu go pocałować, zatrzymał się tuż przy jego ustach. Cholera, chyba naprawdę zaczynało mu się podobać to cale drażnienie chłopaka. Szczególnie kiedy widział, że działało. - mam dziwne wrażenie, że ten cały niepewny Rose zniknął jakieś pięć minut temu - dodał, muskając nosem jego policzek. - dobra, pokaż mi jak daleko potrafisz się posunąć.

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Ambrose

blackout

: ndz paź 25, 2026 2:33 pm
autor: Ambrose Sinclair
-Mam wielką ochotę zedrzeć z ciebie tę skromność, która niby cię okala, Levi, bo moim zdaniem nijak do ciebie nie pasuje- powiedziała, cicho się śmiejąc. Wiedział, że akurat do niej chłopakowi było daleko, ale właśnie ta pewność siebie imponowała Rose przyciągając go do niespodziewanej randki. Sprawiała, że chciał wybadać czy istniało coś, co było w stanie speszyć chłopaka. Był pewien, że z rumieńcem zawstydzenia wyglądałby wyjątkowo uroczo, chociaż w tej ciemności Sinclair i tak nie mógłby w pełni go podziwiać. -Tylko zapamiętasz? Rozczarowujące. Byłem pewien, że zagrozisz lub obiecasz, że wykorzystasz - odpowiedział cicho, nachylając się prowokacyjnie w jego stronę. Na bogów, naprawdę jego obecność sprawiała, że Ambrose przekraczał własne granice. Odkrył przy tym, iż nijak mu to nie przeszkadzało - ba, zdawało się niebywale podobać i kto wie, może w przyszłości trafi się jeszcze ktoś, kto będzie działał na niego w tak prowokacyjny sposób, jak ciemnowłosy chłopak, uśmiechający się zaczepnie.
Jego usta smakowały dobrze - jego własnym smakiem oraz winem, które wcześniej pił. Podobała mu się ta kombinacja na tyle, że nie chciał przerywać, badając każdy milimetr miękkich warg, proszących się by chociaż trochę się nad nimi poznecać. Chciał, by zabrakło mu tchu od pieszczot, by ogarnęło go chwilowe zapomnienia. Za dobrze do siebie pasowały, żeby tak gwałtownie z nich rezygnować.
Szybko okazało się, że Levi ma inny plan - postanowił odegrać się na Rose odsuwając się go od siebie, co ten skwitował jedynie jawnym niezadowoleniem, którego nie potrafił kontrolować. Może upijał się obecnością chłopaka, a może alkoholem, który krążył w jego żyłach; nie znał odpowiedzi, ale ogarnęło go poczucie niesprawiedliwości, szybko zrekompensowanej ułożeniem jego własnej dłoni na kroczu chłopaka.
-Wygląda na to, że tak. Chociaż nie jestem pewien, czy w dalszych częściach nadal nie będę potrzebował nieznacznego zmobilizowania - odpowiedział, przygryzając wargę i przyglądając się własnym palcom poruszającym się w rytm, który im nadał. Czuł, że Levi na niego reagował - nie gwałtownie, nie w sposób jawnie oczywisty, ale wypukłość znacznie się powiększała, co dawało mu poczucie satysfakcji z dobrze wykonywanej roboty.
Tej samej, która gwałtownie została przerwana przez samego prowokatora. Ambrose patrzył przez chwilę zdezorientowany, jakby nie potrafił ogarnąć, co właściwie się stało. Czy nie chcieli tego obaj? Czy nie do tego dążyły wszelkie uwagi i słowa, które do siebie wypowiadały. Poczuł rozczarowanie oraz dziwną irytację, kiedy ten naciągnął na siebie spodnie. Czyli jednak nie powinien mieć żadnych faktycznych oczekiwań.
-Proszę, proszę. czyli jednak są rzeczy, które potrafią zmyć pewność siebie zmysłowego Leviego - powiedział marszcząc brwi, samemu odsuwając się od chłopaka. - Rozczarowujące - dodał, przeczesując włosy. Przyglądał mu się przez chwilę, zaraz powoli podnosząc się z koca tuż po tym, jak ten rzucił w niego żelką. A niby nie byli w szkole. - Było miło, słodziaku. Dziękuję za wieczór, który być może nie skończył się tak, jak powinien, ale z pewnością przyniósł wiele dobrego - kucnął jeszcze przy nim, składając na jego ustach szybki pocałunek. - Mam nadzieję, że twoja następna randka spełni wszystkie twoje oczekiwania, bo mi najwidoczniej było nie po drodze - dodał przesuwając na odchodnym dłonią po jego torsie, którego nie było dane zobaczyć mu bez ubrania. Nie można było jednak w pełni oczekiwać, że randki z aplikacji faktycznie będą tymi kończącymi się najlepiej.
Wstał, ostatecznie odchodząc, nie potrafiąc tak szybko wyzbyć się poczucia oszukania oraz rozczarowania, że Levi koniec końców jedynie się nim zabawił, nie mając zamiaru dać niczego w zamian.

levi

blackout

: ndz paź 25, 2026 2:51 pm
autor: levi shelby
Wzruszył ramionami, zanim dodał, - A co do mnie pasuje, Rose? - Uniósł brew, przyglądając mu się uważnie. Ciekawe, z jaką łatwością chłopak wypowiadał się o tym, co niby do niego pasowało, a co nie. Był interesujący. Z jednej strony próbował zachować tę odrobinę niedostępnej pewności siebie, a z drugiej igrał z nim, sprawdzając, czy uda mu się nakłonić go do zachowania dokładnie tak, jak sobie wymyślił. Całe szczęście Shelby również lubił takie gierki, więc tylko się uśmiechnął. - Nie składam obietnic, których nie jestem w stanie dotrzymać. - Kusiło go, żeby sprawdzić, na co jeszcze chłopak się odważy. W pewnym momencie zupełnie przestał skupiać się na jego słowach, zamiast tego oddając całą uwagę przyjemnemu dotykowi jego dłoni. No i wszystko szło całkiem nieźle… do chwili, w której tamten kompletnie wybił go z rytmu. Ochota, którą jeszcze przed momentem odczuwał, po prostu zgasła. Tak nagle, że sam przez chwilę próbował zrozumieć, jak dwa słowa mogły aż tyle zmienić. Przyglądał się jego reakcji, mile zaskoczony, że jednak nie zachował się jak gówniarz. Ba, jeszcze go pocałował! Levi uśmiechnął się przy jego ustach, odwzajemniając ten gest. - Nawet dam ci znać, Różyczko - odpowiedział na jego ostatnie zdanie, po czym odsunął się nieznacznie i poczekał, aż chłopak odejdzie.

Dobra, może nie zachował się zbyt miło, ale zresztą… Jezu, od kiedy Levi był miły? Chyba tylko wtedy, kiedy chciał, żeby coś poszło po jego myśli. No właśnie, więc nie było tutaj za bardzo czego negocjować. Sęk w tym tkwił, że ta cała ochota na chłopaka przeszła mu równie szybko, jak się pojawiła. Może był pod względem tych dwóch słów zbyt wymagający i powinien trochę się ogarnąć, ale cholera, wybiły go z rytmu tak skutecznie, że nie potrafił już skupić się na niczym innym. Cały czas miał w głowie to, jak kurewsko dziecinnie zabrzmiały. Gdy już Ambrose oddalil się z pola widzenia, zdmuchnął świece i zawinął wszystko w koc, który chwilę później wyrzucił wraz z zawartością do pobliskiego śmietnika. Potem podszedł do motocykla i pojechał do domu. Resztę wieczoru spędził na graniu w gierki, a przed snem zrobił sobie dobrze. Tak o, żeby lepiej mu się spało, zwłaszcza po tych przysłowiowych blue balls, z którymi został. Chociaż, no… mimo wszystko i tak dobrze się bawił.

k o n i e c


ambrose