I love coming home to you
: sob lis 07, 2026 4:28 pm
Tracy na pewno w końcu oswoi się ze zmianami, na które sam się zdecydował w swoim życiu. Miał potrzebować chwilę na odnalezieniu się w czymś, przed czym do niedawna uciekał przez tak wiele lat, ale w końcu miał dotrzeć do właściwego miejsca i nie obawiać się rzeczy, które być może w ogóle nie miały się wydarzyć. Debbie przecież nie była jego partnerką i wcale nie musiała postąpić w ten sposób. Raynott musiał więc przestać bać się rzeczy, które robili mu inni, a co za tym idzie, bać się żyć.
Na razie dobrze wychodziło mu odnajdywanie się w nowej dynamice w ich relacji, bo ta tak naprawdę bardzo nie różniła się od wcześniejszej. Może jedynie tym, że w bardziej otwarty sposób przyznawali się do tego, iż ta relacja była czymś więcej. Skoro wykonali już ten krok i oboje zdecydowali się dać sobie realną szansę, nie było miejsca na żadne podchody. I Tracy w ogóle nie miał na nie ochoty, ponieważ był zadowolony z podjętej przez siebie decyzji.
Teraz już i tak było za późno na zmianę taktyki, ponieważ w umyśle Tracy’ego utknął już obraz, który tam zasiała. Spoglądając na nią, nie potrafił już zapomnieć o tym, co mu przed chwilą powiedziała. – To o wiele lepsza pora – odparł, ale sposób, w jaki pożerał ją spojrzeniem, jasno podkreśla, że teraz Raynott już i tak przepadł, choć wiedział, że na razie musiał się powstrzymać. Nie był jednak pewny, jak długo wytrzyma.
– Chyba? – zapytał, spoglądając na nią z uniesioną brwią. Oczekiwał pewniejszej odpowiedzi, choć nie było to tak ważne, żeby faktycznie miał się o to sprzeczać, dlatego jedynie uśmiechnął się zadziornie i popatrzył na nią tak, jakby się z nią nie zgadzał. Ale to tyle, nie zamierzał wiercić jej z tego powodu dziury w brzuchu.
Za to nie miał tak szybko odpuścić innej sprawy, która była p o w a ż n y m przewinieniem. Wiedział, że gdyby on zrobił to samo, co ona, Debbie nie dałaby mu spokoju, więc i sam nie zamierzał niczego jej ułatwiać. – I artykuł sam się kliknął, a potem przeczytał? – popatrzył na nią z politowaniem, po czym w sposób teatralny odwrócił od niej głowę i zajął się jedzeniem kolacji. Tylko ze swojego talerza, w ten sposób jeszcze bardziej podkreślając to, że był obrażony i czekał, aż McDowell w jakiś przyjemny sposób odkupi swoje winy.
Bo najbardziej w tym wszystkim chodziło mu o to, żeby coś dla siebie ugrać. Co nie znaczy, że nie miał do niej malutkiego żalu o to, że na niego nie poczekała.
Debbie McDowell
Na razie dobrze wychodziło mu odnajdywanie się w nowej dynamice w ich relacji, bo ta tak naprawdę bardzo nie różniła się od wcześniejszej. Może jedynie tym, że w bardziej otwarty sposób przyznawali się do tego, iż ta relacja była czymś więcej. Skoro wykonali już ten krok i oboje zdecydowali się dać sobie realną szansę, nie było miejsca na żadne podchody. I Tracy w ogóle nie miał na nie ochoty, ponieważ był zadowolony z podjętej przez siebie decyzji.
Teraz już i tak było za późno na zmianę taktyki, ponieważ w umyśle Tracy’ego utknął już obraz, który tam zasiała. Spoglądając na nią, nie potrafił już zapomnieć o tym, co mu przed chwilą powiedziała. – To o wiele lepsza pora – odparł, ale sposób, w jaki pożerał ją spojrzeniem, jasno podkreśla, że teraz Raynott już i tak przepadł, choć wiedział, że na razie musiał się powstrzymać. Nie był jednak pewny, jak długo wytrzyma.
– Chyba? – zapytał, spoglądając na nią z uniesioną brwią. Oczekiwał pewniejszej odpowiedzi, choć nie było to tak ważne, żeby faktycznie miał się o to sprzeczać, dlatego jedynie uśmiechnął się zadziornie i popatrzył na nią tak, jakby się z nią nie zgadzał. Ale to tyle, nie zamierzał wiercić jej z tego powodu dziury w brzuchu.
Za to nie miał tak szybko odpuścić innej sprawy, która była p o w a ż n y m przewinieniem. Wiedział, że gdyby on zrobił to samo, co ona, Debbie nie dałaby mu spokoju, więc i sam nie zamierzał niczego jej ułatwiać. – I artykuł sam się kliknął, a potem przeczytał? – popatrzył na nią z politowaniem, po czym w sposób teatralny odwrócił od niej głowę i zajął się jedzeniem kolacji. Tylko ze swojego talerza, w ten sposób jeszcze bardziej podkreślając to, że był obrażony i czekał, aż McDowell w jakiś przyjemny sposób odkupi swoje winy.
Bo najbardziej w tym wszystkim chodziło mu o to, żeby coś dla siebie ugrać. Co nie znaczy, że nie miał do niej malutkiego żalu o to, że na niego nie poczekała.
Debbie McDowell