path of night
: wt paź 27, 2026 2:12 pm
Nie było powodów do tego, aby nie zachwycać się gorsetem Dorothy. Był wyjątkowo dobrze dobrany, a w dodatku ten delikatny haft na materiale, który dostrzegła, gdy tylko dziewczyna zbliżyła się do niej na tyle, aby dać jej w łeb patykiem. Zupełnie bez powodu stanęła jej przed oczami scena z Mojego brata niedźwiedzia, w której Kinai także był dyscyplinowany kijem. Zero związku z jej własną sytuacją. Serio.'
— Załatw mi jej wymiary, a zobaczę, co da się zrobić — odszepnęła Hallowi, gdy tylko zamarzył mu się gorset dla Langusty.
Rozumiała go doskonale. Sama lubiła dziewczyny w gorsetach oraz być jedną z nich. Chociaż mężczyźni również potrafili w nich wyglądać oszałamiająco. I inni. Płeć nie miała znaczenia tak długo jak był odpowiednio wykonany oraz dobrany do sylwetki noszącego. Inaczej tylko pojawiało się narzekanie, że dusi i trudno oddychać, a ktoś po prostu dał ciała z rozmiarówką.
Przynajmniej udało im się ustalić lidera, którym został Jason. Otrzymał świecę i mapę, a do tego jeszcze ostatnie ostrzeżenia i już całą ekipą mogli ruszać przez las tam, dokąd mapa ich zaprowadzi, a panowie rozpoczynali oraz kończyli cały pochód kowenu. Mogły czuć się zatem w miarę bezpiecznie, ale czy na pewno?
Nie uszli nawet specjalnie daleko, gdy już ktoś im zagrodził drogę. Ucharakteryzowany na taniego diabła z Temu aktor, zaczął mówić coś o złym oku i biegać pomiędzy nimi. Nie była w stanie zapanować nad swoimi odruchami i w reakcji na to plaśnięcie czarną mazią w policzek, automatycznie strzeliła facetowi plaskacza, aby pokazać mu, że ona też tak może.
— Oj… Sorry — przeprosiła go niemal od razu lekko zmieszana i zastygła tak z tą farbą o dziwnej konsystencji na twarzy.
Leśny strumień był bardziej bajorkiem w wanience podobnej do tej, w której była kąpana za dzieciaka, a w której potem matka przemywała ogórki, gdy robiła zaprawy na zimę. Zapewnili jej prawdziwą podróż w krainę wspomnień. Tylko, że nie mogła zapomnieć o tym, że przyświecał im konkretny cel.
— Dzięki. Zawsze możemy zrobić powtórne Halloween — zasugerowała, gdy tylko Jamie wyznała, że o wiele bardziej woli jej sesje od tego LARPu, ale w sumie… nie był on wcale taki zły.
Czyści i zadbani mogli ruszyć w dalszą drogę. ruszając za swoim liderem. Całe szczęście, że tym razem zamiast wpaść w jedna z pułapek, natrafili na coś, co naprawdę mogło im się przydać. Materiały umieszczone w krypcie pozwalały im na poznanie położenia konkretnych ołtarzy. Tyle dobrego, że chłopaki dzielnie rozbroili te ciężkie płyty, które przykrywały ich skarb.
— Okay, z tego, co widzę to powinniśmy chyba przejść tędy do najbliższego ołtarza. Idziemy? — zapytała, gdy tylko odczytała wskazówki.
Jak powszechnie wiadomo: Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę. Dlatego też zgrupowali się ponownie i obrali odpowiedni kierunek. Lepiej było mimo wszystko się nie rozdzielać, bo nie wiadomo, co jeszcze mogło na nich czekać w zaroślach lub mniej uczęszczanych ścieżkach… Za to po krótkim marszu okazało się, że jednak ktoś na nich czekał na nich Arcykapłan w zdobionych szatach sięgających leśnego runa i naciągniętym na głowę kapturem. W ręku dzierżył ogromny kostur i nawet nim trzasnął o ziemię niczym Gandalf, co było wyraźnym sygnałem do nich, że you shall no pass.
— Stójcie, młodzi czarownicy! - zagrzmiał potężnym głosem. — Tylko ci o silnej wierze mogą dostąpić do ołtarza naszego Pana! Udowodnijcie swe oddanie wobec niego! — wycelował jeszcze palcem w ich zgraję, kontynuując z niezwykłą powagą. — Jedno z was musi poświęcić coś istotnego dla siebie, abyście wszyscy mogli przejść dalej!
— No dobra — Erika westchnęła tylko i zaczęła podciągać spódnicę swojej sukni, a Arcykapłan na ten widok wytrzeszczył oczy tak, że widać to było nawet pod kapturem jego szaty.
— Drogie dziecię, ale… Ee… Nie przyjmujemy ofiary złożonej z dziewictwa! — zastrzegł od razu, a w jego głos wkradła się nerwowość.
— To dobrze, bo na to jest już nieco za późno — odparła, nie przerywając swojego zajęcia.
Lindberg zdawała się kompletnie nieporuszona tym wszystkim i wciąż majstrowała przy spódnicy, aż w końcu wyciągnęła coś spod jej materiału. Podwiązka. Zsunęła ją ze swojego uda, a teraz podeszła do kapłana i wyciągała ją do niego w oferującym geście.
— Jest bardzo cenna. Przyniosła mi sporo szczęścia — zapewniła jeszcze aktora, ale ten tylko powiódł wzrokiem po pozostałych.
— Ktoś ma coś innego? — zapytał z nadzieją, ale Erika westchnęła raz jeszcze i wepchnęła mu do ręki podwiązkę, a następnie wyminęła, aby ruszyć w stronę tego przeklętego ołtarza.
RZUT: KLIK
WYNIK DRUŻYNY: 0 pkt
— Załatw mi jej wymiary, a zobaczę, co da się zrobić — odszepnęła Hallowi, gdy tylko zamarzył mu się gorset dla Langusty.
Rozumiała go doskonale. Sama lubiła dziewczyny w gorsetach oraz być jedną z nich. Chociaż mężczyźni również potrafili w nich wyglądać oszałamiająco. I inni. Płeć nie miała znaczenia tak długo jak był odpowiednio wykonany oraz dobrany do sylwetki noszącego. Inaczej tylko pojawiało się narzekanie, że dusi i trudno oddychać, a ktoś po prostu dał ciała z rozmiarówką.
Przynajmniej udało im się ustalić lidera, którym został Jason. Otrzymał świecę i mapę, a do tego jeszcze ostatnie ostrzeżenia i już całą ekipą mogli ruszać przez las tam, dokąd mapa ich zaprowadzi, a panowie rozpoczynali oraz kończyli cały pochód kowenu. Mogły czuć się zatem w miarę bezpiecznie, ale czy na pewno?
Nie uszli nawet specjalnie daleko, gdy już ktoś im zagrodził drogę. Ucharakteryzowany na taniego diabła z Temu aktor, zaczął mówić coś o złym oku i biegać pomiędzy nimi. Nie była w stanie zapanować nad swoimi odruchami i w reakcji na to plaśnięcie czarną mazią w policzek, automatycznie strzeliła facetowi plaskacza, aby pokazać mu, że ona też tak może.
— Oj… Sorry — przeprosiła go niemal od razu lekko zmieszana i zastygła tak z tą farbą o dziwnej konsystencji na twarzy.
Leśny strumień był bardziej bajorkiem w wanience podobnej do tej, w której była kąpana za dzieciaka, a w której potem matka przemywała ogórki, gdy robiła zaprawy na zimę. Zapewnili jej prawdziwą podróż w krainę wspomnień. Tylko, że nie mogła zapomnieć o tym, że przyświecał im konkretny cel.
— Dzięki. Zawsze możemy zrobić powtórne Halloween — zasugerowała, gdy tylko Jamie wyznała, że o wiele bardziej woli jej sesje od tego LARPu, ale w sumie… nie był on wcale taki zły.
Czyści i zadbani mogli ruszyć w dalszą drogę. ruszając za swoim liderem. Całe szczęście, że tym razem zamiast wpaść w jedna z pułapek, natrafili na coś, co naprawdę mogło im się przydać. Materiały umieszczone w krypcie pozwalały im na poznanie położenia konkretnych ołtarzy. Tyle dobrego, że chłopaki dzielnie rozbroili te ciężkie płyty, które przykrywały ich skarb.
— Okay, z tego, co widzę to powinniśmy chyba przejść tędy do najbliższego ołtarza. Idziemy? — zapytała, gdy tylko odczytała wskazówki.
Jak powszechnie wiadomo: Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę. Dlatego też zgrupowali się ponownie i obrali odpowiedni kierunek. Lepiej było mimo wszystko się nie rozdzielać, bo nie wiadomo, co jeszcze mogło na nich czekać w zaroślach lub mniej uczęszczanych ścieżkach… Za to po krótkim marszu okazało się, że jednak ktoś na nich czekał na nich Arcykapłan w zdobionych szatach sięgających leśnego runa i naciągniętym na głowę kapturem. W ręku dzierżył ogromny kostur i nawet nim trzasnął o ziemię niczym Gandalf, co było wyraźnym sygnałem do nich, że you shall no pass.
— Stójcie, młodzi czarownicy! - zagrzmiał potężnym głosem. — Tylko ci o silnej wierze mogą dostąpić do ołtarza naszego Pana! Udowodnijcie swe oddanie wobec niego! — wycelował jeszcze palcem w ich zgraję, kontynuując z niezwykłą powagą. — Jedno z was musi poświęcić coś istotnego dla siebie, abyście wszyscy mogli przejść dalej!
— No dobra — Erika westchnęła tylko i zaczęła podciągać spódnicę swojej sukni, a Arcykapłan na ten widok wytrzeszczył oczy tak, że widać to było nawet pod kapturem jego szaty.
— Drogie dziecię, ale… Ee… Nie przyjmujemy ofiary złożonej z dziewictwa! — zastrzegł od razu, a w jego głos wkradła się nerwowość.
— To dobrze, bo na to jest już nieco za późno — odparła, nie przerywając swojego zajęcia.
Lindberg zdawała się kompletnie nieporuszona tym wszystkim i wciąż majstrowała przy spódnicy, aż w końcu wyciągnęła coś spod jej materiału. Podwiązka. Zsunęła ją ze swojego uda, a teraz podeszła do kapłana i wyciągała ją do niego w oferującym geście.
— Jest bardzo cenna. Przyniosła mi sporo szczęścia — zapewniła jeszcze aktora, ale ten tylko powiódł wzrokiem po pozostałych.
— Ktoś ma coś innego? — zapytał z nadzieją, ale Erika westchnęła raz jeszcze i wepchnęła mu do ręki podwiązkę, a następnie wyminęła, aby ruszyć w stronę tego przeklętego ołtarza.
RZUT: KLIK
11. Drogę zagradza Wam aktor w szatach Arcykapłana, jedno z Was musi poświęcić coś cennego, żebyście mogli przejść dalej. (+0 pkt)
