in the middle of the night
: sob paź 31, 2026 9:05 pm
Nie chcę, żeby to zabrzmiało niegrzecznie
Ale spadaj już, daj mi luz
Dopiero po chwili poczuła, że boli ją dłoń – po tym, jak pierwsza fala wkurwienia zelżała, wytracając na sile. Gniew ją oślepił, nie myślała racjonalnie. Liczyło się tylko to, żeby go od siebie odsunąć, nieważne jakie poniosłaby koszty. Może właśnie dlatego zamachnęła się na tyle silnie, że faktycznie mógł to poczuć. Z drugiej strony uważała, że to na pewno nie było uderzenie na tyle silne by złamać mu noc. Drobna, kobieca dłoń ledwo co formowała poprawnie pięść, a samo machnięcie nie miało w sobie bokserskiej techniki. Ale przynajmniej jego zaskoczona mina była bezcenna – ktoś powinien uwiecznić ten kadr, żeby mogła myślami jak najczęściej powracać do tej chwili.
Gdzieś głęboko w niej próbowała odezwać się troska, zwłaszcza w momencie, w którym zobaczyła cieknącą po jego nadgarstku krew. Nie chciała by następstwa tego sierpowego był poważne, ale z drugiej strony uważała, że dostał dokładnie to na co zasłużył. Nie powinna mu współczuć nawet trochę. Za głupotę się płaci, musiał mieć tego świadomość, żeby nie popełnić tego samego błędu w przyszłości.
Nie przyglądała mu się ze szczególnym zaciekawieniem, gdy z koszuli próbował zrobić prowizoryczny opatrunek. Był dużym chłopcem, powinien sobie poradzić samodzielnie. A ona wciąż była urażona, więc nawet nie powinien jej o nic prosić. Przecież nikt nie miałby w sobie tyle czelności--
„Będę potrzebował, żebyś zawiozła mnie do szpitala (...)”
Bezczelny. No typ był, kurwa, bezczelny. To prawie jakby złodziej prosił osobę, którą dopiero co okradł o przysługę. N i e d o c z e k a n i e.
Totalnie zignorowała jego wcześniejszą pochwałę odnośnie wzorowego ciosu, bo trudno było jej myśleć o tym, że nawet w takich okolicznościach próbował doszukiwać się jakichś pozytywów. Przecież jakby chciała to mogłaby go zgłosić za jakąś napaść czy cokolwiek. Oczywiście nie miała zamiaru tego robić, to byłaby już przesada... ale ktoś inny by się nie wahał!
— Ty nie wiesz, ale ja wiem. Usiądziesz sobie, krew w końcu przestanie się sączyć i będziesz mógł normalnie jechać dalej. Wciąż masz sprawne dwie ręce i dwie nogi, nosa nie potrzebujesz do dalszej jazdy — odpowiedziała najspokojniej jak potrafiła, chociaż w jej głosie wciąż dało się wyczuć pewną suchość i poirytowanie całą sytuacją. Jej usta wygiął grymas zniesmaczenia, gdy na niego patrzyła. Jakby próbował zrobić z siebie ofiarę, którą nie był. Nie tego wieczora.
— Wstrząśnienie? Przecież nie uderzyłam tak mocno, nie rób z siebie mięczaka — dodała dość prędko, pozwalając sobie uderzyć w jego męskość. Wiedziała, że zaboli, nawet jeśli nie da tego po sobie poznać. Im większy chłop, tym większy cel. Dużo łatwiej było trafić w czuły punkt.
Prychnęła, gdy tylko usłyszała, że nie może go zostawić. Masakra, jeszcze stawiał jakieś warunki... Nawet powinna go zostawić samego to może zrozumiałby, że faktycznie zrobił coś źle. Bo nie widziała po nim żadnej skruchy. Wręcz miała wrażenie, że na jego twarzy zaraz znów pojawi się ten głupkowany uśmiech, a ona znów będzie miała ochotę zrobić coś, by zetrzeć go z tej buźki.
— Mogę i to zrobię. Magiczne słowo, które znają nawet dzieci jeszcze nie padło — mówiąc to odwróciła się w stronę swojego jednośladu i postąpiła pierwszy krok w jego stronę. Zerknęła na Leviego przez ramię, jakby chciała dać mu znać, że zatrzyma się tylko i wyłącznie jeśli usłyszy z jego ust przepraszam.
— Chyba potrzebujesz podpowiedzi, zaczyna się na „p”...
Kolejny krok. Jej kask był już na wyciagnięcie ręki. Mogła wskoczyć na motor i odjechać. Goodbye cruel world.