Strona 2 z 3
I just wanna decompress
: sob paź 24, 2026 6:45 pm
autor: Hollis Bellamy
Słowa mężczyzny sprawiły, że zrobiło mu się ciepło na sercu. Kolejny raz utwierdził się w przekonaniu, że jego los nie był Tiernanowi obojętny, a jego dobrobyt miał dla niego większe znaczenie, niż przypuszczał. Miło było w końcu znowu mieć w swoim życiu kogoś, dla kogo się liczył.
— Szczerze powiedziawszy, nawet jeśli ostatecznie miałbym zmienić pracę, to wciąż chciałbym móc się z tobą widywać i utrzymywać kontakt — powiedział. — Chciałbym dalej mieć cię blisko przy sobie — dodał. — Poza tobą nie mam już nikogo innego. Jeśli nie miałbym ciebie, to zostałbym kompletnie sam — przyznał i westchnął cicho. Tiernan był jego ostatnią deską ratunku, ale też jedyną osobą, której ufał i na której mógł polegać. Nic więc dziwnego, że nawet jeśli miałby znaleźć pracę gdzie indziej i by się od mężczyzny wyprowadził, to wciąż chciałby móc się z nim widywać, utrzymywać kontakt i chciałby, aby Harcourt był dalej obecny w jego życiu.
— Nie. Mówię, że czaisz się na mnie, żeby mnie niecnie wykorzystać — doprecyzował i zaśmiał się krótko. Być może nie powinni rozmawiać na takie tematy, zważając na specyfikę ich relacji z przeszłości, ale nic nie mógł poradzić na to, że pewne rzeczy po prostu same cisnęły mu się na usta i czuł potrzebę, żeby je powiedzieć Tiernanowi na głos. Poza tym, mężczyzna wcale nie był lepszy, wtórując mu w podobny sposób. — Czyli mówisz, że nie jest to materiał na żonę? — zapytał rozbawiony. — Ale nie dziwię ci się. Też nie potrafiłbym myśleć o kimś takim na poważnie — dodał i pokiwał głową, zgadzając się z nim. Kobieta była też dużo młodsza od Tiernana, a to również mogłoby wzbudzić jakieś niepochlebne komentarze u postronnych osób. Z drugiej strony, domyślał się, że w takiej branży relacje z dużą różnicą wieku nie były aż tak kontrowersyjne, jak mogłoby się wydawać. Zdążył zauważyć, że jak ktoś się wybił i był choć trochę popularny, to z reguły oglądał się za kimś dużo młodszym od siebie. — Nie martw się, nie będę. Nawet by mi to przez głowę nie przeszło — powiedział. — Poza tym, to też nie tak, że w ogóle miałbym z kim. Mam swoje standardy, wiesz? — spojrzał na niego z politowaniem, po chwili lekko się uśmiechając i z rozbawieniem kręcąc głową na boki. To, że z nikim się do tej pory nie umawiał nie oznaczało, że nie miał jakiegoś konkretnego typu faceta, na którego by leciał. Tak jak każdy, miał jakieś tam swoje oczekiwania co do jego wyglądu, wieku i tak dalej. — Hmmm… No to rzeczywiście trochę komplikuje sprawę. W dodatku wypadałoby, żebyśmy ubrali się w coś, co będzie do siebie pasować. Nie mam pomysłu, co mogłoby być na tyle neutralne, żebyśmy nie wyglądali jak idioci — stwierdził i westchnął cicho. Nic mu nie przychodziło do głowy.
— No właśnie. Poza tym, pracujesz w tej branży. Nie masz wyjścia, jak tylko znać się na tym, co jest aktualnie tredny — powiedział, wzruszając lekko ramionami. W przeciwieństwie do Hollisa, Tiernan na pewno był znacznie lepiej zorientowany w tej kwestii. Nic dziwnego, że postanowił się zdać na niego w kwestii wyboru dla siebie ubrań, zwłaszcza tych, które potem będzie nosił w pracy.
— Sorki — uśmiechnął się do niego przepraszająco. Rzeczywiście nie przywiązywał zbyt dużej wagi do tego, jak ubrania ostatecznie na nim leżały. Przełknął nerwowo ślinę, kiedy Tiernan znalazł się tak blisko niego i zaczął poprawiać mu kołnierzyk. Odruchowo też nieco odwrócił głowę, uciekając wzrokiem na bok. Poczuł się dziwnie skrępowany. — Dzięki — uśmiechnął się niepewnie. — Chociaż dziwnie się czuję w takich ciuchach… Jakbym udawał kogoś, kim nie jestem — westchnął. — O, czuję się trochę jak taki chłopiec z dobrego domu — dodał rozbawiony.
Tiernan Harcourt
I just wanna decompress
: ndz paź 25, 2026 7:12 pm
autor: Tiernan Harcourt
Zrobiło mu się naprawdę miło, kiedy Hollis powiedział coś takiego. Już dawno nikt mu nie powiedział, że był dla kogoś ważny, więc zrobiło to na nim spore wrażenie. Sam również nie chciałby ponownie go stracić, zwłaszcza że jego matka już nie żyła i że nie było powodów, dla których miałby go unikać. Teraz mogli się widywać bez żadnych przeszkód.
— Też bym nie chciał cię ponownie stracić — uśmiechnął się do niego delikatnie. — Żałuję, że zniknąłeś z mojego życia, więc jeśli teraz mogę cię mieć w nim ponownie, to chcę, żeby tak było — dodał. Zależało mu na chłopaku. Nie zdawał sobie sprawy z tego, jak bardzo. Pewnie, gdyby nie to, że Hollis postanowił przyjść do jego atelier, to już nigdy nie mieliby ze sobą kontaktu, bo sam z siebie nie próbowałby go odnowić, skoro nie miał pojęcia o śmierci jego matki. — Nie martw się, nie pozwolę na to, żebyś rzeczywiście został sam — obiecał. Było mu go po prostu szkoda i nie chciał, żeby musiał borykać się sam z problemami, zwłaszcza że te w dużej mierze wynikały z tego, jak zachowywała się jego matka.
— Kurwa, przejrzałeś mnie — westchnął ciężko, udając wielce zrezygnowanego. Wykorzystywanie go, to było ostatnie, co by zrobił, a już na pewno nie w taki dwuznaczny sposób. Jakim musiałby być pojebem, gdyby myślał o nim w taki sposób. Z drugiej strony nie mógł zaprzeczyć temu, że czasami zdarzało mu się zawiesić na nim wzrok na trochę za długo albo myśleć o tym, że chłopak wyrósł na naprawdę atrakcyjnego młodego mężczyznę. W tym wszystkim nie pomagała również świadomość tego, że tamten był gejem. — Oj nie, zdecydowanie nie — zaśmiał się i pokręcił głową na boki. Ta dziewczyna była chyba ostatnią osobą, z którą chciałby brać ślub, nie wspominając o tym, że po związku z matką Hollisa miał uraz i raczej niełatwo byłoby mu się przełamać do tego, żeby stworzyć z kimś aż tak stabilny związek. Na pewno bałby się, że znów zostanie zdradzony. — Prawda? — westchnął bezgłośnie. Dziewczyna zdecydowanie nie zachęcała do tego, żeby brać ją na poważnie pod uwagę do tego, żeby z nią być. — To dobrze — skinął lekko głową. Tyle dobrego, że najwyraźniej nie musiał się martwić tą kwestią. — Mówisz, że nikt nie wpadł ci w oko? — zapytał. — To dziwne, skoro masz tak przystojnego szefa — uśmiechnął się do niego zaczepnie. Po chwili jednak dotarło do niego to, co powiedział i od razu odchrząknął, uciekając wzrokiem. Zdecydowanie nie powinien rzucać takimi żartami, bo to nie było na miejscu. — Pomyślę nad tym i dam ci znać. Może jak coś poprzeglądam w internecie, to na coś wpadnę — westchnął ciężko.
— No muszę, muszę. Inaczej nie miałbym szans — zgodził się z nim. Jego praca w dużej mierze polegała na tym, żeby wyszukiwać coraz to nowsze trendy albo samemu je tworzyć. Skłamałby, gdyby powiedział, że nie miał świadomości tego, że sam nieraz wprowadził jakiś trend na rynek. W końcu był znanym projektantem, więc mógł to robić, a inni za nim podążali.
— Nie chciałbym, żebyś się zmuszał do noszenia tego tylko dlatego, że musisz wyglądać w pracy schludnie — odparł. — Bo wyglądasz jak chłopiec z dobrego domu — rozbawiony pokręcił głową na boki. Ponownie do niego podszedł, chwycił go za ramiona i odwrócił przodem do lustra, samemu wbijając wzrok w jego odbicie. — Moim zdaniem wyglądasz naprawdę dobrze, ale jeśli się w tym nie czujesz, to będziemy szukać czegoś innego — uśmiechnął się do jego odbicia.
Hollis Bellamy
I just wanna decompress
: ndz paź 25, 2026 8:04 pm
autor: Hollis Bellamy
Uśmiechnął się delikatnie pod nosem. Tiernan nawet nie zdawał sobie sprawy z tego jak wiele jego słowa znaczyły dla Hollisa. Potrzebował kogoś, kto pokaże mu, że mu na nim zależało i nie był mu obojętny. Chciał znowu poczuć się przez kogoś chciany, a nie jak jakiś odrzutek, który był uważany za problematycznego przez sam fakt tego, że w ogóle istniał. Dokładnie takie wrażenie odnosi już od jakiegoś czasu, zanim jeszcze jego matka tragicznie zginęła w wypadku, który spowodowała.
— Cieszę się — powiedział, bo rzeczywiście, był szczęśliwy z powodu tego, że Harcourt również chciał jego obecności w swoim życiu. — Dobrze zrobiłem, w akcie desperacji przyjeżdżając do twojego atelier. Byłeś moją ostatnią deską ratunku, nie miałem nic do stracenia i ostatecznie dobrze zrobiłem, zwalając ci się na głowę — odparł rozbawiony i pokręcił delikatnie głową na boki. — Dziękuję. To naprawdę wiele dla mnie znaczy — powiedział. Odkąd zamieszkał z Tiernanem odczuwał ogromną ulgę. Jakby ciężki kamień spadł mu z serca. Owszem, nie wszystkie jego problemy były rozwiązane, ale czuł się przy nim bezpiecznie. Codziennie mógł w spokoju zasypiać i rano się budzić, bez ciągłych awantur za drzwiami i lęku, że jemu też się oberwie.
— Ha. Wydało się — zaśmiał się cicho i pokręcił głową na boki. Dobrze, że obaj zdawali sobie sprawę z tego, że tylko tak ż a r t o w a l i, bo inaczej zrobiłoby się między nimi naprawdę niezręcznie. Właściwie, nawet cieszyło go to, że najwyraźniej oboje czuli się w swoim towarzystwie na tyle swobodnie, żeby pozwolić sobie na rzucanie takimi tekstami i nie czuć się przy tym niekomfortowo. To wiele dla niego znaczyło. Nie chciał, żeby Harcourt czuł się w jego obecności skrępowany. — Cóż. W takim razie oby nie była to kwestia tego, że chce cię poderwać, bo biedna skończy ze złamanym sercem — westchnął teatralnie, jakby rzeczywiście go to zmartwiło. Tak naprawdę, nie obchodziło go to ani trochę i wolałby, żeby dziewczyna trzymała się od mężczyzny z daleka. — Prawda — potwierdził i kiwnął lekko głową. Na jego kolejne pytanie wydał z siebie cichy pomruk. Nie spodziewał się takiego pytania, ale na jego ustach praktycznie od razu pojawił się zaczepny uśmiech. — Szefa nie brałem pod uwagę, bo nie zakładam, że miałbym u niego szansę. Powinienem jednak brać? — zapytał. Nie byłby sobą, gdyby nie postanowił pociągnąć tego dalej i podroczyć się z mężczyzną. Zwłaszcza, kiedy to Tiernan sam zaczął. — Jasne — odparł i skinął głową.
— No właśnie — skwitował. Jakby nie było, mężczyzna musiał nadążać za trendami, jeśli chciał się utrzymać na topie. Wychodził również z założenia, że zapewne niektóre z nich nawet sam zaczynał, bo nie byłby zaskoczony, gdyby rzeczywiście tak było. Po tym jak zaczął pracę w jego atelier i zaczął nieco więcej czytać w internecie o jego kolekcjach oraz osiągnięciach, to był w stanie sobie wywnioskować, że niektóre z nich rzeczywiście zapoczątkowały pewne trendy.
— Nie no, to nie od razu tak, że do czegokolwiek bym się zmuszał… — powiedział od razu. Nie chciał, żeby Harcourt pomyślał sobie, że nie podobało mu się to co miał na sobie, bo nie uważał, żeby źle w tym wyglądał. — No właśnie. Daleko mi do takiego — stwierdził i westchnął cicho. Gdy Tiernan odwrócił go przodem w stronę lustra, zawiesił spojrzenie na swoim odbiciu. — Nie uważam, żebym wyglądał źle i to nie tak, że źle się w tym czuję, tylko… — urwał. — Po prostu nie przywykłem do noszenia takich ubrań. Większość mojej garderoby to koszulki i dżinsy z lumpeksu, które lata świetności mają już dawno za sobą… — powiedział.
Tiernan Harcourt
I just wanna decompress
: pn paź 26, 2026 6:41 am
autor: Tiernan Harcourt
— Tak. Zrobiłeś bardzo dobrze — odparł, zgadzając się z nim. — Czasami trzeba wziąć sprawy w swoje ręce i postawić kogoś pod ścianą, nie pozostawiając mu za dużego wyboru, żeby zawalczyć o siebie i swoje dobro. Dokładnie to zrobiłeś. Na całe szczęście — uśmiechnął się do niego. Pewnie gdyby nie to, że Hollis do niego osobiście przyszedł, to nigdy by od niego nie odebrał i nie odpisywałby mu na wiadomości. Jak jednak mógłby go wyrzucić na zbity pysk, wiedząc już, jakie piekło zgotowali mu jego matka i jej partner? Chłopak nie był mu obojętny i patrzenie na jego krzywdę po prostu sprawiało mu przykrość. Nie chciał, żeby musiał się użerać z kimś takim, jak były partner jego matki, z którym przyszło mu mieszkać. — Nie ma o czym gadać — podsumował i pokręcił głową na boki. Przyjął go pod swój dach, dał pracę i tyle na temat. Nie uważał, żeby trzeba było się nad tym jakoś szczególnie rozwodzić. Miał tylko nadzieję, że dobrze mu się u niego mieszkało i pracowało.
— Przyłapany na gorącym uczynku — zaśmiał się. Na szczęście to były tylko takie żarty, bo nie miał zamiaru w żaden sposób go wykorzystywać. Nie był kutasem bez serca, żeby czerpać korzyści z jego nieszczęścia, a przynajmniej z takiego założenia wychodził. Nie przeszło mu przez głowę, żeby czegokolwiek chcieć od niego w zamian za to wszystko, ale jak się potoczy przyszłość, tego nikt nie wiedział. Równie dobrze w pewnym momencie mógłby uznać, że jednak coś mu się należało. Nie był święty, miał swoje za uszami. — I szczerze? Wisiałoby mi to, czy bym je złamał. To nie tak, że jest dla mnie kimś ważnym albo że nie byłbym w stanie jej zastąpić nikim innym. To zwykła sprzedawczyni. Jasne, dobra w tym, co robi, ale nadal tylko nic nieznaczący pionek — wzruszył lekko ramionami. Może to było trochę okrutne, że w taki sposób podchodził do swoich pracowników, ale naprawdę nie uważał, żeby ktokolwiek był tam tak wyjątkowy, że nie dałoby się go zastąpić. Jasne, wolał mieć stałą ekipę, ale jeśli coś by się odwaliło, to nie tak, że miałby jakieś skrupuły, żeby kogoś wyrzucić. — No nie wiem, nie wiem — zaczął i uśmiechnął się do niego zaczepnie. — A nie wydaje ci się, że jest całkiem atrakcyjny? — dodał i wywrócił oczami, by po chwili westchnąć zrezygnowany, jakby wiele kosztowało go to, że musiał się dopominać komplementów. Prawda była taka, że gdyby nie relacja, która ich łączyła w przeszłości, to na pewno próbowałby swoich sił, bo Hollis był w jego typie i nie miałby nic przeciwko temu, żeby łączyło ich coś więcej.
— To dobrze, bo nie chciałbym, żebyś czuł się źle w czymś, w czym wyglądasz naprawdę dobrze — uśmiechnął się do niego delikatnie. Uważał, że chłopak prezentował się w takim wydaniu wyjątkowo ładnie i że naprawdę pasował mu taki styl. W połączeniu z tą uroczą buźką wyglądał na grzecznego i przykładnego chłopca z dobrego domu. Kto by na to nie poleciał? — Teraz już jesteś chłopcem z dobrego domu — zażartował. Skoro mieszkali razem i mógł się cieszyć jego opieką i tym, że się nim po części zajmował, to mógł powiedzieć, że był z tego dobrego domu. — W takim razie nie pozostaje ci nic innego, jak tylko przywyknąć, bo na pewno nie pozwolę na to, żebyś chodził w ciuchach z lumpeksów. Skoro masz być ze mną kojarzony, to masz chodzić w markowych, dobrze dobranych ubraniach — powiedział poważnym tonem. Przeniósł jedną z dłoni na jego głowę, żeby zmierzwić mu włosy. — Przymierz następne — polecił, po czym odsunął się od niego i z powrotem wsparł się o ścianę naprzeciwko.
Hollis Bellamy
I just wanna decompress
: wt paź 27, 2026 2:10 pm
autor: Hollis Bellamy
Pokiwał głową, zgadzając się z jego słowami. Również uważał, że dobrze postąpił, podejmując decyzję o tym, aby osobiście zawitać do atelier mężczyzny i zażądać spotkania z nim. Na szczęście, Tiernan się zgodził, a dzięki temu miał teraz dach nad głową i pracę. Chyba lepszego wyjścia z tej sytuacji nie mógł sobie wymarzyć. Idealnie by było, gdyby jeszcze nie miał długów swojej matki, które musiał spłacić. Z tyłu głowy wciąż o tym pamiętał i ciągle zastanawiał się nad tym jak ten problem należy rozwiązać. Naprawdę nie chciał, żeby ktoś kiedyś zrobił mu krzywdę, bo nie dostał swoich pieniędzy. — Jest — mruknął cicho pod nosem, nie drążąc już jednak dalej tematu. Nic dziwnego, że był Harcourtowi wdzięczny za pomoc, którą mu zaoferował. Nawet nie chciał myśleć co by się z nim stało, gdyby jednak mężczyzna odesłał go z kwitkiem.
— Następnym razem musisz się bardziej przyłożyć do bycia dyskretnym — stwierdził i puścił mu oczko, uśmiechając się delikatnie pod nosem. Trochę to było dziwne, że rozmawiali w taki sposób, ale skoro żadnemu z nich to nie przeszkadzało i obaj byli świadomi tego, że to tylko takie żarty, to nie było się czym przejmować. — No tak. Domyślam się, że raczej nie jest nie wiadomo kim. Na pewno łatwo znalazłbyś kogoś na jej miejsce, zwłaszcza, że twoje atelier jest takie popularne — przyznał. Jeśli ktoś interesował się modą, to na pewno znał nazwę atelier i nazwisko jego właściciela. Zapewne było wiele osób, które też chciały pracować w tej branży i które chętnie zostałyby nawet sprzedawcą, jeśli Harcourt byłby skłonny im zaoferować pracę u siebie. — No… Nie da się zaprzeczyć temu, że jest — stwierdził i odchrząknął cicho, nieco zakłopotany. Dziwnie było mu przyznawać coś takiego na głos, zwłaszcza, że mężczyzna wiedział o jego orientacji i zdawał sobie sprawę z tego, że Hollis był gejem. Miał nadzieję, że nie pomyśli sobie nie wiadomo czego i nie poczuje się przez to niezręcznie. Od zawsze uważał Tiernana za naprawdę atrakcyjnego mężczyznę i miał wrażenie, że teraz Harcourt wyglądał tylko jeszcze lepiej. Jak widać, nie miał zamiaru tego ukrywać.
— Skoro uważasz, że wyglądam dobrze, to chyba nie mam się do czego przyczepić — stwierdził i uśmiechnął się delikatnie. Sam też nie uważał, że wyglądał niekorzystnie. Po prostu miał wrażenie, jakby taki ubiór do niego nie pasował, ale z drugiej strony to nie tak, że kiedykolwiek mógł pozwolić sobie na noszenie takich rzeczy. — W sumie… Chyba rzeczywiście można tak powiedzieć — przyznał mu rację i pokiwał głową. Mieszkał z Tiernanem i niczego mu nie brakowało, więc musiał się z nim w tej kwestii zgodzić. Mężczyzna odpowiednio o niego dbał i czuł się u niego naprawdę dobrze. W końcu miał wrażenie, że żył w normalny sposób, a nie walczył każdego dnia o przetrwanie. — Domyślam się, że nie pozwolisz mi chodzić w byle czym — stwierdził i przewrócił oczami. Nie bez powodu Tiernan zabrał go na te zakupy. Jakby w ogóle obok niego wyglądał w zwykłym starym t-shircie, dżinsach i byle jakiej bluzie? Tym bardziej, że Harcourt zawsze prezentował się nienagannie. Zamarł na krótką chwilę, gdy mężczyzna zmierzwił jego włosy. Odchrząknął cicho i kiwnął głową w odpowiedzi na kolejne słowa Tiernana. Zamknął za nim drzwi, rozebrał się z ubrań i założył kolejną parę spodni oraz koszulę. Z zapięciem tej miał jednak niemały problem.
— Nie mogę zapiąć guzików. Otwory są za ciasne… — powiedział i westchnął cicho. Przecież nie pokaże mu się wyglądając w ten sposób. Chwilę się jeszcze siłował, ale zaraz przeklął cicho pod nosem. — No nie dam rady — odparł, nieco bardziej sfrustrowany.
Tiernan Harcourt
I just wanna decompress
: śr paź 28, 2026 9:03 am
autor: Tiernan Harcourt
Westchnął krótko i pokręcił głową na boki, uśmiechając się do siebie pod nosem. Jasne, rozumiał, że chłopak był mu wdzięczny za to wszystko, co dla niego robił, ale naprawdę nie uważał, żeby to był jakiś big deal. Czuł, że po prostu tak należało zrobić i tyle. Nie było sensu się nad tym za bardzo zastanawiać, tak samo jak nad tym, że wcześniej olewał jego wiadomości i telefony, unikając kontaktu z nim.
— Dobrze, wezmę sobie tę radę do serca — zaśmiał się. W życiu by nie pomyślał, że będzie tak żartował akurat z nim, ale skoro oboje najwyraźniej zdawali sobie sprawę z tego, że to były tylko takie żarty, to nie było w tym nic złego. Jasne, mogło to być trochę dziwne i dla kogoś postronnego mogło wyglądać nawet na flirt, ale oboje wiedzieli, że to było od tego dalekie. — Otóż to — skinął lekko głową. — Nawet jeśli jest dobra w tym, co robi, to nie znaczy, że nie mógłbym trafić na kogoś z takim samym drygiem do sprzedaży albo nawet większym. No i chętnych do pracy u mnie na pewno by nie brakowało. Jak wystawiam jakieś ogłoszenie, to CV mogę liczyć w setkach — dodał. Nie chwalił się, ale schlebiało mu to, że tak dużo osób chciało dla niego pracować. To było przyjemne mieć świadomość, że jego atelier było tak znane i cenione, że ludzie walili do niego drzwiami i oknami nawet na zwykłe stanowisko sprzedawcy. Nawet nie płacił jakoś szczególnie dużo. Uniósł kącik ust w triumfalnym uśmiechu, kiedy Hollis przyznał, że był przystojny. Spodobało mu się to, że chłopak go za takiego uważał, choć wiedział, że nie szło za tym nic więcej. — Przekażę mu to. Na pewno będzie zadowolony z tego, że taki atrakcyjny chłopak ma go za przystojnego — powiedział. Trochę nieświadomie rzucił tym, że Hollis był dla niego atrakcyjny, ale chyba nie powinien mówić mu takich rzeczy, żeby zaraz nie było między nimi jakichś niedomówień. Nie chciałby przecież, żeby Bellamy zaczął sobie myśleć, że go podrywał, bo był od tego daleki.
— Nie, zdecydowanie nie ma — uśmiechnął się do niego delikatnie. Sam uważał, że chłopak prezentował się w takim wydaniu wyjątkowo korzystnie i nie miałby nic przeciwko temu, żeby oglądać go codziennie w takim stroju. Na pewno też lepiej by pasował do atelier, gdyby chodził właśnie w takich ubraniach. Te, które miał teraz, wołały o pomstę do nieba. — Tak, można — zaśmiał się. Szkoda tylko, że mógł tego doświadczyć dopiero jako dorosły. Gdyby ich losy potoczyły się inaczej, a jego matka zostałaby żoną Tiernana, to Hollis nie musiałby się martwić o żadne problemy finansowe i rzeczywiście można by powiedzieć, że już wtedy był z dobrego domu. Niestety, ale jedna decyzja kobiety przekreśliła to wszystko. — Nie ma nawet takiej opcji — pokręcił głową na boki. — Skoro każdy chodzi u mnie ładnie ubrany, to nie możesz odstawać, nawet jeśli jesteś tylko chłopcem na posyłki — dodał. Nie mógł pozwolić na to, żeby jakiś klient go przyuważał, jak ten gdzieś przemykał, kiedy nie miał na sobie odpowiednich ubrań.
Czekał, aż chłopak się przebierze. Zwrócił uwagę na to, że trochę mu z tym schodzi i zaraz dowiedział się, o co chodziło i w czym leżał problem. Podszedł do drzwi, zapukał, po czym wszedł do kabiny, zamykając za sobą drzwi.
— Pomogę ci — powiedział po prostu, po czym zaczął zapinać guziki koszuli. W ogóle się nie zastanawiał nad tym, czy mogłoby to być dla niego niezręczne. Gdy się z tym uporał, poprawił mu koszulę na ramionach, a potem kołnierzyk. Zaraz również sięgnął do jego ust, żeby kciukiem zgarnąć z ich kącika jakiś zbłąkany okruszek. Dopiero po chwili dotarło do niego, jak to mogło wyglądać, więc odchrząknął i odwrócił na moment wzrok. — Miałeś okruszek po śniadaniu — powiedział zaraz.
Hollis Bellamy
I just wanna decompress
: śr paź 28, 2026 2:10 pm
autor: Hollis Bellamy
Uśmiechnął się i skinął rozbawiony głową na jego słowa. Trochę to podchodziło pod flirt, ale starał się nie myśleć o tym w taki sposób, bo przecież nie było szans, żeby mężczyzna postrzegał go w takich kategoriach. To, że on sam był gejem i podobali mu się faceci nie oznaczało, że Tiernan mógł mieć podobne ciągoty. Tak właściwie, nie miał żadnych podstaw do tego, żeby podejrzewać go o takie rzeczy. W końcu Harcourt umawiał się z jego matką, więc po prostu miał go za heteroseksualnego. Tym bardziej z tego powodu uważał, że po prostu to były takie niewinne żarty.
— No właśnie — pokiwał głową. — Byleby tylko nie znalazł się ktoś chętny na bycie twoim asystentem, bo wtedy się pogniewamy — stwierdził, zupełnie jakby ta posada była zaklepana dla niego. Na ten moment sam tak do końca nie wiedział jaką tak właściwie pełnił rolę w atelier Tiernana, bo tak trochę był od wszystkiego. Skłamałby jednak, gdyby powiedział, że nie chciał pracować bezpośrednio tylko dla mężczyzny i zostać jego prywatnym asystentem. Trochę irytowało go to, że każdy w atelier rozstawiał go po kątach i mówił mu co ma robić. Oczywiście, w żaden sposób nie dawał tego po sobie poznać. — Atrakcyjny i młody — doprecyzował. — Tylko niech pamięta, że romanse w pracy nie przystoją. Zwłaszcza ze swoimi podwładnymi — dodał rozbawiony i uśmiechnął się delikatnie.
— Dzięki — mruknął. Logiczne, że miło było słyszeć, że dobrze wyglądał. Sam nie był pewien co do tego, czy prezentował się dobrze, ale skoro Tiernan twierdził, że tak było, to nie miał zamiaru kwestionować jego słów. Cieszyło go to, że udało im się znaleźć coś, w czym świetnie wyglądał i mężczyzna uważał, że mu pasowało. — Kto by pomyślał, że moje życie z dnia na dzień tak diametralnie się zmieni — westchnął sobie cicho i pokręcił lekko głową. Był o krok od skończenia na ulicy, a teraz miał dach nad głową, pracę i warunki, o których wcześniej nawet nie śmiał marzyć. — No właśnie — skwitował i kiwnął delikatnie głową. — Nie, nie mogę — przyznał mu rację i tym razem pokręcił głową na boki. Musiał się prezentować równie dobrze co cała reszta pracowników, niezależnie od tego czym się w atelier zajmował.
Gdy Tiernan zapukał do drzwi kabiny, odruchowo nieco się odsunął. Domyślił się, że mężczyzna chciał wejść do środka i mu pomóc. Miał nadzieję, że jemu łatwiej pójdzie zapięcie tej koszuli. Sam rzadko nosił takie ubrania, więc może po prostu nie miał wprawy w takich rzeczach jak głupie zapinanie guzików w koszuli.
— Dzięki — odparł. Dziwnie się czuł, gdy Tiernan zaczął zapinać guziki. Stał jak kołek, wpatrując się w jego twarz i nie mając pojęcia co powinien o tym myśleć. Z jednej strony nie potrafił czuć się w taki sposób, ale z drugiej miał przed sobą takiego atrakcyjnego mężczyznę, który w dodatku stał tak blisko niego i go dotykał. Wpatrywał się w jego twarz, kiedy Harcourt zapinał guzik za guzikiem i dopiero gdy skończył, odwrócił wzrok na bok i odchrząknął cicho, nieco zakłopotany. Na pewno nie spodziewał się takiego gestu, który mężczyzna wykonał wobec niego po tym jak poprawił kołnierzyk koszuli. Zamrugał kilkakrotnie i poczuł przyjemne motylki w brzuchu. — Jasne, dzięki — powiedział i sięgnął ręką do twarzy, żeby otrzeć wierzchem dłoni usta. — Nie spojrzałem w lustro przed wyjściem — odchrząknął cicho. Sięgnął po kolejny sweter i nałożył go na siebie, po czym odsunął się nieco od Tiernana. — I jak? — zapytał.
Tiernan Harcourt
I just wanna decompress
: czw paź 29, 2026 8:43 am
autor: Tiernan Harcourt
— Aż tak bardzo zależy ci na tej posadzie? — zapytał. — W takim razie musisz się jakoś wykazać — dodał i uśmiechnął się do niego zaczepnie. Zaraz jednak się zaśmiał. — Zobaczymy, jak to będzie, ale masz spore szanse na to, żeby rzeczywiście wskoczyć na tę posadę — puścił mu oczko. Już od jakiegoś czasu zastanawiał się nad tym, czy nie wziąć sobie jakiegoś prywatnego asystenta. Kiedyś nawet jednego miał, ale stało się coś niezbyt przyjemnego i trochę zraził się do tego, żeby kogoś aż tak awansować. Hollisa znał i wiedział, że ten nie będzie próbował żadnych sztuczek, a co za tym idzie, że mógłby spokojnie na nim polegać. — Mówisz, że to ma aż takie znaczenie? — zapytał i uniósł kącik ust w łobuzerskim uśmieszku. — Tak, tak. Świetnie o tym pamięta. Nie musisz się o to martwić. Z drugiej strony może taki zakazany romans by go kręcił? — powiedział jak gdyby nigdy nic. Nie planował go podrywać i nie chciał, żeby łączyło ich coś więcej, ale nie mógł sobie darować takich tekstów. Zdecydowanie nie powinni żartować sobie w taki sposób, bo to było po prostu nie na miejscu, biorąc pod uwagę relację, która ich łączyła.
— Widzisz, jaki czasami los bywa przewrotny — uśmiechnął się do niego delikatnie. — Cieszę się, że mogę dać ci to wszystko, czego nie mogłeś uświadczyć ze swoją matką i jej gachem — dodał. Zależało mu na tym, żeby Hollis od teraz dobrze żył i żeby był szczęśliwy i niczego mu nie brakowało. Nie chciałby, żeby ponownie musiał przechodzić przez coś podobnego do tego, co zafundowała mu matka i jej chłopak. Było mu głupio, że wcześniej nie zainteresował się jego losem, ale nie chciał się nad tym za bardzo zastanawiać. Miał przecież swoje powody do tego, żeby nie utrzymywać z nim kontaktu. — Cieszę się, że to dla ciebie nie problem, żeby ubierać się trochę bardziej elegancko przez wzgląd na pracę — powiedział. Nie chciał, żeby chłopak się do tego zmuszał, bo zależało mu na tym, żeby dobrze się ze sobą czuł. Jasne, nie przywykł do noszenia takich ubrań, ale nie zmieniało to faktu, że musiał się dobrze prezentować.
— Nie ma problemu. Służę pomocą — zaśmiał się. Sam nie uważał, że to było dziwne i nie zauważył, że Hollis był nieco zakłopotany tym, co robił. Przecież nie działo się między nimi nic niezwykłego. Ot, chciał mu pomóc założyć na siebie koszulę. Pokręcił lekko głową, uśmiechając się do siebie pod nosem na to jego podziękowanie, jakby chciał mu dać w ten sposób do zrozumienia, że to nic takiego. — Zdarza się najlepszym — powiedział. Odsunął się nieco, żeby móc lepiej mu się przyjrzeć. — Jest super — podsumował i uśmiechnął się do niego. Uważał, że w takim wydaniu Hollis prezentował się naprawdę dobrze.
— Przebierz się i pójdziemy dalej. Są jeszcze inne sklepy, do których chciałbym cię dzisiaj zabrać — stwierdził. Przez chwilę mu się przyglądał, jakby jeszcze chciał coś powiedzieć, ale w końcu wyszedł z przymierzalni. Westchnął sobie pod nosem i ponownie stanął przed przymierzalnią, czekając na to, aż chłopak się przebierze i wyjdzie.
Hollis Bellamy
I just wanna decompress
: czw paź 29, 2026 11:39 am
autor: Hollis Bellamy
Zmarszczył brwi, kiedy mężczyzna powiedział, że musiał się wykazać. Nie miał pojęcia w jaki sposób miałby to zrobić, zwłaszcza, że uważał, że już teraz był naprawdę robotny. Na początku od czasu do czasu zdarzało mu się popełniać jakieś błędy, ale w końcu nauczył się wszystkiego i teraz raczej nie miało to miejsca.
— Co masz przez to na myśli…? — dopytał. Jeśli musiał się bardziej przyłożyć czy zrobić coś extra, żeby zapracować sobie na posadę prywatnego asystenta Tiernana, to dobrze by było wiedzieć, czego tak właściwie mężczyzna od niego oczekiwał. — Świetnie. Miło mi to słyszeć. Możesz być pewien, że na pewno byś się na mnie nie zawiódł — powiedział i uśmiechnął się do niego delikatnie. Jeśli mógł, to chciał go trochę zachęcić do podjęcia decyzji. Miał nadzieję, że Harcourt był świadom tego, że mógł mu zaufać i na pewno by się bardzo przykładał, gdyby pozwolił mu zostać swoim asystentem. — Nie wiem. Chyba ma. Kto w jego wieku nie chciałby się podobać młodym atrakcyjnym chłopcom? — zapytał, nie zdając sobie sprawy z tego, że poniekąd właśnie zasugerował Tiernanowi, że mu się podobał. Tylko nawet nie mógł temu zaprzeczyć, bo rzeczywiście tak było. Starał się nie patrzeć na niego w ten sposób, bo było to dziwne, ale nic nie mógł poradzić na to, że tak go postrzegał. Wciąż był młodym chłopakiem, który nigdy z nikim się nie umawiał i w dodatku był gejem. To normalne, że atrakcyjni mężczyźni mu się podobali. — Hmmm… Mówisz, że za mało ma wrażeń w życiu, że skusiłby się na sekretny romans w pracy? — zapytał i posłał mu zaczepny uśmiech. Teraz był ciekaw, czy Tiernan rzeczywiście pozwoliłby sobie na taką relację z którymś ze swoim pracowników. — Och, no i tak właściwie… Mam rozumieć, że szef gustuje również w mężczyznach? — zapytał, bo właśnie go oświeciło. Dopiero teraz do niego dotarło, jak to wszystko brzmiało.
— Widzę. I dobrze, że taki bywa — stwierdził. Cieszył się, że jego życie ostatecznie potoczyło się właśnie w taki sposób. W końcu mógł odetchnąć i odsapnąć od tego wszystkiego, co fundował mu partner matki w domu. Na początku nawet było mu trochę dziwnie ze świadomością, że nie musiał chodzić po domu na palcach i nie zasypiał codziennie z lękiem o to, co go czeka następnego dnia. — A ja cieszę się, że w ogóle chcesz mi to dać — odparł. W końcu mężczyzna nic nie musiał, robił to wszystko tylko i wyłącznie dlatego, że po prostu chciał mu pomóc. Wiedział jednak, że Harcourt nie był złym człowiekiem, więc nie powinno go to dziwić. — A czemu miałby być? Wiele miejsc pracy ma określony dress code, nie jest to nic nadzwyczajnego — wzruszył lekko ramionami. Taka już była kolej rzeczy, że czasami było trzeba się ubierać adekwatnie do miejsca, w którym się pracowało.
Odetchnął głęboko. Już pomijając fakt, że mężczyzna zapinał mu koszulę, to nie można było zapomnieć o tym, że stał przed nim z odsłoniętym torsem i brzuchem. Niby obaj byli mężczyznami, więc nie powinno go to krępować, ale przez wzgląd na ich wcześniejszą rozmowę i te wszystkie ich żarciki, czuł się po prostu nieco niezręcznie przez to, że znalazł się z Tiernanem w takiej sytuacji. — No właśnie — skwitował i uśmiechnął się delikatnie. — To dobrze. W takim razie chyba wygląda na to, że możemy wziąć wszystko — stwierdził. Cieszył się, że tak łatwo z tym poszło.
— Okej — skinął lekko głową. Wpatrywał się w niego, gdy mężczyzna tak stał, jakby nie mógł się zdecydować, czy chce wyjść. W końcu jednak to zrobił, a gdy tylko drzwi kabiny się za nim zamknęły, Hollis zaczął się rozbierać. Założył na siebie z powrotem swoje ubrania, zgarnął te które mieli zamiar kupić, po czym wyszedł z przymierzalni i razem z mężczyzną ruszył w kierunku kasy.
Tiernan Harcourt
I just wanna decompress
: pt paź 30, 2026 8:37 am
autor: Tiernan Harcourt
— Nic konkretnego — powiedział i pokręcił lekko głową na boki. — Po prostu zależy mi na tym, żeby taki potencjalny asystent wiedział, co i jak. Nie to, żebyś teraz się nie starał, bo to robisz i naprawdę to doceniam, ale chyba jeszcze trochę musisz pozasuwać jak zwykły pracownik — uśmiechnął się do niego zaczepnie. Tak naprawdę to już podjął decyzję o tym, że Hollis zostanie jego prywatnym asystentem, ale nie chciał go tak od razu awansować przez wzgląd na to, jakby to mogło wyglądać. Przecież w atelier była masa innych pracowników, którzy samym swoim stażem zasłużyliby na takie wyróżnienie. Nikt jednak nie był mu tak bliski i nikomu tak bardzo nie ufał jak Hollisowi. — W takim razie to chyba będzie najlepszy wybór — puścił mu oczko. Chciał go jakoś wyróżnić, bo uważał, że po prostu mu się to od niego należało. No i dzięki temu bez obaw będzie mógł mu dać podwyżkę, żeby ten mógł się odbić od dna i zacząć spłacać długi swojej matki. Nadal miał to z tyłu głowy i skłamałby, gdyby powiedział, że w ogóle go to nie martwiło. — Myślę, że każdy lubi być uważany za atrakcyjnego, niezależnie od płci i orientacji — powiedział i pokręcił lekko głową na boki. Nie powie mu przecież wprost, że schlebiałoby mu to, gdyby Hollis na niego leciał, bo to byłoby po prostu trochę dziwne. Nie spodziewał się takiego pytania i w pierwszej chwili tylko zamrugał kilkukrotnie, bo nie wiedział, jak miał odpowiedzieć. Czuł jednak, że nie powinien go w tej kwestii okłamywać, zwłaszcza że Hollis sam się na niego otworzył. — Tak, dokładnie to masz rozumieć — odparł w końcu. Dziwnie mu było z myślą, że teraz chłopak będzie miał świadomość tego, że był biseksualny. No i zapewne teraz istniała szansa na to, że będzie doszukiwał się w tych ich żartach drugiego dna, którego tak naprawdę tam nie było.
— W tym przypadku wyszło to na dobre — przyznał. Cieszył się, że ostatecznie zdecydował się go przyjąć pod swój dach i dać pracę, bo bez tego Hollis zapewne by sobie nie poradził. Był jego ostatnią deską ratunku i nie do końca wiedział, jak powinien się z tym czuć. Świadomość tego, że jego dobrobyt zależy od jego humoru, był w dziwny sposób przyjemny. Lubił mieć władzę nad innymi ludźmi i nigdy się z tym nie krył. — Nie ma za co. Po prostu ci się to należy po tym, jak zniknąłem z twojego życia — westchnął. Chciał, żeby chłopak w końcu miał dom, w którym czuł się bezpiecznie i w którym było mu dobrze. Czuł się cholernie winny temu, że zostawił go na pastwę matki i jej gacha, choć nie powinien sobie tego wyrzucać. To nie było wcale takie dziwne, że po rozstaniu przez zdradę chciał się odciąć całkowicie od niej i jej syna. Nie miał powodów, dla których miałby utrzymywać z nimi kontakt. — Dobrze, że to rozumiesz — powiedział. Niektórzy mieli z tym ewidentny problem, ale na szczęście wyglądało na to, że Hollis nie zaliczał się do tej grupy.
— Okej — podsumował. Ulżyło mu, że chłopak nie miał nic przeciwko temu, żeby wskoczyć w takie ubrania, zwłaszcza że uważał, że ten prezentował się w takim wydaniu naprawdę dobrze. Szkoda by było, gdyby taki potencjał marnował się na stare lumpy.
Poczekał, aż Bellamy się przebierze, a gdy wyszedł z przymierzalni z ubraniami, skierowali się do kasy, gdzie zapłacił za wszystko. Ekspedientka zapakowała wszystko i życzyła im miłego dnia. Wziął jedną torbę, drugą wręczył Hollisowi, po czym ruszył do wyjścia. Przeszli kawałek i weszli do kolejnego sklepu, który tym razem miał nieco luźniejsze ubrania.
— To teraz znajdźmy coś, co będzie bardziej twoje — powiedział i wskazał mu ruchem głowy wieszaki, chcąc go w ten sposób zachęcić.
Hollis Bellamy