Strona 2 z 2
the politics of desire: gender, agency and the performance of power
: ndz paź 25, 2026 10:34 am
autor: Sameer Shah
- Młodszego czy starszego? – zapytał od razu. Roześmiał się razem z nią, zadowolony z odkrycia kolejnej rzeczy, którą mogli sobie nawzajem opowiedzieć.
Całkiem podobał mu się ten wieczór.
- No dobrze – Sameer uniósł lekko brwi. – Tylko czy my naprawdę znamy swoje ciała? – przez chwilę wyglądał tak, jakby sam zastanawiał się nad tym pytaniem. – Bo ja nie jestem pewien. Męska seksualność jest sprowadzona do mechaniki. Ma działać. Ma być prosta. Ma być skuteczna. Masz mieć erekcję, masz wiedzieć co zrobić z penisem i masz dojść – wzruszył ramionami. – Nikt szczególnie nie zachęca mężczyzn do zastanawiania się, co właściwie lubią, czego nie lubią, co podnieca ich poza tym najbardziej oczywistym zestawem rzeczy. Orgazm nie oznacza przecież automatycznie tego, że znasz swoją seksualność…
Urwał i przez chwilę nic nie dodawał.
Po prostu jej słuchał.
Patrzył jak macha dłonią, jak z każdą kolejną myślą coraz bardziej się angażuje, jak mówi szybciej, a potem nagle zwalnia, kiedy trafia na coś, co wydaje jej się szczególnie istotne. Była w tym jakaś absurdalna pasja. Nie potrafił się nie uśmiechać.
Przez moment przemknęło mu przez głowę, że Tina prawdopodobnie zaliczyła w swoim życiu więcej orgazmów niż on. Nie powiedział tego.
- To bardzo dużo słów – odezwał się w końcu spokojnie – jak na powiedzenie mi, że ty nigdy nie zapytałaś faceta, czego właściwie chce – w jego głosie nie było wyrzutu, a wszystkiemu towarzyszył lekki uśmiech. Trudno było też uznać to nawet za próbę podważenia jej argumentu. Sameer naprawdę rozumiał, o czym mówiła. Nie zamierzał też udawać, że kobieca seksualność nie była przez lata obudowana znacznie większą liczbą ograniczeń. Po prostu nie do końca wierzył w tę część opowieści, w której mężczyźni tak chętnie udzielali partnerkom instrukcji. Nie wierzył, że ktokolwiek miał tyle jaj, żeby dawać instrukcje j e j.
Słuchał dziewczyny uważnie, choć z każdą kolejną próbą znalezienia przez nią jakiejś zasady zaczynał mieć wrażenie, że oboje mówią o zupełnie różnych rzeczach.
- Ale ja właśnie nie wiem, dlaczego! Nie kocham literatury za jej niedoskonałość. Nie kocham jej za to, że jest wyjątkowa, szczególna albo posiada jakieś właściwości, które pozwalają mi uznać ją za bardziej wartościową. To byłoby przecież absurdalne. Jakby uczucie było rezultatem poprawnie przeprowadzonej analizy porównawczej – na samo sformułowanie „analiza porównawcza” przeszedł go nieprzyjemny dreszcz. Skrzywił się lekko. – Wszystkie jej cechy należą do tego samego obiektu mojego uczucia. Całość istnieje wcześniej niż próba rozłożenia jej na elementy – stwierdził, pewny swojej tezy. Gotowy ciągnąć ją dalej i mówić o ludziach w dokładnie w ten sam sposób, w jaki przed chwilą mówił o literaturze. – A z ludźmi jest dokładnie tak samo. Możemy oczywiście później dopisywać do tego uzasadnienie. Stworzyć sobie piękną narrację o czyimś charakterze, wyjątkowości, inteligencji, sposobie w jaki jej włosy opadają na plecy pod białym tank topem, kiedy odrzuca je do tyłu, gdy się śmieje… - przewrócił oczami i wskazał na nią dłonią, jakby sam właśnie przyłapał się na wyjątkowo kiepskim przykładzie. – No właśnie. O tobie mówię. Nie patrz tak na mnie – zaśmiał się krótko, ale po chwili znów spoważniał. – Tylko to jest raczej interpretacja niż przyczyna. Uczucie pojawia się wcześniej, a później próbujemy nadać sens czemuś co wcale sensu nie potrzebuje.
Jeśli miłość rzeczywiście wynikałaby z tych wszystkich drobnych rzeczy, które się dostrzegało, to musiałaby zniknąć w chwili, w której te rzeczy przestałyby istnieć.
- Oczywiście, że nie chcemy, żebyście były cicho – spojrzał na nią, jakby usłyszał największą bzdurę na świecie. – Jak niby miałybyście wtedy jęczeć i udawać, że jest wam dobrze? – rozbawiony pokręcił głową. – To przecież byłoby skrajnie niepraktyczne…
Roześmiał się, wyraźnie rozbawiony tym, że spośród całej historii jego licealnego związku to właśnie pirackie playlisty uznała za najbardziej obciążający dowód. Było w tym coś bardzo w jej stylu. Uważnie słuchała wszystkiego, co mówił, a potem potrafiła wyciągnąć jeden, pozornie nieistotny szczegół i go nim zaatakować. W głowie Sama powoli zaczynały tworzyć się teorie dotyczące tego czym dziewczyna mogła się zajmować. Czyżby prawo?
- Oczywiście – przyznał z pełną powagą. – Jestem toksycznie męski, a z wiekiem jest tylko gorzej. Ty możesz być inna niż wszystkie dziewczyny, ale ja za to jestem dokładnie taki sam jak wszyscy faceci. A nawet gorszy… - kącik jego ust drgnął. – Chociaż swoją drogą… czy to w ogóle było przestępstwo? Z jakiej racji? Ukradłem coś? – rozłożył ręce. Nie sądził.
Sameer patrzył na brunetkę bez słowa. Nie dlatego, że nie miał odpowiedzi, a dlatego, że w ciągu ostatnich kilkunastu sekund rozmowa zdążyła przejść od „Pięćdziesięciu twarzy Greya” do systemów autorytarnych. – Nie. Czekaj – uniósł dłoń, zatrzymując ją, zanim zdążyła pójść jeszcze dalej. – Nie rozmawiamy o tym, czy możemy ograniczać ludzką autonomię w imię „społecznego dobra”. Nie o tym, czy Jorge powinien jeść cukier. I. na szczęście dla nas wszystkich, nie o tym, czy Tina powinna zostać poddana kontroli państwa – pokręcił głową z rozbawieniem. – Mówię o czymś znacznie prostszym. Dlaczego „biedny człowiek, nie wie, co robi” miałoby być bardziej ludzką reakcja niż śmiech? – kącik jego ust uniósł się lekko. – Można oczywiście założyć że człowiek jest nieświadomy. Że nie widzi jakiejś… obiektywnej prawdy o świecie, która nam została objawiona – spojrzał na moment w górę jakby czekał na wcześniej wspomniane objawienie. – Weźmy Tinę. Uważam, że „Pięćdziesiąt twarzy Greya” to zła książka. Uważam nawet, że można argumentować, że pewne rzeczy, które ta książka robi są szkodliwe. Uważam, że Tina ma fatalny gust. Mogę jej to powiedzieć i mogę się z niej śmiać przez cały wieczór. Ale dlaczego miałbym jej współczuć? To jest bardzo stary sposób rozmawiania z kobietami… A widzisz… Jestem facetem – przypomniał jej, wskazując na siebie. – Przez setki lat mężczyźni doskonale radzili sobie z mówieniem kobietom, czego nie rozumieją, czego naprawdę chcą i co byłoby dla nich lepsze. Naprawdę nie potrzebuję dokładać do tej tradycji własnej cegiełki… - rozłożył ręce. – Więc jeśli Tina kocha Greya, to proszę bardzo. Ma chujowy gust. Ja mam prawo jej to powiedzieć, ona ma prawo powiedzieć mi, że jestem pretensjonalnym dupkiem i wszyscy możemy wrócić do picia – zerknął na stojącą między nimi butelkę. – Poza tym, błagam, rozmawiamy o Tinie. Nie możemy jej po prostu pozwolić być idiotką? – uśmiechnął się szerzej. – Popatrz jak o wiele lepiej przy niej wypadasz!
Roześmiał się, opuszczając na moment głowę. – O Boże… - pokręcił głową z niedowierzaniem, jakby naprawdę nie mógł uwierzyć, że dał się wciągnąć w coś tak absurdalnego. Jednak uśmiech powoli zszedł mu z twarzy, kiedy jego spojrzenie przesunęło się w stronę wyjścia z kuchni.
Rzeczywiście.
Gdyby chciała, mogła stanąć w przejściu i skutecznie utrudnić mu wyjście. Mogła nawet, przy odrobinie dziecinnej złośliwości, po prostu podstawić mu nogę. Nie było to szczególnie imponujące więzienie, ale z pewnością wystarczające. Ponownie spojrzał na nią. Przez sekundę nic nie mówił, aż nagle jego oczy rozszerzyły się w autentycznym przerażeniu, a dłoń powędrowała do ust.
- O. Mój. Boże – pokręcił głową. – Czy ja właśnie sprawiłem, że poczułaś się zobowiązana do wykonywania nieodpłatnej pracy emocjonalnej na rzecz obcego faceta? Przepraszam. Naprawdę!
Uśmiechał się jeszcze, kiedy dziewczyna się roześmiała. Właściwie uśmiechał się już od kilku chwil i nie bardzo wiedział, kiedy dokładnie przestało mu przychodzić do głowy to, żeby ten uśmiech powstrzymywać. – Jestem trochę dotknięty – przyznał miękko. – Znamy się już przecież trochę. Ukradłem ci tylko trochę alkoholu… - przechylił lekko głowę. – Spójrz mi w oczy. Możesz mi zaufać – powiedział to bez zaczepki i przesadnej pewności siebie, prawie łagodnie.
A później dziewczyna westchnęła i uniosła ręce do włosów.
Sameer patrzył na nią, zanim również przypomniał sobie o temperaturze w kuchni. Rzeczywiście było tu absurdalnie gorąco. Powietrze praktycznie się nie poruszało, a kostkarka, zamiast cokolwiek chłodzić, tylko buczała gdzieś obok, jak mały domowy silnik. Jeśli jego siostra zamierzała kiedykolwiek gotować w tej kuchni, czekało ją interesujące zadanie na granicy przetrwania.
Jego myśli wróciły jednak do brunetki. Właściwie nie zdążyły uciec zbyt daleko. Była inteligentna. Zaczepna w ten wyjątkowo satysfakcjonujący sposób, który zamiast irytować, sprawiał, że chciało się odpowiadać jej jeszcze bardziej. Była zabawna. Cholernie zabawna. I, co zaczynało być dla niego coraz trudniejsze do ignorowania, była też cholernie ładna. Kiedy sięgnęła po jego kubek, poczuł zapach jej włosów. Nie potrafił nawet powiedzieć, czy był to szampon, odżywka, czy po prostu ona, ale przez sekundę zastanowił się zupełnie poważnie, czy rzeczywiście mogły być tak miękkie, jak wyglądały. Kolczyk w jej nosie złapał wątłe kuchenne światło. Dostrzegł też tatuaż na jej ręce, którego wcześniej nie zauważył. Zatrzymał na nim wzrok trochę dłużej, oczywiście natychmiast zaczynając zastanawiać się, co mógł oznaczać. Nie zdążył jednak dojść do żadnej sensownej interpretacji, którą później mogłaby potwierdzić albo podsumować jako kompletnie beznadziejną, bo kiedy sięgnęła po jego kubek, jej ciało musnęło jego koszulkę.
Odchrząknął.
Uniósł spojrzenie gdzieś ponad jej ramieniem, jakby nagle bardzo zainteresowała go ściana. Potrzebował siły. Jeśli kiedykolwiek w życiu potrzebował siły, to właśnie teraz. Potrzebował jej, żeby nie zacząć odgrywać sceny rodem z jednego z tych romansów, z których ta dziewczyna prawdopodobnie bezlitośnie się śmiała. Albo, co gorsza, sceny rodem z pornosa, których – co było dla niego oczywiste - nienawidziła.
Obserwował, jak przyciska usta do etykiety, a potem zerknął na pozostawione na niej ślady szminki. – Aaa… - mruknął. – Wcześniej podobało mi się bardziej.
Sięgnął po kostki lodu z kostkarki, wyciągając kilka z nich palcami. – Jezu, ta kostkarka jest beznadziejna – obejrzał jedną z kostek, która niemal natychmiast zaczęła topnieć mu w dłoni. – To jest praktycznie sama woda – wrzucił lód do swojego kubka, a następnie sięgnął po jej szklankę i dorzucił kilka kostek również jej. Z jego palców rzeczywiście zaczęła spływać woda. Spojrzał na własną dłoń. – Widzisz? To nawet nie jest lód. To jest woda, która chwilowo przyjmuje stan stały – powiedział to z pełną powagą. Przez chwilę rzeczywiście skupiając się na kostkarce, lodzie i mokrym blacie. Na czymkolwiek, co nie było jej twarzą, ręką, czy zarzucanymi włosami.
Rozmowa płynęła z tą irytującą łatwością, która sprawiała, że nie pilnował czasu, dystansu ani tego, co robił. Jeszcze kilka minut temu przyszedł tu tylko po drinka, a teraz coraz trudniej było mu uwierzyć, że gdyby dalej pozwolił tej rozmowie płynąć dokładnie w ten sam sposób, to skończyłoby się wyłącznie na balkonie.
W pewnym momencie nie wytrzymałby i musiałby zaproponować jej wyjście z imprezy.
Nawet jeśli miałoby oznaczać to tylko i wyłącznie włóczenie się po Toronto nocą.
Samira Farhadi
the politics of desire: gender, agency and the performance of power
: pn paź 26, 2026 9:45 pm
autor: Samira Farhadi
— Młodszego. Jest dupkiem i kretynem. — Był. Samira się tego nie wstydziła; nie była to w końcu jej wina. A jednak nie miała najmniejszej ochoty na jego temat rozmawiać, miała na to zdecydowanie za dobry humor. W porę ugryzła się w język, nim dodała: jak to na brata przystało. Tak uważała, ale być może nie był to najlepszy moment, aby rozpoczynać tę dyskusję. Tym bardziej że Sam naprawdę nie był zwykłym facetem. Oczywiście musiał być; po prostu nieco lepiej się ukrywał niż reszta. Samira jednak nie wątpiła, że z czasem uda jej się go zdemaskować. A że póki co była od tego daleka i świetnie się przy tym bawiła… O tym nawet nie pomyślała, zbyt pochłonięta rozmową.
— Ojej, chcesz mi powiedzieć, że faceci są tacy biedni, ponieważ nie znają swoich ciał? — Zrobiła smutną minę, pytając wręcz teatralnym tonem. — Minuta ciszy dla męskiej seksualności, czy może po prostu chcesz o tym porozmawiać? — Spytała, nachylając się nieco w jego stronę, a kiedy to zrobiła, w końcu nie wytrzymała i uśmiechnęła się, rozbawiona. — Nie żartuj sobie. Macie swoje porno z milionem kategorii, kształtujecie w ten sposób swoje upodobania już od wczesnych lat nastoletnich. — Uniosła brwi, ale była to tylko chwilowa pauza, bo już po chwili wyciągnęła rękę przed siebie, machając nią, aby pozwolił jej to powiedzieć pierwszej. — I tylko nie mów mi, że to niesprawiedliwie! Że wy jesteście do tego zmuszani, że to nie jest wasz wybór, tylko kultura wam to robi! Nie będę wam współczuła uciśnienia. — Czy pamiętała kiedy i z tym ostatnim razem bawiła się tak dobrze? Nie, ale nie było to ważne.
Roześmiała się głośno i niekontrolowanie, jak przy Shahu zdarzało się to notorycznie.
— Masz mnie! — Przyznała, unosząc ręce w poddańczym geście. Na moment znów zatrzymała na nim spojrzenie podejrzanie długo. Tym razem jednak, kiedy się na tym złapała, zrozumiała, że on też to robił. On też patrzył na nią w ten sposób. Tak samo, jak to robiła ona, przypatrywał się jej, odrobinę zbyt długo patrzył jej w oczy i ostatecznie zawsze wracał do niej wzrokiem, utrzymując ten sam, od początku intensywny kontakt wzrokowy. Ten, od którego Samirze robiło się ciepło, i który sprawiał, że raz za razem znajdowała sposób, aby zmniejszyć dzielący ich dystans.
— Zaraz się okaże, że w ogóle jej nie kochasz! — Odparła z tą samą emfazą, co on, nieustannie w ten sam sposób podekscytowana i gotowa złapać go na gorącym uczynku. — Nie kochasz jej za to, że jest doskonała i najlepsza, nie kochasz jej za jej niedoskonałości… Zaraz mi powiesz, że po prostu kochasz sztukę. Każdą sztukę. A to się nie różni niczym od rodziców, którzy mówią, że tak samo kochają swoje dzieci. Doskonale wiemy, że jest to nic innego, jak kłamstwo. — Ostatnie słowo szczególnie zaakcentowała, patrząc przy tym na niego znacząco. Obydwoje nie byli jedynakami. On miał siostrę, ona brata. Nigdy nie zastanawiała się nad tym, czy w przypadku jej rodziców, kochali któreś ze swoich dzieci bardziej. Kochali je pewnie inaczej. A przede wszystkim obydwojgiem byli tak samo mocno rozczarowani.
Nie przestawała być na nim skupiona. Z tym samym oczekiwaniem wypatrywała jego każdego kolejnego słowa, a jednak, gdy Sameer wspomniał o opadających włosach, na moment zamarła. Szybko wzbudzone podejrzenie zostało momentalnie przez niego potwierdzone, kiedy otwarcie powiedział, że o niej mówił i to w tym kontekście… Samira poczuła, jak zamiera. Wpatrywała się w niego z zastygniętym na ustach uśmiechem. W jej ciele szalało natomiast stado motyli. Na początku wyłącznie łechtały przyjemnie jej żołądek, schodząc w dół do podbrzusza, ale już po chwili, Farhadi poczuła je wszędzie. W swoich odrętwiałych nagle palcach i rękach, w zaskakująco lekkich nogach i przede wszystkim w klatce piersiowej, gdzie nagle jej oddech przyspieszył. Rozmawiali teoretycznie. Ta myśl przyszła do niej nagle, ale ani na moment nie powstrzymała tego rozkosznie przyjemnego uczucia.
Samira zmrużyła oczy, patrząc na niego wręcz oskarżycielsko.
— Z tego wynika, że uczucia są całkowicie przypadkowe. A to oznacza, że kiedy weszłam do tej kuchni i zobaczyliśmy się po raz pierwszy to w dwóch, teoretycznych i najbardziej radykalnych sytuacjach — bo wiadomo, że Samira mówiła wyłącznie teoretycznie. Pomijając przy tym fakt, że od razu go rozpoznała, wiedziała z kim ma do czynienia i miała już swoje emocje z nim związane — mogliśmy albo się znienawidzić, albo się w sobie zakochać. I dopiero kiedy każde z nas stwierdzi już, czy pała nienawiścią, czy miłością, znajduje uzasadnienie. Wychodzi więc na to, że mogę cię zarówno kochać, jak i nienawidzić za to, że zaczaiłeś się na mój gin. — I już miała skończyć swój wywód, ale już po chwili machnęła ręką, dając znać, że nie skończyła i od razu dodała: — Chociaż to złe określenie. Ty się na niego nie zaczaiłeś, to była rabież w czystej postaci! — Oczywiście żartowała. I przede wszystkim nie miała nic przeciwko niej. A kiedy patrzyła na to z perspektywy tej rozmowy, to mogła tylko i wyłącznie dojść do wniosku, że dobrze to wszystko wyszło.
— Och no tak, wybacz, przepraszam, moje — nomen omen — niedomówienie. Wy nie chciecie, żebyśmy były cicho, tylko żebyśmy nie mówiły. — Przyjemnie było powiedzieć te słowa. Przyjemnie było powiedzieć je, patrząc wprost w ciemne oczy mężczyzny, który słuchał jej z takim zainteresowaniem i ciekawością, śpiesząc jej z odpowiedzią na każdą, choćby najmniejszą uwagę.
— Czy to znaczy, że teraz udostępniasz swoim dziewczynom nie tylko muzykę, ale do tego jeszcze filmy i książki? — Spytała, próbując zachować powagę. — No jak to?! Samo pobieranie jest już naruszeniem, nie wspominając właśnie o udostępnianiu! — I oczywiście, wszyscy to robili. A jednak już od lat Samira dbała o tym, aby korzystać z legalnych źródeł, szczególnie jeśli mowa była o literaturze.
— Nie? — Spytała rozczarowana, wcale ów rozczarowania nie ukrywając w tonie swojego głosu. Była to jej własna prowokacja, na którą Sameer spróbował spuścić zasłonę milczenie, a jednak Samira ani myślała mu to ułatwiać. Zrobiła minimalny krok w jego kierunku i przybliżyła do siebie ich twarze. Tym razem, z uwagi na już i tak niewielki dystans, który pomiędzy nimi pozostał, znalazły się naprawdę blisko siebie. Na tyle, że Samira mogłaby przysiąc, że poczuła na skórze ciepło jego oddechu. — A jakbyśmy mogli… — Zniżyła ton do szeptu, jakby pytała go o najskryciej chowaną tajemnicę. — Zrobiłbyś to? — Spytała w końcu. Jeszcze przez chwilę pozostawała blisko niego. Jedna z jej brwi uniosła się nieznaczeni w oczekiwaniu na jego odpowiedź, ale nim Sam zdążył jej udzielić, Sami cofnęła się i dodała już swoim normalnym, pewnym głosem:
— Ja bym zrobiła. — Nie było w jej tonie choćby cienia wahania. Oczy jej błyszczały z zadowolenia i ekscytacji. Słuchała go z zaciekawieniem, nie wchodząc mu w słowo, choć jeszcze zanim zdążył swój wywód, doskonale wiedziała, co będzie chciała powiedzieć. A jednak i tak (co dla Samiry nie było wcale typowe) była ciekawa tego, co miał do powiedzenia i w którą stronę poprowadzi swój wywód.
— Mam dla nas fatalną wiadomość. Robimy dokładnie to samo, ty się śmiejesz, ja ubolewam, a ostatecznie co? — Spytała, choć nie oczekiwała odpowiedzi. Rozłożyła ręce, żeby pokazać, że nie da się na to nic poradzić. — Jest to wynik tego samego poczucia intelektualnej wyższości. — Uniosła brwi, patrząc na niego znacząco. — No dalej, powiedz mi, że śmiech nie jest umniejszający. — Spojrzała na niego wręcz wyzywająco, ale nie trwało to długo, ponieważ już po chwili wyraz jej twarzy diametralnie się zmienił, wyrażając zdumienie przemieszane z oburzeniem. — Oburzenie to jednak nie miało nic wspólnego z prawdziwym oburzeniem, o jakie u Samiry było nadzwyczaj łatwo. I wcale ono nie wyglądało wtedy w taki sposób. — No wiesz co?! Namawiasz mnie do kobiecej rywalizacji? Wiesz ilu facetów mogłoby coś takiego powiedzieć, uważając, że jest to prawdziwy, pełnoprawny komplement?! — Spytała oczywiście retorycznie. Odpowiedź była prosta: zbyt wielu.
Nie wytrzymała. Roześmiała się po raz kolejny. Właściwie ciągle się śmiała, nie potrafiąc i przede wszystkim nie chcąc przestawać. A jednak powstrzymała się przed kolejną salwą, a chwilę poważniejąc, choć jej usta wciąż wygięte były w uśmiechu. Nie umiała przy nim inaczej. Pomachają jednak głową, jej włosy poruszyły się niespokojnie, ale kiedy Samira zatrzymała głowę, utkwiła spojrzenie prosto w ciemnych oczach. Na chwilę zatopiła się w nich całkowicie.
Możesz mi zaufać.
A.J. żartował. Prowadzili wciąż tę samą grę. A jednak Samira na moment rzeczywiście spoważniała, nie pragnąc niczego równie mocno, jak położyć mu dłoń na piersi i powiedzieć, że tak, jemu mogłaby zaufać. Ale nie zrobiła tego. Bo kiedy tylko zdała sobie sprawę z tego, że moment ten trwał odrobinę zbyt długo, wymykając się żartowi, powiedziała w końcu:
— Zaufać mężczyźnie? — To swojej piersi dotknęła, kładąc dłoń w okolicy rozszalałego serca. Czuła pod dłonią, jak jej waliło. — Czy to jakiś performens artystyczny? Nie, nie, ja dziękuję. Ja jestem tylko prostą dziewczyną. — Uśmiechnęła się w końcu, jeszcze przez chwilę na niego patrząc, po czym w końcu, wróciła spojrzeniem do blatu, gdzie czekało na nią zrobienie im drinków.
— Doprawdy? — Spytała, odrobinę ciszej, ale głos na chwilę zdawał jej się ugrząźć w gardle, kiedy odwróciła głowę, aby znów na niego spojrzeć, jakby chciała się upewnić, czy mówił prawdę. A później roześmiała się. Teoretycznie śmiała się z kostkarki, która była beznadziejna, ale w rzeczywistości śmiała się, uwalniając w ten sposób napięcie, które znów zebrało się w jej ciele, domagając się całkowicie innego sposobu na uwolnienie. Śmiała się też, dlatego że była szczęśliwa. Świat zdawał się nie istnieć. Była na najlepszej imprezie w swoim życiu. I jeszcze nigdy nie czuła się tak wspaniale, jak właśnie teraz. Z nim. W tej cholernie gorącej kuchni.
A później, niewiele myśląc, patrząc to na topniejący lód, to na mokre, długie palce, które mężczyzna wyciągnął w jej stronę na dowód fatalnej jakości lodu, Samira wyciągnęła rękę. Wsadziła przedramię prosto w jego dłoń, wycierając nim męskie palce. Były przyjemnie chłodne, ale mogłaby przysiąc, że dotkliwy dreszcz, który poczuła, wcale z tego nie wynikał.
— To oznacza tylko jedno: — Powiedziała, wlewając gin do kubka i szklanki. Zrobiła pauzę na to, aby dolać do drinków toniku, a później chwyciła swoją szklankę i wyprostowała się, odkręcając się w jego stronę. Nie zmniejszyła odległości, którą wcześniej tak skróciła. Sameer wcale nie wyglądał jakby miał z tym jakiś problem. — Musimy szybko pić.
Sameer Shah
the politics of desire: gender, agency and the performance of power
: śr paź 28, 2026 10:11 am
autor: Sameer Shah
Roześmiał się, słysząc jej opis młodszego brata. – No tak. Oczywiście – pokiwał głową z pełną powagą, jakby właśnie potwierdziła coś, czego sam się domyślał. – Młodsze rodzeństwo – machnął ręką. – My jesteśmy lepsi. To my sprawiliśmy, że nasi rodzice zdecydowali się na drugie dziecko. To jest nasza zasługa. A oni? Sprawili, że nie ma trzeciego – roześmiał się, zadowolony z tego, że wychodząc z tej logiki rzeczywiście mógł być w czymś lepszy od swojej siostry. – Starsze rodzeństwo górą! – zawołał podnosząc rękę w triumfalnym geście.
Przewrócił oczami na jej uwagę o minucie ciszy. Już otwierał usta, żeby odpowiedzieć na argument o pornografii, kiedy dziewczyna zaczęła machać dłonią, uznając, że nie powiedziała jeszcze wszystkiego. Pozwolił jej mówić, choć kącik jego ust drgał coraz wyżej. Kiedy wreszcie skończyła, westchnął teatralnie.
- Przede wszystkim nie potrzebujemy twojego współczucia – oznajmił z pełną powagą. – Jesteśmy mężczyznami. Współczucie zostaw dziewczynkom – uniósł podbródek, jakby właśnie wygłosił coś niezwykle godnego. Zaraz jednak zaśmiał się i wrócił do jej wcześniejszego argumentu. – Ale z tym porno robisz dokładnie to, o czym mówiłem. Zakładasz, że skoro facet przez całe nastoletnie życie może oglądać seks, studiować go jak jakiś… materiał badawczy i mieć dostęp do miliona kategorii, to automatycznie musi wiedzieć, czego sam chce. A przecież można spędzić całe nastoletnie życie, ucząc się, jak według Internetu powinien wyglądać seks i nadal nie mieć pojęcia, co chciałoby się robić, kiedy wyłączy się komputer – wzruszył ramionami. Nie chciał sprawiać, żeby ta dyskusja nabrała bardziej osobistego charakteru. Nie chciał dodawać, o granicy tej cudownie różnorodnych kategorii, które miały dość czarno-białe określenie tego jak powinien wyglądać mężczyzna. Pokręcił za to głową z rozbawieniem. – Poza tym rynek ma jeszcze pewne braki. Nie ma żadnego „ona na końcu mówi, że go kocha” albo „bycie czułym dla mężczyzny bez robienia z tego fetyszu”. Próbowałem szukać, ale… ciężko. Najwyraźniej nikt jeszcze nie odkrył, że mężczyzna też może chcieć być przytulony. To nisza. Bardzo niedoceniona nisza – A.J. właśnie postanowił zostać rzecznikiem prasowym wszystkich emocjonalnie zaniedbanych mężczyzn tego świata. Sam ledwo powstrzymywał uśmiech. – Także, jak widzisz, technologia zawiodła nas wszystkich. Miliony kategorii, miliardy wyświetleń, a nadal nie ma nawet porządnego „proszę zostań jeszcze chwilę”.
Może właśnie to powinien był robić w życiu? Nawet jeśli wygłaszając kolejne postulaty musiał powstrzymywać się przed śmiechem? Nawet jeśli niekoniecznie chciał walczyć o odpowiednią reprezentacje mężczyzn w pornografii? Może zamiast pisać toasty mógłby robić to? Dreszcz przebiegł po jego kręgosłupie. Nie. Nie chciałby tego robić.
Sameer pokręcił głową z rozbawieniem, słuchając jej kolejnych wniosków, ale przy ostatnim zdaniu uniósł dłoń. – No właśnie nie. W tym miejscu robisz dokładnie to, o czym mówię – oparł przedramię o blat i spojrzał na nią uważniej. – Gdybyś mnie znienawidziła, nie oznaczałoby to, że znienawidziłaś mnie za gin. To dopiero później byś sobie tak powiedziała. Że bezczelnie ci go zajebałem, nie przeprosiłem, zacząłem pić drugą butelkę, a poza tym powinienem był skończyć już po pierwszym drinku, bo ewidentnie nie radzę sobie z alkoholem i jestem obleśnym facetem, który próbuje cię poderwać w kuchni. I nagle wszystko pięknie by się zgadzało. Miałabyś powód. Bardzo konkretny. Wręcz listę powodów – przechylił głowę przez moment rozglądając się po kuchni. Jasne fronty, puste półki, kartony ustawione pod ścianą.
Właściwie dobrze, że jego siostra miała teraz własne mieszkanie. Wreszcie miał miejsce, do którego mógłby wpaść bez zapowiadania się i w którym nikt nie patrzyłby na niego jak na człowieka, który najwyraźniej znowu nie ma planu na noc. Mógłby kiedyś zostać po imprezie, przespać się na kanapie, wrócić spontanicznie po jakąś rzecz… Była to całkiem przydatna opcja.
Wrócił spojrzeniem do dziewczyny.
- A gdybyś poczuła miłość, zrobiłabyś dokładnie to samo. Powiedziałabyś sobie, że wyglądałem wyjątkowo uroczo, stojąc tutaj z twoją butelką ginu. Że od razu poczułaś, że chciałabyś widzieć mnie częściej. Może nawet w jakiejś wspólnej kuchni, pijącego kiedyś nasz wspólny gin. I oczywiście doszłabyś do wniosku, że tak naprawdę zawsze miałaś w sobie ogromną potrzebę dzielenia się z innymi, a ja po prostu pomogłem ci ją odkryć – uśmiechnął się do niej znacząco. W historii tej powinien również pomóc odkryć jej także inne rzeczy, ale to później. Wskazał na nią palcem. – Nie możesz po prostu poczuć czegoś i zostawić tego w spokoju. Musisz natychmiast znaleźć przyczynę, mechanizm, narrację, najlepiej jeszcze trzy argumenty, pięć źródeł i przypis. Jesteś zupełną analityczką.
Powiedział to tak, jakby właśnie postawił jej zarzut. I być może rzeczywiście trochę tak było.
- Nieprawda! – zaprotestował od razu, wyraźnie rozbawiony. – Oczywiście, że chcemy, żebyście mówiły – ręką wykonał zapraszający gest w jej stronę, jakby właśnie oddawał jej scenę. – Możesz mówić. Nie wstydź się. Powiedz mi wszystko. Jacy faceci są fantastyczni. Jak doskonale rozumiemy wasze potrzeby i jak cudownie was traktujemy – uniósł dłoń do ucha, przykładając do niego palce w przesadnie skupionym geście. – Zamieniam się w słuch.
Uniósł brwi, a na jego twarzy pojawił się wyraz szczerego zdziwienia. Przez chwilę patrzył na nią w milczeniu, jakby właśnie powiedziała coś, czego naprawdę nigdy wcześniej nie rozważał. – Ojej – zmarszczył lekko brwi, jeszcze przez moment analizując jej słowa. – Tak to można interpretować? – w jego głosie rzeczywiście pobrzmiewało zaskoczenie, ale wystarczyła sekunda, żeby kącik jego ust zaczął drgać w rozbawieniu. – I gry! – przypomniał sobie nagle, unosząc palec. – Nie zapominaj o grach! – machnął zaraz ręką. – Dobra, może jest to jakaś szara strefa, ale nie jest to kradzież – wzruszył ramionami, a później roześmiał się, widząc jej oburzenie. – I zanim cokolwiek powiesz. Nie przekonuje mnie specjalnie argument o potencjalnych zarobkach. Bo jeśli zaczniemy liczyć hipotetyczne pieniądze za hipotetyczny zakup, którego hipotetycznie mógłbym dokonać, to ja mogę ci teraz powiedzieć, że twórca niczego nie stracił – rozłożył ręce. – Ja przecież od początku nie zamierzałem tych rzeczy kupować… No bo pomyśl sobie… Włożyć E.L. James pieniążki prosto do rączki za „Pięćdziesiąt twarzy Greya”? Tego byś chciała? – spojrzał na nią z udawaną powagą.
Nie odpowiedział od razu.
Brunetka znalazła się znacznie bliżej niż wcześniej, a Sameer przez chwilę po prostu patrzył w jej brązowe oczy. Co, biorąc pod uwagę całą jego wcześniejszą teorię o spojrzeniach, powinno mu dostarczyć przynajmniej kilka błyskotliwych obserwacji.
Nie dostarczyło żadnej.
Kiedyś jedna z dziewczyn, z którymi był, powiedziała mu, że ma oczy jak Bambi. Przypomniał sobie o tym teraz i niemal od razu uznał, że w przypadku kobiety stojącej kilka centymetrów od jego twarzy byłoby to wyjątkowo nietrafione porównanie. W jej spojrzeniu było coś znacznie bardziej drapieżnego. Wstrzymał na moment oddech, kiedy poczuł jej zapach na skórze. Nie zdążył jednak zrobić z tej obserwacji niczego użytecznego. Ona już się odsuwała. Jej oczy błyszczały. I wtedy już wiedział, że niczego sobie nie wyobrażał. W tym spojrzeniu naprawdę nie było nic niewinnego. Była szalona. I, co gorsza, bardzo mu się to podobało. – No cóż… - mruknął w końcu, nadal patrząc na jej twarz. – Dlatego ty jesteś Greyem, a ja Anastazją – powiedział to niemal pod nosem, bardziej do siebie niż do niej, dopiero po chwili dodając delikatny, niemal chłopięcy uśmiech.
- Oczywiście śmiech może być umniejszający – odpowiedział bez większego wahania. – Ale nie musi. Jeżeli śmieje się z wyboru, który uważam za absurdalny, a ta osoba doskonale wie, że tak uważam to… chyba po prostu oznacza, że mamy różne zdania...
Oczywiście też, że uważał się za lepszego. Nie tylko od Tiny. Od całkiem sporej części ludzi, których spotykał. Czasami nawet od ludzi, którzy obiektywnie mieli znacznie więcej powodów, żeby uważać się za lepszych od niego. Nie zamierzał jednak komplikować sobie tej konkretnej dyskusji prawdą. Wciąż jednak w jakiś pokręcony sposób był pewien tego, że szyderstwo ma znacznie więcej szacunku niż traktowanie kogoś jak biednej istoty.
- Namawiam? – uniósł brwi. – Przecież ja widzę, że ty kochasz rywalizację! – stwierdził. – Więc teoretycznie. Zupełnie teoretycznie. Nie rywalizowałabyś z Tiną? Dajmy na to… o mnie? Nie łam mi serca… - przez chwilę zachował powagę. – I właściwie dlaczego nie? Bo jest drugą kobietą? A co ze mną? Czy nie jestem wystarczająco dobrym powodem do zdrowej, feministycznej rywalizacji? – wskazał na siebie, chcąc przypomnieć jej o najważniejszym uczestniku tego potencjalnego konkursu.
Uśmiech nie zniknął z jego twarzy, ale spojrzenie zrobiło się odrobinę spokojniejsze. Wiedział to. Nie był bezmyślny. Wiedział, że za jej teatralnym oburzeniem kryło się coś jeszcze. Krótki moment, w którym naprawdę go słuchała. W którym jego słowa przestały być tylko kolejnym elementem ich gry i trafiły dokładnie tam, gdzie powinny. W końcu każdy chciał usłyszeć coś takiego. Zwłaszcza po kilku drinkach, w środku imprezy, kiedy człowiek śmiał się od kilkudziesięciu minut z kimś, z kim jeszcze niedawno nawet się nie znał. Sam też nie zamierzał udawać, że tego nie czuł. – Gdybyś kiedyś zmieniła zdanie…
Spojrzał na kostkarkę. Może rzeczywiście było z nią coś nie tak. Może filtr był zapchany albo coś w środku się zepsuło. Nie znał się na kostkarkach, ale mógł zerknąć. Tak samo jak nie był ginekologiem. Nie zdążył jednak nic powiedzieć. Brunetka wyciągnęła rękę i wsunęła przedramię prosto w jego dłoń.
Przez sekundę patrzył na jej rękę. Potem spojrzał na nią i wybuchnął śmiechem. – Czekaj. Czy ty właśnie… - urwał. – Czy ty właśnie użyłaś siebie jako ręcznika? – roześmiał się jeszcze raz, tym razem kręcąc głową z autentycznym niedowierzaniem. – Jaki to jest poziom uprzedmiotowienia kobiet? – zapytał, próbując ustalić gdzie dokładnie na skali feministycznych wykroczeń znajdowała się ta sytuacja. – To się robi coraz bardziej radykalne… - podsumował, dopiero wtedy zdając sobie sprawę, że nadal trzyma jej przedramię.
Jej skóra była ciepła. Dokładnie tak ciepła, jak wyglądała, kiedy wcześniej stała naprzeciwko niego. Delikatna pod jego palcami, z tatuażem, który teraz znikał pod jego dłonią. Poczuł nagłą, zupełnie niepotrzebną ochotę zacisnąć je mocniej. Zamiast tego jednak przesunął kciukiem po jej skórze i dopiero po tym odsunął rękę, resztę wilgoci wycierając w tył spodni.
Sameer wziął swój kubek i uśmiechnął się do niej. Przez moment tylko patrzył, a później nachylił się w jej stronę, unosząc naczynie między nimi. Stuknął swoim kubkiem o jej szklankę.
Przez głowę przemknęła mu myśl, czy dziwnie byłoby, gdyby zamiast tego oparł swoje czoło o jej czoło.
Tak.
Zdecydowanie dziwnie.
Zatrzymał więc swojego drinka przy jej drinku jeszcze przez sekundę. – Do dna – zarządził i rzeczywiście wziął kilka dużych łyków.
Przez chwilę próbował wypić wszystko niemal jednym ciągiem. Zimny tonik szczypał w język i podniebienie, bąbelki uderzały w gardło, a gin zostawił po sobie ostre, rozgrzewające pieczenie, które schodziło coraz niżej i niżej. Nie zatrzymał się jednak, dopóki w kubku nie zostało prawie nic. Odstawił kubek na blat zdecydowanym ruchem, przetarł usta wierzchem dłoni i wypuścił powietrze przez nos.
- Dobra – przełknął jeszcze raz, a potem poczuł uderzenie. Ciało zrobiło się cięższe, a kuchnia przez moment wydawała mu się odrobinę cieplejsza. – Teraz idziemy zapalić.
Samira Farhadi
the politics of desire: gender, agency and the performance of power
: czw paź 29, 2026 10:07 pm
autor: Samira Farhadi
— Nie namówisz mnie do takiej zdrady. — Próbowała zachować powagę, kręcąc przecząco głową. Jego teoria brzmiała logicznie. Brzmiała, jak coś, pod czym mogłaby się podpisać, ale… Ale jego siostra była jej najlepszą przyjaciółką. — I obiecuję ci, że jeśli jeszcze raz tak zaskandujesz, to ta scena zmieni się w jakąś amerykańską komedię, na której ludzie w kinie rzucają się popcornem i jedyne, co by ci się w tym filmie mogło spodobać to… Że nie jest ani trochę estetyczny, chociaż na wszystko jest nałożony jakiś filtr jak ze Snapchata. — Ostatnią część tego zdania — a właściwie to całe osobne zdanie — wypowiedziała z nadzwyczaj dużą przyjemnością, ani na sekundę nie odrywając od niego wzroku, a wręcz przeciwnie, być może patrząc na niego odrobinę zbyt intensywnie.
Cholera! Była całkowicie stracona!
W końcu roześmiała się.
— Nie żartuj sobie! Moje doświadczenie mi mówi… — Uniosła dłonie, kładąc je na klatce piersiowej, jakby chciała się z nim podzielić nadzwyczaj intymnym wyznaniem. — Że nikt nie ubiega się o współczucie równie mocno, co mężczyźni. Daj spokój! Czy ktoś w obecnych czasach jest równie mocno dyskryminowany, co heteroseksualni faceci?! Na całe szczęście nie jesteś biały, bo miałbyś już w ogóle przesrane po całości.
Nie przerywała mu. Słuchała go z tą samą uwagą, zaangażowaniem i podekscytowaniem, które malowało się na jej twarzy. Czy pamiętała choć jedną rozmowę, która wywołała w niej tak wiele emocji? Nie, nigdy. Łatwo dawała się wciągnąć w każdą dyskusję, w ten sam sposób zawsze się angażowała i łatwo było u niej wywołać zarówno wzburzenie, jak i rozbawienie, ale . t e g o… . Tego jeszcze nigdy nie doświadczyła.
— Proszę, zostań jeszcze chwilę? To twoja kategoria? — Roześmiała się. Było wiele rzeczy, które chciała powiedzieć, chociażby to, że przyszedł teraz czas na wrażliwych mężczyzn, którzy nie wstydzili się płakać, najbardziej jednak lubiąc rozczulać się nad tym, jak w życiu mają ciężko, ale zamiast tego, skupiła się na tym, co ani trochę nie powinno jej interesować. — Muszę cię zmartwić, ona nie istnieje nawet w komediach romantycznych.
I gdyby tylko Samira nie lubiła się tak zaperzać, a to wszystko nie było wyłącznie jednym żartem, który zmieniał się w kolejny, może przyznałaby, że skrycie liczyła, że w jej życiu kiedyś ktoś zostanie jeszcze chwilę. Na razie nie potrafiła jednak tego przyznać nawet przed samą sobą.
— Chcesz mi powiedzieć, że nasze uczucia funkcjonują całkowicie bez nas, nie potrzebują żadnego kontekstu, ani nawet zakotwiczenia w rzeczywistości? — Zapytała. Usta wciąż miała wygięte w uśmiechu, oczy tak samo lśniące, teraz tylko nieco szerzej otwarte w zdumieniu. — To brzmi tak, jakby wolna wola nie istniała! Naczytałeś się Jane Austen? Ulegamy emocjom, nie mając na nie żadnego wpływu? — Nigdy nie powiedziałaby tego na głos, ale miało to w sobie trochę prawdy. I nie była to kwestia tej przyjemnej wizji, która nie miała w sobie nic wspólnego z rzeczywistością, ponieważ Samira ani trochę nie miała potrzeby dzielenia się z innymi. Wiedziała to i skrupulatnie próbowała się tego w sobie wyzbyć, a jednak miała świadomość, jak wiele ją to kosztowało.
— Winna, wysoki sądzie! — Uniosła dłonie. — Winna bycia analityczką i zwolenniczką logicznego myślenia! — Czy kiedykolwiek ktoś podsumował ją równie dobrze w tak krótkim czasie? Prawdopodobnie nikt. Choć było to bardziej podsumowanie tego, w jaki sposób ona sama lubiła o sobie myśleć. Sameer miał rację. Była analityczna, lubiła znajdować przyczyny i mechanizmy. Prawda jednak była taka, że w swoim własnym życiu, kiedy mowa była o emocjach, te rządziły się swoimi własnymi prawami. Jak teraz, chociażby. A.J. był facetem — nie dało się temu zaprzeczyć. Do tego był przystojny, gadatliwy i z tą samą wprawą, z jaką teraz ciągnął tę konwersację, musiał prowadzić takich całe mnóstwo, podrywając w swoim życiu kolejne dziewczyny. Mógł się ukrywać pod poczuciem humoru, mógł mówić to, co jej się podobało, ale ostatecznie był facetem z penisem pomiędzy nogami i bardzo konkretnymi doświadczeniami, które ukształtowały go jako mężczyznę. Może nie był biały, ale wciąż był hetero. Powinna go nienawidzić, a jednak była od tego daleka. Lubiła go. Lubiła go zdecydowanie za bardzo.
Nie próbowała nawet się powstrzymywać, roześmiała się od razu.
— Dlatego okazuje się, że w dzisiejszych czasach piractwo jest jedynym sposobem na prawdziwy bojkot. — Stwierdziła z tą swoją pewnością dziewczyny, która nigdy się nie myli. — Mam nadzieję, że Polański i ci wszyscy inni gwałciciele odczuli na swoich kieszeniach, że nigdy nie poszłam na żaden ich film do kina ani nawet nie odpaliłam ich na żadnym Netfliksie. — Kpiła sobie i żartowała w najlepsze, ale rzeczywiście tak było.
— To chyba zależy od tego, czy ta druga osoba również śmieje się z twojego wyboru… Lub żałuje cię, że jeszcze nie poznałeś prawdy o życiu… — Czy Tina uważała się za lepszą od nich? Sami niestety znała odpowiedź na to pytanie, ale ani trochę jej to nie wzruszało. Może co najwyżej odrobinę śmieszyło…
— Ja? Kocham rywalizację? — Roześmiała się. A zaraz później zrobiła to ponownie, kiedy A.J. wspomniał o rywalizacji o niego. Nie odpowiedziała mu. Nie umiała tego zrobić i dlatego od razu zapytała: — Nie uważasz, że jest to dowód przewagi kultury nad naturą? — Przechyliła nieznacznie głowę, a później odwróciła się na chwilę, żeby spojrzeć w stronę drzwi i tym samym reszty mieszkania, w którym odbywała się impreza. Aż za szybko powróciła wzrokiem do mężczyzny. — W przyrodzie od zawsze to samce zabiegały o znalezienie jak najlepszej partnerki. Wśród ludzi też kiedyś tak było. Ale później przyszła współczesność i popkultura, która wypromowała miłość jako najcenniejszy produkt, który oczywiście został zaadresowany wyłącznie do kobiet, bo jak już ustaliliśmy, mężczyznom sprzedaje się wyłącznie seks i teraz, wbrew naszej zwierzęcej naturze, to kobiety zabiegają o mężczyzn, zaprzepaszczając całą teorię ewolucji. — Samira nie żartowała. Samira naprawdę tak uważała. — Gdybyśmy żyli w zgodzie z naszą naturą, to mężczyźni poszukiwaliby jak najbardziej inteligentnych kobiet, aby urodziły im dzieci, bo jak się okazało, dzieci dziedziczą inteligencję po matkach. Ale wszystko się odwróciło, inteligentne kobiety nie chcą rodzić i cóż… Nie jest to nic nowego: czeka nas zagłada. — Czekała. Teraz Samira jednak, zamiast nad tym ubolewać, uśmiechała się.
— … Gdybym w ten sposób zwariowała, to liczę na to, że moje zaufanie nie zostanie nadwyrężone… — Przez krótką chwilę to naprawdę się działo. Samira czuła, że to jedno spojrzenie wymknęło się poza konwencję ich żartów. Coś znów ścisnęło ją w okolicy brzucha i raz jeszcze tego wieczoru poczuła, jak nagle robi jej się ciepło. Nie żartowali. Na moment naprawdę byli poważni, a jednak już po chwili dodała: — I mnie dobijesz.
Tym razem roześmiała się z nerwów. Roześmiała się, bo gadała głupoty, a na dodatek wytarła mu dłoń swoim przedramieniem, robiąc z siebie całkowitą kretynkę. Sam miał rację, co to był za poziom uprzedmiotowienia?!
— To nerwica. — Powiedziała całkowicie poważnie. Gówno, a nie nerwica. Nerwicy dostanie dopiero, kiedy będzie leżała we własnym łóżku, wspominając tę sytuację. — Nienawidzę, kiedy cokolwiek jest mokre. Wiesz, rozlana woda, mycie naczyń, nie wspominając już w ogóle o myciu… Sam widzisz, to naprawdę poważne schorzenie, a chyba doskonale wiesz, że nie ma nic bardziej przemocowego, niż szydzenie z zaburzeń psychicznych. — Czy ona właśnie powiedziała, że jest zaburzona?
Tym chętniej sięgnęła po drinka. Nie był tak mocny, jak ten zrobiony przez Sama i dzięki temu, Sami, niewiele myśląc, wypiła go rzeczywiście w całości, jeszcze szybciej niż mężczyzna. Naprawdę tego potrzebowała, licząc, że może ją to otrzeźwi.
I w pierwszej chwili właśnie tak się poczuła. Chłód w gardle dał jej złudne uczucie oprzytomnienia, ale wystarczyło wrócić spojrzeniem do tych ciemnych, uroczych, rozkosznych oczu, aby Sami poczuła ponowne, tym razem mocniejsze uderzenie.
— Chodźmy. — Przytaknęła mu i niewiele myśląc, odwróciła się, ruszając.
Dziwnie było opuścić ich dwuosobowy świat. W pierwszej chwili w Samirę uderzyło zaskoczenie; impreza dalej się toczyła w najlepsze. Musiało dojść kilka osób, bo w mieszkaniu powoli zaczynało robić się tłoczno. Odwróciła się, aby przekonać się, że A.J. poszedł za nią. Wciąż tu był i to na tyle blisko, że czuła za sobą jego obecność. Była teraz jak jedna z tych kretynek, którym drżą nogi, bo znalazły się w pobliżu wysokiego faceta. I mogła się za to nienawidzić, ale właśnie tak się czuła. Jej też drżały nogi. I to niekoniecznie ze zdenerwowania.
— Tylko się nie zgub. — Powiedziała. Chciała dodać, żeby trzymał się jej, tak jakby przenieśli się nagle z dwupokojowego pokoju do pięciokondygnacyjnego zamku, ale zamiast to zrobić, po prostu, trochę po omacku, zahaczając przy tym o bok jego uda, odnalazła jego dłoń. Nie chwyciła jej w pełni, nie splotła ze sobą ich palców, a ledwo co je musnęła. Miała ochotę położyć jego dłoń na swoim biodrze i być może znalazłaby w sobie na to odwagę, gdyby tylko trasa na balkon nie była taka krótka.
Balkon, w porównaniu do ich kuchni, nie był pusty. Wychodząc na niego, wchodziło się wprost w chmurę dymu i dyskusję na temat Lizzie Borden i najnowszego sezonu serialu, Samira przemknęła, od razu idąc w bok, na sam koniec. W międzyczasie sięgnęła po swoją paczkę Marlboro, a kiedy dotarła do barierki, oparła się o nią plecami, w końcu odwracając się w stronę Sama.
— Zaraz się okaże, że ominęła nas cała impreza. — Stwierdziła, na chwilę spuszczając spojrzenie na swoje dłonie. Papierosa, którego wyciągnęła z paczki, zamiast włożyć od razu do ust, uderzyła kilkakrotnie o opakowanie, jakby chciała zbić w nim tytoń, a później w końcu wsunęła go, pomiędzy wargi, podnosząc spojrzenie na Sama.
Sameer Shah
the politics of desire: gender, agency and the performance of power
: pt paź 30, 2026 9:44 am
autor: Sameer Shah
Sameer schylił się po rzeczy pozostawione wcześniej na podłodze. Zarzucił kurtkę na siebie, a torbę przewiesił przez jedno ramię, poprawiając pasek krótkim, trochę nieporadnym ruchem.
Kiedy wyszedł z kuchni za dziewczyną, uderzyło go powietrze z wnętrza mieszkania. Było tu zdecydowanie za dużo ludzi. Rozejrzał się po salonie, próbując odnaleźć wzrokiem siostrę. Przez moment miał nawet absurdalne wrażenie, że może pomylił mieszkania. Czy naprawdę było tutaj aż tyle osób? Czy naprawdę jego siostra znała tylu ludzi? A może to alkohol sprawił, że każdy pokój wydawał się trochę mniejszy, a każda rozmowa trochę głośniejsza? Mijał kolejne twarze, kieliszki i butelki po piwie stojące na parapecie, a razem z nimi ludzi siedzących w miejscach, które mówiły, że najwyraźniej nie można było usiąść nigdzie indziej.
Gdzieś pomiędzy tym wszystkim dostrzegł kilka rzeczy wciąż stojących w folii, puste przestrzenie na ścianach. Mieszkanie nadal nie było do końca jej. Było nowe, trochę przypadkowe. Dopiero czekało, aż zacznie wypełniać je rzeczami, których nikt inny nie mógłby wybrać za nią. Zdjęcia. Książki. Rośliny.
Nie zdążył jednak zastanowić się nad tym dłużej. Najpierw poczuł czyjeś palce muskające jego udo. Tak krótko, że można było uznać ten dotyk za zupełnie przypadkowy. A potem te same palce odnalazły jego dłoń. A.J. spojrzał w dół i uśmiechnął się pod nosem. Jej dłoń była ciepła. Jego prawdopodobnie również, choć po kilku drinkach trudno było mu już powiedzieć, jaka temperatura była właściwa dla człowieka. Poczuł jednak wyraźnie ten moment zetknięcia skóry ze skórą – niemal niezauważalny impuls, który przebiegł w górę, przez nadgarstek. Jakby pomiędzy ich palcami przepłynęło coś więcej niż tylko ciepło. Przez chwilę miał wrażenie, że czuje wszystko z jakąś absurdalną intensywnością. Delikatne przesuwanie się skóry przy każdym kroku. Tracie dłoni o dłoń. Całą tę banalną fizykę, której romantycy lubili przypisywać niezwykłe właściwości. Molekuły ich skóry ocierały się o siebie. To było przecież wszystko.
A jednak pomiędzy myśleniem o siostrze, mieszkaniu, noclegu i kolejnym dniu znalazł się impuls chcący nadać temu wszystkiemu trochę bardziej poetycką interpretację. Może rzeczywiście między ich palcami płynęła jakaś elektryczność. Albo po prostu jego dłonie zaczynały lekko drżeć od połączenia nadmiaru alkoholi i zdecydowanie zbyt małej ilości jedzenia.
Dopiero przy drzwiach balkonowych Sameer rozluźnił palce. Jej ręka wysunęła się spomiędzy jego, a on odruchowo zacisnął własną dłoń w pięść, jakby próbował zatrzymać w niej ciepło, które właśnie zniknęło. Drzwi otworzyły się i chłodne powietrze uderzyło go prosto w twarz. Mężczyzna wziął głęboki oddech, aż poczuł zimno w gardle. Po całej rozmowie spędzonej w przegrzanej kuchni balkon wydawał się niemal innym światem. Przecisnął się za brunetką na koniec balkonu, mijając nudne rozmowy, aż w końcu oparł dłonie o zimną barierkę. Miasto migotało przed nimi. Światła samochodów przesuwały się między budynkami, pojedyncze okna świeciły się w różnych kolorach, gdzieś dalej czerwone punkty sygnalizacji zmieniały się w regularnym rytmie jak choinkowe światełka. Samee patrzył na nie przez kilka sekund.
A później spojrzał na nią.
I nagle pomyślał, że naprawdę żałuje.
Żałuje, że to była parapetówka jego siostry.
Żałuje, że dziewczyna była jej koleżanką.
Żałuje, że nie pojawiła się tutaj jako plus jeden jakiegoś bardzo miłego, bardzo nudnego faceta, który właśnie poszedł po kolejną butelkę wina, a przed wyjściem poprosił ją, żeby na niego poczekała.
Wtedy byłoby zdecydowanie łatwiej.
Chyba.
Kurwa.
Czy ja się właśnie gapię?
Sam odchrząknął cicho i sięgnął po torbę. Rzucił ją na ziemię pomiędzy nimi. W środku butelka wina wydała z siebie cichy, ostrzegawczy jęk. Ostatni raz. Ostatnie ostrzeżenie. Jeszcze raz mną tak rzucisz, a się rozpadnę. I zostanie po mnie tylko szkło, mokra, klejąca plama i straty.
Wyciągnął rękę po paczkę Marlboro, którą trzymałą dziewczyna. Zaraz potem wyjął z kieszeni własną paczkę Cameli – a właściwie to, co po niej zostało, bo kilka różnych papierosów wystawało z niej pod podejrzanie różnymi kątami. Otworzył obie. Najpierw wyjął swojego Camela i wsunął sobie między wargi. Zrobił to jednak tylko na chwilę. Podniósł spojrzenie na dziewczynę, a później wyjął go spomiędzy warg i bez słowa wsunął je do jej paczki Marlboro. W zamian wyciągnął z niej dwa papierosy. Jednego włożył do swojej paczki. Drugiego do ust, po czym nachylił się do ognia pozwalając dziewczynie na ten elegancki gest.
Oparł łokieć o barierkę i mocno się zaciągnął. Przez chwilę przytrzymał dym w płucach, po czym wyjął papierosa z ust, ujmując go między palec wskazujący i środkowy. Wypuścił dym ku górze i przez moment obserwował jak rozpływa się w nocnym powietrzu.
Uśmiechnął się pod nosem. – Jaka szkoda. Liczyłaś, że kogoś poznasz czy…? – obrócił się w jej stronę, nadal z tym rozbawionym wyrazem twarzy który sugerował, że pytanie było jednocześnie całkiem niewinne i zdecydowanie nie aż tak niewinne.
Na balkonie było zdecydowanie chłodniej niż w mieszkaniu. W porównaniu z kuchnią ten wystający kawałek betonu można było właściwie uznać za biegun północny. Sameer zmierzył dziewczynę wzrokiem, po czym ponownie zaciągnął się papierosem. Paczki fajek wciąć trzymał w dłoni, dopóki nie schował swoich Cameli do kieszeni kurtki, a paczki Marlboro nie wyciągnął w jej stronę. Przez chwilę jeszcze przyglądał się jej, z uśmiechem migającym gdzieś w kącikach jego ust.
Pieprzyć to.
Złapał za brzeg swojej kurtki i odchylił ją lekko, robiąc trochę miejsca. – Widzę, że jest ci zimno – spojrzał na nią z rozbawieniem. Widział. – Możesz się schować, jeśli chcesz.
Samira Farhadi