Strona 2 z 2

below the comfort zone

: śr paź 28, 2026 11:29 pm
autor: Lynn Bennett
-To bardzo trafne. – Uśmiechnęła się jakby z pewną wagą zrozumienia na porównanie do sportów ekstremalnych. Kiedy nie zostawało się długo w relacjach to i często musiało się wybierać na randki, nie biorąc pod uwagę nawet faktu, że nie każda randka była warta kolejnych spotkań. Wyobrażała sobie, że jej przyjaciółka miała już takich kilka za sobą. No nowo zadawanie tych samych pytań, znowu odpowiadanie na te same pytania, na które może i na pierwszym miejscu nie miało się ochoty. Lynn była jednak otwarta w tym co jej pasowało i co też nie, nie borykała się z wątpliwościami czy była wystarczająco miła, czy taktowna. Pogodziła się z tym, że nie wszyscy będą ją lubić i nie wszyscy muszą ją lubić.
Mimochodem, podążając za uwagą Rowerzystki jej wzrok również spoczął na skrzypku. Kiedy była jeszcze dzieckiem skrzypce były jednym z instrumentów, który mogła wybrać do nauki. Były takie niepozorne, ale jednocześnie wcale nie łatwe do okiełzania, fortepian jednak był dla niej bardziej przystępny i coś w jego prezentacji i tym jak idealnie wpasowywał się do czytanych przez nią opowieści ją przyciągnęło.
Uniosła lekko brew przenosząc swoje spojrzenie na kobietę. Nie zarejestrowała, aby ta była jej coś winna, bo naprawdę niczego w zamian nie oczekiwała. Przygadanie Borze było nagrodą samą w sobie, a to, że przyszło jej poznać tak przyjemne towarzystwo było wisienką na torcie. Choć nie było to do niczego obligacją, to naprawdę nie chciała wcale kończyć tego ich nadrabiania.
Etna miała rozbrajająco piękny i zaraźliwy uśmiech, nic więc dziwnego, że Lynn uśmiechnęła się w odpowiedzi i skinęła do niej głową. -Rzeczywiście powinnam. – Potwierdziła niby to poważniej, unosząc podbródek. -Teraz nawet nie będę musiała udawać, jeśli przyjdzie potrzeba na kolejny ratunek. Nikt nie podważy naszej historii jak jeszcze wplotę tam twoje imię. – Nic nie dodawało autentyczności jak wymiana imion, która była trudna do podrobienia.
Lynn uchyliła usta, żeby jeszcze coś powiedzieć, ale wtedy w parku rozbrzmiały pierwsze nuty wygrane na skrzypcach. Smyczek w dłoni muzyka poruszał się szybko, ale jakże płynnie do melodii Candlelight Jacka Savoretti. Utwór nie był Lynn znajomy, ale niemniej kompletnie ją oczarował, z każdym kolejnym taktem coraz bardziej pochłaniając jej uwagę, jakby świat dookoła nieco się rozmywał.

Etna Ripley

below the comfort zone

: czw paź 29, 2026 5:01 am
autor: Etna Ripley
Pierwsze takty wypełniły przestrzeń między alejkami, a Etna, która jeszcze przed chwilą miała na końcu języka jakąś uwagę o wiarygodności ich naprędce wymyślonej znajomości, ostatecznie z niej zrezygnowała. Nie była szczególną entuzjastką ulicznego grania, a skrzypce rzadko trafiały na listę rzeczy, przy których zatrzymywała się na dłużej. Mimo to melodia miała w sobie coś, co na moment powstrzymało ją przed szukaniem kolejnego tematu do rozmowy. Może chodziło o płynność smyczka, może o samą prostotę sytuacji. Młody muzyk grał, przechodnie mijali go w swoim tempie, a popołudnie toczyło się dalej, nie oczekując od nikogo żadnych deklaracji.
Etna pozwoliła sobie zostać w tej chwili odrobinę dłużej.
Nieudana randka nie zniknęła magicznie z pamięci, ale przestała zajmować tyle miejsca. Jeszcze niedawno miała wrażenie, że musi nieustannie pilnować własnych reakcji, dobierać odpowiednie słowa i odpierać cudze próby przekonania jej do czegoś, na co nie miała ochoty. Teraz nie musiała robić niczego. Nie podejmowała decyzji, nie analizowała ryzyka, nie szukała racjonalnego wyjaśnienia dla zachowania Bory. Po prostu stała w parku i słuchała muzyki, która nie musiała jej szczególnie zachwycać, żeby okazać się przyjemna.
Może właśnie tego potrzebowała bardziej, niż chciała przed sobą przyznać? Nie kolejnej próby naprawienia sobie humoru ani pocieszających zapewnień, że jeszcze spotka kogoś odpowiedniego. Wystarczyło coś niewielkiego, niespodziewanie dobrego, co nie wymagało od niej żadnego wysiłku. Przypadkowa znajomość, kilka celnych uwag i melodia, która pozwalała przez chwilę nie myśleć o tym, jak właściwie powinno wyglądać jej życie.
Zastanowiła się. Zerknęła ukradkiem w stronę towarzyszki. Kobieta wydawała się równie pochłonięta muzyką, co zresztą nie uszło uwadze Etny. Na jej ustach pojawił się pobłażliwy uśmiech. Cała ta sytuacja była dość osobliwa: jeszcze niedawno obie odgrywały przed Borą wieloletnią przyjaźń, a teraz stały obok siebie jak dwie osoby, które umówiły się na wspólny spacer. Różnica polegała na tym, że wcale się na niego nie umawiały. W dodatku wciąż pozostawała jedna drobna kwestia.
Etna pochyliła się nieco w stronę nieznajomej, starając się nie zagłuszyć muzyki. Głos miała cichy, niemal konspiracyjny:
— Jasne, zachowaj dla siebie swoje sekrety. — Odsunęła się na tyle, by móc spojrzeć jej w twarz i posłała spojrzenie z odrobiną wyzwania. Skoro tamta tak sprawnie wymyśliła im wspólną przeszłość, chyba nie powinna mieć nic przeciwko temu, żeby Etna spróbowała odgadnąć choć jeden szczegół z jej teraźniejszości. — Chyba że naprawdę trafiłam z „Jessie”.
Imię wypowiedziała z udawaną pewnością, jakby nie było w nim ani odrobiny przypadku. Dopiero potem pozwoliła sobie na szerszy uśmiech, zdradzający, że nie przywiązuje do własnego strzału szczególnej wagi. Mogła się mylić. Właściwie prawdopodobieństwo pomyłki było całkiem spore.
Zazwyczaj nie podejmowała podobnych prób. Ostrożność podpowiadała jej, by nie zakładać zbyt wiele o ludziach, których dopiero poznała, i nie traktować chwilowej sympatii jak zaproszenia do poufałości. Z nieznajomą było jednak inaczej, choć Etna nie umiałaby jeszcze powiedzieć dlaczego. Może dlatego, że ich spotkanie miało w sobie coś jednorazowego. Nie łączyła ich żadna wspólna sprawa, żadna obietnica kolejnego spotkania ani konieczność utrzymywania znajomości. Mogły się rozejść za kilka minut i nigdy więcej na siebie nie trafić.
Ta myśl, zamiast ją powstrzymać, przyniosła jej zaskakującą swobodę.
Nie musiała martwić się o to, jakie wrażenie zrobi. Nie musiała też zabezpieczać się przed ewentualnym rozczarowaniem, bo nie zdążyła jeszcze niczego od tej znajomości oczekiwać. Mogła pozwolić sobie na odrobinę bezczelności, na żart, który w innych okolicznościach zatrzymałaby dla siebie, i na tę niewinną próbę wytrącenia rozmówczyni z równowagi.
Etna ponownie zwróciła twarz w stronę skrzypka, wciąż z uśmiechem błąkającym się na ustach. Smyczek sunął po strunach, melodia rozwijała się swobodnie, a ona po raz pierwszy tego dnia nie miała ochoty niczego przyspieszać. Nawet odpowiedź Jessie mogła chwilę poczekać.

Lynn Bennett