you can hide but you can't stay gone
: wt paź 27, 2026 12:38 am
Potok paskudnych przekleństw chlusnął z ust Pierce. Piasek dostał się pod powieki i na język, smakował paskudnie, jak przegniłe liście. Splunęła gdzieś w bok sekundę przed tym, nim kościste widmo minionych czasów z impetem powaliło ją na ziemię. Nie zdążyła powiedzieć niczego.
Oddech uleciał ze świstem w przestrzeń, a kolejnego nie mogła już złapać. Załzawione oczy widziały podwójnie i teraz to jej wydawało się, że Kida wcale nie jest tu sama; że gdzieś za nią stoi jej spragniona zemsty cząstka, która nigdy nie wybaczyła Corze zdrady. Może wcale nie zwariowała, jak mogłoby się wydawać. Może po syfie, który wzięła, pierwszy raz od miesięcy spojrzała na sprawę trzeźwo i postanowiła raz na zawsze pozbyć się pierdolonego, powracającego jak bumerang problemu o szczenięcych oczach i charakterze żmii…
Wytrzeszczone oczy przestawały cokolwiek widzieć. Głowa Pierce stała się przyjemnie lekka, a nacisk dłoni na szyi był niemal jak nieprzyzwoita pieszczota. Jakaś jej część miała ochotę się temu poddać. Zapomnieć o całym strachu i niepewności ostatnich miesięcy, gdy każdy dzień przynosił tylko kolejne wątpliwości, gdy w jednej chwili była pełna zapału, a w następnej godziła się z tym, że przez resztę życia będzie nosiła kwiaty na pusty grób — o ile wcześniej wyrzuty sumienia nie każą jej ze sobą skończyć.
Czy możemy to skończyć?
Proszę, tak...
Gwałtowny sprzeciw targnął jej ciałem.
Pierce’owie nie są zwierzyną!
W ostatni zryw przed utratą świadomości włożyła chyba wszystkie siły.
Raz jeszcze udało jej się przeważyć Kidę. Ich ubrania i włosy były już całe pokryte błotem, liśćmi i bóg wie, czym jeszcze, ale — chyba pierwszy raz w jej życiu — C. kompletnie nie przywiązywała do tego wagi. Kurtka ciążyła po prawej stronie, jakby wypchała sobie kieszeń kamieniami, ale to tylko stary myśliwski nóż przywoływał właścicielkę.
Przygniotła Halstead swoim ciężarem. Siedziała na niej okrakiem, przedramieniem przyciskając unoszącą się i opadającą gwałtownie klatkę piersiową do ziemi. Kida próbowała się jeszcze szarpać; zarzuciła rozpaczliwie głową, próbując rozkwasić nos Cory. Trafiła wystarczająco mocno, by ból, zmęczenie i zwykła wściekłość wzięły ostatecznie górę.
Jak w transie — ledwo widząc, bo oczy wciąż przesłonięte miała łzawą zasłoną, pod powiekami kłuły ziarenka piasku — Pierce sięgnęła po nóż.
Księżyc gwałtownie zmienił zdanie, chcąc chyba popatrzeć na krwawe widowisko. Chmury rozstąpiły się, chłodna poświata zalała polanę, przeciskając się przez rzednące już przed zimą listowie. Ostrze błysnęło krótko, ale Cora nie dała ani sobie, ani Kidzie ani sekundy więcej na zawahanie. Zawisła jeszcze niżej nad przyjaciółką. Spierzchnięte wargi niemal dotykały jej ucha, krótkie włosy Cory posypały się na twarz Halstead.
— To ja — warknęła nisko, przesuwając dłoń z nożem ku jej szyi. Niemal czule musnęła spoconą skórę opuszkami palców, nim jej dotyk zastąpił chłód ostrza.
Zakrzywiony czubek niemalże wbił się w rozkosznie miękkie miejsce tuż pod kątem żuchwy.
Przełknęła ślinę, czując kolejną falę trudnych do przesiania emocji. Strach, złość, ból…
…e k s c y t a c j a.
Kropla krwi nabrzmiewająca tuż przy czubku.
Kropla krwi opadająca na czoło Kidy wraz ze łzami.
Szarpnęła się raz jeszcze. Raz jeszcze bez skutku; nóż tylko przytulił się ciaśniej do jej szyi, podobnie zresztą jak Cora, która przylgnęła do ciała Halstead tak mocno, jakby chciała zlać się z nią w jedno. Ostrze w końcu naruszyło skórę na całej długości, wokół krawędzi czernionej stali wyrosły wielkie, szkarłatne krople.
W szeroko otwartych oczach Kidy odbijał się księżyc. W oczach Pierce była tylko ciemność.
she said, why you gotta take it so far...
Oddech uleciał ze świstem w przestrzeń, a kolejnego nie mogła już złapać. Załzawione oczy widziały podwójnie i teraz to jej wydawało się, że Kida wcale nie jest tu sama; że gdzieś za nią stoi jej spragniona zemsty cząstka, która nigdy nie wybaczyła Corze zdrady. Może wcale nie zwariowała, jak mogłoby się wydawać. Może po syfie, który wzięła, pierwszy raz od miesięcy spojrzała na sprawę trzeźwo i postanowiła raz na zawsze pozbyć się pierdolonego, powracającego jak bumerang problemu o szczenięcych oczach i charakterze żmii…
Wytrzeszczone oczy przestawały cokolwiek widzieć. Głowa Pierce stała się przyjemnie lekka, a nacisk dłoni na szyi był niemal jak nieprzyzwoita pieszczota. Jakaś jej część miała ochotę się temu poddać. Zapomnieć o całym strachu i niepewności ostatnich miesięcy, gdy każdy dzień przynosił tylko kolejne wątpliwości, gdy w jednej chwili była pełna zapału, a w następnej godziła się z tym, że przez resztę życia będzie nosiła kwiaty na pusty grób — o ile wcześniej wyrzuty sumienia nie każą jej ze sobą skończyć.
Czy możemy to skończyć?
Proszę, tak...
Gwałtowny sprzeciw targnął jej ciałem.
W ostatni zryw przed utratą świadomości włożyła chyba wszystkie siły.
Raz jeszcze udało jej się przeważyć Kidę. Ich ubrania i włosy były już całe pokryte błotem, liśćmi i bóg wie, czym jeszcze, ale — chyba pierwszy raz w jej życiu — C. kompletnie nie przywiązywała do tego wagi. Kurtka ciążyła po prawej stronie, jakby wypchała sobie kieszeń kamieniami, ale to tylko stary myśliwski nóż przywoływał właścicielkę.
Przygniotła Halstead swoim ciężarem. Siedziała na niej okrakiem, przedramieniem przyciskając unoszącą się i opadającą gwałtownie klatkę piersiową do ziemi. Kida próbowała się jeszcze szarpać; zarzuciła rozpaczliwie głową, próbując rozkwasić nos Cory. Trafiła wystarczająco mocno, by ból, zmęczenie i zwykła wściekłość wzięły ostatecznie górę.
Jak w transie — ledwo widząc, bo oczy wciąż przesłonięte miała łzawą zasłoną, pod powiekami kłuły ziarenka piasku — Pierce sięgnęła po nóż.
Księżyc gwałtownie zmienił zdanie, chcąc chyba popatrzeć na krwawe widowisko. Chmury rozstąpiły się, chłodna poświata zalała polanę, przeciskając się przez rzednące już przed zimą listowie. Ostrze błysnęło krótko, ale Cora nie dała ani sobie, ani Kidzie ani sekundy więcej na zawahanie. Zawisła jeszcze niżej nad przyjaciółką. Spierzchnięte wargi niemal dotykały jej ucha, krótkie włosy Cory posypały się na twarz Halstead.
— To ja — warknęła nisko, przesuwając dłoń z nożem ku jej szyi. Niemal czule musnęła spoconą skórę opuszkami palców, nim jej dotyk zastąpił chłód ostrza.
Zakrzywiony czubek niemalże wbił się w rozkosznie miękkie miejsce tuż pod kątem żuchwy.
Przełknęła ślinę, czując kolejną falę trudnych do przesiania emocji. Strach, złość, ból…
…e k s c y t a c j a.
Kropla krwi nabrzmiewająca tuż przy czubku.
Kropla krwi opadająca na czoło Kidy wraz ze łzami.
Szarpnęła się raz jeszcze. Raz jeszcze bez skutku; nóż tylko przytulił się ciaśniej do jej szyi, podobnie zresztą jak Cora, która przylgnęła do ciała Halstead tak mocno, jakby chciała zlać się z nią w jedno. Ostrze w końcu naruszyło skórę na całej długości, wokół krawędzi czernionej stali wyrosły wielkie, szkarłatne krople.
W szeroko otwartych oczach Kidy odbijał się księżyc. W oczach Pierce była tylko ciemność.