i can't help but sink into that hole I dug for you
: pt paź 23, 2026 5:16 pm
Nie potrafił dopuścić do siebie znaczenia jej słów.
Może to przez pan, które denerwowało go za każdym razem, gdy go używała. Może to przez jej ton, niemal wyrachowany, zbyt spokojny, by był w stanie trafiać go jego rozżarzonego wnętrza. Może przez to, że te słowa w zasadzie mówiły bardzo dużo, a zarazem nic - nic z tego, co faktycznie dotyczyłoich jego.
Mówiły za to bardzo dużo o młodej dziewczynie, która została wciśnięta w środek tej gównianej imprezy. Dziewczynie, którą Haze wybrała odruchowo, na którą wymieniła jego w tym prostym układzie, który był dla niej oczywisty.
W końcu była tylko dzieckiem. Nie miała nikogo poza nią. Musiała zrobić wszystko co w jej mocy, by ją z tego wyciągnąć.
Czymże było życie jednego degenerata w obliczu rodziny?
I to do niej pragnęła wrócić, wciąż. Potrafiła zdeptać godność nie tylko własną, ale też jego, próbując namówić go do pomocy osobie, która go oszukała. Sprowokować go wyciągnięcia z tej sytuacji siostry, której potrzebowała w swoim życiu, której brak był dla niej tak dotkliwy, że natychmiast, gdy tylko zniknęła, była skłonna poszukiwać rozwiązań.
Chciała wrócić do swojej normalności. Do śniadań, spacerów, pracy, szkoły, bliskiej osoby na kanapie.
A nie degenarata, którego dłonie zanurzone były we krwi.
- Takie rzeczy dzieją się każdego dnia, różnym ludziom. Niekoniecznie dorosłym, niekoniecznie takim, którzy na to zasługują - odrzucił, obojętność wpełzła do jego głosu, przykleiła się do wypowiadanych słów. Ta sama obojętność, która tchnęła w jego ciało odrętwienie, popychając jego ramiona do skwitowania jej słów ich podniesieniem ku niebu. - Dlaczego miałbym przejmować się tym, co się stanie z twoją siostrą?
Papieros w jego ustach wreszcie wylądował z powrotem w dłoni, między kciukiem a palcem wskazującym. Niedbale strzepnął popiół gdzieś w bok, na podłogę, w tym odrętwieniu nie szukając nawet popielniczki.
Nie widział jej w natłoku szklanek, telefonów i wszystkiego innego, zalegającego na stole wraz z mało dyskretnym woreczkiem.
Widział tylko jej twarz, zwróconą ku niemu w iluzji spojrzenia, które w praktyce wędrowało wszędzie wokół, byle tylko nie zbliżać się do jego oczu.
- Skoro ty nie przejmowałaś się tym, co stanie się ze mną?
Żałosne.
Pożałował swoich słów natychmiast, gdy zostały wypowiedziane. Pożałował tonu, który zakradł się do tej obojętności, tonu pasującego do żałosnego, głupiego kundla, do niespełnionego romantyka, do idioty, któremu Violet Haze zawróciła w głowie.
I który nadal nie potrafił jej uchwycić. Umknęła z tego miejsca w jego sercu, które wypalił do gołej ziemi i utknęła gdzieś u podstawy jego czaszki, niezdolna do zlokalizowania i wyplenienia.
Choroba, którą czuł w swoich odrętwiałych mięśniach izbyt trzeźwym nietrzeźwym postępowaniu.
Zaciągnął się papierosem, dym opuścił jego nozdrza w przypływie irytacji własnym zachowaniem. To, co między nimi było - a raczej czego nie było nie powinno w ogóle być przedmiotem tej dyskusji. Nie zamierzał znów, jak za każdym razem, żałośnie wyciągać rękę do osoby, która z wprawą ją odrzucała by wracać wyłącznie po to, bo jej kazano.
- Dobrze, panno Haze - odezwał się głośniej, papieros obracał się w jego palcach w marnej próbie utrzymania jego myśli na wodzy. - Moje usługi nie są tanie.
W jej przybyciu nie było nic osobistego, był zwyczajnie jedyną osobą nienależącą do mafii, z którą zadarła, którą mogłaby poprosić o pomoc - więc ta rozmowa, w istocie, była tylko biznesowymi negocjacjami i jako transakcję zamierzał to potraktować.
- Skoro chcesz, żebym wyciągnął twoją siostrę z tego gówna - dodał, tym razem odnajdując zapalniczkę, przysuwając ją do siebie pośpiesznie, by otaczający dym maskował jej cholerny zapach, by była tylko sylwetką, z wzrokiem utkwionym wszędzie indziej, byle nie w nim. - Jak zamierzasz za to zapłacić?
never mix business with pleasure
Może to przez pan, które denerwowało go za każdym razem, gdy go używała. Może to przez jej ton, niemal wyrachowany, zbyt spokojny, by był w stanie trafiać go jego rozżarzonego wnętrza. Może przez to, że te słowa w zasadzie mówiły bardzo dużo, a zarazem nic - nic z tego, co faktycznie dotyczyło
Mówiły za to bardzo dużo o młodej dziewczynie, która została wciśnięta w środek tej gównianej imprezy. Dziewczynie, którą Haze wybrała odruchowo, na którą wymieniła jego w tym prostym układzie, który był dla niej oczywisty.
W końcu była tylko dzieckiem. Nie miała nikogo poza nią. Musiała zrobić wszystko co w jej mocy, by ją z tego wyciągnąć.
Czymże było życie jednego degenerata w obliczu rodziny?
I to do niej pragnęła wrócić, wciąż. Potrafiła zdeptać godność nie tylko własną, ale też jego, próbując namówić go do pomocy osobie, która go oszukała. Sprowokować go wyciągnięcia z tej sytuacji siostry, której potrzebowała w swoim życiu, której brak był dla niej tak dotkliwy, że natychmiast, gdy tylko zniknęła, była skłonna poszukiwać rozwiązań.
Chciała wrócić do swojej normalności. Do śniadań, spacerów, pracy, szkoły, bliskiej osoby na kanapie.
A nie degenarata, którego dłonie zanurzone były we krwi.
- Takie rzeczy dzieją się każdego dnia, różnym ludziom. Niekoniecznie dorosłym, niekoniecznie takim, którzy na to zasługują - odrzucił, obojętność wpełzła do jego głosu, przykleiła się do wypowiadanych słów. Ta sama obojętność, która tchnęła w jego ciało odrętwienie, popychając jego ramiona do skwitowania jej słów ich podniesieniem ku niebu. - Dlaczego miałbym przejmować się tym, co się stanie z twoją siostrą?
Papieros w jego ustach wreszcie wylądował z powrotem w dłoni, między kciukiem a palcem wskazującym. Niedbale strzepnął popiół gdzieś w bok, na podłogę, w tym odrętwieniu nie szukając nawet popielniczki.
Nie widział jej w natłoku szklanek, telefonów i wszystkiego innego, zalegającego na stole wraz z mało dyskretnym woreczkiem.
Widział tylko jej twarz, zwróconą ku niemu w iluzji spojrzenia, które w praktyce wędrowało wszędzie wokół, byle tylko nie zbliżać się do jego oczu.
- Skoro ty nie przejmowałaś się tym, co stanie się ze mną?
Żałosne.
Pożałował swoich słów natychmiast, gdy zostały wypowiedziane. Pożałował tonu, który zakradł się do tej obojętności, tonu pasującego do żałosnego, głupiego kundla, do niespełnionego romantyka, do idioty, któremu Violet Haze zawróciła w głowie.
I który nadal nie potrafił jej uchwycić. Umknęła z tego miejsca w jego sercu, które wypalił do gołej ziemi i utknęła gdzieś u podstawy jego czaszki, niezdolna do zlokalizowania i wyplenienia.
Choroba, którą czuł w swoich odrętwiałych mięśniach i
Zaciągnął się papierosem, dym opuścił jego nozdrza w przypływie irytacji własnym zachowaniem. To, co między nimi było - a raczej czego nie było nie powinno w ogóle być przedmiotem tej dyskusji. Nie zamierzał znów, jak za każdym razem, żałośnie wyciągać rękę do osoby, która z wprawą ją odrzucała by wracać wyłącznie po to, bo jej kazano.
- Dobrze, panno Haze - odezwał się głośniej, papieros obracał się w jego palcach w marnej próbie utrzymania jego myśli na wodzy. - Moje usługi nie są tanie.
W jej przybyciu nie było nic osobistego, był zwyczajnie jedyną osobą nienależącą do mafii, z którą zadarła, którą mogłaby poprosić o pomoc - więc ta rozmowa, w istocie, była tylko biznesowymi negocjacjami i jako transakcję zamierzał to potraktować.
- Skoro chcesz, żebym wyciągnął twoją siostrę z tego gówna - dodał, tym razem odnajdując zapalniczkę, przysuwając ją do siebie pośpiesznie, by otaczający dym maskował jej cholerny zapach, by była tylko sylwetką, z wzrokiem utkwionym wszędzie indziej, byle nie w nim. - Jak zamierzasz za to zapłacić?
never mix business with pleasure