and they called it puppy love
: pn lis 02, 2026 4:26 pm
Słowo było stosunkowo stare i Kira nie przypuszczała, żeby posługiwała się nim dzisiejsza młodzież. Zresztą, ona sama już się do tej młodzieży nie zaliczała. Miała dwadzieścia sześć lat, a dzieciaki sąsiadów zaczynały mówić jej "dzień dobry". Czy to oznaczało, że była stara? Oby nie. Na szczęście przynajmniej wyglądała młodo, więc może jeszcze nie wszystko było stracone. Daisy, choć starsza od niej o pięć lat, również nie miała powodów do narzekania na upływający czas. No co tu dużo mówić - wyglądała zniewalająco. I jakby nie patrzeć, to właśnie Whitmore zapoczątkowała wszystko, co się między nimi teraz działo. Może trudno w to uwierzyć, ale Finch była grzeczna. Naprawdę! Trzeba przypomnieć, że to menadżerka pocałowała ją jako pierwsza. Kira po prostu odpowiedziała na zainteresowanie, które jej okazano. I kto był tutaj łobuziarą?
Uniosła ręce w obronnym geście, nie wątpiąc we wspaniałe umiejętności Daisy. Była pewna, że kurczak zostanie pokrojony profesjonalnie. Chociaż kiedy przyjrzała się temu, z jaką dokładnością Whitmore wycina tłuszcz i żyłki, na moment popatrzyła na mięso z lekkim powątpiewaniem.
— Sos przygotowuje się na bazie pomidorów, masła, śmietanki i przypraw indyjskich — wyjaśniła, zanim menadżerka wpadła w jej ramiona. Jakoś nie pomyślała, że mogłaby się nadziać na ostrze noża. W jej mniemaniu było to mało prawdopodobne. Finch zdążyłaby zrobić zręczny unik albo przytrzymać dłoń Whitmore. Nie ma opcji, żeby skończyła z dziurą w cycku. — Oj tak, od razu zabić. Już nie wyolbrzymiaj — uśmiechnęła się niewinnie przy jej ustach i wróciła do przygotowywania sos, zaczynając od starcia czosnku i imbiru.
Skupiła się na swoim zadaniu, co jakiś czas zerkając z ukosa, jak Daisy robi z krojeniem. Musiała przyznać, że szło jej całkiem sprawnie. I nawet mięsa nie ubyło po odkrojeniu wszystkiego, co w mniemaniu menadżerki nie nadawało się do jedzenia. Finch z kolei uważała, że wszystko wytopiłoby się i wysmażyło, ale nie zamierzała się sprzeczać o taką bzdurę.
— Fantastycznie — odparła zgodnie z prawdą. — Lubię mieć dużo przestrzeni. Poza tym to prezentem urodzinowym od rodziców i dziadków. Ja się o niego nie prosiła — wzruszyła lekko ramionami. Rozejrzała się, jakby chciała ocenić, czy faktycznie dom jest taki duży, jak spostrzegali go inni. — Jest duży, ale dobrze się składa, bo ja mam dużo rzeczy i muszę je gdzie pomieścić — chyba nie trzeba było wspominać o tym, że Kira miała tendencję do roztrwaniania pieniędzy? Paul i Abigail rozpuścili ją jak dziadowski bicz. — Zgadza się, mam dwie starsze siostry. Ale nie mamy jakiegoś wybitnie zażyłego kontaktu. Chyba wystarcza nam świadomość, że w razie czego możemy na siebie liczyć. A ty masz rodzeństwo? — zapytała, zdając sobie sprawę z tego, że nigdy nie poruszała tego tematu. Możliwe, że sama kilkakrotnie napomknęła przy Whitmore o swoich siostrach, ale właściwie sama nie wiedziała niczego o jej rodzinie. No właśnie o jej rodzinie, a nie o rodzinie Rowana.
W międzyczasie rozgrzała tłuszcz na patelni, doprawiła pokrojoną pieść z kurczaka, a kiedy czosnek i imbir nabrały koloru, dorzuciła do tego mięso, co chwilę mieszając, żeby nic się nie przypaliło.
Daisy
Uniosła ręce w obronnym geście, nie wątpiąc we wspaniałe umiejętności Daisy. Była pewna, że kurczak zostanie pokrojony profesjonalnie. Chociaż kiedy przyjrzała się temu, z jaką dokładnością Whitmore wycina tłuszcz i żyłki, na moment popatrzyła na mięso z lekkim powątpiewaniem.
— Sos przygotowuje się na bazie pomidorów, masła, śmietanki i przypraw indyjskich — wyjaśniła, zanim menadżerka wpadła w jej ramiona. Jakoś nie pomyślała, że mogłaby się nadziać na ostrze noża. W jej mniemaniu było to mało prawdopodobne. Finch zdążyłaby zrobić zręczny unik albo przytrzymać dłoń Whitmore. Nie ma opcji, żeby skończyła z dziurą w cycku. — Oj tak, od razu zabić. Już nie wyolbrzymiaj — uśmiechnęła się niewinnie przy jej ustach i wróciła do przygotowywania sos, zaczynając od starcia czosnku i imbiru.
Skupiła się na swoim zadaniu, co jakiś czas zerkając z ukosa, jak Daisy robi z krojeniem. Musiała przyznać, że szło jej całkiem sprawnie. I nawet mięsa nie ubyło po odkrojeniu wszystkiego, co w mniemaniu menadżerki nie nadawało się do jedzenia. Finch z kolei uważała, że wszystko wytopiłoby się i wysmażyło, ale nie zamierzała się sprzeczać o taką bzdurę.
— Fantastycznie — odparła zgodnie z prawdą. — Lubię mieć dużo przestrzeni. Poza tym to prezentem urodzinowym od rodziców i dziadków. Ja się o niego nie prosiła — wzruszyła lekko ramionami. Rozejrzała się, jakby chciała ocenić, czy faktycznie dom jest taki duży, jak spostrzegali go inni. — Jest duży, ale dobrze się składa, bo ja mam dużo rzeczy i muszę je gdzie pomieścić — chyba nie trzeba było wspominać o tym, że Kira miała tendencję do roztrwaniania pieniędzy? Paul i Abigail rozpuścili ją jak dziadowski bicz. — Zgadza się, mam dwie starsze siostry. Ale nie mamy jakiegoś wybitnie zażyłego kontaktu. Chyba wystarcza nam świadomość, że w razie czego możemy na siebie liczyć. A ty masz rodzeństwo? — zapytała, zdając sobie sprawę z tego, że nigdy nie poruszała tego tematu. Możliwe, że sama kilkakrotnie napomknęła przy Whitmore o swoich siostrach, ale właściwie sama nie wiedziała niczego o jej rodzinie. No właśnie o jej rodzinie, a nie o rodzinie Rowana.
W międzyczasie rozgrzała tłuszcz na patelni, doprawiła pokrojoną pieść z kurczaka, a kiedy czosnek i imbir nabrały koloru, dorzuciła do tego mięso, co chwilę mieszając, żeby nic się nie przypaliło.
Daisy