Strona 2 z 2
All ppl make mistakes but this one shouldn't happen
: sob paź 24, 2026 7:40 pm
autor: Hunter Robertson
— Nie mogli sobie spłodzić jeszcze córki, żeby to ją wydawać za mąż, a nie na Tobie się znęcają? Udawałbym twojego faceta gdybyś chciał, ale nie wiem czy chcieliby zyskać w posagu jedynie małe studio tatuażu. — no ta wizja wydawała mu się zabawna. Nie miałby problemu z udawaniem, ale znał rodziców Sinclaira i wiedział, że nie zaakceptowaliby takiego związku, a nie miał żadnej wpływowej znajomej, którą mógłby mu podrzucić.
— No jeśli nie chcesz zasnąć w moich ramionach to twoja strata. — zaśmiał się, przeczesując włosy palcami. Mógł jeszcze dla efektu napiąć mięśnie, żeby biedny wiedział co tracił, ale wolał ostatecznie sobie to odpuścić. Jeszcze zacząłby sobie coś wyobrażać i nie mógłby zasnąć w nocy marząc o nim. — Ej, to nie śpiewałem Ci już? To z kim jak byłem na karaoke? Tak się narąbałem, że obudziłem się w swoim samochodzie, ale nie pamiętam kto mi towarzyszył. Ale przypał. — był święcie przekonany, że to Ambrose wtedy z nim był i razem prezentowali swój talent wokalny, ale może coś mu się pomieszało? Alkohol czasem lubił namieszać we wspomnieniach, zwłaszcza jak zbytnio z nim przesadził co i tak nie zdarzało się za często.
— A widzisz tu inną okolicę jak nie las? — było to oczywiście pytanie retoryczne, ale i tak spojrzał na niego unosząc brwi do góry. I tak, wiedział o robakach, które tak naprawdę były wszędzie. Nawet w mieście za oknem Sinclair, więc nie rozumiał czemu tak panikował. — Tak, zamorduję Cię i zostawię w tym lesie na pożarcie wilkom jak się nie zamkniesz. — zaśmiał się, prowadząc go do wyjścia. Kazał mu jednak chwilę poczekać, kiedy on wrócił do swojej walizki, wyciągnął spray na komary i wrócił z nim do Sinclair spsikując go. — Teraz ani słowa o robakach. A pizzę dostaniesz po powrocie, bo tutaj jej nam raczej nie przywiozą, ale alkoholu Ci nie pożałuję. — odparł, wyprowadzając go na zewnątrz, zamknął drzwi i ruszyli ścieżką w głąb lasu. Dobrze, że przynajmniej pogoda im dopisywała i nie zamarzną po drodze.
— I jak wyszły twoje obrazy na kolejną wystawę? — zapytał, zerkając na przyjaciela, który przecież ostatnio ciężko nad nią pracował i stąd ten wyjazd.
Ambrose Sinclair
All ppl make mistakes but this one shouldn't happen
: sob paź 24, 2026 8:04 pm
autor: Ambrose Sinclair
-Kochany, ja jestem niemal pewien, że powstałem z przypadku, chociaż z drugiej strony muszą mieć jakiegoś dziedzica, żebym im nazwisko nie przepadło. A skoro mają syna, to wiesz, dla nich lepiej. Matka teraz w życiu nie pozwoliłaby sobie na dwójkę dzieci, bo przecież jest kobietą elegancji, a one nie mają gromadki biegającej za nią - skomentował, ponownie ramionami wzruszając. Przez tyle lat tak bardzo do tego wszystkiego przywyknął, że nawet nie robiło to na nim wrażenia. Świat elitarny rządził się swoimi prawami i jeśli na horyzoncie pojawiała się opcja zgarnięcie większej gotówki, niemal zawsze z niej korzystano. Rose sam był przekonany, że jego rodzice nie pobrali się z miłości, a raczej chodziło tu o jakiś rodzaj spółki biznesowej. Jak nie było, oboje dobrze na tym wyszli. Ojciec nie uchodził za starego kawalera, a matka mogła pławić się w luksusach. Pytanie tylko, czy kiedyś Ambrose będzie chciał mieć tak kogoś na utrzymaniu. - Faceta? - zerknął na niego rozbawiony. Już widział minę ojca, kiedy Sinclair oznajmiłby, że sorry, dzieci nie będzie bo umawia się z chłopakiem. Tak, zdecydowanie byłby zadowolony. Jak cholera. Niemal tak samo, jak on cieszył się na widok Valentina każdego dnia, kiedy na niego w domu wpadał.
-Hunter, ja nie wiem co ty brałeś, ale czy ja wyglądam na kogoś kto chodzi na karaoke? Nie śpiewam publicznie, a już z pewnością nie śpiewam przed byle kim, więc nie, zdecydowanie nie byłeś ze mną - skomentował, zerkając na chłopaka. Ciekawe z kim to śmiał go pomylić. Jeśli się okaże, że ktoś ktoś kto popindala po mieście w tanich podróbkach Gucci’ego, to zdecydowanie się obrazi.
-Już wolę zostać zjedzony przez wilki, niż żeby robale po mnie łaziły. Ohyda! - aż się wzdrygnął na samą myśl, bo nie rozumiał, kto to w ogóle wymyślił. A osy i pszczoły już w ogóle były dla niego okropieństwem. Nie można się było tego całkiem pozbyć?
-Jezu, Hunter! Chcesz mnie zabić? Weź może uprzedzaj, jak wyciskasz na mnie jakąś truciznę - zakaszlał, kiedy został brutalnie potraktowany sprejem.
Idąc leśną ścieżką rozglądał się na boki jakby w obawie, że zaraz coś na niego wyskoczy. Już słyszał to bzyczenie koło ucha.
-Myślę, że całkiem dobrze. Dostałem wiele naprawdę pozytywnych recenzji, więc mam nadzieję, że zainteresowanie nią nie zesłabnie. Szkoda tylko, że pewnie tylko dlatego, że noszę nazwisko ojca - skrzywił się. To zawsze było coś, co nie dawało mu spokoju. - Jak twój “kolega”? - zerknął na niego. Oczywiście, że musiał wszystko wiedzieć.
Hunter Robertson
All ppl make mistakes but this one shouldn't happen
: sob paź 24, 2026 8:28 pm
autor: Hunter Robertson
— Nie powinieneś ukrywać tego anielskiego głosu, wiesz? Ale skoro tak… dalej nie wiem z kim byłem w takim razie na karaoke. No trudno. Tyle dobrze, że mój zgrabny tyłek wyszedł z tego cało. — śmieszna sytuacja, że czegoś nie pamiętał. Tym bardziej czegoś takiego i kto mu wtedy towarzyszył, bo chodziło o całą noc, a nie chwilowe spotkanie. Luka w pamięci, której tak bardzo nie lubił, ale przynajmniej nic poważnego mu się nie stało. Ale jakim cudem obudził się we własnym aucie zamiast czyimś łóżku było zastanawiające.
— Oj nie bądź piczka, to tylko robaki. — zaśmiał się. Kompletnie nie rozumiał jak ten chłopak przeżył dzieciństwo. Hunter jako maluch ile razy rzucał w kolegów dżdżownicami czy łapał inne robaki do słoika, żeby potem straszyć nimi koleżanki. Pająków też się nie obawiał, a taki las był ich pełen i nigdy nie wiadomo czy zaraz jakiś nie wyląduje w twoich włosach.
— To trucizna na robaki, nie na Ciebie. Wyluzuj. — wywrócił oczami. Powinien docenić, że się o niego troszczył zamiast całkiem go olewać. Sobą się nie przejmował, bo uważał latające dookoła robaki za coś normalnego.
— A nie myślałeś, żeby pracować pod jakimś pseudonimem, który nie byłby związany z rodzinnym nazwiskiem? Wiesz, żeby patrzyli na obrazy, a nie właściciela. Przecież twoje dzieła są świetne i same by się obroniły. — przyznał. Sam może nie miałby gdzie ich powiesić, ale same w sobie mu się podobały i gdyby go nie znał pewnie też by się nimi zainteresował.
Zamyślił się na chwilę słysząc pytanie o kolegę. Wiadomo, że chodziło o Hudsona. Chyba już wszyscy w jego otoczeniu zdążyli zauważyć, że odkąd go poznał coś się w nim zmieniło, a już tym bardziej po ich ostatnim spotkaniu. No bo jak miało być normalnie po tym co między nimi zaszło? I czy powinien o tym mówić głośno? Czy chciał się wygadać? Raczej nie. Czy tego potrzebował? Być może. Tylko czy to pomoże bardziej od samotnych rozmyślań na osobności?
— Wszystko z nim w porządku. A co ma być? — postanowił udawać głupka, wmawiając mu, że nic się nie dzieje i dalej się kumplują jak wcześniej bez żadnych problemów. Gorzej, jeśli ten postanowi wypytać go po wypiciu kilku piw, bo te zdecydowanie rozwiążą mu język.
Ambrose Sinclair
All ppl make mistakes but this one shouldn't happen
: sob paź 24, 2026 8:51 pm
autor: Ambrose Sinclair
-Anielski głos nie dla wszystkich, Robertson. Trzeba sobie zasłużyć, wiesz? Ja nie wiem, ale musiałeś być ostro nawalony, jeśli nie pamiętasz, z kim się szlajałeś. Jesteś pewien, że to nie ten twój kolega, z którym ostatnio spędzasz tak dużo czasu? - wyszczerzył się do niego, lekko go nawet szturchając. Sam nie pamiętał, by kiedykolwiek dał się tak ponieść jakiejś imprezie, by później nie pamiętać co się na niej działo, albo z kim na niej był. Lubił mieć informacje, które później można było wykorzystać do własnych celów. Wszak to właśnie wiedza była najważniejsza. I pieniądze, ale na ich ilość Rose nigdy nie narzekał, o czym zapewne wiedział niemal każdy kto miał z nim styczność, bo chłopak niespecjalnie się z tym krył.
-Tylko robaki? To są obleśne stwory. Nie ufam niczemu, co ma więcej niż cztery nogi. A tym bardziej nie ufam czemuś co tych nóg nie ma - skomentował. Wzdrygnął się na samą myśl, że jakieś obleśne stworzenie mogłoby pełznąć po jego ciele. Albo bzyczeć mu za uchem. Na litość wszystkiego, jakim prawem to w ogóle znajdowało się na świecie, skoro nikomu nie było potrzebne?
-Jesteś pewien, że mogę ci zaufać? Jezu, ale to śmierdzi, wiesz? Będę musiał się po wszystkim znowu umyć - westchnął, mówiąc to wszystko chyba już tylko po to, aby powiedzieć. Ostatecznie lepiej było pachnieć w tak mało przyjemny sposób, niż pozwolić dobrać się do siebie jakimś robalom, które pewnie już zbierały armię, aby przypuścić na niego atak.
-Gdyby to było takie proste, już dawno wydawałbym pod pseudonimem. Ale żeby się wybić, trzeba podstaw. Moimi okazało się nazwisko ojca, który nie pozwoliłby mi przecież wydać kolekcji inaczej. Wiesz, musi się chwalić tym, jak zdolnego ma syna i jak to nie wdał się w ojca - powiedział, wzruszając ramionami. Niestety, tak przedstawiała się smutna rzeczywistość, w której żył Ambrose. Fakt, że miał pieniądze nie znaczył, że było kolorowo. Nie, on tylko usilnie próbował twierdzić, że faktycznie, ludziom na około pokazując, że niczego mu nie brakuje.
-No nie wiem, zaczęliście się spotykać, czy coś? Weź mnie nie trzymaj w niepewności, bo jeszcze chwila, a to ja zacznę do niego uderzać - odpowiedział, rozglądając się nadal.
A kiedy obok niego zaczęła latać osa, zamachał w panice dłonią, drugą łapiąc za rękę przyjaciela.
-WEŹ TO ODE MNIE! - rzucił.
Hunter Robertson
All ppl make mistakes but this one shouldn't happen
: sob paź 24, 2026 9:10 pm
autor: Hunter Robertson
— Nie, to nie Hudson. To bym raczej pamiętał, więc to musiał być ktoś inny. Tylko teraz kto… — westchnął, drapiąc się po głowie. Skoro nie Hudson i nie Ambrose to z kim mógł jeszcze imprezować? W grę wchodził chyba jedynie brat albo Kol, ale czy któryś z nich zostawiłby go samego w aucie po szalonej popijawie?
— Czasem zastanawiam się czy nie powinieneś był urodzić się jako dziewczynka, bo chyba nie znam faceta panikującego na punkcie robaków tak jak ty. — zaśmiał się, zerkając na przyjaciela. Naprawdę, czasem nie wiedział co ten chłopak miał w głowie. Przecież był dużym mężczyzną, który był o wiele większy od robaków, które mógłby zdeptać swoim drogim butem. Według niego nie było sensu uciekać przed czymś tak małym.
— Wepchnę Cię do jeziora i wyjdzie na to samo. Już nie przesadzaj, że będziesz się kąpał dzisiaj cztery razy. — mruknął, kręcąc głową. Miał szczęście, że wybrał takie miejsce gdzie mieli dostęp do bieżącej wody i nie musieli jej sobie przynosić, żeby móc się wykąpać przez co mógł sobie pozwolić na częste kąpiele, ale czy serio był sens tracić na to czas? Jeśli nie tarzali się w błocie wystarczyło się wykąpać rano i wieczorem. Po co więcej?
— No tak. Trzeba promować rodzinne nazwisko. No to w takim razie nic Ci chyba na to nie poradzę. — westchnął. Chociaż chciałby jakoś mu pomóc, nie mógł przebić rodzinnego nazwiska, które dla Sinclairów było ważne, a ojcu Ambrose nie wolno się przeciwstawiać jak już coś postanowi. Ambrose natomiast czekała ciężka praca, żeby się wykazać. Akurat umiejętności miał, jego obrazy były naprawdę świetne, więc to tylko kwestia czasu jak będzie rozpoznawany jako on sam, a nie syn sławnego malarza.
— Nie spotykamy się, po prostu… — chciał mu powiedzieć, ale akurat przyjaciel spanikował z powodu jakiegoś robaka. Serio? Gorzej niż baba. — Wyluzuj. — zaśmiał się, obejmując go ramieniem i odciągnął kawałek dalej, machając ręką na boki, żeby odgonić osę. Ryzykował, bo wkurzona mogła go przecież użądlić, ale nie przejmował się tym tak jak Ambrose. Upewniwszy się, że owad odleciał poklepał przyjaciela po ramieniu. — Jak tam, żyjesz? — zapytał, przyglądając mu się. Jeszcze tego brakowało, żeby coś go pogryzł, bo to zepsułoby cały wyjazd.
Ambrose Sinclair
All ppl make mistakes but this one shouldn't happen
: sob paź 24, 2026 10:27 pm
autor: Ambrose Sinclair
-Wiesz co Hunter, jak dla mnie powinieneś uważać ile i co pijesz na imprezach, skoro masz zaniki pamięci. Ktoś ci dziecko podrzuci i nawet nie będziesz wiedział kto - zaśmiał się cicho, chociaż tak naprawdę nie było w tym wszystkim niczego śmiesznego. Co, jeśli Hunterowi faktycznie coś by się stało? Może i Rose wyglądał na takiego, co nie martwi się o innych, niemniej swoich przyjaciół cenił wyjątkowo. Tym bardziej, że nie miał ich szczególnie wielu. Nie takich jak Hunter, który pomimo wszystko zawsze był za nim, potrafiąc go trochę przystopować. Nie to, aby przynosiło to rezultaty, ale na krótką chwilę wystarczyło. - Może z twoim byłym, co? Chociaż to by znaczyło, że niedługo znowu zaczniecie się ze sobą umawiać. Podobno stara miłość nie rdzewieje - skomentował, szturchając chłopaka ramieniem. Wiedział o nim i tym informatyku, co oczy od komputera nie potrafił oderwać. Trochę przykre, że Robertson spotykał się z kimś takim. Bo co, seks też uprawiali przez neta?
-Pierdol się, Hunter. Nie moja wina, że są obrzydliwe. A babą to prędzej jesteś ty, wiesz? - skrzywił się, słysząc jego słowa. Przecież Sinclair nie będzie tolerował niczego tak paskudnego i obrzydliwego. Pewnie dlatego dostawał odruchów wymiotnych za każdym razem, kiedy widział tego gnojka panoszącego się po jego domu. - Lubię być czysty. Poza tym nie pójdę spać śmierdzący - odpowiedział jedynie. Dbał o czystość, pewnie nawet przesadnie, ale co zrobić. Takie życie bogatego, który nie miał w swoim życiu wiele do roboty. Jasne, zajmował się własnymi kolekcjami, niemniej poza tym miał mnóstwo wolnego czasu.
-Kiedyś sprawię, że ludzie spojrzą na mnie inaczej, a nie przez nazwisko ojca - powiedział, lekko ramionami wzruszając. Każdy inny nie widziałby problemu, jemu jednak dość bardzo to przeszkadzało. To, że nie widzieli jego, a tylko jego ojca. Syn swojego ojca, duma ojca. Tylko tej ojciec i ojciec.
-JAKIE WYLUZUJ! Ten potwór chce mnie zjeść!!! - skomentował, zaciskając dłoń na ramieniu wyższego chłopaka, kiedy ten go objął. Jak można było być tak nie empatycznym, jak Hunter teraz?! - Czy naprawdę nie mogłeś zabrać mnie w góry? Tam jest zimno i nic nie lata - westchnął.
-Masz mnie przed tym bronić, póki nie wrócimy. Pamiętaj, że jestem na tym spacerze tylko dla ciebie - skrzywił się lekko. - Ale możemy porobić zdjęcia. Przynajmniej będzie jakiś pożytek.
Hunter Robertson
All ppl make mistakes but this one shouldn't happen
: sob paź 24, 2026 10:48 pm
autor: Hunter Robertson
— Dziecko? No nie przesadzajmy. — zaśmiał się nerwowo, zerkając na przyjaciela. Nie no, aż tak chyba by nie zaszalał, nie? — Ja i Kol? Nie, to raczej niemożliwe… wspólnie zdecydowaliśmy, że to nie ma sensu. Jesteśmy teraz tylko przyjaciółmi. — stwierdził, wzruszając ramionami. Kochał Kola i wciąż trochę cierpiał po rozstaniu, ale nie chciał do niego wracać. Wątpił, żeby kiedykolwiek coś się zmieniło i pewnie znowu spędzałby wieczory sam, kiedy ten zarywałby nocki przy komputerze.
— Ostre słowa jak na pięciolatka. — zaśmiał się, czochrając włosy przyjaciela. Chyba nie zamierza pilnować idealnej fryzury przez cały weekend? — Ja przynajmniej nie piszczę jak baba na widok muchy. — rzucił, uśmiechając się złośliwie. Może ten wyjazd dobrze mu zrobi i nauczy się czegoś? Robaki w końcu nie były takie złe. Na jego miejscu bardziej by się obawiał dzików i niedźwiedzi, które mogłyby w każdej chwili na nich wyskoczyć. Ambrose powinien być w końcu mężczyzną. Kiedyś wysyłało się takiego nastolatka samego do lasu czy na polowanie i wtedy nim zostawał. Może powinien sprawić mu taką wyprawę? Spanie pod gołym niebem i szukanie pożywienia na własną rękę mając jedynie scyzoryk? — No to oczywiste. Wolałbym, żeby kanapa na której spędzimy cały weekend nie śmierdziała Tobą. — no był trochę złośliwy, ale Ambrose powinien się przyzwyczaić do tego co wcale nie oznaczało, że Hunter go nie lubił. Inaczej przecież nie zdecydowałby się na weekend z nim, nie?
— Jestem pewien, że któregoś dnia się tak stanie. — zgodził się, kiwając głową. Co jeszcze mógł powiedzieć? Rady o tym, że powinien ciężko pracować na swój sukces na pewno słyszał codziennie od każdego, więc nie zamierzał mu tego dokładać. Tym bardziej na wyjeździe, gdzie mieli zapomnieć o pracy chociaż na kilka dni.
— Tak, tycia osa chce zjeść takiego dużego chłopca. Na pewno. — zachichotał, machając dalej ręką. Nie było to możliwe, ale w momencie strachu takie myśli były jak najbardziej prawdopodobne. — Dobra, kolejny wyjazd jest w góry, spoko. Tam na pewno też może Cię coś zjeść. — odparł, wzruszając ramionami. Jeśli chodzi o robaki raczej nigdzie nie było bezpiecznie. Chyba nie powinien mu wspominać, że chciałby wybrać się do Australii, gdzie robaki był dziesięć razy większe.
— Czyli to randka? — zażartował, klepiąc go lekko w ramię i ruszyli w dalszą drogę, podziwiając widoki dookoła. — No to rób zdjęcia, ale nie mi. Raczej nie nadaję się na modela. — odparł, kręcąc głową. Fotografem może sam nie był najlepszym, ale mógł jemu porobić zdjęcia jeśli chciał. Na pewno potrzebował czegoś na te swoje social media, żeby pokazać wszystkim jaki to jest super i spędza czas na łonie natury co chyba jest teraz modne.
Ambrose Sinclair
All ppl make mistakes but this one shouldn't happen
: sob paź 24, 2026 11:09 pm
autor: Ambrose Sinclair
-Różne rzeczy się zdarzają. Ja cię tylko ostrzegam. Uwierz mi, nie chcesz się później bawić w dociekanie, czy faktycznie jest twoje. Panny potrafią być męczące. Nie patrz tak na mnie, nie mówię tego z własnego doświadczenia, a raczej jednego z moich kolegów. Nawet nie wiem, czy ostatecznie ustalił, czy to jego czy jednak nie - powiedział, lekko wzruszając ramionami. Był przekonany, że Hunter nie był jeszcze gotowy na ojcostwo. Pewnie by się nadawał, ale czy chciał sobie życie marnować w taki właśnie sposób? Jakoś Rose w to wątpił. - A nawet jeśli nie przez dziecko, to uważaj, żeby ktoś cię nie zabił - skomentował. Takie sytuacje też miały miejsce. Przykładowo jeśli ktoś kiedyś znajdzie poćwiartowane ciało tego pożal się boże pseudo wampira Cullena, którego chromosomy pewnie zbliżone były do rzodkiewki, pewnie z miejsca będzie wiadomo, że to Sinclair. Jak dobrze, że miał w pogotowiu swoich super prawników, którzy nieraz wyciągali go z bagna, w które zdarzyło mu się wpakować.
-Szkoda. Taki informatyk się przydaje. A jeszcze jak jest kasiasty - zaśmiał się, szturchając Huntera. No tak, nie wyszło mu, bo tamten za dużo czasu spędzał przed kompem, a wiadomo, że człowiek potrzebuje też bliskości. Jak tu z kimś być, skoro nie można mu się nawet do gaci dobrać.
-No bosko, jeszcze niszczysz mi fryzurę. Kiedyś ci odgryzę tę rękę, wiesz? - oburzył się cicho, kiedy tak mu kłaki wytarmosił. Dobrze, że nie łapał go za policzki jak ciotka Anastasia. Na litość wszystkiego, ta to dopiero była irytująca. - Och, ja jestem przekonany, że ty uwielbiasz jak coś pachnie mną. To dlatego chciałeś mnie mieć na weekend - odciął się, patrząc na niego. No homo oczywiście, sto procent hetero.
-Wiesz co, mam nadzieję, że taka jedna użądli cię w dupsko, to zaczniesz te potwory traktować poważnie - skomentował, obchodząc go, żeby być jak najdalej osy, która jak na złość nie chciała się odczepić. Rose wiedział, że był słodki, ale na litość wszystkiego, niech to już pofrunie na jakiegoś kwiatuszka.
-Randka? A dałeś mi jakiś prezent, żeby nią było? - pokręcił głową. Chyba Hunterowi nigdy się nie znudzą takie żarty. Zresztą każdy wiedział, że Sinclair nie chodził na randki, bo nie miał na nie czasu. Florence potwierdzi, pewnie dlatego nie wytrzymali ze sobą długo.
Wyciągnął telefon i zrobił kilka zdjęcia. Oczywiście nie obyło się bez miliona selfie, które tak kochał, ale znalazło się również kilkanaście zdjęć z Hunterem, którego mina jak zawsze była zabawna.
Zapewne zrobiłby ich więcej, gdyby niespodziewanie nie poczuł ukłucie w okolicach ramienia, przez które siarczyście zaklął.
-WIDZISZ?! MÓWIŁEM - powiedział trochę spanikowany.
Hunter Robertson
All ppl make mistakes but this one shouldn't happen
: sob paź 24, 2026 11:26 pm
autor: Hunter Robertson
— Dobrze, że wyjaśniłeś skąd masz takie doświadczenie bo pomyślałbym, że rzeczywiście która próbowała bogatego malarza wkręcić w dziecko przez co byłaby ustawiona do końca życia. Ale dobra, postaram się uważać, żeby przypadkiem nie dostać taką wiadomością prosto w twarz. — zapewnił. Co prawda jak już zacznie pić nie będzie mógł uważać na wszystko co robi, ale postara się chociaż pić w znajomym towarzystwie dzięki czemu uniknie podobnej sytuacji. Wątpił, żeby ktoś chciał złapać na dziecko kogoś takiego jak on, ale panny miały różne dziwne pomysły. — No z tym już nic bym nie zrobił. Odwiedzaj chociaż mój grób raz w miesiącu, co? — rzucił, śmiejąc się pod nosem. No to jest akurat taka sprawa, której nie mógłby zapobiec, szczególnie pod wpływem alkoholu.
— No to Cię z nim umówię jeśli chcesz. — odparł, zerkając na Ambrose. On akurat nie korzystał z informatycznych umiejętności Kola, ale Ambrose może jakoś by je wykorzystał do promocji swojej wystawy? Nie było mu jednak fajnie słuchać jak to z Sandersem mógłby się jeszcze umawiać, skoro jeszcze nie doszedł do siebie po rozstaniu. Starał się jednak nikomu tego nie pokazywać, szczególnie swojemu byłemu.
— Oj przestań i tak nikt Cię nie widzi. Nie musisz wyglądać idealnie na każdym kroku. Poczuj chociaż trochę radości z życia. Wiesz, wiatr we włosach i te sprawy. — powiedział, zaczesując włosy do tyłu. Byli w lesie, dookoła praktycznie nie było ludzi, więc nie musieli wyglądać jak jakieś gwiazdy i mieć każdy włosek idealnie ułożony, a ubrania czyste i wyprasowane. Mogli nawet cały weekend przechodzić w majtkach i nikt im nic nie powie. — Oczywiście. Ukradnę Ci koszulkę i zrobię sobie z niej poszewkę, żeby wyobrażać sobie jak śpisz ze mną. No już przyznaj się, że sam na mnie lecisz. — parsknął śmiechem, szturchając go lekko w ramię.
— No czekaj, zaraz znajdę Ci prezent. — odparł, rozglądając się za jakimś kwiatkiem, ale żadnego nie znalazł. Spojrzał przepraszająco na Ambrose, wzruszając ramionami. Czyli nici z ich randki.
Nie był fanem zdjęć, ale zrobił sobie kilka z Ambrose, żeby miał jakąś pamiątkę z ich wyjazdu.
Spojrzał zaskoczony na Sinclaira kiedy ten zaczął krzyczeć, ale zachował spokój. Lepiej nie denerwować owadów dookoła, które mogłyby ich pogryźć w ślad za pierwszą osą.
— Uspokój się. Zaraz się tym zajmiemy. — objął go w pasie i posadził na pobliskim pieńku, żeby przypadkiem mu tu nie padł. Ostrożnie pomógł mu zdjąć kurtkę i podwinął rękaw podkoszulka, żeby przyjrzeć się miejscu użądlenia. — No nic, trzeba to wyjąć i wracamy do domku. Koniec spaceru. — westchnął i ostrożnie wyjął żądło. Na szczęście dość sprawnie sobie z tym poradził i jak ten zapewnił go, że dobrze się czuje pomógł mu wstać i ruszyli z powrotem do domku, gdzie przemył miejsce użądlenia wodą z mydłem i przyłożył zimny okład. — Trzymasz się? — zapytał, siadając obok Sinclaira na kanapie.
Ambrose Sinclair
All ppl make mistakes but this one shouldn't happen
: ndz paź 25, 2026 1:19 am
autor: Ambrose Sinclair
-Żadnej by to ze mną nie wyszło. Pierwsze co to test na ojcostwo. Pamiętaj, jeśli jakiejś przyjdzie do głowy wmieszać cię w coś takiego, stanowczo powiedz, że bez potwierdzenia z laboratorium nie bierzesz za to odpowiedzialności - skomentował. Wielu facetów zupełnie zapominało, że w dzisiejszych czasach można było tego zażądać i dawało wcisnąć sobie kit, stając się ojcem dziecka, które nie miało z nimi niczego wspólnego. Rose miał nadzieję, że jego przyjaciel miał trochę rozumu w głowie i nie wykazałby się taką naiwnością, wierząc pannie na słowo. Te potrafiły naprawdę wiele zrobić dla pieniędzy, zwłaszcza tych łatwych.
-Oczywiście, że tak. Ktoś z gustem musiałby dbać o to, żebyś przypadkiem nie miał kwiatów i zniczy, które nijak do siebie nie pasują - wyszczerzył się do niego. Sam obawiał się jak to będzie wyglądało, kiedy on sam pożegna się z tym światem, ale kto wie, może napisze w testamencie, że nie chce mieć grobu? Albo wszystko ma być na nim sztuczne, ułożone według jego własnego projektu. Wystarczyłoby jedynie mianować osobę odpowiedzialną za wymianę dekoracji, gdyby te uległy zniszczeniu. - Nie, dziękuję. Po pierwsze to twój były, a pewne zasady obowiązują. Po drugie większość informatyków nie ma pojęcia o ubieraniu się - skrzywił się. Co, jak co, ale byłych swoich przyjaciół się nie tykało, niezależnie od wszystkiego. Może Sinclair był człowiekiem, który zawsze musiał dostać to, co aktualnie chciał, ale i on znał pewne granice, których nie chciał przekraczać. Tym bardziej, że doskonale wiedział, jak Hunter przeżył rozstanie ze swoim byłym. Nic przyjemnego widzieć go w takim stanie.
-Wyglądam idealnie dla siebie, wiesz? - mruknął. Wiatr we włosach? Może lepiej nie, bo pewnie zaraz by mu wplątał w bujną czuprynę gałązki, listki i Bóg jeden wie co jeszcze. - Lecieć to może na ciebie krowa. Nie wiem, tak z wysokości kilku metrów, czy coś - skomentował, zerkając na chłopaka. Wiadomo, wszystko było żartem i tylko przy Woodzie Ambrose mógł zachowywać się tak, a nie inaczej. No i byli w lesie, tak? Nikt nie weźmie na poważnie tak gejowskich tekstów.
Szybko o tym zapomniał, kiedy użądliła go osa. Miał rację! Te potwory były wszędzie.
Z miejsca serce zaczęło mu walić jak oszalałe, bo wyobraził sobie, jak rzuca się na nich całe gniazdo. Dobrze, że Hunter był obok, mogąc go trochę uspokoić.
-Nie sadzaj mnie! Pewnie zaraz coś mi tyłek pogryzie. Mówiłem, że spacer w takim miejscu to porażka! - powiedział głośno, z paniką w głosie.
Z tego wszystkiego dał się rozebrać i nawet nie poczuł, jak przyjaciel pozbył się żądła z jego delikatnej skóry.
W domku Hunter ponownie się nim zajął, a paranoja chłopaka trochę minęła.
-Będzie siniak, prawda? Jak dobrze, że mogę to ukryć. A co, jak zeżre mnie w nocy coś? - westchnął, patrząc po podłodze w poszukiwaniu gniazda robaków.
Hunter Robertson