Strona 2 z 2

The difference between me and a dog is I am taller

: sob paź 31, 2026 2:39 pm
autor: River Cross
Wzruszyła ramionami, uśmiechając się przy tym niewinnie. Nie zakładała, że Ruelle wpakowałaby się celowo w sytuację, w której mogłaby stać się jej prawdziwa krzywda. Wszystko musiało balansować na granicy zdrowego rozsądku. To, co robiła jej River, było przecież bezpieczne. Nie chciałaby jej zrobić żadnej trwałej krzywdy w łóżku, to była przecież tylko zabawa. Ostrożnie balansowała na granicy sprawiania bólu i przyjemności, a Prescott nigdy nie sprawiała wrażenia, by miała cos przeciwko.
— Zobaczymy — odparła tylko tajemniczo, niczego nie obiecując. Skoro czeka je teraz wspólna dekada, to będą miały sporo okazji, żeby sprawdzić jej wytrzymałość i zamiłowanie do przyjmowania na siebie bólu.
— Między innymi — zgodziła się, skinąwszy głową. Nie wiedziała, skąd nagle w pamięci jej partnerki pojawił się znowu temat jej matek.
— Wiesz, że lubię się tobą chwalić. No i wiesz, że jestem z nimi blisko. Nie lubię ich wykluczać z istotnych części swojego życia. A poza tym chciały wiedzieć... — przerwała w połowie zdania. Tym razem jednak nie próbowała w żaden sposób żartować ani się wykręcać. Naprawdę miała problem z odpowiednim dobraniem słów. Przygryzła w zamyśleniu dolną wargę, wertując w myślach kolejne zdania, które sprawiały wrażenie kompletnie niewystarczajacych.
— Powiedzmy, że miałam trochę konfliktów ze sztuką przez ostatnie półtora roku. Chciałam, żeby zrozumiały, dlaczego mam ich coraz mniej — dokończyła w końcu. Nie sprawiała wrażenia zadowolonej ze słów, na które się zdecydowała, ale musiały jej jakoś wystarczyć. Nie miała pojęcia, jak ująć to inaczej, żeby jednocześnie być szczerą, a z drugiej strony w żaden sposób nie spłoszyć teraz Prescott. Nie chciała, by poczuła, że ciąży na niej większa odpowiedzialność niż faktycznie.
Wizyta w wiosce pielgrzyma zapowiadała się na taką kompletnie niewartą pieniędzy, którą musiały w nią zainwestować. Ale to nic nie szkodzi. Przynajmniej było to coś nowego. Cross nigdy nie brała udziału w takiej głupocie, a przecież lubiła zbierać nowe doświadczenia. Byłaby wyjątkowo niesprawiedliwa, gdyby zignorowała sugestię Rue, żeby tu przyjść. Namówiła ją już dwukrotnie na przeglądanie i kupowanie tandety, więc podążenie za ciągotą Prescott było po prostu fair.
Miała ochotę parsknąć pracownicy śmiechem prosto w twarz, widząc jej reakcję na pytanie Ruelle. To byłoby jednak dość nieuprzejme. Schowała więc na moment twarz we włosach swojej dziewczyny pod pretekstem cmoknięcia jej w głowę.
— Moja słodka wiedźma — szepnęła pochwałę, zanim się od niej odsunęła. Jak dobrze, że zakochała się w dziewczynie, która wzbudza w takich osobach jak ta szczerzuja konsternację, a nie sympatię. Tanatopraktorka naprawdę robiła na niej wrażenie na każdym kroku.
— Niech stracę. — Westchnęła teatralnie, godząc się na założenie tych strojów. Jakoś wytrzyma z ukrywaniem tej koszulki. Może nawet wytrzyma paradowanie w tym dziwactwie po terenie wioski.
Uiściły odpowiednie opłaty i naciągnęły na siebie stroje pachnące wyjątkowo tanim proszkiem do prania. Cudownie. Cross cofnęła się o dwa kroki, by móc wygodnie przyjrzeć się temu, jak wygląda jej partnerka. Potarła podbródek w zamyśleniu, oceniając ją – jak zwykle – jak dzieło w galerii sztuki.
— Kurwa, w tym też wyglądasz totalnie hot. To się robi nudne — przyznała, kręcąc głową z rozbawieniem. Miłość po prostu zaślepiała jej osąd, cóż poradzić. Ruszyły w głąb wioski w stronę wspomnianej już chaty zielarki. Po drodze minęły dyby, które stały na podwyższeniu. Jakaś rodzina radośnie robiła sobie w nich zdjęcia, wymieniając się miejscami. Jak uroczo. Sama chata wyglądała dokładnie tak, jak można było się tego spodziewać. Z sufitu zwisały pęki suszonych ziół, na półkach stały garnuszki, miseczki, moździerze i inne cholerstwa, których taka lekarka mogła używać.
— Dzień dobry. A pani nie powinni teraz palić na stosie czy coś? — przywitała się uprzejmie z pracownicą siedzącą przy stoliku, która najwyraźniej odgrywała rolę zielarki.

Ruelle I. Prescott

The difference between me and a dog is I am taller

: sob paź 31, 2026 4:14 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Za tym uśmiechem nie kryło się nic niewinnego. Prescott mogła być tego całkowicie pewna. W końcu cały czas rozmawiały na ten sam temat oscylujący wokół sprawiania sobie nawzajem przyjemności. Takiej, która często łączyła się z bólem. On był jednak tylko swoistą wartością dodaną, czymś co dodatkowo pobudzało zmysły i drażniło je na całkiem nowe sposoby.
Zdawała sobie sprawę, że musiała ją zaskoczyć tym pytaniem, ale kotłowało się w niej od poprzedniego wieczora, ale nie miała zbytnio sposobności do tego, aby je zadać. Wolała wtedy skupić się na bliskości swojej dziewczyny i fakcie, że po tak długim czasie oficjalnie zaczęły być ze sobą.
— Wiem… — mruknęła, bo zdawała sobie sprawę, że Cross miała naprawdę silną więź ze swoimi matkami i chętnie dzieliła się z nimi swoim życiem.
Nie spodziewała się jednak tego, że River mogłaby mieć jakieś problemy twórcze. Może dlatego, że pierwszego dnia, gdy na siebie wpadły po latach, rysowniczka była w trakcie wykonywania szkiców zakładu pogrzebowego? Potem z kolei już wkręciła się w wykonywanie rysunków, na których znajdowała się jej muza. To jednak miało sens. Półtora roku. Raven. Mogła się domyślić, że strata przyjaciółki odbiła się na niej w kolosalny sposób.
— O ile Minju nie zacznie mnie oskarżać, że odciągam cię od zleceń, przekierowując twoją sztukę w kompletnie inną stronę — dorzuciła, bo czuła podskórnie, że z biologiczną matką River raczej nie nawiąże najlepszego kontaktu.
To nie był jednak czas ani miejsce na to, aby myśleć o podobnych rzeczach. Głównie dlatego, że znajdowały się już w wiosce pielgrzyma, a przed nimi znajdowała się pracownica, którą wyraźnie Ruelle udało się wprowadzić w pewną konsternację. Nie mogła nie poczuć swoistej dumy, gdy Cross z trudem powstrzymała się od śmiechu i ucałowała czubek jej głowy wyraźnie rozbawiona.
Wcześniej, co prawda, wypierała się czarodziejstwa, ale teraz mogła jak najbardziej zostać jakąś brują i czarować ile dusza zapragnie. Potrzebowała tylko, żeby ktoś pokazał jej przynajmniej kilka sztuczek oraz wprowadził co całej tej rytualnej sztuki.
— Raczej mówimy o sztuce leczniczej oraz roślinach, których warto używać lub się wystrzegać w codziennym życiu — powiedziała w końcu pracownica, a Prescott wysłuchała jej z pewnym pomrukiem, który trudno było odczytać.
— Czyli o trutkach też powinno być — podsumowała, ale chyba jej skupienie na tym aspekcie wydawało się pracownicy nieco zbyt groteskowe, ale czy powinna się tym przejmować?
Mogła wyjść na jakąś psychopatkę, ale przynajmniej taką zapakowaną w purytański strój, skoro w swojej łaskawości River zgodziła się na te dziwne przebieranki. Tylko, żeby jeszcze nie zostały tutaj zaciągnięte do pracy lub czegoś podobnego. W końcu mogły być łatwo wzięte za statystki.
— Kręcę cię jako siedemnastowieczna osadniczka? Ciekawe — mruknęła, bo mogłaby przysiąc, że jednak Cross gardziła osadnictwem, czy wręcz kolonizacją, a jednak wystarczyło, aby Ruelle wskoczyła w odpowiedni strój, a już jej się odmieniało.
Kostium nie był za wygodny, a Prescott miała wrażenie, że wygląda w nim idiotycznie, ale na pewno było to o wiele lepsze niż ta koszulka, która drażniła ją jeszcze bardziej niż te sztywne suknie i zarzucony na głowę czepiec.
Ruszyły razem w kierunku, gdzie znajdowała się chata rzekomej zielarki. Już z daleka czuć było od niej charakterystyczny zapach suszonych ziół. Tanatopraktorka zauważyła też trzaskający w kominku ogień oraz kociołki, w których na pewno można było przygotować strawę lub tajemnicze mikstury.
— Wypluj te słowa, dziecko! — niemal od razu Cross została skarcona przez pracownicę wioski pielgrzyma, a Rue mogła tylko wywrócić oczami na nietakt swojej dziewczyny.
— Łaskawa pani wybaczy, ale takt nie jest znany tej pannicy — rzuciła, odruchowo dostosowując się do starodawnego sposobu wysławiania się. — Zastanawiałyśmy się, jakie też zajęcia mogą na nas czekać w chacie zielarki.
Kobieta, która dotychczas sortowała zioła swoimi długimi i lekko krzywymi palcami, uśmiechnęła się do niej łagodnie. Na oko mogła mieć ponad pięćdziesiątkę i dalej bawiła się w podobne rzeczy. Wyglądała jednak na taką, która zdecydowanie zna się na swojej pracy.
— Cóż, możecie pomóc mi w przygotowywaniu remediów na popularne schorzenia — zaczęła, podsuwając Prescott moździerz, którym zapewne miała ubić na miazgę część ze znajdujących się w pobliżu roślin.

River Cross

The difference between me and a dog is I am taller

: sob paź 31, 2026 10:00 pm
autor: River Cross
Dziewczyna pracująca na wejściu w ciągu swojej zmiany na pewno trafia na całą masę świrów. Tak to już wyglądało w pracy w obsłudze klienta. A przecież ona dodatkowo pracuje w miejscu, które przyciąga dziwaków. Nie stanowili pewnie większości gości, ale jak już trafił się jakiś szajbus, to co najmniej taki pokroju Ruelle. Powinna być już przyzwyczajona. A może to był jej pierwszy tydzień i właśnie odbierały jej radość życia? Oby.
Latynoska i Azjatka nie wyglądały zbyt... sensownie w tych strojach. Ale może to i lepiej? Odbierały nieco powagi temu i tak już dość komicznemu przedsięwzięciu. Może właśnie pasowały tutaj lepiej niż te wszystkie białasy, którzy ze zbyt pojemnym sercem podchodzili do wspominania grzechów kolonializmu. Mimo wszystko Cross preferowała to, co miały pod spodem. Tyle dobrego, że jej dziewczyna podobała jej się absolutnie we wszystkim, a bez niczego to już totalnie.
Zaśmiała się krótko słysząc to zaangażowanie, z jakim przywitała je aktorka odgrywająca zielarkę. Prescott szybko podłapała klimat, w jakim się znalazły i zrobiła sobie z tego idealny pretekst, żeby trochę pośmiać się z Cross. Nie miała nic przeciwko. Nie była mistrzynią w odgrywaniu ról, o czym zresztą już kiedyś rozmawiały, ale potrafiła zaangażować się w zabawę. Nie będzie przecież siedzieć z założonymi rękami w kącie i tylko burczeć pod nosem jakieś głupoty.
— Doskonale. Może ma pani przepis na bycie kompletnie oderwaną od rzeczywistości i kompletnie zamroczoną? Bardzo by nam się przydało. Albo po prostu eliksir miłosny? — zasugerowała od razu wchodząc w żartobliwy ton, który był dla niej najprostszym rozwiązaniem. Nie mogłaby się przecież nie odgryźć swojej kobiecie. Podeszła do niej bliżej i objęła ją w pasie, uśmiechając się do zielarki. Ten czuły gest skierowany do jej muzy okazał się tylko pretekstem. Rysowniczka zsunęła dłoń z jej tali, udając, że po prostu chce podejść do jakiejś półki i uszczypnęła ją zaczepnie w tyłek.
— Albo chociaż maść na otarcia? — dodała, niby w odruchu w zamyśleniu pocierając palcami własną szyję. Każdy z zaproponowanych przez nią medykamentów bardzo by im się przydał. Jak zwykle okazywała też dobre serce, bo wszystkie specyfiki, które chciała wytworzyć, były potrzebne Ruelle.
— Zajmuję się raczej naparami na miesięcznie boleści i maściami rozgrzewającymi zbolałe mięśnie, ale twoje propozycje są interesujące, dziecko. Mów tylko ciszej. Siadajcie, znajdę coś dla was. — Tajemniczy ton kobiety zrobił na Cross wrażenie. Typiara musiała mieć ambicje albo lepszą stawkę niż ta przy wejściu, bo naprawdę się zaangażowała. Wskazała im puste krzesła przy stole, a sama zaczęła krzątać się po obejściu, zbierając składniki na jakieś cholerstwo.

Ruelle I. Prescott

The difference between me and a dog is I am taller

: ndz lis 01, 2026 11:14 am
autor: Ruelle I. Prescott
Kto pracował w obsłudze klienta, ten się w cyrku nie śmiał. Całe szczęście, że Ruelle poszczęściło się na tyle, że z żywym klientem miała do czynienia sporadycznie, bo większość dnia spędzała na zapleczu w otoczeniu trupów, które przynajmniej nie miały żadnych zażaleń. Milczały i pozwalały jej na to, aby zwyczajnie robiła swoje. Bez pretensji, bez głupich uwag czy dziwnych wymagań. Tak właśnie powinno być.
Zdecydowanie daleko im było do obrazka typowych osadniczek z terenów Anglii, ale w tej chwili nikt się tym zanadto nie przejmował. Zwłaszcza, że przecież na tych strojach zarabiali nieco dolarów, więc póki tylko ktoś wyłożył odpowiednią sumę to organizatorzy nie dbali o to, kto właściwie je wdziewał. W końcu wielu widziało w tym tylko atrakcję turystyczną.
Zielarka na pewno wypadała znakomicie w swojej roli. Właściwie to Ruelle podejrzewała, że za wszystkim stała prawdziwa pasja do ziołolecznictwa raz medycyny ludowej. W końcu nie wszystko dało się zwyczajnie wyuczyć na pamięć i udawać, że jest się tym zainteresowanym. Chociaż pewnie zdarzali się wybitny hochsztaplerzy, którym podobna sztuczka w jakimś stopniu mogła się udać.
— Czemu gadasz zaś o podobnych głupotach? — skomentowała odruchowo komentarz na temat tych dziwnych eliksirów na odmienne stany świadomości oraz wywołanie zakochania.
Cross naprawdę lubiła się z nią drażnić. Nie spodziewała się tego, że ją obejmie w pasie w tak czuły sposób, a następnie podszczypie pośladek przez wszystkie te warstwy kostiumu. Była naprawdę uzdolniona skoro jej się to udało.
Maść na otarcia nie była najgorszym pomysłem. Tylko, że Ruelle wyłapawszy kątem oka ruch, który wykonywała jej artystka, wiedziała, że jest to kolejna zawoalowana aluzja odnośnie ich życia seksualnego. Nie mogła jednak zaprzeczyć temu, że przydałaby się z pewnością: kolana, nadgarstki czy właśnie szyja z otaczającą ją obrożą były podatne na tak drobne niedogodności.
— Na podobne niedogodności najlepszy byłby żywokost i babka zwyczajna. Zadziwiające jak wiele zwyczajnych roślin może być użytych w tworzeniu cudownych remediów — kontynuowała, gdy obie turystki zasiadły już na przygotowanych krzesłach, a następnie rzuciła pęczek wciąż świeżych roślin w kierunku Prescott. — Zetrzyj je na pastę w moździerzu.
Instrukcja była dosyć jasna, więc dziewczyna szybko wrzuciła roślinę do miseczki i ujęła w dłonie przyrząd, którym miała je zetrzeć, aż osiągną odpowiednią konsystencję

River Cross

The difference between me and a dog is I am taller

: ndz lis 01, 2026 1:33 pm
autor: River Cross
Jak dobrze dla River, że nigdy nie musiała pracować w obsłudze klienta. A raczej jak dobrze dla tych klientów! Trudno powiedzieć, kto zniósłby to psychicznie gorzej. Nie utrzymałaby się w takiej pracy nawet tygodnia, wyrzuciliby ją na zbity pysk. Może dałaby radę z klientami pokroju tych, z którymi miała na co dzień do czynienia Ruelle, ale to też mogłoby być różnie. Na szczęście potencjalni klienci, z którymi musiała obcować rysowniczka, raczej byli zainteresowani tym, co oferowała i nie musiała im wciskać niczego na siłę. W życiu nie dałaby rady sprzedawać czegoś, w co nie wierzy, a przecież w swoją sztukę wierzyła z całych sił.
Uśmiech, jakim jej odpowiedziała, nie mógł świadczyć o niczym dobrym. Najwyraźniej dobrze zapamiętała sobie jej reakcję i miała zamiar to w jakiś niecny sposób wykorzystać. Okazywanie słabości przy drapieżniku to nigdy nie jest dobry pomysł! River uwielbiała przecież gromadzić wszelkie metody na irytowanie i zawstydzanie swojej kobiety, głównie przez to, że ona własnego wstydu właściwie nie miała. Zerowanie na cudzym było cudowną zabawą.
Nie miała bladego pojęcia o ziołolecznictwie ani w ogóle o żadnych medykamentach. Nie miała w planach się wymądrzać, bo przecież z tej trójki była tą najmniej doinformowaną. Obserwowała przez moment, jak jej partnerka ugniata rośliny w moździerzu. Przyglądała się ruchom jej dłoni, próbując odgadnąć, czy Prescott faktycznie wśród przodków miała jakieś wiedźmy. Takie zdolności ma się na pewno we krwi, magia nie mogła ot tak wyparowywać. Podążała za zręcznymi ruchami jak zahipnotyzowana. Może faktycznie Rue zaczęła już teraz używać jakichś czarów, bo Cross ocknęła się dopiero, gdy zielarka pstryknęła jej palcami przed twarzą. Zamrugała i spojrzała na nią z wyrzutem, wyraźnie niezadowolona, ze ktoś przerwał jej spektakl.
— Na to nie ma żadnego lekarstwa, drogie dziecko — wyjaśniła łagodnym tonem. Rysowniczka wywróciła oczami, przyjmując do wiadomości tę oczywistość. Doskonale zdawała sobie sprawę, że była zarażona aż do najgłębszego nerwu i nie jest w stanie pozbyć się już tej zarazy. Zielarka ustawiła na palenisku kociołek, a na nim niewielki spodek, tworząc w ten sposób kąpiel wodną. Podała artystce buteleczkę z jakimś oleistym płynem.
— Zalej tym zioła. Podgrzejecie je i pozwolicie wysycić się wszystkim łagodzącym składnikom — wyjaśniła. River pozwoliła tanatopraktorce wsypać zioła do miseczki, po czym zalała je olejem. Zielarka pokiwała z uznaniem głową i usiadła na przeciwko nich.
— Wszystko opiera się na wiedzy przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Medycyna nie ma niczego wspólnego z czarami. Ludzie nie potrafią panować nad magią, to bzdura. To nie są rzeczy do okiełznania — dodała i sięgnęła do szafki, z której wyciągnęła niewielki słoiczek z jakąś gęstą substancją, opisany jako maść na otarcia. Kapitaliści widzieli, jak nie tracić czasu turystów.

Ruelle I. Prescott

The difference between me and a dog is I am taller

: ndz lis 01, 2026 4:36 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Ludzie potrafili być naprawdę okropni i irytujący. Całe szczęście, że istniało tyle różnych zawodów, w których można było uniknąć nadmiernego kontaktu z klientem. River miała również to szczęście, że poza social mediami oraz konwentami, nie musiała wchodzić w zbyt wiele interakcji z ludźmi, którzy chcieli kupić coś z jej dzieł: czy to komiksów, czy to printów lub innego merchu.
Ruelle miała świadomość tego, że przy River zawsze powinna trzymać gardę, bo każdy najmniejszy gest lub słowo mogły być wykorzystane przeciwko niej. Cross tylko czekała na to, aż nadarzy się ku temu okazja. Musiała tylko wpierw uśpić czujność swojej modelki, a potem uderzyć ze zdwojoną siłą.
Nigdy nie interesowała się w znacznym stopniu medycyną naturalną. Na pewno nie taką, która wykraczała dalece poza typowe domowe sposoby na radzenie sobie z jakimiś podstawowymi dolegliwościami. Było jednak w tym wszystkim coś fascynującego i Prescott chętnie wysłuchiwała tego, co zielarka miała im do powiedzenia. Z ogromną pasją opowiadała o poszczególnych ziołach, medykamentach, a także truciznach, które pozyskać można było w lasach i na okolicznych polach. Nawet nie zauważyła tego jak intensywnie wpatrywała się w nią siedząca obok rysowniczka. Dopiero usłyszawszy pstryknięcie palcami, odwróciła głowę ku swojej artystce, która przypatrywała się jej z nie mniejszym zainteresowaniem niż to, którym ona zaszczycała te dziwne specyfiki.
Postępowały zgodnie z udzielanymi im przez kobietę instrukcjami. Ona wiedziała dokładnie, co należało robić, a Ruelle podążała z należytą starannością za każdą jej dyspozycją. Nie spodziewała się jednak tego, że kobieta wyciągnie nagle słoiczek gotowej maści, ale czy nie było to nieco przewidywalne? Zwłaszcza, że zdawało się jakby miała tam naprawdę ogromne zapasy specyfików, które były gotowe na to, aby sprzedać je turystom.
— Magią są jedynie dla niewtajemniczonych — odpowiedziała, wyłuskując odpowiednią sumę z ukrytego w sukni portfela. — Na pewno wiele mogłabym się od pani nauczyć.
Nie żartowała. Czuła, że faktycznie kobieta miała naprawdę wiele do zaoferowania, jeśli chodziło o swoją wiedzę. Po krótkiej rozmowie mogła się jednak z nią pożegnać i wyjść wraz z Cross przed wypełnioną intensywnym zapachem ziół chatę. W takim razie powinny pójść na poszukiwanie dalszych atrakcji. Wokół roiło się od wymyślnych rzemieślników, przy dybach ani studni nikt się nie kręcił, a w powietrzu słyszalny był głos kaznodziei lub kogoś w tym rodzaju.

River Cross

The difference between me and a dog is I am taller

: ndz lis 01, 2026 11:38 pm
autor: River Cross
Trudno było jej całkowicie skupić się na tym, co mówiła do nich zielarka. Nie interesowało jej to aż tak bardzo, by zapamiętać z tej rozmowy wiele szczegółów. Była wdzięczna kapitalistycznemu pomyślunkowi, dzięki któremu nie musiały tu ślęczeć długich godzin, bo pewnie tyle zajęłoby przygotowanie maści. Nie muszą tu też wracać po gotowy specyfik, bo zielarka po prostu była przygotowana. Tyle dobrego, że mogło im się to przydać. Dbała o swoją cudowną kobietę i nie chciała, by stała jej się jakaś krzywda. Jeżeli będzie taka potrzeba, własnoręcznie rozsmaruje maść w każdym bolesnym miejscu. Ciekawe, czy specyfik faktycznie był ręcznie robiony, czy też był jakąś chińszczyzną z Wall Martu, którą po prostu przekładają do ładnych słoiczków. Nigdy się pewnie tego nie dowiedzą, trzeba było zaufać zielarce. Prescott wyraźnie zapałała do kobiety sympatią i nawet sprawiała wrażenie w pewien sposób zainspirowanej. To akurat bardzo River ucieszyło.
— Z kim jako pierwszym powinnyśmy się pokłócić? — rzuciła, rozglądając się dookoła. Kaznodzieja wydawał się najbardziej oczywistym wyborem. Rzuciła jeszcze spojrzenie w stronę stanowiska do kaligrafowania i pisania gęsim piórem, które jako jedyne naprawdę ją kusiło i... no dobra. Nie jako jedyne. Był jeszcze jeden drobiazg. Cross skierowała się w stronę dyb, ciągnąc za sobą swoją niewolnicę dziewczynę. Faktycznie atrakcja na moment się rozluźniła, dzięki czemu mogły od razu do niej podejść bez czekania w kolejce. Trzeba było przyznać, że wyglądało to bardzo autentycznie i mogło wcale nie być kopią zbudowaną tydzień temu. Kawałeczek dalej stał mężczyzna przebrany za kaznodzieję. Sprawiał wrażenie wyjątkowo zaangażowanego w sprawę. Zalizane do tyłu włosy lśniły już do potu, który wypływał z niego wraz z każdym kolejnym słowem – podobnie jak piana tocząca mu się z ust.
— Czyż Pan dał wam ciało po to, abyście stroili je w jedwabie i ozdoby?! Czyż nie widzicie, że pycha jest pierwszym krokiem ku zatraceniu?! Wstydźcie się, niewiasty, które więcej czasu poświęcacie własnemu odbiciu niż modlitwie! — krzyczał, wymachując rękami w stronę mijających go turystów. Nie zwracał uwagi na tych, którzy zatrzymywali się obok i robili sobie z nim zdjęcie. River podniosła górną część dybów.
— Poniekąd się z nim zgadzam. Powinnaś nosić na sobie dużo mniej — rzuciła i uśmiechnęła się najwyraźniej bardzo dumna ze swojego żartu. Pewnie najlepszą opcją w głowie artystki byłoby paradowanie w samej koszulce, którą jej wczoraj kupiła.
— Zasłużyłaś na karę. Nachyl się — poleciła tonem, w którym nie było już ani grama żartu. — ¡Vamos! — dodała nasza poliglotka. Świdrowała dziewczynę wzrokiem, bardzo ciekawa jej reakcji. To już nie były wyłącznie śmieszki, a jakiś rodzaj testu. Może uznała, że tresura już się zaczęła, choć nie kupiły jeszcze smyczy?

Ruelle I. Prescott

The difference between me and a dog is I am taller

: pn lis 02, 2026 7:58 am
autor: Ruelle I. Prescott
Znajdowały się tym razem w miejscu, które zdecydowanie dużo bardziej odpowiadało zainteresowaniom Prescott. Zwłaszcza, że chodziło o tematy związane z medycyną. Może i nie przyda jej się to w kontekście studiów czy praktyk w szpitalu, ale zamiast tego mogło być naprawdę ciekawą informacją, która wzbogaciłaby jej osobistą wiedzę w tym temacie. Może nawet był to dla niej pewien impuls, aby zaczęła się sama dokształcać w tym temacie? Pewnie dowiedziałaby się wielu ciekawych rzeczy na temat rozwoju medycyny.
Nie miała pojęcia, kto odpowiadał za wykonanie maści w tym słoiczku. Obstawiała, że pewnie zielarka z wioski, ale mogła się mylić. Miała jednak w sobie coś, co przywodziło na myśl domowe wyroby. Wyglądało autentycznie i właśnie w taką wersję Ruelle wolała uwierzyć.
— Myślę, że masz faworyta — skomentowała cicho, gdy tylko jej spojrzenie spoczęło na kaznodziei.
Było coś wyjątkowo nieprzyjemnego i niepokojącego w duchownych. Niby Prescott się wychowywała w głęboko wierzącej rodzinie, ale patrząc na nich czuła jakiś niewytłumaczalny niepokój, który kiełkował w niej od dawna. Może dlatego, ze zdawała sobie sprawę z tego, co mogliby z nią zrobić, gdyby tylko przywrócili metody inkwizytorskie.
— Dostatecznie często nie noszę przy tobie niczego — skomentowała jeszcze, gdy dziewczyna zaczęła ją ciągnąć w kierunku dyb.
Coś tak przypuszczała, że to właśnie taka atrakcja przykuje jej uwagę. Stoiska z kaligrafią, przędzeniem czy garncarstwem mogły na ten moment przestać istnieć. Coś tak czuła, że Cross najchętniej wykorzystałaby na niej mnigie przyrządy z muzeum tortur i kar śmierci. Może nie po to, aby wyrządzić Prescott realną krzywdę, ale na pewno po to, aby sprawdzić jak jej ciało zareagowałoby na konkretny rodzaj bólu.
— Czym znowu zasłużyłam na karę? — zapytała, spoglądając na River, która już uniosła górną część dyb.
Widziała swoiste wyzwanie w jej oczach. Artystka ją sprawdzała. To był jeden z jej testów i chociaż Ruelle mogłaby się zachowywać krnąbrnie i wymusić na niej, aby sama wepchnęła ją w drewniane objęcia to chyba wolała pokazać, że jest w stanie każdą karę znieść z godnością. Dlatego nachyliła się posłusznie i zrobiła to, czego wymagała od niej dziewczyna.

River Cross