Strona 2 z 2

you knew the game and played it, it kills to know that you have been defeated

: sob paź 31, 2026 11:31 am
autor: Kiara Walston
Spying 101.
Nigdy nie zdradzaj swoich prawdziwych zamiarów.
Najlepszą kryjówką jest miejsce, na które wszyscy patrzą, ale nikt nie zwraca na nie większej uwagi.
Perfekcyjny kamuflaż to pozwolić im myśleć, że znają o tobie całą prawdę. Prawdziwe ja zostaje w cieniu.
Kiara Walston przez lata skrupulatnie stosowała się do wszystkich wpojonych jej zasad. Stanowiły niepodważalny kodeks, którego złamanie potrafiło mieć katastrofalne skutki – w jej przypadku nie było inaczej.
Dlaczego więc, idąc u boku agenta Vossa, nie czuła ciężaru własnych win? Że podjęła decyzje, które dziś kładły się cieniem nie tylko na jej życiu, ale i na całej rodzinie Walstonów? Dlaczego sama myśl o tym, że znów może go dotknąć i zamienić z nim choć parę słów, z absurdalną lekkością spychała wydarzenia ostatnich lat w mrok niepamięci?
– Znałeś mnie lepiej niż ktokolwiek inny – nawiązała do jego słów sprzed chwili i ledwie dostrzegalnie skinęła mu głową.
Rozpoczynali doskonale znany im taniec.
Z oddechem Prestona przyjemnie łaskoczącym skórę jej szyi, sięgnęła dłonią do kieszeni płaszcza, w którym tuż przed wyjściem z mieszkania schowała broń. Jednym płynnym ruchem odbezpieczyła ją i gdy chwilę później wróciła do pionowej pozycji, machinalnie wycelowała w kolano kobiety w błękitnej bluzie. Strzeliła, a nieprzyjemne chrupnięcie roztrzaskanych kości rozeszło się w eterze, zwiastując długie lata czekającej ją rehabilitacji. Kobieta padła na ziemię z wrzaskiem który Kiara błyskawicznie uciszyła; cios wymierzony w jej twarz był na tyle mocny, że pozbawił ją przytomności przynajmniej na kilka minut.
Stojąc z pistoletem przyciśniętym do boku, rozejrzała się dookoła – trzy kamery CCTV, zapalone światło w jednym z mieszkań po drugiej stronie ulicy i zero naocznych świadków.
Chwyciła kobietę pod pachami i przeciągnęła ją w zaciemnioną alejkę, odchodzącą w bok od głównej ulicy. Smród komunalnych śmietników podrażnił jej nozdrza, kiedy oparła ciało o ceglaną ścianę; głowa nieznajomej z cichym klapnięciem uderzyła w metalowy blok pojemnika. Chwilę później Preston ułożył obok wciąż przytomnego, lecz mocno pokiereszowanego mężczyznę.
Walston kucnęła tuż przed nim i oparła przedramię na kolanie. Wzrokiem zmierzyła jego twarz; obity nos, spuchnięta powieka, rozcięta warga. Rękę trzymał na wysokości złamanych żeber, tak jakby wierzył, że dzięki temu zrosną się szybciej.
– Kto was wysłał? – zapytała spokojnie, jak gdyby cała sytuacja nie zrobiła na niej większego wrażenia. – Byliście kurewsko nieprzygotowani – westchnęła, może nieco zbyt ostenatycjnie, ale jej reakcje wynikały z czystej e k s c y t a c j i. Każda komórka jej ciała wrzeszczała o w i ę c e j, choć chłodna logika podpowiadała, że gdyby nie obecność Prestona, ta szala mogła przechylić się na drugą stronę.
– Poshla na khuy, tupaya pizda – mężczyzna splunął mieszaniną krwi i śliny tuż na jej nowe, zamszowe kozaki. Rosjanin. W dodatku niezbyt mądry. Jego gadzie oczy wyrażały wyłącznie pogardę.
Frank zakładał, że będą z nimi problemy.
– To nie było dobre posunięcie – cmoknęła z niezadowoleniem i ukradkiem zerknęła na Prestona. Choć nie wypowiedziała ani jednego słowa, jej spojrzenie mówiło wszystko – do czego będzie w stanie posunąć się w jego obecności? Preston Voss stanowił prawo. Agenci CIA byli zobowiązani do pewnych kroczenia zgodnie z ustalonymi zasadami i schematami; przekraczają granicę moralności jedynie wtedy, kiedy służy to Stanom Zjednoczonym i ogólnemu dobru.
Każdy niewłaściwy ruch oznaczał dodatkowe lata odsiadki. Trudno jednak było jej przyznać, że bardziej niż pobytu w więzieniu, obawiała się, że zacznie utożsamiać ją z o k r u c i e ń s t w iem.
– Chcemy odzyskać to, co nasze – posługiwał się łamaną angielszczyzną i nie wiedzieć czemu, niesamowicie ją to rozbawiło. Spodziewałaby się, że Rosjanie na podobną misję wyślą kogoś, kto potrafi złożyć kilka porządnych zdań w innym języku.
– Nie mam pojęcia, o czym mówisz. A gdybym miała, prawdopodobnie i tak bym wam tego nie oddała. Zniszczyłeś moje nowe buty – odpowiedziała przekornie i uniosła kolbę pistoletu ku górze, z zamiarem uderzenia prosto w skroń mężczyzny i zesłania go w objęcia samego Morfeusza.

oh, I missed our little routine

you knew the game and played it, it kills to know that you have been defeated

: ndz lis 01, 2026 11:55 pm
autor: Preston Voss
Znał ją lepiej niż ktokolwiek inny.
Jakże depresyjne musiało być życie Kiary Walston jeśli to zdanie było choćby w połowie prawdziwe a jedyna osoba, której okazała odrobinę siebie była jednocześnie tą, którą zdradziła. Z drugiej strony, sam nie cierpiał na mnogość wysoce zażyłych relacji. Kwestia zawodowa.
Ale och, jakże za tym tęsknił.
W momencie, w którym Kiara wyprostowała się w jego objęciach, puścił jej talię, niemal jednocześnie odwracając się w stronę zbliżającego się mężczyzny. Rozległ się wystrzał, a towarzyszący mu kobiecy krzyk skutecznie odwrócił uwagę Rosjanina od rzeczywistego zagrożenia.
Potrzebował tylko chwili.
Dopadł do niego, zanim tamten zdążył wyciągnąć broń, pochwycił go za nadgarstek i z impetem uderzył przedramieniem w twarz. Chrupnięcie nosa poprzedziło przekleństwo, które mężczyzna zdążył z siebie wydobyć, nim kolejne uderzenie pozbawiło go resztek równowagi. Voss nie zamierzał dawać mu okazji do odzyskania kontroli nad sytuacją. Szarpnął go za kurtkę, wbijając kolano w okolice żeber, a kiedy tamten zgiął się wpół, pchnął go w stronę śmierdzącej alejki, którą obrała Walston. Mężczyzna spróbował jeszcze zawalczyć, więc uderzył ponownie, wykręcając mu rękę za plecy i odbierając pistolet, który ten nieudolnie próbował dosięgnąć.
Resztę zostawił jej.
Obserwował ją z boku, oparty ramieniem o ceglaną ścianę. Było w tym coś znajomego, coś, czego nie potrafił odnaleźć w tych wszystkich fotografiach Charlie Newman, które przez ostatnie tygodnie przeglądał na ekranie komputera. Nie była już znudzoną trzydziesto-paro-letnią freelancerką, której największym problemem pozostawał wybór odpowiedniego mleka do wymieszania z trawą.
Była Kiarą Walston.
Bezczelną, impulsywną, drapieżną i kurewsko skuteczną. Tą samą kobietą, która dwa lata temu potrafiła doprowadzić go do utraty zdrowego rozsądku, a następnie wykorzystać tę słabość do zrujnowania wszystkiego, na co pracował. Może powinien był poczuć odrazę, widząc, z jaką swobodą wymierzała przemoc człowiekowi, który nie stanowił już dla niej większego zagrożenia. Problem polegał na tym, że sam wielokrotnie znajdował się w podobnej sytuacji, a moralność nigdy nie była szczególnie istotnym elementem jego zawodowego wyposażenia.
Szczerze mówiąc, dawno temu przestał się powstrzymywać - a agencja rzadko kiedy patrzyła mu na ręce tak długo, jak przynosił im rezultaty.
- Я знаю, почему ты здесь - westchnął, rosyjskie słowa płynnie wymknęły się z jego ust gdy oderwał się od ściany, podchodząc do klęczącego Rosjanina. Oczywiście, że byli tutaj po dysk - tak jak i on. Ale jak to możliwe, że znaleźli ją w tak podobnym czasie?
Zostawił sobie tę zagwozdkę na później, zamiast tego pochylając się nad mężczyzną, z dłonią wciąż dzierżącą jego własny pistolet.
- Вставайте в очередь. - dźwięk jego słów szybko został zastąpiony odgłosem uderzenia. Walston przejmowała inicjatywę. Robiła tak zawsze, nawet wtedy, gdy jeszcze pracowali ze sobą, nieustannie próbując prowadzić.
Był jednak ciekaw, jak bardzo się zmieniła.
- Widzieli nasze twarze. Gdy się ockną, przekażą górze, że jesteś ze mną - stwierdził, pozornie neutralnym tonem. Wyprostował się, powoli, ciałem wciąż wypełnionym adrenaliną. Rosyjska broń ciążyła w jego dłoni - podrzucił ją, obracając, lufą zwracając we własną stronę, uchwytem zaś - w jej. - No i zniszczyli ci buty.
Dłoń dzierżąca pistolet przecięła przestrzeń między nimi, zatrzymując się gdzieś po drodze.
Sprawdzając, jak daleko była skłonna się posunąć dla sprawy.

aim for the head, sweetheart

you knew the game and played it, it kills to know that you have been defeated

: wt lis 03, 2026 5:40 pm
autor: Kiara Walston
– Mogliście połączyć siły, chłopaki – rzuciła głosem przesączonym ironią. – W duecie mielibyście większe szanse – oparty o ceglaną ścianę Rosjanin wydał z siebie zduszony dźwięk – ni to śmiech, ni to kaszel, z którego na beton skapnęła strużka krwi. Chwilę później jego głowa bezwładnie opadła na bok. Przeszukała go w poszukiwaniu jakichkolwiek dokumentów, ale odnalazła jedynie papierek po gumie do żucia i nóż wetknięty za skórzany pasek.
W normalnych okolicznościach nawet nie mrugnęłaby okiem.
Pociągnięcie za spust porównywała do złożenia podpisu na dokumencie – było czystym, mechanicznym aktem domknięcia sprawy, w którym nie istniało miejsce na zbędne emocje. Lufa pistoletu skierowana w czyjeś czoło stanowiła najprostszy język, jakim posługiwała się na co dzień. Teraz jednak zasady gry mogły ulec nagłemu skrzywieniu.
Obecność Prestona tuż za jej plecami działała jak cichy, drażniący impuls, którego nie potrafiła zignorować. Była jak niewidzialne ramię, które zaciskało się na jej nadgarstku; mocno i stanowczo, jakby chciało dać jej do zrozumienia, że tym razem posłuchanie instynktu nie będzie najlepszym wyborem.
Chłód broni, którą wciąż trzymała w dłoni, wydawał się przenikać jej skórę, ale to nie metal parzył ją najbardziej. Był to cyniczny spokój bijący od Vossa, który potrafił wyprowadzić ją z równowagi szybciej niż jakikolwiek przeciwnik.
Potarła skronie, jakby ten mały ruch miał jej pomóc przede wszystkim pozbyć się paskudnego bólu głowy, a przy okazji pobudzić do działania resztki zdrowego rozsądku.
A potem powoli, z ociąganiem, które mogło uchodzić za manifestację rodzącej się w niej złości, odwróciła lekko głowę w jego stronę. W jej oczach nie było wdzięczności – jedynie chłodny blask, w którym tliło się ostrzeżenie. Blask, który prawdopodobnie doskonale znał i pamiętał.
– Myślisz, że pobrudzę sobie ręce, podczas gdy ty będziesz patrzył? - zapytała cicho i wyprostowała się do pionowej pozycji, po czym zdecydowanym ruchem odepchnęła dłoń Prestona z oferowanym jej pistoletem.
N i e u f a ł a m u.
W jego zachowaniu kryło się zbyt wiele niedopowiedzeń, które równie dobrze mogły okazać się misternie tkaną pułapką. Pchał ją na krawędź tylko po to, żeby zobaczyć, czy tym razem odważy się skoczyć. Mógł odczuwać chęć zemsty; zemsta byłaby naturalną reakcją na to, co mu zrobiła. Z drugiej strony, mógł nie mieć złych zamiarów. Nie zamierzała jednak dać się złapać, niczym dziecko, które dopiero uczy się alfabetu i prawidłowego sznurowania butów.
– Zaatakował też ciebie. Jesteś agentem CIA, masz prawo się bronić. Kazałeś mu rzucić broń, on nie dostosował się do rozkazu. Przepychaliście się, próbowałeś wyrwać mu ją z ręki, przez przypadek strzeliła– – przerwała i palcem wycelowała w miejsce na brzuchu nieprzytomnego Rosjanina. – o tutaj. Wykrwawi się w kilka minut. Później zająłeś się jego dziewczyną – kątem oka zauważyła, że w bloku naprzeciwko kolejne mieszkanie błysnęło jasnym światłem. Toronto powoli budziło się do życia, oni zaś powinni sprawnie oddalić się od alejki śmierdzącej rozkładającym się jedzeniem i ukryć w cieniu.
– No dalej, Preston. Widzieli nasze twarze. Chyba że wolałeś dopisać to do długiej listy moich występków – dodała jeszcze i zrobiła krok do tyłu, posyłając mu spojrzenie namaszczone wyzwaniem.
Ich nieprzewidywalny taniec trwał w najlepsze – pełen ukrytych napięć, niedomówień i milczącej rywalizacji, w której każde z nich uparcie próbowało wymusić na drugim decyzję, niemożliwej do cofnięcia.
Kurewsko za tym tęskniła.

or maybe you should take initiative, mr. know it all