Strona 2 z 3
A simple man with simple desire
: sob paź 31, 2026 6:29 pm
autor: Evren Quillan
— No właśnie. Jak się mieszka na ulicy, to trzeba sobie jakoś umilać czas — powiedział i wzruszył lekko ramionami. Nic dziwnego, że zdarzało mu się pić i ćpać, skoro obracał się w takim, a nie innym towarzystwie. Wiele osób w ich grupie było po prostu uzależnionych, co było naprawdę przykre. Raz nawet był świadkiem tego, jak jeden chłopak przedawkował i zawinął się z tego świata. Cóż, mimo to sam nie przestał brać. Nie można było o nim powiedzieć, że uczył się na cudzych błędach. Ciągle powtarzał sobie, że nie będzie jak jego ojciec, a ostatecznie zachowywał się jak on, jeśli chodziło o używki. — Chyba nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak małe są takie przytułki i jak wiele osób chce się tam dostać, zwłaszcza teraz na jesień — skrzywił się. To nie tak, że nigdy nie próbował się tam dostać, bo raz nawet mu się to udało. Najadł się, umył, porządnie wyspał, ale co z tego, jak potem przyłapali go z jointem i wyrzucili na zbity pysk?
— A tobie nie? — wypalił, ściągając brwi. — Przecież fajnie wyglądam. Podobam się dziewczynom — dodał i wzruszył ramionami. Nie mógł narzekać na to, że nie miał powodzenia wśród dziewczyn. Co prawda, przede wszystkim wśród takich, które też żyły na ulicy, ale się podobał. Pewnie jakby udało mu się zacząć normalne życie i trochę by zadbał o swoją higienę, to nie miałby problemu z tym, żeby znaleźć sobie jakąś atrakcyjną dziewczynę. — Mhm — mruknął tylko w odpowiedzi. Wyglądało na to, że nie dojdą do porozumienia, jeśli szło o jego wąsa.
— Sorki, nie planowałem tego. To był impuls — westchnął. I teraz powinien jej oddać tę torebkę i starać się o wybaczenie, ale nic takiego się nie stało. Nadal miał ją przerzuconą przez ramię i nadal planował ją oddać jej, kiedy dostanie za nią pieniądze. — Ty na pierwsze wrażenie jesteś strasznie zadufana w sobie — stwierdził po prostu. Dlaczego? Bo chciała z powrotem swoją torebkę i nie podobało jej się to, że ją okradł? Nie mógł jednak zaprzeczyć temu, że od wejścia darzył ją trochę niechęcią tylko dlatego, że była bogata. Uważał, że to było kurewsko nie fair, że zapewne urodziła się w jakimś bogatym domu i pewnie nawet palcem nie musiała kiwnąć, żeby dostawać hajs.
— To wrócisz sobie taksówką, proste — stwierdził. — Te kilka dolców mogłoby być moim ciepłym obiadem — mruknął pod nosem. Widać było, że mieli zupełnie różne priorytety, ale nie można się było temu dziwić, biorąc pod uwagę to, że żyli w dwóch różnych światach. — Czemu nie? Jestem silnym chłopcem, ty jesteś malutka i drobniutka, to nie byłby problem — uśmiechnął się do niej szeroko. Nie domyślił się, że chodziło przede wszystkim o to, że po prostu nie był najczystszy i że trochę od niego dawało. Nie wspominając o tym, że zapewne dziewczyna nie chciałaby, żeby ją dotykał, skoro się nie znali, a on ją okradł.
— No wiesz? — spojrzał na nią wyraźnie zaskoczony, jakby w ogóle nie spodziewał się tego, że nie będzie się chciała zapoznać. Przez chwilę szedł w ciszy, ale w końcu doskoczył do niej i wyjął jej portfel z ręki. Podniósł wysoko ramiona, żeby nie mogła go dosięgnąć, po czym dogrzebał się do jej dowodu. — Juniper Westcott — przeczytał na głos. — Jak ten prawicowy polityk? — zerknął na nią, po czym włożył dokument z powrotem do portfela i oddał go jej.
Juniper Westcott
A simple man with simple desire
: sob paź 31, 2026 7:46 pm
autor: Juniper Westcott
Nawet nie skomentowała jego słów. Właśnie dlatego ludzie mieli takie złe zdanie na temat osób bezdomnych. Większość z nich piła na umór albo ćpała, co na pewno nie wzbudzało cudzego współczucia. Skoro kogoś było stać na alkohol i narkotyki, to najwyraźniej wcale nie był taki biedny, jak próbował sprawiać wrażenie. Gdyby ktoś rzeczywiście chciał poprawić swój byt i jakość swojego życia, to pieniądze zamiast w alkohol i dragi zainwestowałby w inne, bardziej przydatne rzeczy, które mogłyby mu jakoś pomóc wykaraskać się z sytuacji, w której się znaleźli. — Co nie zmienia faktu, że jest ich więcej niż tylko jeden i skoro inni są w stanie się do nich dostać, to nie rozumiem, dlaczego ty byś miał tego nie zrobić — wzruszyła ramionami. Odpowiedź była prosta – bo chlał albo ćpał. Gdyby rzeczywiście mu zależało, to nie miałby problemu z tym, żeby dostać się do takiego przytułku, ale najwyraźniej były w jego życiu ważniejsze rzeczy niż dach nad głową, dostęp do ciepłej i bieżącej wody, czy darmowy posiłek. Takie miejsca to mimo wszystko nie była noclegownia dla alkoholików i ćpunów.
— Nie — odpowiedziała prosto z mostu, bez chwili zawahania. Może gdyby był bardziej zadbany i jej nie napadł, to postrzegałaby go znacznie inaczej, ale tak to… Evren nawet nie miał na co liczyć. Poza tym, musiałaby mieć nierówno pod sufitem, żeby uznać, że podoba jej się facet, który właśnie aktywnie ją okrada. — Jakimś tam na pewno się podobasz, w to nie wątpię — powiedziała. Jak to się mawia – każda potwora znajdzie swojego amatora. — No wybacz, że nie jestem miła i sympatyczna dla kogoś, kto mnie napadł — powiedziała i spojrzała na niego, uśmiechając się do niego sztucznie. Nie miała pojęcia, co takiego Evren miał w głowie. Oczekiwał, że będzie dla niego milutka po tym, jak zabrał jej torebkę, pieniądze i jeszcze miała mu dać dwa koła za to, żeby odzyskać swoje rzeczy? Dobre sobie. Niech cieszy się, że pierwsze czego nie zrobiła, to pójście na policję i zgłoszenie takiego incydentu. Przez wzgląd na to kim była, dobrze wiedziała, że natychmiastowo zajęto by się tą sprawą i dopiero wtedy chłopak miałby przejebane.
— Ta, wrócę — odparła zdawkowo. Dokładnie to miała zamiar zrobić, bo na pewno nie będzie drałowała z buta z powrotem taki kawał drogi. — Biorąc pod uwagę to, że zabrałeś mi pieniądze z portfela i zaraz dostaniesz dwa tysiące dolarów, ten Uber to byłyby grosze — powiedziała i wzruszyła ramionami, dalej upierając się przy swoim. — I nikt nie każe ci przewalać pieniędzy na używki czy alkohol, że potem nie masz kasy na jedzenie. Na to ci nie szkoda? — wytknęła mu i prychnęła cicho. Jak już chciał się tak mądrzyć, to chociaż mógł się nie przyznawać wcześniej, że musiał sobie jakoś umilać czas. — Bo nie chcę, żeby dotykał mnie jakiś obcy facet, który mnie właśnie okrada — powiedziała bez ogródek i wzruszyła ramionami. Tak jak Evren powiedział – on był silnym chlopakiem, a ona była małą, drobną dziewczyną. Gdyby chciał, bez problemu mógłby jej wyrządzić krzywdę i wykorzystać ją w jakiś obrzydliwy sposób.
— Po co ci moje imię? Przecież i tak już nigdy więcej nie będziemy mieć ze sobą do czynienia — powiedziała wprost. Nie było żadnej potrzeby, żeby się sobie przedstawiali. Nie wiedziała też, skąd pomysł, że chciałaby się spoufalać z kimś, kto właśnie ją napadł. Nawet nie zdążyła zareagować, kiedy chłopak do niej doskoczył i wyrwał jej z dłoni portfel. Zmierzyła go morderczym spojrzeniem, kiedy tak uniósł ręce, aby nie mogła go zabrać. Widząc, że wyjął z niego dowód, pokręciła z niedowierzaniem głową. — Ta — mruknęła w odpowiedzi na pytanie o polityka. Wyrwała mu z dłoni portfel, kiedy chłopak jej go oddał, po czym przyspieszyła kroku. Nie miała zamiaru przyznawać się, że ten prawicowy polityk był jej ojcem. Mężczyzna nie cieszył się dobrą sławą i miał dość kontrowersyjne poglądy oraz postulaty, jak to na konserwę przystało. Juniper w bardzo wielu kwestiach się z nim nie zgadzała, ale niestety, nigdy nie mogła tego robić otwarcie, po przecież musiała wspierać swojego ojca jako polityka, skoro była jego córką.
Evren Quillan
A simple man with simple desire
: sob paź 31, 2026 8:22 pm
autor: Evren Quillan
— Bo kilka razy już próbowałem — powiedział zgodnie z prawdą. Parę razy zdarzyło się, że z wejścia mu odmówili, bo po prostu nie było już miejsca. — Poza tym mieszkam z innymi w squacie i jest mi tam dobrze. Mamy swoją społeczność, trzymamy się razem i próbujemy czerpać z życia tyle, ile tylko możemy. No wiesz, cieszyć się z małych rzeczy i inne takie — wzruszył lekko ramionami. Był wdzięczny swoim znajomym, że przyjęli go pod swój dach i że mógł z nimi mieszkać. Wiadomo, nie było idealnie, brakowało im ogrzewania oraz bieżącej wody, ale przynajmniej miał wsparcie przyjaciół. Wierzył, że jeszcze kiedyś będzie na tyle dobrze, że będą mogli wspólnie wynająć jakiś dom z mediami. No, na pewno byłoby łatwiej, gdyby niemal każdy z nich nie ćpał i nie chlał dla zabicia czasu. Może wtedy łatwiej by im było odłożyć pieniądze i znaleźć coś dla siebie.
— No wiesz? — zapytał, będąc wyraźnie oburzonym. — Wiesz, jak ciężko jest utrzymać samego wąsa, kiedy żyje się w takich warunkach, w jakich ja żyję? To niemal sztuka — wywrócił oczami. Nie dało się zaprzeczyć, że jeśli chodziło o różne higieniczne aspekty jego życia, to było z tym kiepsko, ale jeśli szło o zarost, to zawsze o to dbał. Lubił swojego wąsa i tyle. — Jakimś tam? W szkole byłem naprawdę popularny, teraz też jestem — stwierdził. — Poza tym to nie tak, że chciałbym ci się podobać. Jesteśmy z dwóch różnych światów — mruknął pod nosem. Już na pierwszy rzut oka widać było, że różnili się od siebie jak ogień i woda. Nie sądził, żeby kiedykolwiek mieli się ze sobą dogadać i pewnie jak już dostanie od niej ten hajs za torebkę i każdy pójdzie w swoją stronę, to zaraz o sobie nawzajem zapomną. A szkoda, bo uważał, że była naprawdę piękna i nie miałby nic przeciwko temu, żeby móc się z nią częściej widywać. Ta... marzenie ściętej głowy. — No tak, to jest zrozumiałe — przyznał niechętnie. Ciężko, żeby pałała do niego sympatią, skoro ją okradł.
— Co nie zmienia faktu, że sam wolę chodzić niż wozić się taksówkami. Spacer dla zdrowia jeszcze nikomu nie zaszkodził — wzruszył ramionami. — To nie jest takie proste, jak ci się wydaje — burknął pod nosem, odwracając głowę w drugą stronę. Nie podobało mu się to, że mu to wytknęła, bo wiedział, że miała rację. — Kiedy żyjesz w taki sposób, to potrzebujesz jakiejś ucieczki. Niektórzy chleją, niektórzy ćpają, jeszcze inni dołączają do gangów albo się puszczają. Życie na ulicy dla każdego jest inne, ale wszystkich łączy jedno — chcemy choć na chwilę zapominać o tym, co się wokół nas dzieje — dodał i odetchnął nieco głębiej. Nie sądził, żeby Juniper miała to kiedykolwiek zrozumieć. Sam najlepiej wiedział, jak alkohol i narkotyki niszczyły człowieka, co nie zmieniało faktu, że nieraz po prostu musiał się od tego wszystkiego odciąć. — Logiczne — zaśmiał się. Zapewne jakby był na jej miejscu, to czułby się dokładnie w taki sam sposób.
— Po prostu zapytałem. Jezu... — spojrzał na nią z politowaniem. Pewnie miała rację i już nigdy więcej się nie spotkają, ale kto tam wie. Los bywa przewrotny. — Zbieżność czy masz coś wspólnego z tą konserwą? — zapytał, przyglądając jej się z zaciekawieniem. Nie znosił typa i jego poglądów, bo uważał, że były po prostu szkodliwe.
Nie musieli daleko przejść, żeby w końcu natrafić na drugi bankomat. Ten na szczęście okazał się w pełni sprawny, z tą różnicą, że musieli poczekać w trzyosobowej kolejce. Wyglądało na to, że nie byli jedynymi, którzy zawiedli się na tym, który miał awarię. Rozejrzał się ukradkiem, jakby chciał sprawdzić, czy w okolicy nie ma policji, której dziewczyna mogłaby się poskarżyć, a gdy uznał, że było bezpiecznie, ponownie spojrzał na Juniper. Już otwierał usta, żeby coś powiedzieć, kiedy nagle bardzo głośno zaburczało mu w brzuchu. Wyraźnie się przez to speszył, odchrząknął i odwrócił głowę w bok.
Juniper Westcott
A simple man with simple desire
: sob paź 31, 2026 10:10 pm
autor: Juniper Westcott
— Okej — odparła krótko. Obstawiała, że nawet jak był, to nie w takim stanie, w jakim chcieliby go przyjąć, więc nic dziwnego, że odmówili mu pobytu. — Czaję — skwitowała krótko tę jego historię życia, o którą nawet nie pytała i którą niekoniecznie była zainteresowana. Domyślała się, że zapewne okoliczności przez jakie Evren skończył na ulicy nie były przyjemne, bo przecież nikt nie trafiał na nią z wyboru, bo tego chciał. Z reguły ludzie kończyli w takiej sytuacji dlatego, że coś w ich życiu potoczyło się nie tak jak powinno i tracili wszystko co mieli. Nie zmieniało to jednak faktu, że każdy miał szansę zawalczyć o siebie i o to, aby odbić się od dna, ale niestety większość – w tym również Evren – tego nie robili, więc latami tułali się po ulicy albo mieszkali w jakichś opuszczonych, porzuconych budynkach, które często nawet nie nadawały się do tego, aby ktokolwiek w nich mieszkał.
— O utrzymanie innych aspektów higieny też mógłbyś zadbać — odparła, bo to było silniejsze od niej. Co z tego, że miał idealnie wypielęgnowanego wąsa, jak miał tłuste włosy, śmierdział i chodził w brudnych oraz obdartych ubraniach? Nie potrafiła pojąć, dlaczego dbał o siebie tak wybiórczo, ale z drugiej strony co ją to obchodziło. Tak naprawdę, sama była w naprawdę uprzywilejowanej sytuacji w porównaniu do niego, więc nie powinna go oceniać. Gdyby nie fakt, że ją napadł, zapewne miałaby względem niego sporo współczucia. Z Evrena jednak był złodziejaszek i cwaniak, a to skutecznie sprawiało, że nie pałała do niego sympatią. Raczej nie zapowiadało się na to, żeby coś miało się w tej kwestii zmienić. — To gratulacje — powiedziała i przewróciła oczami. Rzeczywiście, było się czym przechwalać… — Czyżby? Bo sprawiasz wrażenie, jakby cię zabolała dupa, że wytknęłam ci tego wąsa i powiedziałam, że mi się nie podobasz — stwierdziła i spojrzała na niego, uśmiechając się triumfalnie pod nosem. Dobrze wiedziała, że Evrena to uwierało, nawet jak się próbował tego wypierać. — Ale masz rację. Jest między nami przepaść nie do przeskoczenia. Poza tym, okradasz mnie, więc i tak z wejścia jesteś już całkiem skreślony — powiedziała i wzruszyła ramionami. Jego następne słowa skwitowała jedynie cichym pomrukiem.
— Regularnie chodzę na siłownię i ćwiczę oraz jestem na restrykcyjnej diecie. Raczej na zdrowie nie mogę narzekać — powiedziała. Wyglądało na to, że na wszystko miała argument, byleby tylko mogła postawić na swoim. — Dla chcącego nic trudnego — stwierdziła po prostu. Co z tego, że się nie znała. Wychodziła z założenia, że jeśli ktoś postawił sobie jakiś cel i uparcie do niego dążył, to był w stanie go osiągnąć. Sama zresztą była tego chodzącym przykładem. — Zamiast robić to wszystko, można na przykład przestać użalać się nad swoim marnym losem, spiąć dupę i zrobić coś, żeby odmienić swoje życie na lepsze. Ale wiadomo, naćpać się czy zachlać jest o wiele łatwiej, co? — wzruszyła ramionami. Być może brzmiała teraz podle, ale czyż nie miała racji? Uważała, że uciekanie w toksyczne zachowania było po prostu pójściem na łatwiznę. Kupienie piwa czy dragów, a potem nachlanie się i naćpanie nie brzmiało tak skomplikowanie, jak zawzięcie się, znalezienie pracy oraz zadbanie o siebie i swój dobrobyt. — Logiczne — powtórzyła po nim i kiwnęła głową, zgadzając się z nim.
— Co nie zmienia faktu, że do niczego ci ta wiedza nie jest potrzebna — stwierdziła, wzruszając ramionami. Co mu da, że pozna jej imię? Nigdy więcej już i tak się nie zobaczą. — To też nie jest twoja sprawa — odpowiedziała wymijająco. Nie chciała kłamać, ale nie chciała też powiedzieć mu prawdy. Zupełnie, jakby wstydziła się tego, kto był jej ojcem. Poza tym, gdyby się przyznała, to Evren mógłby chcieć to wykorzystać przeciwko niej i tym bardziej zrobić jej krzywdę. Chociażby ją porwać i zażądać jakiegoś okupu czy coś w tym stylu… Musiała myśleć o swoim bezpieczeństwie.
W końcu dotarli pod bankomat, do którego jak się okazało, była kolejka. Chyba nie oni jedyni musieli tutaj zapierdzielać, bo ten wcześniejszy nie działał. W końcu nadeszła jej kolej, żeby podejść do bankomatu, kiedy nagle Evrenowi zaburczało tak głośno w brzuchu, jakby co najmniej z tydzień nie jadł. Spojrzała na niego, wyraźnie zaskoczona. Zaraz jednak odwróciła głowę i podeszła do maszyny, do której wsunęła kartę, którą wcześniej wyjęła z portfela. Wpisała pin, a potem kwotę, jaką chciała wypłacić. Chwilę później bankomat wydał jej pieniądze, a ona zabrała i schowała kartę, po czym się cofnęła. Podeszła do Evrena i wręczyła mu gotówkę.
— Proszę, masz. Dwa tysiące dolarów, tak jak się umówiliśmy. Oddaj torebkę — powiedziała i wystawiła w jego stronę rękę, czekając, aż ją odzyska. W międzyczasie na szybko się rozejrzała, bo do jej nosa nagle dotarł jakiś przyjemny zapach jedzenia. Też zaburczało jej cicho w brzuchu, bo była już dość głodna. Szybko namierzyła wzrokiem szyld pobliskiej restauracji, która była kilka kroków dalej. Przygryzła delikatnie dolną wargę i spojrzała na Evrena.
— Chcesz jeszcze iść coś zjeść? — zapytała znikąd. Domyślała się, że dla chłopaka jej propozycja mogła się wydawać bardzo zaskakująca. Kiedy jednak usłyszała jak tak głośno zaburczało mu w brzuchu i uświadomiła sobie, że ten rzeczywiście od dawna mógł nic nie jeść, to jednak trochę ruszyło ją sumienie. Nie powinno, ale takie rzeczy były silniejsze od niej. W dodatku jak miała świadomość, że chłopak może te pieniądze przewalić na coś innego, to jakoś tak… Chciała dopilnować, że ten na pewno coś jednak zje. — I tak wybierałam się coś zjeść, więc równie dobrze możemy skoczyć obok — dodała i skinęła głową w kierunku restauracji, zaraz odwracając wzrok i zagryzając policzek od środka, jakby chciała sprawiać wrażenie zobojętniałej.
Evren Quillan
A simple man with simple desire
: ndz lis 01, 2026 7:45 am
autor: Evren Quillan
— To już nie jest takie proste. Dbanie o wąsa, a umycie się całemu to dwie różne rzeczy. Nie mam dostępu do bieżącej wody, nie mogę tak po prostu wstać rano z łóżka i iść się umyć — skrzywił się. Zdawał sobie sprawę z tego, że nie mógł przyjemnie pachnieć i że jego wygląd pozostawiał wiele do życzenia, ale to nie tak, że mógł coś z tym zrobić. Mieszkał w opuszczonym budynku i nie było w nim najmniejszej szansy na to, żeby poleciała woda z kranu. Pewnie, były te nieszczęsne przytułki, ale jak już wspominał, niełatwo było się tam dostać. Ściągnął lekko brwi na te jej gratulacje, bo od razu wyczuł ironię. Chciał jej tylko dać do zrozumienia, że były osoby, którym się podobał. Zupełnie, jakby to miało robić jej jakąkolwiek różnicę. Przecież to nie tak, że chciał jej w ten sposób zaimponować, bo raczej nie miał po co. — Jasne, jasne — mruknął pod nosem, zbywając temat. Oczywiście, że zabolała go dupa, że wytknęła mu wąsa, bo wcale nie uważał, żeby wyglądał przez niego gejowsko. Całkiem normalne było też to, że chciał podobać się dziewczynom, więc trochę go dupa zapiekła, że tej konkretnej nie wpadł w oko. Zapewne wolała jakichś wypindrzonych paniczy z bajki. To by do niej pasowało. — A jakbym cię nie okradł, to nie byłbym z góry skreślony? — zapytał, unosząc wyżej brew. — Wydaje mi się, że niezależnie od wszystkiego i tak nie miałbym u ciebie szans przez to, że jestem bezdomny — wzruszył ramionami. Nie to, że w ogóle zależało mu na tym, żeby dała się poderwać.
— Restrykcyjna dieta nie brzmi jak coś przyjemnego — odparł i zmierzył ją wzrokiem od góry do dołu. — Ale rzeczywiście nie można zaprzeczyć temu, że widać, że o siebie bardzo dbasz — uśmiechnął się do siebie pod nosem. Na pierwszy rzut oka widać było, że Juniper miała świetną figurę. Była malutka, drobniutka i gdyby nie to, że poznali się w takich okolicznościach, to z czystym sumieniem mógłby powiedzieć, że była urocza i po prostu ładna. A może nawet więcej niż ładna, bo jej uroda wykraczała poza wszelkie ramy. — Ta — mruknął tylko pod nosem. Sam nie uważał, żeby to tak działało, bo samymi chęciami to nic nie dało się osiągnąć. To nie tak, że nie chciałby się odbić od dna, ale najzwyczajniej w świecie nie wiedział, jak się za to zabrać. No i jak sobie pomyślał, że miałby chodzić do pracy praktycznie codziennie, płacić za rachunki i nauczyć się odpowiedzialności, to nie był pewien czy w ogóle tego chciał. Życie na ulicy miało wiele minusów, ale miało też swoje plusy. — Nawet mnie nie znasz. Nie masz pojęcia, jaką mam sytuację i czy jestem w stanie coś zmienić, czy też nie — skrzywił się. Zawsze wkurwiało go to, jak ktoś powtarzał, że wystarczyło spiąć dupę i zawalczyć o siebie, bo to nie było takie proste. Łatwo było mówić takie rzeczy, kiedy miało się świadomość tego, że zaraz wróci się do domu, zje ciepły posiłek i wyśpi się porządnie w łóżku pod kołdrą.
— Niby nie — wzruszył ramionami. Chciał jednak wiedzieć, jak miała na imię. Tak po prostu z czystej ciekawości. — No nie, nie moja — stwierdził. Może była jego rodziną, a może nie. Nawet jeśli, to nie powinien mieć pretensji do niej o to, jaki był jej potencjalny ojciec. Jeśli jednak rzeczywiście była jego córką, to był ciekaw, czy miała tak samo pojebane poglądy, jak on.
Udał, że nie widział tego spojrzenia, którym go obdarzyła. Było mu wstyd, że tak głośno zaburczało mu w brzuchu, ale nic nie mógł na to poradzić. Gdy w końcu nadeszła ich kolej, odsunął się nieco na bok, bo nie chciał tak chamsko patrzeć, jak wypłaca pieniądze. Zaraz pojawiła się obok niego i podała mu gotówkę. Na krótką sekundę zawahał się, ale zaraz wziął od niej pieniądze i wcisnął je do kieszeni spodni.
— Dzięki. Interesy z tobą to przyjemność — powiedział, po czym ściągnął torebkę z ramienia i jej ją podał. Gdyby wiedział, jak wiele była warta, to na pewno tak łatwo by się z nią nie rozstał. Logo na niej kompletnie nic mu nie mówiło, bo w ogóle nie znał się na modzie.
Zamrugał kilkukrotnie, kiedy zaproponowała, żeby coś zjedli, bo to nie było coś, co się spodziewał usłyszeć. Przez dłuższą chwilę po prostu tak się na nią gapił, bo nie mógł z zaskoczenia wydusić z siebie słowa, ale w końcu powoli skinął głową.
— Tak — odezwał się w końcu. Nie miałby nic przeciwko temu, żeby rzeczywiście zjeść obiad, bo o niczym innym teraz nie marzył. Nie spodziewał się tylko tego, że to akurat Juniper będzie chciała go zabrać na obiad. — A może chcesz zobaczyć fajne miejsce? Mój kolega prowadzi niedaleko bar — zaczął. Zerknął na szyld pobliskiej restauracji i skrzywił się delikatnie. — Mam przeczucie, że mogliby nie być zadowoleni, gdyby ktoś taki jak ja wszedł tam i odstraszał klientów — dodał pod nosem.
Juniper Westcott
A simple man with simple desire
: ndz lis 01, 2026 6:40 pm
autor: Juniper Westcott
Już nawet nie chciała sobie strzępić języka, dlatego po prostu mruknęła cicho i westchnęła. W przytułku by miał, ale cóż. Już poznała jego zdanie na ten temat. Mimo wszystko, fakt, że Evren tak bardzo dbał o swojego wąsa, kiedy nie dbał ogólnie o siebie wydawał jej się po prostu absurdalny. Z drugiej strony, tak właściwie to co ją to obchodziło. W końcu to nie tak, że czegokolwiek od niego oczekiwała. Tak na dobrą sprawę, zapewne dzisiaj był pierwszy i ostatni raz kiedy mieli ze sobą do czynienia. Przynajmniej na to miała nadzieję, bo jak nietrudno się domyślić, nie chciałaby ponownie spotkać go na swojej drodze. Co, jakby Evren znowu zechciał ją okraść? Zwłaszcza, kiedy wiedział, że miała hajs, skoro sama zaproponowała, że da mu tak sporą kwotą. Ponownie uśmiechnęła się pod nosem, gdy chłopak tak zdawkowo zbył temat. To tylko utwierdziło ją w przekonaniu o tym, że rzeczywiście ubodło go to co powiedziała. Nawet trochę bawiło ją to, że Evren chciał się jej podobać, bo nie było co się oszukiwać, ale tak jak sam powiedział, pochodzili z dwóch kompletnie różnych światów. Nie było szans, że poleciałaby na kogoś takiego jak on. Jak już miałaby się z kimś umawiać, to zapewne z kimś o podobnym statusie. W dodatku, nie było szans, że jej rodzice zaakceptowaliby na jej chłopaka kogokolwiek, kto nie był na podobnym poziomie finansowym czy nie pochodził z równie szanowanej i zamożnej rodziny jak ona sama. Niestety, ale tak to wyglądało w jej świecie. — Nie wiem, może. Tego jednak się nigdy nie dowiemy, czyż nie? — odparła i wzruszyła lekko ramionami. — Nie oceniam ludzi przez pryzmat tego w jakiej sytuacji finansowej są — odparła. — Za to oceniam ich za to jak się zachowują względem mnie i innych osób — dodała. Jak nietrudno się domyślić, skoro Evren ją napadł i w dodatku był wobec niej taki opryskliwy, nie pałała do niego sympatią i raczej nie miała na jego temat dobrego zdania.
— Czasami nie ma się wyboru — stwierdziła i wzruszyła ramionami. Niestety, ale musiała dbać o swoją figurę i o to ile ważyła, więc to też nie tak, że to był po prostu jej wybór. Poniekąd nie miała wyjścia i musiała to robić. — Ummm… Dzięki? — odparła niepewnie. Nie była pewna, czy to miał być jakiś rodzaj komplementu, czy o co mu teraz chodziło. Musiała się jednak zgodzić z jego słowami, bo rzeczywiście przywiązywała dużą wagę do tego jak wyglądała. Nie tylko pod względem sylwetki. Przed każdym wyjściem z domu musiała zadbać o to, żeby jak najlepiej wyglądać – ubierała się schludnie i ładnie, zawsze musiała mieć idealnie ułożone włosy i zrobiony makijaż. — Ty też mnie nie znasz, a nie masz najmniejszego problemu z tym, żeby mnie oceniać — odparła i wzruszyła ramionami. Przecież chłopak sam nie tak dawno zarzucił jej bycie zadufaną, nazywał ją księżniczką i tak dalej. Niech już nie będzie hipokrytą, bo skoro on sobie na to pozwalał, to wyszła z założenia, że mogła mu się odwdzięczyć tym samym.
— No właśnie — skwitowała krótko, uznając ten temat za zamknięty. Nie było żadnej potrzeby, żeby przyznawała na głos, że jej ojciec rzeczywiście był tym politykiem, o którym wspomniał. Domyślała się, że Evren i inni mu podobni zapewne gardzili takimi ludźmi jak politycy, a biorąc pod uwagę fakt, że jej tata miał naprawdę kontrowersyjne poglądy, to na pewno zostałaby oceniona również przez pryzmat tego. Nigdy nikogo nie interesowało co ona uważa, tylko każdy z góry zakładał, że skoro była jego córką, to musiała myśleć dokładnie tak samo jak on.
— Na szczęście, to ostatni raz kiedy je ze mną robisz — powiedziała. Gdyby jeszcze znowu trafiła kiedykolwiek na Evrena, to zapewne ciężko byłoby jej w to uwierzyć. W końcu jakie było prawdopodobieństwo, że znowu mogą na siebie wpaść? Bardzo małe. W końcu Toronto było spore i miało wielu mieszkańców. Odetchnęła z ulgą, kiedy w końcu odzyskała swoją torebkę. Wrzuciła do niej portfel, po czym przewiesiła ją sobie przez ramię.
Wpatrywała się w niego wyczekująco. Nie była zaskoczona tym, że chłopak był dość zszokowany, bo dokładnie takiej reakcji się spodziewała. Była w sumie ciekawa, czy się zgodzi, czy jej odmówi. Jakby nie było, właśnie zaproponowała mu darmowy posiłek, za który sam nie będzie musiał płacić.
— Okej — odparła. Tak jak można było przypuszczać, Evren się zgodził. Pewnie gdyby była na jego miejscu, to też by to zrobiła, bo tylko głupi nie skorzystałby z okazji. — I znowu mam gdzieś łazić? — zapytała i przewróciła oczami. Zaraz jednak wydała z siebie cichy pomruk, bo to co chłopak powiedział następnie miało dużo sensu. Nie dość, że inni klienci restauracji patrzyliby na nią dziwnie, to istniało też spore prawdopodobieństwo, że po prostu by ich wyprosili. Chyba nie było sensu ryzykować. — Masz rację — odparła w końcu. — To możemy pójść do tego twojego kolegi. Bylebym tylko mogła coś zjeść, bo jestem już głodna — odparła i westchnęła cicho.
Evren Quillan
A simple man with simple desire
: ndz lis 01, 2026 7:12 pm
autor: Evren Quillan
— No nie, nie da się zaprzeczyć temu, że nie cofnę się w czasie i nie zmienię tego, że na ciebie napadłem — powiedział i wzruszył ramionami. Czy żałował, że ją okradł? Z jednej strony tak, bo za każdym razem, jak okradał kogoś albo jakiś sklep, to miał jakieś tam wyrzuty sumienia, ale z drugiej strony przecież dostał kupę forsy, która starczy mu na naprawdę długo, jeśli jej głupio nie przejebie. — Jakoś nie chce mi się wierzyć w to, że to nie jest tylko takie gadanie, żeby wypaść lepiej w oczach innych — spojrzał na nią z politowaniem. Naprawdę wątpił w to, że w innych okolicznościach by mu okazała wsparcie albo byłaby skłonna się z nim zadawać. Uważał, że takie księżniczki jak ona za nic miały takie osoby jak on. Pewnie był dla niej niewiele więcej wart od szczura albo karalucha. Już dobrze wiedział, jak takie bogate osoby patrzyły na biednych i bezdomnych. — Chcę wierzyć w to, że rzeczywiście jest tak, jak mówisz — stwierdził. Dziewczyna wyglądała mu na taką, która by oceniała innych tylko na podstawie wyglądu i statusu majątkowego, ale równie dobrze mogły to być tylko jego uprzedzenia.
— Jesteś modelką albo czymś w tym rodzaju, że nie masz wyboru? — zapytał wyraźnie zaciekawiony. Sam nigdy nie trzymał się żadnej diety, bo nie miał po co. Poza tym nie był w sytuacji, w której mógłby wybrzydzać albo ograniczać kalorie. Jak mógł się nażreć jak świnia, to po prostu to robił i się z tego bardzo cieszył. — Spoko — odparł. Była atrakcyjna i to bardzo. Była też w jego typie, bo cholernie lubił takie drobne i dziewczęce laski. Niestety, mógł sobie na nią tylko popatrzeć i to tyle, bo nie było najmniejszej szansy na to, żeby kiedykolwiek miałoby między nimi być coś więcej. Jakby to w ogóle zresztą miało wyglądać? Gdzie by się spotykali? Gdzie by ze sobą sypiali? — Słuszna uwaga — przyznał i westchnął bezgłośnie. Nie mógł zaprzeczyć temu, że rzeczywiście ocenił ją przez pryzmat tego, jak wyglądała i ile miała pieniędzy. Nie powinien tego robić, ale miał sporą niechęć do bogatych ludzi i jakoś tak z automatu szukał w nich samych wad.
— No — odparł. — Drugi raz bym cię nie okradł, bo nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki czy coś — dodał. — Poza tym istnieje mała szansa, że na siebie znowu wpadniemy. To duże miasto. No, chyba że zacznę mieć obsesję na twoim punkcie i zacznę za tobą wszędzie łazić i cię stalkować — uśmiechnął się do niej zaczepnie. Miał o wiele lepsze rzeczy do roboty niż łażenie za jakąś dziewczyną, która ewidentnie go nie znosiła. Jeszcze go do reszty nie pojebało, żeby być prześladowcą.
— To niedaleko. Wystarczy, że przejdziemy na pasach, a potem skręcimy w tamtą boczną uliczkę — powiedział i wskazał jej głową kierunek, który miał na myśli. — Właściwie i tak miałem w planach tam iść po tym, jak zdobędę trochę kasy — dodał i posłał jej przepraszający uśmiech. — Spoko — podsumował, po czym odwrócił się na pięcie i ruszył w kierunku przejścia. Akurat, gdy do niego doszli, zapaliło się zielone, więc przeszli na drugą stronę ulicy. Przeszli jeszcze kawałek i skręcili w boczną uliczkę. Ich oczom ukazał się niewielki, dość specyficznie wystrojony bar. Widać było już na pierwszy rzut oka, że to było miejsce, gdzie można było spotkać artystów wszelkiej maści. Otworzył drzwi i przepuścił w nich dziewczynę. — Zapraszam — wyszczerzył się do niej pięknie.
Po wejściu do środka uderzyła w nich psychodeliczna muzyka, a powietrzu dało się wyczuć, że ktoś przed chwilą w łazience wyjarał skręta. Zaraz podszedł do nich postawny chłopak, z którym Evren zbił grabę. Jego kolega obczaił Juniper wyraźnie zaskoczony jej obecnością, ale Evren pokręcił tylko głową na boki, dając mu do zrozumienia, żeby tego nie komentował. Tamten tylko wzruszył ramionami i ponownie zniknął w kuchni.
— Mają tutaj burgery, kanapki i hot-dogi — powiedział i wskazał jej palcem na menu, które wisiało nad ladą. — Mają też pyszne wegańskie ciasta — dodał, tym razem pokazując na wystawkę, którą mieli przed sobą. — Sam polecam kanapkę z szarpaną wołowiną, sosem chilli i piklami. Jest ostra, ale zajebista — spojrzał na nią i uśmiechnął się do niej szeroko.
Juniper Westcott
A simple man with simple desire
: ndz lis 01, 2026 8:46 pm
autor: Juniper Westcott
— Ta — westchnęła cicho. Niestety, już był skreślony w jej oczach i raczej ciężko byłoby to naprawić. Z drugiej strony, to nie tak, że Evren kiedykolwiek będzie miał okazję do tego, żeby się zreflektować. — Myśl sobie co chcesz. Nie obchodzi mnie to, co uważasz na mój temat, bo sama dobrze wiem jaka jestem i nie muszę nic nikomu udowadniać — stwierdziła i wzruszyła lekko ramionami. W końcu przecież nie zależało jej na aprobacie chłopaka. Nie zależało jej również na tym, żeby Evren ją lubił czy patrzył na nią bardziej przychylnym okiem. Chociaż, tak właściwie, przecież nic mu nie zrobiła, więc na dobrą sprawę chłopak nawet nie miał powodów do tego, żeby coś do niej mieć. Cały czas jednak odnosiła wrażenia, jakby miał. — To uwierz, bo tak właśnie jest — powiedziała i westchnęła cicho.
— Raczej jestem trochę za niska na modelkę, nie sądzisz? — zapytała. Wzrostem na pewno nie grzeszyła. Nawet jeśli miała teraz na sobie buty na obcasie, to wciąż była niska, zwłaszcza przy takim Evrenie. — Baletnicą — doprecyzowała, bo domyślała, że chłopaka to ciekawiło. O tym akurat już mogła mu powiedzieć, chociaż to wciąż nie była jego sprawa, tak samo jak jej imię oraz to, czyją córką była. Odchrząknęła cicho, gdy chłopak odpowiedział jej w taki sposób. Wyglądało na to, że to rzeczywiście miał być komplement. Trochę nie wiedziała jak powinna się zachować. Logiczne, że to nie pierwszy raz, kiedy ktoś powiedział jej coś miłego, ale fakt, że coś takiego wyszło z ust kogoś, kto właśnie ją okradł, wydawał jej się kuriozalny. — No właśnie — skwitowała krótko. Tyle tylko, że w tym krótkim czasie, kiedy mieli ze sobą do czynienia, zdecydowanie to Evren dał jej więcej powodów do tego, żeby go oceniać, a nie na odwrót.
— I myślisz, że ci w to uwierzę? — zapytała i spojrzała na niego z politowaniem. Nie miała do tego żadnych podstaw. — Też uważam, że raczej są na to marne szanse — stwierdziła. — Dlaczego miałbyś? — zapytała i ściągnęła brwi. — Poza tym. Mam ludzi, którzy szybko by się tobą zajęli, gdyby coś takiego strzeliło ci do głowy. Tak uprzedzam — odparła. Lepiej, żeby Evren nie próbował żadnych nieczystych zagrywek, bo zapewne nie skończyłoby się to dla niego dobrze, a jego życie już teraz raczej i tak nie było usłane różami.
— Okej — skwitowała i westchnęła cicho, spoglądając w kierunku, w którym wskazał chłopak. Rzeczywiście, nie wyglądało na to, żeby to było daleko, więc ostatecznie mogła się już poświęcić i pójść tam z Evrenem. Miała tylko nadzieję, że ten podstępem nie spróbuje jej zwabić w jakieś odosobnione miejsce, żeby potem zrobić jej krzywdę. — Czaję — odparła. Zdobył, w dodatku nie mało. Tyle tylko, że w niekoniecznie legalny sposób. Kiedy chłopak się odwrócił i ruszył przed siebie, oczywiście ruszyła za nim. Akurat przy przejściu trafili na zielone światło, więc od razu przeszli na drugą stronę ulicy. Gdy skręcili w boczną uliczkę i chwilę później znaleźli się pod barem, o którym wspominał chłopak, Juniper zmarszczyła czoło. Nigdy w życiu nie była jeszcze w podobnym miejscu. Weszła do środka, kiedy chłopak otworzył i przytrzymał jej drzwi, po czym skinęła mu w podziękowaniu głową.
Od razu poczuła się przytłoczona. Zarówno wystrojem, ale również muzyką i zapachami, które unosiły się w powietrzu. Dla kogoś, kto głównie chodził do ekskluzywnych i drogich restauracji, do których nie wpuszczali byle kogo, odwiedzenie takiego baru było sporym szokiem kulturowym. Wiedziała też, że w ogóle tutaj nie pasowała. Zerknęła na chłopaka, który podszedł do Evrena, aby się z nim przywitać. Uniosła pytająco brwi, gdy nieznajomy tak zmierzył ją wzrokiem, bo nie miała pojęcia co sobie pomyślał.
— Czyli wszystko to, czego nie powinnam jeść — stwierdziła i uśmiechnęła się pod nosem, nieco tym faktem rozbawiona. Instruktorka by ją zabiła, jakby dowiedziała się, że zjadła coś tak śmieciowego. Matka zresztą też. — O. To już brzmi jak bardziej coś w moim stylu — odparła. Uwielbiała wszelkie słodkości i desery, więc wiadomo, że na wzmiankę o cieście aż zaświeciły jej się oczy. Nachyliła się nieco w stronę gablotki, żeby przyjrzeć się deserom, które za nią stały. — Niekoniecznie mogę jeść ostre rzeczy. Potem często boli mnie brzuch — stwierdziła.
Wyprostowała się, a akurat w tym samym momencie przechodził obok niej jakiś mężczyzna. Prawie trącił ją z bara, ale zdążyła w porę się odsunąć, niestety tym samym znacznie zmniejszając dystans między sobą a Evrenem. Dopiero kiedy uświadomiła sobie, że znalazła się tak blisko chłopaka, odsunęła się nieco speszona i odchrząknęła cicho. Zakłopotana zaczesała sobie włosy za ucho i zawiesiła wzrok na menu, jakby nagle była nim bardzo zainteresowana.
— Raczej nie muszę się martwić tym, że czymś się zatruję, prawda? — zapytała. Wiadomo, że jak chodziła do drogich i luksusowych lokali, to mogła być pewna tego, że jakość jedzenia była na najwyższym poziomie. Tutaj jednak… Mogła mieć co do tego wątpliwości.
Evren Quillan
A simple man with simple desire
: ndz lis 01, 2026 9:19 pm
autor: Evren Quillan
— Niczego innego bym się po tobie nie spodziewał — wywrócił oczami, uśmiechając się do siebie pod nosem. Już na pierwszy rzut oka sprawiała wrażenie takiej, która wiedziała, czego chciała i znała swoją wartość. Nie można jej się było jednak dziwić, biorąc pod uwagę to, że była atrakcyjna i bogata. Takiej to się poszczęściło w życiu. W odpowiedzi na jej kolejne słowa po prostu wzruszył ramionami, kończąc w ten sposób temat.
— A skąd mam wiedzieć, jak wysokie są modelki? Nie znam żadnej — ściągnął brwi. — Jak dla mnie, to byś się nadawała — dodał mimochodem, wzruszając ramionami. Gdy powiedziała, że była baletnicą, to przekrzywił głowę jak zaciekawiony szczeniak. Przez chwilę po prostu jej się przyglądał, jakby chciał sobie wyobrazić ją na scenie, ale w końcu się zaśmiał pod nosem. — Czemu mnie to nie dziwi? — rzucił. — No wiesz, jesteś drobniutka, bogata, wyglądasz jak aniołek... Mogłem się domyślić, że tańczysz w balecie — dodał, kręcąc głową na boki z uśmiechem na ustach. — Zaprosisz mnie kiedyś na występ? — wypalił, wpatrując się w nią świdrującym spojrzeniem. Oczywiście, że go nie zaprosi, bo nawet nie miałby się w co ubrać, nie wspominając o tym, że przecież go nie lubiła. Pewnie nawet nie potrafiłby docenić takiego występu i ostatecznie by uznał, że to zmarnowany wieczór. Nie można było o nim powiedzieć tego, że był człowiekiem kultury.
— Nie wiem. Czemu nie? — powiedział. — A mimo to o mnie nie zapomnisz? — wbił w nią szczenięce spojrzenie. Oczywiście, że go nie zapomni, bo przecież ją okradł i kazał sobie zapłacić za zwrot torebki. Ludzie zazwyczaj dobrze pamiętali takie wydarzenia. — Z nudów? Albo dlatego, że mogę — rzucił od niechcenia. — To gdzie są teraz ci ludzie, kiedy kradłem ci torebkę? — ściągnął lekko brwi. Mimowolnie rozejrzał się dookoła, jakby chciał się upewnić, że nie ma w zasięgu wzroku żadnego goryla, który by jej pilnował. Pewnie gdyby ktoś z nią był, to już dawno by go dopadł, ale przezorny zawsze ubezpieczony.
Nie do końca wiedział, co miał myśleć na temat tego, że zabierał ją do swojego ulubionego baru. Jeszcze przed chwilą się na niego złościła i chciała się go jak najszybciej pozbyć, a teraz mieli razem jeść. Oczywiście nie miał zamiaru na to narzekać, bo darmowe jedzenie jest najsmaczniejsze. Był też bardzo głodny i nie pamiętał, kiedy ostatni raz jadł coś ciepłego, a pogoda aż sama prosiła się o to, żeby zjeść coś na ciepło. Miał tylko nadzieję, że nie będzie za bardzo kręciła nosem i że ostatecznie będzie zadowolona z miejsca, w które je zabrał. Wiadomo, była przyzwyczajona do eleganckich i drogich lokali, ale uważał, że takim perełkom też warto było dać szansę.
— Jak czasami sobie człowiek odpuści, to nic złego się nie stanie — powiedział. Nie znał się na dietach, ale był pewien, że od jednej buły na pewno nie przytyje i nie zaprzepaści całej tej swojej diety baletnicy. — Są świetne. Najlepszy jest chyba tofurnik — wskazał jej głową właśnie to ciasto. Przepadał za wegańskim żarciem, ale nie jadł go często, bo to bywało drogie, a on starał się jeść jak najbardziej budżetowo. — Hm... — zamyślił się i przeniósł spojrzenie z dziewczyny na menu. — W takim razie może kanapka z kurczakiem teriyaki? O, albo masz burgera z tofu albo z kotletem z soczewicy — zaproponował. Nie miał pojęcia, co lubiła jeść, ale dobrze wiedział, że każda pozycja w tym menu była smaczna.
Uśmiechnął się do siebie pod nosem, kiedy Juniper znalazła się bliżej niego. Widział, jak ją to zakłopotało i jak szybko się odsunęła i szczerze go to rozbawiło. Pewnie brzydziła się stać blisko niego, ale nie mógł jej się dziwić. Był brudny, pewnie nie pachniał dla niej za ładnie i mógłby założyć świeże ubrania. Na szczęście w tym miejscu ludzie zdawali się nie zwracać na to większej uwagi. Niektórzy nawet wyglądali na takich, którzy sami również mieszkali na ulicy.
— Nie — spojrzał na nią z politowaniem. — Może na to nie wygląda, ale kiedyś wygrali jakiś plebiscyt na ulubieńca miejscowych czy coś takiego — powiedział. — To co? Na co masz ochotę? — dodał i uśmiechnął się do niego delikatnie.
Juniper Westcott
A simple man with simple desire
: pn lis 02, 2026 3:59 pm
autor: Juniper Westcott
Zmarszczyła lekko czoło, słysząc jego odpowiedź, bo nie była pewna, czy chłopak powiedział to zgryźliwie, żeby jej dopiec, czy rzeczywiście po prostu stwierdził fakt. Nic jednak dziwnego, że jest taka pewna siebie i zna swoją wartość, więc nawet nie mogła temu zaprzeczyć. Nie skomentowała tego jednak w żaden sposób, nie widząc potrzeby, aby dalej drążyć ten temat.
— Na logikę… Żeby być modelką albo modelem, to trzeba być wysokim. Mi wzrostem bliżej do krasnala ogrodowego — odparła i wzruszyła ramionami, krzywiąc się nieco. Skłamałaby, gdyby powiedziała, że nie miała kompletnie żadnych kompleksów w związku z tym, że była taka niska. Zamrugała kilkakrotnie na jego kolejne słowa, bo trochę zgłupiała. Kolejny raz nie wiedziała jak miała rozumieć to co powiedział. Dziwnie jej było z tym, że ktoś taki jak Evren rzucał jej komplementami. — Eee, dzięki — odparła nieco zbita z tropu. Mimo wszystko, uważała, że jak ktoś mówił jej coś miłego, to wypada za to podziękować. Nawet jeśli chłopak niekoniecznie był kimś, od kogo chciała takie rzeczy słyszeć. Jeśli jednak wcześniejsze słowa Evrena ją zaskoczyły, to to, co chłopak powiedział teraz jeszcze bardziej ją zszokowało. Gapiła się na niego w milczeniu, jakby powoli przyswajała to co właśnie od niego usłyszała. — Aniołek…? — zapytała cicho. W ten sposób to chyba nikt jej jeszcze nie nazwał. Odnosiła wrażenie, jakby wpadła chłopakowi w oko i sama nie wiedziała co o tym myśleć. Chyba wolałaby, żeby jednak nie był nią zainteresowany, bo kto wie, co mu do łba strzeli… — A będziesz w stanie zadbać o siebie i ubrać się tak, żeby w ogóle cię wpuścili? — zapytała i spojrzała na niego z politowaniem. — Poza tym, niby jak miałabym cię zaprosić? Nie kumplujemy się. To nie tak, że jeszcze kiedykolwiek będziemy się widzieć — dodała i wzruszyła ramionami. Evren chyba myślał, że została jego koleżanką albo coś, ale dalekie to było od rzeczywistości.
— Bo jesteś złodziejem, a co za tym idzie, nie jesteś człowiekiem godnym zaufania? — zapytała, bo dla niej to było oczywiste. — O co ci teraz chodzi? — zapytała i ściągnęła brwi, bo nie rozumiała, do czego chłopak właśnie pił. Dlaczego miałaby o nim nie zapomnieć? — Po prostu zostaw mnie w spokoju — burknęła i wypuściła głośno powietrze nosem. — Nie łażą ze mną krok w krok. Logiczne jednak, że jakby ktoś zaczął mnie prześladować, to szybko by się o tym dowiedzieli i zrobili z tym porządek — oznajmiła. Nie była na tyle powalona, żeby za każdym razem kiedy gdzieś wychodziła brać ze sobą goryla, który będzie pilnował, aby nie stała jej się żadna krzywda. Mimo wszystko chciała mieć chociaż jeszcze trochę swobody.
Nie wierzyła w to, że zaproponowała, aby postawić mu obiad, a teraz zgodziła się jeszcze pójść z nim do jakiegoś kij wie jakiego baru. Logiczne, że na pewno nie będzie na tym samym poziomie co restauracje do których z reguły chadzała, bo skoro jadał tam Evren, to musiało być miejsce, na które było go stać. Teraz jak sobie o tym wszystkim myślała, to nie była pewna, czy dobrze zrobiła oferując mu, że postawi mu lunch. Jeszcze mogła sobie przez to sama napytać biedy…
— No niby nie — wymamrotała. Bardzo rzadko jadała takie rzeczy, więc może rzeczywiście, jak sobie raz na ruski rok pozwoli, to nagle nie roztyje się i nie stanie się jej żadna krzywda. — Okej — wymruczała i pokiwała delikatnie głową. Wszystkie ciasta wyglądały świetnie, więc nie miała pojęcia na co się zdecydować. Na szczęście, przynajmniej widziała, że jedzenie prezentuje się dobrze i smacznie, a to na pewno było na plus, skoro dbali o takie rzeczy. — Uhm — wymruczała i pokiwała delikatnie głową. Coś na pewno wybierze, bo była już głodna i nie miała ochoty jeszcze bardziej odwlekać w czasie zjedzenia lunchu.
— To dobrze — odparła i uśmiechnęła się niepewnie. Przez chwilę jeszcze wpatrywała się w menu, decydując się na to, co tak właściwie chce. — Chyba na tę kanapkę z kurczakiem teriyaki — odpowiedziała, zerkając w stronę gablotki. — I tofurnik — dodała, skoro chłopak również go polecił. Na pewno lepiej od niej wiedział, co tutaj jest smaczne, skoro odwiedzał to miejsce regularnie. — A ty co chcesz? — zapytała, spoglądając na niego.
Evren Quillan