Strona 11 z 11

It's beginning to look a lot like fuck this

: ndz mar 08, 2026 11:58 pm
autor: Milo Rivera
W odpowiedzi trzepnął go lekko ręcznikiem w bark, tym samym, którym wcześniej wycierał sobie włosy. Może nie do końca takiej reakcji oczekiwał Gauthier, ale dla Milo był to pierwszy raz, kiedy ktoś naprawdę okazywał względem niego jakiekolwiek oznaki zazdrości, na tyle widoczne by je zauważył. Nie wiedział co z tym zrobić, czy w ogóle powinien cokolwiek, a jeśli tak, to w jaki sposób.
Mógł co najwyżej liczyć na sugestię ze strony Dylana i na łut szczęścia.
Lubię myśleć o sobie jak o kimś inteligentnym, ale sam wiesz, że takie rzeczy nie są moim forte. Dobrze, że przynamniej o tym wiesz, bo nie wiem jak inaczej miałbym ci wytłumaczyć, że po prostu jestem tępy.
Na płaszczyźnie emocjonalnej był, miał tego świadomość, a Gauthier z pewnością doświadczenie.
Stojąc przed lustrem zerknął krytycznie w stronę swoich wilgotnych, lokujących się już jak u owcy włosów, obrócił się bokiem i zerknął na łaciaty bark, krzywiąc przy tym podobnie jak Dylan, który właśnie zderzył się z fragmentem historii, w którą dotąd Milo go nie wdrożył. Nie widział potrzeby, temat nigdy nie wypłynął, więc dla Rivery było to całkiem naturalne, że rzecz wynikła dopiero w takich okolicznościach.
Jedno spojrzenie w stronę jego twarzy wystarczyło, by odczuł, że być może powiedział coś nie tak.

Ziemia do Dylana 一 zawołał znad umywalki, badawczo analizując każdą zmarszczkę i grymas na jego twarzy, który mógłby naprowadzić go na właściwy trop. 一 Wszystko okay? Przecież to już lata temu, tak? 一 dopytał dla pewności, choć zdążył stracić jej wiele zanim uzyskał odpowiedź. Nagle zwątpił co do tego, czy w ogóle powinien był mówić cokolwiek.
Im dłużej czekał na resztę wyjaśnienia, tym mniej komfortowo czuł się stercząc pośrodku łazienki w samym ręczniku, więc odruchem podciągnął go sobie wyżej by zasłonić ramiona.

Wiem, że Diego jest trudny, bo na początku miałem ochotę udusić go przez sen 一 przyznał wprost, wspominając czasy sprzed swojego zauroczenia, kiedy dopiero dogryzali się na małej połaci poddasza dzielonego na pół, wówczas tylko umownie. 一 I mocno się na nim zawiodłem, ale żeby było sprawiedliwie, sporo mu zawdzięczam. Wykazał się o wiele bardziej niż ktokolwiek z mojego pojebanego rodzeństwa, mimo to potrafi być pizdą więc naprawdę rozumiem. Chcesz, żebym go opieprzył czy mam to zostawić jak jest?
Nie miałby nic przeciwko interwencji gdyby zaszła konieczność, wolał jednak dopytać w jaki sposób widział to Gauthier. Nie zamierzał go również zmuszać do zmiany zdania jako że sam doskonale zdawał sobie sprawę z tego jak bardzo Camarena potrafił zajść człowiekowi za skórę, więc zerknął pytająco w stronę Dylana by nie wykreślać go z tej arytmetyki potencjalnych rozwiązań.
Z drugiej strony, z pewnych powodów z jakich nie chciał i nie planował się zwierzać, Milo czuł nieprzyjemny ścisk w żołądku i gorycz na języku na myśl o ewentualnej konfrontacji z Diego.

Pożyczysz mi dzisiaj swoją kurtkę? 一 zagaił, gdy chcąc zająć się czymś byle nie wpadać w spiralę niewygodnych scenariuszy znów wykręcił się w stronę umywalki i zza lustra wyciągnął swoją mikrą kosmetyczkę. Jak dotąd trzymał ją poza zasięgiem wzroku osób trzecich, ale wyglądało na to, że od ich ostatniej rozmowy i po dzisiejszym dopięciu tematu Milo czuł się wystarczająco komfortowo, aby zapoznać go również z tym aspektem swojej nudnej codzienności.
Mały słoiczek aptecznego kremu na wyrównanie pigmentacji skóry być może nie zdziałał cudów przez ostatnie miesiące stosowania, ale Rivera czuł się w jakiś sposób lepiej z samym sobą wiedząc, że robił cokolwiek. Zanim jednak zanurzył palce w gęstej maści zawahał się i obejrzał przez ramię.

Chcesz mi z tym pomóc?
Jego spojrzenie szybko uciekło w innym kierunku, dłoń ze słoiczkiem wciąż była jednak zapraszająco wysunięta w stronę Gauthiera, a chociaż ramiona Milo uniosły się w widocznym gołym okiem napięciu, wciąż chciał mu pozwolić, skoro kilka tygodni temu odmówił mu tego w nieco innych okolicznościach.



Dylan Gauthier

It's beginning to look a lot like fuck this

: pn mar 09, 2026 10:09 pm
autor: Dylan Gauthier
Śmigający w jego stronę ręcznik wybił go z rytmu oraz z jakiegokolwiek poczucia narastającej powagi prowadzonej rozmowy.
- Aua, a to za co? - jęknął z przebijającym się przez skargę śmiechem i opędzając się od atakującego go materiału wraz z opóźnionym unikiem. - Tylko dlatego, że nie jestem w stanie znieść jak nosisz ciuchy innych facetów i nosi mnie jak za długo zwracasz uwagę na kogoś innego, albo jak Diego próbuje stawiać ci drinki w barze, nie znaczy że zasługuję na takie traktowanie - stanął we własnej obronie, krzyżując przedramiona na piersi i spoglądając na odbicie Milo w łazienkowym lustrze. Lubił ten widok, nawet poza tym, że uwielbiał na niego patrzeć w każdej sytuacji, powoli wracające do naturalnego skrętu loki, krople wody gdzieniegdzie wciąż przyklejające mu się do skóry i brak odruchu zakrywania się przed jego wzrokiem zaskarbiały sobie wysokie miejsce w jego sercu.
Dużo mniej doceniał dodatkowy szczegół zmieniający odcień relacji Milo ze swoim byłym współlokatorem, o tyle cięższy do przetrawienia przez ich przepychanki nad bożonarodzeniowymi wieńcami czy wszelkie rozmowy jakie Dylan miał wątpliwą przyjemność przeprowadzić z Diego sam na sam.
- Tak, lata temu, wiem - zapewnił go, wciąż trochę płasko, ale tym razem dodając do zestawu niesięgający oczu uśmiech. Usilnie próbował przegadać samego siebie by nie wyolbrzymiać nieistniejącego problemu. - Wszystko gra, wybacz, to były... intensywne dwa dni. Daj mi moment i to przetrawię - wyjaśnił mu pokrótce swoje zacięcie, przecierając palcami czoło. Wina leżała po jego stronie, a dokładniej obrazu Milo sprzed ich związku, jaki wytworzył sobie w głowie ze wszystkiego, czego dowiedział się o nim jeszcze w Toronto. Dopiero teraz zauważał w nim luki, aktualnie wypełniające się z zaskoczenia bez chwili na oddech, dodające jego nieco trzepniętemu, introwertycznemu partnerowi zdolność biegania po dachach, potraconych członków rodziny w formie zebranych z ulicy kociaków, oraz marudny substytut starszego brata, odrobinę zbyt zainteresowany jego bliznami, który teraz na dodatek okazywał się być jego obiektem westchnień. Kiedyś.
- Nie, nie, coś ty. Jestem dużym chłopcem, poradzę sobie z nim - zapewnił, posyłając mu już trochę pewniejszy uśmiech i po chwili zawieszenia wracając do osuszania się z resztek wilgoci. - Cieszę się, że go masz. Serio, dobrze wiedzieć, że ktoś dba o ciebie do tego stopnia. No i nic co zrobił nie wymaga interwencji, co najwyżej gra mi na nerwach - dodał, podciągając bokserki i rozglądając się za świeżą koszulką. Ostatnim czego w tej chwili chciał było wciąganie Milo w środek tego niemego konfliktu. Wolał dać mu znać jak zapatrywał się na sytuację, ostrzec przed dalszymi potencjalnymi spięciami i być może zminimalizować okazje, w których zacząłby gotować się żywcem na dopuszczanie mężczyzny trochę za blisko przez nieświadomego Riverę, jednak nie czuł potrzeby na rozgrzebywanie kwestii otwarcie i pchania go do wybierania stron. Zwłaszcza, kiedy temat starszego rodzeństwa był w jego sytuacji na tyle delikatny. Nie zamierzał pozbawiać go kolejnego.
- Jednak nie wolisz tej Diego? - rzucił na granicy złośliwości, rzucając mu zaczepne spojrzenie. - Okay, wybacz, musiałem. Jasne, mon amour, zawsze - poprawił się od razu, tymczasowo poddając się w kwestii koszulki, którą chwilę wcześniej przypadkowo zakrył wilgotnym ręcznikiem, a zanim zdążył obrócić na dobrą stronę spodnie dresowe, w jakich zamierzał zostać do ich nocnej eskapady, otrzymał niespodziewaną prośbę. Złapał z mężczyzną krótki kontakt wzrokowy i nie oderwał od niego spojrzenia nawet kiedy Milo uciekł własnym gdzieś na bok. Porzucił poprzednie zajęcie i w dwa kroki znalazł się za jego plecami, muskając ustami jego ramię i jednocześnie wyciągając mu z dłoni słoiczek kremu.
- Oczywiście, sekunda - mruknął, spoglądając na opakowanie i obracając je wkoło by sprawdzić z czym tak właściwie miał do czynienia i jak dokładnie tego użyć. Świadomość tego, co trzymał w rękach, rozlała się w jego klatce piersiowej dwoma konfliktującymi emocjami, z czego wygrała jednak ta szczęśliwa zarówno z faktu, że czasy prób rozjaśniania były dawno za nim, oraz z tego, że został do tego stopnia wprowadzony w ten element jego życia. - Na całości? - upewnił się i nabrał specyfik na palce by okrężnymi ruchami wmasować go w okolice zapełnione odbarwionymi plamkami. Początkowo skupiał się na równomiernym rozprowadzaniu kremu, ostrożnie przy samym karku, aż przesuwając kciukiem przy łopatce napotkał znajomy opór pod warstwą miękkiej tkanki. - Jesteś spięty - poinformował go gdzieś nad uchem, zerkając na ich odbicie w lustrze. - Daj mi pięć minut i ci to porozbijam - zaoferował się, w ramach demonstracji wbijając opuszkę palca głębiej i stanowczym, powolnym ruchem przeciągając ją w stronę kręgosłupa by poruszyć zastały mięsień.

Milo Rivera

It's beginning to look a lot like fuck this

: sob mar 14, 2026 8:32 pm
autor: Milo Rivera
Przez moment Milo całkiem zręcznie ignorował wyliczenia pozwalając im po prostu przepłynąć gdzieś koło uszu, notując sobie jedynie w pamięci podkładkę o terytorialnych skłonnościach Gauthiera jako oficjalnie potwierdzony fakt. Dopiero gdy hasło „próbuje stawiać ci drinki“ wypchnęło go gwałtownie z toru i Rivera posłał mu pytające spojrzenie spod przymarszczonych brwi.
Próbował? 一 zdumiał się z opóźnieniem sugerującym, że potrzebował chwili by tę informację rozpracować. I niewiele mu z tego wyszło, bo nadal nie rozumiał. 一 Myślałem, że Sam ma po prostu dobrą pamięć, to... hmm. I nic nie powiedziałeś 一 prawie się powtórzył, patrząc na Dylana z zastanowieniem. Jeżeli cokolwiek z tego wszystkiego wyciągnął lub do jakiejkolwiek interpretacji dotarł, nie podzielił się niczym otwarcie.
Widząc jak Dylan ewidentnie próbuje potykać się z problemem na własną rękę, Milo żachnął się i zagestykulował coś obiema dłońmi w powietrzu.

Wyobrażam sobie, ale nie musisz gonić z klarowaniem sobie tego w jakimś określonym czasie, tak? Mi na różne rzeczy schodzi zwykle ze dwa razy więcej niż tobie, więc będziemy kwita jak po prostu dam ci trochę więcej... nie wiem, miejsca? Nie mam pojęcia jak to powiedzieć, ale chodzi mi o to, że nie wymagam od ciebie dopasowania na siłę.
Nie bardzo miał chęć ruszać się z miejsca; przypominając poczwarkę w ręczniku Milo osunął jedynie fragment swojego kokonu by pozwolić Dylanowi dobrać się do wszystkich marmurkowych plam, jakie własną ręką lata temu stworzył bezmyślnie goniąc za czymś, co z założenia nie miało prawa się udać.

Jakby co to nie musisz być zawsze tym uprzejmym, jeśli wiesz co mam na myśli. Każ mu spierdalać jak zacznie przeginać, myślę, że nie złamiesz mu tym serca. Mi też nie.
Wzdrygnął się czując dotyk w okolicy karku, ale pamiętając, że sam zaproponował mu ten pomysł Milo przegryzł niewypowiedziane na głos przekleństwo i zacisnął mocniej usta, pochylając przy tym głowę niżej nad umywalką. Uczepiony jej oburącz czuł się jednocześnie niebagatelnie odsłonięty i zaopiekowany w tym samym czasie, mimo, że był to poniekąd paradoks.

Nie bądź... cicho tam 一 wymamrotał pochmurnie gdzieś spod ciężkiej kaskady wilgotnych loków, czasami podrygując na nowe miejsca, w które Gauthier docierał z balsamem. 一 Smaruj i mnie nie denerwuj.
Powarkiwanie i syknięcia które produkował nie różniły się niczym od tych, z jakimi Dylan miał styczność od paru ostatnich miesięcy, a które choć były naturalnym kolorytem charakteru Rivery nie były w istocie niczym, co miałoby na celu faktycznie skrzywdzić. Nie byłby sobą, gdyby nie narzekał jak emeryt z podagrą, tak jak Gauthier nie potrafiłby odpuścić mu odrobiny złośliwości dla utrzymania interakcji tak, jak obaj lubili najbardziej.
Drgnął jeszcze raz, gdy niespodziewanie zamiast palców poczuł znacznie delikatniejszą obecność jego warg w okolicy ramienia i obrócił głowę by spojrzeć na niego z niedowierzaniem.

Nadal ci mało? 一 zapytał patrząc mu prosto w oczy, nie do końca retorycznie. Dla Milo tak nieprzygasająca potrzeba dotykania była zagadką, czymś, czego prawdopodobnie miał nigdy nie zrozumieć, ale co stanowiło dla niego interesujący materiał do obserwacji, poza tymi momentami, kiedy fizyczność zaczynała go przytłaczać. Wtedy zaczynał gryźć, z uprzejmości najpierw werbalnie, a dopiero gdy to nie działało - dosłownie.
Jestem spięty przez całe życie 一 stwierdził płasko i odwrócił się z powrotem w stronę lustra. 一 W moich żyłach krąży czysta kofeina i kortyzol, czasami... OH!
Do pełni kinematograficznego doświadczenia brakowało mu wyłącznie rozbłysku jasności. Wystarczyło, że Dylan wcisnął mu palce odrobinę zbyt nisko pod prawą łopatkę Milo wyprostował się jakby poraziło go prądem i aż podskoczył, uderzając przy okazji kością biodrową w umywalkę. Wściekła, hiszpańskojęzyczna wiązanka soczystych przekleństw, których jak dotąd Gauthier raczej nie miał okazji usłyszeć w takiej konfiguracji zaalarmowała, że zapędził się o jeden krok za daleko i jeżeli nie chciał stracić obu rąk powinien jak najszybciej się wycofać.

Radzę ci dobrze przemyśleć każdy następny ruch, bo jeżeli zrobisz to jeszcze raz to przysięgam, że wylecisz z tej łazienki z prędkością nadświetlną.


Dylan Gauthier