tequila con muerte
: pn lut 09, 2026 10:14 pm
Może chociaż raz kurwa być matką, którą przestałaś być już dawno temu?, Madox drgnął na te słowa, oparła rękę na ramieniu Stewart, jakby chciał jej dać znać, powstrzymać ją, powiedzieć nie rób tego Pilar, ale spojrzała na niego z wyrzutem Esmeralda.
- Daj jej powiedzieć... - syknęła, a Madox zabrał rękę, ale stanął obok fotela, już chciał rzucić, że ma to w dupie, jej rozkazy, że nie będzie jej słuchał, ale Lopez poruszył się opierając dłoń na swoim pistolecie. Noriega stanął w miejscu, chociaż serce waliło mu w piersi jak szalone, oddech robił się płytszy. Był zły i na swoją matkę i na Pilar, bo nie po to tutaj wcale przyszedł. Dla jakiegoś pojednania. Zwłaszcza, że okazało się, że ona uciekła z Medellin, żeby co? Żeby kurwa prowadzić sobie gangsterskie życie tutaj w Meksyku.
Esme nie spuściła spojrzenia z Pilar, ale jej twarz niewiele zdradzała, chociaż skinęła delikatnie głowa, żeby kontynuowała, bo przecież widziała, że to nie wszystko.
Na jej kolejne słowa wywróciła oczami, tak samo teatralnie jak zawsze robił to Madox.
- Och muñeca… myślisz, że ja nigdy się nie interesowałam co u niego? - pochyliła się nieco do przodu spoglądając na Madoxa. Ale on już wiedział, czuł to, że ona wie więcej niż się jemu zawsze wydawało, zdecydowanie więcej. A to, że znała jego adres nie było żadnym przypadkiem.
- Wydaje mi się cariño, że wiem o nim więcej niż ty - wstała z fotela wygładzając sukienkę. Przeszła się za nim, a później zatrzymała na przeciwko Noriegi. Madox wbił w nią spojrzenie, nie miał pojęcia czy mówi prawdę, czy kłamie... Okłamywała go całe jebane życie, nie potrafił tego wyczytać z jej spojrzenia. To jednak zaraz zjechało na Pilar, wraz z jej kolejnymi słowami. Esme przechyliła na bok głowę.
- Naprawdę lubiłam Rosę, myślałam, że będziesz z nią szczęśliwy gusanito... - rzuciła, a Madox prychnął - ale ta dziewczyna ma w sobie więcej ognia - zrobiła krok w kierunku Pilar i chciała sięgnąć ręką do jej policzka, ale Madox się wyrwał i stanął między nimi.
- Zostaw ją - warknął, a Esmeralda cofnęła rękę, pokręciła głowa.
- YA nichego yey ne sdelayu, ya vizhu, kak sil'no ty o ney zabotish'sya, moya malen'kaya prokaznitsa - i chociaż Madox przecież po rusku mówił rzadko, to z tym jej akcentem zrozumiał każde słowo. Zerknął na Pilar. Bo może nie powinien tego pokazywać? Jak bardzo mu zależy. Nie przy matce.
- Skoro jesteś taka... wyrozumiała, to po prostu nas puść - odezwał się Noriega wciąż patrząc w oczy brunetki. Ale ona zaraz się uśmiechnęła, przyjemnie, pokręciła głową. Chociaż już po chwili spojrzała na Stewart jakoś krzywo.
- Och Madito i wtedy bym się nie dowiedziała, na jak świetnego człowieka wyrosłeś - westchnęła ciężko i znowu się cofnęła, żeby stanąć przy Lopezie - zjecie ze mną kolację. Porozmawiamy sobie... - powiedziała, a Madox zerknął na Pilar. Wcale, a wcale nie miał na to ochoty.
- Mamy inne plany, właściwie... miałem dzisiaj jeszcze jechać na komendę - próbował coś wymyślić na szybko - będą mnie szukać - Esme spojrzała na niego, ale zaraz wywróciła oczami, chyba tego nie kupiła.
- To oddzwonisz i powiesz, że dzisiaj nie dasz rady, to Meksyk cariño... Nie będą nalegać - pokręciła głową, a kiedy Madox znowu otworzył usta, to uciszyła go gestem ręki. I chociaż dziesięć lat jej nie widział, to wiedział, że to już nie podlega dyskusji.
Kurwa.
Jego ciotki robiły to samo.
Esmeralda odwróciła się do nich tyłem i przez chwilę szeptała coś Lopezowi na ucho. W końcu ten tylko skinął głową, że rozumie.
- Lopez zaprowadzi was do pokoju, żebyście się troszeczkę... ogarnęli - zmierzyła spojrzeniem Pilar, a później znowu patrzyła na Madoxa - jak będziecie próbować jakiś sztuczek to ma strzelać w nogę, ale tak, żeby nie była do odratowania... A szkoda by było, gdybyście nie zatańczyli sobie na swoim weselu - tu spojrzała jeszcze na Stewart, a później na Madoxa. Lopez wyszedł do przodu.
- Tędy - warknął, ale Madox jeszcze próbował coś powiedzieć, co znowu spotkało się z protestem jego matki.
- Za pół godziny, w głównej jadalni - powiedziała, a Lopez ruszył przed siebie do drzwi. I chociaż Madox się jeszcze zawahał, to zaraz chwycił Stewart za rękę, pociągnął ją za sobą do drzwi. Jak stąd wyjdą, to może będą mieli jakąś większą szansę stąd uciec?
Tylko zaraz się okazało, że ruszyło za nimi dwóch ruskich, a z przodu Lopez. Poprowadził ich w kierunku tych ozdobnych schodów.
- Pilar nic ci nie jest? - zapytał po drodze Madox, obejrzał jej nadgarstki na których miała czerwone ślady od taśmy. Ale na więcej nie było czasu, bo Lopez był szybki. Poprowadził ich po schodach i jasnym korytarzem, do pokoju na samym końcu.
- Macie pół godziny, dajcie telefony - mruknął tylko i otworzył przed nimi drzwi, wystawił rękę po telefony. Madox się zawahał, ale Rosjanie już stanęli bliżej nich, a ci byli jeszcze więksi od Lopeza. W końcu oddali te telefony. Lopez ledwo się powstrzymał przed tym, żeby ich znowu nie szarpnąć, ale Madox nawet grzecznie wszedł do środka i pociągnął za sobą Pilar.
Pokój był jasny, ładny, wyróżniało się w nim tylko to, że w oknach miał kraty...
- Ja pierdolę, w co ja nas wpakowałem - Madox stanął od razu za drzwiami przesuwając palcami po twarzy i jasnych włosach.
Pilar Stewart
- Daj jej powiedzieć... - syknęła, a Madox zabrał rękę, ale stanął obok fotela, już chciał rzucić, że ma to w dupie, jej rozkazy, że nie będzie jej słuchał, ale Lopez poruszył się opierając dłoń na swoim pistolecie. Noriega stanął w miejscu, chociaż serce waliło mu w piersi jak szalone, oddech robił się płytszy. Był zły i na swoją matkę i na Pilar, bo nie po to tutaj wcale przyszedł. Dla jakiegoś pojednania. Zwłaszcza, że okazało się, że ona uciekła z Medellin, żeby co? Żeby kurwa prowadzić sobie gangsterskie życie tutaj w Meksyku.
Esme nie spuściła spojrzenia z Pilar, ale jej twarz niewiele zdradzała, chociaż skinęła delikatnie głowa, żeby kontynuowała, bo przecież widziała, że to nie wszystko.
Na jej kolejne słowa wywróciła oczami, tak samo teatralnie jak zawsze robił to Madox.
- Och muñeca… myślisz, że ja nigdy się nie interesowałam co u niego? - pochyliła się nieco do przodu spoglądając na Madoxa. Ale on już wiedział, czuł to, że ona wie więcej niż się jemu zawsze wydawało, zdecydowanie więcej. A to, że znała jego adres nie było żadnym przypadkiem.
- Wydaje mi się cariño, że wiem o nim więcej niż ty - wstała z fotela wygładzając sukienkę. Przeszła się za nim, a później zatrzymała na przeciwko Noriegi. Madox wbił w nią spojrzenie, nie miał pojęcia czy mówi prawdę, czy kłamie... Okłamywała go całe jebane życie, nie potrafił tego wyczytać z jej spojrzenia. To jednak zaraz zjechało na Pilar, wraz z jej kolejnymi słowami. Esme przechyliła na bok głowę.
- Naprawdę lubiłam Rosę, myślałam, że będziesz z nią szczęśliwy gusanito... - rzuciła, a Madox prychnął - ale ta dziewczyna ma w sobie więcej ognia - zrobiła krok w kierunku Pilar i chciała sięgnąć ręką do jej policzka, ale Madox się wyrwał i stanął między nimi.
- Zostaw ją - warknął, a Esmeralda cofnęła rękę, pokręciła głowa.
- YA nichego yey ne sdelayu, ya vizhu, kak sil'no ty o ney zabotish'sya, moya malen'kaya prokaznitsa - i chociaż Madox przecież po rusku mówił rzadko, to z tym jej akcentem zrozumiał każde słowo. Zerknął na Pilar. Bo może nie powinien tego pokazywać? Jak bardzo mu zależy. Nie przy matce.
- Skoro jesteś taka... wyrozumiała, to po prostu nas puść - odezwał się Noriega wciąż patrząc w oczy brunetki. Ale ona zaraz się uśmiechnęła, przyjemnie, pokręciła głową. Chociaż już po chwili spojrzała na Stewart jakoś krzywo.
- Och Madito i wtedy bym się nie dowiedziała, na jak świetnego człowieka wyrosłeś - westchnęła ciężko i znowu się cofnęła, żeby stanąć przy Lopezie - zjecie ze mną kolację. Porozmawiamy sobie... - powiedziała, a Madox zerknął na Pilar. Wcale, a wcale nie miał na to ochoty.
- Mamy inne plany, właściwie... miałem dzisiaj jeszcze jechać na komendę - próbował coś wymyślić na szybko - będą mnie szukać - Esme spojrzała na niego, ale zaraz wywróciła oczami, chyba tego nie kupiła.
- To oddzwonisz i powiesz, że dzisiaj nie dasz rady, to Meksyk cariño... Nie będą nalegać - pokręciła głową, a kiedy Madox znowu otworzył usta, to uciszyła go gestem ręki. I chociaż dziesięć lat jej nie widział, to wiedział, że to już nie podlega dyskusji.
Kurwa.
Jego ciotki robiły to samo.
Esmeralda odwróciła się do nich tyłem i przez chwilę szeptała coś Lopezowi na ucho. W końcu ten tylko skinął głową, że rozumie.
- Lopez zaprowadzi was do pokoju, żebyście się troszeczkę... ogarnęli - zmierzyła spojrzeniem Pilar, a później znowu patrzyła na Madoxa - jak będziecie próbować jakiś sztuczek to ma strzelać w nogę, ale tak, żeby nie była do odratowania... A szkoda by było, gdybyście nie zatańczyli sobie na swoim weselu - tu spojrzała jeszcze na Stewart, a później na Madoxa. Lopez wyszedł do przodu.
- Tędy - warknął, ale Madox jeszcze próbował coś powiedzieć, co znowu spotkało się z protestem jego matki.
- Za pół godziny, w głównej jadalni - powiedziała, a Lopez ruszył przed siebie do drzwi. I chociaż Madox się jeszcze zawahał, to zaraz chwycił Stewart za rękę, pociągnął ją za sobą do drzwi. Jak stąd wyjdą, to może będą mieli jakąś większą szansę stąd uciec?
Tylko zaraz się okazało, że ruszyło za nimi dwóch ruskich, a z przodu Lopez. Poprowadził ich w kierunku tych ozdobnych schodów.
- Pilar nic ci nie jest? - zapytał po drodze Madox, obejrzał jej nadgarstki na których miała czerwone ślady od taśmy. Ale na więcej nie było czasu, bo Lopez był szybki. Poprowadził ich po schodach i jasnym korytarzem, do pokoju na samym końcu.
- Macie pół godziny, dajcie telefony - mruknął tylko i otworzył przed nimi drzwi, wystawił rękę po telefony. Madox się zawahał, ale Rosjanie już stanęli bliżej nich, a ci byli jeszcze więksi od Lopeza. W końcu oddali te telefony. Lopez ledwo się powstrzymał przed tym, żeby ich znowu nie szarpnąć, ale Madox nawet grzecznie wszedł do środka i pociągnął za sobą Pilar.
Pokój był jasny, ładny, wyróżniało się w nim tylko to, że w oknach miał kraty...
- Ja pierdolę, w co ja nas wpakowałem - Madox stanął od razu za drzwiami przesuwając palcami po twarzy i jasnych włosach.
Pilar Stewart