Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra
: śr wrz 02, 2026 11:00 am
— Czuję się świetnie, dziękuję — zapewniła lekkim tonem. Wcale nie musiała udawać. Naprawdę wszystko było w porządku. Przestała przejmować się bolącym bokiem oraz widmem tego, że w każdej chwili mogą zginąć w wyjątkowo okrutny sposób. Zakładała, że wszystko pójdzie dokładnie tak, jak powinno, bo czemu niby nie? Dobrze, że nie poddawała się temu wszechobecnemu pesymizmowi, bo jakby cała czwórka snuła się po lesie w takich okropnych humorach, to na pewno spotkałaby je jakaś tragedia.
Vanberg mruknęła tylko cicho, zgadzając się ze Strauss dla świętego spokoju. Wyjaśnianie między sobą jakichkolwiek kwestii tej dwójce od dawna wychodziło wyjątkowo kiepsko. Wątpiła, że nagle miałoby się to odmienić. Obie najwyraźniej nie nadawały się do budowania tej relacji, a fakt, że z uporem maniaka próbowały tworzyć ją tak czy siak, był dla blondynki kompletnie niezrozumiały.
— Zapominasz się przy mnie? — odgryzła się od razu, wyraźnie tym rozbawiona. Najwyraźniej łapanie za słówka było tym, co łączyło Ślizgonki. Ich prywatne rozmowy muszą być wyjątkowo upierdliwe albo prowadzone wyjątkowo ostrożnie.
Stojąca przed kratą River nie mogła się doczekać, aż wreszcie będą mogły pójść omszałym tunelem w stronę nieznanego. Czy istniało coś bardziej ekscytującego niż zapuszczanie się w głąb ruin nieznanego pochodzenia? Cóż, pewnie tak. Na ten moment jednak to był dla niej absolutny numer jeden.
— Ha, to był tylko test! Zdałaś. Dobra z ciebie przyjaciółka. Oczywiście, że pójdziemy wszystkie razem. — River wyszczerzyła się zadowolona, jakby faktycznie ją na czymś złapała. Czy wcześniejsze pytanie faktycznie miało cokolwiek wspólnego ze sprawdzaniem serca Violki? Pewnie nie, ale nie potrafiła powstrzymać się od takiej uwagi. Nie musiała nawet zmyślać. Skoro Krukonka była gotowa pakować się na ślepo w nieznane, by ocalić Rue, to faktycznie musiała być wyjątkową osobą o wielkim sercu. Cross cieszyła się, że przeklęta miała w swoim gronie kogoś takiego.
Testy przyjaźni u drugiej pary ślizgońsko-krukońskiej nie szły tak dobrze. Atmosfera była ciężka i pozbawiona chęci do żartów. Vanberg sprawiała wrażenie bardziej spiętej, odkąd zostały tylko we dwie. Przynosiło jej to jakiś rodzaj dyskomfortu.
— No tak. Mogłam się spodziewać, że sygnałów wysyłanych przez klątwę też nie jesteś w stanie odczytać — Vanberg prychnęła niezadowolona. Współpracowanie z Prescott nie było proste. Powinna być bardziej użyteczna, skoro to o nią toczył się cały ten ambaras. Narażały życia za znaki zapytania? Kompletna głupota. Gdyby tak nie martwiła się o River nie zgodziłaby się na tę wyprawę za nic w świecie.
Znalazły się znów w jednym pomieszczeniu i wspólnie zaczęły zastanawiać się nad metodą przedostania się na drugą stronę kraty. River była gotowa ją zdemolować w najbardziej spektakularny sposób, jaki tylko przyszedłby jej do głowy, ale Krukonki szybko ostudziły jej zapał. No trudno. Zgodziła się na ich plan, bo przecież cel uświęca środki. Chciała ruszyć żwawym krokiem przed siebie, gdy tylko znalazła się po drugiej stronie, ale poczekała grzecznie na wszystkich. Dopiero kiedy krata opadła z powrotem na ziemię, skierowała się przed siebie, oświetlając sobie drogę różdżką. Ścieżka prowadziła kawałek w dół po chropowatej, kamienistej powierzchni. Przynajmniej nie powinny się tutaj poprzewracać. Nie miała pojęcia, jak głęboko zeszły, choć w pewnym momencie zrobiło się dość stromo. Dotarły wreszcie do rozszerzenia, które płynnie przeszło w ściany sporej rozmiarów sali. Znajdowały się na nich czarne, kamienne płyty bez żadnych opisów, a na samym środku zauważyły sporych rozmiarów drewniany właz. Czyżby musiały zejść jeszcze niżej?
— Dobra, to co, znowu unosimy zamiast demolować? — zapytała, obracając się w stronę swoich towarzyszek. Nie miały niestety zbyt dużo na decyzję. Za plecami Cross rozległ się wielki huk, kiedy kilka kamiennych płyt opadło na podłogę, odsłaniając wgłębienia, a raczej znajdujące się w nich szkielety. Szczęk kości poniósł się po pomieszczeniu echem, kiedy kościotrupy zaczęły niezgrabnie wychodzić ze swoich jam, kierując się prosto w stronę uczennic.
Ruelle I. Prescott
Vanberg mruknęła tylko cicho, zgadzając się ze Strauss dla świętego spokoju. Wyjaśnianie między sobą jakichkolwiek kwestii tej dwójce od dawna wychodziło wyjątkowo kiepsko. Wątpiła, że nagle miałoby się to odmienić. Obie najwyraźniej nie nadawały się do budowania tej relacji, a fakt, że z uporem maniaka próbowały tworzyć ją tak czy siak, był dla blondynki kompletnie niezrozumiały.
— Zapominasz się przy mnie? — odgryzła się od razu, wyraźnie tym rozbawiona. Najwyraźniej łapanie za słówka było tym, co łączyło Ślizgonki. Ich prywatne rozmowy muszą być wyjątkowo upierdliwe albo prowadzone wyjątkowo ostrożnie.
Stojąca przed kratą River nie mogła się doczekać, aż wreszcie będą mogły pójść omszałym tunelem w stronę nieznanego. Czy istniało coś bardziej ekscytującego niż zapuszczanie się w głąb ruin nieznanego pochodzenia? Cóż, pewnie tak. Na ten moment jednak to był dla niej absolutny numer jeden.
— Ha, to był tylko test! Zdałaś. Dobra z ciebie przyjaciółka. Oczywiście, że pójdziemy wszystkie razem. — River wyszczerzyła się zadowolona, jakby faktycznie ją na czymś złapała. Czy wcześniejsze pytanie faktycznie miało cokolwiek wspólnego ze sprawdzaniem serca Violki? Pewnie nie, ale nie potrafiła powstrzymać się od takiej uwagi. Nie musiała nawet zmyślać. Skoro Krukonka była gotowa pakować się na ślepo w nieznane, by ocalić Rue, to faktycznie musiała być wyjątkową osobą o wielkim sercu. Cross cieszyła się, że przeklęta miała w swoim gronie kogoś takiego.
Testy przyjaźni u drugiej pary ślizgońsko-krukońskiej nie szły tak dobrze. Atmosfera była ciężka i pozbawiona chęci do żartów. Vanberg sprawiała wrażenie bardziej spiętej, odkąd zostały tylko we dwie. Przynosiło jej to jakiś rodzaj dyskomfortu.
— No tak. Mogłam się spodziewać, że sygnałów wysyłanych przez klątwę też nie jesteś w stanie odczytać — Vanberg prychnęła niezadowolona. Współpracowanie z Prescott nie było proste. Powinna być bardziej użyteczna, skoro to o nią toczył się cały ten ambaras. Narażały życia za znaki zapytania? Kompletna głupota. Gdyby tak nie martwiła się o River nie zgodziłaby się na tę wyprawę za nic w świecie.
Znalazły się znów w jednym pomieszczeniu i wspólnie zaczęły zastanawiać się nad metodą przedostania się na drugą stronę kraty. River była gotowa ją zdemolować w najbardziej spektakularny sposób, jaki tylko przyszedłby jej do głowy, ale Krukonki szybko ostudziły jej zapał. No trudno. Zgodziła się na ich plan, bo przecież cel uświęca środki. Chciała ruszyć żwawym krokiem przed siebie, gdy tylko znalazła się po drugiej stronie, ale poczekała grzecznie na wszystkich. Dopiero kiedy krata opadła z powrotem na ziemię, skierowała się przed siebie, oświetlając sobie drogę różdżką. Ścieżka prowadziła kawałek w dół po chropowatej, kamienistej powierzchni. Przynajmniej nie powinny się tutaj poprzewracać. Nie miała pojęcia, jak głęboko zeszły, choć w pewnym momencie zrobiło się dość stromo. Dotarły wreszcie do rozszerzenia, które płynnie przeszło w ściany sporej rozmiarów sali. Znajdowały się na nich czarne, kamienne płyty bez żadnych opisów, a na samym środku zauważyły sporych rozmiarów drewniany właz. Czyżby musiały zejść jeszcze niżej?
— Dobra, to co, znowu unosimy zamiast demolować? — zapytała, obracając się w stronę swoich towarzyszek. Nie miały niestety zbyt dużo na decyzję. Za plecami Cross rozległ się wielki huk, kiedy kilka kamiennych płyt opadło na podłogę, odsłaniając wgłębienia, a raczej znajdujące się w nich szkielety. Szczęk kości poniósł się po pomieszczeniu echem, kiedy kościotrupy zaczęły niezgrabnie wychodzić ze swoich jam, kierując się prosto w stronę uczennic.
Ruelle I. Prescott