It's beginning to look a lot like fuck this
: śr kwie 08, 2026 11:57 pm
一 Teraz tak mówisz. 一 Milo zaplótł przedramiona na piersi, jednocześnie zerkając znacząco w stronę przymkniętego okna. Fragment przytrzaśniętej koronkowej zasłonki wystawał w rogu i zdawał się machać ostrzegawczo w jego kierunku, pomimo swojej kapitulacyjnej bieli. 一 Pomieszkałbyś trochę to sam oddałbyś jej za bezcen cokolwiek by sobie zażyczyła dla własnego świętego spokoju.
Pomimo ładnie brzmiącej w popołudniowym słońcu historii Rivera wierzył raczej w wersję, w której to Diego interweniował w jakiś pokrętny i zapewne nielegalny sposób gdy czynsz zaczął drastycznie uszczuplać ich domowy budżet, ale dla Estelli obydwaj zgodnie udawali, że jej kobiecy urok podstarzałej Latynoski pokonał ludzką pazerność.
Nie potrafił jednak udawać, że nie dosłyszał nuty przekory w pozornie błahym pytaniu, dlatego jeszcze przed odpowiedzią spiorunował Dylana mocno oceniającym spojrzeniem z ukosa.
一 Osiemdziesięcioletni Kanadyjczyk z kurewsko irytującym francuskim akcentem. Mój urok osobisty totalnie zafundował nam absolutne zero jakichkolwiek przywilejów, więc nie licz na noworoczne zniżki. Raczej w drugą stronę, dziad zawsze podniesie przynajmniej o symbolicznego dolara, żebyśmy na głupoty nie przepierdolili.
Skrzywił się niechętnie na wspomnienie ostatniej wizytacji, która miała miejsce na krótko po wyprowadzeniu się poprzedniego lokatora, a zarazem przed uzupełnieniem luki przez Gauthiera. Milo nie był w stanie zrozumieć połowy furkoczącego, dychawicznego bełkotu i dopóki nie dostał wszystkiego na piśmie w języku rozumianym przez ogół, nie zgodził się na nic - nawet na podpisanie się pod petycją o remont wiaty śmietnikowej pod blokiem.
Widocznie wśród tych rzekomych wielu zalet jakie zdawał się dostrzegać wyłącznie Dylan, Rivera nie posiadał talentu językowego.
Zmiana tematu i pytanie, które słyszał więcej razy niż mógłby zliczyć ilekroć wchodził w głębsze szczegóły swojej dotychczasowej kariery na zapleczach dusznych warsztatów wywołała o dziwo zakłopotany, ale szczery uśmiech poprzedzony odruchowym uchyleniem ust.
一 Zgaduję, że tak, ale tak naprawdę nigdy nie interesowało mnie co jest w tych plikach. Bardziej skupiałem się na samym odzyskiwaniu danych niż na ich treści, więc niewiele mogę ci na ten temat powiedzieć. 一 Przyzwoitość nie miała tu nic do rzeczy. Milo po prostu nie posiadał odruchu ekscytacji ludzkimi tajemnicami dostępnymi na skinienie palca i być może było w tym jakieś instynktowne myślenie w przód, bo dzięki temu spał spokojniej. Wolał nie wiedzieć co znajdowało się na niektórych poharatanych dyskach, na tych, które wyglądały jakby ktoś przejechał po nich celowo autem, ani tych, na których znajdowały się zaschnięte ślady bardzo organicznych, lepkich substancji, na które kurwił pod nosem nie z zaskoczenia, a irytacji kiedy z delikatnością usuwał nalot rozpuszczalnikiem.
一 Nie, żebyś ty nie musiał. Ja przynajmniej odpowiadałem sam za siebie, ty za dwójkę dzieciaków i ojca w gratisie 一 przypomniał ze znaczącym cmoknięciem; spośród wielu rzeczy przez jakie musiał przedrzeć się oślim uporem, ślepą determinacją i zakodowaną głęboko chęcią normalnego życia wątpił, by podołał funkcji w jaką Dylan wszedł mimowolnie gdy w domu zabrakło dorosłego, na którym można było polegać. Milo potrafił nieźle przyłożyć, był specjalistą od ucieczek i miał dryg do tego, co dało się opisać za pomocą zgrabnych reguł syntaktycznych i praw fizyki, ale wśród tych umiejętności nie posiadał niczego, co przydałoby się w opiece nad czymkolwiek poza kotem. 一 Każdy radził sobie jak mógł, po prostu... nie było innego wyjścia.
Domknięcie tematu w domyśle tyczyło się zarówno jego koślawej przeszłości jak i okresu wymuszonej dorosłości Gauthiera, bo tak naprawdę żaden z nich - nawet gdyby bardzo chcieli - nie posiadał alternatywy zdolnej pogodzić rzeczywistość z marzeniami. Życie szybko pokroiło je na porcje, opiłowało gdzie mogło i odebrało podatek zostawiając niewiele, ale dość by wieczorami móc przynajmniej snuć wizje lepszego życia, w którym cykl niepowodzeń i trudu daje się wreszcie przełamać.
Codzienność nie lubiła się z marzycielami i Milo podejrzewał, że Dylan również o tym wiedział.
Dopiero podkolorowany nawykowym flirtem komentarz na oślepienie latarką wyrwał go z zamyślenia i ścisnął mu wargi w cierpki grymas.
一 Pamiętaj, że na torach to działa na odwrót 一 odgryzł się gasząc latarkę i znajdując jej miejsce w jednej z licznych kieszeni w spodniach. 一 Nie za wesoło ci tak w ogóle?
Bo to, że Gauthier niemal unosił się o kilka cali nad ziemią nie umknęło jego spostrzeżeniu, mniej natomiast jasnym był powód.
Rivera również umarszczył brwi pozerkując w jego kierunku badawczo, jak na maszynę, która po wielu latach stabilnej pracy nagle zaczęła wydawać nowe, nieznane dotąd dźwięki.
Czy naprawdę wystarczało pozwolić się poobtykać, pougniatać i zrzucić warstwę ubrań by przeciętny mężczyzna zapomniał o troskach dnia codziennego? Milo nie do końca rozumiał, ale zaczynał dostrzegać połączenie.
Skupiony na nowym odkryciu nawet nie zauważył, że w jego kierunku zbliżała się ręka, a zważywszy na okoliczności powinien odpędzić go zanim ktoś zbyt ciekawski wypatrzyłby ich pod kamienicą. Może był odrobinę paranoiczny, ale wolał nie ryzykować.
一 Co ty... oh, sale.
Zauważył rzęsę, a kojarząc o co chodzi posłał Gauthierowi krótkie, rozbawione spojrzenie i zamknął na chwilę oczy. Nabrał powietrza w płuca, wstrzymał je i... w ciągu kolejnych kilku sekund pogłębiających jego konsternację odkrył, że miał pustą głowę.
Czego mógłby chcieć, abstrahując od tego, że w sprawczość tego typu zabiegów nie wierzył?
Początkowo kadr domu przypominający coś wyrwanego z sitcomu rozlał się niekontrolowanie w tempie, które wykręciło mu nieprzyjemnie żołądek. Kilka osób pozbawionych twarzy rozrzuconych po scence bez zajęcia czy celu, wyglądających bardziej jak rekwizyty zmieniało swoje pozycje gdy Milo usiłował nadać wyobrażeniu ludzki kontur, bezcelowo, bo wciąż czuć było w tym układzie coś niepasującego. Trochę tak, jakby ktoś kazał niewidomemu opisać paletę barw.
Z czasem jednak obraz widzianego raz w życiu kompleksu budynków górujących nad miejską siatką zabudowań w dole zaczął się klarować i wypierać poprzednią myśl, a znane logo przebiło się wyraźniej przez mgłę.
NASA.
Zdmuchnął rzęsę za jednym podejściem i jeszcze przez moment patrzył na opuszkę Dylana podetkniętą pod nos.
一 Też tak robiliśmy 一 wspomniał mimochodem, obie dłonie wsuwając do kieszeni dylanowej kurtki. 一 Z rzęsami, ze spadającymi gwiazdami. Nie wiem czy cokolwiek się spełniło, ale to było potrzebne.
Dylan Gauthier
Pomimo ładnie brzmiącej w popołudniowym słońcu historii Rivera wierzył raczej w wersję, w której to Diego interweniował w jakiś pokrętny i zapewne nielegalny sposób gdy czynsz zaczął drastycznie uszczuplać ich domowy budżet, ale dla Estelli obydwaj zgodnie udawali, że jej kobiecy urok podstarzałej Latynoski pokonał ludzką pazerność.
Nie potrafił jednak udawać, że nie dosłyszał nuty przekory w pozornie błahym pytaniu, dlatego jeszcze przed odpowiedzią spiorunował Dylana mocno oceniającym spojrzeniem z ukosa.
一 Osiemdziesięcioletni Kanadyjczyk z kurewsko irytującym francuskim akcentem. Mój urok osobisty totalnie zafundował nam absolutne zero jakichkolwiek przywilejów, więc nie licz na noworoczne zniżki. Raczej w drugą stronę, dziad zawsze podniesie przynajmniej o symbolicznego dolara, żebyśmy na głupoty nie przepierdolili.
Skrzywił się niechętnie na wspomnienie ostatniej wizytacji, która miała miejsce na krótko po wyprowadzeniu się poprzedniego lokatora, a zarazem przed uzupełnieniem luki przez Gauthiera. Milo nie był w stanie zrozumieć połowy furkoczącego, dychawicznego bełkotu i dopóki nie dostał wszystkiego na piśmie w języku rozumianym przez ogół, nie zgodził się na nic - nawet na podpisanie się pod petycją o remont wiaty śmietnikowej pod blokiem.
Widocznie wśród tych rzekomych wielu zalet jakie zdawał się dostrzegać wyłącznie Dylan, Rivera nie posiadał talentu językowego.
Zmiana tematu i pytanie, które słyszał więcej razy niż mógłby zliczyć ilekroć wchodził w głębsze szczegóły swojej dotychczasowej kariery na zapleczach dusznych warsztatów wywołała o dziwo zakłopotany, ale szczery uśmiech poprzedzony odruchowym uchyleniem ust.
一 Zgaduję, że tak, ale tak naprawdę nigdy nie interesowało mnie co jest w tych plikach. Bardziej skupiałem się na samym odzyskiwaniu danych niż na ich treści, więc niewiele mogę ci na ten temat powiedzieć. 一 Przyzwoitość nie miała tu nic do rzeczy. Milo po prostu nie posiadał odruchu ekscytacji ludzkimi tajemnicami dostępnymi na skinienie palca i być może było w tym jakieś instynktowne myślenie w przód, bo dzięki temu spał spokojniej. Wolał nie wiedzieć co znajdowało się na niektórych poharatanych dyskach, na tych, które wyglądały jakby ktoś przejechał po nich celowo autem, ani tych, na których znajdowały się zaschnięte ślady bardzo organicznych, lepkich substancji, na które kurwił pod nosem nie z zaskoczenia, a irytacji kiedy z delikatnością usuwał nalot rozpuszczalnikiem.
一 Nie, żebyś ty nie musiał. Ja przynajmniej odpowiadałem sam za siebie, ty za dwójkę dzieciaków i ojca w gratisie 一 przypomniał ze znaczącym cmoknięciem; spośród wielu rzeczy przez jakie musiał przedrzeć się oślim uporem, ślepą determinacją i zakodowaną głęboko chęcią normalnego życia wątpił, by podołał funkcji w jaką Dylan wszedł mimowolnie gdy w domu zabrakło dorosłego, na którym można było polegać. Milo potrafił nieźle przyłożyć, był specjalistą od ucieczek i miał dryg do tego, co dało się opisać za pomocą zgrabnych reguł syntaktycznych i praw fizyki, ale wśród tych umiejętności nie posiadał niczego, co przydałoby się w opiece nad czymkolwiek poza kotem. 一 Każdy radził sobie jak mógł, po prostu... nie było innego wyjścia.
Domknięcie tematu w domyśle tyczyło się zarówno jego koślawej przeszłości jak i okresu wymuszonej dorosłości Gauthiera, bo tak naprawdę żaden z nich - nawet gdyby bardzo chcieli - nie posiadał alternatywy zdolnej pogodzić rzeczywistość z marzeniami. Życie szybko pokroiło je na porcje, opiłowało gdzie mogło i odebrało podatek zostawiając niewiele, ale dość by wieczorami móc przynajmniej snuć wizje lepszego życia, w którym cykl niepowodzeń i trudu daje się wreszcie przełamać.
Codzienność nie lubiła się z marzycielami i Milo podejrzewał, że Dylan również o tym wiedział.
Dopiero podkolorowany nawykowym flirtem komentarz na oślepienie latarką wyrwał go z zamyślenia i ścisnął mu wargi w cierpki grymas.
一 Pamiętaj, że na torach to działa na odwrót 一 odgryzł się gasząc latarkę i znajdując jej miejsce w jednej z licznych kieszeni w spodniach. 一 Nie za wesoło ci tak w ogóle?
Bo to, że Gauthier niemal unosił się o kilka cali nad ziemią nie umknęło jego spostrzeżeniu, mniej natomiast jasnym był powód.
Rivera również umarszczył brwi pozerkując w jego kierunku badawczo, jak na maszynę, która po wielu latach stabilnej pracy nagle zaczęła wydawać nowe, nieznane dotąd dźwięki.
Czy naprawdę wystarczało pozwolić się poobtykać, pougniatać i zrzucić warstwę ubrań by przeciętny mężczyzna zapomniał o troskach dnia codziennego? Milo nie do końca rozumiał, ale zaczynał dostrzegać połączenie.
Skupiony na nowym odkryciu nawet nie zauważył, że w jego kierunku zbliżała się ręka, a zważywszy na okoliczności powinien odpędzić go zanim ktoś zbyt ciekawski wypatrzyłby ich pod kamienicą. Może był odrobinę paranoiczny, ale wolał nie ryzykować.
一 Co ty... oh, sale.
Zauważył rzęsę, a kojarząc o co chodzi posłał Gauthierowi krótkie, rozbawione spojrzenie i zamknął na chwilę oczy. Nabrał powietrza w płuca, wstrzymał je i... w ciągu kolejnych kilku sekund pogłębiających jego konsternację odkrył, że miał pustą głowę.
Czego mógłby chcieć, abstrahując od tego, że w sprawczość tego typu zabiegów nie wierzył?
Początkowo kadr domu przypominający coś wyrwanego z sitcomu rozlał się niekontrolowanie w tempie, które wykręciło mu nieprzyjemnie żołądek. Kilka osób pozbawionych twarzy rozrzuconych po scence bez zajęcia czy celu, wyglądających bardziej jak rekwizyty zmieniało swoje pozycje gdy Milo usiłował nadać wyobrażeniu ludzki kontur, bezcelowo, bo wciąż czuć było w tym układzie coś niepasującego. Trochę tak, jakby ktoś kazał niewidomemu opisać paletę barw.
Z czasem jednak obraz widzianego raz w życiu kompleksu budynków górujących nad miejską siatką zabudowań w dole zaczął się klarować i wypierać poprzednią myśl, a znane logo przebiło się wyraźniej przez mgłę.
NASA.
Zdmuchnął rzęsę za jednym podejściem i jeszcze przez moment patrzył na opuszkę Dylana podetkniętą pod nos.
一 Też tak robiliśmy 一 wspomniał mimochodem, obie dłonie wsuwając do kieszeni dylanowej kurtki. 一 Z rzęsami, ze spadającymi gwiazdami. Nie wiem czy cokolwiek się spełniło, ale to było potrzebne.
Dylan Gauthier